Człowiek człowiekowi wilkołakiem: 07

Opatuliła się szczelniej szalikiem, kiedy wiatr po raz kolejny postanowił dać o sobie znać. Podczas zajęć z astronomii w obserwatorium nigdy nie wiało, ale najwyraźniej jakaś magiczna osłona przed wiatrem była zdejmowana zaraz po ich skończeniu. Ale też nikt się nie spodziewał, albo też nie chciał spodziewać, że dwójka uczniów postanowi odwiedzić wieżę astronomiczną poza godzinami lekcyjnymi. Kitty z własnej woli by tego raczej nie zrobił i nie dlatego, że bała się złamania regulaminu, a po prostu był środek zimy, było przeraźliwie zimno i oddałaby wszystko, żeby rozłożyć się teraz przed kominkiem i odzyskać czucie w palcach. Starała się nie dawać tego po sobie poznać; uśmiechała się miło, zapatrzona w gwieździste niebo, chociaż podejrzewała, że jej twarz po prostu zamarzła i nawet jakby chciała się nie uśmiechać, to by się nie udało.
Trzeba było jednak przyznać, że niebo wyglądało niesamowicie; ani jednej chmury, żadnych świateł ze strony zamku, wszystkie konstelacje widać było jak na dłoni. Poza tym pierwszy raz w życiu widziała Remusa tak podekscytowanego, kiedy opowiadał jej o rzeczach, o których wiedziała prawdopodobnie więcej niż on, ale on wcale nie musiał tego wiedzieć. Z czystej sympatii postanowiła go nie uświadamiać, chociaż parę razy musiała ugryźć się w język, kiedy pomieszał nazwy gwiazd.− Przecież to Jowisz − wymsknęło jej się w końcu, kiedy próbował ją przekonać, że ten jasny punkt na niebie, który ewidentnie był Jowiszem, to Wenus.
Spojrzał na nią zaskoczony, a ona zasłoniła się bardziej szalikiem i pokazała palcem inny jasny punkt, który nie był gwiazdą, jak wcześniej twierdził.
− Wenus jest tam.
Podążył wzrokiem za jej ręką, a potem znowu spojrzał na nią i uniósł brwi.
− Czyli jednak masz jakieś pojęcie na temat astronomii.
Kitty rozłożyła bezradnie ręce.
− Wybitny na sumach − powiedziała. − I tak jakby postanowiłam podejść też do owutemów.
Remus zasłonił twarz dłonią, mogłaby przysiąc, że się zarumienił, ale było dość ciemno, więc ciężko ocenić.
− I pozwoliłaś mi mówić to wszystko?
Zaśmiała się i chwyciła go za rękę, by odsłonić jego twarz.
− Z takim zaangażowaniem opowiadałeś, nie miałam serca ci przerywać.
Remus pokręcił z rezygnacją głową i schylił się, by ją pocałować. Może i było przeraźliwie zimno, ale momentalnie zalała ją fala ciepła, więc postanowiła nie wypuszczać Remusa tak łatwo. Nie było to może ciepło jakie by dał kominek w pokoju wspólnym, ale lepsze to niż nic.
Nie było im jednak dane całować się aż do czasu aż pogoda zdecyduje pożegnać śnieg na dobre. Usłyszeli jakichś śmiech na schodach i chwilę później ktoś otworzył drzwi z hukiem, a dwie osoby bardzo sobą zajęte wpadły do obserwatorium. Kitty momentalnie odsunęła się od Remusa, jak gdyby nigdy nic się nie stało i spojrzała na intruzów. Najwyraźniej nie tylko Remus uznał tę miejscówkę za dobrą na zorganizowanie randki.
Kitty odchrząknęła, kiedy zdała sobie sprawę, że całująca się para nawet ich nie zauważyła i wcale nie uznali, że to dziwne, że zwykle zamknięte na kilka zamków drzwi były otwarte. Właściwie byli tak zajęci sobą, że prawdopodobnie nie zauważyliby, jakby Kitty i Remus się ewakuowali bez zwracania na siebie uwagi. Kitty jednak nie wyszła z inicjatywą; byli tu pierwsi i nie była zadowolona, że ktoś im przerwał randkę, więc skoro oni zepsuli jej randkę, to ona nie będzie się hamować przed zepsuciem ich!
Usłyszeli ją dopiero jak odchrząknęła po raz drugi. Wtedy właśnie pożałowała swojej decyzji, bo kiedy para oderwała się od siebie, rozpoznała Syriusza.
− Kitty, co ty tu… − urwał, bo zauważył Remusa dwa metry dalej. Uśmiechnął się głupkowato. − Ale numer! Rogacz cię zabije.
Wskazał palcem na Remusa, żeby podkreślić, że o niego chodzi i że ma przechlapane.
Dziewczyna, z którą przyszedł Syriusz wyglądała na zdezorientowaną, Kitty jej nie rozpoznawała, ale też rzadko kiedy zawracała uwagę na młodsze roczniki.
− Chodźmy gdzie indziej − powiedziała cicho, obejmując ramię Syriusza. Zerknął na nią i uśmiechnął się szeroko.
− Oczywiście.
Dziewczyna wyciągnęła go z obserwatorium. Syriusz zdążył jeszcze tylko pogrozić im palcem i tyle ich widzieli. Kitty westchnęła głośno.
− Popularne miejsce. Biblioteka będzie lepsza na następną randkę, tam się Syriusz nie pojawia − powiedziała. − I jest znacznie cieplej.
Remus stanął obok i spojrzał na nią.
− Następną randkę? Nie wiem czy dożyję do tego czasu − odpowiedział z rozbawieniem.
Zaśmiała się i szturchnęła go w ramię.
*
− Plan wychodzi idealnie, Kitty − powiedziała z podekscytowaniem Abby przy śniadaniu. − Wszyscy gadają o tobie i Remusie. Dobrze, że poszłaś po rozum do głowy i nie ukrywasz tego.
Kitty odsunęła talerz z niedojedzonymi tostami i oparła czoło o blat; po pierwsze, bo była załamana, a po drugie, bo chciała jakoś ukryć, że jej twarz przybrała ciemnoczerwony kolor.
− Jaki związek? − wymamrotała w stół.
Pomijając już plotkujących Gryfonów, bo ciężko było to powstrzymać, ale całowanie się z Remusem dwa razy i połowa randki ciężko nazwać związkiem.
Abby poklepała ją po głowie, a Kitty w odpowiedzi odgoniła ją ręką.
− Zabiję Syriusza.
− Co?
− Za to, że rozpowiedział wszystkim − powiedziała poirytowana, kiedy podniosła głowę. − James znowu zrobi burdę i tyle będzie z umawiania się z kimkolwiek.
Abby przez chwilę patrzyła na Kitty bez słowa.
− Tak, to Syriusz − powiedziała po krótkiej przerwie.
Kitty pokręciła głową i spojrzała na Syriusza, który siedział paręnaście metrów dalej z jej bratem, Remusem i Peterem. Nie wyglądali jednak jakby byli w morderczych nastrojach, wręcz przeciwnie − śmiali się właśnie z czegoś albo raczej kogoś, kto był przy stole Ślizgonów, obstawiała Snape’a, ale równie dobrze mógł to być brat Syriusza.
Kitty wstała od stołu bez słowa i skierowała się do wyjścia z Wielkiej Sali; nie była głodna, ani też nie miała ochoty na dalszą rozmowę z Abby. Przeszło jej przez myśl, że jej przyjaciółka powinna znaleźć sobie nowe hobby albo nowy obiekt zainteresowań, zanim Kitty skończy z załamaniem nerwowym. Nikt nie ostrzegał, że umawianie się i posiadanie brata jest taką skomplikowaną mieszanką. Co ona by dała, żeby być jedynaczką!
A jakby tego wszystkiego było mało, przed salą transmutacji została dorwana przez ostatnią osobę, którą miała ochotę oglądać. Zatrzymała się jednak, kiedy usłyszała swoje imię, i spojrzała na Philipa.
− Zaskakująco często ze sobą rozmawiamy. Powiedziałabym, że nawet częściej niż jak byliśmy razem − skomentowała, a Philip zastanowił się chwilę i ostatecznie przyznał jej rację. Kitty nie mogła powstrzymać parsknięcia śmiechem. − Czego chcesz?
− Ludzie gadają o tobie i Lupinie.
Kitty westchnęła. Czyżby Abby miała jednak rację?
− Nie mów, że jesteś zazdrosny.
Philip wyglądał na bardzo rozbawiona tą uwagą. Czyli jednak nie miała racji, nic nowego.
− O Lupina? Proszę cię. Jeżeli chciałaś mnie wkurzyć, to trzeba było uderzyć z tym do Blacka.
Kitty opadły ręce.
− Nie próbuję cię wkurzyć!
− Więc co? Lupin jest niekoniecznie w twoim typie. − Philip splótł ręce na piersi i spojrzał na nią, niedowierzając. Może ona wcale nie próbowała go wkurzyć, ale on w tej chwili wkurzał ją, bardzo. Wytknęła go palcem.
− Przypominam, że jak ostatnio umawiałam się z facetem, który był w moim typie, to złamał mi serce po tym jak mój brat złamał mu nos.
Philip nie wyglądał na zadowolonego tą uwagą, ale z drugiej strony prawdopodobnie podbudowała mu ego przyznając, że jest w jej typie. Niby wiedział o tym, ale przecież nie szkodzi powtórzyć to raz na jakiś czas.
− Poza tym, skąd w ogóle o tym wiesz? Jacy ludzie gadają?
− No, nie może nie ludzie w liczbie mnogiej − przyznał i wzruszył ramionami. − Abby.
Kitty spojrzała na niego w lekkim szoku. Czyli jednak nie Syriusz plotkował, a co za tym idzie James niekoniecznie o tym wszystkim wiedział. Poza tym, że była wściekła na Abby za wtrącanie się w sprawy między nią a Philipem, to odetchnęła z ulgą. Wróciła nadzieja, że może jednak nie skończy się to tak tragicznie i dojdzie do drugiej randki z Remusem.
− Kretynka − skomentowała w końcu z westchnieniem.
− Nie mogę się z tym nie zgodzić.
Kitty rzuciła Philipowi ostrzegawcze spojrzenie.
− Tylko ja mogę ją obrażać, więc się lepiej zastanów, zanim powiesz coś jeszcze.
Uśmiechnął się tylko w odpowiedzi.

Człowiek człowiekowi wilkołakiem: 07

Człowiek człowiekowi wilkołakiem: 04

Piątek nie był dniem, który spędzało się w bibliotece. Nawet ci, którzy przygotowywali się do sumów czy owutemów w piątek unikali biblioteki jak ognia. W końcu było trochę wolnego po ciężkim tygodniu pełnym mniej lub bardziej nudnych zajęć. Kitty co prawda nie uważała zajęć, na które uczęszczała za nudne − wręcz przeciwnie! Te, na które się zdecydowała po piątym roku stały się dużo ciekawsze niż były. Oczywiście przy okazji obrony przed czarną magią coroczne zmiany nauczycieli były dość irytujące, ale szczęśliwie w przypadku dwóch ostatnich lat dostawali takich, którzy znali się na rzeczy. Na korzyść zajęć wpływały też małe grupy uczniów, które na nie uczęszczały. Na zaklęcia może i chodzili prawie wszyscy uczniowie Hogwartu, ale już astronomia i numerologia były bardzo słabo oblegane, więc nauczyciel mógł się skupić na małej grupie i skuteczniej przekazać więcej wiedzy.
Kitty naprawdę lubiła system nauczania po piątym roku. Co nie zmieniało oczywiście tego, że wciąż była leniwa i tak jak inni uczniowie, w piątki nie pojawiała się w bibliotece. Aż do dzisiaj.
Stanęła przy pustych stolikach i rozejrzała się. Biblioteka wyglądałaby na opuszczoną, gdyby nie to, że bibliotekarka przechadzała się między regałami i odkładała książki. Jakiś pojedynczy uczeń też gdzieś się zaplątał, ale cisza aż dźwięczała jej w uszach.
I wtedy właśnie Abby wypadły książki z rąk. Kitty aż podskoczyła i spojrzała z oburzeniem na przyjaciółkę.
− To nie ja − powiedziała, jakby nie było to takie oczywiste i szybko pozbierała książki z podłogi.
Kitty pokręciła głową i rzuciła torbę na najbliższy stolik, czym też wywołała hałas, ale skoro już Abby narobiła rabanu, to się aż tak nie przejmowała. Wyciągnęła rolki pergaminu, pióro i kałamarz, który chyba tylko cudem się nie potłukł od tego rzutu torbą. Abby położyła obok książki, które pozbierała z podłogi i zajęła jedno z krzeseł.
− Pozwolisz, że się najpierw zajmę swoimi rzeczami, skoro już tu jesteśmy?
− Jak to?
Abby spojrzała na nią przez zmrużone powieki.
− Eliksiry chociażby.
− Pewnie. Baw się dobrze, ja idę na poszukiwania.
Jak powiedziała, tak zrobiła. Doskonale wiedziała gdzie iść; przez ostatnie dwa lata często musiała korzystać z pomocy biblioteki. Podstawowe podręczniki do astronomii mogłyby równie dobrze nazywać się podręcznikami do astrologii − nie było w nich nic przydatnego. Dlatego raz na jakiś czas trzeba było iść do biblioteki i znaleźć tę książkę, która traktowała astronomię jako naukę, a nie dział wróżbiarstwa.
Uczniów w bibliotece było więcej, niż się na początku wydawało, ale akurat w dziale książek związanych z kosmosem była pustka. W oddali słyszała ciężkie kroki, ale nie poświęciła im zbyt dużo uwagi, skupiła się za to na znalezieniu odpowiedniej książki, bądź książek. Może powinna była poświęcić więcej uwagi tym krokom, nie byłaby wtedy tak zaskoczona czyjąś obecnością tuż za jej plecami.
Odwróciła się gwałtownie i stanęła twarzą w twarz (jak zadarła głowę do góry, nie było łatwo być niskim) z Philipem.
− Śledzisz mnie? − zapytała i uciekła wzrokiem na bok.
− Unikasz mnie.
− To nie jest odpowiedź na moje pytanie.
− Trochę śledzę.
Dobrze, że chociaż się przyznał. Kitty pokręciła lekko głową i parsknęła, ale wciąż uparcie nie patrzyła mu w oczy. Czuła na sobie jego spojrzenie; był stanowczo zbyt blisko niej.
− Czego chcesz ode mnie? Ostatnio dałeś mi dość jasno do zro…
Nie dane było jej dokończyć, bo oto Philip wykonał ruch niecny, a zarazem bardzo skuteczny − pocałował ją. Kitty otworzyła szerzej oczy z zaskoczenia, ale zamiast wyrwać się i uciec gdzieś daleko, a przed tym jeszcze uderzyć go mocno w tę piękną twarz, po krótkiej chwili zamknęła oczy i odwzajemniła pocałunek. Przycisnął ją do regału, co nie było najwygodniejsze, ale Kitty i tak nie mogła na niczym skupić myśli. Potrzebowała około minuty (może mniej, dla Kitty trwało to jak wieczność) dość intensywnego całowania, żeby się opamiętać i dopiero wtedy udało jej się pójść po rozum do głowy i odepchnąć go.
− C-co ty wyprawiasz?
Philip uśmiechnął się, ale ze swojej uprzejmości już się do niej aż tak nie zbliżał. Gdyby to zrobił, mogłoby to się dla niego źle skończyć i chyba zdawał sobie z tego sprawę. Nie zmieniało jednak faktu, że na widok tego uśmiechu serce Kitty miękło i już prawie zapomniała, dlaczego w ogóle była na niego zła. Musiała się naprawdę skupić, żeby całkowicie mu nie ulec.
− Przepraszam, Kathleen − powiedział w końcu i podrapał się po policzku.
− Tutaj potrzeba czegoś więcej niż zwykłego przepraszam.
Wbiła palec w jego klatkę piersiową.
− Co mam powiedzieć?
− Że zachowałeś się jak kretyn, że to by błąd i chcesz to naprawić, cokolwiek − powiedziała i nerwowo przeczesała palcami włosy. − A tak śledzisz mnie, całujesz ni stąd ni zowąd i myślisz, że wszystko jest w porządku. Ty podjąłeś tę decyzję, więc radź sobie z nią jak, ponoć, na Ślizgona przystało. Ale najpierw zejdź mi z oczu!
Philip był wyraźnie zaskoczony takim obrotem sytuacji. Kitty często stawiała go w sytuacji, w której ciężko było jej odmówić, ale taka asertywność była do niej niepodobna. Zwykle za bardzo była w niego zapatrzona, by chociażby podnieść na niego głos. Kitty również była zaskoczona i wiedziała, że jak Philip jej teraz nie posłucha, to będzie jej koniec. Mimo ostatnich sytuacji, Philip był jednak wciąż osobą, która nie zawodziła większości jej oczekiwań.
− W porządku.
Skinął głową. Wyglądał trochę przykro i Kitty wstrzymała oddech, kiedy patrzyła na jego oddalające się plecy. Ostatecznie zniknął z jej pola widzenia, więc wypuściła powietrze z cichym świstem. Przykucnęła, opierając się o regał za nią, i schowała twarz w lekko drżących dłoniach. Przez chwilę siedziała tak bez ruchu, żeby się uspokoić i dopiero, kiedy była pewna, że na pewno się nie rozpłacze z tego wszystkiego, podniosła się na równe nogi. Rozejrzała się jeszcze w obawie, że ktoś był świadkiem jej chwilowego załamania nerwowego. Po upewnieniu się, że nikogo w zasięgu wzroku nie było, wytrzepała spódnicę, wyprostowała koszulę i wróciła do szukania książek, po co w ogóle przyszła w tę część biblioteki.
Skupienie się nie było łatwe, ale ostatecznie udało jej się zlokalizować to, czego szukała w formie kilku naprawdę ciężkich tomiszczy. Kitty z trudem ściągnęła je z półek i przeklinała się, że zostawiła różdżkę razem z pozostałymi rzeczami na stoliku. Jednak z pozytywnych rzeczy, książki wyglądały na nowe i nie miały na sobie przesadnej ilości kurzu − przebywanie w bibliotece, gdzie znajdowały się niewyobrażalne pokłady kurzu dla osoby, która była na niego uczulona, nie było łatwe.
Kitty przetarła rękawem brzegi książek i zabrała je do stolika, gdzie wcześniej zostawiła Abby. Dziewczyna była skupiona na pisaniu czegoś − prawdopodobnie związanego z eliksirami − na pergaminie. Przerwała dopiero, kiedy tuż obok niej z hukiem opadły dopiero co przytargane grube księgi. Abby obdarowała Kitty morderczym spojrzeniem i zaczęła ratować swój pergamin, na którym, z powodu nagłego hałasu, zrobiła okazały, aczkolwiek nieopanowany i zahaczający o zapisane już teksty, szlaczek.
− Co tak długo? − zapytała w międzyczasie, kiedy Kitty zajęła miejsce na przeciwko.
− Natknęłam się na Philipa. − Machnęła ręką na krzywą minę Abby. − Nie ma o czym mówić.
Abby przechyliła głowę i spojrzała na przyjaciółkę z pobłażaniem. Kitty mogłaby przysiąc, że jej nie dowierzała, ale nie rozumiała dlaczego. Co było jeszcze dziwniejsze, nie skomentowała tego, ani nie wyciągała z niej informacji.
− Wiesz, co byłoby dobre? − zapytała zamiast tego. Kitty pokręciła głową. − Jakbyś zaczęła się umawiać z Syriuszem.
Kitty zakrztusiła się własną śliną i spojrzała na nią, jakby widziała ją po raz pierwszy.
− Niby dla KOGO byłoby dobre?
− Nie dla kogo. Dla SPRAWY.
Kitty wysiliła się na najbardziej nieszczery uśmiech, jaki potrafiła zrobić. Nawet jakby jej zapłacili, to nie umówiłaby się z Syriuszem Blackiem. Chyba, że zapłaciliby naprawdę dużo − wtedy może by rozważyła. Tylko wtedy.
− Sama się z nim umów. Dla jakiej niby sprawy?
− SPRAWY. Żeby wkurzyć Traversa.
Abby brzmiała na bardzo z siebie dumną. Prawdopodobnie też z premedytacją pominęła pierwszą uwagę. Od dwóch lat powtarzała, że chętnie umówiłaby się z Syriuszem (w końcu był taki piękny i zabawny), ale ostatecznie nic w tym kierunku nie robiła − czekała tylko aż to on wykona pierwszy krok, na co mogłaby czekać do swojej śmierci albo i dłużej. Nie dało się ukryć, że Syriusz nie wyglądał na zainteresowanego; raz Kitty wspomniała mu zupełnie przypadkiem o Abby, a ten nawet nie był pewien, o kim była mowa. Tak jakby Kitty miała więcej niż jedną koleżankę, z którą spędzała większość wolnego czasu. Według prób zgadnięcia, kim jest Abby, miała ich co najmniej pół Hogwartu.
− Ale ja nie chcę go wkurzać − powiedziała w końcu z rezygnacją. − Chcę, żeby się opamiętał.
Położyła głowę na blacie i tak leżała, a Abby tylko westchnęła, po czym wróciła do wcześniejszego zajęcia. Przez dłuższą chwilę żadna z nich nic nie mówiła, co pozwoliło Kitty skupić myśli. Powinna była poszukać informacji na temat powstawania gwiazd, żeby nie nosić tych wielkich ksiąg po schodach aż na siódme piętro. Powinna była się zająć czymkolwiek konstrukcyjnym, a nie myśleć o uśmiechu Philipa, a już w ogóle powinna zapomnieć o tym pocałunku. To ostatnio było szczególnie trudne. Teraz już wszystko potwierdzało to, że umrze samotnie.
− A Remus?
Kitty powoli podniosła głowę i spojrzała z rezygnacją na Abby.
− Co z nim?
− No. Żebyś się z nim umówiła − powiedziała i pokręciła głową nad niedomyślnością przyjaciółki. Kitty uniosła brwi bardzo wysoko. − No jego chyba nawet lubisz. No i przede wszystkim, on ciebie lubi.
Kitty otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale wycofała się z tego i je zamknęła. I tak jeszcze dwa razy, zanim w ogóle wpadła, co mogłaby na coś takiego powiedzieć.
− Remus wcale mnie nie lubi. Jest po prostu miły.
Abby znów spojrzała na Kitty z pobłażliwością, a Kitty nienawidziła tego bardzo szczerze.
− Tak jak James jest miły dla tej rudej Evans. − Zastanowiła się krótką chwilę. − Dobra, to był zły przykład. Jak Romeo był miły dla Julii. Ale oni chyba umarli, to może też nie tak. Nieważne, to przecież takie oczywiste.
Kitty nie wiedziała, kim był Romeo, ani tym bardziej Julia. Pomyślała, że to może jacyś Puchoni, z którymi nie dzieliła żadnych zajęć.
− Dobra, przyjmijmy, że mnie lubi. Wiesz, tylko dlatego, żebyś się nie zgubiła w tych analogiach. − Kitty wykonała dziwny gest rękoma, który miał oddawać zgubienie się w analogiach. − Nie uważasz, że umawianie się z Remusem tylko po to by zdenerwować Philipa jest trochę nie w porządku wobec Remusa?
Nie wspomniała już, że nie byłoby to w porządku wobec Philipa też, ale ten argument nie przekonałby Abby to zmiany myślenia.
− A nuż się zakochasz. − Abby rozłożyła ręce. − Miłość podąża dziwnymi ścieżkami.
Kitty schowała twarz w dłoniach, nie wierząc w całą tę rozmowę. W ogóle wszystko, co działo się od tego fatalnego w skutkach balu było coraz bardziej i bardziej absurdalne. Kitty liczyła, że może zaraz się obudzi i wszystko będzie, tak jak być powinno. Pstryknęła się nawet w czoło, żeby przyspieszyć proces budzenia się, ale najwyraźniej nie tak to działało.
− Miłość podąża dziwnymi ścieżkami? Abigail, skąd w ogóle wytrzasnęłaś ten tekst? Skończ brać to, co bierzesz, bo to się może skończyć dla ciebie bardzo źle. Mówię to, bo cię kocham i się martwię.
Położyła rękę na sercu, by potwierdzić w ten sposób autentyczność swoich słów. Abby za to zmarszczyła brwi i rzuciła w Kitty małą papierową kulką, którą zrobiła w międzyczasie z kawałka luźnej kartki włożonej w jedną z książek.

Człowiek człowiekowi wilkołakiem: 04

Człowiek człowiekowi wilkołakiem: 02

Kitty siedziała na łóżku i próbowała zapleść sobie włosy bez użycia lustra. Abby obserwowała to jak po raz kolejny rozczesywała włosy i zaczynała od nowa. Zrezygnowana siadła obok niej i przejęła pałeczkę. Abby lubiła się bawić jej włosami i zwykle wymyślała jakieś szalone fryzury, a Kitty potem miała trudności z rozczesaniem ich, a potem nie wychodziła z dormitorium przez resztę wieczoru. Ale nic dziwnego, że Abby tak je lubiła − Kitty miała długie i grube włosy, wprost idealne do takich fryzur. Kitty co prawda zawsze chciała, żeby były trochę jaśniejsze, bo mogłaby przysiąc, że teraz wręcz pochłaniały światło. To była oczywiście przesada, miała zwyczajnie czarne włosy z brązowymi przebłyskami w słońcu, ale lubiła być dramatyczna, jeżeli chodziło o opisywanie ich koloru. W szczególności kiedy narzekała. A Kitty lubiła narzekać. Dużo. I zawsze robiła to bardzo barwnie − nie można przecież poprzestawać na półśrodkach.
− Nie rozumiem, jak udało ci się wymigać z tego szlabanu.
Abby przerwała ciszę. Kitty chwilę jeszcze milczała, chciała poruszyć głową, by spojrzeć na nią, ale ta unieruchomiła jej głowę dłońmi. Nie ma przeszkadzania tworzeniu sztuki! Kitty powiedziałaby najchętniej, żeby zajęła się swoimi włosami, ale ta nie miała się czym zajmować. Abby przede wszystkim miała krótko ścięte włosy i co najwyżej mogła w nie wpiąć jakąś kolorową spinkę, ale odejmowało jej to wtedy kilka lat, a to było ostatnie, co chciałaby zrobić. W szczególności, że miała dodatkowo dość okrągłą twarz i duże oczy. Generalnie, jeżeli nie liczyć niskiego wzrostu ich obu, to różniły się od siebie dość znacznie. Okrutni nastolatkowie uznaliby, że Abby była tą brzydszą koleżanką − grubszą, mniej atrakcyjną. Kitty się z tym nie zgadzała, ale rzadko która dziewczyna w jej wieku była całkowicie zadowolona ze swojego wyglądu. W przypadku Kitty, poza rzecz jasna kolorem, była to chłopięca sylwetka. Może nie dało się Kitty pomylić z chłopcem, ale miała dość szerokie ramiona i niespecjalne wcięcie w talii, co szkolny mundurek dodatkowo podkreślał. Nienawidziła tego.
− Philip się za mną wstawił − odpowiedziała w końcu. Nie musiała odwracać głowy, żeby wiedzieć, że Abby wykrzywiła usta. Nie lubiła Philipa. Naprawdę trudno było znaleźć kogokolwiek, kto by uznał ten związek za dobry pomysł i Kitty nie poprawiało to wcale humoru. Nawet jej najbliższa przyjaciółka była wobec niego krytyczna. − Wyjaśnił, że próbowałam ich rozdzielić.
− Ślizgon, a jednak się do czegoś przydał.
Kitty aż sapnęła z oburzenia. Takie uprzedzenia, a to przecież Abby była tą rozsądną. Możliwe, że właśnie w ten sposób okazywała ten rozsądek, ale Kitty wcale się to nie podobało. Czemu nikt nie mógł jej wspierać?
− Philip jest przemiły, powinnaś go lepiej poznać, a nie stereotypami rzucać na lewo i prawo jak mój brat! Już wystarczająco dużo problemów mi narobił. I wstydu!
Abby znowu musiała unieruchomić głowę Kitty, bo poniosła ją gestykulacja. Już kończyła swoje dzieło, a nie chciała zaczynać od nowa tylko dlatego, że Kitty była nadaktywna, kiedy wspominała o Philipie i Jamesie w jednym zdaniu.
− No już, nie unoś się tak. To był komplement.
− Nie brzmiał.
Abby wpięła w jej włosy kilka spinek, które Kitty trzymała na stoliku nocnym i odsunęła się. Kitty odruchowo przejechała palcami po głowie, by sprawdzić, co tym razem jej przyjaciółka wymyśliła. Lustro było za daleko, ale wyglądało na to, że nie było tak źle − dwa warkocze zbiegające się w jeden, który został związany w coś w rodzaju koka.
Z pokoju wspólnego dotarły do nich podniesione głosy oburzenia. Wśród nich bez problemu rozpoznały głos Jamesa. Kitty wymieniła się zaniepokojonym spojrzeniem z Abby, podniosła się z łóżka i wyszła czym prędzej z dormitorium, a Abby zaraz za nią. Niby podniesione głosy w pokoju wspólnym nie były niczym niezwykłym, ale w tej chwili oznaczały, że szlaban się już skończył i James równie dobrze mógł opowiadać pozostałym Gryfonom jak bohatersko uśmiercił potwornego Ślizgona.
Kitty nie pomyliła się za bardzo, bo kiedy już mogła rozróżnić słowa, do jej uszu dotarło:
− …wtedy zgiął się w pół, skomląc jakieś śmieszne groźby.
James wykonał pozę bohatera, a Syriusz i Peter pokładali się ze śmiechu. Paru innych Gryfonów też się śmiało, ale jej spojrzenie na Remusie, który jako pierwszy zauważył jej pojawienie się w pokoju wspólnym. Chciała wierzyć, że przynajmniej on się nie śmiał, ale nie była pewna, czy nie przestał po prostu na jej widok. Prawdopodobnie tak było. Wszyscy koledzy Jamesa mieli wspólnie tylko połowę mózgu.
Ich spojrzenia spotkały się na chwilę, ale Kitty była bardziej zainteresowana poruszeniem, które wywoływała historia Jamesa.
− Coś ty znowu zrobił? − zapytała, kierując swój wzrok na brata.
James powinien się poczuć zagrożony, ale za grosz w nim było instynktu samozachowawczego. Kitty miała wrażenie, że to była taka główna cecha męskiej części Gryffindoru. Nie tracąc niczego z pozy bohatera, James odwrócił się do niej; prawdopodobnie oczekiwał, że i ona również będzie z niego dumna, albo przynajmniej się trochę uśmiechnie.
− Pokazałem Traversowi, gdzie jego miejsce. Więcej się do ciebie nie zbliży.
− Żebyś widziała, jak mu nos rozkwasił! − dodał rozbawiony Syriusz.
Kitty zamrugała szybko. Wyraźnie ciężko było jej uwierzyć, w to co właśnie usłyszała. Teraz w ślad za Remusem, również Peter poszedł po rozum do głowy i przestał się śmiać. Kitty tym razem miała spódnicę z kieszeniami, toteż miała również różdżkę pod ręką, a dodatkowo nie miała żadnych świadków, którzy mogliby jej dać szlaban za niecne, różdżkowe zamiary. Trwało to dość szybko, ale James, mimo że miał o rok mniejsze doświadczenie z czarowania, nie miał problemu, by obronić się przed rzuconym zaklęciem.
− To nie twoja sprawa, z kim się spotykam.
James bez problemu obronił się również przed drugim zaklęciem. Abby tymczasem odsunęła się trochę od Kitty w obawie przed rykoszetem, bądź łokciem, którym Kitty bardzo żywo poruszała podczas rzucania zaklęć.
− Moja, jeżeli sama nie potrafisz wybrać sobie normalnego faceta, nie Ślizgona! OPANUJ SIĘ.
Kitty opuściła różdżkę, widząc że i tak niewiele zdziała w ten sposób. Liczyła na efekt zaskoczenia, ale James był zbyt czujny. Najwyraźniej nie był tak głupi, jak jej się momentami wydawało.
− Powiedz jeszcze, że taki Syriusz byłby lepszym kandydatem − powiedziała trochę spokojniej, czym wywołała ciche oburzenie obserwatorów; może brak instynktu samozachowawczego nie było tylko męską domeną.
− Kitty, nie − wtrąciła cicho Abby, która jako jedyna pozostawała tą logicznie myślącą, ale Kitty udawała, że tego nie usłyszała.
Oboje z Jamesem spojrzeli w stronę Syriusza, który momentalnie przestał się śmiać i wyglądał na trochę przestraszonego nagłym przejęciem uwagi całego pokoju wspólnego. Normalnie byłby przeszczęśliwy − w końcu lubił być w centrum uwagi, ale raczej nie w ten sposób. Szybko się rozejrzał w poszukiwaniu innego Syriusza, na którego mógłby zrzucić całą uwagę, ale kiedy takowego nie znalazł, uniósł ręce w obronnym geście.
− Mnie w to nie mieszajcie.
Kitty uniosła brew. Sam się w to wmieszał, kiedy swoim brakiem wychowania i nieumiejętnością przewidywania konsekwencji swoich czynów, wskazał ją palcem podczas balu − teraz niech cierpi.
James ostatecznie wykrzywił usta i wzdrygnął się na samą myśl.
− Jeszcze gorzej − stwierdził.
Syriusz automatycznie zapomniał, że jeszcze kilka sekund temu powiedział, żeby go w to nie mieszać.
− Że niby jestem GORSZY dla twojej siostry od ŚLIZGONA?
Do Kitty w końcu dotarł absurd całej tej sytuacji, bo oto właśnie Syriusz Black zaczął przekonywać Jamesa, że byłby idealnym chłopakiem dla niej. Kitty była przerażona. To nie tak, że Syriusz jej się nie podobał, bo trzeba byłoby być ślepym albo kłamcą, żeby stwierdzić coś takiego. Może nawet wizja umawiania się z Syriuszem nie wydawałaby się tak idiotyczna, gdyby nie to, że w ostatnie wakacje wprowadził się do ich domu.
Kitty już pierwszego dnia odczuła, że przybyło jej młodszych braci, a jeden młodszy brat to i tak już zbyt wiele! W szczególności, że z tym nowym bratem nie mogła znaleźć wspólnego języka; tak jak wcześniej w szkole nigdy nie mieli takiego problemu, to po wspólnym zamieszkaniu Kitty miała tylko ochotę otruć go, kiedy spał. Tak więc, o ile do obecności Jamesa i jego irytujących nawyków przez te szesnaście lat zdążyła się przyzwyczaić, tak Syriusz był nie do wytrzymania przez te dwa miesiące. Przede wszystkim jeżeli chodziło o jego nawyki łazienkowe, które, na pierwszy rzut oka każdego dnia się zmieniały, na pewno miały jakiś spójny wzór. Nikt nie mógł być tak po prostu aż takim chodzącym chaosem. Poza tym wszędzie zostawiał czarne kłaki i za każdym razem wina spadała na Kitty. Tak jakby nikt nie pamiętał, że przed wprowadzeniem się Syriusza, nigdzie żadnych włosów nie było. Może dlatego, że Kitty posiadła tę umiejętność, której niektórym brak − musiała sprzątać po sobie.
Kitty poczuła czyjś dotyk na ramieniu, co wyrwało ją z zamyślenia. Z początku spodziewała się Abby, dlatego zdziwiła się, kiedy spotkała się ze spojrzeniem Remusa. Nawet nie zauważyła, kiedy znalazł się tak blisko niej.
− Powinnaś iść do Philipa − powiedział, a ona momentalnie przypomniała sobie, od czego ta dyskusja się zaczęła. Od rozkwaszonego nosa Philipa!
− O Merlinie, mam nadzieję, że nic mu nie jest.
Uśmiechnęła się blado do Remusa, chociaż wciąż była zła na niego, jak i na resztę najlepszych kolegów Jamesa. Bo Remus na pewno był przy tej sytuacji i na pewno nie zrobił nic, żeby powstrzymać rozlew krwi.
Nie zwracając uwagi na ożywioną dyskusję Jamesa i Syriusza, wyminęła ich i wybiegła z pokoju wspólnego. Może powinna była zapytać Remusa, gdzie ostatni raz widzieli się z Philipem, ale już nie chciała się cofać. Biorąc jednak pod uwagę, co powiedział na samym początku Syriusz, to cel mógł być tylko jeden − skrzydło szpitalne. Chyba że Philip sam sobie potrafił poskładać nos, albo postawił być dumny do końca i wykrwawić się gdzieś na pierwszym piętrze w okolicy gabinetu profesor McGonagall albo w drodze do lochów. Kitty po cichu liczyło, że nie udało mu się do tych lochów dotrzeć, bo wtedy musiałaby się mocno nakombinować, by go stamtąd wywabić. A Ślizgoni z reguły rzadko byli pomocni, jak widzieli czerwono-złoty krawat.
Kitty miała jednak trochę szczęścia, bo kiedy kierowała się już w stronę skrzydła szpitalnego na pierwszym piętrze, Philip wyszedł jej na przeciw. Zawahał się, jak ją zobaczył, może nawet chciał gdzieś uciec, ale ostatecznie zatrzymał się i czekał, aż do niego podejdzie.
− Co się stało? − zapytała od razu.
Philip odwrócił wzrok. Był wyraźnie zdenerwowany, ale wcale jej to nie dziwiło. Tymczasem plamki krwi na jego śnieżnobiałym kołnierzyku tylko potwierdzały słowa Syriusza. Że też James nie mógł sobie darować pokazu siły! Chociaż trochę ją zdziwiło, że po pierwsze, Philip był tym poszkodowanym (no dobra, niby mieli przewagę, ale podejrzewała, że James zdecydował się na samotne szukanie sprawiedliwości), a po drugie, że polała się krew. Co oni za zaklęć używali?
− Wziął mnie z zaskoczenia − odpowiedział w końcu i westchnął ciężko. Był lekko zaczerwieniony, ale Kitty nie była pewna czy ze wstydu, czy złości. Niby wiadomo, że był wściekły, ale jednak dać się zaskoczyć młodszemu Gryfonowi uwłaczało wszystkim Ślizgonom.
− Nie widziałeś różdżki?
− Nie widziałem pięści.
Kitty aż otworzyła usta ze zdumienia. To nie było podobne do Jamesa, który wiecznie się przechwala, jaki był świetny z zaklęć i pojedynków! Żeby doprowadził do zwykłej, mugolskiej bójki? To już było przegięciem z jego strony.
− Przepraszam cię za niego, zupełnie nie…
Philip przerwał jej machnięciem ręki. Nagle zrobił się wyjątkowo spokojny, nawet jak na niego.
− Kathleen. − Spojrzała na niego czujnie. − Tych parę miesięcy było miłych, ale nie chce mi się codziennie użerać z twoim bratem, więc myślę, że to tyle.
Kitty przechyliła głowę i zrobiła naprawdę głupi wyraz twarzy. Teraz to już zupełnie nie wierzyła, co się wokół niej działo. Najpierw szlaban, potem kłótnia z Jamesem, teraz to? Jakiś naprawdę nieśmieszny żart. Niby wiedziała, że Philip zawsze cenił sobie spokój i swobodę, ale nie sądziła, że aż do tego stopnia.
Kitty nie odpowiedziała od razu, więc swoim sposobem unikania dramatycznych sytuacji, Philip postanowił nie czekać dłużej na jej odpowiedź i zwyczajnie się oddalił. Prawdziwy mężczyzna.
− TRAVERS − krzyknęła za nim, ale ten już skręcił na klatkę schodową.
Wydała z siebie dźwięk frustracji zbliżony do głośnego i długiego ugh, po czym fuknęła na najbliżej wiszący obraz. Ciągle zapominała, że w tym zamku wszyscy byli wiecznie obserwowani.
Przynajmniej wciąż miała ładną fryzurę i nikt jej tego nie odbierze.

Człowiek człowiekowi wilkołakiem: 02

Człowiek człowiekowi wilkołakiem: 01

Potrzeba przerwania mu w trakcie mówienia była przytłaczająca. Nigdy nie potrafiła cierpliwie czekać, aż ktoś skończy − zawsze musiała wtrącić swoje trzy grosze. I to nie tak, że mogła poczekać na chociażby dokończenie zdania, gdyby to zrobiła, to to, co chciała powiedzieć, przepadłoby w odmętach jej umysłu. Na to przecież nie mogła pozwolić! Abby często powtarzała, że powinna walczyć z tą skłonnością, ale to było silniejsze od niej. To tak jak powiedzieć palaczowi, że ma przestać palić. Do tego potrzebna jest ciężka praca, a Kitty nie miała takiego samozaparcia. Ale kto w wieku siedemnastu lat ma?
− Kocham tę piosenkę! − powiedziała więc, wchodząc Philipowi w słowo. Był trochę zaskoczony, ale powinien był się już przyzwyczaić do jej zachowania. Nie było to w końcu nic niezwykłego, chociaż wyraźnie chciał dokończyć historię. Nie można powiedzieć, że Kitty straciła zainteresowanie (może trochę, raczej małomówny Philip jak już zszedł a jakiś interesujący go temat, to nie potrafił skończyć) − po prostu musiała podzielić się tą informacją. I liczyła, że Philip coś z tą informacją zrobi.
Philip przez krótką chwilę nic nie mówił, prawdopodobnie analizował możliwości. Zawsze to robił. Nie było jednak o czym myśleć i Kitty wiedziała, że jest tylko jedna rzecz, którą mógł zrobić. Nie zawiódł jej oczekiwań.
Najpierw przez jego twarz przemknął mu uśmiech, trochę zrezygnowany, ale zawsze uśmiech. Kitty uwielbiała jak się uśmiechał − za każdym razem robiło to na niej wrażenie. Za każdym, bo nie zdarzało się to zbyt często. Należał do tego spokojnego i trochę zbyt poważnego typu ludzi, których wśród Ślizgonów było nadzwyczaj wielu. Ale podczas, gdy przy większości znanych jej Ślizgonów pod tą powagą kryło się wieczne zniesmaczenie otaczającym światem, tak u Philipa tego nie wyczuwała. Był po prostu poważny. I uśmiechał się do niej raz na jakiś czas.
Chwycił ją za rękę i poprowadził w stronę centralnej części Wielkiej Sali, gdzie zwykle stały stoły Krukonów i Puchonów. Teraz nie było stołów, była tylko duża przestrzeń zapełniona bawiącymi się uczniami. Otóż w Hogwarcie odbywał się bal. I to nie byle jaki bal! Bal z okazji Nocy Duchów, a namawianie dyrektora na zorganizowanie go trwało od poprzedniej Nocy Duchów. Na początku roku szkolnego wszyscy byli już zrezygnowani, stracili nadzieję, że kiedykolwiek w Hogwarcie odbędzie się jakiś bal, a tu pewnego październikowego poranka dyrektor ogłosił bal. Ależ to było poruszenie!
Kitty nie wspomina dobrze tego poruszenia, bo zamiast ekscytować się nadchodzącym balem, ona miała niecały miesiąc na przekonanie Philipa żeby chociażby rozważył uczestniczenie w balu. A to wydawało się jeszcze trudniejsze od namawiania dyrektora na zorganizowanie go.
Philip jednak w przeciągu ich paromiesięcznego związku rzadko kiedy zawodził oczekiwania Kitty. A skoro już wmieszali się w bawiący się tłum, Philip zakręcił dziewczyną w rytm szybkiej muzyki. Czarna sukienka Kitty uniosła się pod wpływem obrotów i odsłoniła na krótką chwilę jej blade kolana. Tylko na chwilę, bo Philip nie chciał, żeby Kitty straciła równowagę od tego całego kręcenia się, więc przyciągnął ją do siebie, a brzeg sukienki, zgodnie z zasadami grawitacji, opadł i zasłonił kolana.
Philip wspominał wcześniej, jako argument przeciwko pójściu na bal, że nie tańczy. Kitty odebrała to jako brak umiejętności tanecznych. Teraz jednak coś tu nie pasowało. Nie była oczywiście żadnym znawcą, bo sama nigdy nie uczyła się tańczyć, ani też specjalnie nie miała poczucia rytmu, ale Philip z pewnością wiedział co robi. Po prostu musiał mieć jakiekolwiek umiejętności, skoro nie dopuścił, żeby Kitty nadepnęła mu, ani komukolwiek w okolicy na buty. Nie żeby się starała, oczywiście. Jest to jednak całkiem możliwe, jak ma się dwie lewe nogi.
− Mówiłeś ostatnio, że nie tańczysz − odezwała się w końcu.
− Bo nie tańczę. Ale potem byś mi przez miesiąc wypominała, że nie chciałem z tobą tańczyć.
Philip nie lubił utrudniać sobie życia. Prawdopodobnie dlatego zgodził się w ogóle na pójście na bal. Kitty natomiast, jak to zwykle, kiedy mówił tego typu rzeczy, nadęła policzki i odwróciła głowę.
− Wcale bym nie wypominała.
Wiedziała, że dokładnie to by robiła, ale to nie oznaczało, że miała mu przyznać rację, kiedy ją tak jawnie obrażał. Philip westchnął cicho, nachylił nad nią i pocałował w skroń. Zerknęła na niego kątem oka i uśmiechnęła figlarnie. Nie zdążył się wyprostować, bo zarzuciła mu ręce na szyję i pocałowała w usta. Nie zdarzało im się to specjalnie często w miejscach, gdzie było tyle ludzi, ale Kitty poniosła chwila. W końcu bal, taniec, alkohol, którego jeszcze troszkę zostało ukrytego w piersiówce Philipa. Oczywiście nie była pijana, aż tyle tego alkoholu nie było (podczas zwyczajowych imprez w pokoju wspólnym alkoholu było dużo więcej, ale wtedy też łatwiej ukrywać się przed nauczycielami pilnującymi porządku).
Nie przejmowała się tym, że być może przeszkadzają jakimś innym uczniom w tańczeniu, Wielka Sala zgodnie z nazwą, była wystarczająca duża, by inni mogli się przesunąć.
Pocałunek nie trwał jednak zbyt długo. Do uszu Kitty dotarł znajomy głos. Nie musiała się nawet odwracać w stronę, z której dobiegał ten głos, by wiedzieć, że to się nie skończy dobrze. Teraz tylko pytanie: dla kogo?
− Stary, patrz, coś się przyssało do twojej siostry − powiedział rozbawiony Syriusz i, nie znając zasad dobrego wychowania, wskazał palcem na Kitty i Philipa.
Kitty odsunęła się nieznacznie od Philipa, który momentalnie się wyprostował − był przynajmniej o dwie głowy wyższy od niej, i spojrzała wprost na Syriusza. Jak zwykle robił wrażenie, może nawet bardziej niż zwykle. Syriusz był jak zwykle przystojny, włosy zaczesał do tyłu i miał na sobie elegancką szatę wyjściową, przy której szaty jego kolegów, którzy stali trochę z tyłu, jakby nie chcieli się w to mieszać, wyglądały jakby były kupione na wyprzedaży szat używanych. Kilka tańczących par również się zatrzymało i albo też podziwiali ten widok, albo byli zainteresowani tym, co się dzieje, ale Kitty podejrzewała raczej to pierwsze.
Teraz jednak Kitty nie miała czasu być pod wrażeniem wyglądu Syriusza, który z roku na rok przechodził samego siebie, bo wiedziała, że zaraz polecą głowy. Gdyby nie to, że grzywka Kitty sięgała oczu, można byłoby zaobserwować drgającą ze złości brew, ale zmrużone powieki mogły sugerować, że była zdenerwowana. Jednak przy tym, co mógł w tej chwili myśleć Philip, Kitty była zupełnie spokojna i pogodna − w końcu nienawidził Syriusza Blacka i jego kolegów, jak z resztą wszyscy inni Ślizgoni. Ale czemu się dziwić, skoro prawie wszystkie żarty i żarciki Syriusza i Jamesa uderzały właśnie w Ślizgonów. Ich rówieśnicy często planowali zemstę z różnymi efektami, ale sam Philip nie zniżał się do tego poziomu. Po prostu pałał do nich cichą nienawiścią, której Kitty starała się nie komentować, ani też w ogóle poruszała tego tematu. Było to nawet łatwiejsze niż podejrzewała.
Jakoś w momencie, kiedy zaczynali się spotykać, Kitty zasugerowała, żeby zachować to w tajemnicy przed Jamesem, a Philip przyjął to z ulgą. Nie dlatego, że bał się konfrontacji z młodszym Gryfonem (a nawet jeżeli, to by się przecież nie przyznał), ale dlatego, że uważał to za niewarte zachodu. James zawsze był przesadnie głośny i zwykle najpierw rzucał zaklęcia, a potem dopiero zadawał pytania.
Kitty zapobiegawczo stanęła pomiędzy Philipem a zbliżającym się Jamesem. Nie było takiej potrzeby, mieli zbyt wiele świadków, żeby miało dojść do rękoczynów.
Jamesowi zapewne nasuwało się na język wiele słów, o których znajomość nikt by nie podejrzewał dobrze wychowanego szesnastolatka, ale ostatecznie poprzestał na:
− Odpieprz się od mojej siostry, gumochłonie!
Wyrafinowany język Jamesa sprawił, że Kitty zaczęła się wstydzić, że jest z nim spokrewniona. Wiadomo, kochała Jamesa na swój sposób − był w końcu jej młodszym bratem. Zwykle przymykała oczy na głupoty, które robił i zawsze przekonywała matkę, że jest najzdolniejszym i najgrzeczniejszym uczniem w szkole (z różnym efektem). Może też dlatego James, w ramach wdzięczności, postawił sobie za punkt honoru by obronić siostrę przed Ślizgonem.
− Gumochłonie? − powtórzył Philip przez zaciśnięte zęby, zanim Kitty zdecydowała to jakoś skomentować. Był wściekły, można było to bardzo łatwo poznać po jego tonie i spojrzeniu. Był też trochę spięty. Kitty ukradkiem chwyciła go za rękę, licząc że może to go trochę uspokoi, ale było to wątpliwe.
− Racja, to obraza dla gumochłonów. Kitty, odsuń się od niego, bo jeszcze coś złapiesz.
Wyciągnął rękę do Kitty, ta jednak ani drgnęła. Prawdopodobnie jakby puściła rękę Philipa, ten by sięgnął po różdżkę, tym więc sposobem ratowała ich obu przed szlabanem (bo prawdopodobnie nawet nie zdążyliby sobie zrobić krzywdy przed nadejściem profesor McGonagall).
− Syriusz, zabierz mi z oczu mojego tępego brata zanim stracę cierpliwość.
Były to puste groźby, bo co ona mogłaby zrobić? James jednak nie musiał tego wiedzieć. Syriusz zaczął się śmiać na tę uwagę, sam był w końcu prowodyrem całej tej sytuacji, ale Kitty wiedziała, że sama nie przekona swojego brata do odejścia, a im dłużej tu stali, tym większa była szansa, że Philip straci cierpliwość. A Philip nie planował współpracować.
− Nie, Kathleen, niech najpierw powie, co ma powiedzieć.
James uśmiechnął się szeroko, a Kitty wykrzywiła usta. To po prostu nie mogło skończyć się dobrze, w szczególności, że James postanowił jednak wyciągnąć różdżkę.
− Zabierz łapy z mojej siostry, teraz.
To Kitty trzymała Philipa, nie on ją, ale teraz na przekór Jamesowi, uwolnił rękę i objął dziewczynę, która teraz najchętniej byłaby gdzieś w najdalszej części Hogwartu i nie miała z tym nic wspólnego. Teraz to Philip będzie jej wypominał, że namówiła go na pójście na bal. Perspektywa, kiedy to ona narzekała była jednak dużo lepsza, mogła o tym wcześniej pomyśleć.
Kitty była przekonana, że póki jest w zasięgu rażenia, James nie zdecyduje się rzucić żadnego zaklęcia, ten jednak przygotowywał się już do jednego − może był pewien, że nie trafi w Kitty − a Philip sięgnął po swoją różdżkę, kiedy całą salą wstrząsnął krzyk profesor McGonagall. Część uczniów, którzy byli najbliższymi świadkami sytuacji momentalnie się wycofała. Coś jednak Kitty przewidziała dobrze.
− POTTER!
Kitty się wzdrygnęła, mimo wszystko nie lubiła słyszeć swojego nazwiska wypowiadanego w ten sposób, mimo że nigdy nie było to skierowane do niej.
− Co się tu dzieje? − zapytała McGonagall zza pleców Jamesa. Ten wykrzywił wargi i szybko schował różdżkę, ale było na to już za późno.
− Koleżeńska wymiana zdań − odpowiedział, szczerząc zęby.
− Z użyciem różdżki?
− Sztuczkę chciałem pokazać, to chyba nic strasznego.
James potrafił być bardzo przekonujący i może by jakimś cudem nabrał przeciętnego nauczyciela, który nie miał z nim zbyt wiele do czynienia, ale próby przegadania profesor McGonagall zawsze kończyły się fiaskiem. W szczególności, że ani Kitty, ani tym bardziej Philip nie mieli zamiaru mu pomóc w tej sytuacji. Ten drugi z resztą sam się szlabanu spodziewał, w szczególności, że nawet nie fatygował się, żeby schować różdżkę.
− Szlaban − powiedziała w końcu, co nie było specjalnie wielkim zaskoczeniem. W końcu według regulaminu, używanie różdżek w celach niecnych jest karalne szlabanem albo utratą punktów (Kitty nie pamiętała dokładnie jak brzmiał ten punkt regulaminu, ale wydawało jej się, że mógł zawierać słowo niecny). − Wszyscy. Potter, Travers − zawahała się chwilę, kiedy spojrzała na Kitty. − Potter.
Syriusz wycofał się parę kroków, jakby jeszcze miała jego nazwisko wymienić, ale wyglądało na to, że nawet nie zwróciła na niego uwagi. Taka zniewaga z jej strony! Philip natomiast był wściekły, ale nie zdążył nic powiedzieć, bo Kitty się wtrąciła, jak to zwykle miała w zwyczaju:
− Ale ja nawet nie mam przy sobie różdżki! Ta sukienka nie ma kieszeni!
Kitty zaprezentowała brak kieszeni do poparcia swoich słów. McGonagall jednak, jak zwykle, była nieugięta.
− Jutro po zajęciach u mnie w gabinecie. Bez dyskusji.
I to właśnie w ten sposób Kitty otrzymała swój pierwszy w życiu szlaban. W dodatku za niewinność! Spojrzała groźnie na Syriusza, który był tego wszystkiego prowodyrem. Ten nie tracąc dobrego humoru, wrócił do Petera i Remusa, którzy w trakcie całej sytuacji byli na tyle daleko, by nie można było ich podejrzewać o współudział, ale na tyle blisko, że wszystko słyszeli. Kitty w tej chwili myślała tylko nad jakimś barwnym i widowiskowym sposobem uduszenia Syriusza Blacka.

Człowiek człowiekowi wilkołakiem: 01