24. Wspólna przeszłość

Aisling siedziała na kanapie i wyraźnie skupiała się bardziej na kubku z herbatą, którą miała w dłoniach, niż tym, co mówiła do niej Lysandra. Nie powinno się jej winić – nikt nie lubi być krytykowany, a w tym wypadku Ais czuła się niewinna. Dlatego wpatrywała się w fusy pływające po powierzchni napoju i wyłapywała raz na jakiś czas tylko kluczowe słowa z całego wykładu Lysandry.
– Alternatywą było spanie u Ais w łóżku, a wiesz, że mamy trudną przeszłość – wtrącił Ethan po dłuższej chwili; najwyraźniej stracił nadzieję, że Ais coś powie.
Aisling na te słowa podniosła wzrok znad herbaty i przeniosła go na Ethana. Dość zabawnie zmarszczyła brwi.
– Naprawdę? Jeszcze parę dni temu się nie przejmowałeś tą całą przeszłością.
Załamał ręce na to.
– Współpracuj ze mną, Ais!
Aisling zrobiła zaskoczoną minę, po czym zerknęła na Lysandrę, której brew niebezpiecznie drgała, a usta wygięły się niechętnie. Wyglądała trochę strasznie, przez co Ais poczuła się niepewnie. Spróbowała się uśmiechnąć.
– Tak, mój narzeczony wypatroszyłby go za to – stwierdziła więc.
*
Jaden już od paru minut chowała twarz w dłoniach i powtarzała w myślach bardzo wyszukane przekleństwa. Nic, co przychodziło jej do głowy, nie nadawało się do wypowiedzenia na głos, jeżeli oczywiście nie chciała zgorszyć rozmówcy kolorową wiązanką słów. Próbowała też policzyć do dziesięciu, by się uspokoić, ale zacinała się przy dwójce i znowu wracały przekleństwa. Ethan był jednak cierpliwy; siedział grzecznie i wpatrywał się w Jaden z uśmiechem. Bo czemuż miałby się nie uśmiechać? Co prawda nie zareagowała tak, jak powinny mieć przyjaciółki na podobne wieści. Reakcja Jaden była właściwie tego całkowitym przeciwieństwem, ale Ethan był cierpliwy.
– Na mózg ci padły w te walentynki – powiedziała w końcu i wstała z łóżka Gabriela, na którym wcześniej siedziała.
W dormitorium byli tylko we dwoje; Gabriel pewnie kręcił się gdzieś ze swoją dziewczyną, podobnie Noah. Nie było wiadomo tylko, gdzie jest Crispin, ale Jaden nie miała czasu ani ochoty, by się nad tym zastanawiać.
– Liczyłem na większy entuzjazm.
– Jaki entuzjazm? Aaron cię zabije przy pierwszej sprzyjającej okazji.
– Bez przesady.
Poczuł się trochę urażony, bo mimo całej swojej cierpliwości, zaczynał się denerwować. Mimo wszystko liczył na chociaż minimum wsparcia ze strony swojej niby-najlepszej przyjaciółki. A co dostał? Marudzenie, groźby i krzywe miny.
– Dobra, powiedz wreszcie, o co ci chodzi, albo pójdę pogadać z kimś innym.
Jaden parsknęła ze złością.
– Byle nie z Aaronem. Im dłużej będziesz trzymać to w tajemnicy, tym dłużej będziesz żył.
– Nie będę takich rzeczy ukrywać przed własnym bratem.
– W takim razie zacznę już przygotowywać mowę pożegnalną.
Jaden rzuciła gniewne spojrzenie na Ethana, przez co poczuł się bardzo nieswojo. Naprawdę nie sądził, że wywoła taką reakcję. A przecież nic złego – przynajmniej w swoim mniemaniu – nie zrobił!
– Dzięki bardzo, bo chciałam się zająć wypracowaniem z historii magii – dodała jeszcze na odchodne i mruknęła coś pod nosem, ale Ethan już nie dosłyszał, chociaż miał dziwne przeczucie, że to całe podziękowanie było co najmniej nieszczere. Myślał, że wszystko jest lepsze od historii magii, w szczególności, kiedy nauczycielem jest Binns.
*
Aisling przekręcała kubek, w którym zostały już same fusy, tak, żeby dostrzec jakiś symbol. Nigdy nie chodziła na wróżbiarstwo, więc daleko jej było do miana specjalistki w interpretacji, ale kiedy uznała, że na dnie ma coś na kształt czarnej dziury, to wiedziała, że nie zwiastuje to niczego dobrego. Mogło to co prawda równie dobrze oznaczać, że jej fusy nie przybrały żadnego kształtu, ale jej interpretacja wydawała się znacznie ciekawsza. Chociaż po krótkim zastanowieniu stwierdziła jednak, że wolałaby, żeby nie było w jej życiu żadnych dramatycznych kryzysów, więc po prostu odstawiła kubek i spojrzała na Lysandrę, która wciąż tłumaczyła Ethanowi, dlaczego nie życzy sobie, by spał w jej łóżku całkiem nagi. Jakoś wciąż nie mógł zrozumieć problemu.
– Lizzy – przerwała jej Ais w połowie zdania, a ta spojrzała na nią oburzona. Nikt przecież nie lubi, kiedy się mu przerywa. – Czy jesteś w ciąży?
Ethan prawie się zakrztusił, kiedy to usłyszał, a Lysandra trochę zbladła.
– Nie – powiedziała szybko, po czym potrząsnęła głową. – Nie jestem.
– Na pewno?
– Tak! Na początku miałam wątpliwości, ale wszystko jest w porządku.
Aisling wstała z kanapy i przytuliła Lysandrę, która chciała chyba jeszcze coś powiedzieć.
*
Plotka rozniosła się wśród Krukonów dość szybko, więc Ethan nawet nie musiał się wysilić, żeby cokolwiek przekazywać Aaronowi. Anne, która była naocznym świadkiem całego zajścia, nie czuła potrzeby, żeby to ukrywać, mimo że coś w jej sercu pękło – a przynajmniej tak się czuła. Nawet to, że była z Noahem, nie pomagało. Jednak w przeciwieństwie do Jaden nie złościła się na Ethana ani też nie uważała, że Aaron zechce kogokolwiek mordować. Aaron zadał proste pytanie, a ona mu na nie odpowiedziała. Teraz z niepokojem patrzyła, jak Aaron zmierza w stronę Ethana, który właśnie zjawił się w pokoju wspólnym; wcale nie wyglądał, jakby miał mu pogratulować. Radosny klimat walentynek diabli wzięli.
Ethan za późno zorientował się, że jego życie jest zagrożone, i nie zdążył nawet zrobić uniku przed zmierzającą w jego stronę pięścią i chwilę później próbował zachować równowagę, trzymając się przy okazji za lewy policzek.
– Znając życie Jaden wyskoczy zaraz z jakimś a nie mówiłam – powiedział pod nosem, kiedy zasłaniał się przed następnymi ciosami, które najwyraźniej nie miały zamiaru nadejść. – Ale wcale nie jestem pewien, czy na to zasłużyłem.
Anne chciała się jakoś wtrącić – stałaby się bohaterką, ale brakowało jej na to odwagi. Poza tym, była to sprawa między braćmi, ona sama nie miała za dużo w tej kwestii do powiedzenia. Nawet jeżeli czuła się częściowo winna. Aaron tymczasem patrzył na brata ze złością i nawet by coś powiedział, ale do pokoju wspólnego zeszła Ais, wykazując się naprawdę dobrym wyczuciem czasu. Obaj spojrzeli w jej stronę; Ethan próbując się uśmiechnąć mimo bolącego boku twarzy, a Aaron z wyrzutem. Anne poczuła jeszcze większe wyrzuty sumienia, ale też częściowo złość.
– Chcę wiedzieć, co się stało? – zapytała Ais i bardzo ostrożnie podeszła, by stanąć pomiędzy braćmi. Najwyraźniej nie mogła tego tak zostawić, mimo prawdopodobnej obawy o swoje życie. Przede wszystkim była prefektem, a bójki są niezgodne z regulaminem szkoły!
– Myślę, że doskonale wiesz, co się stało – odpowiedział jej Aaron i chciał jeszcze coś dodać, ale Ethan wszedł mu w słowo:
– Jest zazdrosny. No wiesz, o nas.
Zaskoczona Aisling spojrzała na Ethana, po czym zerknęła niepewnie na Aarona, który jedynie machnął ręką i bez słowa się oddalił.
– A nie mówiłam? – usłyszeli z drugiej strony. Jaden stała parę metrów dalej ze spleconymi na piersi rękoma i uśmiechała się krzywo. – Ale jeszcze żyjesz, jestem w szoku.
Ethan potarł się po bolącym policzku.
– Jestem ciekaw, kto mu powiedział, bo nie wiem, komu dziękować – rzucił trochę żartobliwie, a Anne, która to usłyszała, momentalnie wycofała się na fotele przy kominku, gdzie siedział już Noah.
Aisling za to puściła tę uwagę mimo uszu i zainteresowała się twarzą Ethana, na której w najbliższym czasie powinien pojawić się niemały siniak.
– I tak prędzej czy później by się dowiedział.
– Tak, dlatego sam chciałem mu powiedzieć. I zaproponować mu rolę drużby na naszym ślubie.
– Trochę się spóźniłeś w takim razie, bo już od jakiegoś pół roku jesteśmy małżeństwem.
Ethan wyglądał, jakby się nad tym zastanawiał, ale ostatecznie pokiwał głową.
– Coś jeszcze wymyślę – obiecał i cmoknął ją w czoło.
Jaden pokręciła z rezygnacją głową, ale uśmiechnęła się ostatecznie – całkiem szczerze – po raz pierwszy od usłyszenia nowiny. W końcu nie co dzień dwójka jej przyjaciół schodzi się ze sobą, powinna ich wspierać. Wciąż miała obawy związane z całą tą sytuacją, ale postanowiła okazywać przynajmniej częściowe poparcie.
– Jak ze sobą zerwiecie, to będzie podwójnie nieprzyjemnie, więc teraz ani mi się ważcie – skomentowała i ostatecznie pobiegła za Aaronem.

24. Wspólna przeszłość

23. Głupie baby

Lysandra wpadła do mieszkania w środku nocy i narobiła niemałego rabanu. Nie chcąc obudzić Anne, która zwykła spać w salonie, nie zapaliła światła, przez co potknęła się o leżące na środku pokoju buty. Zachowanie równowagi przypłaciła uderzeniem w goleń, bo buty stały przy stoliku kawowym, i upuszczeniem torebki. Nic więc dziwnego, że Anne zerwała się z łóżka na równe nogi. Zanim jednak zdążyła zadać jakiekolwiek pytanie, Lysandra pokuśtykała do swojego pokoju. Nie było to najmądrzejszym, co kiedykolwiek zrobiła, bo kiedy tylko zbliżyła się do swojego łóżka i zauważyła, że śpi na nim jakiś facet, krzyknęła. Obudziło to każdego, kto jeszcze spał nie tylko w tym, lecz także w sąsiednich mieszkaniach, ale Lysandra nie myślała zbyt wiele o tym, co robiła. Jedyne, co jej teraz siedziało w głowie i uparcie nie chciało z niej wyjść to widok Ethana w jej łóżku oraz zrzucona na ziemię kołdra.
– Jeevas, na litość Merlina, załóż coś na siebie!
*
Hogwart w walentynki był tak cukierkowo przyozdobiony, że nawet najbardziej wytrwały żołądek ciężko to znosił. Latające pod sufitem Wielkiej Sali elfy rozrzucały po całym pomieszczeniu czerwone konfetti, które Audrey uporem maniaka wyciągała z jedzenia, mimo że słyszała już kilka razy zapewnienia, że konfetti było całkowicie jadalne i nie miało szans na utknięcie w gardle. Audrey na myśl o włożeniu tego do ust robiło się słabo i wcale nie pomagało jej to, że siedzący naprzeciwko Aaron wrzucał to konfetti do mleka, jakby było płatkami.
– Pochorujesz się od tego – powiedziała z przekonaniem, kiedy sięgnął po łyżkę.
– No co ty, smakują jak toffi.
Audrey uniosła brwi i wygięła niechętnie usta. Jakby mało słodyczy było w tym całym dniu. Na całe szczęście Evan Rosenheimer nie wyrażał swojego przywiązania do niej poprzez wysyłanie potajemnie czekoladek, jak to robili między sobą Anne i Noah. Prawdopodobnie by go za to zabiła.
– Audrey, rozluźnij się. Wczoraj byłaś taka wesoła.
– Wczoraj miałam urodziny, dzisiaj jest kac – odpowiedziała i zmarszczyła czoło. Nie piła nic, ale dzisiejszy dzień był jak kubeł zimnej wody po takim przyjemnym dniu wczorajszym.
– Racja. – Wyszczerzył radośnie zęby. – Wszystkiego najlepszego.
Spojrzała na niego lekko urażona, ale przyjęła życzenia skinięciem głowy. Nie miała nawet siły wyrzucać mu jego zapominalstwa. W szczególności, że na horyzoncie pojawiła się Aisling, a Aaron zdążył przez to zapomnieć o całym otaczającym go świecie. Nie mogła się jednak powstrzymać przed zniszczeniem mu marzeń o idealnej randce w walentynki.
– Wiesz, że Ais idzie na randkę z Ethanem, prawda?
Nie wiedział. Spojrzał na nią, nie kryjąc się z tym, a potem przeniósł wzrok na brata, który siedział parę miejsc dalej z Gabrielem oraz jego ślizgońską dziewczyną; nie lubił jej, ale i tak wszystkie były lepsze od Iris, z którą się wcześniej umawiał. Posłał wrogie spojrzenie bratu, jednak ten nawet na niego nie patrzył, więc nie poczuł się urażony. Zamiast tego Ethan zauważył Aisling, która chwilę później wcisnęła się między niego i Gabriela.
– To jest zdrajca, nie brat – skomentował Aaron, a Audrey wzruszyła ramionami.
– Trzeba było nie traktować jej jak zabawki w krytycznym momencie. Może miałbyś jeszcze jakąś szansę.
– No toż przeprosiłem ją z tysiąc razy!
– O tysiąc za mało. I tak Ais jest za miła, na jej miejscu bym cię zabiła.
Uśmiechnęła się i pstryknęła w niego konfetti, które wpadło jej do soku dyniowego.
– Nienawidzę cię, Mitchell – rzucił pod wpływem emocji, bo jego duma została urażona, a męska duma to świętość.
*
– Ais nie pozwoliła mi spać w swoim łóżku – powiedział Ethan na swoje usprawiedliwienie, kiedy założył w końcu bokserki.
– I dlatego śpisz całkiem nagi w moim?
– Inaczej jest niewygodnie.
Lysandra spojrzała na niego z mieszaniną niechęci i przerażenia. Nie chciała znać szczegółów, ani też nie chciała wiedzieć, jak dawno przywłaszczył sobie jej łóżko. Że też nie było Aisling, by mogła ją ochrzanić za takie nierozważne rozporządzanie cudzymi łóżkami.
– Gdzie ona w ogóle jest?
Ethan usiadł po turecku na łóżku i wygiął usta w taki sposób, że wyglądał jak mały chłopiec pozbawiony ulubionej zabawki. Jakby nie patrzeć, było to dość bliskie prawdy.
– Siedzi u narzeczonego już trzecią noc z rzędu. Głupie są te baby, że się tak łatwo dają usidlić. Audrey zmądrzała, Anne zmądrzała, tylko jeszcze Ais nie dojrzała do tej decyzji.
Lysandra uniosła brwi. Nie wiedziała, czy mu współczuć filozofii życiowej, czy przyznać rację.
– Co ty właściwie tu robisz?
– Dziewczyny mnie przygarnęły, póki nie znajdę jakiegoś mieszkania.
– I robisz coś w tym kierunku?
Ethan uśmiechnął się szeroko.
– Po co?
*
Aisling sama nie wierzyła, że dała się wyciągnąć Ethanowi do Hogsmeade. Miasteczko było chyba jeszcze bardziej przystrojone niż zamek, choć wydawało się to niemożliwe. Szybko zaczęła żałować swojej decyzji. Czemu to nie mógł być piętnasty? Może był to wyraz paranoi, ale czuła na sobie potępiające spojrzenia innych ludzi. Nic dziwnego, skoro jeszcze nie tak dawno coś było między nią a Aaronem, a do tego Aaron wychodził z założenia, że wciąż jest. Podczas, gdy ona nagle spotyka się w walentynki z jego bratem. Sama siebie potępiała za ten pomysł, choć wiedziała, że to nie była randka. Przynajmniej nie miała nią być.
– Co ty taka milcząca jesteś? – zapytał Ethan po dłuższej chwili wpatrywania się w nią.
– Tak hipotetycznie: czy są jakieś zasady mówiące, że nie powinno się umawiać z byłą dziewczyną swojego brata?
Ethan spojrzał na nią ze zdziwieniem.
– Hipotetycznie tak, ale z tego, co wiem, nigdy nie byłaś z Aaronem – odpowiedział i pochylił się w jej stronę. Był stanowczo zbyt blisko; czuła jego ciepły oddech na swojej twarzy.
– Zapomnij, że coś mówiłam.
Przyłożyła rękę do jego twarzy i odsunęła go od siebie. Zaśmiał się i objął ją ramieniem. Bez słowa sprzeciwu dała się poprowadzić przez zaśnieżoną główną ulicę miasteczka.
– Ja w ogóle udało ci się namówić profesor Gane, by nas puściła do Hogsmeade? O ile wiem, była dość stanowcza, jeżeli chodzi o nasze opuszczanie terenu Hogwartu.
– Powiedziałem jej, że kocham cię tak bardzo, że nie przeżyję, jeżeli nie spędzimy walentynek u pani Puddifoot.
Aisling spojrzała na niego z niedowierzaniem, które zmieniło się w przerażenie, bo czy to nie miało oznaczać, że trafią właśnie do tej znienawidzonej przez nią herbaciarni? Sama lokalizacja była przyjemna, ale właścicielka za bardzo lubiła się wtrącać za każdym razem, kiedy przychodziła tam jakaś para.
– Błagam, byle nie tam. Posypią się głowy, jeżeli znajdę w swoich włosach jeszcze więcej konfetti.
Uśmiechnął się i zaprowadził ją do Trzech Mioteł.
*
Riley czaił się w Pubie pod Trzema Miotłami i tylko czekał na jakąś samotną niewiastę, którą trzeba byłoby pocieszyć w ten jakże smutny dla samotnych kobiet dzień. Nie przewidział jednego: samotne kobiety raczej omijały szerokim łukiem miejsce, gdzie aż roiło się od zakochanych par, których nie brakowało nawet w pubie. Pomału tracił już nadzieję na znalezienie sobie towarzyszki na ten dzień, kiedy nagle obok niego przysiadła jedna z tych samotnych, które nie stronią od towarzystwa, w szczególności męskiego.
– Odejdź, siło nieczysta, jeszcze mnie czymś zarazisz! – zawołał i przesunął się z krzesłem na drugi koniec stolika. Iris natomiast się zaśmiała.
– Nie martw się, nie mam tego w planach – uspokoiła go. – Nie chcę złapać niczego, co roznosi Lysandra.
– Świetnie, to idź już sobie, przez ciebie stracę wszelkie szanse na podryw.
– Straciłeś je w momencie, kiedy okazało się, że jesteś rudy.
Riley aż się zapowietrzył.
– Macie z Evanem Jamesem jeden mózg. Albo połowę, bo cały to za dużo.
Iris uśmiechnęła się i pokiwała głową.
– No ja właśnie w tej sprawie przyszłam. Trzymaj swoje zabawki przy sobie. Myślę, że żadnemu z nas nie odpowiada, że Lysandra kręci się wokół Evana.
Riley prychnął, ale musiał przyznać jej rację. Nie na głos, ale musiał.
– To co, chcesz piwa? Ja stawiam.
– Niech będzie.

23. Głupie baby

22. Co na randkę?

Anne wygrzebała z szafy w pokoju Lysandry większość swoich ubrań i przeniosła je do salonu, gdzie rzuciła je na kanapę. Ethan niechętnie musiał się przenieść na fotel, by nie zostać przysypanym. Zerknął z niepokojem na dziewczynę. Miała na sobie tylko jego koszulkę, którą mu podkradła po tym, jak uznał, że jej górna część piżamy będzie idealnym materiałem na ścierkę.
– Co planujesz z tym zrobić? – zapytał.
– Planuję się ubrać. Idę na randkę. No, nie do końca, ale coś w tym guście. – Uśmiechnęła się zadowolona. – Masz jakieś dobre rady?
– Nieważne, co założysz. Tylko… – urwał, bo do salonu weszła Aisling.
– …ważne, żeby było wygodnie i żebym dobrze się w tym czuła – wtrąciła i stanęła obok kanapy, żeby przyjrzeć się narobionemu przez Anne bałaganowi.
Ethan spojrzał na Ais, jakby była niespełna rozumu. Parsknął i popukał się nawet w czoło z powodu takich absurdów.
– Nie. Ważne, co założysz pod spód – powiedział, po czym spojrzał znacząco na Anne. – A najlepiej nie zakładać nic.
*
Jaden siedziała na fotelu z podciągniętymi do piersi kolanami i obserwowała pokój wspólny bardzo uważnie i w milczeniu, co nie było do niej podobne. Nikt jednak nie zwracał na nią uwagi, bo i tak większość się zajmowała czymś innym – głównie nauką bądź książkami. Innymi słowy w pokoju wspólnym wiało nudą, więc Jaden nie pozostawało nic innego, jak ocenianie innych w myślach.
Jej wzrok zatrzymał się na dłużej przy Noahu i Anne. Chłopak leżał, opierając głowę na jej kolanach, i czytał książkę, a ona tymczasem bawiła się jego włosami. Widok jak z obrazka, nic więc dziwnego, że Jaden ostatecznie wykrzywiła niechętnie wargi, po czym rozprostowała nogi.
– Oni są uroczy aż do bólu, nie da się na nich patrzeć – skomentowała pod nosem, a Ethan, który siedział na oparciu jej fotela, oderwał się od lektury i zerknął na nią pytająco.
– Anne i ten jej Noe. Aż mi słabo – wyjaśniła.
Ethan również zerknął na szczęśliwą parę, ale jedynie wzruszył ramionami.
– Gdybym cię nie znał, pomyślałbym, że jesteś zazdrosna.
– Ale mnie znasz i wiesz, że nie zadaję się z nudziarzami – odpowiedziała i szturchnęła go podczas wstawania z fotela. Skierowała się w stronę wyjścia z pokoju wspólnego.
– Uważaj, Chris znowu planuje zaprosić cię na randkę – powiedział za nią, a ona odwróciła się i uśmiechnęła.
– Chyba dam mu szansę. On w końcu nie jest nudziarzem.
*
– Walentynki się zbliżają i wszyscy chodzą parami jak te… homary – skomentowała Iris. Siedziała właśnie na murku pod krużgankami, opatulona w ciepłą szatę, spod której wystawał zmechacony zielony golf. Zerknęła na Evana Jamesa, który chwilę wcześniej wypatrzył ją z dziedzińca i podszedł do niej.
– To chyba najwyższa pora, żeby też się sparować.
Iris uniosła brwi i spojrzała na niego.
– Ty i Lysandra?
Odpowiedziało jej parsknięcie śmiechem, na co ona pokręciła głową niechętnie.
– Nie sądziłem, że jesteś zazdrosna.
– Może trochę – przyznała, wzruszywszy lekko ramionami. – Jest tak uparta w tej nienawiści do mnie, że odnoszę wrażenie, że próbuje cię podejść tylko po to, by mnie zdenerwować.
– I to najwyraźniej działa.
– Tak. Tylko dlatego, że widzę, że ona ci się podoba.
Evan z początku nie odpowiedział. Wplótł dłoń w jej ciemne loki i spróbował przyciągnąć ją do siebie, przez co prawie spadła z murku wprost w jego ramiona. Przytrzymała się jednak.
– Może trochę – wyszeptał jej do ucha, a ona odchyliła się do tyłu i parsknęła.
– Lepiej się zastanów i znajdź mnie wieczorem.
Przerzuciła nogi na drugą stronę i zeskoczyła na betonową posadzkę. Nie odwróciła się już do Evana, tylko odeszła w stronę szkoły, gdzie przynajmniej było trochę cieplej. I nie musiała pamiętać o tym, że Lysandra uderzyła w końcu z odpowiedniej strony.
*
– Z kim właściwie poszła Anne? – zapytał Ethan, obserwując uważnie Aisling, która właśnie buszowała w kuchni w poszukiwaniu zaginionej herbaty. Ktoś znowu wszystko poprzestawiał. – Zajrzyj do dolnej szuflady.
Aisling spojrzała na chłopaka przez zmrużone powieki, po czym wyciągnęła puszkę z szuflady, w której wcześniej były garnki.
– Poszła wyjaśnić parę spraw ze swoim niegdysiejszym ukochanym – odpowiedziała.
– Tym, który…
– Tak, ale nie rozmawiamy o tym w tym mieszkaniu – przerwała mu i postawiła dwa kubki z herbatą na stoliku, a sama usiadła w fotelu.
– Ais, jak to się w ogóle stało, że nigdy ze sobą nie spaliśmy?
Spojrzała na niego uważnie.
– Nawet nie chcę wiedzieć, jak tak nagle przyszedł ci do głowy ten temat.
– No wiesz, jestem bogiem seksu. – Rozłożył ręce, żeby się zaprezentować. Aisling skupiła się na swojej herbacie i z czystej uprzejmości pominęła uwagę na temat jego wątpliwej boskości.
– To chyba cud – odpowiedziała po krótkiej chwili i mrugnęła do niego. – A cuda to rzecz boska, więc skoro ustaliliśmy właśnie, kto jest bogiem, a kto nie, to tak się składa, że to twoja wina. A że jestem zaręczona… – w tym miejscu pomachała mu ręką z pierścionkiem zaręczynowym – to rychło w czas, Ethan.
Ethan zaśmiał się krótko.
– Warto było spróbować.
*
– Wyczuwam napiętą atmosferę w Hogwarcie – oceniła Aisling, która właśnie wraz z Audrey opuszczała cieplarnię. Mróz od razu dał o sobie znać i zaczął szczypać ją w nos.
– To przez luty. Jest zimno, a ludzie snują się po szkole w poszukiwaniu swojej drugiej połówki.
Audrey owinęła się szczelniej szalikiem podczas mówienia, więc ostatnie słowa zostały lekko zagłuszone.
Na murku przy drodze do zamku siedział bury kot. Śnieg uczepił się jego futra, a zwierzak wyglądał na zmarzniętego, ale z jakiegoś powodu nie ruszał się z miejsca.
– Naprawdę? Ktoś jeszcze nie jest sparowany? Bo odnoszę wrażenie, że to dotyczy całego świata poza mną.
– Ja nie jestem – odpowiedziała Audrey, marszcząc brwi.
– Ach tak? To może w takim razie przestanę tajemniczo znikać, kiedy na horyzoncie pojawi się Evan Rosenheimer?
Jakby na dźwięk tego imienia, siedzący na murku kot, podniósł głowę i spojrzał na zbliżające się dziewczyny. Audrey zauważyła go, ale kontynuowała rozmowę:
– To akurat naprawdę jest bez sensu.
– Próbuję pomóc!
Audrey pokręciła głową i zbliżyła się do zwierzęcia, a Aisling nie pozostało nic innego, jak pójście za nią.
– Tak czy inaczej, Ethan zaprosił mnie na niezobowiązujące spotkanie w Hogsmeade dzień po twoich urodzinach – dodała po krótkiej chwili, kiedy Audrey wzięła zmarzniętego kota na ręce.
– Dzień po moich urodzinach są walentynki.
– Dlatego dodałam, że niezobowiązujące, bo w innym wypadku chodziłoby o randkę, a randka z Ethanem brzmi dziwnie.
– Czyli wcale nie próbujesz sprawić, by Aaron był zazdrosny? – zapytała, ale bardziej skupiona była na kocie, który ułożył się wygodnie w jej ramionach.
Aisling zerknęła na nią zdziwiona.
– Nie – odpowiedziała może trochę zbyt szybko. Zmiana tematu była jej naprawdę potrzebna. – O co chodzi z tym kotem? Mam wrażenie, że widuję go codziennie, ale nikt nie wie, do kogo należy. A powiem ci nawet, że Noah był przekonany, że jest twój, co wydaje się zabawne, biorąc pod uwagę, że wcale nie lubisz kotów.
– Na to wygląda, ale ten zdaje się lubić mnie.
– Myślałam, że koty instynktownie unikają ludzi, którzy mogą zrobić im krzywdę.
Kot poruszył się widocznie zaniepokojony, ale Audrey trzymała go pewnie.
– Bez przesady, zwierząt nie krzywdzę. Odeszłyśmy od tematu.
– O, zauważyłaś – odezwała się Ais trochę ciszej i uśmiechnęła się niewinnie. – Ale nie ma o czym mówić. Pójdę na tę randkę-nierandkę i będę się dobrze bawić jak koleżanka z kolegą.
– Cokolwiek powiesz, Ais.
– Ostrzegam cię, że okres przed twoimi urodzinami jest idealny na złośliwości z mojej strony.
Audrey uniosła brwi, więc Aisling pospieszyła z wyjaśnieniami:
– W końcu nie zrobisz krzywdy potencjalnemu dawcy prezentów, prawda?
– A będzie ładny? Prezent?
– Na bank.
Audrey pokiwała głową ze zrozumieniem i pogłaskała kota.
– To postaram się zagryzać zęby do tego czasu.

22. Co na randkę?

21. Problemy z bezsennością

Aisling w środku nocy obudziło czyjeś chrapanie. Posiadanie trójki współlokatorek przyzwyczaiło ją do różnych utrudnień w czasie snu, a najlepszym sposobem na niesłuchanie tych uciążliwych dźwięków było zakrycie głowy poduszką. Ais zawsze to praktykowała i nigdy nie było z tym problemu. Kiedy jednak sięgnęła po drugą poduszkę, która powinna leżeć obok pierwszej, na której spała, natknęła się na przeszkodę. Poderwała się zaskoczona.
– Ethanie Jeevas, możesz z łaski swojej wyjść z mojego łóżka? – zapytała głośno, licząc, że obudzi to nieproszonego gościa.
– Teraz to wyjdź – odpowiedział, ale pościel stłumiła trochę dźwięki. – A kiedyś wręcz wpakowywałaś się do mojego.
Aisling już otworzyła usta, żeby coś na to odpowiedzieć, ale ostatecznie je zamknęła i tylko sapnęła z oburzenia. A potem dość brutalnie i bez żadnych skrupułów zepchnęła chłopaka z łóżka.
– Zapamiętam to sobie! – odpowiedział jej z podłogi.
– Możecie się zamknąć?
Oboje spojrzeli na drzwi, w których stała Audrey i wyglądała, jakby była ucharakteryzowana do mugolskiego filmu o żywych trupach, który ostatnio wspólnie oglądali w telewizji.
– Niektórzy próbują spać – dodała i wyszła, trzaskając za sobą drzwiami, co z kolei obudziło śpiącą w salonie Anne.
*
Jacob usilnie starał się rozbawić Grace, ale ta najwyraźniej była zainteresowana wszystkim, tylko nie własnym, dawno niewidzianym bratem. Czego jednak spodziewać się po dziewczynce, która była właśnie po rozpakowaniu paczek świątecznych. W tej sytuacji nie dziwiło też, że Jacob próbował ją rozbawić machając jej przed nosem grzechotką. W tym miejscu warto wspomnieć, że Grace nie była ani niemowlęciem, ani nawet w wieku uznawanym przez mugoli jako przedszkolny. Lada chwila miała dostać list z Hogwartu, a jej brat traktował ją, jakby urodziła się przed paroma miesiącami. To jednak nic nowego, że Jacob miał problem z określaniem wieku ludzi młodszych od siebie. Aisling musiała mu wiele razy przypominać, że chodzi już do szkoły, więc nie powinien się dziwić, dlaczego nie wraca na noc do domu.
– Zaraz wydłubiesz jej tym oko – stwierdziła Aisling, podnosząc wzrok znad książki. Jacob przerwał na chwilę próby zwrócenia na siebie uwagi.
– Te zabawki są tak skonstruowane, żeby nie zrobiły dziecku krzywdy – powiedział, wyraźnie oburzony insynuacjami kuzynki. – Grace jest wyraźnie zachwycona.
Grace jednak w tym czasie oddaliła się od swojego brata i wspięła się na krzesło, by ściągnąć ze stołu garść cukierków i jedno ciastko, które wcześniej dzielnie malowała cukrowymi pisakami. Na dźwięk swojego imienia odwróciła głowę, ale nie miała okazji nic powiedzieć, bo zdążyła już zapchać usta łakociami. Odezwała się dopiero, kiedy jakimś cudem udało jej się to wszystko przełknąć:
– A pójdziemy do zoo? Mama mówiła, że w Londynie otworzyli zoo, gdzie są jednorożce – powiedziała, a Jacob uśmiechnął się szeroko. Wyglądał jak najszczęśliwszy człowiek na świecie, brakowało tylko, żeby oczy zaczęły mu się świecić od tego entuzjazmu.
– Oczywiście!
Aisling zmarszczyła brwi.
– A czy zimą zwierzęta nie są gdzieś pochowane, żeby im zimno nie było? – zapytała i od razu została obdarzona przez Grace pobłażliwym spojrzeniem.
– To magiczne zoo.
Tak jakby to wszystko wyjaśniało, przeszło Ais przez myśl, ale uśmiechnęła się i kiwnęła głową ze zrozumieniem.
W tym momencie z kuchni wróciła pani Candrot z półmiskiem pełnym ciast.
– O, to moje ulubione! – odezwała się nagle Aisling, odkładając książkę na bok i podkradła kawałek sernika orzechowego, zanim jeszcze półmisek dotknął stołu.
*
Aisling udało się uniknąć wycieczki do zoo, więc wymknęła się z domu, by rozejrzeć się po okolicy, której nie widziała od wakacji, a w wersji zaśnieżonej – przynajmniej od dwóch lat. Przedzierała się przez nieodśnieżone chodniki, aż dotarła do opustoszałego placu zabaw. Rano najwyraźniej kilkoro dzieci się na nim bawiło, bo udeptało trasę między zjeżdżalnią a huśtawką, a na samym siedzisku nie było ani krzty śniegu. Ais uśmiechnęła się pod nosem i, nie chcąc dalej brodzić po pas w zaspach, przysiadła na huśtawce. Niedługo cieszyła się samotnością, bo w oddali zauważyła zbliżającą się postać. Zmierzchało, więc ciężko było ocenić, czy był to ktoś znajomy, ale i tak zmrużyła powieki, by lepiej widzieć. A kiedy już zauważyła, serce zabiło jej mocniej, bynajmniej nie ze strachu.
– Ais, co robisz tu tak późno?
Przez chwilę nie odpowiadała, tylko czekała, aż zbliży się na tyle, by wyraźnie zobaczyć jego wesołą twarz.
– Mortimer.
Uśmiechnął się tak, że aż zabrakło jej na chwilę tchu.
*
Anne, mimo nocnych atrakcji zapewnionych jej przez współlokatorki i gościa, po dłuższym czasie dała radę zasnąć. Nie dość, że świadomość, że jej niegdysiejsza miłość wybrała spanie z jej – zaręczoną w końcu – kuzynką, to jeszcze wszyscy narobili takiego rabanu, że równie dobrze mogłaby już wstać i nie próbować nawet zasnąć. Udało jej się jednak przestać myśleć o nieprzyjemnościach i wrócić do krainy snów. Nie na długo, bo obok siebie poczuła jakiś ruch. Obróciła się i spojrzała wprost na śpiącego w najlepsze Ethana. Tak ją to zaskoczyło, że automatycznie odsunęła się od niego, czego skutkiem był bolesny kontakt z podłogą połączony z okrzykiem przerażenia, który obudziłby nawet umarłego. Żaden umarły nie zapukał jednak do drzwi, ale Ethan podniósł się niezadowolony, bo oto właśnie został obudzony tej nocy po raz drugi. Zamiast jednak znowu marudzić i wypominać, zainteresował się stanem Anne, która przeturlała się po podłodze półtora metra i dopiero wtedy podniosła się do pozycji siedzącej.
– Co ty wyprawiasz? – zapytała trochę zbyt piskliwie, ale nie zdążył jej odpowiedzieć, bo Audrey znowu postanowiła przerwać raban.
– Zdajesz sobie sprawę, że niektórzy idą rano do pracy? – upewniła się, ale ten tylko uniósł bezradnie ręce. Podniosła z rezygnacją wzrok ku górze, po czym wskazała ręką na sąsiedni pokój – Łóżko Lysandry się zwolniło na jakiś czas, ale nie przyzwyczajaj się do niego.
Ethan zrobił zaskoczoną minę, ale zanim zdążył zapytać o szczegóły dotyczące wolnego łóżka, Audrey wróciła do swojego. Anne poderwała się na równe nogi.
– Zostań już tutaj, ja tam pójdę. – I takim sposobem zostawiła Ethana samego.
*
Aaron rozglądał się po Wielkiej Sali bardzo uważnie i wyraźnie czegoś albo kogoś szukał – z kiepskim skutkiem. Wykrzywił niechętnie wargi, po czym z wyrazem rezygnacji na twarzy przysiadł się do Chrisa zajmującego miejsce przy stole Ślizgonów.
– Co ty taki niemrawy? – zapytał Aarona między jednym a drugim kęsem tosta. – Święta nieudane?
Chłopak spojrzał na Chrisa ze zdziwieniem.
– Żartujesz sobie? W Szwecji? Zasypało nas na całe święta, a Ethan zastał zaspę śniegu na swoim łóżku – powiedział wesoło. – I to wcale nie jest wina tego, że otworzyłem okno rano, tuż przed śnieżycą.
Wyszczerzył radośnie ząbki, na co Chris pokręcił z rozbawieniem głową.
– Poza tym dostałem kartkę od Ais – dodał. – I to ładniejszą od tej, co Ethan dostał.
– To zaczyna zakrawać o obsesję.
– O, idzie! – Podniósł się gwałtownie i gdyby nie to, że Chris siedział jeszcze na tej samej ławce, to najpewniej poleciałaby do tyłu. – Mówiłeś coś?
Chris tylko machnął ręką i zerknął ukradkiem w stronę Jaden, która siedziała przy stole Krukonów, jak zwykle w towarzystwie Ethana. Aaron w międzyczasie przeskoczył przez ławkę i skierował się w stronę Aisling, która właśnie weszła do Wielkiej Sali w towarzystwie kuzynki. Zaszedł ją po cichu od tyłu i chwycił w pasie, na co ona cała zesztywniała i odchyliła ostrożnie głowę do tyłu, by spojrzeć na niego. Na jej twarzy malowało się zdziwienie, ale szybko zmieniło się w irytację. Ze strony Anne natomiast słychać było zduszone parsknięcie śmiechem.
– Ais, jesteś bardzo spięta – ocenił Aaron, kiedy ta wymknęła się z jego objęć. – Powinnaś się rozluźnić.
Rozłożył ręce bezradnie, a Ais spojrzała na niego z podejrzliwością.
– Nie jestem spięta, po prostu mnie osaczasz. Prawda?
Zerknęła na Anne, która zrobiła minę, jakby wcale nie chciała się mieszać w żadną kłótnię niedoszłych kochanków. Uniosła ręce w geście obronnym, najwyraźniej licząc, że dzięki temu Ais i Aaron przestaną na nią patrzeć, ale nic z tego.
– Trochę – odpowiedziała w końcu, po czym szybko dodała: – Ale mnie w to nie mieszajcie, Noah na mnie czeka.
Anne oddaliła się czym prędzej, a Aaron przechylił lekko głowę, odprowadzając ją wzrokiem.
– Kim jest Noah?
Ais westchnęła.
– Nowym chłopakiem Anne. Mieszka z twoim bratem w dormitorium.
– A to nie Gabriel z nim mieszka? – zapytał wyraźnie zdziwiony, a ona pokręciła głową.
– Poza Ethanem mieszkają tam jeszcze trzy osoby, wiesz? Jedną z nich, prawda, jest Gabriel, a drugą Noah.
Odpowiedziała jej chwila milczenia.
– Racja. Skąd ty tyle wiesz na temat dormitorium Ethana? – Spojrzał na nią uważnie, a ona uniosła wysoko brwi, jednak na jej policzki wdarł się lekki rumieniec. Tak, jakby czuła się zażenowana, ale ostatecznie przysłoniła twarz dłonią w geście kapitulacji.
– No chyba wiem, z kim uczęszczam na zajęcia.
– Aha, czyli to nie ma nic wspólnego z samym Ethanem?
Lekki rumieniec pogłębił się nieznacznie. Aisling potrząsnęła głową, odwróciła się na pięcie i poszła dołączyć do reszty Krukonów, zanim jedzenie zniknie ze stołów.

21. Problemy z bezsennością

20. Ulubiony kubek

W mieszkaniu dało się słyszeć pukanie. Trzy dziewczyny znajdujące się w salonie automatycznie spojrzały na drzwi, a Anne nawet wstała z zamiarem otworzenia ich, ale zorientowały się, że pukanie nie dochodziło zza drzwi wejściowych. Audrey zerknęła na drzwi balkonowe, ale za nimi też nikogo nie było.
Pukanie nie ustawało.
Aisling również wstała, odstawiła szklankę herbaty na stół i ostrożnie otworzyła drzwi od swojego pokoju. Najwyraźniej odkryła źródło pukania, bo prędko weszła do środka i pozostałe współlokatorki usłyszały dźwięk otwieranego okna.
– Co tak długo? – usłyszały męski głos, ale nie zdążyły dopasować go do nikogo znajomego ani też obejrzeć właściciela owego głosu, bo przeciąg zatrzasnął drzwi do pokoju i zagłuszył dalszą część rozmowy.
– Kto to? – zapytała Audrey.
– Nie wiem – odpowiedziała Anne.
Audrey czym prędzej zajęła miejsce przy dziurce od klucza.
*
Święta zbliżały się nieubłaganie, a wraz z nimi również i przerwa od szkoły. Wiele osób z wielkim entuzjazmem opowiadało o swoich planach na ten zimowy czas. Radość była nawet zdwojona, bo białe święta w Wielkiej Brytanii zdarzały się naprawdę rzadko, ale w tym roku najwyraźniej spełniały się marzenia. Co prawda śnieg przymierzał się już do topnienia za sprawą rosnącej temperatury, sprzyjającej nieustającym deszczom, a nie powiększającym się zaspom i zasypanym ulicom, ale radosne nastroje się utrzymywały.
Aisling to nawet odpowiadało. Co prawda nie lubiła ani śniegu, ani deszczu i wolała, żeby na święta świeciło słoneczko i pogoda przypominała tę typową dla letnich wakacji, ale tego życzenia spadająca gwiazdka raczej nie mogła spełnić. Dlatego właśnie pomyślała po prostu o miłych świętach spędzonych w radosnej, rodzinnej atmosferze. Nie pomyślała, że powinna uważać z wypowiadaniem życzeń, bo jeszcze będą skłonne się spełnić. Nie tak, jakby tego chciała.
Już w momencie, kiedy wysiadała z pociągu w Londynie, wiedziała, że te święta będą bardziej nietypowe niż zwykle, bo właśnie stanął przed nią jej najstarszy kuzyn.
Jacob Candrot nie był typem przykładnego człowieka – właściwie był tego człowieka przeciwieństwem. W młodości prawie utopił swoją kuzynkę w zatoce, a to i tak na przestrzeni lat zawodzenia rodziny wydawało całkiem znośnym czynem (w końcu dziewczyna żyje i ma się dobrze). Gorzej sprawa się miała z ucieczką z domu, przepiciem większości pieniędzy, a w końcu przepadnięciem na dobry rok gdzieś na terenie Niemiec. Kiedy wrócił do Anglii, nie był już co prawda tym samym hulającym nastolatkiem, ale wciąż nie wymarzonym synem państwa Candrot.
Aisling nigdy nie rozumiała rodzinnej nagonki na kuzyna – każdemu przecież zdarza się błądzić – w szczególności, że zawsze pamiętał o jej urodzinach i wysyłał jej różne upominki. Wiązało się to pewnie też z jego wyrzutami sumienia, które nie pozwalały mu zapomnieć o tym, że jest głównym powodem jej panicznego lęku przed wodą, ale Aisling nie musiała o tym wiedzieć.
– Aisling! Dobrze cię widzieć. Ciotka wysłała mnie, bym cię odebrał, więc jestem – powiedział radośnie, zabierając jej walizkę z rąk.
– Czy to oznacza, że będziesz spędzać święta z nami? – zapytała, zerkając na niego podejrzliwie, a kiedy ten przytaknął od niechcenia, dodała: – Myślałam, że skoro wróciłeś na Wyspy, to będziesz spędzać je z wujkiem i ciocią. Albo chociażby Grace.
Jacob zmarkotniał trochę, bo mimo że bardzo kochał swoją dziesięcioletnią siostrę, to rozmawianie na jej temat – z powodu konfliktu z resztą najbliższej rodziny – nie było dla niego zbyt przyjemne. Szybko się jednak na powrót ożywił.
– No widzisz, będzie taki myk, że ją ukradnę pierwszego dnia świąt. Rodzice może i nie chcą mnie widzieć i ze wzajemnością zresztą, ale z Grace spotykać mi się nie zabronią.
Aisling wzruszyła tylko ramionami, bo konflikty rodzinne były dla niej jedną wielką abstrakcją i nie rozumiała, czemu w domu nie może panować atmosfera miłości i zrozumienia. Jacob wrócił, miał się dobrze, wyglądał dobrze, więc czemu się nie cieszyć?
– Żeby cię tylko nie posądzili o porwanie. Szkoda byłoby, gdybyś miał spędzić resztę świąt w Azkabanie – powiedziała wyraźnie zmartwiona możliwością utraty kuzyna.
Jacob uśmiechnął się, objął ją ramieniem i przycisnął do siebie.
– O mnie się nie martw.
*
Aisling stała pod ścianą ze splecionymi na piersiach ramionami i obserwowała wydarzenia, które właśnie miały miejsce w salonie. Na pewno nie było to coś, czego się spodziewała, kiedy rano wstawała z łóżka. Audrey wyglądała na rozbawioną, tymczasem Anne wydawała się trochę zestresowana. Ręce jej się trzęsły, kiedy podawała gościowi herbatę.
– Dzięki, Anne. – Uśmiechnął się do niej szeroko, a ona usiadła na kanapie z miną sugerującą, że nie wiedziała czy się cieszyć, czy płakać, że w ogóle na nią spojrzał. Schowała się za swoim ulubionym kubkiem i postanowiła być bierna.
– W porządku, Ethan – odezwała się Audrey. – Co ty w ogóle tu robisz?
Ethan Jeevas przechylił lekko głowę, zastanawiając się nad odpowiedzią.
– Wpadłem. W odwiedziny. To karalne?
– Wchodzenie przez okno do cudzego mieszkania? Muszę mówić dalej? Czemu w ogóle nie wszedłeś przed drzwi?
– Nie wiedziałem, które drzwi – odpowiedział, jakby to była oczywista oczywistość. Wyglądał, jakby chciał jeszcze coś dodać, ale Aisling wpadła mu w słowo:
– Ethan nie ma gdzie mieszkać i zaproponował, że zamieszka z nami. I że będzie sprzątać.
– Tego ostatniego nie powiedziałem! I tak w ogóle, zajmuję łóżko Aisling.
Aisling uśmiechnęła się, wyrażając tym wielką cierpliwość do tego osobnika siedzącego w ich salonie.
– Może cię zaskoczę, ale ja tam śpię – powiedziała.
– No to przynajmniej będzie zabawnie.
Mrugnął do niej, a Anne wypuściła z rąk swój ulubiony kubek.
*
Lysandra naprawdę planowała wrócić do domu na święta, nawet spakowała się i wsiadła do pociągu. Jednak w ciągu całej drogi do Londynu zdążyła parę razy zmienić zdanie, a kiedy wysiadła na peron – była już gotowa przyjąć zaproszenie Audrey. Może nie na całe święta, ale przynajmniej na okres przygotowań do nich. Skończyło się jednak tym, że już pierwszego wieczoru zaszyły się w pokoju z grzanym winem doprawionym skórkami pomarańczy i goździkami, czyli tak, jak obie lubiły najbardziej w mroźne, zimowe wieczory.
Czwarty kubek w końcu rozwiązał język obu dziewczętom i od razu rozmawiało się im znacznie swobodniej na tematy, na które nie rozmawia się na trzeźwo.
– Więc jak to jest z tym Rosenheimerem? – zapytała Lysandra, popijając grzecznie swoją porcję wina.
Audrey przez chwilę patrzyła, jak przyprawy pływają w kubku.
– Gabrielem?
– Evanem.
– Jeden pies. Czemu pytasz?
– Bez powodu. Rosenheimer – powtórzyła. – Skąd oni w ogóle wytrzasnęli to nazwisko?
Lysandra postukała paznokciami w kubek, przez co Audrey w końcu zainteresowała się rozmówczynią jak należy i spojrzała na nią.
– Od rodziców pewnie. – Audrey najwyraźniej wciąż opierała się działaniu grzanego wina, ale coś czuła, że ten stan niedługo minie.
– Nie chcesz mówić, to nie. Ale ja uważam, że to ich nazwisko jest podejrzane. Nie sądzisz? Na pewno jacyś Niemcy ich nasłali. Przypomnisz sobie moje słowa.
W głowie Audrey zaczęło coś świtać. Coś, co najprawdopodobniej było niepokojem wywołanym przez słowa przyjaciółki. W końcu nigdy nie przepadała za Niemcami.
– To może być spisek – powiedziała całkiem zaskoczona tym, że dopiero teraz na to wpadła. – Spisek Aryjczyków! Ten, ten… Rosenheimer jest na pewno jednym z nich.
Chris, który jak co roku spędzał święta z rodziną Audrey, zajrzał do pokoju kuzynki akurat w momencie, kiedy nawiązała się rozmowa o Rosehmeimerach, i aż brakowało mu słów, by ją skomentować. Stał więc tak przez chwilę niezauważony i słuchał, i z chwili na chwilę coraz bardziej utrwalał się w przekonaniu, że najlepiej będzie, jeżeli po prostu wyjdzie. Zamiast więc przyłączyć się do babskich pogaduszek przy winie, wycofał się powoli i zamknął za sobą cichutko drzwi.
– Wszyscy Aryjczycy są tacy sami – usłyszał jeszcze głos Audrey, zanim oddalił się poza zasięg ich głosów.

20. Ulubiony kubek

19. Tym razem poważnie?

Aisling wstała nad ranem, by skorzystać z łazienki. Półprzytomnie przemierzyła salon, kopnąwszy po drodze jakąś pustą butelkę po jednym z winnych wytworów jej ojca, aż ostatecznie stanęła przed drzwiami łazienkowymi. Już była bliska otworzenia ich, kiedy ze środka dobiegł ją jednoznaczny dźwięk towarzyszący zwracaniu naturze tego, co się wcześniej zjadło. Aisling cofnęła rękę i podrapała się po karku. Potrzebowała chwili, by zorientować się, co właściwie ma miejsce w łazience.
– Alkohol – powiedziała do siebie i kiwnęła głową na potwierdzenie swoich słów.
Nie widząc innego wyjścia, Aisling postanowiła wrócić do łóżka i skorzystać z łazienki trochę później. Po drodze podniosła pustą butelkę i razem z nią skierowała się do swojego pokoju. Jednak w połowie drogi zatrzymała się. Zerknęła na butelkę, a następnie obejrzała się na drzwi łazienkowe. Zmarszczyła brwi.
– Przecież nic wczoraj nie piłyśmy – powiedziała. Zostawiła butelkę na fotelu, po czym wróciła się do łazienki. – Audrey?
*
W dormitorium szóstoklasistów jak zwykle panował chaos. Żaden z mieszkających tam Krukonów nie był może bałaganiarzem, ale wspólnymi siłami zawsze doprowadzali idealnie wysprzątany przez skrzaty pokój do ruiny. Wszystkiemu zawsze winne było lenistwo. Wszystko oczywiście leżało jak trzeba i tam, gdzie powinno, dopóki nie przyjmowali gości – za każdym razem, kiedy zapowiadało się, że w odwiedziny wpadnie jakaś przedstawicielka płci przeciwnej, robili, co mogli, by jej się to odwidziało. Nie zawsze jednak działało to tak, jakby sobie tego życzyli.
– Ależ Anne! – zawołał Ethan, idąc za dziewczyną po schodach. – Ja mogę mu wszystko przekazać. Co tylko zechcesz!
Anne zatrzymała się i obejrzała na Ethana, po czym uśmiechnęła się z dziwnym rozbawieniem.
– Naprawdę wszystko?
– Wszystko.
Anne uśmiechnęła się wesoło i ruszyła dalej, aż ostatecznie zatrzymała się przed drzwiami do dormitorium. Bez żadnego skrępowania otworzyła je na oścież i jej oczom ukazało się typowo męskie miejsce zamieszkania. Na podłodze leżały porzucone skarpetki, brudne koszulki, pojedynczy but i nawet krawat. Łóżka były niepościelone, a w kącie leżały jakieś opakowania po jedzeniu.
Anne najwyraźniej nie zwróciła na to wszystko uwagi, bo w tej chwili liczyła się dla niej tylko jedna osoba – Noah Individuel. Podeszła do niego i pocałowała go krótko na przywitanie. Ethan zrobił bardzo zdziwioną minę.
– Dobra, racja, tego bym nie przekazał – powiedział tylko.
Noah był zawsze typem samotnika, spędzającym wolny czas na nauce, a już na pewno nie należał do tych uwielbianych przez dziewczyny chłopaków, więc zdziwienie Ethana było zrozumiałe. Nie mógł wymyślić, jak to się stało, że takiej nieśmiałej dziewczynie udało się odciągnąć tego aspołecznego blondyna od książek.
Ethan, widząc, że i tak nie zwracają na niego uwagi, powiedział:
– Idę poszukać Ais, nie nabałagańcie.
I wyszedł z dormitorium.
*
Noah Individuel miał swój powód, dla którego unikał udzielania się w towarzystwie, a mianowicie – był w połowie Francuzem i miał typowo francuski akcent, a już od pierwszej klasy wśród uczniów była wyczuwalna zakorzeniona głęboko brytyjska niechęć do przedstawicieli francuskiej nacji. Nie miał może z tego powodu wyjątkowo ciężkiego życia wśród rówieśników, ale uznał, że i tak będzie ponad to i skupił się na nauce. Nigdy też, jak podejrzewali niektórzy jego koledzy, nie odczuwał oporów przed nawiązywaniem kontaktów z ludźmi – po prostu tego nie robił. Jedyne, co tak naprawdę sprawiało mu niemałą trudność, to zagadywanie do dziewcząt, w szczególności tych, które przykuły w jakiś sposób jego uwagę. Od dobrego roku jego myśli skupiały się na tej jednej, konkretnej, aż pewnego dnia na horyzoncie pojawiła się Anne Candrot i obróciła jego świat do góry nogami.
Kiedy Ethan oznajmił, że idzie szukać Aisling, oboje, Anne i Noah, spojrzeli na niego ze zdziwieniem, ale chłopak już nie oglądał się na nich i po prostu wyszedł, zostawiwszy ich samych sobie.
– Tu da się bardziej nabałaganić? – zapytała Anne i rozejrzała się po pomieszczeniu.
Noah dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że może nie powinien przyjmować dziewczyny w tak brudnym pomieszczeniu i zarumienił się lekko. Niepostrzeżenie kopnął parę porzuconych ciuchów, w tym bieliznę, pod łóżko, po czym uśmiechnął się.
– Ethan nabałaganił, a teraz się wymiguje – oznajmił. Liczył, że dzięki tym słowom wypadnie lepiej w oczach Anne, w końcu nie chciał, by miała go za bałaganiarza! To mogło zostawić rysę na jego nieskalanej opinii porządnego chłopca.
– Skoro tak bałaganił, to powinien posprzątać.
– Powtarzam mu to często! Ale efektów nie ma. – Pokiwał głową, zadowolony, że Anne zaakceptowała to drobne kłamstewko. – Chodź, przejdziemy się gdzieś.
*
– Audrey, co się w nocy działo? – zapytała Aisling podczas robienia śniadania.
Audrey po usłyszeniu tego pytania przestała kroić chleb i obdarzyła przyjaciółkę spojrzeniem, które kazało sądzić, że nie miała zielonego pojęcia, o co mogło jej chodzić. Zmarszczyła brwi.
– Nie wiem, co masz na myśli.
– Słyszałam, że podczas ciąży można mieć mdłości. Wiesz, żartowałam wcześniej z tą ciążą, ale może jednak to coś poważnego – powiedziała ostrożnie, wyraźnie zmartwiona.
Zanim Audrey jakoś zareagowała (Aisling powinna uważać z poruszaniem takich tematów, kiedy rozmówczyni w ręce trzymała ostry nóż), Lysandra, która siedziała w salonie, zakrztusiła się poranną kawą. Obie spojrzały w jej stronę.
– O ile dobrze pamiętam, nie miałam ostatnio żadnych przygód żołądkowych, Ais – odpowiedziała Audrey, a Lysandra zerwała się momentalnie z miejsca, rozlewając przy tym trochę kawy na stolik. Zerknęła z przestrachem na przyjaciółki.
– To nie może być ciąża. To niemożliwe!
Minęła kuchnię, wzięła kurtkę w rękę i wyszła prędko z mieszkania, zostawiwszy osłupiałe Aisling i Audrey. Anne tymczasem usłyszała cały raban i wyjrzała z łazienki owinięta w ręcznik.
– Co się dzieje? Kto jest w ciąży?
Aisling zerknęła na kuzynkę.
– Sama już nie wiem.
*
Ponad siedem pięter niżej, w innym męskim dormitorium panował podobny chaos jak u Ethana i Noaha. Riley jednak nie martwił się, że jego dziewczyna złoży mu niespodziewaną wizytę, więc nie przejmował się, że wszędzie, gdzie nie spojrzał, walały się nadprogramowe śmieci i jeszcze zdatne do użytku ubrania. Evan James również nie był typem pedanta, więc i on nigdy nie skalał się nawet myślą o ogarnięciu tego wszystkiego! Może i Puchoni byli pracowici jak mróweczki, ale sprzątanie zawsze było domeną kobiet, więc żaden z nich nie wpadł na to, żeby przynajmniej złożyć koszule, które w końcu były obowiązkowym elementem mundurka, a pogniecione nie wyglądały zbyt reprezentacyjnie.
W samym środku tego nieopisanego chaosu znajdował się właśnie Riley, który postanowił wygarnąć parę rzeczy Evanowi, skoro już się na niego natknął i nie było żadnych świadków w osobach pozostałych współlokatorów.
– Marna podróbo Rosenheimera – zagaił, bo zawsze najbardziej się liczy pierwsze wrażenie. Rileyowi z jakiegoś powodu nie pasowało, że Evan Rosenheimer dzielił się imieniem z Evanem Jamesem, a przecież to nic niezwykłego, że dwoje ludzi nosi te same imiona!
Evan oderwał się od układania sobie włosów i spojrzał na współlokatora.
– Rudy – odpowiedział, co w jego ustach było prawdziwą obelgą, bowiem nie ufał rudym ludziom. Taka była jego życiowa zasada, a Riley niewątpliwie był rudy, co za tym idzie, niegodny zaufania.
– Co to ma znaczyć, że bałamucisz mi Demetrię, znajdź sobie własną. – Splótł ręce na klatce piersiowej i oczekiwał prędkich wyjaśnień. Kolejnym niezrozumianym przez świat zachowaniem Rileya było nazywanie Lysandry Demetrią. Niezrozumienie brało się stąd, że niewiele osób wiedziało, że to, najzwyczajniej w świecie, było jej drugie imię.
Evan wiedział, w końcu byli z Lysandrą dość blisko.
– Powinieneś lepiej pilnować swoich zabawek, Rudy.
– Ha, ha, ha, ty lepiej pilnuj własnego nosa, łachudro.
Gdyby przynajmniej któryś z nich był typem chociaż trochę agresywnym, ta rozmowa na pewno skończyłaby się bijatyką albo w najlepszym wypadku wymianą zaklęć i ktoś wylądowałby w skrzydle szpitalnym, a Lysandra byłaby szczęśliwa, że jej chłopak w końcu okazał się zazdrosny i postanowił o nią zawalczyć. Oboje jednak byli łagodnymi Puchonami, więc najzwyczajniej w świecie zaczęli obdarzać się coraz to bardziej kwiecistymi wyzwiskami, a do rękoczynów nie doszłoby nawet, gdyby zaczęli obrażać swoje matki albo – co gorsza – ulubione drużyny quidditcha.
To wszystko nie sprzyjało szybkiemu zaprzyjaźnieniu się dwóch łagodnych Puchonów.

19. Tym razem poważnie?

18. Mięsożerna roślina

Lysandra przyglądała się roślinkom stojącym na parapecie, a potem przeniosła wzrok na roślinki żyjące w doniczkach na balkonie, a na koniec obdarzyła spojrzeniem Aisling, która radośnie przygotowywała wodę do podlania tego wszystkiego.
– Ais… – Lysandra przechyliła lekko głowę. – Wszystko przytargałaś z Nokturnu?
Aisling odstawiła konewkę i przyjrzała się Lysandrze.
– Większość, ale proszę, oszczędź mi wykładów na temat tego, że nie powinnam tam chodzić, bo to niebezpieczne. Anne już to zrobiła. Dwa razy.
– Chciałam tylko powiedzieć, że część z tych roślin rośnie na polu za wioską. Poza tym, jakbyś zgłosiła się do nauczyciela od zielarstwa, to dałby ci kilka kwiatów za darmo.
Aisling otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, po czym potrząsnęła głową.
– Nie wierzę. Dopiero teraz mi to mówisz? – zapytała i chwyciła ponownie konewkę, by w końcu podlać swoje drogocenne roślinki.
– Widzisz, Ais, nie powinnaś chodzić na Nokturn – wtrąciła Anne, która popijała sobie herbatę, siedząc w fotelu, z którego słyszała całą rozmowę.
– Ale to nie ma wpływu na moje bezpieczeństwo.
– Bezpieczeństwo twojego portfela – odpowiedziała Anne, wysiliwszy się na pouczający ton.
*
Aisling siedziała w pokoju wspólnym i czytała książkę o magicznych roślinach, którą pożyczyła od profesora Longbottoma. Przy okazji gniotła w ręce jakiś kawałek pergaminu, jakby nawet nie zdawała sobie sprawy, co właściwie robi. Dopiero kiedy w dłoni ściskała już mocno zbitą kulkę, Anne nie wytrzymała.
– Ais, co to jest? – zapytała, a dziewczyna podniosła głowę znad książki, po czym zerknęła na zgnieciony pergamin. Wzruszyła ramionami i rzuciła go kuzynce.
– List od rodziców.
Anne wolała nie pytać, czemu Aisling potraktowała tak korespondencję rodzinną, więc po prostu rozwinęła pergamin (przyszło jej to z trudem) i zaczęła czytać:
– „Droga Aisling…” – zaczęła. Brzmiało normalnie, więc kontynuowała: – „…mamy nadzieję, że…”
– Trzeci akapit – przerwała jej.
– Ach, wybacz. „Cieszymy się, że tak dobrze ci się powodzi w szkole. Z takimi wynikami nie musisz się martwić o posadę w Ministerstwie Magii. Jesteśmy z ciebie dumni!”
Anne przerwała czytanie i spojrzała na naburmuszoną Ais, która tym razem gniotła jedną ze stron książki.
– Ais, spokojnie!
Aisling zauważyła, co robi, i szybko wyprostowała kartkę.
– Przecież to dobrze, że są z ciebie dumni – podjęła ostrożnie Anne.
– Nie mają być dumni – powiedziała trochę jękliwie. – Mają mnie wspierać w tym, co chcę robić. A na pewno nie chcę pracować w Ministerstwie Magii! Nie chcę tak jak oni być zamknięta w czterech ścianach i odwalać jakąś papierkową robotę. Chcę zrobić coś dla świata, ot, być uzdrowicielką! A oni są ze mnie dumni, bo myślą, że pójdę w ich ślady.
Pokręciła głową.
– Myślę, że ciocia i wujek nie będą mieli nic przeciwko, jeżeli zostaniesz uzdrowicielką – odpowiedziała Anne, nie do końca rozumiejąc zachowanie swojej kuzynki.
– Oczywiście, że nie będą mieli! Nikt normalny nie byłby niezadowolony, że jego dziecko jest uzdrowicielem. Tylko… czeka mnie jeszcze długa droga i jak usłyszę podczas jakiegoś szkolenia od z rodziców: „Mogłaś poszukać pracy w Ministerstwie, już dawno byś pracowała i zarabiała krocie!”, to daję słowo, uduszę tymi rękoma.
Podniosła dłonie, by Anne nie miała żadnych wątpliwości.
– Chyba będziesz musiała z nimi o tym porozmawiać – rzuciła, zerknąwszy na zegarek.
Aisling uspokoiła się w końcu na tyle, że przestała gnieść kolejną stronę książki.
– Ale… rozumiesz, o co mi chodzi, prawda?
– Jasne, że rozumiem. Musisz mi jednak wybaczyć, jestem… umówiona.
– Z kim? – Aisling przechyliła głowę zaciekawiona. – Cały czas z kimś wychodzisz, a nawet nie powiesz, kim jest ten szczęściarz.
– Nie chcę zapesz… co? Nie… umawiam się z nikim. Widzimy się wieczorem!
Anne wyraźnie spanikowała i najzwyczajniej w świecie ulotniła się w pokoju wspólnego, zanim Ais zrobiła się zbyt dociekliwa.
*
Aisling po raz trzeci usłyszała wykład Anne o tym, dlaczego nie powinna kupować magicznych roślin od podejrzanych sprzedawców na Nokturnie. Tym razem doszedł też powód materialny, ale i tak nie była na tyle przekonująca, by usłyszeć: „Dobrze, Anne. Masz całkowitą rację, nigdy więcej nie pójdę na ulicę Śmiertelnego Nokturnu”. Zamiast tego Aisling przytakiwała leniwie i zachowywała się, jakby w ogóle nie docierały do niej słowa kuzynki.
– Dobra, przestańcie – powiedziała w końcu Ais i przeszła do kuchni, jakby chciała urwać rozmowę, ale zamiast tego dodała: – Lubię Nokturn.
Trzy pary oczu momentalnie zwróciły się w jej stronę: Lysandry, która wcześniej jedynie przysłuchiwała się leniwie monologowi Anne, Audrey czytającej wcześniej książkę (najprawdopodobniej nie zarejestrowała nawet, o czym była rozmowa, póki nie padły ostatnie słowa) oraz, najbardziej zszokowane, Anne.
– Mają tam duży wybór magicznych roślin, których nie dostanę nigdzie indziej. Składniki eliksirów też stamtąd brałam! – wyjaśniła i uśmiechnęła się, po chwili jednak zastanowiła się nad tym. – Może dlatego tak wybuchały? No, ale rośliny nie wybuchają. Potrzebują za to ciepła i miłości, które im daję. Profesor na zielarstwie powtarzał, że trzeba mówić do roślin. I że lubią poezję.
Aisling dopiero po wypowiedzeniu tych słów zdała sobie sprawę, że brzmią dość głupio.
– Nawet ta, która zjada moje pająki? – zapytała Lysandra, która przez to, że nigdy nie sprzątała w swoim pokoju (i nazywała to „uporządkowanym chaosem”), siłą rzeczy hodowała w kątach piękne okazy pająków, które stawały się później pożywieniem dla jednej z roślin przywleczonych z Nokturnu.
– Ta w szczególności. Nie znoszę pająków.
– Ja też – poparła ją Anne, a Audrey kiwnęła głową.
– Myślicie, że Ais dziwaczeje przez te całe zaręczyny? – zapytała półszeptem Lysandra, a pozostałe dziewczęta przyjrzały się Aisling.
– Słyszałam to.
*
Chris zbierał się w sobie z samego rana, by odezwać się do Jaden. Zwykłe odzywanie się do dziewczyn nie sprawiało mu specjalnych trudności, ale to, co miał w planach, na pewno nie było zwykłe. W głowie układał sobie różne scenariusze przebiegającej rozmowy i każda kończyła się sukcesem z jego strony. Podczas obiadu miał już tak podbudowaną samoocenę, że nie przejmował się faktem, że Jaden była otoczona przez braci Jeevas. Niezrażony obecnością kumpli, podszedł do stołu Ravenclawu i wtrącił się w rozmowę.
– Jaden, masz chwilę? – zapytał, co zabrzmiało żałośniej, niż sobie to zaplanował.
Dziewczyna przełknęła ziemniaki i spojrzała na Chrisa zaciekawiona.
– Jem, ale możesz mówić – powiedziała.
Aaron wykazywał większe zainteresowanie sprawą Chrisa niż Jaden, co pozbawiło chłopaka jego pewności siebie. Na szczęście dla niego, Ethan był zbyt zajęty jedzeniem, by zwracać uwagę na tę całą sytuację.
– Nie chciałabyś się ze mną… spotkać? We dwoje? – zapytał, co zabrzmiało tak strasznie, że Chris najchętniej by stamtąd uciekł.
Jego przekonanie o porażce potwierdziła mina Aarona, który ledwo powstrzymywał się od śmiechu, niedowierzające spojrzenie odciągniętego od jedzenia Ethana i w końcu zakrztuszającą się kolejną porcją ziemniaków Jaden.
– Przepraszam – odezwała się w końcu, kiedy udało jej się opanować krztuszenie się. – Mam dzisiaj spotkanie z opiekunem w sprawie mojej przyszłości. – Zamachała jakąś ulotką, która wcześniej leżała na stole. – Bzdura jakaś, ale nie mogę się zerwać. Innym razem, co?
Spojrzała na Chrisa przepraszająco, a jemu pękło serce, ale dzielnie to zniósł. Kiwnął głową i uśmiechnął się nawet, aczkolwiek trochę niemrawo.
– Jasne.
Życzył smacznego i odszedł. Nie minęła jednak chwila, kiedy Aaron poszedł za przyjacielem i poklepał go pokrzepiająco po plecach.
– Ej, stary, co to było? – zapytał, uśmiechając się tak, jakby nabijał się z nieszczęścia Chrisa. – Jak ty trafiłeś do tego Slytherinu, to ja nie wiem.
Chłopak poczuł, że jego ego, które już i tak zostało brutalnie potraktowane przez dziewczynę, która mu się podobała, było właśnie równane z podłożem.
– O co ci chodzi?
– Powinieneś postawić ją przed faktem dokonanym. Wtedy nie miałaby jak odmówić! – powiedział. – Bo teraz… bez obrazy, ale wyszedłeś na idiotę. Poza tym… Jaden, naprawdę?
Aaron zerknął w stronę Jaden, która wdała się w rozmowę z Ethanem na temat tej nieszczęsnej ulotki. Chris znowu uśmiechnął się niemrawo.
– Pamiętasz, jak my wybieraliśmy sobie przedmioty, które miały nam się przydać w przyszłości? – rzucił nagle Aaron, a Chris obdarzył go niezrozumiałym spojrzeniem. – Bzdura. A teraz przez nasze głupie wybory dwa lata temu musimy pisać owutemy z przedmiotów, które się nam tak naprawdę nie przydadzą.
– Ty to potrafisz dobić człowieka – skomentował Chris i uśmiechnął się, tym razem już całkiem szczerze.
– Jasne. To co? Piwo, dzisiaj, na błoniach?
– Zawsze.
Podali sobie ręce i rozeszli się do swoich stołów. Żaden z nich nie przejmował się, że na zewnątrz panował mróz, a błonia były zasypane śniegiem. Liczyło się piwo z najlepszym kumplem!

18. Mięsożerna roślina