Na psa urok: 05.

Nocne spacery po zamku były jednymi z najgorszych pomysłów, na jakie Dainah wpadła w czasie swojej siedmioletniej edukacji, ale nie mogła ich sobie odmówić. Zaczęły się na piątym roku, kiedy ze stresu przed sumami nie mogła spać. Później wszystko wróciło do normy, ale i tak lubiła przejść się na błonia, może czasami zajrzeć do jakiejś szklarni, której nie powinna odwiedzać, lub do biblioteki. Czasami Filch nakrywał ją na tych spacerach i wlepiał szlaban, zwykle jednak udało jej się uniknąć spotkań z woźnym. Czasami wydawało jej się, że słyszy innych uczniów, ale nigdy z żadnym się nie spotkała. Uważała, że to dobry znak – znak, że potrafi poruszać się po zamku prawie jak jeden z duchów. Byłoby jeszcze łatwiej, gdyby umiała przenikać przez ściany, ale wiedziała, że nie może mieć wszystkiego. Musiało jej wystarczyć chodzenie korytarzami.
Tej nocy nie mogła usnąć i uznała, że dobrym pomysłem będzie spacer po błoniach. No, wymknięcie się z zamku i trzymanie się gdzieś blisko wejścia, żeby móc szybko wrócić, a jednocześnie pozostać niezauważoną z okien. Ten plan miał wiele minusów, ale zawsze miała problemy ze snem w czasie pełni. Zimowe powietrze powinno jej pomóc. Choć był koniec listopada, mróz szczypał w uszy. Tym razem o tym pamiętała i wzięła czapkę. Wzięła też płaszcz i szalik, dzięki czemu była gotowa na każde możliwe warunki atmosferyczne. Brak okien w lochach sprawiał, że to, jaka była pogoda, zawsze było dla niej pewnym zaskoczeniem.
Korytarze były puste, a jednak szła jakby bardziej zdenerwowana niż zwykle. Jej uszu nie dobiegał żaden dźwięk, który mógłby ją zaniepokoić, a jednak coś było nie tak.
To przez tę pełnię, pomyślała. Nie można spać i nie można nawet w spokoju iść na spacer.
Oczywiście wiedziała, że może się to skończyć szlabanem. Nie miała większych obaw. Filch przestawał być straszny, kiedy skończyło się trzynaście lat. Szlabany nadal były w jakiś sposób dolegliwe, ale nie na tyle, by powstrzymać większość uczniów przez zrobieniem tego, co mieli zamiar zrobić.
Drzwi oddzielające Hogwart od reszty świata były ciężkie, a obawy, że zaskrzypią, były właściwie największymi, jakie Dainah miała, jeśli chodziło o ten nocny spacer. Skrzypienie drzwi niechybnie zapewniłoby jej szlaban. Na szczęście stare wrota – choć otwierały się z trudem – nie wydały z siebie dźwięku, zupełnie jakby ktoś je niedawno naoliwił. Chłodne powietrze dotknęło twarzy Dainah, a ona odetchnęła głęboko. Tego było jej trzeba.
Zamknęła oczy i przez moment stała w progu, ciesząc się wolnością, jaką niosło zimowe powietrze. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że powinna jednak zamknąć wrota, jeśli chce zwiększyć szanse bycia niezauważoną.
Zrobiła kilka kroków po śniegu, całkiem ignorując fakt, że zostawia za sobą ślady stóp. Jak będzie wracała, to się nimi zajmie. Teraz chciała chwilę pooddychać. Dotarła do starego dębu, który rósł niemal pod murami zamku i oparła się o jego pień. Świat wydawał się taki spokojny. Mróz musiał być spory, bo jej oddech zamieniał się w parę, a gwiazdy były wyraźnie widoczne. Nie planowała zostawać tam długo.
Skrzypienie śniegu zaalarmowało ją o czyjejś obecności. Niechętnie otworzyła oczy i spojrzała w lewo, skąd słyszała kroki.
– Pool, grzeczne Ślizgonki nie chodzą po błoniach w środku nocy – zagaił Syriusz, jakby spotkali się przypadkiem na środku Wielkiej Sali. – Jeśli to romantyczna schadzka, to brakuje ci drugiej osoby.
– To spacer, nie schadzka – wyjaśniła nieco zbyt szybko. – Nie mierz innych swoją miarą.
Syriusz uniósł brew i posłał jej szelmowski uśmiech.
– Myślisz, że urządzam na błoniach nocne schadzki, Pool? Przyszłaś mnie na jakiejś przyłapać?
– Przyszłam pooddychać czymś innym niż zapach kurzu i płonących pochodni.
Syriusz przestał się uśmiechać i przez chwilę mierzył ją wzrokiem. Ona z kolei przeniosła wzrok z niego na śnieg, woląc nie utrzymywać kontaktu wzrokowego. Widziała wyraźnie swoje ślady stóp, które prowadziły aż do drzwi wejściowych.
– Skąd się tu wziąłeś? – zapytała, nadal patrząc uważnie na ślady. Jedna para butów. Z Wielkiego Holu wyszła jedna osoba.
– O co ci chodzi, Pool? Chodzę do Hogwartu od siedmiu lat. Rozmawialiśmy parę razy. – Wyszczerzył zęby. – To dziwny sposób na podryw, ale jeśli chcesz mnie uwieść tej pięknej, zimowej nocy, nie krępuj się.
Dainah na chwilę zapomniała, jak się oddycha. U-uwieść? Ona – jego? Nie była to myśl, która pojawiła się w jej głowie po raz pierwszy, ale dlaczego miałby powiedzieć coś takiego? Poczuła, jak ciepło napływa do jej twarzy i skupia się na policzkach. Nie miało to raczej nic wspólnego z mrozem, choć wolałaby, gdyby tak było.
– Ślady – odpowiedziała na tyle pewnie, na ile mogła. – Od zamku do tego drzewa prowadzą tylko moje ślady.
Syriusz popatrzył na śnieg, jakby widział go pierwszy raz w życiu.
– Przecież wiesz, że w Hogwarcie nie można się teleportować – zaśmiał się, choć jego szare oczy były poważne. Teraz nie mierzył jej wzrokiem z taką wesołością jak wcześniej. Teraz wyglądał, jakby oceniał, czy może być groźna.
Westchnęła.
– A miej sobie swoje sekrety, tylko nie czaj się tak na ludzi, którzy próbują się zrelaksować – powiedziała, jednocześnie starając się dyskretnie rozejrzeć, skąd mógł przybyć.
Widziała trochę śladów z lewej strony drzewa, ale nic więcej. Jeśli wyszedł tą samą drogą co ona, musiało to być na tyle dawno, by śnieg przysypał jego ślady. Chociaż… padało przed kolacją. Później już nie. Niemożliwe, żeby chodził po błoniach tyle godzin. A jednak – na błoniach nie było śladów ludzkich stóp, tylko tropy zwierząt, które musiały wybiec z Zakazanego Lasu. Dainah poczuła zimno w kościach. Niby wiedziała, że zwierzętom zdarza się wychodzić na szkolne błonia, ale nie wiedziała, że podchodzą tak blisko murów zamku. Nie czuła się dobrze z tą myślą, nie przepadała za większością stworzeń, które nie rozumiały, co się do nich mówiło, i które mogłyby chcieć ją zjeść.
Z Zakazanego Lasu dobiegło wycie wilka, a Dainah przebiegł dreszcz.
– Boisz się złego wilka? – zaśmiał się Syriusz, a uśmiech znów nie sięgnął jego oczu. – Wypełnię swój gryfoński obowiązek i uratuję niewinną pannę przed złym stworem. Chodź, Pool, idziemy do zamku.
Zrobiła głęboki wdech, żeby powiedzieć mu, co myśli o gryfońskiej odwadze i niewinnych pannach, ale kiedy wycie powtórzyło się – czy tylko jej się wydawało, czy było bliżej błoni? – jakoś przeszła jej ochota na dalszą dyskusję. Bez słowa ruszyła w stronę wejścia do zamku, a Syriusz poszedł za nią, patrząc w stronę Zakazanego Lasu w milczeniu. Przez myśl przeszło jej, że może to on boi się tego, co mogło wyjść z lasu, ale próbuje ten strach przelać na nią, żeby nie wydawał jej się mniej męski. Miała ochotę prychnąć na tę myśl.
W końcu jednak dotarli do Wielkiego Holu i Dainah otrzepała buty ze śniegu. Nie była ani trochę bardziej śpiąca i zaczynała żałować, że w ogóle wybrała się na ten spacer.
– No, uratowana – powiedział Syriusz, szczerząc się już zupełnie wesoło. Cokolwiek sprawiło, że się niepokoił jeszcze chwilę temu, przeszło. – Powinnaś pomyśleć o nagrodzie dla swojego wybawcy.
– O czym ty bredzisz? – fuknęła. Jeśli myślał, że rzuci mu się na szyję tylko dlatego, że jest przystojny i potrafi trafić z punktu A do punktu B, to się grubo mylił. Choć była to perspektywa trochę kusząca. – Nie było tu żadnego ratowania.
Tym razem to Syriusz westchnął. Nieco zbyt teatralnie.
– W porządku, nikt nie docenia, jak trudno być Gryfonem – powiedział. – Człowiek nie ma na nic czasu, wciąż tylko trzeba ratować piękne kobiety.
Dainah zacisnęła szczękę. Nie miała zamiaru dać się sprowokować – ani tym, że najwyraźniej została nazwana piękną, ani tym, że utworzył w jej głowie zupełnie niechciany obraz innych dziewczyn, z którymi Syriusz mógłby stać w Wielkim Holu i na które mógłby patrzeć tymi śmiejącymi się oczyma. Choć pewnie stał i patrzył. Nie była wyjątkowa. Ale to nie znaczy, że nie chciała się czuć wyjątkowo choć przez tę chwilę.
– Nie wystarczą ci nagrody od tych pięknych kobiet? – zapytała możliwie obojętnym tonem, choć czuła, że gdzieś w brzuchu ma kawał lodu.
Przez chwilę miał minę, jakby chciał kontynuować to przekomarzanie się, może nawet powiedzieć coś, co sugerowałoby, że ona jest piękna kobietą i z tego tytułu jest mu winna nagrodę. Nie powiedział tego jednak. Może nie była dostatecznie piękna, a może zdał sobie sprawę, że takimi pochlebstwami nie osiągnie tego, co chciał osiągnąć.
– Nie powinnaś sama chodzić nocą po błoniach – powiedział z niespotykaną u niego powagą.
Dainah zdziwiła ta troska o jej dobrostan.
– Ty też nie – odpowiedziała, ale bez przekonania. Była, rzecz jasna, przekonana co do tego, że nikt nie powinien chodzić sam nocą po błoniach, zwłaszcza kiedy w Zakazanym Lesie wyły wilki, ale czuła, że to nie była ta riposta, którą powinna przygotować na tę okoliczność.
Pełnia, uświadomiła sobie nagle. To nie musiały być zwykłe wilki.
Nie zdążyła podzielić się z Syriuszem tą refleksją, kiedy pochylił się nad nią tak, że poczuła jego gorący oddech na uchu. Było to… o wiele bardziej deprymujące, niż się spodziewała. Do tego spodziewała się, że Syriusz będzie pachniał mydłem, może trochę palonym drewnem, jeśli siedział tego dnia przy kominku. Tymczasem poczuła dziwny zapach lasu, który nie mógł pochodzić od żadnej wody kolońskiej, i… czy tak pachniała psia sierść? Czy Syriusz trzymał w zamku psa?
– Pool, mam prośbę – powiedział tak cicho, że bardziej poczuła jego słowa niż je usłyszała. Po jej plecach przebiegł dreszcz, który nie miał nic wspólnego z zimnem czy strachem.
– Ta-ak? – zapytała słabiej, niż planowała.
Syriusz musiał się zaśmiać, bo to też poczuła na uchu i poniżej, na szyi. Był naprawdę blisko. Niebezpiecznie blisko. Powinna się oddalić, jeśli chciała myśleć trzeźwo.
– Wiesz, będę twoim dłużnikiem – dodał, a ciepło, jakie wydzielał, było dla niej wyczuwalne przez płaszcz i piżamę. Nie wykluczała, że gdyby była ubrana w jedną ze zbroi stojących na korytarzu, też by je czuła.
Naprawdę, naprawdę miała nadzieję, że to nie jest głupi żart, który posłuży tylko do tego, by obnażyć jej słabość do niego. Zresztą trudno, żeby nie wiedział o tej słabości. Musiał wiedzieć, skoro ją wykorzystywał.
Lewe ucho nie zdążyło się jeszcze przyzwyczaić do jego bliskości, kiedy poczuła jego dłoń na prawy przedramieniu. Dotknął jej chyba po raz pierwszy. Nawet przez płaszcz czuła, jak z tego miejsca na całe jej ciało rozchodzi się ciepło.
– Pool, proszę – szepnął.
Oddychaj normalnie, na Merlina, przypomniała sobie.
Nie wiedziała, czego chciał, ale miał naprawdę dużą siłę przekonywania. Dainah trudno było sobie wyobrazić prośbę, której by w takim momencie odmówiła.
Czy on chce… mnie zbałamucić?, pomyślała z pewną nadzieją. Nie była pewna, jak inaczej nazwać to, co mogłoby się niedługo wyrazić.
Pogładził ją po przedramieniu.
O Merlinie, chyba chce!
– Idziesz z kimś na przyjęcie do Ślimaka? – zapytał, a ona poczuła tym razem nie tylko ciepło jego oddechu. Poczuła jego nos na swoim uchu. To było zaskakująco zmysłowe.
– N-nie? – powiedziała.
– Świetnie – odpowiedział, uśmiechając się. – Pójdę z tobą – dodał, cmokając ją w uszko.
Dainah zamrugała, niepewna, co się właśnie stało.
– Ze mną? – powtórzyła, boleśnie świadoma, jak głupio brzmi.
– Z tobą, Pool. Będziemy się świetnie bawić.
Teraz, kiedy odsunął się od niej, zrobiło jej się dziwnie zimno. I czuła się skołowana, jakby to, co się właśnie stało, nie pokrywało się z jej nadziejami, przez co miała problem z tym, by ogarnąć rzeczywistość umysłem i zacząć szybko myśleć.
– Po co chcesz iść do Ślimaka? – zapytała w końcu.
– Mam niewyrównane rachunki z bratem – odparł szczerze. – Poza tym jesteś mi coś winna za uratowanie życia. Tym czymś może być jeden wieczór na przyjęciu.
Mrugnął do niej, jakby to wszystko było świetnym żartem. Chciała coś odpowiedzieć, ale usłyszała czyjeś kroki. Kiedy spojrzała w kierunku, z którego dobiegały, zauważyła Filcha, który uśmiechał się na tyle szeroko, że dokładnie mogli policzyć, ilu zębów mu brakuje.
– Co to za nocna schadzka? – warknął. – Szlaban. Oboje. Po paru godzinach czyszczenia pucharów odechce wam się romansowania po nocy.
Dainah wzniosła oczy ku niebu. W co ona się wpakowała?

Advertisements

10 thoughts on “Na psa urok: 05.”

  1. faceci w tym wieku to jednak świnie. jak on mógł ją tak bezwstydnie skołować dla własnych, niecnych celów – takiego syriusza nie mogę kochać, nawet jeśli rozumiem doskonale trudy bycia gryfonem i niedoceniania gryfońskich wartości.
    no i jeszcze ten epicki podryw na zapach mokrego psa. kto by nie brał!

    Like

    1. to trudny wiek, nie dość, że hormony, to jeszcze brak myślenia o konsekwencjach pewnych rzeczy. trudno takiego człowieka kochać. zwłaszcza kiedy wali mokrym psem xdd może do następnej notki przemyśli swoje zachowanie i się poprawi. albo i nie.

      Like

  2. z rozpędu przeczytałam gdzieś “jej Syriusza”. mogłabym go polubić za manipulowanie, ale nie polubię go za ratowanie na siłę, phi, w ogóle nie rozumie, że kobieta musi być silna i niezależna, i nie potrzebuje do tego pachniących mokrym psem przystojniaków. przystojniaki to opcja na zagospodarowanie czasu wolnego!

    Like

    1. gryfońskie pojęcie o kobietach, kompletnie bez sensu xd ale mimo wszystko jakieś punkty za heroizm mu się należą, śmierdzi psem czy nie xd

      Like

  3. oto syriusz, z jakim lepiej nie spotykać się w cztery oczy. podziwiam jego determinację, żeby dopiec bratu, dobrze jest też mieć świadomość swoich mocnych stron, ale naprawdę ma tupet, żeby tak chamsko wykorzystać swoją przewagę. na osłodę pomyślę sobie o tym inaczej – syriusz właśnie się sprzedał, żeby dostać się na snobistyczne przyjęcie. rodzice byliby zadowoleni, black!

    Like

  4. Dostac szlaban za nocne schadzki romansowe bez wlasciwego romansu. Nie oplaca sie! I po co tez Syriusz tak w bawelne owijal skoro i tak powinien wiedziec, ze kazda dziewczyna zrobilaby dla niego wszystko nawet bez takich trikow i caluskow w uszka (syriusz, w usta!!!).
    Plus bardzo madra niewiasta wychodzi na spacery w pelni.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s