Na psa urok: 09.

Owutemy nadchodziły. Dainah czuła, jakby w każdej chwili mogła się aportować obok niej komisja egzaminacyjna, która nakazałaby jej pisanie egzaminu już, zaraz, teraz, kiedy ona nie była na to psychicznie gotowa. Wątpiła, czy kiedykolwiek będzie gotowa zmierzyć się z czymś, co ma decydować o jej przyszłości w takim stopniu jak te egzaminy. „Jakiej przyszłości?”, mamrotała czasami Isla, przeglądając Proroka Codziennego, a Dainah i Susannah nie pozostawało nic poza dość obojętnym skinieniem głowami. To, co działo się za murami Hogwartu, choć przecież nie przybliżało się do nich geograficznie, stawało się coraz bliższe, coraz bardziej realne, niemal namacalne. Doniesienia były coraz bardziej ponure, choć Dainah była nieco odrętwiała, jakby wyłączona z rosnącego podenerwowania towarzyszącego wielu jej kolegom i koleżankom; ostatecznie, co mogło ją spotkać? W momencie, kiedy opuści mury Hogwartu, stanie przed perspektywami tak szerokimi, że czasami, gdy o nich myślała, wpatrując się w ciemnozielony baldachim nad swoim łóżkiem, zapierało jej to dech w piersi.
„Chciałbym zobaczyć trochę świata”, powiedział Syriusz, kiedy byli w Londynie. Może to nie był zły pomysł. Może jej głupi upór, który kazał jej oświadczyć, że najprawdopodobniej nigdy nie opuści Anglii, pozwoli jej przekroczyć granicę. Może jego chęć walki przegra z chęcią zwiedzania świata. Może… może to im wystarczy.
Póki co jednak zdawało się, że wystarczały im schadzki w opuszczonych klasach, w czasie których ze wszelkich sił trzymali się tego, co działo się tu i teraz, zostawiając resztę świata za drzwiami. Świat nie dawał jednak o sobie zapomnieć, co jakiś czas pojawiając się w ich rozmowach, które ze słowa ze słowo stawały się zbyt poważne, zbyt prawdziwe i dorosłe, jakby nagle zapominali o maskach dzieci, które przecież wszyscy w zamku desperacko przybierali na tych kilka ostatnich tygodni. Dainah nie była dobra w utrzymywaniu pozorów, Syriusz również w tym nie przodował, co zdecydowanie ułatwiało nagłe zmiany tematu z eliksirów na ostatnie doniesienia o atakach śmierciożerców.
– Nie, pojedynek Dumbledore’a z Grindelwaldem był czymś zupełnie innym – oświadczyła Dainah, przywołując cały autorytet siedmioletniej nauki historii magii.
Syriusz machnął ręką tak samo, jak machnął ręką na historię magii po zdaniu suma.
– Zawsze są tacy, których ciągnie do czarnej magii. Różnice są marginalne.
– Gdyby tak było, nie sądzisz, że Dumbledore już by coś zrobił?
– Nie sądzisz, że już może coś robić?
Dainah spojrzała na niego pytająco, a Syriusz szybko skierował wzrok w kąt sali, jakby starał się dać jej do zrozumienia, że nic więcej na ten temat nie powie.
Innym razem wspomniał coś o konieczności przeciwstawienia się śmierciożercom. Jeszcze kiedy indziej wtrącił coś o potrzebie walki i o nadziei, która leży w młodym pokoleniu. Zawsze powstrzymywał się, zanim powiedział za wiele, ale na jego twarzy malowała się determinacja, która trochę przerażała Dainah. Było bowiem oczywiste, że Syriusz ani na krok nie opuści Anglii. Cały czas nie dawało jej to jednak spokoju i pewnego razu zaproponowała mu wspólną wyprawę na kontynent. Były to dziecinne mrzonki, bo żadne z nich nie miało dostatecznie dużo złota, by móc planować jakiekolwiek przygody, ale Syriusz i tak się zasępił.
– O co chodzi? – zapytał, patrząc na nią tak poważnie, jakby właśnie przybyło mu przynajmniej dziesięć lat. Jakby był prawdziwym dorosłym, wiedział, co robi, i w jakiś sposób potępiał jej dziecięcą próbę ucieczki przed odpowiedzialnością. – Nigdy nie mówiłaś, że chcesz wyjechać z kraju.
Dainah zmrużyła oczy, odpowiadając mu tonem tak chłodnym, że przez chwilę spodziewała się zobaczyć szron na oknach.
– Nigdy nie sądziłam, że znajdę się w środku wojny – powiedziała.
Syriusz uśmiechnął się smutno.
– Nie mamy wpływu na czas, w jakim żyjemy.
– Mamy za to wpływ na miejsce – upierała się.
– Co chciałabyś ode mnie usłyszeć, Dainah? – warknął.
Milczała, ale jednocześnie patrzyła na niego z taką uwagą, jakby właśnie ważyła słowa. Oboje zdawali się żałować, że nie są w stanie wykorzystać legilimencji, by wniknąć do umysłu tej drugiej osoby i dowiedzieć się, do czego właściwie prowadzi rozmowa, którą odbywają gdzieś między zwojem pergaminów i krzesłem o trzech nogach.
– Czego ty właściwie chcesz, Pool? – zapytał spokojniej.
Dainah poczuła, jak po kręgosłupie przebiega jej zimny dreszcz. To pytanie było niosło tak silny ładunek emocjonalny, że nawet nie była pewna, co powinna odpowiedzieć. Mogła je zbyć, ale byłoby to sztuczne, równie sztuczne byłoby obrócenie go w żart, ale nie czuła się na siłach, by zdobyć się na szczerość, zwłaszcza że w jej głowie panował chaos. Sama nie była pewna, czego chce, więc jakże mogła przekazać mu jakąś okrojoną wersję swoich pragnień – taką, którą powinien znać, nie pełną, ale też nie nieprawdziwą.
Zagryzła lekko wargę, jakby chciała w ten sposób powstrzymać się przed wypowiedzeniem słów, o których wiedziała, że wcale nie chce, by padły z jej ust.
Syriusz odgarnął z czoła włosy, które nagle zaczęły mu przeszkadzać. Popatrzył na nią pytająco, a w szarych oczach kryła się determinacja.
– Pool?
Dainah uciekła oczami w przeciwległy kąt pomieszczenia.
– Co mam ci powiedzieć? – zapytała głucho.
Syriusz nie był dobry w czekaniu, nawet jeśli milczał, Dainah wiedziała, że zaciska zęby, a jakaś część jej umysłu chciała nakazać jej dotykanie jego twarzy, wodzenie palcami wzdłuż szczęki, jakby mechanicznie przywracała mu spokojniejszy wyraz twarzy i spokój ducha. Nie była gotowa na konfrontację i nie była pewna, jak właściwie znaleźli się w tej sytuacji. Powtarzali eliksiry i nagle mieli rozmawiać o przyszłości, która wcale nie rysowała się w jasnych barwach? Czego oczekiwał, że zarzuci mu ramiona na szyję i na przydechu wyzna, że marzy jej się domek na przedmieściach, dwójka dzieci i kudłaty pies? Oboje byli zbyt poważni, zbyt świadomi sytuacji poza murami zamku, by coś takiego mogło między nimi wybrzmieć. Czy miała snuć opowieść o tym, jacy będą szczęśliwi? O to mu chodziło? Czy może powinna mu przedstawić gorzką opowieść, w której przynajmniej jedno z nich nie dożywa dwudziestych urodzin?
– Chcesz uciec? – zapytał, a słowa brzmiały, jakby ich wymówienie sprawiało mu trudność. – Chcesz zostawić Anglię?
Czy chciał zapytać „Chcesz zostawić mnie?”, czy tylko miała nadzieję, że chciał?
– Nie wiem – przyznała, nadal patrząc w odległy kąt pomieszczenia. Każda komórka ciała kazała jej odwrócić jego uwagę, pocałować go lub wybiec z sali, ale jednak Dainah trwała w miejscu, boleśnie świadoma tego, że jej wysiłki nie zostaną zauważone przez Syriusza, który najwyraźniej nigdy nie miał ochoty na tak spektakularne ucieczki.
– A więc nie chcesz z nimi walczyć.
– Walczyć? – powtórzyła, przenosząc w końcu na niego wzrok.
Spodziewała się zobaczyć buńczucznie wysunięty podbródek i oczy błyszczące głodem przygody. Tymczasem Syriusz wyglądał na zagubionego, po raz pierwszy od dawna tracąc tę aurę człowieka, którego problemy nie dotyczą. Był takim samym dzieciakiem jak ona, mogli oboje udawać, że są dorośli i mogą decydować o swojej przyszłości, ale w tej sali, w tej chwili byli przestraszonymi małolatami. Nie mogła mieć do niego żadnych pretensji.
– Walczyć – powtórzył. – Nie możemy… Musimy… Tak nie może być – dodał, jakby to wyjaśniało wszystko.
Dainah chciała być z nim całkowicie szczera – zasługiwał na to, zwłaszcza teraz, kiedy był tak otwarty. Jego emocje – zwykle skryte pod maską pewności siebie – kłębiły się teraz wokół niego i miała świadomość, jak łatwo może go zranić. Tak samo łatwo jak on ją.
– Nie, nie sądzę – powiedziała w końcu, tonem tylko trochę głośniejszym od szeptu.
Syriusz pokiwał głową.
– Twoi rodzice… – zaczął.
– Nie wiem, dlaczego zginęli – przerwała mu szybko, niegotowa na roztrząsanie ich śmierci w kontekście tego, jak powinna się zachować w obliczu narastającego konfliktu.
Syriusz milczał przez dłuższą chwilę, a ona nie była dostatecznie odważna, by na niego spojrzeć i spróbować odczytać, jakie myśli mogą kłębić się w jego głowie. Gdyby uniosła wzrok, czy w jego oczach zobaczyłaby odrazę czy zrozumienie? Nie chciała się przekonywać, jeszcze przez kilka sekund pozwalając sobie myśleć o tym, że mają przed sobą jakąś przyszłość, że kiedy dziś wyjdą z tej sali, nie rozejdą się każde w swoją stronę.
– Nawet jeśli wyjedziesz – zaczął powoli, z trudem wypowiadając kolejne słowa – czy przyjdziesz na mój pogrzeb?
Po raz pierwszy od dawna Dainah nie była w stanie odpowiedzieć, bo w gardle utknęła jej gula wielkości trolla górskiego.
*
Owutemy minęły szybciej, niż się spodziewała. Przemierzała korytarze jak duch, nie mogąc nigdzie znaleźć sobie miejsca, a jednocześnie czując, że nie przynależy do żadnej z grup, które mijała. Czuła, że Hogwart po raz pierwszy w jej życiu jest zbyt mały, że mury zamku ją duszą, nie pozwalając wyrwać się i oddychać pełną piersią. Nie była pewna, gdzie dokładnie miałaby nią oddychać, skoro Hogwart był w tym momencie najbezpieczniejszym miejscem w całej Anglii. Wiedziała jednak, że nie mogła się doczekać, kiedy w końcu wsiądzie do Hogwarts Expressu i wróci do Londynu. Nie miała pojęcia, co będzie tam robiła, ale każdy mięsień w jej ciele napinał się w oczekiwaniu na działanie, w oczekiwaniu na powiew londyńskiego powietrza, które powinno otrzeźwić jej umysł i sprawić, że będzie wiedziała, co powinna robić.
Każdy egzamin przybliżał ją do ucieczki od troski Susannah i paniki Isli, od pytających spojrzeń przyjaciół Syriusza i w końcu od samego Syriusza, którego zawiodła w chwili, kiedy potrzebował jej najbardziej. Nie potrafiła stanąć na wysokości zadania i być z nim brutalnie szczera. Nie potrafiła przywołać słów, które oddałyby choć fragment tego, co czuła. Dlatego też zrobiła to, co umiała najlepiej – spróbowała odwrócić uwagę Syriusza, a potem uciekła. Wiedziała, że go rani, ale bała się, że jeśli tam zostanie, to ona wyjdzie z tej sali poraniona. Od tego czasu nie rozmawiali, oboje zbyt dumni, żeby przełamać ciszę. Albo – czego się obawiała – on już nie miał jej nic do powiedzenia, skoro nie była w stanie obiecać, że spełni ostatnią prośbę człowieka, który zdawał się mieć świadomość, jak ulotne jest życie.
W końcu, ostatniego dnia, kiedy rozpierała ją energia i chęć działania, Syriusz podszedł do niej w Wielkiej Sali. Nie spodziewała się go zobaczyć; nie spodziewała się nikogo. Myślała, że tego dnia będzie sam na sam ze swoją jajecznicą, dlatego kiedy poczuła znajomy zapach tuż obok siebie, niemal podskoczyła.
– Syriusz?
– Dainah, sądzę, że powinniśmy porozmawiać – powiedział spokojnie, by nie zwracać na siebie uwagi innych Ślizgonów. Jakby było to możliwe! Gryfon przy stole Slytherinu zawsze zwróci na siebie uwagę.
– O czym? – zapytała, bo choć była naładowana energią, nie miała pewności, czy wystarczy jej siły na poważną rozmowę.
– O tym, co się stało – powiedział. – O nas.
Przez stół przetoczyło się parę syknięć i złośliwych komentarzy, ale żadne z nich nie zwróciło na nie większej uwagi.
Wyszli na błonia i choć początkowo wydawało się, że żadne nie chce zaczynać rozmowy, to Dainah po raz pierwszy od dłuższego czasu poczuła, że opuszcza ją niepokój, a napięcie w mięśniach, które kazało jej działać, zmniejsza się. Odetchnęła głęboko, pozwalając sobie na chwilę radości z tego, że czuje na twarzy promienie słońca i lekki, letni wiatr. A potem spojrzała w szare oczy Syriusza.
– Jak egzaminy? – zaczęła od bezpiecznego tematu, jakby nie była pewna, jak powinna się do niego odnosić.
Posłał jej jeden z tych uśmiechów, które sprawiały, że miękły jej kolana. Wiedziała, że niezależnie od tego, co stało się w tamtej sali, nadal potrafią rozmawiać. I tego ranka to jej wystarczało.

Advertisements

7 thoughts on “Na psa urok: 09.”

    1. tyle wspólnego pisania nam zaszkodziło xd tworzymy podobne bohaterki xd
      powinnyśmy temu przeciwdziałać i wrócić do pisania.

      Like

  1. twój syriusz jest wstrętnym manipulatorem. jestem pewna, że mówiąc anglia, miał na myśli siebie, bo cóż poza nim w tej anglii niby takiego było, a na patriotę, to on nie wygląda (może i dobrze). ale to jeszcze nic – musiał jeszcze na niej wymuszać obietnicę, że przyjedzie na jego pogrzeb. powinna mu dać w mordę za taki bezwstydny szantaż emocjonalny. sam niczego jej nie obiecał, do niczego się nie zobowiązał, a domaga się jakichś deklaracji i poświęcenia. co za tupet.
    czuję, że ich niezdolność do odbycia poważnej rozmowy będzie ich wiele kosztować.
    i na marginesie: wygląda na to, że syriusz ma już niezłe pojęcie o zakonie. czy to drops bezwstydnie rekrutował uczniów jeszcze przed ukończeniem szkoły czy dowiedział się od kogoś innego?

    Like

    1. jestem pewna, że drops rekrutował najzdolniejszych, a kto jest zdolniejszy od nielegalnych animagów. poza tym nie po to jest się dyrektorem szkoły, żeby rekrutować ludzi, których się nie zna – lepiej brać to, co jest, nawet jeśli to smarkacze.
      zastanawiałam się, czy syriusz wyjdzie mi tu na manipulatora i szczerze, z ręką na sercu, nie miał taki wyjść. ba, byłam pewna, że wyszedł na biednego, smutnego i trochę rozdartego, bo oto nadchodzi Dorosłość przez wielkie D, a on ma pomysł na siebie, ale nie bardzo wie, czy i jak go realizować i generalnie miał być bardziej pysiem, a nie manipulatorem. ja i dainah chyba byśmy były słabe w związkach.

      Like

      1. może to ja jestem przewrażliwiona, ale jakby mi na kimś naprawdę zależało, to nie zobowiązywałabym go do powrotu do kraju ogarniętego wojną tylko po to, żeby popatrzył sobie na moją trumnę. smutno, że tego potrzebuje, to prawda, ale to go wcale nie usprawiedliwia, niech dainah nie da się złapać na te jego smutne oczy.

        Like

      2. ale syriusz ma tylko 17 czy 18 lat i naprawdę nie chce w tej trumnie leżeć xd zwłaszcza jeśli ma świadomość, że nikt z jego rodziny by nie przyszedł. i potencjalnie to może być sytuacja w stylu ‘ostatni gasi światło’, czyli wszyscy inni już nie żyją. ja go trochę rozumiem i usprawiedliwiam, ale nie takie rzeczy mu już wybaczałam.

        Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s