Łapy przy sobie: pięć

Niedługo po powrocie ze Skrzydła Szpitalnego dostałam list od ojca, który swoim wysokim, wąskim pismem zapowiedział szczerą rozmowę w czasie przerwy świątecznej, zapewnił mnie, że nie ma powodu do obaw i pytał, o której odebrać mnie z dworca. Z jakiegoś powodu ten list bardzo mnie rozwścieczył.
Jeśli mój ojciec uznawał, że prawo do wyjaśnień przysługuje mi dopiero, kiedy prawdy dowiem się przypadkowo, to nie mieliśmy sobie nic do powiedzenia. Nie odpowiedziałam mu; chciałam, żeby moi rodzice przyjechali do Londynu specjalnie po to, by zobaczyć, że mnie tam nie ma. Efekt psuło tylko to, że tak czy inaczej musieli odebrać Royle’a.
Naturalnie wiedziałam, że pozostając w Hogwarcie na święta Bożego Narodzenia odpuszczam najlepszą możliwość, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o babci, ale zrezygnowałam z tego z pełną świadomością. Na zdobywanie nowych informacji musiałam poczekać aż do spotkania z Wolfem. Czułam, że ta chwila na ochłonięcie dobrze mi zrobi.
Kiedy rano zeszłam na śniadanie, okazało się, że szkoła się wyludniła. W Wielkiej Sali pozostawiono tylko stół nauczycielski i jeden ze stołów dla uczniów. Wyglądało na to, że rodzice ściągnęli do domu prawie wszystkich młodszych uczniów, a kilkunastu starszych zostało tylko dlatego, że zatrzymały ich problemy przyjaciół albo konflikt z rodziną. Choć zdawałam sobie sprawę z tego, że to zły znak o sytuacji poza szkołą, byłam zadowolona. Pewną ulgę przyniósł mi nawet wyjazd Vector, która co prawda martwiła się moją gwałtowną reakcją na słowa pani Pomfrey, ale jednocześnie nie mogła zrozumieć, z jakiego powodu w ogóle się tym przejmuję.
Zajęłam miejsce na końcu stołu, odsuwając się na taką odległość od grupy Puchonów, by nie czuli się zobowiązani zagadywać i nałożyłam sobie naleśniki.
Przeważnie nie zwracałam dużej uwagi na jedzenie – zwykle w trakcie posiłków rozmawiałam z innymi albo kończyłam zadania domowe – ale wyjątek w postaci świadomego, samotnego posiłku wydawał się idealnym uzupełnieniem mojego buntowniczego nastroju. Wypiłam łyk kawy, robiąc to tak wolno, jak tylko potrafiłam. Złapałam się na tym, że kłótnia Puchonów na temat świątecznego smaku syropu do herbaty dochodzi do mnie jak zza szyby.
Wszystko wydawało się tak surrealistyczne, że nawet fakt, że naprzeciwko mnie rozsiadł się Syriusz Black, nie wywołał u mnie najmniejszego zaskoczenia. Nic nie powiedziałam, po prostu spojrzałam prosto na niego, czekając aż się wytłumaczy. W tym czasie wiedziałam już bardzo dobrze, że nie było lepszego sposobu na zwrócenie uwagi Blacka niż zbicie go z tropu. Widocznie zwykła uprzejmość była zbyt nudna, dlatego też przestałam już mówić mu „cześć”.
– Zmieniłem zdanie – oświadczył, nakładając sobie kiełbaski i niespiesznie smarując tosty.
– Widzę – powiedziałam, nie spuszczając z niego wzroku. Wypiłam kolejny łyk kawy. Znad rantu kubka wystawały mi tylko oczy. – Miałeś być u Pottera.
Zaśmiał się krótko.
– Zdecydowałem się zostawić go z Evans – odpowiedział lekko. – Może wpadnę na świąteczny obiad, ale rodzinne wieczorki zapoznawcze nie są dla mnie.
– Wyobrażam sobie.
Zastanawiałam się, czy pozostanie w szkole dużo go kosztowało. Wydawało mi się, że zrezygnowanie ze spędzenia świąt z rodziną przyjaciela musiało być ciężką decyzją po tym, jak postanowił na zawsze zostawić za sobą swój rodzinny dom. Ciekawiło mnie, czy zdecydował się na święta w zamku tylko dlatego, że nie chciał ingerować w tak rodzinną okazję jak poznawanie przyszłej żony jedynego syna, czy może był zbyt dumny, by całkowicie dać się przygarnąć. Może myśl, że będzie miał wobec Potterów tak wielki dług, powstrzymywała go przed wykorzystaniem całej uprzejmości, jaką mu okazywali.
Póki co nic w jego rozluźnionej postawie nie wskazywało na to, by nękało go cokolwiek podobnego. Z trudem zaakceptowałam, że dokonuję po prostu projekcji swoich własnych uczuć wobec mojej przybranej matki i spróbowałam się nieco rozluźnić. Odłożyłam kawę.
Zapadło milczenie, które Black wykorzystał na sprawne zjedzenie wszystkiego, co miał na talerzu. Ja sama nie poradziłam sobie nawet w połowie tak dobrze. Zajęta zerkaniem na niego co chwilę, nie tknęłam prawie nic poza kawą.
Ta sytuacja do bólu przypominała dobę, którą spędziliśmy wspólnie w Skrzydle Szpitalnym, gdzie przeważnie zajadle milczeliśmy, od czasu do czasu wymieniając drobne uwagi. Bałam się, że w końcu złamię niepisaną zasadę oszczędzania słów i wypowiem głośno wszystko, co leżało mi na sercu, szczególnie że Black był teraz jedyną osobą, która potencjalnie mogłaby mnie wysłuchać i była przy tym odpowiednio wtajemniczona, ale tak się nie stało. Po piętnastu minutach pełnych napięcia Black wstał i rzucił „Do wieczora”.
Zanim naprawdę nadszedł wieczór, minęło kilka długich godzin, które upłynęły na bezcelowym łażeniu pomiędzy biblioteką a prawie pustą wieżą Ravenclawu. Przyszło mi do głowy, żeby zrobić trochę notatek do egzaminu z astronomii, ale kiedy zaczęłam, moją uwagę przykuły prospekty doradzające wybór kariery, które w Pokoju Wspólnym musieli zostawić pięcioroczni. Te z kolei przypomniały mi o ojcu i sprowokowały długą lawinę myśli o tym, że nie powinnam akceptować jego pomocy przy zatrudnieniu w Ministerstwie po ukończeniu szkoły i próbować radzić sobie sama, nawet jeśli miałabym przez to stracić jakąś szansę. Z wściekłości porzuciłam tę ścieżkę rozmyślań i w końcu utknęłam w bibliotece na przeglądaniu ksiąg z działu wróżbiarstwa. W jednej z nich trafiłam na swoje nazwisko. Z hukiem zamknęłam książkę, wpakowałam ją do torby i wyszłam z biblioteki.
Nie poszłam na kolację – zamiast tego znowu snułam się po korytarzach, próbując trzymać swoje myśli z dala od rodziny. Mimowolnie trzymałam się blisko wieży Gryffindoru, jakbym naprawdę wierzyła, że w ten sposób wiarygodnie wpadnę na Blacka wracającego z kolacji, choć przez parę godzin nie spotkałam nawet ducha. Nie wiedziałam, co takiego miałabym mu powiedzieć, gdybyśmy naprawdę się spotkali, szczególnie biorąc pod uwagę elokwencję, jaką wykazałam się przy śniadaniu, ale godziny samotności podniosły mój poziom goryczy i udowodniły mi, że brak mi cierpliwości do buntu pasywnego.
Spotkałam go znowu, gdy po raz piąty przechodziłam wąskimi schodami na skróty. Nie wyglądał na zdziwionego, że mnie widzi, przeciwnie, było to jakby przyszedł na umówione spotkanie. Stanęłam na schodku i rzuciłam torbę na podłogę. Black złożył kawałek pergaminu, który trzymał w ręku i schował go do tylnej kieszeni. Chciałam o niego zapytać, ale zignorował mój pytający wzrok i oparł się plecami o ścianę naprzeciwko mnie.
– Nieźle cię to przybiło – powiedział bez ogródek, przyglądając mi się uważnie.
– Nie wspominałam, że naprawdę wkurza mnie moja rodzina? – zapytałam dość napastliwie, bo przypomniało mi to naszą rozmowę w sowiarni. Wyjątkowo Black nie dał się wciągnąć w potyczkę słowną, tylko zapytał:
– Rozmawiałaś ze starym? Dowiedziałaś się dokładnie, o co chodzi?
– Nie będę rozmawiać z moim ojcem – oświadczyłam dumnie, odwracając wzrok. Czułam łzy cisnące się do oczu, których pojawienie się było wynikiem dręczącej mnie mieszanki gniewu, że właśnie na mnie padło dziedzictwo mojej babci i żalu, że przez kłamstwa rodziców i wujostwa spędzam święta w pustym zamku, ale udało mi się je powstrzymać.
– I co, będziesz to ciągnąć, a w czerwcu nie wrócisz do domu? – zapytał. Oczekiwałam, że będzie się wyzłośliwiał, jak miał w zwyczaju, ale brzmiało to raczej jak pytanie o plany na wakacje.
– Tak – starałam się włożyć w moją odpowiedź jak najwięcej determinacji, patrzeć Blackowi w oczy i nie mrugać, ale w szczerej wersji brzmiałaby ona raczej „Nie wiem, prawdopodobnie”.
Uśmiechnął się pod nosem.
– Zdajesz sobie sprawę, że bunt przeciw rodzinie nie ma wiele sensu, kiedy oni doskonale wiedzą, że wciąż cię obchodzą? – zapytał, a zaraz potem dodał: – Na twoim miejscu bym odpuścił, nie jesteś za dobra w ukrywaniu uczuć.
Nie wiedziałam, czy ma na myśli uczucia wobec niego czy wobec mojej rodziny, ale nie zgadzałam się, że to mnie dyskwalifikowało. Najlepsze relacje miałam nie z tymi, którzy jak mój ojciec całe życie grali w pokera, zdystansowani i oceniający, nigdy nie mówiący o sobie, ale z tymi, przed którymi mogłam się otworzyć i którzy wiedzieli, że mogą otworzyć się przede mną. Vector i Wolfe mogliby mnie zranić jak nikt inny, ale gdybym nie podjęła tego ryzyka, musiałabym ze wszystkim radzić sobie sama i może całe siedem lat tułałabym się bez sensu po korytarzach jak tego wieczoru.
Czułam, że Black ma tak samo, bo choć był o wiele, wiele lepszy ode mnie w udawaniu, że nic go nie obchodzi, zdradzała go chorobliwa lojalność wobec tych, których uznawał za swoich przyjaciół. Przebicie się do tego niewielkiego grona osób, o które otwarcie dbał, wydawało się prawie niemożliwe, ale samo to, że pojawił się na tym korytarzu, żeby ze mną porozmawiać, było całkiem intrygujące.
Zrobiłam krok do przodu. Starając się nie analizować specjalnie, jakie tragiczne konsekwencje może mieć ten ruch, wspięłam się na palce i pocałowałam go krótko w usta, po czym odsunęłam się na parę centymetrów. Przez sekundę się we mnie wpatrywał, a z jego twarzy nie dało się nic wyczytać, ale wyraźnie nie uznał, by sytuacja wymagała więcej przemyśleń, bo intensywnie mnie pocałował, przypierając do przeciwległej ściany.
W tamtej chwili zwątpiłam, by kiedykolwiek wymyślono lepszy środek pocieszający niż duża dawka obezwładniającego zapachu i śliny Syriusza Blacka.

Advertisements
Łapy przy sobie: pięć

8 thoughts on “Łapy przy sobie: pięć

  1. sylv says:

    bardzo podoba mi się idea (i określenie) buntu pasywnego, który w końcu też istnieje, a jednak jest strasznie pomijany w obliczu buntu aktywnego, który widać z daleka. jeszcze bardziej podoba mi się koncepcja antydepresantu w postaci śliny syriusza blacka. wyobraziłam sobie nawet, jak sprzedają ją we flakonikach. chociaż nie, w sumie wolałabym sobie tego nie wyobrażać. w każdym razie Twoje ujęcie syriusza mi się podoba bardziej niż moje xddd

    Like

    1. lemot says:

      we flakonikach to już nie to samo, pewnie ślina traci wtedy swoje magiczne właściwości xd co ty, syriusz-furiat to po prostu inna odsłona tego samego smutnego człowieka xd

      Like

      1. sylv says:

        od tego są czarodziejami, żeby wymyślili, jak zaflakonikować tę ślinę tak, aby nie utraciła swoich właściwości. do czego innego może się przydać magia, jeśli nie do tego właśnie celu xd

        Like

  2. ett says:

    ciekawe ujęcie syriusza blacka jako głosu rozsądku, dość nieoczywiste skojarzenie. popisał się wyczuciem w tym rozdziale, nawet jeśli jego decyzja o nieuczestniczeniu w tak ważnym dla potterów wydarzeniu, podyktowana była dumą. wzruszył mnie tym bardzo. może jednak nie jest takim socjopatą, na jakiego pozuje i posiada odrobinę empatii, skoro tak otwarcie i bez złośliwości podszedł tym razem do problemu annie, musiał chyba zauważyć, jak jej to ciążyło. lepiej późno niż wcale.
    podoba mi się, że ich relacja mimo klasycznych złośliwości i jeszcze pewnej nieufności opiera się jednak, jeśli nie na jakimś głębszym zrozumieniu, to przynajmniej na potrzebie zrozumienia i dość niechętnej, ale wciąż szczerości. miła odmiana.

    Like

    1. lemot says:

      wyobrażam sobie, że prawda jest gdzieś pośrodku. pewnie nie jest ani socjopatą ani empatycznym facetem, a w tej konkretnej sytuacji w zdrowym zachowaniu pomógł mu trochę fakt, że sam znajdował się w podobnej sytuacji. myślę sobie, że to też interesujący moment w jego życiu, koniec szkoły, potter próbuje sobie ułożyć życie i nagle trzeba zadecydować, co dalej. niestety, jeśli to są wyżyny jego empatii, to boję się rozdziału z nizinami.

      Like

  3. Kaj says:

    hahah, piękne! uwielbiam ich sposób myślenia, są tacy pozytywni w swoim smutku. podobają mi się też fragmenty milczenia, które wnosi więcej niż słowa, inicjatywa Annie i jej potrzeba nieskrępowanej ekspresji.

    Like

  4. kić says:

    Eci miala racje, kiedy mowila, ze ponury klimat rozdzialu. I juz chcialam narzekac, ze w tych naszych romansowych ffkach jest bardzo malo romansow, a tu nagle taaaki ostatni akapit! Bardzo pochwalam – przyparcie do sciany zawsze na plus. Moj remus powinien uczyc sie inicjatywy od Twojego syriusza i annie.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s