Łapy przy sobie: dziesięć

Trzydziestego pierwszego sierpnia 1978 roku nie skatalogowałam ani jednej nowej przepowiedni. Po wejściu do Departamentu Tajemnic skierowałam się prosto do pomieszczenia, w którym sypiał Gaus. Dwie pierwsze godziny pracy spędziłam, bawiąc się z demimozem w odbijanie piłeczki od ścian. Była to nieco bezsensowna gra, bo Gaus łapał ją za każdym razem, zawczasu znając jej trajektorię, ale mimo to bawiliśmy się świetnie.
Nie wolno było mi wypuszczać go do Sali Przepowiedni bez smyczy, ale nie dbałam o to. Wbił we mnie swoje wielkie, zdziwione oczy, ale nie czekał na mocniejszą zachętę. Wybiegł w stronę głównej alejki tak szybko, że nie miałam szans go dogonić. Byłam przekonana, że gdy tam dotrę, już go nie zobaczę.
Ku mojemu zdziwieniu Gaus nie stał się jednak niewidzialny. Dogoniłam go w jednym z bocznych rzędów. Chciałam go pogłaskać i jakoś zachęcić do ucieczki, ale on nie zwracał na mnie uwagi. Kręcił się szaleńczo wokół regału, do którego przez dwa miesiące pracy w Sali Przepowiedni nie zdążyłam jeszcze dotrzeć – świadczyła o tym gruba warstwa kurzu, pokrywająca niemal wszystkie stojące na półkach kule.
Przebiegłam wzrokiem po etykietach. Sądząc po inicjałach, cały regał wypełniony został zapisami przepowiedni wygłoszonymi przez jedną osobę i nie musiałam nawet specjalnie sprawdzać dat, żeby domyślić się, kto mógł być tak płodny. Moja uwaga naturalnie skupiła się na tych opisach, które zawierały znane mi nazwiska – z wariacko kołaczącym sercem czytałam:
„A.S.I do J.D. – Justice Dawn”, „A.S.I do M.S. – Mercy Snicket”, „A.S.I do R.S. – Roman Snicket” oraz kilka innych oznaczonych inicjałami i imionami moich stryjów i ciotek. Dodatkową sensację w żołądku wzbudzało to, że wszystkie zostały podpisane odręcznym, cienkim pismem mojego ojca.
Przeszłam do półki niżej tylko po to, by poczuć się jeszcze gorzej na widok trzech identycznych kulek, których jeszcze nie zdążył pokryć kurz. „A.S.II – Futrzak”, „A.S.II – Anemone Snicket II i Syriusz Black III”, „A.S.II do S.B.III – James Potter, Lily Evans i ? ?Potter (dziecko)”.
Gaus nie zwracał jednak uwagi na żadną z nich. Wybałuszał oczy i prychał, by zwrócić moją uwagę. Zafiksował się na jednej przepowiedni, która stała na końcu regału.
Jej opis głosił: „A.S.I do R.S. – Anemone Snicket II” i był datowany na trzeciego listopada 1959 roku.
Wmurowało mnie w podłogę. Była to jedna z niewielu przepowiedni w tej sali, które mogłam bezkarnie podnieść i obejrzeć, ale czułam się niezdolna do poruszenia odpowiednimi mięśniami, by wyciągnąć dłoń przed siebie. Przybił mnie ciężar świadomości, że mam przed sobą przepowiednię babci na mój temat, skierowaną do mojego ojca i wypowiedzianą krótko przed jej śmiercią. Sądząc po zachowaniu Gausa, który niemal dotykał ją swoimi skórzastymi palcami, była to przepowiednia, która wkrótce miała się spełnić.
Nie musiałam poznawać jej treści, żeby w przypływie gwałtownej fali zrozumienia domyślić się, czego dotyczyła. Nie zdążyłam zadać sobie jednak pytania, jak właściwie ma do tego dojść, bo nagle Gaus rzucił się na kulkę i zrzucił ją z półki, by złapać ją na sekundę przed zderzeniem z podłogą. Krzyknęłam z przerażeniem, bojąc się, że stanie mu się krzywda, ale widocznie czary chroniące przepowiednie przez intruzami nie działały na zwierzęta. Demimoz spojrzał na mnie mokrymi oczyma i uciekł w stronę wyjścia.
Rzuciłam się w pościg za przepowiednią, której jeszcze chwilę wcześniej nie chciałam poznawać. Gaus wybiegł z Sali Przepowiedni do Sali Czasu, a ja zastanawiałam się, co się stanie, jeśli spotkam tam Saula Croakera albo mojego ojca. Moje obawy były jednak niezasadne, bo w Sali Czasu nikogo nie było – musiała się już zbliżać pora lunchu. Nie mogłam też nigdzie dostrzec demimoza i przez chwilę stałam na środku gabinetu, zastanawiając się, gdzie mógł się ukryć, kiedy drzwi wyjściowe samoistnie się otworzyły.
Wbiegłam przez nie do czarnego, okrągłego korytarza, z którego można było przejść do innych działów Departamentu. Zyskując ostatnią szansę, żeby dogonić Gausa, zatrzasnęłam za sobą drzwi do Sali Czasu. Okrągły pokój zaczął obracać się wokół własnej osi. Straciłam równowagę i przywarłam do podłogi, czekając, aż ściany przestaną się poruszać. Przymknęłam oczy, bo poruszające się płomienie przyprawiały mnie o mdłości. Kiedy wszystko przestało się kręcić, otworzyłam oczy i spostrzegłam, że Gaus znów zmienił postać na widzialną.
Tuzin identycznie wyglądających drzwi nie był widocznie sztuczką, która mogłaby skołować demimoza, bo Gaus bez namysłu ruszył ku jednym z nich. Zebrałam się z podłogi i otworzyłam te drzwi, zanim on zdążył nawet spróbować.
Kiedy Rookwood oprowadzał mnie po Departamencie, musiał poświęcić tej sali bardzo mało czasu, bo nie mogłam przywołać jej z pamięci. Podejrzewałam, że musiała uciec mi w natłoku wrażeń, bo w porównaniu z innymi była zaskakująco pusta.
Czując się jak we śnie, podążyłam za Gausem, który zszedł po schodach w kierunku niewysokiego podium usytuowanego na środku sali, na którym stał gigantyczny, kamienny łuk. Dopiero kiedy stanęłam naprzeciw niego, rozpoznałam ciężką, czarną zasłonę, która pod nim wisiała. Momentalnie straciłam zainteresowanie zarówno demimozem, jak i jego skradzioną przepowiednią.
Podeszłam bliżej, by w pełni poczuć siłę, która od miesięcy przyciągała mnie do tego miejsca i cieszyłam się tym, że w końcu jej się udało. Stałam przez chwilę w bezruchu, wpatrując się z bliska w splot tej morderczej tkaniny i napawałam się wypełniającą mnie powoli niepowstrzymaną ciekawością. Pozwoliłam sobie na to tylko dlatego, że wiedziałam, jak ją zaspokoić.
Zanim zrobiłam krok do przodu, obejrzałam się jeszcze, by po raz ostatni spojrzeć na pustkę po mojej prawej, którą w samobójczej wizji sprzed kilku miesięcy wypełniał Syriusz Black. Ten widok ostatecznie mnie uspokoił.
Wiedziałam, że nie musiałabym umrzeć, gdybym nie chciała wiedzieć i że nie umarłabym, gdybym nie wiedziała.
Nie musiałam dłużej domyślać się, dlaczego wszyscy nienawidzili mojej babki, bo stało się to dla mnie zupełnie jasne. Jej niechciany dar przepowiadania dat śmierci stał się przekleństwem, gdy tylko poznała swoją i kiedy zdecydowała się tej śmierci uniknąć, żyć skradzionymi latami, w ukryciu i bez satysfakcji. Nie mogąc znaleźć własnego spełnienia, dzieliła się swoim bólem, dręcząc innych. Poczucie władzy przynosiło jej niszczenie życia innym – wystarczyło sześć cyfr i nie musiała nawet machać różdżką, by ich wykończyć.
Spośród swoich dzieci musiała wybrać któreś, by przekazać mu swoje dziedzictwo. Zdecydowała się na swojego syna, o którym myślała, że odziedziczył jej obojętny stosunek do losu innych. Zrobiła go strażnikiem Sali Przepowiedni, oddając mu pod opiekę archiwum, które sama założyła i latami pielęgnowała, ale razem z nim dała mu cenną wiedzę o tym, komu zdążyła już zatruć życie.
Zabawne było to, jak bardzo moja babka nie pomyliła się co do Romana Snicketa – on rzeczywiście zawsze płynął z prądem – przynajmniej do momentu, w którym nie uderzyła w niego personalnie. Ani myślał powstrzymywać ją, kiedy siała zwątpienie i zniechęcenie w jego rodzeństwie, a nawet żonie, ale gdy nie mogła powstrzymać się przed tym, by wyjawić i jego datę śmierci, coś w nim pękło. Wpychając ją za zasłonę w Sali Śmierci zakończył życie, któremu dawno pisany był koniec, popełnił morderstwo, które skrycie pragnęła popełnić cała rodzina, a Anemone Snicket zwyczajnie nie mogła tego przewidzieć, bo był to pierwszy i ostatni raz, kiedy mój ojciec się zbuntował.
Nie mogła temu zapobiec, ale zdążyła go ukarać, rzucając klątwę na pierwsze dziecko, które miał spłodzić już po jej śmierci. Kiedy Mercy się o tym dowiedziała, odrzuciła mojego ojca – nie dlatego, że popełnił morderstwo, ale dlatego, że sądziła, że w ten sposób blokuje wykonanie przepowiedni. Kiedy ona znalazła w sobie opór, mój ojciec wyczerpał już siłę do walki z fatum i wdał się w przelotny romans z bliźniaczką Mercy, która – identyczna co do wyglądu i zupełnie różna co do charakteru – była dla niego wystarczającym substytutem kobiety, którą zabrała mu jego martwa matka. Zmarłej matce zdecydowanie nie robiło różnicy, czy byłam córką Justice czy Mercy, bylebym się urodziła.
Biorąc pod uwagę okoliczności, moja rodzina miałaby jeszcze szansę przetrwać, gdybym umarła jako dziecko, ale podobne miłosierdzie nie było w stylu mojej babki. Ona chciała wyrównać rachunki uczciwie, życie za życie – dać mi dorosnąć, bym z pomocą daru przepowiadania, który dostałam od niej w spadku – sama, z własnej woli, oddała się w ramiona przeznaczenia, przy milczącej aprobacie rodziny, która wiedziała już, co to znaczy igrać z losem.
Na znajomość przyszłości mogą pozwolić sobie tylko ci, którzy potrafią tę wiedzę oswoić i cieszyć się życiem, jednocześnie odgrywając posłusznie swoją rolę. Miałam szansę zostać pierwszą osobą w rodzinie, która dobrze to zrozumiała i pozornie moje pójście na rzeź dowiodło, że naprawdę zasługiwałam na ten dar.
Nie można jednak całkiem zdradzić krwi, a w mojej płynął bunt przeciwko przeznaczeniu. Dlatego zrobiłam coś, co kosztowało mnie szczęście i życie – z całej siły odepchnęłam Syriusza Blacka starym sposobem swojej babki, wiedząc że nigdy mi tego nie wybaczy i dzięki temu nigdy nie przyjdzie do Sali Śmierci, żeby umrzeć razem ze mną. Pożyczyłam mu lata życia, wiedząc doskonale, jak duża jest szansa, że te skradzione lata będą zupełnie jałowe. Mimo to miałam nadzieję, że ktoś o tak wielkiej woli życia będzie je cenił wyżej niż żadne.

Advertisements
Łapy przy sobie: dziesięć

4 thoughts on “Łapy przy sobie: dziesięć

  1. sylv says:

    moje biedne, skołatane, pluszowe, ZŁAMANE serduszko. wspaniałe zakończenie, brawo! w dużej mierze wzięło mnie z zaskoczenia, ale to pewnie dlatego, że nie analizowałam ffka i nie próbowałam przewidywać, jak się zakończy xd podejrzewam, że tropy tam były, a ja jestem barbarzyńcą w ogrodzie.
    babcia annie brzmi jak okropna kobieta. paradoksalnie zdołałam ją polubić. wola życia nawet realizowana poprzez ukradzione lata i dręczenie najbliższych to jest to, co cenię w ludziach xd plus też dla mercy za próbę oszukania przeznaczenia. szkoda, że nie wypaliło. plus dla romana za posiadanie serca z betonu. plus dla wszystkich! no i annie rzucająca syriusza dla jego dobra rozpękła mi serce.
    idę być smutna gdzie indziej i jednocześnie gratuluję statusu przodownika pracy, który wybija się z tłumu i jako pierwszy kończy ffka xd nie wiem, czy przewidziano za to nagrodę, ale totalnie jakaś powinna być.

    Like

  2. ett says:

    miałaś rację, że pozwolić komuś dorosnąć tylko po to, żeby zaraz mu to już przecież ukształtowane życie odebrać, to prawdziwe okrucieństwo. zastanawiające, jak jej rodzina radziła sobie z tą wiedzą o ciążącej na niej klątwie i że jej babka, oszukując los, dała im taką lekcję pokory wobec przeznaczenia, że tym razem nikt nie próbował go oszukiwać, mimo że annie nie była przecież niczemu winna. to nie mogło być łatwe. tak bardzo czekam na prequel. roman snicket królem betonu.
    cieszę się, że annie godząc się ze swoim przeznaczeniem przynajmniej nie wiedziała, co te skradzione lata przyniosą syriuszowi i że chociaż próbowała go ratować. nie można mu odmówić woli życia, to prawda, chociaż zawsze wydawał się nieco desperacko gotowy je za kogoś oddać. ciekawa jestem, czy zawahałaby się, gdyby wiedziała, co go czeka? ja bym się jednak zawahała.
    naprawdę zacne zakończenie,

    Like

  3. Kaj says:

    Byłam prawie pewna, że Annie rzuci się za zasłonę, biorąc pod uwagę jej szaloną historię rodzinną, gasz, na tej dziewczynie naprawdę spoczywa ogromny ciężar psychiczny, a zawsze interesują mnie postaci, które uczą mnie czegoś o swoim świecie, czy to zewnętrznym, czy wewnętrznym, bo jak wiadomo pora rzucić w kąt twierdzenia o tym, że w fikcji szukamy odbicia swoich uczuć, a przyjąć za fakt, że najlepsza fikcja to ta, która posługuje się prawdami uniwersalnymi.
    I mnie też zakończenie wzięło z zaskoczenia, chyba łudziłam się, że dziesięć rozdziałów to tylko taki symboliczny punkt odcięcia, bo coś mi mówi, że ta historia się nie skończy, dopóki Annie żyje.
    dołączam do obdarowywania Cię ciastkami i czekania na prequel o Romanie!

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s