Człowiek człowiekowi wilkołakiem: 07

Opatuliła się szczelniej szalikiem, kiedy wiatr po raz kolejny postanowił dać o sobie znać. Podczas zajęć z astronomii w obserwatorium nigdy nie wiało, ale najwyraźniej jakaś magiczna osłona przed wiatrem była zdejmowana zaraz po ich skończeniu. Ale też nikt się nie spodziewał, albo też nie chciał spodziewać, że dwójka uczniów postanowi odwiedzić wieżę astronomiczną poza godzinami lekcyjnymi. Kitty z własnej woli by tego raczej nie zrobił i nie dlatego, że bała się złamania regulaminu, a po prostu był środek zimy, było przeraźliwie zimno i oddałaby wszystko, żeby rozłożyć się teraz przed kominkiem i odzyskać czucie w palcach. Starała się nie dawać tego po sobie poznać; uśmiechała się miło, zapatrzona w gwieździste niebo, chociaż podejrzewała, że jej twarz po prostu zamarzła i nawet jakby chciała się nie uśmiechać, to by się nie udało.
Trzeba było jednak przyznać, że niebo wyglądało niesamowicie; ani jednej chmury, żadnych świateł ze strony zamku, wszystkie konstelacje widać było jak na dłoni. Poza tym pierwszy raz w życiu widziała Remusa tak podekscytowanego, kiedy opowiadał jej o rzeczach, o których wiedziała prawdopodobnie więcej niż on, ale on wcale nie musiał tego wiedzieć. Z czystej sympatii postanowiła go nie uświadamiać, chociaż parę razy musiała ugryźć się w język, kiedy pomieszał nazwy gwiazd.− Przecież to Jowisz − wymsknęło jej się w końcu, kiedy próbował ją przekonać, że ten jasny punkt na niebie, który ewidentnie był Jowiszem, to Wenus.
Spojrzał na nią zaskoczony, a ona zasłoniła się bardziej szalikiem i pokazała palcem inny jasny punkt, który nie był gwiazdą, jak wcześniej twierdził.
− Wenus jest tam.
Podążył wzrokiem za jej ręką, a potem znowu spojrzał na nią i uniósł brwi.
− Czyli jednak masz jakieś pojęcie na temat astronomii.
Kitty rozłożyła bezradnie ręce.
− Wybitny na sumach − powiedziała. − I tak jakby postanowiłam podejść też do owutemów.
Remus zasłonił twarz dłonią, mogłaby przysiąc, że się zarumienił, ale było dość ciemno, więc ciężko ocenić.
− I pozwoliłaś mi mówić to wszystko?
Zaśmiała się i chwyciła go za rękę, by odsłonić jego twarz.
− Z takim zaangażowaniem opowiadałeś, nie miałam serca ci przerywać.
Remus pokręcił z rezygnacją głową i schylił się, by ją pocałować. Może i było przeraźliwie zimno, ale momentalnie zalała ją fala ciepła, więc postanowiła nie wypuszczać Remusa tak łatwo. Nie było to może ciepło jakie by dał kominek w pokoju wspólnym, ale lepsze to niż nic.
Nie było im jednak dane całować się aż do czasu aż pogoda zdecyduje pożegnać śnieg na dobre. Usłyszeli jakichś śmiech na schodach i chwilę później ktoś otworzył drzwi z hukiem, a dwie osoby bardzo sobą zajęte wpadły do obserwatorium. Kitty momentalnie odsunęła się od Remusa, jak gdyby nigdy nic się nie stało i spojrzała na intruzów. Najwyraźniej nie tylko Remus uznał tę miejscówkę za dobrą na zorganizowanie randki.
Kitty odchrząknęła, kiedy zdała sobie sprawę, że całująca się para nawet ich nie zauważyła i wcale nie uznali, że to dziwne, że zwykle zamknięte na kilka zamków drzwi były otwarte. Właściwie byli tak zajęci sobą, że prawdopodobnie nie zauważyliby, jakby Kitty i Remus się ewakuowali bez zwracania na siebie uwagi. Kitty jednak nie wyszła z inicjatywą; byli tu pierwsi i nie była zadowolona, że ktoś im przerwał randkę, więc skoro oni zepsuli jej randkę, to ona nie będzie się hamować przed zepsuciem ich!
Usłyszeli ją dopiero jak odchrząknęła po raz drugi. Wtedy właśnie pożałowała swojej decyzji, bo kiedy para oderwała się od siebie, rozpoznała Syriusza.
− Kitty, co ty tu… − urwał, bo zauważył Remusa dwa metry dalej. Uśmiechnął się głupkowato. − Ale numer! Rogacz cię zabije.
Wskazał palcem na Remusa, żeby podkreślić, że o niego chodzi i że ma przechlapane.
Dziewczyna, z którą przyszedł Syriusz wyglądała na zdezorientowaną, Kitty jej nie rozpoznawała, ale też rzadko kiedy zawracała uwagę na młodsze roczniki.
− Chodźmy gdzie indziej − powiedziała cicho, obejmując ramię Syriusza. Zerknął na nią i uśmiechnął się szeroko.
− Oczywiście.
Dziewczyna wyciągnęła go z obserwatorium. Syriusz zdążył jeszcze tylko pogrozić im palcem i tyle ich widzieli. Kitty westchnęła głośno.
− Popularne miejsce. Biblioteka będzie lepsza na następną randkę, tam się Syriusz nie pojawia − powiedziała. − I jest znacznie cieplej.
Remus stanął obok i spojrzał na nią.
− Następną randkę? Nie wiem czy dożyję do tego czasu − odpowiedział z rozbawieniem.
Zaśmiała się i szturchnęła go w ramię.
*
− Plan wychodzi idealnie, Kitty − powiedziała z podekscytowaniem Abby przy śniadaniu. − Wszyscy gadają o tobie i Remusie. Dobrze, że poszłaś po rozum do głowy i nie ukrywasz tego.
Kitty odsunęła talerz z niedojedzonymi tostami i oparła czoło o blat; po pierwsze, bo była załamana, a po drugie, bo chciała jakoś ukryć, że jej twarz przybrała ciemnoczerwony kolor.
− Jaki związek? − wymamrotała w stół.
Pomijając już plotkujących Gryfonów, bo ciężko było to powstrzymać, ale całowanie się z Remusem dwa razy i połowa randki ciężko nazwać związkiem.
Abby poklepała ją po głowie, a Kitty w odpowiedzi odgoniła ją ręką.
− Zabiję Syriusza.
− Co?
− Za to, że rozpowiedział wszystkim − powiedziała poirytowana, kiedy podniosła głowę. − James znowu zrobi burdę i tyle będzie z umawiania się z kimkolwiek.
Abby przez chwilę patrzyła na Kitty bez słowa.
− Tak, to Syriusz − powiedziała po krótkiej przerwie.
Kitty pokręciła głową i spojrzała na Syriusza, który siedział paręnaście metrów dalej z jej bratem, Remusem i Peterem. Nie wyglądali jednak jakby byli w morderczych nastrojach, wręcz przeciwnie − śmiali się właśnie z czegoś albo raczej kogoś, kto był przy stole Ślizgonów, obstawiała Snape’a, ale równie dobrze mógł to być brat Syriusza.
Kitty wstała od stołu bez słowa i skierowała się do wyjścia z Wielkiej Sali; nie była głodna, ani też nie miała ochoty na dalszą rozmowę z Abby. Przeszło jej przez myśl, że jej przyjaciółka powinna znaleźć sobie nowe hobby albo nowy obiekt zainteresowań, zanim Kitty skończy z załamaniem nerwowym. Nikt nie ostrzegał, że umawianie się i posiadanie brata jest taką skomplikowaną mieszanką. Co ona by dała, żeby być jedynaczką!
A jakby tego wszystkiego było mało, przed salą transmutacji została dorwana przez ostatnią osobę, którą miała ochotę oglądać. Zatrzymała się jednak, kiedy usłyszała swoje imię, i spojrzała na Philipa.
− Zaskakująco często ze sobą rozmawiamy. Powiedziałabym, że nawet częściej niż jak byliśmy razem − skomentowała, a Philip zastanowił się chwilę i ostatecznie przyznał jej rację. Kitty nie mogła powstrzymać parsknięcia śmiechem. − Czego chcesz?
− Ludzie gadają o tobie i Lupinie.
Kitty westchnęła. Czyżby Abby miała jednak rację?
− Nie mów, że jesteś zazdrosny.
Philip wyglądał na bardzo rozbawiona tą uwagą. Czyli jednak nie miała racji, nic nowego.
− O Lupina? Proszę cię. Jeżeli chciałaś mnie wkurzyć, to trzeba było uderzyć z tym do Blacka.
Kitty opadły ręce.
− Nie próbuję cię wkurzyć!
− Więc co? Lupin jest niekoniecznie w twoim typie. − Philip splótł ręce na piersi i spojrzał na nią, niedowierzając. Może ona wcale nie próbowała go wkurzyć, ale on w tej chwili wkurzał ją, bardzo. Wytknęła go palcem.
− Przypominam, że jak ostatnio umawiałam się z facetem, który był w moim typie, to złamał mi serce po tym jak mój brat złamał mu nos.
Philip nie wyglądał na zadowolonego tą uwagą, ale z drugiej strony prawdopodobnie podbudowała mu ego przyznając, że jest w jej typie. Niby wiedział o tym, ale przecież nie szkodzi powtórzyć to raz na jakiś czas.
− Poza tym, skąd w ogóle o tym wiesz? Jacy ludzie gadają?
− No, nie może nie ludzie w liczbie mnogiej − przyznał i wzruszył ramionami. − Abby.
Kitty spojrzała na niego w lekkim szoku. Czyli jednak nie Syriusz plotkował, a co za tym idzie James niekoniecznie o tym wszystkim wiedział. Poza tym, że była wściekła na Abby za wtrącanie się w sprawy między nią a Philipem, to odetchnęła z ulgą. Wróciła nadzieja, że może jednak nie skończy się to tak tragicznie i dojdzie do drugiej randki z Remusem.
− Kretynka − skomentowała w końcu z westchnieniem.
− Nie mogę się z tym nie zgodzić.
Kitty rzuciła Philipowi ostrzegawcze spojrzenie.
− Tylko ja mogę ją obrażać, więc się lepiej zastanów, zanim powiesz coś jeszcze.
Uśmiechnął się tylko w odpowiedzi.

Advertisements

5 thoughts on “Człowiek człowiekowi wilkołakiem: 07”

  1. Jestem zauroczona Kitty, jest nadal takim promyczkiem radości! I ma słuszne pojęcie o wyższości biblioteki nad wieżą astronomiczną. Do tego mam słabość do bohaterek, które udają, że nic nie wiedzą o gwiazdach, żeby ego ich faceta nie ucierpiało xdd Gdyby ten ffek grał w bingo z moimi ulubionymi motywami romansowymi, miałby spore szanse wygrać xdddd

    Like

  2. kitty dzielnie walczyła o godność remusa, ale była to walka z góry skazana na porażkę, jej cynizm musiał w końcu dojść do głosu. to było okrutne, chociaż z klasą i urokiem!
    nie polecam jednak biblioteki na randki. ani trochę.

    Like

  3. ja zaklepuję lochy na randkę! choć nie sądzę, żeby bohaterowie którejś z Was się tam garnęli, tylko smark preferuje wilgoć, stęchliznę i zimno, i trudno go w ogóle stamtąd wywlec, on się już chyba trochę stał tym lochem.
    A Kitty jak zwykle jest mistrzem celnej riposty, podobało mi się, jak wygarnęła Philipowi, którego wcale mi nie żal, bo przecież jestem #teamremus.

    Like

  4. ach, ten niespodziewany plot twist, abby wie, co to znaczy knucie i ze rozpowiadanie odpowiednich ploteczek w odpowiednim momencie warte jest wiecej niz przyjazn xd w hogwarcie dramatycznie brakuje miejscowek na romanse, skoro randkujacy ludzie wpadaja na siebie gdzie popadnie, drops powinien z tym cos zrobic xd

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s