Człowiek człowiekowi wilkołakiem: 06

Kitty była spóźniona. Nie zdarzało jej się to tak często, jak można było przypuszczać, ale każde kolejne spóźnienie na przestrzeni tych siedmiu lat nauki tylko wspierało tezę, że Kitty spóźniała się zawsze. W pewnym momencie przestała z tym walczyć, mimo że były osoby w tej szkole, które spóźniały się częściej (chociażby jej brat, ale to nie pomagało, bo przecież można było powiedzieć, że Potterowie spóźniają się zawsze i wracamy do punktu wyjścia). Możliwe, że było to spowodowane tym, że zwykle jak już się spóźniała, efektownie wpadała do sali, gdzie odbywały się zajęcia, podczas gdy inni robili to bardziej dyskretnie, często nawet unikali przepraszania za spóźnienie w nadziei, że nauczyciel ich nie zauważy.
Teraz był ten kolejny, chociaż pierwszy w tym miesiącu, raz kiedy Kitty nie obudziła się na budzik; musiała go wyłączyć i gdzieś go rzucić, bo jak wstała, to nie mogła go znaleźć. Zdziwiła się trochę, że Abby jej nie obudziła, ale pewnie próbowała, bezskutecznie. Dobudzenie Kitty było często nie lada wyzwaniem dla przeciętnego człowieka. W szczególności, kiedy dzień wcześniej nie spała do późna, bo próbowała skończyć pracę na astronomię, bezskutecznie.
Kiedy w końcu dotarło do Kitty, która była godzina, szybko się ubrała, związała włosy, zarzuciła nierówno szatę i pobiegła. Dopiero na klatce schodowej ogarnęła się trochę, chociaż wciąż trudno było ukryć, że jeszcze chwilę wcześniej smacznie spała.
Potem już zostało tylko przebiegnięcie korytarza; kilka zakrętów i byłaby na miejscu, spóźniona zaledwie paręnaście minut. Ale jak to też zwykle bywa, kiedy ktoś się bardzo spieszy i nie bardzo zwraca uwagę na otoczenie, na zakręcie wpadła na innego człowieka. Było to o tyle dziwne, bo o tej porze korytarze były, nie licząc duchów, zwykle opustoszałe; wszyscy byli już na zajęciach albo jak nie mieli zajęć, to w swoich domach. Kto normalny o dziewiątej rano spaceruje po korytarzach?
Kitty jak na to, jak małą osobą była, z dość dużą siłą wpadła na Remusa i trochę go poturbowała. Szybko zebrała się z podłogi i spojrzała na niego, przeklinając w myślach swój pech. Jeszcze dzień wcześniej mówiła Abby, że zadziwiająco łatwo idzie jej unikanie Remusa po sytuacji na błoniach, a teraz to. Remus sam w sobie wyglądał jakby nie zdawał sobie sprawy, co właśnie się stało. Siedział na kamiennej posadzce i patrzył półprzytomnym wzrokiem na Kitty.
− Nic ci nie jest? − zapytała i podała mu rękę. Bardziej z czystej uprzejmości, bo wiedziała, że nie podniosłaby sama Remusa, który był ze dwa razy większy od niej. No, może nie aż tak, ale Kitty wydawało się, że wszyscy byli przynajmniej dwa razy więksi od niej.
Remus podniósł się i podrapał po karku. Dopiero teraz Kitty zauważyła, że nie była pierwszą, która go tego dnia poturbowała. Miał dość świeże zadrapania na twarzy, niezbyt duże, ale wyraźne, a oczy podkrążone bardziej niż zwykle. Trochę ją to zmartwiło, bo nie dość, że Remus był sam w sobie w złym stanie, to ona go jeszcze dobiła tym swoim niezbyt dużym ciałem pędzącym ze stosunkowo dużą szybkością.
− Nic mi nie jest − powiedział, ale nie brzmiał przekonująco.
Kitty zrobiła krok w jego stronę. Ręką odgarnęła jego włosy, odsłaniając więcej śladów jakiejś niezbyt przyjemnej w skutkach przygody. Spojrzała na niego pobłażliwie.
− Jesteś tego pewien?
Nie odpowiedział. Wzruszył jedynie ramionami i cofnął głowę, żeby wyjść poza zasięg jej dłoni.
− Kto ci to zrobił? − zapytała, kiedy cofnęła rękę.
− Ty − odpowiedział i uśmiechnął się trochę z rozbawieniem, ale wyglądało to bardziej jak grymas. − Wbiegłaś we mnie.
Kitty zarumieniła się i splotła ręce na piersi.
− Ja ci twarzy nie poharatałam.
− To nic takiego. Wypadek podczas eliksirów, nic więcej.
Uniosła brwi i przez chwilę zastanawiała się, jaki eliksir mógł mieć podobny efekt uboczny, ale nic nie wymyśliła. Może nie była wcale taka najgorsza z eliksirów, ale nie kontynuowała ich nauki po sumach, więc wiedzę o zaawansowanych eliksirach miała znikomą. Teraz nawet ją to cieszyło; jeżeli uczyli się eliksirów, których efektem ubocznym były rany na twarzy, to lepiej żeby nie była w pobliżu żadnych kociołków należących do szósto- i siódmoklasistów.
− Właśnie wracam ze skrzydła, nic mi nie będzie − dodał jeszcze, żeby ją uspokoić.
Kitty mogłaby przysiąc, że trochę oprzytomniał od momentu, kiedy go poturbowała, ale wciąż nie wyglądał zbyt dobrze. Aż zaczęła rozważać, czy powinna go tak zostawiać samego; jej wyrzuty sumienia były znacznie silniejsze niż poczucie obowiązku w tej sytuacji, a już na pewno były silniejsze od potrzeby unikania go.
− Kitty. − Spojrzała na niego pytająco wyrwana z krótkiego zamyślenia. − Zaspałaś?
− Po czym to poznałeś?
Zszedł wzrokiem na jej biust. Trochę ją to oburzyło i już chciała mu zwrócić uwagę, że ma oczy gdzie indziej, ale jednak sama zerknęła w dół. Remus wyglądał na rozbawionego, tym razem bardziej autentycznie.
Kitty przeklęła pod nosem i owinęła się szatą, żeby zasłonić efekt jej pospiesznego ubierania koszuli − krzywo zapiętych guzików.
− Nieważne − powiedziała zażenowana całym tym zajściem. Na jej policzki musiały wejść purpurowe plamy, czuła, że cała twarz jej zaraz spłonie. − Chodźmy stąd, zanim mnie ktoś zauważy i zmusi pójść na zajęcia w tym stanie.
− No jakbyś poprawiła guziki, to nie byłoby tak źle i mogłabyś pójść na zajęcia.
Aż sapnęła z oburzenia. NIE TAK ŹLE? Pominęła uwagę na temat zajęć, bo wiedziała, że Remus z założenia był dość pilnym uczniem i do tego prefektem, więc w sumie zdziwiłaby się, jakby powiedział coś innego. Ale że wyglądała nie tak źle? To już było ciosem poniżej pasa.
− Że niby tu i teraz? − zapytała, mierząc go spojrzeniem, co wywołało u niego lekki rumieniec.
− Miałem na myśli, że w łazience, ale…
− Nie.
Szczerze powiedziawszy aż tak nie przejmowałaby się obecnością Remusa przy poprawianiu guzików, ale nie był on jedynymi oczami na korytarzu. Zderzenie się dwóch uczniów przykuło uwagę paru postaci na obrazach, które bardzo próbowały udawać, że wcale ich nie obserwują, ale i tak czuła na sobie ich wzrok. A to już krępowało ją dużo bardziej niż chłopak, któremu mogła się podobać, ale wcale nie musiała, bo przecież Abby mogła kłamać, a Remus zawsze był miły.
− Chodźmy stąd − powiedziała w końcu i ruszyła w stronę klatki schodowej. Remus dołączył do niej, najwyraźniej sam też nie zamierzał już wracać na zajęcia po swoim wypadku. Przynajmniej mogła uznać to za wymówkę na swoją nieobecność, w końcu nie mogła zostawić go samego w takim stanie. Bardzo nieodpowiedzialne ze strony pielęgniarki, że go puściła samego.
Zerknęła jeszcze raz na jego twarz. Poza małymi ranami, na twarzy miał wciąż tę samą duża bliznę na policzku co zawsze. Remus był w naprawdę opłakanym stanie i chociaż był wyraźnie zmęczony, to z jakiegoś powodu nie tracił dobrego humoru. Ona jakby była w takim stanie, to przez tydzień by pewnie z łóżka nie wstała, nie mówiąc już o zachowywaniu pogody ducha. Z drugiej strony, Kitty była z natury marudna, a co do Remusa, to nie potrafiła sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek słyszała jak narzekał na cokolwiek.
Schody poprowadziły ich na kolejny pusty korytarz, oczywiście nie tam, gdzie miały, ale żadnego to nie zdziwiło, bo zwykle się tak zachowywały. Czekając na kolejne schody, Kitty oparła się o barierkę i wróciła do wpatrywania się w jego bliznę.
− Skąd ją masz? − zapytała w końcu.
Zerknął na nią, a potem przesunął dłonią po policzku. Zastanowił się chwilę.
− Zaatakowało mnie zwierzę, jak byłem mały − odpowiedział krótko, wyraźnie chcąc uciąć temat, ale Kitty nie była dobra w odczytywaniu sugestii.
− Wilkołak? − zapytała z lekkim rozbawieniem. Spojrzał na nią trochę groźnie, przynajmniej na tyle, na ile umiał. Uśmiechnęła się przepraszająco.
− Nie wiem jakie, nie widziałem.
− Czyli potencjalnie mógł to być wilkołak − powiedziała, a na jego kolejną próbę groźnego spojrzenia, przewróciła oczami. Chwyciła go za rękę. − Przepraszam, taki żart. Znamy się tyle lat, chyba bym zauważyła jakbyś był wilkołakiem.
Parsknął śmiechem na tę uwagę, ona sama zaśmiała się krótko. Niezidentyfikowane zwierzę jakoś tak jej się kojarzyło; podczas obrony przed czarną magią bardzo długo wałkowano temat likantropii, do dzisiaj pamiętała wszystkie szczegóły, których kazano nauczyć się na sumy. Jak można było przypuszczać ten temat na egzaminach był dopiero rok później, więc na nic była jej ta wiedza.
Oczywiście współczuła mu, na pewno nie było to najprzyjemniejsze przeżycie. Pomyślała o małym, przestraszonym Remusie zaatakowanym przez jakiegoś drapieżnika, po czym spojrzała na jego teraz poranioną twarz i westchnęła cicho. Chodzące nieszczęście, nic tylko owinąć kocem i przytulić.
− A jakbym był wilkołakiem? − zapytał nagle. Spojrzała mu w oczy.
− Miałbyś przechlapane.
Uśmiechnął się. Nie wiedziała, kiedy to się stało, ale tak nagle znalazł się dość blisko niej, a ona nie miała pola do cofnięcia się. Właściwie wcale nie była taka pewna, czy chciała się odsuwać. Patrząc w jego brązowe oczy próbowała sobie przypomnieć dlaczego w ogóle tak bardzo go unikała przez ostatnie dni i wszystkie powody wydawały jej się idiotyczne i bez sensu.
Stało się to dość szybko i zapewne zapytana później o szczegóły nie potrafiłaby powiedzieć niczego bardziej konkretnego od: całowałam się z Remusem Lupinem. Właściwie nie była pewna czy dałaby radę wykrztusić nawet to krótkie zdanie. Demonizowała to w swoich myślach odkąd Abby powiedziała jej, że Remus ją lubi, a całował bardzo nienajgorzej. Spokojne i stanowczo nie nazbyt inwazyjne, jak to się zdarzało Philipowi i co Kitty strasznie irytowało.
Walczyła ze sobą, żeby ich ze sobą nie porównywać, ale po prostu nie mogła. I moment, w którym pomyślała o Philipie to był moment, w którym odsunęła Remusa od siebie i spojrzała na niego z niemałym szokiem. On sam był zaskoczony, chociaż nie była pewna czy tym, że zebrał się w końcu na odwagę czy tym, że go odsunęła szybciej niż mógł mieć to zaplanowane.
Przez chwilę tak stali bez słowa, patrząc tylko na siebie. Remus już chciał coś powiedzieć, ale Kitty była szybsza.
− Czy to jest zaraźliwe? Ten eliksir, może masz jakieś resztki na twarzy.
Przygryzła lekko wargę, przyglądając się jego twarzy.
Remus spojrzał na nią trochę niedowierzająco, po czym zaczął się śmiać. Trochę ją to oburzyło, pytała jak najbardziej poważnie. Skoro ten eliksir był taki niebezpieczny, to lepiej, żeby nie miała z nim kontaktu. Może powinna była pomyśleć o tym zanim zaczęli się całować, ale lepiej późno niż wcale.
− Nie − odpowiedział, kiedy przestał się śmiać. − Jesteś bezpieczna. Przynajmniej do czasu, aż znowu nie będziemy go warzyć.
Pokręciła głową i tym razem ona go pocałowała. Krótko.
− Nie wspominaj o tym Jamesowi, co? Złamany nos pasowałby ci do reszty twoich ran na twarzy, ale jednak wolałabym tego uniknąć. Za dużo złamanych nosów w tym miesiącu.
Remus zarumienił się. Można byłoby przysiąc, że nie pomyślał o tym wcześniej, ale na pewno musiał, skoro spędzał tyle czasu z Jamesem, a w międzyczasie podkochiwał się w jego siostrze. Ostatecznie skinął głową na zgodę.
*
Abby udało się jakimś cudem zająć kanapę tuż przy kominku. Zimą to miejsce było oblegane bardziej niż zwykle, mimo że w każdym miejscu w pokoju wspólnym było tak samo ciepło. Jednak widok palącego się drewna działał jakoś kojąco. Abby niespecjalnie w to wierzyła, ale Kitty, która nie cierpiała śniegu, zimy i zimna całym swoim sercem, wiecznie upierała się, by siedzieć jak najbliżej kominka. Dlatego też, jak tylko Abby zauważyła wolną kanapę, to ją zajęła, a chwilę później obok rozsiadła się też Kitty z książkami na temat gwiazd. Oparła głowę o kolana Abby i przerzuciła nogi przez oparcie i tak postanowiła spędzić całe popołudnie, z dala od innych ludzi. Abby również sięgnęła po książkę, ale szybko się znudziła tematem roślin, z których okład leczył wysypkę wywołaną przez ugryzienia trutniowca krwiopijcy. Kto by się nie znudził?
− Jak ci idzie Plan, Kitty? − zapytała, kiedy odłożyła nudną książkę na bok. Kitty zerknęła do góry, na Abby, a potem gdzieś na bok, w okolicę kominka.
− Świetnie. Nie rozmawiałam z Philipem od ostatniej wizyty w bibliotece.
− Nie na tym polegał Plan! Masz z nim rozmawiać. I ma pożałować, że tak cię potraktował i że już za późno na naprawę, bo znalazłaś sobie lepszego faceta, Syriusza.
Kitty opuściła sobie na czoło książkę, która była stanowczo za ciężka na takie czynności i wywołało to tylko ból głowy. Zostawiła ją już tak, bo i tak załamała się tematem rozmowy i nie chciała patrzeć na Abby.
− Weź się opanuj z tym Syriuszem. I nie mam zamiaru wywoływać zazdrości u Philipa. A przynajmniej nie specjalnie. I na pewno nie za pomocą Syriusza.
Co za idiotyzm.
− No tak, racja. Miał być Remus.
Kitty cieszyła się niezmiernie, że zostawiła tę ciężką książkę na twarzy, bo policzki momentalnie zaczęły ją piec. Ostatnie, czego chciała to wykorzystanie Remusa do wzbudzania zazdrości u Philipa i bardzo by chciała, żeby nigdy się nie dowiedział o tym, że Abby wpadła na tak idiotyczny plan. Kitty i tak miała wątpliwości, czy taka wersja Planu by to w ogóle zadziałało. Remus był zupełnym przeciwieństwem Philipa, przez co ten drugi raczej nie wziąłby go zbyt poważnie. Miał dość wysokie mniemanie o sobie i na pewno nie uznałby Remusa za godną konkurencję (godną pożałowania może). Co innego, jeżeli postawiłaby na Syriusza, to na pewno by wściekło Philipa i wywołało tak pożądany przez Abby efekt. Ale Kitty nie miała zamiaru realizować żadnego Planu.
Swoją drogą, odniosła wrażenie, że nic innego ostatnio nie robiła jak tylko w tajemnicy przed całym światem całowała się z różnymi chłopakami, którzy wcale nie byli jej aktualnymi chłopakami.
Kitty chciała już coś odpowiedzieć, by wybić z głowy Abby również Remusa, ale w tym momencie usłyszała jego głos.
− Oh, Remus. O wilku mowa! − odezwała się Abby po tym jak się z nią uprzejmie przywitał. Kitty westchnęła bezgłośnie i postanowiła udawać, że nie istnieje. Abby i tak już zwróciła całą uwagę na siebie. − Na Merlina, kto cię tak urządził?
Remus zaśmiał się, chociaż wyraźnie był zakłopotany, w szczególności pierwszą uwagą, bo dość jednoznacznie sugerowała mu, że o nim plotkowały, a to mogło dla niego oznaczać, że Kitty się przyznała do tego, co się stało parę godzin wcześniej.
− To nic takiego. Chciałem tylko pogadać z Kitty na chwilę.
Abby momentalnie się zerwała z kanapy, nie przejmując się, że głowa Kitty mogła od tego ucierpieć jeszcze bardziej.
− Jasne, siadaj. I tak miałam iść do dormitorium po… Plan. Tak, Plan.
Kitty była załamana próbami improwizacji Abby, ale nie chciała ani jej ani siebie pogrążać jakimś komentarzem, a jak to zwykle było, cisnęło jej się na język parę złośliwych uwag. Zamiast tego leżała na kanapie z książką na twarzy i się nie ruszała. Już wiedziała, że udawanie, że nie istnieje na nic się nie zda, ale próbowała do ostatniej chwili.
Remus jeszcze bardziej zmieszany niż wcześniej uznał, że to dobry pomysł, żeby usiąść obok nieistniejącej Kitty. Wysunęła się lekko zza książki i obserwowała go bez żadnego komentarza do czasu aż zabrał jej książkę z twarzy.
− Interesujesz się gwiazdami? − zapytał, patrząc po okładce, a ona zrezygnowana podniosła się do pozycji siedzącej, odwróciła się w stronę Remusa i odebrała książkę.
− Taka tam, lektura do snu. − Odłożyła ją sobie za plecy i uśmiechnęła się. − Chciałeś pogadać.
Remus zastanowił się chwilę, patrząc jeszcze za książką.
− Może… − zaczął i zerknął w stronę pozostałych Huncwotów, którzy siedzieli po drugiej stronie pokoju wspólnego, na całe szczęście, poza zasięgiem ich uszu. − Robisz coś jutro wieczorem? Mam pewien pomysł, jakbyś miała ochotę.
Kitty uniosła brwi. Była wyraźnie zainteresowana tematem, ale Remus postanowił nie zdradzać tak łatwo swojego pomysłu. Uśmiechnęła się ostatecznie, dając za wygraną, i skinęła głową.
− Jasne, czemu nie.
− To jesteśmy umówieni.
Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, poszedł z powrotem do swoich kolegów, w tym jej nieświadomego, miała przynajmniej taką nadzieję, brata. Westchnęła, znów padła na kanapę i zasłoniła twarz książką. Jak ona mogła się w to wszystko wpakować!

Advertisements

5 thoughts on “Człowiek człowiekowi wilkołakiem: 06”

  1. CAŁOWAŁ BARDZO NIENAJGORZEJ?
    co za entuzjazm! ale chłopak nie miał chyba zbyt wielu okazji, żeby poćwiczyć, więc nie ma co wymagać cudów. cieszy mnie za to ta jego nowoodkryta determinacja. go, remus, go!

    Like

  2. mnie bawi, że kitty bezpośrednio porównuje swoich facetów. trudno jej się dziwić, w końcu jeszcze niedawno travers pokazywał swoją determinację w bibliotece. czekam z utęsknieniem na kolejną noteczkę 😀

    Like

  3. “Swoją drogą, odniosła wrażenie, że nic innego ostatnio nie robiła jak tylko w tajemnicy przed całym światem całowała się z różnymi chłopakami, którzy wcale nie byli jej aktualnymi chłopakami.” — to zdanie zasługuje na nagrodę. jakąś. zresztą kitty ma wiele dobry zdań.
    aha, no i: #TeamLyśkaMaRację

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s