Człowiek człowiekowi wilkołakiem: 02

Kitty siedziała na łóżku i próbowała zapleść sobie włosy bez użycia lustra. Abby obserwowała to jak po raz kolejny rozczesywała włosy i zaczynała od nowa. Zrezygnowana siadła obok niej i przejęła pałeczkę. Abby lubiła się bawić jej włosami i zwykle wymyślała jakieś szalone fryzury, a Kitty potem miała trudności z rozczesaniem ich, a potem nie wychodziła z dormitorium przez resztę wieczoru. Ale nic dziwnego, że Abby tak je lubiła − Kitty miała długie i grube włosy, wprost idealne do takich fryzur. Kitty co prawda zawsze chciała, żeby były trochę jaśniejsze, bo mogłaby przysiąc, że teraz wręcz pochłaniały światło. To była oczywiście przesada, miała zwyczajnie czarne włosy z brązowymi przebłyskami w słońcu, ale lubiła być dramatyczna, jeżeli chodziło o opisywanie ich koloru. W szczególności kiedy narzekała. A Kitty lubiła narzekać. Dużo. I zawsze robiła to bardzo barwnie − nie można przecież poprzestawać na półśrodkach.
− Nie rozumiem, jak udało ci się wymigać z tego szlabanu.
Abby przerwała ciszę. Kitty chwilę jeszcze milczała, chciała poruszyć głową, by spojrzeć na nią, ale ta unieruchomiła jej głowę dłońmi. Nie ma przeszkadzania tworzeniu sztuki! Kitty powiedziałaby najchętniej, żeby zajęła się swoimi włosami, ale ta nie miała się czym zajmować. Abby przede wszystkim miała krótko ścięte włosy i co najwyżej mogła w nie wpiąć jakąś kolorową spinkę, ale odejmowało jej to wtedy kilka lat, a to było ostatnie, co chciałaby zrobić. W szczególności, że miała dodatkowo dość okrągłą twarz i duże oczy. Generalnie, jeżeli nie liczyć niskiego wzrostu ich obu, to różniły się od siebie dość znacznie. Okrutni nastolatkowie uznaliby, że Abby była tą brzydszą koleżanką − grubszą, mniej atrakcyjną. Kitty się z tym nie zgadzała, ale rzadko która dziewczyna w jej wieku była całkowicie zadowolona ze swojego wyglądu. W przypadku Kitty, poza rzecz jasna kolorem, była to chłopięca sylwetka. Może nie dało się Kitty pomylić z chłopcem, ale miała dość szerokie ramiona i niespecjalne wcięcie w talii, co szkolny mundurek dodatkowo podkreślał. Nienawidziła tego.
− Philip się za mną wstawił − odpowiedziała w końcu. Nie musiała odwracać głowy, żeby wiedzieć, że Abby wykrzywiła usta. Nie lubiła Philipa. Naprawdę trudno było znaleźć kogokolwiek, kto by uznał ten związek za dobry pomysł i Kitty nie poprawiało to wcale humoru. Nawet jej najbliższa przyjaciółka była wobec niego krytyczna. − Wyjaśnił, że próbowałam ich rozdzielić.
− Ślizgon, a jednak się do czegoś przydał.
Kitty aż sapnęła z oburzenia. Takie uprzedzenia, a to przecież Abby była tą rozsądną. Możliwe, że właśnie w ten sposób okazywała ten rozsądek, ale Kitty wcale się to nie podobało. Czemu nikt nie mógł jej wspierać?
− Philip jest przemiły, powinnaś go lepiej poznać, a nie stereotypami rzucać na lewo i prawo jak mój brat! Już wystarczająco dużo problemów mi narobił. I wstydu!
Abby znowu musiała unieruchomić głowę Kitty, bo poniosła ją gestykulacja. Już kończyła swoje dzieło, a nie chciała zaczynać od nowa tylko dlatego, że Kitty była nadaktywna, kiedy wspominała o Philipie i Jamesie w jednym zdaniu.
− No już, nie unoś się tak. To był komplement.
− Nie brzmiał.
Abby wpięła w jej włosy kilka spinek, które Kitty trzymała na stoliku nocnym i odsunęła się. Kitty odruchowo przejechała palcami po głowie, by sprawdzić, co tym razem jej przyjaciółka wymyśliła. Lustro było za daleko, ale wyglądało na to, że nie było tak źle − dwa warkocze zbiegające się w jeden, który został związany w coś w rodzaju koka.
Z pokoju wspólnego dotarły do nich podniesione głosy oburzenia. Wśród nich bez problemu rozpoznały głos Jamesa. Kitty wymieniła się zaniepokojonym spojrzeniem z Abby, podniosła się z łóżka i wyszła czym prędzej z dormitorium, a Abby zaraz za nią. Niby podniesione głosy w pokoju wspólnym nie były niczym niezwykłym, ale w tej chwili oznaczały, że szlaban się już skończył i James równie dobrze mógł opowiadać pozostałym Gryfonom jak bohatersko uśmiercił potwornego Ślizgona.
Kitty nie pomyliła się za bardzo, bo kiedy już mogła rozróżnić słowa, do jej uszu dotarło:
− …wtedy zgiął się w pół, skomląc jakieś śmieszne groźby.
James wykonał pozę bohatera, a Syriusz i Peter pokładali się ze śmiechu. Paru innych Gryfonów też się śmiało, ale jej spojrzenie na Remusie, który jako pierwszy zauważył jej pojawienie się w pokoju wspólnym. Chciała wierzyć, że przynajmniej on się nie śmiał, ale nie była pewna, czy nie przestał po prostu na jej widok. Prawdopodobnie tak było. Wszyscy koledzy Jamesa mieli wspólnie tylko połowę mózgu.
Ich spojrzenia spotkały się na chwilę, ale Kitty była bardziej zainteresowana poruszeniem, które wywoływała historia Jamesa.
− Coś ty znowu zrobił? − zapytała, kierując swój wzrok na brata.
James powinien się poczuć zagrożony, ale za grosz w nim było instynktu samozachowawczego. Kitty miała wrażenie, że to była taka główna cecha męskiej części Gryffindoru. Nie tracąc niczego z pozy bohatera, James odwrócił się do niej; prawdopodobnie oczekiwał, że i ona również będzie z niego dumna, albo przynajmniej się trochę uśmiechnie.
− Pokazałem Traversowi, gdzie jego miejsce. Więcej się do ciebie nie zbliży.
− Żebyś widziała, jak mu nos rozkwasił! − dodał rozbawiony Syriusz.
Kitty zamrugała szybko. Wyraźnie ciężko było jej uwierzyć, w to co właśnie usłyszała. Teraz w ślad za Remusem, również Peter poszedł po rozum do głowy i przestał się śmiać. Kitty tym razem miała spódnicę z kieszeniami, toteż miała również różdżkę pod ręką, a dodatkowo nie miała żadnych świadków, którzy mogliby jej dać szlaban za niecne, różdżkowe zamiary. Trwało to dość szybko, ale James, mimo że miał o rok mniejsze doświadczenie z czarowania, nie miał problemu, by obronić się przed rzuconym zaklęciem.
− To nie twoja sprawa, z kim się spotykam.
James bez problemu obronił się również przed drugim zaklęciem. Abby tymczasem odsunęła się trochę od Kitty w obawie przed rykoszetem, bądź łokciem, którym Kitty bardzo żywo poruszała podczas rzucania zaklęć.
− Moja, jeżeli sama nie potrafisz wybrać sobie normalnego faceta, nie Ślizgona! OPANUJ SIĘ.
Kitty opuściła różdżkę, widząc że i tak niewiele zdziała w ten sposób. Liczyła na efekt zaskoczenia, ale James był zbyt czujny. Najwyraźniej nie był tak głupi, jak jej się momentami wydawało.
− Powiedz jeszcze, że taki Syriusz byłby lepszym kandydatem − powiedziała trochę spokojniej, czym wywołała ciche oburzenie obserwatorów; może brak instynktu samozachowawczego nie było tylko męską domeną.
− Kitty, nie − wtrąciła cicho Abby, która jako jedyna pozostawała tą logicznie myślącą, ale Kitty udawała, że tego nie usłyszała.
Oboje z Jamesem spojrzeli w stronę Syriusza, który momentalnie przestał się śmiać i wyglądał na trochę przestraszonego nagłym przejęciem uwagi całego pokoju wspólnego. Normalnie byłby przeszczęśliwy − w końcu lubił być w centrum uwagi, ale raczej nie w ten sposób. Szybko się rozejrzał w poszukiwaniu innego Syriusza, na którego mógłby zrzucić całą uwagę, ale kiedy takowego nie znalazł, uniósł ręce w obronnym geście.
− Mnie w to nie mieszajcie.
Kitty uniosła brew. Sam się w to wmieszał, kiedy swoim brakiem wychowania i nieumiejętnością przewidywania konsekwencji swoich czynów, wskazał ją palcem podczas balu − teraz niech cierpi.
James ostatecznie wykrzywił usta i wzdrygnął się na samą myśl.
− Jeszcze gorzej − stwierdził.
Syriusz automatycznie zapomniał, że jeszcze kilka sekund temu powiedział, żeby go w to nie mieszać.
− Że niby jestem GORSZY dla twojej siostry od ŚLIZGONA?
Do Kitty w końcu dotarł absurd całej tej sytuacji, bo oto właśnie Syriusz Black zaczął przekonywać Jamesa, że byłby idealnym chłopakiem dla niej. Kitty była przerażona. To nie tak, że Syriusz jej się nie podobał, bo trzeba byłoby być ślepym albo kłamcą, żeby stwierdzić coś takiego. Może nawet wizja umawiania się z Syriuszem nie wydawałaby się tak idiotyczna, gdyby nie to, że w ostatnie wakacje wprowadził się do ich domu.
Kitty już pierwszego dnia odczuła, że przybyło jej młodszych braci, a jeden młodszy brat to i tak już zbyt wiele! W szczególności, że z tym nowym bratem nie mogła znaleźć wspólnego języka; tak jak wcześniej w szkole nigdy nie mieli takiego problemu, to po wspólnym zamieszkaniu Kitty miała tylko ochotę otruć go, kiedy spał. Tak więc, o ile do obecności Jamesa i jego irytujących nawyków przez te szesnaście lat zdążyła się przyzwyczaić, tak Syriusz był nie do wytrzymania przez te dwa miesiące. Przede wszystkim jeżeli chodziło o jego nawyki łazienkowe, które, na pierwszy rzut oka każdego dnia się zmieniały, na pewno miały jakiś spójny wzór. Nikt nie mógł być tak po prostu aż takim chodzącym chaosem. Poza tym wszędzie zostawiał czarne kłaki i za każdym razem wina spadała na Kitty. Tak jakby nikt nie pamiętał, że przed wprowadzeniem się Syriusza, nigdzie żadnych włosów nie było. Może dlatego, że Kitty posiadła tę umiejętność, której niektórym brak − musiała sprzątać po sobie.
Kitty poczuła czyjś dotyk na ramieniu, co wyrwało ją z zamyślenia. Z początku spodziewała się Abby, dlatego zdziwiła się, kiedy spotkała się ze spojrzeniem Remusa. Nawet nie zauważyła, kiedy znalazł się tak blisko niej.
− Powinnaś iść do Philipa − powiedział, a ona momentalnie przypomniała sobie, od czego ta dyskusja się zaczęła. Od rozkwaszonego nosa Philipa!
− O Merlinie, mam nadzieję, że nic mu nie jest.
Uśmiechnęła się blado do Remusa, chociaż wciąż była zła na niego, jak i na resztę najlepszych kolegów Jamesa. Bo Remus na pewno był przy tej sytuacji i na pewno nie zrobił nic, żeby powstrzymać rozlew krwi.
Nie zwracając uwagi na ożywioną dyskusję Jamesa i Syriusza, wyminęła ich i wybiegła z pokoju wspólnego. Może powinna była zapytać Remusa, gdzie ostatni raz widzieli się z Philipem, ale już nie chciała się cofać. Biorąc jednak pod uwagę, co powiedział na samym początku Syriusz, to cel mógł być tylko jeden − skrzydło szpitalne. Chyba że Philip sam sobie potrafił poskładać nos, albo postawił być dumny do końca i wykrwawić się gdzieś na pierwszym piętrze w okolicy gabinetu profesor McGonagall albo w drodze do lochów. Kitty po cichu liczyło, że nie udało mu się do tych lochów dotrzeć, bo wtedy musiałaby się mocno nakombinować, by go stamtąd wywabić. A Ślizgoni z reguły rzadko byli pomocni, jak widzieli czerwono-złoty krawat.
Kitty miała jednak trochę szczęścia, bo kiedy kierowała się już w stronę skrzydła szpitalnego na pierwszym piętrze, Philip wyszedł jej na przeciw. Zawahał się, jak ją zobaczył, może nawet chciał gdzieś uciec, ale ostatecznie zatrzymał się i czekał, aż do niego podejdzie.
− Co się stało? − zapytała od razu.
Philip odwrócił wzrok. Był wyraźnie zdenerwowany, ale wcale jej to nie dziwiło. Tymczasem plamki krwi na jego śnieżnobiałym kołnierzyku tylko potwierdzały słowa Syriusza. Że też James nie mógł sobie darować pokazu siły! Chociaż trochę ją zdziwiło, że po pierwsze, Philip był tym poszkodowanym (no dobra, niby mieli przewagę, ale podejrzewała, że James zdecydował się na samotne szukanie sprawiedliwości), a po drugie, że polała się krew. Co oni za zaklęć używali?
− Wziął mnie z zaskoczenia − odpowiedział w końcu i westchnął ciężko. Był lekko zaczerwieniony, ale Kitty nie była pewna czy ze wstydu, czy złości. Niby wiadomo, że był wściekły, ale jednak dać się zaskoczyć młodszemu Gryfonowi uwłaczało wszystkim Ślizgonom.
− Nie widziałeś różdżki?
− Nie widziałem pięści.
Kitty aż otworzyła usta ze zdumienia. To nie było podobne do Jamesa, który wiecznie się przechwala, jaki był świetny z zaklęć i pojedynków! Żeby doprowadził do zwykłej, mugolskiej bójki? To już było przegięciem z jego strony.
− Przepraszam cię za niego, zupełnie nie…
Philip przerwał jej machnięciem ręki. Nagle zrobił się wyjątkowo spokojny, nawet jak na niego.
− Kathleen. − Spojrzała na niego czujnie. − Tych parę miesięcy było miłych, ale nie chce mi się codziennie użerać z twoim bratem, więc myślę, że to tyle.
Kitty przechyliła głowę i zrobiła naprawdę głupi wyraz twarzy. Teraz to już zupełnie nie wierzyła, co się wokół niej działo. Najpierw szlaban, potem kłótnia z Jamesem, teraz to? Jakiś naprawdę nieśmieszny żart. Niby wiedziała, że Philip zawsze cenił sobie spokój i swobodę, ale nie sądziła, że aż do tego stopnia.
Kitty nie odpowiedziała od razu, więc swoim sposobem unikania dramatycznych sytuacji, Philip postanowił nie czekać dłużej na jej odpowiedź i zwyczajnie się oddalił. Prawdziwy mężczyzna.
− TRAVERS − krzyknęła za nim, ale ten już skręcił na klatkę schodową.
Wydała z siebie dźwięk frustracji zbliżony do głośnego i długiego ugh, po czym fuknęła na najbliżej wiszący obraz. Ciągle zapominała, że w tym zamku wszyscy byli wiecznie obserwowani.
Przynajmniej wciąż miała ładną fryzurę i nikt jej tego nie odbierze.

Advertisements
Człowiek człowiekowi wilkołakiem: 02

14 thoughts on “Człowiek człowiekowi wilkołakiem: 02

  1. lemot says:

    lol, szybko poszło. wyeliminowanie konkurencji – zaliczone.
    pewnie lunatyk to wszystko zaplanował.
    (no i założę się, że syriusz był nieznośnym współlokatorem)

    Like

  2. ett says:

    wytrwałość to nie jest chyba mocna strona ślizgonów, niech kitty poszuka sobie jakiegoś krukona lepiej, krukoni to bystrzaki w dodatku, na pewno nie przegapiliby żadnej pięści.
    ale co z niego za śmierciożerca będzie! jestem oburzona!

    Like

  3. Alex says:

    Hahahahah, otruc Syriuszka? I feel you, girl xd
    Rzeczywiscie Travers okazal sie szuja, bo jak mozna tak zrywac zwiazki – ‘to tyle’? Jestem przeoburzona i tez go nie lubie. O.
    I swiete oburzenie Syriusza, ze niby jest gorszy od Slizgona – bezcenne 💙

    Like

  4. sylv says:

    Cofam, co pisałam ostatnio, philip nie jest uroczy.
    Nadal jestwm team syriusz, gubienie kłaków nie jest takie tragiczne! Gorzej z zajmowaniem łazienki xdd

    Like

    1. kić says:

      kłaki są najgorsze. weź Ty potem wyciągaj je z odpływu po kimś (już wyciąganie swoich nie jest też jakąś szaloną przyjemnością). OHYDA.

      Like

      1. sylv says:

        oj tam, od czego jest kret albo coś takiego. gorzej z zakłaczeniem dywanów, zwłaszcza tych syntetycznych, to już masakra.

        Like

  5. Kaj says:

    A co jeśli Syriusz jest drugim Zielonem i nigdy nie wychodzi z łazienki?
    Ja tam rozumiem Traversa, też bym nie chciała, żeby głupi Potter obijał mi nos. Mam nadzieję, że wymyśli wyjątkowo paskudną formę zemsty, wiecie, ja wciąż mam Potterowi za złe, że skrzywdził mi Smarka.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s