Rozdział siódmy.

Bernard MacIver od jakiegoś czasu czuł, jakby odstawiono go na dalszy plan. Oczywiście, Sigrid nadal się z nim widywała, ale zwykle były to krótkie spotkania w bibliotece, kiedy Torvald miał trening albo z innych powodów nie mógł się stawić na spotkaniu z nią. Wtedy Sigrid – dziwnie smutna – przychodziła do biblioteki, przysiadała się do Bernardowego stolika i bez słowa kartkowała książki, które leżały i czekały, aż Krukon po nie sięgnie. Czasami się w końcu odzywała, czasami siedzieli tak w ciszy i w końcu szli wspólnie na obiad czy kolację, po którym to posiłku Sigrid – znacznie radośniejsza – znikała gdzieś z Burke’em. Ani trochę nie podobało się to Bernardowi i kilka razy próbował wspomnieć, że Ślizgon nie jest odpowiednim towarzystwem jego przyjaciółki, ale panna Gamp dała mu do zrozumienia, że to jej decyzja. Dlatego też Bernard więcej nie poruszał tego tematu, żeby przypadkiem nie doprowadzić do sytuacji, w której Sigrid przestałaby się do niego odzywać. Nawet jeśli ich kontakty się rozluźniły, nadal uważał, że są przyjaciółmi i obiecał sobie, że będzie przy niej, kiedy Burke już się nią znudzi, że będzie tam, by otrzeć jej łzy i przekonać, że nie wszyscy są tak podli jak ten Ślizgon. Być przy niej, nawet jeśli wiedział, że Sigrid obiecano komuś innemu. W końcu tak zachowują się przyjaciele, prawda? Bernard nie miał co do tego wątpliwości, natomiast nie mógł się pozbyć przekonania, że jako przyjaciel powinien przestać sobie wyobrażać, że zaprasza Sigrid na herbatę do Hogsmeade, że siedzą obok siebie, a jego dłoń muska jej… Nie, tego już przyjaźń nie przewidywała.
Któregoś dnia Sigrid przyszła z jeszcze bardziej ponurą miną niż zwykle i nie usiadła naprzeciw niego, tylko położyła rękę na książce, którą czytał, i spojrzała na niego z tak bezgranicznym smutkiem, że od razu poczuł, że musi rzucić to, czym się zajmuje, żeby tylko poprawić jej nastrój. Nie wiedział jeszcze, co się stało, ale podejrzewał, że miało to związek z Burke’em, w innym wypadku to najpewniej właśnie jemu przypadłoby w udziale pocieszanie Sigrid. Bernard naprawdę go nie lubił i miał nadzieje, że jego Sigrid w końcu zacznie podzielać jego opinię. Musiał jednak zacząć od czegoś prostego – od zapytania, co się stało.
Sigrid poprosiła go, żeby wyszli z biblioteki, bo chciała porozmawiać. Bernard pamiętał ostatnią taką rozmowę – tę, w której wyjawiła mu, że ma narzeczonego – i miał nadzieję, że tym razem nie chodzi o nic równie okropnego. Wolał nawet nie myśleć, jak by zareagował, gdyby miał dostać zaproszenie na jej ślub albo dowiedzieć się, że tym tajemniczym narzeczonym jest ktoś pokroju Burke’a albo – Merlinie, broń! – sam Burke. Mimo obaw jednak zaznaczył, na której stronie przerwał lekturę, po czym wyszedł z nią na korytarz i bez słowa podążał tam, gdzie go prowadziła.
W końcu zatrzymali się na jakimś korytarzu na czwartym piętrze. Sigrid oparła się o parapet i patrzyła na błonia, skutecznie unikając jego pytającego wzroku. A, trzeba przyznać, był to wzrok niezwykle pytający, bowiem Bernard nie miał pojęcia nie tylko o czym chciała z nim rozmawiać, lecz także po co przyprowadziła go w to miejsce. Zgadywał, że nie chciała, by ktoś podsłuchał ich rozmowę, a to tylko zwiększało jego ciekawość – o co tak ważnego mogło chodzić?
– Torvald ma szlaban – powiedziała w końcu, odwracając się od okna. – Przeze mnie.
Bernard nie był pewien, jakiej reakcji od niego odczekiwała, ale domyślał się, że nie uśmiechu zadowolenia, więc powstrzymał mięśnie twarzy przed drgnięciem. Mimo tego był zadowolony; wiedział, że Burke zasługiwał na mnóstwo szlabanów, a za ten, który dostał, nie mógł w żaden sposób winić Sigrid. Jeśli powiedział jej, że jest za to odpowiedzialna, to był jeszcze większym draniem, niż Bernard mógłby się spodziewać.
– Co się stało? – zapytał, kiedy zauważył, że w oczach Sigrid zaszły łzami.
Nie mógł pozwolić, by się rozpłakała. Już wtedy, w styczniu, źle się czuł, kiedy ją obejmował i pozwalał jej płakać w swoją szatę, choć wiedział, że jej rękę obiecano innemu. Teraz, kiedy tyle czasu spędzała z Burke’em, czuł, że ma do niej jeszcze mniejsze prawo, nawet jeśli to na jego ramieniu chciała się wypłakać. Dlatego tak ważne było powstrzymanie jej przed płaczem.
– To naprawdę straszne – powiedziała, a głos jej niebezpiecznie zadrżał. Bernard nie miał pojęcia, czego się spodziewać, poza tym, że ma to związek z Torvaldem i ze szlabanem. Z równym powodzeniem mogła wyznać, że Burke kogoś zamordował i nikt w zamku jeszcze o tym nie wie, bo całą sprawę wyciszono.
Sigrid znów odwróciła się do okna i oparła czoło o chłodną szybę. Bernard nie lubił, kiedy to robiła, miał wrażenie, że w ten sposób ucieka przed jego ewentualnym osądzaniem jej działań. Jak mogła nie wiedzieć, że nigdy nie patrzyłby na nią z wyrzutem czy z zawodem, choćby zrobiła coś okropnego, obrzydliwego – choćby nawet wytarzała się w zagrodzie hipogryfów albo pocałowała Burke’a. Nie istniało nic takiego, co sprawiłoby, że nie chciałby dłużej być jej przyjacielem i żałował, że ona tego nie wie.
– Więc? – zapytał spokojnie, jakby w nadziei, że jego spokój przeleje się na nią i oddali groźbę płaczu. Nie chciał, żeby sytuacja stała się niezręczna, a niewątpliwie taka właśnie by była, gdyby po raz kolejny musiał ją obejmować. Nie powinien o tym nawet myśleć.
Panna Gamp odkleiła czoło od szyby, ale nie przestała patrzeć na błonia, skutecznie unikając zatroskanego wzroku Bernarda. Wzięła za to głęboki oddech i zaczęła opowiadać o wszystkim, co się ostatnio zdarzyło, rzecz jasna pomijając fragmenty, które nie były przeznaczone dla cudzych uszu. Wciąż trochę ją dziwiło, że w jej życiu pojawiło się coś, co należało cenzurować, zatajać przed innymi – odkąd przestała być dzieckiem, nie miała praktycznie żadnych tajemnic, a i wcześniej jej wielkimi sekretami były kamień ukryty pod łóżkiem czy podkradnięte z kuchni ciasteczko. Nic, co zjeżyłoby włos na głowie rodziców. Co innego teraz – musiała pomijać coś, co niechybnie zostałoby uznane za skandal i byłoby omawiane na wielu, wielu herbatkach w rozlicznych salonach. Igrała z ogniem i podobało jej się to bardziej, niż chciała się przyznać nawet przed samą sobą.
Bernard jednak dowiedział się o tym, że Sigrid i Torvald ćwiczyli zaklęcia transmutacyjne, kiedy przerwał im Gabriel Lyndon, rzekomo zainteresowany zdrowiem i bezpieczeństwem Krukonki. (Bernard nie rozmawiał często z Gabrielem, ale kilkakrotnie pracowali razem na zielarstwie – nigdy jednak nie rozmawiali o Sigrid, choć Gryfon musiał wiedzieć o jej przyjaźni z MacIverem. Nie rozumiał, skąd w Lyndonie wzięło się przekonanie o tym, że Sigrid dzieje się krzywda i dlaczego pospieszył jej na ratunek, ale trochę gryzło go, że to nie on sam chciał ją uratować, nawet jeśli wiedział, że nie ma prawa i że nic jej nie zagrażało). Usłyszał streszczenie rozmowy, którą odbyli wszyscy troje, zanim Burke nie wyrzucił Gryfona za drzwi. (W tym momencie nie był pewny, czyją stronę trzymać; nie znosił Ślizgona, ale nie podobało mu się też, że koło Sigrid zaczął się kręcić ktoś taki jak Gabriel. Absolutnie nie był partią dla niej, tego Bernard był pewny). Sigrid przyznała, że Lyndon chciał z nią porozmawiać i że zgodziła się na tę rozmowę. (Bernard zastanawiał się, gdzie był wtedy Burke – skoro już zajmował Sigrid tyle czasu, to mógłby chociaż pilnować, żeby nikt jej nie mącił w głowie, a na pewno taki właśnie zamiar miał Gryfon). W czasie tej rozmowy Gabriel wyjaśnił jej, że dowiedział się o zaaranżowanym małżeństwie i choć nie znał nazwiska dziewczyny, o którą chodziło, to miał nadzieję, że będzie nią właśnie Sigrid, bo wydawała mu się niezwykle miłą osobą – tak dokładnie powiedział. (Bernard poczuł, że rośnie mu ciśnienie – niby kim był ten cały Lyndon, żeby mówić jej coś takiego?! Oczywiście, że była miłą osobą, sam to wiedział. Wiedział dużo więcej, a jednak nie próbował nic z tą wiedzą zrobić, nie próbował mącić jej w głowie i w ogóle poruszać tematu tajemniczego narzeczonego. Gabriel zachował się jak idiota). Sigrid przyjęła też jego przeprosiny za to, że przeszkodził im w powtórkach z transmutacji (tu Bernard poczuł ukłucie zazdrości, nie pamiętał, kiedy ostatni raz transmutował coś w czasie powtórek z Sigrid), a ona przyjęła te przeprosiny i wyraziła nadzieję, że Gabriel wkrótce otrzyma odpowiedź na list, o którym też jej opowiedział. Do tego czasu jednak Sigrid nie mogła zachowywać się wobec niego nieuprzejmie – nie powiedziała tego wprost, ale Bernard wiedział, że powstrzyma ją przed tym nie tylko dobre wychowanie, ale i myśl o tym, że być może za jakiś czas przyjdzie jej wziąć z Lyndonem ślub. Nie podejrzewał, że Gryfon zaplanuje taką intrygę, ba, nie podejrzewał go o umiejętność zaplanowania jakiejkolwiek intrygi. Nie rozumiał też, co chciał w ten sposób osiągnąć, przecież prędzej czy później wyda się, że zmyślił to wszystko od początku do końca. Chyba że – i tu Bernarda przeszył zimny dreszcz – Lyndon faktycznie jest narzeczonym Sigrid. Jakby tego jeszcze było mało, w całej tej układance był jeszcze jeden element, który teraz najprawdopodobniej szorował puchary w Izbie Pamięci.
– A za co Torvald dostał szlaban? – zapytał w końcu Bernard, głęboko przekonany, że ma to jakiś związek z zachowaniem Lyndona. Burke był w końcu porywczym i niespecjalnie okrzesanym Ślizgonem, na pewno zrobił coś, na co Bernard nigdy by się nie zdecydował, choć mogłoby mu to chodzić po głowie, gdyby nie wiedział, że nie może sobie rościć do Sigrid żadnych praw.
Panna Gamp na chwilę oderwała wzrok od szyby i spojrzała na niego z pewnym zaskoczeniem, jakby nie spodziewała się tego pytania. A potem odpowiedziała, że jakąś godzinę po rozmowie z Gabrielem dowiedziała się, że doszło do bójki między nim a Torvaldem – takiej całkiem mugolskiej bójki, na pięści. Zupełnie nie rozumiała, o co mogło pójść, ale natychmiast pobiegła do skrzydła szpitalnego, w którym pielęgniarka opatrywała rozcięty łuk brwiowy Torvalda. Rana wyglądała okropnie – Sigrid wzdrygnęła się na samo wspomnienie – a jednak Burke nawet nie pisnął, kiedy pielęgniarka polała ją jakimś eliksirem, który wywołał lekkie dymienie, a później przyłożyła gazik i obwiązała bandażem, przykazując Torvaldowi, by został w skrzydle szpitalnym, póki rana nie przestanie dymić. Następnie posłała Sigrid spojrzenie mówiące „opiekujże się nim lepiej, dziewczyno” i wyszła. Gabriela nie było nigdzie w pobliżu – najwyraźniej został opatrzony jako pierwszy i już wyszedł. Torvald natomiast milczał, a kiedy podeszła bliżej, objął ją w talii, przyciągając do siebie, i oparł zdrową skroń na jej brzuchu. Sigrid chciała się wyrwać, w końcu w każdej chwili ktoś mógł wejść, ale ostatecznie nie poruszyła się. Powstrzymała tylko chęć pogłaskania go po jasnych włosach. Burke w końcu wymamrotał coś o cholernych nauczycielach, którzy zawsze przychodzą za wcześnie, a kiedy zapytała go, co dokładniej się stało, odpowiedział, że wszystkiemu winien był Lyndon; tak, to on uderzył pierwszy, ale został sprowokowany. Chciał – rzecz jasna w cywilizowany sposób – wyjaśnić całą sprawę i dowiedzieć się, skąd się wzięło zainteresowanie Gryfona Sigrid, jednak szybko przeszli do rękoczynów, kiedy Gabriel źle się o niej wyraził i zasugerował takie rzeczy, które niechybnie zostałyby uznane za skandal, gdyby tylko usłyszał je ktoś nieodpowiedni. Torvald nie wytrzymał i uderzył go w nos (z niejaką dumą podkreślił, że udało mu się go złamać), a Gryfon zaczął się bronić. Bójka nie trwała dłużej niż kilkadziesiąt sekund, nim przerwał ją Flitwick. Oczywiście obydwa domy straciły pewną liczbę punktów, a zarówno Lyndona, jak i Burke’a czekała niewątpliwa przyjemność odbycia szlabanu w Izbie Pamięci. Sigrid poczuła się okropnie i jednak pozwoliła swojej ręce pogładzić go po włosach – w końcu był ranny dlatego, że jej bronił, jak mogłaby odmówić mu tego prostego gestu. Torvald wydał z siebie dźwięk, który skojarzył jej się z mruczeniem kota, który właśnie zjadł porcję świeżej śmietanki.
Bernard popatrzył na nią, jakby oszalała. Naprawdę uwierzyła Burke’owi? Przecież cała ta sprawa śmierdziała na kilka jardów. Zacisnął jednak zęby i nic nie powiedział – gdyby teraz zaczął wyjaśniać jej, że Torvald z równym powodzeniem mógł to wszystko ukartować, najpewniej tylko straciłby w oczach Sigrid, która teraz świata nie widziała poza swoim wybawcą. Krukon był niemal pewien, że Lyndon oberwał, zanim zdążył się w ogóle odezwać, ale nie było sposobu, żeby to udowodnić, nawet gdyby sam pobity potwierdził taką wersję zdarzeń, to wszyscy – łącznie z Sigrid – uznaliby, że kłamie, bo wstydzi się tego, co powiedział. Burke bezkonkurencyjnie wygrał tę bitwę i okazał się znacznie groźniejszy, niż Bernard do tej pory przypuszczał; jasne, miał o nim złe zdanie, ale uważał go raczej za aroganckiego podrywacza, nieokrzesanego drania, za którym wszystkie dziewczyny szalały tylko dlatego, że dobrze grał w quidditcha, ale nie zwracały uwagi na to, że najpewniej nie potrafi sklecić jednego poprawnego zdania na temat ruchów nadgarstka przy transmutacji zwierząt w minerały. Teraz okazało się, że jest znacznie bardziej przebiegły. Oznaczało to tylko jedno: on, Bernard MacIver, musi włączyć się w to całe zamieszanie, żeby uratować Sigrid przed niecnymi planami Burke’a. W porządku, nie wiedział jeszcze, jakie dokładnie są, ale nie miał wątpliwości, że kiedy je w końcu pozna – zaklasyfikuje je jako niecne.
– Czuję się winna – stwierdziła Sigrid, patrząc w końcu Bernardowi w oczy, jakby w nadziei, że tam znajdzie jakąś poradę czy odpowiedź na niezadane pytanie. MacIver był w tym momencie boleśnie świadom, że w jego oczach nie znajdowało się nic, czego mogła tam poszukiwać.
– Nie powinnaś – stwierdził w końcu, kiedy zdał sobie sprawę, że za długo milczy. – Burke sam podjął decyzję, kiedy uderzył Lyndona.
Wiedział, że wpływa na niebezpieczne wody i nie powinien ani słowem wspominać o swojej ocenie zachowania Burke’a. Trzymać się faktów i liczyć, że nic nie pójdzie źle. W końcu nie mógł sobie pozwolić na sprzeczkę z Sigrid, skoro postanowił przyglądać się bliżej jej relacjom z innymi i strzec ją przed czyhającymi na nią niebezpieczeństwami.
– Bronił mnie! – zaoponowała; wypowiedziała te słowa z taką pasją, że Bernardowi aż zrobiło się jej szkoda. Nie chciał niszczyć jej wiary w cały świat, ale było to konieczne, jeśli chciał ją uratować przed Torvaldem. Zanim jednak zdążył coś odpowiedzieć, Sigrid dodała: – Myślisz, że… Nie, nieważne.
Bernard jednak zauważył, że się zarumieniła. Chciała zapytać o coś, co wiązało się z przekroczeniem granic, do których przywykła. I co, jak się domyślał, wiązało się z Burke’em. Może w takim razie zachowywał się jak idiota, może ona wcale nie chciała być przed nim ratowana i wolała wejść w zastawione przez niego sieci z radością? W końcu mogła uważać, że w ten sposób coś udowodni rodzicom albo że należą jej się beztroskie chwile spędzone z kimś, kogo sama wybrała, skoro niebawem ma wziąć ślub. Ba, mogło jej się nawet wydawać, że jest w Torvaldzie zakochana.
Nie zdążył jednak o nic zapytać, bo na korytarzu pojawił się nie kto inny jak tylko Burke – do tego uśmiechnięty; wcale nie wyglądał jak ktoś, kto wyszorował kilkadziesiąt pucharów w Izbie Pamięci. I, o ile obliczenia Bernarda się zgadzały, niemożliwe było, żeby zrobił to w tak krótkim czasie. Nie powiedział jednak nic, a tylko ze źle skrywaną nienawiścią przyglądał się Ślizgonowi, który z kolei uśmiechnął się jeszcze szerzej i podszedł do Sigrid. Nie objął jej, choć ruch jego rąk wskazywał, że miał taki zamiar. Bernard zastanawiał się, czy pozwoliłaby na to. Zorientował się, że jeśli chce pokonać Burke’a, powinien dowiedzieć się nie tylko, w jaki sposób gra, ale też na ile Sigrid mu ufa, na ile już mu pozwoliła, a na ile może pozwolić, zanim nie przejrzy na oczy i nie zobaczy wszystkich kłamstw, jakimi jest karmiona.
Kiedy więc Sigrid dziękowała mu za rozmowę, myślami był już gdzie indziej. Szybko się pożegnał i ruszył na poszukiwanie Gabriela Lyndona. Wiedział, że musi zacząć od poznania prawdy o tej bójce, jeśli chce zbierać jakiekolwiek dowody przeciwko Burke’owi.
Torvald tymczasem objął Sigrid, po czym zapewnił ją, że skończył już szlaban i spieszył się specjalnie po to, by móc z nią spędzić trochę czasu. Zarumieniła się; logiczna część jej umysłu przekonywała, że to mało prawdopodobne i po prostu tak powiedział, ale druga część, ta bardziej romantyczna, była zachwycona. Zanim jednak mogła poczekać na jednoznaczny komunikat z mózgu, Burke się nachylił i delikatnie ją pocałował, skutecznie kończąc wszelkie wojny myśli, jakie toczyły się w jej głowie. Kiedy już się odsunął, zasugerował, by nie stali dłużej na korytarzu, bo ktoś mógłby ich zobaczyć.
Sigrid spojrzała na niego z wdzięcznością. Wiedział, jak bardzo zależy jej na tym, by nie wywoływać żadnego skandalu, choć nie znał konkretnego powodu. Czuła się winna, że nadal nie powiedziała mu o tym, że jej rękę obiecano komuś innemu, ale bała się, że wtedy Torvald zerwie z nią wszelkie kontakty. a jakie nudne byłoby jej życie, gdyby nie on! Żałowała, że tak szybko będzie musiała zakończyć tę znajomość i w chwilach szaleństwa wyobrażała sobie, jak wspólnie uciekają na kontynent, z dala od znajomych i zobowiązań. Oczywiście pozostawało to w sferze marzeń, ale gdyby sam to zaproponował… Nie była pewna, co by odpowiedziała. Wiedziała jednak jedno – kiedy już znaleźli się w pustej sali i usiedli na podłodze, była szczęśliwa. Kiedy objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie tak, że czuła bicie jego serca – nie miała już wątpliwości. Była absolutnie i bezgranicznie zakochana.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s