01. Króliczek Asakura

Kiedy byłam małą dziewczynką, myślałam, że życie to bajka. Zewsząd otaczała mnie magia, rodzice skakali nade mną, dwoili się i troili, żeby nigdy niczego mi nie brakowało. Za każdym razem, kiedy ojciec czarował, niemal zachłystywałam się z ekscytacji, skakałam wokół niego prosząc o więcej i więcej. Nie znałam innego życia. Odkąd dowiedziałam się o Hogwarcie, z niecierpliwością czekałam aż przyleci moja sowa z potwierdzeniem, że mnie przyjęto, co oczywiście nastąpiło w dniu moich jedenastych urodzin. Och, jakaż byłam uradowana! Rodzice cieszyli się razem ze mną, a ja teraz widzę, że byłam jeszcze zbyt młoda i naiwna, żeby widzieć pełen obraz. Ojciec zaczynał wtedy inwestować na mugolskiej giełdzie – praca w magicznej brygadzie uderzeniowej widocznie nie dostarczała mu odpowiedniej ilości adrenaliny. A matka… To materiał na naprawdę długą historię, którą znają nieliczni.
Moja matka była bardzo piękną kobietą. Pochodziła z rosyjskich wyższych sfer, ojciec poznał ją, kiedy podróżował po Europie, zakochał się i przywiózł ją ze sobą do Londynu. Często opowiadał mi tę historię, kiedy byłam jeszcze na tyle mała i ciekawa, że chciałam koniecznie ją poznać. Szybko się pobrali, jeszcze szybciej zaszła w ciążę i urodziłam się ja. Miała silnie dominujący charakter, dlatego dostałam rosyjskie imię, chociaż ojciec nalegał na angielskie. Matka miała po prostu od samego początku sprecyzowane plany co do mnie, była bardzo ambitna i zanim zaczęłam chodzić czy mówić, ułożyła mi już całe życie. Wcześniej tego nie widziałam, ale kiedy wreszcie poszłam do Hogwartu, stało się to bardzo wyraźne.
– Leno, musisz zawsze być najlepsza – powtarzała do znudzenia, nie mogłaby znieść myśli, że jej własne dziecko nie jest wybitne w jakiejkolwiek dziedzinie.
Wymagała ode mnie bycia wyjątkową i tak też się czułam na lekcjach eliksirów. Wielu takich uczniów trafiło do mojego domu – Slytherin był cichą fabryką mistrzów w tej dziedzinie, ale naprawdę nieliczni mieli tę pasję i zmysł prawdziwego alchemika. Ja to miałam, nadal mam, dlatego kiedy tylko matka to zauważyła, zaczęła popychać mnie w kierunku rozwijania tego talentu. Z początku mi to nie przeszkadzało, ale tak to już jest, kiedy ktoś cię zmusza do czegoś, czego robić nie chcesz, że wreszcie, chociaż byłam genialna w warzeniu, zapamiętywaniu receptur, nawet wymyślaniu własnych, stało się to dla mnie dosyć uciążliwe. Każde jej napomknięcie o nauce powodowało we mnie niepowstrzymaną falę irytacji, zupełnie nie umiałam sobie z tym radzić. Wreszcie podczas przerw świątecznych i wakacji robiłam wszystko, by nie spędzać w towarzystwie matki każdej chwili.
Żałowałam, że nie mam rodzeństwa. Może moje życie potoczyłoby się wtedy inaczej? Ale czy lepiej? Może matka nie zrobiłaby tej niewybaczalnej rzeczy, może ja nie stałabym się tym, kim byłam, bo bardzo chcę teraz wierzyć, że ta przeszłość nie będzie za mną wszędzie pełzać i rzucać ponurego cienia na wszystko, co robię.
Zamrugałam oczami w ciemności, ale nie zrobiło mi to specjalnej różnicy. Dlaczego zawsze nocą nachodzą mnie takie myśli? Leżę sama w łóżku w pokoju gościnnym mieszkania Kumiko w Tokio i gapię się bez sensu w sufit. Bez sensu, bo przecież nie mogę już zmienić tego, co się stało, mogę tego nienawidzić, mogę siebie za to nienawidzić, mogę jej nienawidzić i nie uznawać jej za swoją matkę, ale to wszystko przecież w jakiś sposób mnie ukształtowało. Bez tego nie byłabym tą Leną, którą znam i którą wreszcie zaakceptowałam po tak długim czasie wątpienia w to czy dam radę. Potrząsnęłam głową i wstałam z łóżka. Jest środek lata, niebo jeszcze ciemne, ale Tokio nie śpi. Słyszę, jak w drugim pokoju Kumiko cicho mamrocze przez sen – zawsze to robi, kiedy jest niespokojna. Obiecywałam sobie, że nie wrócę więcej do Japonii, że odetnę się od dawnego życia, jednak nie mogłam zostawić Kumiko samej, nie, kiedy prosiła mnie o pomoc. Wystarczająco już wycierpiała.
Spojrzałam na zegar ścienny – jest pół do czwartej. Punktualnie o czwartej jestem umówiona z właścicielem agencji towarzyskiej, w której obie kiedyś pracowałyśmy. Był zrozpaczony, kiedy mu powiedziałam, że odchodzę, zyski pewnie znacznie mu spadły, w końcu atrakcyjna Europejka to rzadki rarytas wśród tokijskich prostytutek. Teraz jest przekonany, że chcę wrócić do pracy. Jakie to żałosne myśleć, że ktokolwiek, kto raz się od tego uwolnił, chciałby z własnej woli wrócić. Skierowałam swoje kroki do łazienki, by się odświeżyć. Przez chwilę wpatrywałam się w lustrze w odbicie swoich ciemnoniebieskich oczu, próbując przekonać siebie, że to, co zamierzałam zrobić nie zniszczy we mnie resztki człowieczeństwa. Potrząsnęłam głową, odszukałam w myślach melodię, która zawsze działała na mnie kojąco i zaczęłam ledwie słyszalnie ją nucić. Po kilkunastu minutach zasunęłam suwak sukienki, włożyłam szpilki, upewniłam się, że w torebce spoczywa odpowiednia fiolka i usiadłam na moment na łóżku. Nie mogłam się oprzeć myśli, że dobrze wiem, co na to powie Gilbert. Albo raczej – co by powiedział, bo nie jestem pewna czy zdobędę się na to, by się do tego przed nim przyznać. Zrobiło mi się niedobrze – znowu zawiodę jego zaufanie w ten sam koszmarny sposób. Nie mogłam sobie jednak pozwolić, by zastanawiać się nad tym choć chwilę dłużej, inaczej gotowa byłam jeszcze zarzucić ten pomysł całkowicie, a tego nie mogłam zrobić. Kumiko na mnie liczyła. Cały czas jednak miałam świadomość, że on by tego właśnie ode mnie oczekiwał. Kiedy wreszcie się deportowałam, słyszałam wyraźnie w głowie jego głos: “Kurwa, Lena, skończysz jak twój ojciec”. Zmaterializowałam się jedną przecznicę od całodobowego motelu, w którym się umówiliśmy, przygładziłam nerwowo sukienkę i zacisnęłam palce lewej dłoni na łańcuszku, który dostałam od Gilberta. Musiało mi to wystarczyć, nie miałam czasu, by lepiej ukoić swoje zszargane nerwy. Weszłam do motelu pewnym krokiem. W recepcji siedział siwy, zgarbiony staruszek, którego dobrze znałam. Kiedy pracowałam często wybierałam akurat ten motel. Pozdrowiłam recepcjonistę, a ten uśmiechnął się do mnie uprzejmie w odpowiedzi zza kontuaru i podał numer pokoju. Kiedy go minęłam, zalała mnie nowa fala mdłości – po wszystkim będę musiała zmodyfikować mu pamięć. W milczeniu przemierzałam obskurny hall, który był po prostu zwyczajnym korytarzem z rzędami drzwi po obu stronach. Nie musiałam wchodzić po schodach, by wiedzieć, że pozostałe dwa piętra wyglądają identycznie. Wreszcie odnalazłam odpowiedni pokój i weszłam do środka nie pukając. Siedział w zrelaksowanej pozie w odrapanym fotelu przy oknie, w zębach trzymał ledwie tlącego się papierosa. Zmierzył wzrokiem całe moje ciało jak towar i rozciągnął usta w obmierzłym uśmiechu.
– Lena – przywitał mnie. – Wyjazd ci służy. Można wiedzieć dokąd ode mnie uciekłaś?
Nie ruszył się z miejsca.
– Króliczku – odpowiedziałam przesadnie słodkim głosem. Właściwie mogę odpowiedzieć na jego pytanie, nie będzie miał okazji zrobić czegokolwiek z tą wiedzą. – Och, tylko do Australii.
Lepiej, żeby jak najdłużej trwał w iluzji, że przyczołgałam się z podkulonym ogonem. Ludzie tak bardzo kochają wierzyć w to, w co chcą wierzyć.
Zawsze kazał wszystkim swoim prostytutkom tak do siebie mówić. Żadna nie znała jego prawdziwego nazwiska, ale też żadna – prócz mnie i Kumiko – nie była czarownicą, a ja wykorzystałam kilka sprytnych zaklęć, by dotrzeć do odpowiednich ludzi i dowiedziałam się, że nazywa się Asakura. Nie miałam jednak zamiaru afiszować się z tą wiedzą.
Króliczek był wysokim, żylastym mężczyzną na oko trzydziestoletnim, ale wszyscy Japończycy wyglądają na mniej lat, niż mają w rzeczywistości. On już przekroczył czterdziestkę, choć niedawno. Ciemne, półdługie włosy zlepiły mu się w strąki, a czarne, skośne oczy błyszczały z ekscytacji. Uch, dobrze wiedziałam, na co liczył i na pewno tego nie dostanie.
– Wiedziałem, że wrócisz. Żadna z dziewczyn nie jest taka dobra, jak ty.
Czyli tak dochodowa. Zaśmiałam się srebrzyście i rzuciłam torebkę na łóżko.
– Już zapomniałam, jaki jesteś milutki.
Wyciągnęłam sobie papierosa z paczki ukrytej za koronką pończochy, kątem oka obserwując, jak Asakura pożera mnie wzrokiem. Jego intencje były tak oczywiste, że równie dobrze mógł je wypowiedzieć na głos. Odpaliłam i rozsiadłam się na łóżku.
– Kumiko ze mną przyjechała – powiedziałam zdawkowo.
Chciałam gładko przejść do rzeczy i jednocześnie sprowokować jego irytację. Udało się, bo twarz mu się wykrzywiła uwydatniając zmarszczki wokół oczu i w kącikach ust – teraz wyglądał na swój wiek.
– Ta mała kurewka nie ma czego tu szukać.To mówiło naprawdę wiele o jego stosunku do swoich pracownic. Zagotowałam się w środku, moja twarz pozostała jednak uprzejmą maską. Musiałam grać teraz głupią, ale wiedziałam, że zanim nadejdzie koniec, on przyzna się do tego, co robił.
– Och. Coś się stało, kiedy mnie nie było.
Wstał z fotela, obciągnął sobie t-shirt i zgasił fajkę w przepełnionej popielniczce. Na spodniach miał tłustą plamę, zapewne keczup wypłynął mu z hamburgera. Nigdy nie mogłam zrozumieć, w jaki sposób ktoś tak odpychający jak on mógł osiągnąć tak wiele w prostytucji – zbudował wręcz imperium. Dziewczyny lgnęły do niego, chciały pracować właśnie dla niego.
– Nie musisz się tym przejmować. Dla ciebie zawsze znajdzie się miejsce. – Oblizał usta. – Za odpowiednią przysługę.
Patrzył na mnie z obrzydliwą lubieżnością, podszedł do łóżka i stanął dokładnie przede mną. Wyraźnie chciał mnie przelecieć, po co te eufemizmy? Nie było czasu na zabawę w subtelności, on w każdej chwili mógł stać się zbytnio popędliwy, dlatego sięgnęłam przez materac po torebkę leżącą na drugim jego końcu i wyciągnęłam z niej dwie pozornie identyczne fiolki. Tylko ja mogłam widzieć różnicę, bo sama przygotowałam zawartość obu. Podałam mu jedną i uśmiechnęłam się tajemniczo.
– Co to jest?
To oczywiste, że nie wiedział, był przecież zwykłym człowiekiem, właściwie mniej niż człowiekiem, ale to akurat nie miało nic wspólnego z nie posiadaniem przez niego mocy magicznej. To mugolskie ścierwo już nigdy nie podniesie ręki na nikogo, w fiolce bowiem znajdowała się porcja niezwykle skomplikowanej trucizny o spowolnionym działaniu. Na tyle, by zdążył się napalić, a potem przyznać do wszystkiego.
– Chcesz się ze mną pieprzyć – powiedziałam wprost i spojrzałam mu w oczy. – A to sprytny australijski specyfik, który zwiększa doznania – skłamałam bez mrugnięcia.
Króliczek nie stronił od żadnych środków odurzających, wystarczyło powiedzieć mu dokładnie to, co chciał usłyszeć, a łykał wszystko. W myślach jęknęłam, och, to było za proste. Czułam, że coś pójdzie nie tak.
Uśmiechnął się i nie odrywając wzroku od okolic mojego biustu wychylił na raz zawartość fiolki. Żeby nie wzbudzać podejrzeń opróżniłam drugą buteleczkę, w której był zwyczajny eliksir uspokajający. Widziałam w jego oczach, że chce zedrzeć ze mnie sukienkę, zerknęłam na jego spodnie i spostrzegłam, ze jego penis był już tak nabrzmiały, że ledwo się w nich mieścił. Świetnie, o to chodziło. Rzucił się na łóżko i usiadł na mnie okrakiem. Śmierdział tanimi fajkami i raczej tandetną wodą po goleniu. Jego dłonie natychmiast powędrowały do zamka mojej sukienki, był tak natarczywy, że oczywiście rozerwał delikatny materiał, ale zupełnie się tym nie przejmował. Wykorzystałam ten moment, żeby znaleźć się na nim, chociaż wszystko we mnie krzyczało z obrzydzenia. Czułam pod sobą jego twardego penisa i zebrało mi się na wymioty. Spojrzałam prosto w jego silnie rozochocone oczy.
– Co jej zrobiłeś, Króliczku? Co zrobiłeś Kumiko?
Ciało pode mną najpierw się spięło, a sekundę później rozluźniło. Asakura patrzył na mnie zdezorientowany. Och, nie, nie wymkniesz mi się.
– Pierdoliłeś ją i lałeś, ty parszywa gnido, tak?
Wstrząsnął nim silny dreszcz. Teraz w oczach miał przerażenie.
– Lena, kurwa, o chuj ci chodzi?
Położyłam mu dłoń na gardle i nachyliłam się nad nim, a on zaczął ciężko oddychać. Wspaniale, trucizna zaczynała działać, jego twarz była teraz koloru papieru.
– Gwałciłeś ją, przyznaj się. – Mój głos był ostry. – Ile jeszcze dziewczyn oprócz niej skrzywdziłeś?
Tak bardzo w tym momencie nim gardziłam, że przestałam słyszeć w głowie Gilberta mówiącego, żebym tego nie robiła. Rozkojarzyłam się tylko na krótką chwilę, a Króliczek bez wahania wykorzystał sytuację. Musiałam źle obliczyć dawkę, nie było innego wytłumaczenia na to, jak odnalazł w sobie siłę. Oczy rozszerzyły mi się ze strachu, torebka ze spoczywającą w niej różdżką leżała zbyt daleko, bym mogła jej dosięgnąć. Uderzył mnie z dużą siłą prosto w twarz, przewrócił mnie gwałtownie na łóżko twarzą do materaca, podniósł mi biodra i podciągnął sukienkę. Cały czas mocno mnie przytrzymywał, nie mogłam się ruszyć.
– Ty pierdolona angielska dziwko – wysyczał wściekle i rozłożył mi nogi.
Krzyknęłam, ale to go nie powstrzymało. Usłyszałam dźwięk rozpinanego rozporka i zamarłam.
– Zerżnąłem ją tyle razy, ile miałem ochotę, a teraz zrobię to samo z tobą.
Wszedł we mnie brutalnie, aż poczułam ostry ból. Poruszył się kilkakrotnie szybko i mocno, potem zwolnił i nagle znieruchomiał.
– Co jest kurwa?!
Ale już nie zdążył się dowiedzieć. Poczułam tylko, że się ze mnie wyślizguje i zaraz potem padł w drgawkach na materac. Podniosłam się, żeby sprawdzić, czy na pewno nie oddycha. Oczy miał szeroko rozwarte w niemym szoku. Przycisnęłam dłoń do ust, by zdusić w sobie szloch. Byłam jednocześnie ogarnięta furią przez to, co mi zrobił i zrozpaczona przez to, co ja zrobiłam. Kolejny raz mam krew na rękach.
– Skurwiel – warknęłam do zwłok i natychmiast podążyłam do łazienki.
Skóra pod moim prawym okiem z każdą sekundą siniała, policzek miałam zaczerwieniony i opuchnięty, a dolną wargę rozciętą – sączyła się z niej z wolna cienka strużka krwi. Jak ja to teraz wytłumaczę Gilbertowi? Oddychałam ciężko i mocno, zaczynałam powoli wpadać w histerię. Obmyłam twarz zimną wodą i usilnie starałam się nie myśleć o tym, co tutaj zaszło, by nie zacząć od nowa panikować. Wróciłam do pokoju i złapałam różdżkę. Naprawiłam rozdartą sukienkę i wylewitowałam ciało Króliczka na fotel – nie miałam najmniejszego zamiaru i ochoty go dotykać. Nie wyglądał na ofiarę trucizny – świetnie, nikt nie może nawet przypadkiem mnie z tym skojarzyć. Oczyściłam starannie wszystko, czego dotykałam, łącznie z nim, zaklęciem, złapałam torebkę i zeszłam cicho do recepcji. Staruszek za kontuarem mnie nie widział i nie słyszał, zbliżyłam się zatem, stanęłam dokładnie za nim i wycelowałam różdżką w jego głowę.
– Obliviate.
Nikt nie może mnie pamiętać.
Deportowałam się z głośnym trzaskiem.
Kiedy otwierałam drzwi do mieszkania Kumiko, na dworze już świtało. Byłam zbyt otępiała, żeby wrócić od razu, siedziałam na schodkach do klatki przez godzinę, myśląc o tym czy to wszystko naprawdę było konieczne. Czy nie mogłam jej zwyczajnie odmówić? Czy zawsze muszę dokonywać złego wyboru? Wreszcie zamknęłam za sobą drzwi mieszkania i osunęłam się po ścianie na podłogę, podpierając się ręką o niską szafkę na buty. Zdaje się, że nerwy mi puszczały, a może to eliksir przestawał już działać? Zaczęłam spazmatycznie oddychać, nic nie widziałam przez łzy wypełniające moje oczy. Nie, nie żałowałam, że to zrobiłam. Pewnie zrobiłabym to samo jeszcze raz, gdyby tylko Kumiko znów mnie o to poprosiła. Żałowałam, że się pomyliłam, że dawka była za słaba. Brzydziłam się samą myślą, że był we mnie, że mnie dotknął, że nie byłam w stanie zrobić nic, by go powstrzymać, wreszcie, że różdżka była za daleko… Znów poczułam, że mnie mdli, biegiem ruszyłam do łazienki i natychmiast zwymiotowałam do sedesu. Podniosłam się z trudem, przepłukałam usta zimną wodą i spojrzałam w lustro. Wyglądałam koszmarnie, a najgorsze było to, że nie rozpoznawałam tych oczu, widziałam w nich pustkę. Nie chciałam być teraz sama, dlatego cicho weszłam do pokoju Kumiko i wsunęłam się pod kołdrę, co ją obudziło, bo poczułam, że się poruszyła. Podniosła głowę, a kiedy na mnie spojrzała, jej twarz wyrażała największe zaskoczenie.
– Lena, jak ty wyglądasz?
Pomyślałam sobie, ze chyba dokładnie tak, jak się czułam, o ile nie jeszcze gorzej. Zamknęłam na chwilę oczy.
– Nic się nie stało, śpij – oznajmiłam głosem drżącym z emocji.
Kumiko zrobiła zdezorientowaną minę. Nic z tego nie rozumiała, a ja nie chciałam jej tego opowiadać – była tylko jedna osoba, z którą mogłam podzielić się tą historią, tym całym towarzyszącym obrzydzeniem, bólem i wstrętem do samej siebie.
Bo nikt inny nie potrafiłby zrozumieć tego, że Tokio było już zamkniętym tematem w moim życiu. Że nie chciałam całe życie uciekać przed przeszłością, albo jeszcze gorzej – utknąć w niej. Musiałam ruszyć naprzód.
Kumiko pokiwała jedynie głową, odwróciła się do mnie tyłem i prawie natychmiast pogrążyła się w dalszym śnie. Ja wtuliłam twarz w jej plecy i wdychając zapach kwiatu wiśni – jej ulubionego szamponu do włosów – rozpłakałam się na dobre, bo dotarło do mnie, kim się stałam, chociaż to nie był pierwszy raz. Trucicielką. Zabójczynią.
Dlaczego powiedziałam Kumiko, że nic się nie stało? Dlaczego jej nie powiedziałam, że zrobił mi to samo, co robił jej? Znów poczułam w żołądku mdłości, zdusiłam to jednak w sobie. Wierzchem dłoni otarłam łzy z policzków. Pomyślę o tym jutro.
Bo jutro będę już w Australii. I nie będzie mnie dzielić kilka tysięcy mil od jedynej osoby, z którą teraz chcę porozmawiać.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s