Rozdział szesnasty.

Bernard MacIver nie był w Hogsmeade. Większą część dnia spędził w skrzydle szpitalnym, dziękując opatrzności za to, że w ogóle się obudził. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co planował ten niedoszły morderca. W końcu to niemożliwe, żeby całkiem przypadkiem oszołomił go akurat przy trującej roślinie; oczywiście, nie podejrzewał Burke’a o dogłębną wiedzę z zakresu zielarstwa, ale nic o tak jaskrawym kolorze liści i o mięsożernych kwiatach nie może być przyjazne ludziom. Teraz, kiedy Bernard prawie całkiem pozbył się toksyn z organizmu, a regeneracja wygryzionej łydki postępowała (choć pielęgniarka twierdziła, że zostanie mu blizna), przyszedł czas na wyrównanie rachunków. Nawet nie dlatego, że Krukon był osobą mściwą, nigdy nie podejrzewał siebie o takie zapędy; w tym przypadku chodziło o coś więcej. Burke nie tylko chciał go zabić, lecz także złamał szkolny regulamin i mógł zostać pociągnięty do odpowiedzialności za obydwa te czyny. MacIver nie musiał zdawać się na uczniowską sprawiedliwość, wymierzaną w ciemnym korytarzu, z dala od spojrzeń nauczycieli, ale mógł otwarcie udać się do opiekuna domu i opowiedzieć o całym zajściu.
Dlatego właśnie w czasie kolacji nie znajdował się w Wielkiej Sali, lecz w gabinecie dyrektora. Opisywał ze szczegółami całe zajście, a starszy czarodziej kiwał głową, podczas gdy na jego twarzy malowało się pewnego rodzaju zniesmaczenie. Bernard zdawał sobie sprawę, że niesmak ten wywołało zachowanie Ślizgona; kiedy dobierał słowa, zadbał o to, żeby przedstawić siebie jako ofiarę, która starała się powstrzymać Burke’a przed włamaniem do szklarni. Zasugerował nawet, że Torvald prowadził jakiegoś rodzaju nielegalną działalność opartą na sprzedaży tych roślin, choć był to raczej prywatny domysł Krukona niż przekazanie faktycznej wiedzy. Zanim się obejrzał, do gabinetu został wezwany opiekun Ślizgonów, który miał przeszukać dormitorium zamieszkiwane przez Burke’a. Bernardowi przemknęło przez myśl, że być może posunął się za daleko i jeśli nie znajdą żadnych dowodów, to straci wiarygodność, ale szybko odegnał tę myśl. Brak dowodów nie musiał świadczyć o tym, że Burke nie zajmował się działalnością przestępczą, a jedynie o tym, że nie było śladów poświadczających tę działalność. W końcu Ślizgon był niedoszłym mordercą, na pewno potrafił zatrzeć ślady po paru roślinach w szkolnej torbie. Z drugiej strony – nie był najlepszym mordercą (co Bernarda bezgranicznie cieszyło); może z roślinami postępował równie nieuważnie?
Dyrektor w którymś momencie skończył kiwać głową i podziękował Bernardowi za to, że powiadomił o wszystkim nauczycieli. Potem dość stanowczo wyprosił go z gabinetu, mamrocząc coś o spotkaniu z opiekunami domów. MacIver poczuł się nieco zawiedziony. Zdawał sobie sprawę, że wprawił w ruch maszynę doskonałą, której Burke się nie wymknie, ale jednocześnie żałował, że nie będzie mógł obserwować jej działania krok po kroku. Nie był przekonany, czy opiekun Ślizgonów dokona starannej rewizji, może dyrektor również nie do końca mu ufał?
Nie pozostało mu jednak nic innego, jak tylko wrócić do swojego dormitorium. Podejrzewał, że następnego dnia przy śniadaniu dowie się, jaki los czeka Burke’a – szlaban i utrata punktów wydawały się zbyt małą karą za tego rodzaju przewinienia, szczególnie jeśli zostaną znalezione jakieś ślady roślin ze szklarni. Miał tylko nadzieję, że Sigrid nie złamie to serca, w końcu robił to wszystko dla niej. Może powinien z nią najpierw porozmawiać? Jeśli Burke zostanie wyeliminowany, to cały ten plan uknuty z Gabrielem nie będzie konieczny. MacIvera nawet to ucieszyło, bał się w pełni ufać Gryfonowi; zbyt łatwo mógłby powiedzieć o wszystkim Sigrid, a do tego zbyt łatwo mógłby ją uwieść. Krukon nie miał złudzeń: wiedział, że z ich trzech, wygląda najgorzej, a do tego zajmuje o wiele niższą pozycję społeczną niż Lyndon. Najwyraźniej jednak nie to się liczyło dla Sigrid, skoro spotykała się z Torvaldem. Czy chodziło zatem tylko o wygląd? Bernard nie podejrzewał go o żadne ukryte zalety. Musiało chodzić o wygląd i o nic poza tym. Ale przecież panna Gamp nigdy nie była tak powierzchowna, zawsze najbardziej liczyły się dla niej książki. Przynajmniej dopóki nie poznała Burke’a, potem coś zaczęło się zmieniać. Bernard tego nie rozumiał, ale miał zamiar uświadomić Sigrid, że popełniła błąd i powinna odciąć się do Ślizgona, póki jeszcze nie jest za późno.
Nie dotarł jednak do dormitorium, ponieważ w pokoju wspólnym czekała na niego Sigrid. Gdy tylko go zobaczyła, poderwała się z miejsca i ruszyła w jego kierunku. Serce zabiło mu odrobinę szybciej. Czy chciała go przytulić? Martwiła się o niego? Zrozumiała, że Burke nie jest jej godny? Czyżby wszystkie jego wysiłki miały za chwilę zostać nagrodzone?
Panna Gamp jednak go nie przytuliła, zatrzymała się nawet w odległości uniemożliwiającej przytulenie. Nie żeby on zdobył się na ten gest pierwszy, myślał o tym od dawna i się nie odważył, więc nawet teraz, kiedy zrobił już tyle, żeby ją uratować… nawet teraz zdawał sobie sprawę, że nie jest jej godny. Jest najlepszym z możliwych kandydatów, ale to wcale nie świadczy dobrze o nim, raczej źle o pozostałych. Owszem, był inteligentny, ale zdawał sobie sprawę, że to nie wystarcza. Świat jest tak dziwnie urządzony, że głupcy często wygrywają z mędrcami, marzyciele z realistami, ignoranci z inteligentami; ot, taka zwykła niesprawiedliwość. Dlatego właśnie Bernard korzystał ze swojej inteligencji tylko po to, by uratować Sigrid przed Burke’em, nawet jeśli chciał, żeby w ostatecznym rozrachunku została panią MacIver. Szanse na to były mniej więcej takie jak na to, że mugole nauczą się warzyć Felix Felicis.
– Cieszę się, że cię widzę – powiedziała Sigrid zmęczonym głosem, w którym nie pobrzmiewała radość. Zanim Bernard zdołał zapytać ją, co się stało, dodała: – Możemy porozmawiać? Najlepiej na korytarzu, wolałabym, żeby nikt tego nie słyszał.
MacIver mógł tylko pokiwać głową. Nie wiedział, czego się spodziewać. Chwilę wcześniej chwalił swoją inteligencję, ale teraz zdawała się całkiem bezużyteczna; nie był bowiem w stanie ustalić, dlaczego Sigrid była czymś zmartwiona. Nie była to chyba jego wina, prawda? Musiało chodzić o Burke’a, ewentualnie o Johana, który ostatnio wydawał się zamieszany w brudne sprawki Torvalda. Czy o to właśnie chodziło? Dyrekcja znalazła dowody w dormitorium Ślizgona, a ten wydał swojego młodszego wspólnika? To mogłoby załamać Sigrid, była w końcu taka wrażliwa.
Szli w milczeniu, póki panna Gamp nie zatrzymała się przy jednym z okien. Bernard przypomniał sobie, że wiele razy odbywali rozmowy przy oknach, ponieważ pozwalały one Sigrid na błądzenie wzrokiem po błoniach; wolała mówić o trudnych sprawach, kiedy nie patrzyła na swojego rozmówcę. Krukonowi wydawało się, że w czasie rozmowy o narzeczonym, także skupiała wzrok na jakimś punkcie za oknem, ale nie mógł być tego pewny; to działo się tak dawno.
– Rozmawiałam z Gabrielem – powiedziała w końcu Sigrid, patrząc gdzieś daleko na horyzont. Jej ton był dość obojętny i Bernard zastanawiał się, ile Gryfon jej powiedział. Czy zdemaskował ich umowę, czy też chodziło o coś innego? Gdyby faktycznie ich zdradził, czy nie byłaby mniej spokojna?
– Narzucał ci się? – zapytał MacIver, równie obojętnym tonem.
Sigrid przez chwilę milczała, jakby rozważała, jak ma odpowiedzieć na to pytanie; może chciała, żeby Bernard powiedział coś jeszcze, mogła czekać, aż zacznie mówić i sam się zdradzi. Krukon szybko zganił się w myślach. To mało prawdopodobne, Lyndon musiał po prostu zamieszać jej w głowie, może za bardzo sugerował, że to on może być jej narzeczonym, zbyt gwałtownie podkopał jej wiarę w uczciwość Burke’a. Może po prostu potrzebowała przyjaciela, którym Bernard zawsze dla niej był. Ramienia do wypłakania się, kogoś, komu na niej zależy i kto nigdy by jej nie zranił. Krukon przez chwilę poczuł się dobrze ze świadomością, że to właśnie on był taką osobą – jedynym, komu Sigrid mogła ufać, i jedynym, który był gotowy zrobić wiele, żeby ją uszczęśliwić.
– Powiedział mi, co planowaliście. Przynajmniej częściowo – odpowiedziała panna Gamp, a mina Bernarda zrzedła. Szybko jednak przybrał maskę obojętności, jakby w nadziei, że jeszcze nie przegrał z kretesem.
– Co masz na myśli? – zaryzykował. Sigrid wyglądała w tej chwili na tak kruchą i niewinną, może będzie w stanie przekonać ją, że Lyndon kłamał? Nie chciał tego robić, wiedział, że jego przyjaciółka jest na tyle inteligentna, by zdać sobie sprawę z tego, że jest oszukiwana, ale była też zagubiona, potrzebowała kogoś, na kim mogłaby się wesprzeć i gdyby zdobył jej bezgraniczne zaufanie…
– Doskonale wiesz, co mam na myśli, Bernardzie – powiedziała chłodno, odwracając wzrok od okna.
MacIver zdał sobie w tej chwili sprawę, że być może się pomylił. Być może wcale nie znał jej aż tak dobrze, jak mu się wydawało; może nie znał jej wcale, a może po prostu towarzystwo Ślizgona ją zmieniło. W każdym razie panna Gamp nie była krucha i niewinna, była najzwyczajniej w świecie wściekła. Mogła być zagubiona, ale gniew doskonale to maskował. Krukon nie był pewny, czy kiedykolwiek widział ją w takim stanie; kiedy opowiadała mu pierwszy raz o tajemniczym narzeczonym, była raczej bezsilna i sfrustrowana, jakby poddała się i zgodziła się akceptować bieg rzeczy. Teraz zdawało się, że jest gotowa wziąć swój los w swoje ręce. Zbiło to nieco Bernarda z tropu. Chciał ją uratować, bo wierzył, że nie jest w stanie tego zrobić sama, a teraz… czyżby źle oceniała wroga i uznała, że on jej źle życzy?
Zmarszczył brwi. Nie podobała mu się ta sytuacja.
– Nie wiem, co Gabriel ci powiedział, ale nigdy nie chciałem ci zaszkodzić – powiedział w końcu, patrząc na nią uważnie, jakby liczył, że siłą spojrzenia przekona ją do spojrzenia na całą tę sytuację z jego perspektywy.
– Powiedział, co planowaliście i czego dowiedzieliście się o Torvaldzie, o jego umowie z Johanem.
– I to na mnie, a nie na Torvaldzie skupia się cała twoja złość? – zapytał szybko Bernard, rzucając jej na poły wyzywające, na poły proszące spojrzenie.
Nie wiedział, jak postępować z tą nową Sigrid. Nie chciał stracić jej przyjaźni, ale jednocześnie zdawał sobie sprawę, że jeśli nie przedstawi całej tej sytuacji w korzystnym dla siebie świetle, być może to ona zerwie z nim wszelkie kontakty. Lyndon zdecydował się przyznać do wszystkiego w najmniej odpowiednim momencie, gdyby poczekał do jutra, tylko do jutra…
– Nie o Torvalda tu chodzi – odpowiedziała panna Gamp, nadal patrząc na niego.
Zaczynał się zastanawiać, kiedy skończy się ten nagły przypływ odwagi. Podejrzewał, że raczej prędzej niż później; Sigrid powie o jedno słowo za dużo, zda sobie sprawę z tego, że nie powinna się tak zachowywać, nie powinna łamać zasad wpojonych jej przez rodzinę, nie powinna rezygnować z wieloletniej przyjaźni z powodu nieporozumienia. Wszystko, co się wydarzyło, było bowiem dla Bernarda nieporozumieniem; Lyndon musiał przedstawić jej jakąś inną wersję zdarzeń, wypaczoną i daleką od prawdy. Przecież Krukonowi nie chodziło o nic więcej, jak tylko o to, by Sigrid pomóc, nie powinna mieć do niego pretensji.
Rzucił coś o niesprawiedliwym ocenianiu innych i niedostrzeganiu przyjaciół. Poirytowało to pannę Gamp jeszcze bardziej, stała tyłem do okna, jakby gotowa na konfrontację z całym światem, i powtarzała, jak się na Bernardzie zawiodła. Nie rozumiała, jak mógł knuć za jej plecami coś tak obrzydliwego, przecież tak nie zachowują się przyjaciele. MacIver poczuł się nierozumiany, próbował się tłumaczyć, ale Sigrid nie dopuszczała go do słowa, co irytowała go jeszcze bardziej niż jej zarzuty. Nie przypominał sobie, by kiedykolwiek wcześniej się tak zachowywała. Była dobrze wychowaną arystokratką, cichą i spokojną. Była kimś, o kim Bernard mógł do woli marzyć, z kim mógłby spędzić przyszłość, gdyby okoliczności były bardziej sprzyjające. A później przyszedł Burke i najwyraźniej ją zepsuł. Sprawił, że zaczęła się zachowywać jak wszystkie te mugolskie kobiety, które zabiegały o przyznanie im praw wyborczych. Dostały je kilka lat temu i niewiele to zmieniło, jeśli wierzyć gazetom, które czytał w wakacje. To jasne, że Ślizgon musiał nafaszerować jej głowę jakimiś niedorzecznościami.
– Bernardzie, naprawdę przykro mi, że musimy zakończyć naszą przyjaźń w takiej atmosferze – powiedziała w końcu, odwracając się do okna. Wydawała się o wiele spokojniejsza, bardziej opanowana.
MacIver uznał, że najwyraźniej wypaliła się w niej cała ta dziwna, nieznana odwaga. Teraz powinna znowu być tą Sigrid, którą znał i której nie miał odwagi zaprosić na herbatę, chociaż byli przyjaciółmi. Tą bezpieczną, znajomą Sigrid, o której życiu wiedział niemal wszystko i której mógł udzielać rad. Tą Sigrid, która unikała konfrontacji i być może przez to wydawała mu się tak idealna.
– Nie musimy – powiedział, jakby fala odwagi przeszła teraz na niego. – Zależy mi na tobie, Sigrid.
Panna Gamp milczała przez chwilę, nie patrząc w jego kierunku. Bernard zastanawiał się, czy właśnie zmarnował ewentualne szanse, które mógł u niej mieć. Nie rozumiał zmiany, jaka zaszła w Sigrid, ale przed samym sobą przyznał, że nawet ta nowa, zepsuta wersja mu odpowiada. Nie była tak dobra jak wcześniejsza, ale to nadal Sigrid. Nie powinien z niej rezygnować.
– To miłe, Bernardzie – odpowiedziała chłodno, rzucając mu przepraszające spojrzenie, dość typowe dla starej, znanej mu Sigrid. – Ale jestem zaręczona. Nie sądzę, żeby się to zmieniło.
– Jakoś nie przeszkadzało ci się to zadawać z Burke’em – warknął, po raz pierwszy od dawna zupełnie nie kontrolując tego, co mówił. Nie chciał jej niczego zarzucać, ale słowa te popłynęły z jego ust, zanim zdążył się nad nimi zastanowić.
Sigrid zacisnęła szczękę. Zdaniem Krukona nie mogła udawać ani przed sobą, ani przed nim, że nadal wierzyła, że to Ślizgon jest jej narzeczonym. Została oszukana przez wszystkich, nie tylko przez Bernarda, toteż nie tylko on powinien ponosić tę niesprawiedliwą karę. Niemal wszyscy z jej otoczenia kłamali i spiskowali za jej plecami. MacIverowi przemknęło przez myśl, że musiała czuć się z tym podle; dlaczego więc odpychała od siebie najlepszego przyjaciela?
– Chyba nie mamy sobie nic więcej do powiedzenia – wymamrotała w końcu, ale cała jej pewność siebie gdzieś uleciała, jakby wcześniejszy wybuch złości w ogóle nie miał miejsca. Teraz stała przed nim smutna, zagubiona dziewczyna, która próbowała poskładać swój rozbity świat. Naprawdę było mu jej żal, dlaczego nie pozwoliła sobie pomóc?
– Sigrid, ja…
Nie zdążył jednak dokończyć zdania, ponieważ na korytarzu zjawił się Johan Gamp. Był zdyszany, jakby biegł całą drogę z lochów. Popatrzył na Bernarda niepewnie, ale najwyraźniej uznał, że to, co chce powiedzieć, jest zbyt ważne, by czekać, aż Krukon odejdzie. Podszedł do Sigrid i szarpnął ją za rękę.
– Musimy porozmawiać, teraz – powiedział.
Sigrid rzuciła mu pytające spojrzenie. Skoncentrowała całą swoją uwagę na bracie, jakby unikanie MacIvera miało sprawić, że ten zniknie, a wraz z nim cała niezręczność tej sytuacji i cała złość, jaką w stosunku do niego czuła.
– Torvald mówił, że jutro ci wszystko wyjaśni, ale chyba ma jakieś kłopoty, więc lepiej, żebyś się dowiedziała wcześniej – zaczął Johan, po czym urwał na chwilę, rzucił Bernardowi spojrzenie, które miało go najpewniej skłonić do odejścia, ale Krukon nie miał zamiaru ruszyć się z miejsca, więc młody Gamp musiał kontynuować: – Chyba wszystko poszło nie tak z Oswaldem, rodzice jeszcze nic nie wiedzą, ale ktoś im na pewno powie, a wtedy… Znaczy z tym Oswaldem, który jest twoim narzeczonym, ja i Torvald nawiązaliśmy z nim kontakt listowny, ale to straszny bufon. Rano obserwowałem go w Hogsmeade, bo koniecznie chciał się z tobą spotkać, ale nie mogliśmy na to pozwolić. Wydawało mi się, że po prostu pozwolimy mu siedzieć w herbaciarni i czekać, ale Torvald wysłał jakąś dziewczynę, żeby udawała ciebie. Nie była w tym najlepsza, ale Oswald chyba się nabrał, bo potem… potem poszli do wynajętego pokoju i wydaje mi się, że powinnaś o tym wiedzieć, skoro wszyscy myślą, że to byłaś ty.
Johan wyrzucił to wszystko z siebie możliwie szybko, biorąc minimalną liczbę wdechów. Spodziewał się, że reakcja Sigrid nie będzie najlepsza, dlatego wolał nie przedłużać tej chwili. Miał rację, kiedy już skończył mówić i spojrzał na siostrę, wyglądała, jakby zaraz miała zemdleć. Straszliwie pobladła i trzęsły jej się ręce. Milczała przez dłuższą chwilę i Bernard, który przysłuchiwał się wszystkiemu z ciekawością, uznał, że szukała odpowiednich słów; jak przystało na dobrze wychowaną arystokratkę, nie chciała zareagować zbyt emocjonalnie, nawet jeśli te wieści mogły sprawić jej spore kłopoty. MacIverowi przeszło przez myśl, że w tej sytuacji powinna zwrócić się do niego o pomoc. Torvald i Johan zawiedli ją o wiele bardziej niż on, nie mogła im ufać.
Sigrid tymczasem starała się opanować skaczący puls. Zdawała sobie doskonale sprawę z powagi sytuacji. Jeśli rozejdzie się plotka, że poszła z Oswaldem – jakim Oswaldem? Dlaczego nie znała jego nazwiska? – do wynajętego pokoju, będzie skończona. Z drugiej strony, czy dzięki temu Oswald nie zerwie zaręczyn? Tylko co dadzą jej zerwane zaręczyny, jeśli będzie skompromitowana? Co powiedzą rodzice? Dlaczego właściwie przejmowała się opinią towarzystwa, skoro nigdy nie chciała dołączyć do grona lwic salonowych? Potrząsnęła głową. Musiała to wszystko przeanalizować na chłodno. Podziękowała Johanowi za to, że ją poinformował i w możliwie najbardziej formalny i bezuczuciowy sposób pożegnała się z nim i z Bernardem. Miała nadzieję, że MacIver odczeka kilka minut, zanim wróci do pokoju wspólnego, nie chciała go w tej chwili widzieć. Nie chciała widzieć nikogo.
Bernard tymczasem patrzył na odchodzącą Sigrid z pewnym zawodem. Liczył, że sytuacja z Torvaldem sprawi, że mu wybaczy, że będzie w jego ramionach szukać pociechy i pomocy. Panna Gamp jednak zrobiła coś innego, czego się po niej nie spodziewał. Z wyprostowanym czołem i zaciśniętą szczęką ruszyła do wieży Krukonów. Sama. Jakby nie potrzebowała ani Bernarda, ani nikogo innego. Zdaniem MacIvera było w tym wszystkim jednak coś pocieszającego – owszem, nie udało mu się jej zdobyć, ale nie udało się to też Burke’owi, tego był pewien. Ślizgon właśnie przegrał z kretesem. I ta myśl sprawiła, że na koniec dnia Bernard MacIver się uśmiechnął. Nie był mściwym człowiekiem, ale poczuł, że właśnie dokonała się jakiegoś rodzaju sprawiedliwość dziejowa.

Advertisements
Rozdział szesnasty.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s