Balom mówimy stanowcze NIE

W Ministerstwie Magii był wielki Bożonarodzeniowy Bal. Wszyscy byli niesamowicie podekscytowani; pełno ludzi kręciło się po sali, większość z kieliszkami w rękach, jakby od tego zależało ich życie (i pewnie zależało, Teddy nie dociekał), trochę par tańczyło w centrum do jakiejś niezwykle nudnej melodii − ci nie mili kieliszków, zapewne ich już nie potrzebowali. Układ taneczny był na tyle nieinteresujący, że zaczął liczyć lewitujące pod sufitem kolorowe światełka. Jeżeli dobrze zrozumiał wujka, to z okazji balu pomysł na światełka został ściągnięty z Hogwartu, gdzie w jakiejś wielkiej sali pod sufitem latają świeczki (kto w tych czasach oświetla pomieszczenia świeczkami?). Zgubił się przy dwudziestu i zrezygnował. Spojrzał znowu po ludziach i bardzo ostentacyjnie ziewnął.
Siedział na podeście, na którym stała kiedyś jakaś potężna rzeźba, ale została zniszczona zanim się urodził. Chyba. Wujek kiedyś o niej opowiadał, ale nie słuchał wystarczająco uważnie, by zapamiętać taki szczegół. Oraz nawet co ta rzeźba przedstawiała. Właściwie nawet nie był pewien czy na pewno stała w tym konkretnym miejscu. Rozejrzał się w poszukiwaniu innego potencjalnego miejsca, gdzie mogła stać ta rzeźba − a może to była fontanna? − ale zdecydował, że centralny podest jest najbardziej prawdopodobny. Mogli postawić jakąś nową statuę, wtedy nie musiałby gdybać nad potencjalnymi, chociaż z drugiej strony nie miałby takiego dobrego miejsca do siedzenia.
− Teddy, co ty robisz? − usłyszał i obrócił się w stronę, z której dochodził znajomy głos.
− Nudzę się.
Teddy zrobił naburmuszoną minę, żeby dodać dramatyzmu swojej wypowiedzi. Ojciec nie wyglądał na przejętego, raczej na zmęczonego, ale ojciec zawsze tak wyglądał, więc Teddy nie zrezygnował ze swojej buntowniczej postawy.
− Mogłeś zostać z babcią.
Teddy’emu ręce opadły. Ojciec NIC nie rozumiał. Zeskoczył ze swojego podestu, wyprostował niezbyt dobrze dopasowaną szatę wyjściową, po czym oparł pięści o biodra.
− U babci też bym się nudził! Kazałaby mi się uczyć MATEMATYKI − oznajmił z oburzeniem. Matematyka to zło, nawet jeżeli ograniczała się tylko do nauki liczenia. Zastanowił się chwilę i zanim ojciec zdążył coś odpowiedzieć, dodał: − I powiedz wujkowi Harry’emu, że się do niego nie odzywam. Obiecał mi, że będzie dobra muzyka, a to co gra to jakieś kocie jęki.
Wyolbrzymił problem. Zawsze to robił. A ojciec w odpowiedzi głośno westchnął i wzruszył ramionami. Bo cóż on miał na to poradzić? Teddy rozumiał, że ojciec nie naprawi imprezy, ale komuś musiał się naskarżyć, że bale są PRZEREKLAMOWANE. A do wujka się przecież nie odzywa, jak to powiedział przed chwilą. Nie czekał aż ojciec coś powie tylko wbiegł między tańczące pary (i ku jego uciesze potrącił kilka osób), a potem skierował się do stołów z przekąskami. Nie odwracał się, i tak wiedział jak ojciec zareagował na jego szybką ewakuację − zasłonięciem twarzy dłońmi, przetarciem oczu i westchnieniem. Jakby ojciec rozumiał COKOLWIEK, nie musiałby tak reagować, ale nie. Ojcu zawsze się wydawało, że wiedział lepiej. Dlatego Teddy, żeby oszczędzić zawodu im obu, pobiegł do stołu z przekąskami. Nie było tam zbyt wiele jadalnych rzeczy (nawet nie próbował dociekać czym są), ale znalazł półmisek z truskawkami w polewie czekoladowej, który zarekwirował − był tak sprytny, że nikt nie zauważył jak odchodzi od stołu z całym półmiskiem. No, może poza jedną osobą, na którą wpadł, ale ta tylko poczęstowała się jedną z truskawek i odeszła. Co za człowiek, bez pytania zabiera przekąski, które Teddy z takim trudem zdobył. Pokazał mu język, ale chyba nie zauważył. Potrząsnął głową i poszedł dalej.
Tym razem nie chciał potrącać żadnych tancerzy (jeszcze straciłby swoje truskawki), więc szedł wzdłuż ściany aż natrafił na kolejny stół, tym razem z kieliszkami, na które wcześniej zwrócił uwagę. Tak jak wcześniej doszedł do wniosku, że ich zawartość pomaga dorosłym dobrze bawić się na balu, tak teraz uznał, że może najwyższa pora przetestować swoją teorię. Odstawił półmisek z truskawkami − kilka wcisnął do kieszeni na później, co nie było najmądrzejszym jego pomysłem, ale jeszcze o tym nie wiedział − i sięgnął po jeden z kieliszków. Napój nie przypominał niczego, co wcześniej zdarzyło mu się pić, niby bąbelkowy jak kola i niby tak samo słodki, ale smak zupełnie inny, jakby owocowy, ale nie do końca. Nie zastanawiał się nad tym długo, bo doszła do jego uszu rozmowa grupki ludzi, którzy stali nieopodal.
− Testrale uciekły − powiedziała jedyna kobieta w tym towarzystwie, była to prawdopodobnie część zdania, które powiedziała, ale Teddy nie usłyszał całości.
Miała na sobie bardzo ładną sukienkę, a Teddy umiał to docenić, bo większość kobiet na balu miała na sobie sukienki okropne i mimo że nie rozumiał pojęcia grawitacja, wiedział, że te sukienki nie miały prawa trzymać się na ich właścicielkach (jak sukienka ciotki Ginny − musiała mieć jakieś niewidzialne, magiczne ramiączka i paski, bo inaczej by zwyczajnie spadła). Ta sukienka natomiast nie dość, że miała szerokie ramiączka to jeszcze była przewiązana w pasie dodatkowym materiałem − praktyczna − poza tym nie świeciła klejnotami i cekinami, była jasna i ozdobiona różowymi kwiatkami − i ładna. Trochę zbyt dziewczyńska na jego gust, ale przynajmniej nie kłuła w oczy. Kobieta w ogóle wyglądała trochę nietypowo, jak wszystkie inne miały przylizane włosy, ta ze swoją fryzurą wyglądała jakby ktoś ją przed chwilą poczochrał.
− Mówisz, że testrale uciekły z Hogwartu − powtórzyła kobieta bez przekonania, a mężczyzna stojący na przeciwko pokiwał głową.
− Tak, wiesz jakie problemy z mugolami przez to wyszły? Okazuje się, że część z nich mogła je widzieć i zaalarmowali jakieś tam ichnie służby. Trzeba było amnezjatorów do Szkocji wysyłać. Jeszcze problem, bo jak złapać niewidzialne stworzenia?
Drugi mężczyzna rozłożył bezradnie ręce, a Teddy zastanawiał się czym są terstale, dlaczego są niewidzialne, a skoro są niewidzialne to jaki z nich pożytek oraz skoro są niewidzialne to czemu mugole mogli je widzieć. Może były widoczne tylko dla mugoli? Wciąż nie miało to dla Teddy’ego sensu, ale słuchał dalej i popijał napój z kieliszka, który nawet mu smakował.
− Jak w ogóle one uciekły i czemu nic o tym nie słyszałam wcześniej?
− Cholera wie − odpowiedział trzeci mężczyzna. Wszyscy byli ubrani bardzo podobnie, więc jakby nagle zamienili się miejscami, to Teddy nie wiedziałby, który jest który. − Ministerstwo stara się zatuszować tę sprawę, trochę wstyd.
− Pewnie, że wstyd, taka afera!
Pokręciła głową i odstawiła pusty kieliszek, który miała przez jakiś czas w ręce, na stół i wtedy zauważyła najpierw półmisek z truskawkami, a potem Teddy’ego. Z początku cofnął się o krok, wcale by się nie zdziwił, jakby któreś z tego towarzystwa na niego nakrzyczało za podsłuchiwanie, ale potem zorientował się, że w sumie nic złego nie zrobił, a oni nie byli zbyt dyskretni w swojej rozmowie, więc przyjął buntowniczą postawę, jak wcześniej przy ojcu. Kobieta spojrzała na niego z wyraźnym zdziwieniem, po czym skupiła się na kieliszku w jego ręce. Poprawiła włosy i rozejrzała się. Teddy w ogóle nie rozumiał jej zachowania, więc zrezygnował ze swojej postawy i podążył za jej wzrokiem.
− Gdzie są twoi rodzice? − zapytała w końcu, kiedy spojrzała znów na niego. Teddy wykrzywił usta z niezadowoleniem. Czyli o to jej chodziło!
− Nie ma, jestem sam.
Liczył, że sobie pójdzie po tej odpowiedzi, a ona się uśmiechnęła zamiast tego i pochyliła nad nim. Co za dziwna kobieta!
− Chodź, znajdziemy twoją mamę − zaproponowała i wyciągnęła do niego rękę.
Teddy zerknął na nią podejrzliwie, ale chwycił ją, bo kobieta sprawiała wrażenie miłej. Przeszło mu przez myśl, że może powinien powiedzieć jej, że jego mama nie żyje od dość dawna, ale ostatecznie z tego zrezygnował. Dopiero po fakcie zorientował się, że kieliszek został wyciągnięty z jego dłoni odstawiony na stół obok półmiska z truskawkami. Teddy spojrzał za nim trochę z żalem, bo przecież jeszcze nie skończył eksperymentu.
− Nazywam się Rachel − odezwała się kobieta i Teddy momentalnie zapomniał o kieliszku.
− Teddy.
Uśmiechnęła się znowu i przeprosiła mężczyzn, z którymi wcześniej rozmawiała, po czym dała się poprowadzić Teddy’emu w stronę miejsca, gdzie ostatni raz widział ojca. Teddy oczywiście nie mógł się powstrzymać, by przeciągnąć Rachel przez tańczące pary, czym zaburzyli ich rytm. Mają za swoje, to była ich wina, że taka nieciekawa muzyka leciała na tym balu. Mogliby puścić w końcu coś ciekawszego, jak wujek obiecał!
− O, tam jest! − Teddy pokazał palcem na ojca, który rozmawiał akurat z ciocią paręnaście metrów dalej.
Rachel puściła jego dłoń i splotła ręce na piersi. Spojrzała na niego z pobłażliwym uśmiechem, co poznał po tym, że często ciotka się do niego tak uśmiecha, kiedy on dzieli się z nią swoimi genialnymi pomysłami. Tylko teraz nie rozumiał dlaczego Rachel tak na niego patrzyła.
− To jest Ginny Potter, znana zawodniczka quidditcha − oznajmiła, a Teddy spojrzał na nią.
− Tak, a obok cioci stoi mój tata.
Rachel uniosła brwi i przeniosła wzrok znów na ojca i ciotkę, tym razem jednak najwyraźniej skupiła się na jego tacie. Właściwie mogła pomyśleć, że wskazywał na ciotkę, skoro nie wyprowadził jej z błędu, kiedy powiedziała, że poszukają mamy. Teddy pomachał ręką w ich stronę, ale dopiero po chwili to zauważyli. Ojciec od razu do nich podszedł, a ciotka poszła jego śladem.
− Teddy, gdzieś ty pobiegł? − zapytał ojciec, kiedy przykucnął przy nim. Nawet nie spojrzał na Rachel, która cały czas trochę zakłopotana stała obok. Nie wiedział czy to z powodu ciotki − w końcu jest sławna − czy ojca.
− Słuchałem jak Rachel mówiła, że uciekły trestale.
− Testrale − poprawiła automatycznie Rachel, a ojciec dopiero wtedy zwrócił na nią uwagę. Podniósł się i wyprostował. Teddy mógłby przysiąc, że się trochę spiął na jej widok, a przecież wcale nie była straszna, a niebrzydka nawet! − Miło cię widzieć, Remusie.
Uśmiechnęła się do niego, a ojciec wciąż wyglądał na zestresowanego. Teddy w ogóle tego nie rozumiał, ale z drugiej strony, nie wiedział też, skąd Rachel znała imię ojca. Tak jakby się znali, ale Teddy znał przecież wszystkich przyjaciół ojca, a Rachel nigdy wcześniej nie widział na oczy. Może ojciec był kryminalistą kiedyś, a Rachel stróżem prawa? To by wyjaśniało zestresowanie ojca! Nie zdążył jednak o to zapytać, bo ciocia Ginny chwyciła go za rękę i odciągnęła go, a podczas tego zaczęła mówić o tym, że widziała tort czekoladowy, który na pewno by mu zasmakował. Podczas gdy ojciec nie rozumie nic, ciotka rozumie wszystko.
Obejrzał się jeszcze tylko na ojca, ale widok zawiódł go niesamowicie, bo wyglądało na to, że poprosił Rachel do tego niezwykle nudnego tańca. Wydał z siebie dźwięk niezadowolenia i zerknął na ciotkę.
− Kto to jest, dlaczego tata się dziwnie zachowuje?
Ciotka również się obejrzała na nich i uśmiechnęła szeroko.
− Wygląda na to, że to koleżanka twojego taty.
− Jakby była koleżanką, to nie byłby taki zestresowany.
− Jest po prostu zaskoczony, nie widział jej długo − wyjaśniła, ale Teddy nie przyjmował do wiadomości jej wyjaśnień. Rzucił ostatnie oburzone spojrzenie w stronę ojca i Rachel, po czym dał się poprowadzić ciotce w stronę miejsca, gdzie miał być ponoć tort czekoladowy. A ten dziwny napój z kieliszka wcale nie pomógł w polubieniu balu, wciąż było to przereklamowane przedsięwzięcie. Może ten napój działał tylko na dorosłych? To by wyjaśniało ojca i jego skłonność do tańczenia z Rachel.

*

Teddy siedział przy stole jadalnianym i atakował widelcem kolorową podkładkę, która na tym stole leżała. Nie do końca skupiał się na tej czynności, bo jego wzrok skupiony był na Rachel, która siedziała po przeciwnej stronie stołu w stanowczo zbyt dużej koszulce, by należała do niej. Koszulka była wyraźnie stara i miała kilka dziur, mógłby przysiąc, że widział w niej ojca dzień wcześniej. Poza tym wszystkie ubrania ojca mają dziury albo miały, ale zostały załatane. Teddy nigdy nie zrozumiał, czemu ojciec nie może wymienić swojej garderoby, przecież to, że jest wilkołakiem nie znaczy, że ma się ubierać jak bezdomny i wstyd synowi przynosić!
Rachel starała się nie patrzeć na niego, ale nie zawsze jej to wychodziło, bo co jakiś czas zerkała, by upewnić się czy wciąż jest tak intensywnie obserwowana. To chyba ją trochę stresowało, ale to bardzo dobrze, bo czemu ona niby miała na sobie koszulkę ojca? Tak jakby nie miała swoich ubrań, a przecież widział, że ma!
− Czemu tu jesteś? − zapytał w końcu, a ona musiała już na niego spojrzeć. Uśmiechnęła się niepewnie i zerknęła na ojca, który stał akurat przy kuchence i chyba nie słyszał słów syna, bo pewnie by się obrócił i go ochrzanił za takie wyrażanie się.
− Twój tata zaproponował mi, żebym została na noc − odpowiedziała ostrożnie.
− Ale czemu?
− Bo było zimno na zewnątrz i twój tata nie chciał, żebym zmarzła w drodze do domu.
− Nasz dom jest podłączony do sieci Fiuu, poza tym masz różdżkę, mogłaś się teleportować.
Nie da się tak łatwo przegadać. Zimno, też coś! Patrzył wyzywająco na Rachel w oczekiwaniu na jej odpowiedź, ale akurat wtedy do stołu podszedł ojciec z dwiema porcjami jajecznicy. Jeden talerz postawił przed Rachel, drugi przed Teddym.
− Twój syn jest stanowczo zbyt bystry − stwierdziła Rachel, a co Teddy prychnął z niezadowoleniem, niby komplement, ale zabrzmiał jak obraza.
Ojciec wrócił ze swoją porcją jajecznicy i odsunął sobie krzesło obok Rachel. Zanim jednak usiadł musiał − po prostu musiał! − pocałować tę kobietę. Teddy wydał z siebie dźwięk, który przypominał jego reakcję na każdorazową próbę podania mu brukselki na obiad.
− Teddy, zachowuj się − ostrzegł ojciec, ale Teddy jak zwykle się nie przejął. − Jeszcze ktoś pomyśli, że cię w stodole wychowano.
− Tam przynajmniej nikt się nie CAŁUJE. Fuj!
Rachel zaśmiała się.
− W tym całym sianie? Żebyś się nie zdziwił.
Nie rozumiał co siano ma do całowania się, chciał nawet zapytać, ale ojciec ponaglił go do jedzenia. Wrócił więc do podejrzliwego patrzenia na Rachel, kiedy ta jadła jajecznicę przyrządzoną przez ojca. To było dziwne, że ojciec się tak postarał dla jakiejś koleżanki, którą spotkał parę dni wcześniej na nudnym balu, ale na to akurat nie narzekał. Teddy nie pamiętał kiedy ostatnio widział ojca w takim pogodnym nastroju (może napój z kieliszka wciąż działał?). Mógłby nawet przysiąc, że jego twarz przestała być taka pomarszczona, tak jakby ojciec nagle przestał się martwić każdym szczegółem swojego życia.
Rachel nagle przerwała jedzenie, tak jakby zapatrzyła się na ojca. Wskazała na niego widelcem.
− Remus, muszę zabrać was na zakupy, to nie może być tak, że nie masz żadnych niezniszczonych ciuchów w szafie. Wstyd.
W tym momencie Teddy poczuł, że może nawet będzie w stanie polubić koleżankę ojca.

Advertisements