Łapy przy sobie: jeden

Zanim pokój wspólny opustoszał, dochodziła już druga w nocy, a był to dopiero początek.
Nawet po wyjątkowo udanej uczcie z okazji Nocy Duchów, po której obowiązkowo należało napić się jeszcze kremowego piwa heroicznie przemyconego przez znajomych, przychodził moment, w którym każdy normalny człowiek z przyjemnością kładł się w swoim miękkim łóżku, ale nie – ja i Septima Vector zaczynałyśmy się uczyć.
Z trudem powstrzymałam głośne jęknięcie na widok stosu pomocy naukowych, które Vicky rzuciła na stół. Schowałam się nieco głębiej w fotelu, zastanawiając się, czy wchodzi w grę odłożenie tej przykrości w czasie o kolejne pół godziny, jednak smutna prawda była taka, że nie wolno nam było stawić się na porannej numerologii bez pracy domowej. Nie chodziło już nawet o honor Krukonki – raczej o to, że profesor Fowler szalenie poważnie podchodził do swojej klasy owutemowej i nie wahał się regularnie przypominać nam, że może nas wcale nie dopuścić do egzaminów. Mimo że klasa liczyła jedynie pięć osób, nikt nie łudził się, że są to jedynie czcze pogróżki. Nie można też było liczyć na uniknięcie bezpośredniej konfrontacji, więc chcąc nie chcąc do rana musiałyśmy przeprowadzić wszystkie wymagane obliczenia, a towarzyszyć mógł nam jedynie gorzki żal, że nie zabrałyśmy się za to wcześniej.
Usiłowałam trochę wyprostować sylwetkę, by dodać sobie ochoty do pracy, jednak grawitacja była nieubłagana.
– Na ten moment czekałaś całe życie – oświadczyła z werwą Vicky, rzucając mi przed nos tablice księżycowe.
Parsknęłam śmiechem. Nie chciało mi się wierzyć w ten entuzjazm – nawet ze strony Vector, która była z numerologii absolutnie fenomenalna i oddałaby życie, żeby ją popularyzować. Wybaczyłam jej to, uznając, że to nowy sposób motywowania nas do pracy. Nie był zbyt skuteczny, jednak w tej trudnej sytuacji należało docenić każde dobre chęci.
– Bez żartów – powiedziałam, jednocześnie tłumiąc potężne ziewnięcie.
Zaczęłam rozkładać liczydła, pióra i pergaminy, ale kiedy Vector nawet nie ruszyła się, żeby mi pomóc, znowu na nią spojrzałam. Wciąż promieniowała chęcią do działania. Na ten widok nie dało się nie uśmiechnąć.
W takich momentach jasne było, dlaczego wszyscy do niej lgnęli. Problem ten dotyczył szczególnie chłopaków, którzy beznadziejnie pragnęli się z nią choćby przyjaźnić. Przyciągała ich mimowolnie, choć na pierwszy rzut oka nie rzucała się w oczy – przeciętny wzrost, proste blond włosy związane w kucyk, szare oczy i wąskie usta – ale ponieważ była inteligentna, zabójczo skuteczna, a przy tym bardzo kobieca – nigdy nie przechodziła niezauważona. Punktowanie jej kolegów w listach za i przeciw należało do naszych codziennych rozrywek – miałyśmy na to nawet tabelki.
Dla osób powyżej szóstego roku była do rany przyłóż, jednak od czasu do czasu przypominało jej się, że jest prefektem naczelnym i młodsi uczniowie raczej ją omijali, dzięki czemu nasz stolik pod oknem był na stałe wolny od wrzeszczących dzieciaków.
Taka przyjaciółka zdarzała się raz na milion.
– Potter i Evans się zeszli – wyjawiła w końcu Vector po chwili dramatycznej ciszy.
Momentalnie się ożywiłam, a mój senny nastrój natychmiast gdzieś uleciał. Wyszczerzyłam się szeroko i uniosłam ręce w geście zwycięstwa.
– Jak się dowiedziałaś? – zapytałam szybko, z trudem powstrzymując się przed okazaniem radości w sposób, który mógłby obudzić innych mieszkańców wieży.
W sprawie Evans i Pottera żaden dowód nie był pewny, jednak nie do pomyślenia było, żeby Vector się myliła. Ona jedna nie wierzyła w żadną plotkę, póki nie sprawdziła jej u źródeł.
Vector była z siebie naprawdę dumna.
– Widziałam ich na siódmym piętrze, wcale się z tym nie kryją. Rozmawiałam też z Mary McDonald.
Bezgłośnie wykrzyczałam „BRAWO”. Zanim w pełni dotarła do mnie waga tej informacji, Vector już przekazywała mi instrukcje:
– Plan startuje w sobotę – powiedziała, przybierając rzeczowy ton. Włożyła mi w ręce jakieś papiery. Rzuciłam na nie okiem i mimowolnie oniemiałam. – Black przeważnie pojawia się w sowiarni jeszcze przed śniadaniem.
Pokazała mi palcem odpowiednie miejsce w swoich notatkach.
Notatki okazały się dość szczegółowym kalendarzem, stworzonym na bazie tych, których używałyśmy na numerologii. Nie ulegało wątpliwości, że kalendarz ten zawierał informacje na temat codziennych zwyczajów Syriusza Blacka i że wytykał mu regularności i zasady, o których nawet on sam nie miał pojęcia.
– Vicky… dobrze się czujesz? – zapytałam, udając niepokój. W rzeczywistości byłam zachwycona, ponieważ zdawałam sobie sprawę z tego jak cenne są dane, które trzymałam w ręku. – Gorączka? Ciśnienie?
Nie pytałam, skąd Vector pozyskała te informacje – przysłowie mówiło wyraźnie, że ciekawość zabiła Krukona, a ja nie chciałam jeszcze umierać. To, że nie chciałam wiedzieć nie znaczyło jednak, że prawdziwie nie wzruszyło mnie poświęcenie Vicky.
Wciąż pamiętałam dzień, w którym Vector zorientowała się, że obecność Syriusza Blacka w promieniu dwudziestu metrów powoduje, że serce bije mi dwukrotnie szybciej. Nauczyła mnie wtedy kilku przydatnych ćwiczeń oddechowych, dzięki którym nigdy nie wyszłam na skończoną idiotkę i z wrodzoną szczerością powiedziała mi, że raczej nie ma na to szans. Dała mi kilka miesięcy na ochłonięcie, ale kiedy mi nie przeszło, obiecała pomóc, gdy nadejdzie czas. Ten czas najwyraźniej właśnie nadszedł.
Sprawa była dość beznadziejna, szczególnie że Syriusza Blacka widywałam niemal wyłącznie podczas posiłków i na zajęciach z zaklęć. Cały jego świat kręcił się wokół przyjaciół, którzy stanowili zamknięty krąg o solidnie obwarowanych granicach. Wymieniłam z nim w życiu zaledwie kilka zdań i udawało się to wyłącznie wtedy, gdy na orbicie brakowało reszty paczki.
Dawno już doszłyśmy więc do wniosku, że jedyną szansą jest odczekanie, aż Potter znajdzie sobie dziewczynę i mimowolnie poluźni łączące go z Blackiem braterskie więzi. Nie przewidziałyśmy jednak, że dotarcie do tego momentu będzie trwało latami.
Vicky parsknęła śmiechem.
– Martw się raczej o siebie.
– Ze mną wszystko w porządku – zadeklarowałam trochę zbyt szybko, żeby brzmieć wiarygodnie. Prawda była taka, że od początku semestru nie czułam się najlepiej. Trochę zbyt często bolała mnie głowa, a raz nawet zdarzyło mi się zasłabnąć. Nigdy wcześniej nie doznawałam podobnych dolegliwości ze strony swojego ciała i naprawdę trudno było mi się z tym oswoić. Vicky żartowała, że to starość – w końcu byłyśmy już pełnoletnimi czarownicami, a takim wypada już na coś chorować, ale mimo wszystko było to uciążliwe.
Pojawiłam się już nawet w skrzydle szpitalnym, jednak pani Pomfrey odesłała mnie z kwitkiem, głośno wyrażając swoje niezadowolenie wobec zbyt dużej presji egzaminacyjnej wywieranej na siódmorocznych. Chociaż niewątpliwie ja i Vector często zarywałyśmy noce, szczerze wątpiłam, żeby był to prawdziwy powód.
Vicky rzuciła mi zmartwione spojrzenie, ale nic nie powiedziała, ponieważ nie był to czas na rozczulanie się.
– To jak, szybki list do brata, żeby załatwić sobie pretekst do rozmowy? – zapytała.
– Pretekst dla mnie czy pretekst dla ciebie? – zapytałam niewinnie, uśmiechając się głupio, przez co Vector zrobiła oburzoną minę. – Wolfe pytał o ciebie w wakacje.
– Prześlij mu pozdrowienia i ustaw nas z nim w styczniu w Hogsmeade.
Kiwnęłam głową.
Poczułam lekkie wyrzuty sumienia, bo nie przypominałam sobie, żebym się z nim kontaktowała, odkąd wróciłam do Hogwartu. On sam skończył szkołę dwa lata temu i od tego czasu pracował w wiosce, gdzie zajmował się transportem towarów. W rodzinnym domu bywał raczej rzadko, wpadał głównie na weekendowy obiad, żeby najeść się i pograć w Eksplodującego Durnia.
Kiedy uczył się jeszcze w Hogwarcie, spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu, mimo że byliśmy w innych domach. Z perspektywy czasu znacznie bardziej doceniałam jego ofiarę dla wychowania wkurzającego młodszego rodzeństwa, bo sama nie mogłam zdobyć się na podobną relację z naszym młodszym bratem Roylem. Wydawało mi się, że winę za to ponosi duża różnica wieku – młody był dopiero na drugim roku. Problem braku wzajemnego zrozumienia pogłębiał fakt, że w tym roku ojciec kupił Royle’owi kota, doskonale wiedząc, że nie lubię tych nadętych futrzaków. Ostatecznie więc nigdy nie dałam młodszemu bratu nawet jednej setnej uwagi, którą Wolfe otoczył mnie, a było to dla Royle’a wielką stratą, bo nic tak nie pomagało w szkole jak dobrze ustawione starsze rodzeństwo.
Na chwilę się rozproszyłam i nawet nie zauważyłam, że Vector zaczęła już wypisywać dane wyjściowe do naszej pracy domowej. Momentalnie przywołałam się do porządku i dołączyłam do niej, karcąc się za brak koncentracji. Kiedy zaledwie dwie godziny później byłyśmy już gotowe, by na podstawie szczegółowych obliczeń uwzględniających siedem zmiennych omówić z profesorem Fowlerem prawdopodobieństwo, że bunt Urga Obrzydliwego w XVIII w. mógł zakończyć się sukcesem, byłyśmy wykończone.
– Vicky? – zapytałam jeszcze, kiedy Vector zbierała się już w stronę dormitorium, a ja chowałam resztę naszych rzeczy.
– No? – mruknęła, zaspana.
– Zauważyłaś, że Black nie wysyła listów wyłącznie w soboty, które wypadają bezpośrednio po pełni księżyca? – zapytałam.
Vector odwróciła się i spojrzała nieprzytomnie na stolik, na którym zostało już tylko kilka kartek, w tym notatki na temat Syriusza i uniwersalne tablice księżycowe. Przez moment Vicky intensywnie się w nie wpatrywała, a potem powiedziała:
– Rany, Annie, powstrzymaj tę swoją bujną wyobraźnię.
Można śmiało powiedzieć, że przez całe życie nie robiłam nic innego.

Advertisements

13 thoughts on “Łapy przy sobie: jeden”

  1. Czy Annie bedzie uwazac Syriuszka za wilkolaka? To by bylo takie urocze nieporozumienie!
    Jestem zraniona, ze nie uzylas mojego zdania.
    Ale i tak cie kocham (i Annie).

    Like

    1. nie sądzę, ma przy sobie vector, która wierzy w prawdopodobieństwo, a jak wiemy matematyczne szanse, że w hogwarcie znajduje się choć jeden wilkołak są prawie równe zeru.
      jakbym miała zaczynać od początku roku, nigdy nie doturlałabym się do końca, a obudzić się w promieniach słońca można tylko pierwszego września xd

      Like

  2. tak bardzo odkrywałabym regularności syriusza blacka, z których sam nie zdawał sobie sprawy! podoba mi się analityczny umysł annie, która natychmiast zauważyła podejrzane prawidłowości w jego zachowaniu, gość nie ma z nią szans, musi ulec. będzie za to żałowała bycia złą siostrą do końca swojego życia, niech się lepiej ogarnie, póki jeszcze czas!

    Like

    1. dziewczyny założyły prawdziwe analityczne gniazdo i rzeczywiście takiemu nieświadomemu blackowi może być ciężko się wymigać xd

      Like

  3. ahhh bracia! bracia są super, nie powinno się ich ignorować! nawet z powodu kotów.
    bardzo mi się podoba krukońskość obu krukonek. annie jest przeurocza!
    no i patrzcie, evans się w końcu do czegoś przydała.

    Like

  4. Peawie pisnęłam z ekscytacji, kiedy ogarnęłam, że to profesor vector! I dołączam do eci, tak bardzo analizowałabym działania, odruchy i zwyczaje syriusza, ze zabrakłoby mi tabelek xddd

    Like

    1. wyobrażam sobie te stosy tabelek, chociaż zastanawiam się, czy jak się wie o kimś zbyt wiele, to nie odziera go to z bycia interesującym xd

      Like

  5. Podejrzewam, ze gdybym ja sie zabrala za analizowanie Syriusza, juz by bylo po mnie.
    I ten Plan! Wszyscy wiedza, ze rzeczy nigdy nie ida zgodnie z planem, mam nadzieje, ze tym razem tez sie cos posypie.
    Nie skazujmy na zaglade budzenia sie w promieniach slonca, w zimie tez moze zaswiecic w oczy!

    Like

  6. Mnie też podoba się profesjonalizm dziewcząt, Black będzie piękną ofiarą polowania. Narracja Annie mnie urzekła, widzę, że nie tylko ja się targnęłam na pierwszoosobówkę!

    Like

    1. nie czułabym, że piszę prawdziwy remake, gdyby nie pierwszoosobówka xd to był jeden z ważniejszych elementów, te przemyślenia prosto z głowy w noteczkę!

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s