Człowiek człowiekowi wilkołakiem: 01

Potrzeba przerwania mu w trakcie mówienia była przytłaczająca. Nigdy nie potrafiła cierpliwie czekać, aż ktoś skończy − zawsze musiała wtrącić swoje trzy grosze. I to nie tak, że mogła poczekać na chociażby dokończenie zdania, gdyby to zrobiła, to to, co chciała powiedzieć, przepadłoby w odmętach jej umysłu. Na to przecież nie mogła pozwolić! Abby często powtarzała, że powinna walczyć z tą skłonnością, ale to było silniejsze od niej. To tak jak powiedzieć palaczowi, że ma przestać palić. Do tego potrzebna jest ciężka praca, a Kitty nie miała takiego samozaparcia. Ale kto w wieku siedemnastu lat ma?
− Kocham tę piosenkę! − powiedziała więc, wchodząc Philipowi w słowo. Był trochę zaskoczony, ale powinien był się już przyzwyczaić do jej zachowania. Nie było to w końcu nic niezwykłego, chociaż wyraźnie chciał dokończyć historię. Nie można powiedzieć, że Kitty straciła zainteresowanie (może trochę, raczej małomówny Philip jak już zszedł a jakiś interesujący go temat, to nie potrafił skończyć) − po prostu musiała podzielić się tą informacją. I liczyła, że Philip coś z tą informacją zrobi.
Philip przez krótką chwilę nic nie mówił, prawdopodobnie analizował możliwości. Zawsze to robił. Nie było jednak o czym myśleć i Kitty wiedziała, że jest tylko jedna rzecz, którą mógł zrobić. Nie zawiódł jej oczekiwań.
Najpierw przez jego twarz przemknął mu uśmiech, trochę zrezygnowany, ale zawsze uśmiech. Kitty uwielbiała jak się uśmiechał − za każdym razem robiło to na niej wrażenie. Za każdym, bo nie zdarzało się to zbyt często. Należał do tego spokojnego i trochę zbyt poważnego typu ludzi, których wśród Ślizgonów było nadzwyczaj wielu. Ale podczas, gdy przy większości znanych jej Ślizgonów pod tą powagą kryło się wieczne zniesmaczenie otaczającym światem, tak u Philipa tego nie wyczuwała. Był po prostu poważny. I uśmiechał się do niej raz na jakiś czas.
Chwycił ją za rękę i poprowadził w stronę centralnej części Wielkiej Sali, gdzie zwykle stały stoły Krukonów i Puchonów. Teraz nie było stołów, była tylko duża przestrzeń zapełniona bawiącymi się uczniami. Otóż w Hogwarcie odbywał się bal. I to nie byle jaki bal! Bal z okazji Nocy Duchów, a namawianie dyrektora na zorganizowanie go trwało od poprzedniej Nocy Duchów. Na początku roku szkolnego wszyscy byli już zrezygnowani, stracili nadzieję, że kiedykolwiek w Hogwarcie odbędzie się jakiś bal, a tu pewnego październikowego poranka dyrektor ogłosił bal. Ależ to było poruszenie!
Kitty nie wspomina dobrze tego poruszenia, bo zamiast ekscytować się nadchodzącym balem, ona miała niecały miesiąc na przekonanie Philipa żeby chociażby rozważył uczestniczenie w balu. A to wydawało się jeszcze trudniejsze od namawiania dyrektora na zorganizowanie go.
Philip jednak w przeciągu ich paromiesięcznego związku rzadko kiedy zawodził oczekiwania Kitty. A skoro już wmieszali się w bawiący się tłum, Philip zakręcił dziewczyną w rytm szybkiej muzyki. Czarna sukienka Kitty uniosła się pod wpływem obrotów i odsłoniła na krótką chwilę jej blade kolana. Tylko na chwilę, bo Philip nie chciał, żeby Kitty straciła równowagę od tego całego kręcenia się, więc przyciągnął ją do siebie, a brzeg sukienki, zgodnie z zasadami grawitacji, opadł i zasłonił kolana.
Philip wspominał wcześniej, jako argument przeciwko pójściu na bal, że nie tańczy. Kitty odebrała to jako brak umiejętności tanecznych. Teraz jednak coś tu nie pasowało. Nie była oczywiście żadnym znawcą, bo sama nigdy nie uczyła się tańczyć, ani też specjalnie nie miała poczucia rytmu, ale Philip z pewnością wiedział co robi. Po prostu musiał mieć jakiekolwiek umiejętności, skoro nie dopuścił, żeby Kitty nadepnęła mu, ani komukolwiek w okolicy na buty. Nie żeby się starała, oczywiście. Jest to jednak całkiem możliwe, jak ma się dwie lewe nogi.
− Mówiłeś ostatnio, że nie tańczysz − odezwała się w końcu.
− Bo nie tańczę. Ale potem byś mi przez miesiąc wypominała, że nie chciałem z tobą tańczyć.
Philip nie lubił utrudniać sobie życia. Prawdopodobnie dlatego zgodził się w ogóle na pójście na bal. Kitty natomiast, jak to zwykle, kiedy mówił tego typu rzeczy, nadęła policzki i odwróciła głowę.
− Wcale bym nie wypominała.
Wiedziała, że dokładnie to by robiła, ale to nie oznaczało, że miała mu przyznać rację, kiedy ją tak jawnie obrażał. Philip westchnął cicho, nachylił nad nią i pocałował w skroń. Zerknęła na niego kątem oka i uśmiechnęła figlarnie. Nie zdążył się wyprostować, bo zarzuciła mu ręce na szyję i pocałowała w usta. Nie zdarzało im się to specjalnie często w miejscach, gdzie było tyle ludzi, ale Kitty poniosła chwila. W końcu bal, taniec, alkohol, którego jeszcze troszkę zostało ukrytego w piersiówce Philipa. Oczywiście nie była pijana, aż tyle tego alkoholu nie było (podczas zwyczajowych imprez w pokoju wspólnym alkoholu było dużo więcej, ale wtedy też łatwiej ukrywać się przed nauczycielami pilnującymi porządku).
Nie przejmowała się tym, że być może przeszkadzają jakimś innym uczniom w tańczeniu, Wielka Sala zgodnie z nazwą, była wystarczająca duża, by inni mogli się przesunąć.
Pocałunek nie trwał jednak zbyt długo. Do uszu Kitty dotarł znajomy głos. Nie musiała się nawet odwracać w stronę, z której dobiegał ten głos, by wiedzieć, że to się nie skończy dobrze. Teraz tylko pytanie: dla kogo?
− Stary, patrz, coś się przyssało do twojej siostry − powiedział rozbawiony Syriusz i, nie znając zasad dobrego wychowania, wskazał palcem na Kitty i Philipa.
Kitty odsunęła się nieznacznie od Philipa, który momentalnie się wyprostował − był przynajmniej o dwie głowy wyższy od niej, i spojrzała wprost na Syriusza. Jak zwykle robił wrażenie, może nawet bardziej niż zwykle. Syriusz był jak zwykle przystojny, włosy zaczesał do tyłu i miał na sobie elegancką szatę wyjściową, przy której szaty jego kolegów, którzy stali trochę z tyłu, jakby nie chcieli się w to mieszać, wyglądały jakby były kupione na wyprzedaży szat używanych. Kilka tańczących par również się zatrzymało i albo też podziwiali ten widok, albo byli zainteresowani tym, co się dzieje, ale Kitty podejrzewała raczej to pierwsze.
Teraz jednak Kitty nie miała czasu być pod wrażeniem wyglądu Syriusza, który z roku na rok przechodził samego siebie, bo wiedziała, że zaraz polecą głowy. Gdyby nie to, że grzywka Kitty sięgała oczu, można byłoby zaobserwować drgającą ze złości brew, ale zmrużone powieki mogły sugerować, że była zdenerwowana. Jednak przy tym, co mógł w tej chwili myśleć Philip, Kitty była zupełnie spokojna i pogodna − w końcu nienawidził Syriusza Blacka i jego kolegów, jak z resztą wszyscy inni Ślizgoni. Ale czemu się dziwić, skoro prawie wszystkie żarty i żarciki Syriusza i Jamesa uderzały właśnie w Ślizgonów. Ich rówieśnicy często planowali zemstę z różnymi efektami, ale sam Philip nie zniżał się do tego poziomu. Po prostu pałał do nich cichą nienawiścią, której Kitty starała się nie komentować, ani też w ogóle poruszała tego tematu. Było to nawet łatwiejsze niż podejrzewała.
Jakoś w momencie, kiedy zaczynali się spotykać, Kitty zasugerowała, żeby zachować to w tajemnicy przed Jamesem, a Philip przyjął to z ulgą. Nie dlatego, że bał się konfrontacji z młodszym Gryfonem (a nawet jeżeli, to by się przecież nie przyznał), ale dlatego, że uważał to za niewarte zachodu. James zawsze był przesadnie głośny i zwykle najpierw rzucał zaklęcia, a potem dopiero zadawał pytania.
Kitty zapobiegawczo stanęła pomiędzy Philipem a zbliżającym się Jamesem. Nie było takiej potrzeby, mieli zbyt wiele świadków, żeby miało dojść do rękoczynów.
Jamesowi zapewne nasuwało się na język wiele słów, o których znajomość nikt by nie podejrzewał dobrze wychowanego szesnastolatka, ale ostatecznie poprzestał na:
− Odpieprz się od mojej siostry, gumochłonie!
Wyrafinowany język Jamesa sprawił, że Kitty zaczęła się wstydzić, że jest z nim spokrewniona. Wiadomo, kochała Jamesa na swój sposób − był w końcu jej młodszym bratem. Zwykle przymykała oczy na głupoty, które robił i zawsze przekonywała matkę, że jest najzdolniejszym i najgrzeczniejszym uczniem w szkole (z różnym efektem). Może też dlatego James, w ramach wdzięczności, postawił sobie za punkt honoru by obronić siostrę przed Ślizgonem.
− Gumochłonie? − powtórzył Philip przez zaciśnięte zęby, zanim Kitty zdecydowała to jakoś skomentować. Był wściekły, można było to bardzo łatwo poznać po jego tonie i spojrzeniu. Był też trochę spięty. Kitty ukradkiem chwyciła go za rękę, licząc że może to go trochę uspokoi, ale było to wątpliwe.
− Racja, to obraza dla gumochłonów. Kitty, odsuń się od niego, bo jeszcze coś złapiesz.
Wyciągnął rękę do Kitty, ta jednak ani drgnęła. Prawdopodobnie jakby puściła rękę Philipa, ten by sięgnął po różdżkę, tym więc sposobem ratowała ich obu przed szlabanem (bo prawdopodobnie nawet nie zdążyliby sobie zrobić krzywdy przed nadejściem profesor McGonagall).
− Syriusz, zabierz mi z oczu mojego tępego brata zanim stracę cierpliwość.
Były to puste groźby, bo co ona mogłaby zrobić? James jednak nie musiał tego wiedzieć. Syriusz zaczął się śmiać na tę uwagę, sam był w końcu prowodyrem całej tej sytuacji, ale Kitty wiedziała, że sama nie przekona swojego brata do odejścia, a im dłużej tu stali, tym większa była szansa, że Philip straci cierpliwość. A Philip nie planował współpracować.
− Nie, Kathleen, niech najpierw powie, co ma powiedzieć.
James uśmiechnął się szeroko, a Kitty wykrzywiła usta. To po prostu nie mogło skończyć się dobrze, w szczególności, że James postanowił jednak wyciągnąć różdżkę.
− Zabierz łapy z mojej siostry, teraz.
To Kitty trzymała Philipa, nie on ją, ale teraz na przekór Jamesowi, uwolnił rękę i objął dziewczynę, która teraz najchętniej byłaby gdzieś w najdalszej części Hogwartu i nie miała z tym nic wspólnego. Teraz to Philip będzie jej wypominał, że namówiła go na pójście na bal. Perspektywa, kiedy to ona narzekała była jednak dużo lepsza, mogła o tym wcześniej pomyśleć.
Kitty była przekonana, że póki jest w zasięgu rażenia, James nie zdecyduje się rzucić żadnego zaklęcia, ten jednak przygotowywał się już do jednego − może był pewien, że nie trafi w Kitty − a Philip sięgnął po swoją różdżkę, kiedy całą salą wstrząsnął krzyk profesor McGonagall. Część uczniów, którzy byli najbliższymi świadkami sytuacji momentalnie się wycofała. Coś jednak Kitty przewidziała dobrze.
− POTTER!
Kitty się wzdrygnęła, mimo wszystko nie lubiła słyszeć swojego nazwiska wypowiadanego w ten sposób, mimo że nigdy nie było to skierowane do niej.
− Co się tu dzieje? − zapytała McGonagall zza pleców Jamesa. Ten wykrzywił wargi i szybko schował różdżkę, ale było na to już za późno.
− Koleżeńska wymiana zdań − odpowiedział, szczerząc zęby.
− Z użyciem różdżki?
− Sztuczkę chciałem pokazać, to chyba nic strasznego.
James potrafił być bardzo przekonujący i może by jakimś cudem nabrał przeciętnego nauczyciela, który nie miał z nim zbyt wiele do czynienia, ale próby przegadania profesor McGonagall zawsze kończyły się fiaskiem. W szczególności, że ani Kitty, ani tym bardziej Philip nie mieli zamiaru mu pomóc w tej sytuacji. Ten drugi z resztą sam się szlabanu spodziewał, w szczególności, że nawet nie fatygował się, żeby schować różdżkę.
− Szlaban − powiedziała w końcu, co nie było specjalnie wielkim zaskoczeniem. W końcu według regulaminu, używanie różdżek w celach niecnych jest karalne szlabanem albo utratą punktów (Kitty nie pamiętała dokładnie jak brzmiał ten punkt regulaminu, ale wydawało jej się, że mógł zawierać słowo niecny). − Wszyscy. Potter, Travers − zawahała się chwilę, kiedy spojrzała na Kitty. − Potter.
Syriusz wycofał się parę kroków, jakby jeszcze miała jego nazwisko wymienić, ale wyglądało na to, że nawet nie zwróciła na niego uwagi. Taka zniewaga z jej strony! Philip natomiast był wściekły, ale nie zdążył nic powiedzieć, bo Kitty się wtrąciła, jak to zwykle miała w zwyczaju:
− Ale ja nawet nie mam przy sobie różdżki! Ta sukienka nie ma kieszeni!
Kitty zaprezentowała brak kieszeni do poparcia swoich słów. McGonagall jednak, jak zwykle, była nieugięta.
− Jutro po zajęciach u mnie w gabinecie. Bez dyskusji.
I to właśnie w ten sposób Kitty otrzymała swój pierwszy w życiu szlaban. W dodatku za niewinność! Spojrzała groźnie na Syriusza, który był tego wszystkiego prowodyrem. Ten nie tracąc dobrego humoru, wrócił do Petera i Remusa, którzy w trakcie całej sytuacji byli na tyle daleko, by nie można było ich podejrzewać o współudział, ale na tyle blisko, że wszystko słyszeli. Kitty w tej chwili myślała tylko nad jakimś barwnym i widowiskowym sposobem uduszenia Syriusza Blacka.

Advertisements
Człowiek człowiekowi wilkołakiem: 01

10 thoughts on “Człowiek człowiekowi wilkołakiem: 01

    1. kić says:

      toż syriusz jest piękny nawet jak nie jest się jego dziewczyną! poza tym w moim szalonym notesiku mam uwagę, by naprowadzić na nie ten romans, co trzeba, więc chyba coś mi wyszło zgodnie z planem. : D

      Like

  1. ett says:

    ach, nastoletni chłopcy i te ich różdżki, które wszystkim muszą nieustannie pokazywać!
    travers jako cichy obrońca i ukryty tancerz pałający cichą nienawiścią mnie ujął, chociaż jak zakręcił kitty, to przez chwilę myślałam, że tańczyć go uczyli w ostrołęce!

    Like

  2. sylv says:

    Niecnie (kocham to słowo) sprawiłaś, ze nie wiedziałam, po czyjej się powinnam opowiedzieć stronie! Zaskoczyło mnie, że tak mało remusa, ale spoko, nigdy nie narzekam na nadmiar syriusza 🙂 philip też uroczy, żeby nie bylo.

    Like

  3. Alex says:

    Oooooch, nie dosc, ze bal, to jeszcze wspolny szlabanik – taaaaka owocna pierwsza czesc!
    I tak, ja tez wierze, ze chodzilo o sztuczke. Zapewne jej elementem miala byc wizyta w skrzydle szpitalnym – to dopiero niecne!

    Like

  4. Kaj says:

    Zaletą komciania na końcu jest to, że mogę napisać, że Kitty przypomina Alex, i nię będę jej musiała później masować stópek za pomówienia! A Philip zupełnie jak ja z tym tańczeniem! Idę czytać dwójeczkę.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s