02.

― Lena, wyłaź wreszcie.
Charlie stała przed drzwiami sypialni siostry i bezskutecznie dobijała się do środka. Cała ta sytuacja już przestała ją śmieszyć. Skoro Helena chciała jej pomocy, to niechże coś zrobi w tym kierunku.
Znów zastukała do drzwi i tym razem, ku zdziwieniu blondynki ukazała się w nich Lena. Włosy miała rozczochrane, jakby nie myła i nie czesała ich przez całe święta, pod zapuchniętymi oczami widniały cienie, a ubrania były wygniecione.
― Na Merlina, jak ty wyglądasz?
Ta w odpowiedzi wzruszyła jedynie ramionami i wróciła do swojego pokoju, a Charlie natychmiast podążyła za nią.
Pomieszczenie było w opłakanym stanie. Ubrania porozrzucane dosłownie wszędzie, na biurku kilka kubków po wypitej herbacie prosiło się o umycie. Półki pokrywała pokaźna warstewka kurzu, śmieci wysypywały się z kosza, a pościel na łóżku zwinięta była w trąbkę. W całym pokoju unosił się nieprzyjemny zapach lekkiej stęchlizny, jakby nie wietrzono tutaj co najmniej przez tydzień.
Helena usiadła na pufku, Charlie zajęła drugi i spojrzała starszej siostrze prosto w oczy.
― No i co się tak gapisz? ― zapytała Lena wojowniczo.
― Gapię się, bo przydałoby mi się więcej szczegółów.
Helena nie wydawała się skora do rozmowy.
― I po co ci to?
Charlie nie mogła się nadziwić, jak jej siostra może tak bagatelizować sprawę, która miała dla niej kolosalne znaczenie. Przecież kiedy do niej przyszła, była zdruzgotana. Tymczasem nazajutrz miały wracać do Hogwartu, a informacji jak na lekarstwo.
― Daj mi papierosa.
Blondynka przewróciła oczami.
― Rodzice jeszcze nie śpią.
― Jestem pełnoletnią czarownicą, zapomniałaś? ― Lena sięgnęła po leżącą na biurku różdżkę, wycelowała ją w drzwi i rzuciła niewerbalne zaklęcie.
Charlene nie miała bynajmniej zamiaru tak łatwo się poddać. Założyła ręce na piersi i spojrzała na siostrę badawczo.
― Dostaniesz fajkę, jak zaczniesz mówić.
Przez chwilę walczyły na spojrzenia, wreszcie jednak Helena się poddała. Wzięła od siostry papierosa, wsunęła go między wargi i rozejrzała się gorączkowo w poszukiwaniu zapalniczki.
― Właściwie nie ma o czym opowiadać ― zaczęła niby to zdawkowo. ― Umówiliśmy się parę razy wieczorem na spacer, raz nawet poszliśmy do Hogsmeade.
Dla Charlie wyglądało to jak najzwyklejszy podryw – tysięczna zdobycz najbardziej pożądanego osobnika płci brzydszej. Postanowiła jednak nie przerywać Lenie.
― Opowiadał mi jaka to ja jestem piękna, jak się różnię od tych wszystkich dziewczyn, które się do niego kleją. Że tylko ja go tak naprawdę rozumiem. ― Teraz głos Heleny przepełniony był goryczą. ― A potem go zobaczyłam z tą… tą Gryfonką.
Odwróciła głowę w stronę okna i w ten sposób Charlie zrozumiała, że nic więcej się nie dowie.
― W dniu, w którym jechaliśmy do domu, Mary wypłakiwała się w rękaw Evans ― poinformowała Charlie.
Helena udawała, że te słowa nie zrobiły na niej najmniejszego wrażenia. Charlie tymczasem wstała i skierowała się do drzwi.
― Cokolwiek by się działo, ty o niczym nie wiedziałaś. Jasne? ― Charlene patrzyła na siostrę dopóki ta nie przytaknęła. ― I wyrzuć już tego peta, bo palisz filtr.
I wyszła.
Paręnaście minut później, już leżąc w łóżku, Charlie analizowała plan, który ułożyli z Nickiem przy pomocy Cassie. Ustalili, że udawanie głupiej nie zainteresuje Syriusza na tyle, by zaangażował się bardziej niż przy którymkolwiek swoim podrywie. Nie, jego trzeba zaintrygować czymś tak, by nie mógł wyrzucić myśli o niej z głowy. Najprostszym byłoby uwieść go i porzucić, ale taka zemsta nie stanowiłaby odpowiedniej rekompensaty dla Heleny, dlatego trzeba go wciągnąć w iluzję czegoś prawdziwego. Charlie jednak miała lekkie wątpliwości czy uda jej się grać tak sugestywnie, by Black nabrał się, że faktycznie coś do niego czuje, że to rzeczywiście jest relacja inna, niż wszystkie, jakich do tej pory doświadczał. Dopiero wtedy, gdy uwierzy, można zadać ostateczny cios i ujawnić, że to wszystko było jedynie farsą mającą na celu upokorzenie go na oczach innych uczniów.
Cassie przekonywała ją, że to wcale nie takie trudne. Wystarczy zagrać trochę niedostępną, niby zajętą pracą domową czy inną głupotą – jak rysowanie – a potem powiązać to z jego hobby. Nick z kolei podsunął, że dobrze byłoby, gdyby spędzili razem trochę czasu. I tu właśnie pojawił się pomysł wciągnięcia Syriusza w szlaban. Ale w jaki sposób wpakować w kłopoty jednego z czterech największych rozrabiaków w całej szkole? Przecież on na pewno wszędzie miał kontakty i czujki, które w razie czego bardzo szybko go powiadomią – inaczej nie udałoby mu się tyle razy wywinąć.
Charlie pomyślała, że najlepszym miejscem na rozpoczęcie akcji byłoby Hogsmeade – neutralny grunt, na którym żadne usprawiedliwienie nie wzbudzi niepożądanych wątpliwości. Pozostało tylko porozmawiać z tymi dwiema Gryfonkami, które miały opowiedzieć im o zwyczajach Syriusza.

***

Następnego dnia wieczorem uczniowie siedzieli już wygodnie w swoich pokojach wspólnych ze skwaszonymi minami – w końcu jutro rozpoczynały się zajęcia. Charlie zaraz po wejściu do salonu podeszła do tablicy z ogłoszeniami, by dowiedzieć się daty następnego wyjścia do Hogsmeade. Cóż, dyrekcja szkoły była całkiem łaskawa dając możliwość odwiedzenia wioski już w drugi weekend po powrocie do Hogwartu. Blondynka wymieniła porozumiewawcze spojrzenia z Nickiem i rozsiadła się na ulubionej kanapie przy oknie. Celia opadła na siedzenie tuż obok niej. Przerwa świąteczna wyraźnie zadziałała pozytywnie na nastawienie panny Stone do przyjaciół, jednak temat kontrowersyjnej pomocy starszej siostrze Charlene musiał w końcu wypłynąć.
― No dobra, cóż się roi w tej twojej głowie, Charlie? ― zapytała zdawkowo. ― Znam cię i wiem, że na pewno nie próżnowałaś podczas świąt.
Charlie oparła się głową o ramię przyjaciółki, nogi zarzuciła na poręcz fotela, w którym siedział Nick i roześmiała się. Zawsze to robiła, kiedy chciała rozładować napiętą atmosferę. Albo uniknąć mówienia o czymś, czego Celia nie powinna wiedzieć. A już na samym początku ustalili z Humphreyem, że nie będą jej mieszać do tego planu.
― Uwierz mi, lepiej, żebyś nie wiedziała.
Nie robili tego, by rozzłościć Celię. Chcieli chronić ją i po części siebie, bo gdyby jakimś cudem się dowiedziała i zachowała to dla siebie, mogłaby mieć kłopoty, a oni dobrze wiedzieli, jak bardzo ceniła sobie swoją błyszczącą odznakę prefekta.
― A Milesowi podobało się to magiczne jojo, które wybrałyśmy dla niego u Zonka?
Charlie odetchnęła, że rozmowa zeszła na bezpieczny temat i bez reszty pogrążyła się w opowieści o swoim czteroletnim braciszku. Miles, jako że był najmłodszy, stał się oczkiem w głowie całej rodziny. Wszyscy rozpieszczali go z całych sił, jednak Charlene zdecydowanie w tym przodowała. Zawsze miała dla chłopca jakieś magiczne łakocie lub śliczny obrazek, które ten zawsze przywieszał z uporem maniaka na tablicy nad swoim łóżkiem, a że szybko się nudził, siostra musiała dostarczać mu jak najczęściej coraz to ciekawsze rysunki, które dostawał sową pożyczoną od Nicka raz w tygodniu.
Wreszcie Celia zrobiła się na tyle śpiąca, że zdrzemnęła się chwilkę na kanapie zanim Nick wygonił ją do dormitorium. Szatynka lekko się ociągała, jednak wreszcie potrzeba snu zwyciężyła i powlokła się do sypialni. Charlie przez moment uważnie wpatrywała się w przyjaciela. Wciąż nie mogła zrozumieć, dlaczego zwyczajnie nie zawalczy o Celię, przecież istniała szansa, że się uda, właściwie nawet całkiem spora.
― Czemu po prostu jej nie powiesz? ― zapytała, zanim zdążyła ugryźć się w język. Nick był przewrażliwiony na tym punkcie i nie znosił, kiedy Charlene mu to wypominała.
― Czemu po prostu nie przestaniesz się czepiać? ― odpowiedział zgryźliwie.
Charlie wyprostowała się i zaczęła bawić się kosmykiem swoich włosów.
― Bo jesteście, do cholery, moimi przyjaciółmi. Chcę, żebyście byli szczęśliwi. ― Założyła nogę na nogę, co zazwyczaj oznaczało, że nic więcej na ten temat nie doda. W każdym razie nie dziś. Rozejrzała się niedbale po pokoju wspólnym i jej wzrok znów spoczął na nim. ― Słuchaj, pożycz mi Zeusa. Teraz.
Nicholas zamrugał szybko, ale nic nie powiedział.
― Trzeba jak najszybciej skontaktować się z tymi Gryfonkami. Zwyczajnie wyślemy im sowę ― wyjaśniła i zaczęła grzebać w leżącej na podłodze torbie w poszukiwaniu kawałka pergaminu i pióra. Zerknęła w międzyczasie na wielki zegar wiszący nad kominkiem. ― Jeszcze wcześnie, zdążę wysłać.
Nick westchnął i złapał ją za rękę.
― Jest po dziesiątej. Zdążysz najwyżej złapać szlaban.
― Ale napisać mogę teraz.
Skreśliła zgrabnie kilka zdań, podpisała i zapieczętowała. Nie była pewna, czy pojawi się w zaproponowanym miejscu chociaż jedna z nich, ale musiała zaryzykować.
― Charlie, tyle rzeczy może nie wypalić. Jeszcze możemy się wycofać.
― Już za późno ― oznajmiła. ― A kiedy to wszystko się skończy, osobiście dopilnuję, żebyś wreszcie porozmawiał poważnie z Celią.

***

― W bibliotece? Zorganizowałaś spotkanie w bibliotece?
Charlie tylko prychnęła i pociągnęła Nicka za rękę do środka. Poprowadziła go do najbardziej odosobnionego stolika i zarazem odgrodzonego regałem z książkami poświęconymi eliksirom od kontuaru panny Pince. Była to młoda kobieta, jednak jej twarz przypominała sępa, a okulary o kocim kształcie tylko dopełniały tego obrazu.
― To przecież oczywiste ― powiedziała wreszcie Charlie, gdy zajęli już miejsca. ― Najciemniej pod latarnią. Kto się niby będzie spodziewał knucia niecnych planów w bibliotece?
Nick odetchnął z ulgą i wlepił wzrok w drzwi wejściowe, które były stąd zaskakująco dobrze widoczne. Zerknął ukradkowo na zegarek – już za chwilę miały się pojawić i rzeczywiście w tym momencie w wejściu stanęły dwie Gryfonki i zaczęły rozglądać się po pomieszczeniu. Gdy dostrzegły dwójkę Puchonów, szybko podeszły i zajęły miejsca po drugiej stronie stolika. Pierwsza z nich była wysoka, szczupła, miała intensywnie zielone oczy w kształcie migdałów, regularne rysy twarzy, a z tłumu wyróżniała ją kaskada ciemnorudych włosów. Druga, nieco niższa, o włosach w odcieniu piasku ocierała ukradkowo błękitne, lekko zapuchnięte oczy, co odejmowało jej trochę urody, jednak nie sposób zaprzeczyć, że była zwyczajnie bardzo ładna.
Charlie wyprostowała się i odchrząknęła – przedstawienie czas zacząć.
― No cóż, nie znamy się, ale mam nadzieję, że nam pomożecie. To jest Nick, ja jestem Charlie.
Rudowłosa dziewczyna niespokojnie się poruszyła.
― Tyle wiemy z listu, który przysłałaś. Jestem Lily, a to Mary. Szalenie nas interesuje wasza paląca potrzeba poszerzenia wiedzy na temat Blacka.
Na dźwięk tego nazwiska Mary drgnęła, jednak nic nie powiedziała. Widocznie uzgodniły to między sobą przed przyjściem.
― Wierzę, że może nam przyświecać ten sam cel ― oznajmiła Charlie spoglądając na Mary.
― Doprawdy? ― zapytała Lily. ― Nawet go dobrze nie znasz, nas zresztą też.
Na taką odpowiedź Puchonka czekała.
― Moja siostra poznała go wystarczająco dobrze. Zdaje się, że Mary również.
Na chwilę zapadła głęboka cisza. Policzki Lily Evans lekko poróżowiały i wymieniła szybkie spojrzenie z przyjaciółką.
― Znów to zrobił, tak? ― Tym razem odezwała się Mary.
Puchoni równocześnie przytaknęli.
― Chcemy go troszkę… utemperować. Obiecałam to siostrze. Pomożecie nam?
Obie Gryfonki uśmiechnęły się z satysfakcją.
― Och tak ― powiedziała Lily. ― Z przyjemnością powiemy wam wszystko.
Nick natychmiast chwycił za pióro i zaczął skrupulatnie notować każde ich słowo.
Wieczorem oboje analizowali wszystkie notatki o Syriuszu i dopracowywali szczegóły planu. Pokój wspólny był już niemal wyludniony, jedynie kilkoro piątoklasistów ślęczało nad jakimiś wyjątkowo problematycznymi zagadnieniami do sumów.
― Kobieciarz, dobra, to już wiedzieliśmy wcześniej.
― Tak ― przytaknęła panna Dawson. ― Ale teraz wiemy, że raczej nie powtarza swoich zagrywek. Musimy być kreatywni.
― Ty już jesteś kreatywna za nas oboje ― odpowiedział Nick i wskazał na notatki, które w prawie każdym wolnym miejscu pokryte były jakimś malutkim obrazkiem.
― Przywyknij ― zasugerowała z uśmiechem. ― No dobrze, ta jego banda jest dla niego ważna, trzeba będzie ich rozdzielić.
Humphrey przyglądał się przez chwilę jakiemuś słowu na pergaminie.
― Mam tu napisane „skrzywiony”.
Charlie uderzyła się otwartą dłonią w czoło.
― Och, tak! Chodzi o rodzinę, jako jedyny trafił do Gryffindoru. Nie wspominać o tym ― wyjaśniła.
Na chwilę Charlie pogrążyła się we własnych myślach. Black zdecydowanie miał w sobie jakiś rys arystokraty, nawet jeśli Evans mówiła, że nie chce się do tego przyznać. Z tym musieli obejść się naprawdę ostrożnie, zraniona męska duma mogła pokrzyżować wszystkie ich misterne plany i przygotowania.
― Evans powiedziała, że upewnią się, że Black na pewno w ten weekend pójdzie do Hogsmeade. Myślisz, że się nabierze na tę ściemę z randką w ciemno? ― Głos Nicka pełen był wątpliwości.
Charlie skrzywiła się lekko i westchnęła.
― Miejże trochę wiary ― upomniała przyjaciela. ― Twoje jedyne zadanie to napuścić na nas woźnego, nabieranie zostaw mnie.
Humphrey przytaknął i znów pogrążył się w notatkach. Mieli już zaplanowany praktycznie każdy szczegół, byli gotowi na każdą ewentualność, jednak wciąż czuł w sobie jakąś dozę niepewności. Może ten dyskomfort wynikał z faktu, że tak się czaili przed Celią? Potrząsnął głową, nie chciał teraz nad tym się zastanawiać, musiał całkowicie się skupić na tym, by jak najlepiej pomóc Charlie.
Następnego dnia po lekcjach Charlene chodziła nachmurzona jak chmura gradowa. Profesor Robinson zadał im wyjątkowo paskudne wypracowanie o klątwach, a ona chciała wolny czas po południu przeznaczyć na dopieszczanie swojej intrygi. Z zasępioną miną skręciła w kierunku biblioteki, która o tej porze zwykle była zatłoczona – kolejny powód, by zdenerwować się jeszcze bardziej. Jedyne wolne miejsce było przy stoliku obok okna, który zajmował jakiś Krukon. Charlie niewiele myśląc, za to sporo w głębi duszy narzekając, podeszła i bez słowa usiadła. Wygrzebała z torby czystą rolkę pergaminu, pióro, atrament oraz podręcznik i starannie wykaligrafowała tytuł wypracowania – Różnice między klątwami a zwykłymi czarnomagicznymi zaklęciami i sposoby obrony przed nimi. Wcześniej już studiowała trochę to zagadnienie, dlatego czym prędzej zabrała się do pisania wstępu, jednak po kilkunastu minutach, gdy już dotarła do sedna problemu, zwyczajnie się zacięła. Otworzyła książkę i zaczęła gorączkowo przeglądać kolejne strony w poszukiwaniu pomocy, jednak na próżno. Oparła głowę o stolik i przymknęła oczy marząc, by znikąd spłynęło na nią natchnienie.
― Kryterium podziału to intencje rzucającego zaklęcie ― usłyszała tuż przy swoim uchu i zaskoczona aż podskoczyła. ― Spokojnie, chciałem tylko pomóc.
Ostrożnie podniosła wzrok na twarz Krukona siedzącego przy jej stoliku. Uśmiechał się niepewnie, jego błękitne, błyszczące oczy lustrowały ją, a prawa ręka nieświadomie mierzwiła przydługie włosy w odcieniu rudawego blondu.
― Wydawało mi się, że to nieładnie zaglądać damie przez ramię ― zauważyła całkiem przytomnie jak na szok, którego przed chwilą doznała.
Chłopak speszył się lekko, a jego policzki poróżowiały.
― Możliwe, ale wyglądało na to, że utknęłaś ― usprawiedliwił się już bez cienia zażenowania. ― Jestem Charles Barker, zdaje się, że chodzimy razem na obronę przed czarną magią. ― Tu wskazał na swój podręcznik, który otwarty byl na tym samym rozdziale, co jej własny. ― Możesz mówić mi Charlie, a ty jesteś?
― Charlene Dawson, ale też możesz mówić Charlie. Nawet powinieneś.
Charles spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami.
― Twoi rodzice mają poczucie humoru ― przyznał z uśmiechem.
― Przywykłam ― odparła blondynka. ― Cóż, skoro tyle wiesz o tych klątwach, może skrócisz moje męki i mi pomożesz?
Krukon gestem nakazał jej, by zaczekała, wstał i zniknął między regałami. Po kilku minutach wrócił taszcząc ze sobą wyjątkowo dużą książkę, którą rzucił na stolik z taką siłą, że wzbił się w powietrze tuman kurzu.
― Nie dam ci samej utknąć z tymi klątwami do przyszłego tygodnia.
Charlie uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością i otworzyła księgę w poszukiwaniu przydatnych informacji. Charles wrócił do swojego wypracowania, jednak po chwili przerwał.
― Skąd właściwie takie nietypowe imię?
Blondynka drgnęła ze zdenerwowania. Ta kwestia spędzała jej sen z powiek, dlatego nikt nie zwracał się do niej pełnym imieniem.
― Moja matka ― zaczęła powoli ― bardzo lubi zaczytywać się w tandetnych romansach. Dlaczego nie mogła mnie nazwać po prostu Charlotte? Przecież tak samo się skraca!
Z tej całej ekspresji na samym środku jej wypracowania wykwitł dorodny kleks. Westchnęła i ściągnęła go prawie natychmiast różdżką.
Charles tymczasem wolał nie odpowiadać, gdyż nie chciał sprowadzić na siebie złości jeszcze większej, niż w ogóle poruszenie tematu imienia, dlatego znów pochłonęło go wypracowanie. Panna Dawson z kolei nie otrzymawszy odzewu, również skupiła się na zadaniu.

***

Wielkimi krokami zbliżał się dzień wyznaczony na wyjście do Hogsmeade. Napięcie rosło, mnożyły się też wątpliwości, jednak Charlie była nieugięta, ilekroć Nick choćby wspomniał o możliwości wycofania się, ona natychmiast dusiła ten pomysł w zarodku. Tymczasem Celia w ogóle nie chciała na ten temat rozmawiać, a w szczególności z Nickiem. Omijała go szerokim łukiem, co tym bardziej go irytowało, gdyż panna Stone nie miała większych oporów przed spędzaniem czasu w towarzystwie Charlie.
— Wykończy mnie ta dziewczyna — mruknął w wieczór poprzedzający ich szatański plan.
Charlie jak zwykle wylegiwała się w poprzek kanapy ze szkicownikiem na kolanach i bezmyślnie coś bazgrała. Gdy wreszcie słowa przyjaciela do niej dotarły, drgnęła lekko i podniosła leniwie głowę.
— Mówiłam ci sto razy, żebyś jej powiedział.
Nick cały się najeżył.
— Nic jej nie będę mówił! — wrzasnął zirytowany, a grupka drugoroczniaków, którzy w najlepsze grali w gargulki w kącie salonu, spojrzała na niego ze zdziwieniem.
Charlie westchnęła zrezygnowana.
— Jesteś taki sam, jak twoja matka. Jak już się na coś uprzesz, to nawet za całe złoto Gringotta nie zmienisz zdania.
Humphrey zesztywniał. Niewiele wiedział o tym, jaka była jego matka w Hogwarcie, znał tylko tę część historii, w której zrezygnowała w ogóle z używania swoich mocy. Pani Humphrey dobrowolnie wyrzekła się różdżki, poślubiła mugola i usilnie starała się zapomnieć o fakcie, że coś takiego jak magia w ogóle istniało, ale jednej rzeczy nie przewidziała. Urodził jej się syn, który moc odziedziczył.
— A co ty możesz o tym wiedzieć?
— Znamy cię całe życie. Myślisz, że nie zdążyłam się na niej poznać? — Puściła mu oko, wyczuwając, że się zdenerwował. — Ojciec mi opowiadał. Oboje byli Puchonami, prawda?
Nick szybko zamrugał, chociaż nie chciał dać po sobie poznać, że nie miał o niczym najmniejszego pojęcia. Niestety, Charlie to dostrzegła i bez trudu poprawnie zinterpretowała.
— Och.
— No właśnie — odpowiedział powoli. — Och
Blondynka lekko się zmieszała. Nie chciała się wtrącać w jego sprawy rodzinne, ale z drugiej strony to był przecież Nick, jej najlepszy przyjaciel od kołyski, zawsze nierozłączni i nawzajem zawsze znali na wylot swój tok myślenia i punkt widzenia. Bez problemu mogli przewidzieć swoje reakcje i dlatego właśnie dziewczyna tak sobie tę więź ceniła.
— Nick… — zaczęła cicho.
— Tak, tak, wiem, przywyknij! — krzyknął i wstał. — Idę spać, zobaczymy się jutro, tylko bądź gotowa.
Po tych słowach odwrócił się i podążył w stronę korytarza prowadzącego do męskiego dormitorium. Charlie przez chwilę siedziała jak wryta, jednak szybko otrząsnęła się z transu.
— Hej, Nick! — zawołała zanim zdążył złapać za klamkę. — Tym razem nie udało ci się zgadnąć, co myślę. Chciałam powiedzieć, że mi przykro.
Humphrey wciąż stał do niej tyłem, przez chwilę nawet mogło się wydawać, że się odwróci, jednak w końcu zniknął za drzwiami.
— Zdaje się, że to ja będę musiała przywyknąć — westchnęła Charlie i również powlokła się do swojej sypialni.
Tej nocy panna Dawson naprawdę źle spała. Zazwyczaj nie miała z tym problemów, nie odkąd przestały ją dręczyć koszmary, że dostała trolla z historii magii. Teraz jednak sumy były już za nią, a ona do późnej nocy rzucała się z boku na bok, aż wreszcie obudziła się z wrzaskiem, gdyż przyśnił jej się Nick rzucający w nią tortem kremowym, przy czym śmiał się jak opętany i wrzeszczał do niej: Przywyknij! Przywyknij! Kiedy rankiem spojrzała w lustro i ujrzała okropne cienie pod oczami, po raz pierwszy w życiu przejęła się tym, jak wygląda. Przecież miała dziś wyglądać tak, by zwalić Blacka z nóg! Przez pewien czas biła się z myślami, aż w końcu postanowiła pójść po pomoc do Heleny. Ta oczywiście była wniebowzięta, marzyła o tym, by wystylizować siostrę odkąd zaczęła się interesować eliksirami kosmetycznymi. W parę chwil doprowadziła cerę Charlie do normalnego wyglądu i niechętnie wypuściła ze swojego dormitorium. Wychodząc do pokoju wspólnego zdeterminowana, by wcielić swój plan w życie, wpadła na Nicka.
— Jak leziesz, Dawson?
Po tych słowach już wiedziała, że jakoś się dogadają.
— Jak t y leziesz, Humphrey? — roześmiała się.
Nick spojrzał gdzieś ponad ramieniem przyjaciółki.
— Celia nie idzie? — zapytał, a Charlie potrząsnęła głową.
— Obiecałam jej, że napiszę za nią to wypracowanie z historii magii — odpowiedziała. — Po prostu jadła mi z ręki.
Nick tylko kiwnął głową i gestem wskazał przyjaciółce wyjście z salonu.
Po dłuższym spacerze, podczas którego nerwowo próbowali uzgodnić ostatnie szczegóły planu, dotarli wreszcie do wioski i nie tracąc czasu skierowali swoje kroki w kierunku pubu Pod Trzema Miotłami. Dziewczyna rzuciła przyjacielowi lekko zdenerwowane spojrzenie.
— Evans powiedziała, że będą tutaj około trzynastej — oznajmił uspokajającym głosem Nick.
Charlie pokiwała głową i pomyślała, że papieros teraz na pewno by jej pomógł, ale w tej chwili zauważyła w oddali cztery zaśmiewające się głośno postacie. Szturchnęła Nicka, wskazała mu głową kierunek i uśmiechnęła się.
— Do dzieła — szepnął Humphrey i pchnął ją lekko w stronę zbliżających się Gryfonów.
Puchonka wzięła dwa głębokie wdechy i ruszyła. Była ekstremalnie skoncentrowana na swoim celu, który zbliżał się i zbliżał śmiejąc się głośno z dowcipu, który opowiedział mu jego przyjaciel w okularach. Przydługie czarne włosy Blacka powiewały na wietrze razem z czerwono-złotym szalikiem. Kurtkę miał nonszalancko rozpiętą, jakby niska temperatura w ogóle mu nie dokuczała. Nagle Syriusz przystanął i zaczął grzebać w kieszeniach i w tym właśnie momencie Charlie dostrzegła swoją szansę. Skoczyła prosto na niego, zarzuciła mu ręce na szyję i pocałowała prosto w usta.
— Hej! — krzyknął zdziwiony Gryfon. — Czy my się znamy?
— Ty jesteś Luke? — zapytała niewinnym głosem, wymyślając imię na poczekaniu. — Nasi przyjaciele nas umówili…
Syriusz spojrzał na nią ze zdziwieniem, ale nie było w tym wrogości, w jego szarych oczach czaiła się odrobina ciekawości.
— Jestem Syriusz, a ty zdaje się z kimś mnie pomyliłaś.
Dziewczyna rozszerzyła oczy w udawanym zakłopotaniu i zakryła usta dłonią. Zerknęła na przyjaciół Syriusza — wszyscy jednak zniknęli z pola widzenia we wnętrzu pubu.
— Przepraszam, musiałeś pomyśleć, że zwariowałam, co za upokorzenie…
I ukryła twarz w dłoniach. Chłopak natychmiast rzucił się, by ratować sytuację. Dotknął delikatnie jej ramienia, a ona drgnęła i podniosła głowę.
— Mój przyjaciel — zaczęła i wskazała gestem oddalającego się Nicka — uważa, że jestem trochę… samotna. Dlatego umówił mi randkę w ciemno, a ja jak zwykle wszystko pomyliłam…
Usta Gryfona rozciągnęły się w uśmiechu. Ta nieporadna Puchonka wzbudziła w nim jakąś nić sympatii.
— Słuchaj — powiedział głębokim, aksamitnym głosem, którego zdaniem Charlie używał, by bałamucić naiwne koleżanki. — Może przyłączysz się do nas? Jestem pewien, że moi kumple nie mieliby nic przeciwko…
Dziewczyna potrząsnęła głową, ale Syriusz nie dał jej powiedzieć ani słowa.
— No przecież muszę jakoś ci wynagrodzić to, że nie jestem Luke.
Charlie zaśmiała się krótko — wpadał prosto w zastawione na niego sidła. Nawinęła niewinnie pasmo włosów na palec i zagryzła wargę.
— Nie, muszę go poszukać — odpowiedziała doskonale grając rozdartą między obowiązkiem wobec przyjaciół a chęcią spędzenia z nim popołudnia. — Ale… moglibyśmy spotkać się wieczorem.
Jego szare oczy rozbłysły.
— W takim razie sowiarnia? O dziesiątej?
Charlie pokiwała entuzjastycznie głową w odpowiedzi, posłała mu szeroki uśmiech i odbiegła w stronę Miodowego Królestwa, gdzie miał na nią czekać Nicholas. Jak dotąd wszystko szło zgodnie z planem.

Advertisements

2 thoughts on “02.”

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s