Rozdział piętnasty.

Johan Gamp wyszedł ze skrzydła szpitalnego w piątkowy wieczór. Długo przekonywał pielęgniarkę, że czuje się dobrze i na pewno może dołączyć do innych uczniów; kiedy się w końcu zgodziła – odczuł prawdziwą ulgę, ponieważ jego nieobecność w czasie sobotniego wyjścia do Hogsmeade byłaby poważną przeszkodą w realizacji planu, który Torvald wyłożył mu już jakiś czas temu. Johan naprawdę nie chciał zawieść starszego kolegi, w końcu zabrnęli już tak daleko… tak daleko, że młody Gamp wolał nawet nie myśleć, co by się stało, gdyby ktoś niepowołany – Sigrid lub ktoś z nauczycieli – poznał ten plan. Nie miał wątpliwości, że poniósłby straszną karę, nawet jeśli nie o wszystkim wiedział. Zastanawiał się, czy Burke wyłgałby się od kary; podejrzewał, że było to możliwe i w jednej chwili poczuł rosnący podziw dla niego, a w drugiej zimny dreszcz. W końcu jeśli jeden wspólnik zostanie uznany za niewinnego, to cała wina spadnie na drugiego, który nie zna wszystkich szczegółów, więc nawet nie może w pełni współpracować z nikim. Straszna sytuacja.
Żeby nie dopuścić do takiego rozwoju wypadków, Johan z samego rana udał się do Hogsmeade. Torvald powiedział mu, gdzie będzie znajdował się Oswald Löwenheim. Zadaniem Johana była dokładna obserwacja narzeczonego Sigrid, a w razie konieczności – ostrzeżenie Burke’a, który planował w tym samym czasie zabrać pannę Gamp na kufel piwa kremowego. Pod żadnym pozorom nie mogli dopuścić, by Löwenheim i Sigrid ze sobą rozmawiali, a najlepiej by było, gdyby się w ogóle nie widzieli. Niedopuszczenie do tego było drugą, równie ważną, częścią zadania Johana.
Młody Gamp zdziwił się, kiedy odkrył, że Löwenheim zatrzymał się w jedynym przybytku w Hogsmeade, w którym można było wynająć pokój; zupełnie nie rozumiał, czemu nie mógł się teleportować lub skorzystać z sieci Fiuu, żeby przybyć na to spotkanie. Burke wyjaśnił mu, że Oswald prawdopodobnie nie miał zamiaru spać w tym pokoju; że był wstrętnym dupkiem, który nie szanował Sigrid i dlatego nie można dopuścić do tego, żeby się spotkali. Johan musiał się z tym zgodzić. Nie miał zamiaru pozwolić, żeby ktoś taki kręcił się w pobliżu jego siostry.
Kiedy zjawił się w herbaciarni, w której miało odbyć się spotkanie Löwenheima i Sigrid, Oswalda jeszcze nie było. Przynajmniej tak się Johanowi wydawało. Nie miał pojęcia, jak Löwenheim wyglądał, więc mógł tylko przypuszczać, że będzie on jedynym facetem (poza samym Johanem), który będzie siedział przy stoliku samotnie. Ślizgon przez chwilę zastanawiał się, czy może nie powinien pomyśleć o jakimś przebraniu, ale wątpił, żeby Oswald go skądś znał. Skoro nie znał Sigrid, to jego tym bardziej. Nie musiał się też martwić ewentualną niezręczną sytuacją, w której Löwenheim dowie się, że był śledzony przez swojego szwagra, ponieważ do ślubu w żadnym wypadku nie dojdzie, Torvald był tego pewien, a do tej pory miał rację w praktycznie każdej kwestii, w której zabierał głos – tak się przynajmniej Johanowi wydawało.
Niemal godzinę później, kiedy Johan kończył już swoją drugą szarlotkę, do herbaciarni wszedł ktoś, kto po prostu musiał być Oswaldem. Wyglądał całkiem przeciętnie – ot, mysie włosy ułożone z przesadną starannością, dość pospolite rysy twarzy, nierzucający się w oczy kolor szaty, do której przypięta była sporej wielkości brosza z lwem (nie był to jednak lew Gryffindoru, zgodnie z krążącą po salonach legendą, miał on upamiętać zwierzę, które ktoś z Löwenheimów sprowadził z Afryki, oswoił i nazwał Drew; ta ostatnia część mogła być jednak zmyślona, ponieważ nikt z rodu nie potwierdził nigdy tej informacji). Gdyby nie ona, można by pomyśleć, że Oswald chciał pozostać incognito. Oczywiście zdradzał go jeszcze jeden szczegół: tuż za nim wszedł sporej wielkości ryś, oblizując się w nieco niepokojący sposób. Johan nigdy nie miał kontaktu z żadnym rysiem, ale coś mu podpowiadało, że nie jest on na tyle oswojony, by można było traktować go jak domowego kota.
Löwenheim usiadł przy stoliku i popatrzył na kelnerkę, jakby to miało przyspieszyć jej działanie. W końcu zamówił jakąś herbatę, o której Johan nigdy nie słyszał – wędzoną! Taki dziwak! – i poprosił o spodeczek mleka dla rysia. Gamp musiał przyznać, że zwierzę wyglądało imponująco, musiało mierzyć dobre cztery stopy, choć ćwierć tego przypadała na ogon, który nieustannie się poruszał, jakby jego posiadacz próbował… nie, Johan nie miał pojęcia, o co rysiowi chodziło, ale najwyraźniej nieźle się bawił: pochlipywał mleko, a kiedy Oswald schylał się, żeby podrapać go za uszami – mruczał z lubością, prawie jak zwykły kot. Gdyby nie potężne rozmiary i pędzelki na uszach, to pewnie mógłby uchodzić za kota, choć Johan nigdy nie widział kota o takim futrze. Nie chodziło nawet o cętki, futro rysia wyglądało na o wiele gęstsze od kociego, ale prawdopodobnie było to wynikiem przystosowania do życia w lasach. Koty – przynajmniej zdaniem Johana – żyły w salonach, więc były koszmarnie nudne. Taki ryś natomiast…!
Rozważania te przerwało jednak pojawienie się jakiejś dziewczyny, która usiadła przy stoliku Oswalda. Johan prawie zakrztusił się resztką swojej herbaty. Kim ona była i co tu robiła? Przecież Löwenheim miał się spotkać z jego siostrą, niemożliwe, żeby umówił się jeszcze z kimś na tę samą godzinę w tym samym miejscu. Nie słyszał, co dziewczyna powiedziała, bo akurat w tym momencie podeszła do niego kelnerka.
– Co, nie przyszła? – zagadnęła.
Johan rzucił jej puste spojrzenie; o kim ona mówiła? Czy ona też wiedziała, że dziewczyną przy stole Oswalda nie jest Sigrid? Najwyraźniej nie, ponieważ dodała:
– Nie martw się, masz jeszcze czas na romanse. Chcesz jeszcze jedną herbatę?
Gamp pokiwał głową i kelnerka odeszła. Tajemnicza dziewczyna nadal siedziała przy stoliku Löwenheima. Johan próbował wychylić się na krześle, żeby zobaczyć jej twarz, ale niewiele to dało. Był pewien, że jej nie znał. Podejrzewał też, że została tu przysłana, żeby udawać Sigrid, ale opierał to podejrzenie jedynie na pewnym ogólnym podobieństwie do panny Gamp. Nieznajoma była podobnego wzrostu i miała podobny kolor włosów, ale fryzura, w którą je ułożyła, w niczym nie przypominała fryzur preferowanych przez Sigrid. Wplecione we włosy niebieskie kokardy niewątpliwie miały podkreślać domniemaną krukońskość nieznajomej. Johanowi wydało się to idiotyczne, ale nigdy nie twierdził, że znał się na modzie czy na dziewczynach.
Oswald wyglądał na zadowolonego. Na jego szerokich wargach raz po raz pojawiał się uśmiech, choć kilka razy zdarzyło się, że zmarszczył brew. Ślizgon zastanawiał się, czy każde zmarszczenie brwi przybliża ich wszystkich do momentu, w którym wyda się, że nieznajoma to nie Sigrid. Nie miał wątpliwości, że tak się stanie, choć póki co Löwenheim zwracał się do niej imieniem panny Gamp. Johan żałował, że nie może wybiec z herbaciarni, odszukać Torvalda i dowiedzieć się, co to wszystko miało znaczyć. Jak miał zamiar nie dopuścić do ślubu Sigrid z Oswaldem, jeśli nie robił nic, żeby odwieść Löwenheima od tego pomysłu? Johanowi wydawało się, że to właśnie powinno być kluczem do sukcesu; gdyby Sigrid nie pojawiła się na spotkaniu, prawdopodobnie uznałby to za straszną zniewagę. Może na tyle straszną, żeby zerwać zaręczyny? Oczywiście, wtedy państwo Gamp dowiedzieliby się o wszystkim i matka na pewno wysłałaby jakiś niezwykle nieprzyjemny list, ale przecież to niewielka cena; szczególnie w porównaniu do tej, jaką przyszłoby płacić Sigrid, gdyby ślub naprawdę się odbył. Ale Torvald obiecał, że się nie odbędzie.
Dziewczyna udająca Sigrid miała akcent, który bardzo Johana irytował. Nie umiał stwierdzić dlaczego, ale wiedział, że nie jest prawdziwą arystokratką. Wątpił, by Oswald dał się nabrać, jeśli nawet on zauważył, że coś jest nie tak z jej zachowaniem. Wygląd był bez zarzutu – granatowa suknia ze srebrnymi akcentami, całkiem ładna – zachowanie też – piła herbatę w taki sam sposób, jak czyniła to pani Gamp – ale ten akcent… Nie, coś było nie tak.
Oczywiście Torvald nie mógł skłonić prawdziwej arystokratki, żeby udawała Sigrid – wieść o czymś takim szybko by się rozeszła po salonach. Musiał więc poprosić o to kogoś innego, kto najwyraźniej dostał tylko ogólne instrukcje dotyczące oczekiwanego zachowania lub nie potrafił odpowiednio odegrać swojej roli. Johan zresztą nadal nie rozumiał, jakiego rodzaju miała to być rola. Dlaczego Löwenheim miał żyć w przekonaniu, że spotkał się z Sigrid? Przecież i tak się z nią nie ożeni, jedyne, w czym to spotkanie pomoże, to podtrzymanie iluzji, że… O to chodziło Torvaldowi? Chciał zyskać na czasie? Nie chciał wywoływać skandalu akurat teraz? Ale dlaczego? Tego Johan nie rozumiał. Skandal wydawał się nieuchronny, w końcu ślub miał się odbyć stosunkowo niedługo, na pewno zaczęły się już jakieś przygotowania; czy nie lepiej byłoby odwołać wszystko już teraz?
A jednak nieznajoma siedziała przy stoliku i tym swoim irytującym akcentem przekonywała Oswalda, że jest panną Gamp, że jest Krukonką, że jest idealnym materiałem na żonę, że jest głupiutka i mało ambitna. Johan poczuł, że się mimowolnie krzywi. Dziewczyna była wszystkim tym, czym nie była jego siostra, przynajmniej tak mu się w tej chwili wydawało. Nie utrzymywał z Sigrid na tyle bliskich więzi, żeby wiedzieć o niej wszystko, ale szpiegował ją na tyle długo, by zdawać sobie sprawę, że panna Gamp chce czegoś więcej niż życia w cieniu męża. Wydawało mu się, że Torvald mógł jej to zapewnić. Löwenheim – na pewno nie. Widać było, jak wielką przyjemność sprawiało mu przekonywanie dziewczyny o własnej wspaniałości. Czuł się dobrze w jej towarzystwie, bo chłonęła każde jego słowo, raz po raz wydając z siebie westchnienia czy zadając jakieś pytanie. Sama rozmowa była dość nudna, Oswald opowiadał coś o jakiejś rodzinnej tradycji, ale nieznajoma wydawała się zafascynowana. Johanowi przyszło do głowy, że mogła być lepszą aktorką, niż początkowo sądził.
Przestał aż tak uważnie przysłuchiwać się ich słowom, kiedy zdał sobie sprawę, że dziewczyna dobrze sobie radzi, a jego interwencja nie będzie potrzebna. Dopiero temat ślubu przykuł jego uwagę. Löwenheim opowiadał o planach, jakie jego matka i pani Gamp poczyniły; Johan poczuł coś na kształt wyrzutów sumienia. Nieznajoma była jednak zachwycona, zaczęła wypytywać o szczegóły, których Oswald z przyjemnością jej udzielał. Mówił zdawkowo o kwiatach, kokardach, sukienkach i innych bzdetach, po czym przeszedł do tematu jedzenia. Pochwalił się, że współpracował przy układaniu menu i długo musiał przekonywać obie rodziny, by zostały na nim umieszczone jego ulubione dania. O ulubione dania Sigrid, jak wywnioskował Johan, nikt nie zapytał. Nieznajomej to nie przeszkadzało. Młody Gamp pomyślał, że może powinna ona kontynuować swoją grę i poślubić Oswalda. Może o to właśnie Torvaldowi chodziło? Nie, to niemożliwe, przecież każdy, kto choć trochę znał Sigrid, od razu by rozpoznał, że to nie ona. Ale – ile osób naprawdę znało Sigrid? Johan nie był pewien, czy sam ją znał, a z całą pewnością nie mógł tego powiedzieć o swoich rodzicach. Wiedział jednak, że Burke nie zdecydowałby się na taki krok jak podstawienie fałszywej panny młodej, to zbyt łatwo mogło się wydać.
Ryś Löwenheima skończył pić i zmienił pozycję tak, że Johan widział jego ubrudzony mlekiem pyszczek. Wydawał się w tym momencie całkiem niewinny, wręcz uroczy. Później jednak ziewnął, pokazując przy tym cały garnitur ostrych zębów. Kiedy zabrał się do zlizywania mleka, znów wyglądał niewinnie, ale Johan wiedział, że była to fałszywa niewinność. Spojrzał na dziewczynę przy stoliku Oswalda. Była tak samo fałszywa jak ta niewinność rysia. Wszystko było tak samo fałszywe. Całe życie salonowe, życie w Hogwarcie, wszystko. Każdy musiał udawać, że jest kimś innym, może nie aż tak, jak dublerka Sigrid, ale nikt nie mógł być zawsze sobą. Burke ukrywał przed wszystkimi prowadzone przez siebie interesy, MacIver ukrywał swoje plany wobec Sigrid, Lyndon tak samo, Sigrid ukrywała uczucie do Torvalda, Löwenheim ukrywał… Johan nie wiedział co, ale nie miał wątpliwości, że musiał coś ukrywać. Każdy był fałszywy i obrzydliwy w tej swojej uładzonej sztuczności. Gamp poczuł, jakby zjadł coś nieświeżego. Nie miał ochoty dłużej tu siedzieć, ale nie mógł wyjść, póki nie upewnił się, że Oswald i nieznajoma nie wpadną na Sigrid i Torvalda. Teraz wydawało się jasne, dlaczego unikanie prawdziwej Sigrid było tak ważną częścią planu, choć Johan żałował, że nie został o tym uprzedzony wcześniej. Na tym jednak polegała jego rola, nigdy nie znał całego obrazu sytuacji. Raz po raz dawał się zaskakiwać dlatego, że Burke nie przygotował go na to, co miało się stać.
Johan stracił ochotę na trzecią szarlotkę i przez następne pół godziny jedynie dłubał w niej widelcem, jednym uchem przysłuchując się rozmowie toczącej się przy stoliku obok. Nie interesowało go, co Oswald miał do powiedzenia całemu światu. Nie interesowały go też sztuczne odpowiedzi nieznajomej. Stracił nawet zainteresowanie rysiem, który teraz chodził wokół stolika Löwenheima i przyglądał się wszystkim obecnym w herbaciarni. Możliwe, że szukał drogi ucieczki, choć prawdopodobnie tak długo przebywał w domu arystokraty, że zatracił już instynkt. Gamp poczuł, że mógłby się utożsamić z tym rysiem. Od dziecka trzymano go pod kloszem, uczono, by robił to, czego od niego oczekiwano. Może jego też planowali zaręczyć z jakąś dziewczyną, o której nic nie wiedział? Czy jego rodzice byliby tak okrutni? Właściwie – dlaczego nie? Skoro nie wahali się sterować życiem Sigrid, to czy zawahaliby się sterować jego życiem? Prawdopodobnie nie, w końcu oczekiwali od niego, że w odpowiedniej chwili wkroczy na salony, podbije swoją uprzejmością kilka serc i podniesie rangę ich rodu. Czy oczekiwali też, że przedłuży linię rodu? Na pewno, choć wolał o tym w tej chwili nie myśleć.
Poczuł, że zazdrości Torvaldowi. Burke był wolny, nie miał żadnych obligacji względem rodziny, względem klasy społecznej, z której pochodził. Mógł decydować sam o sobie, mógł piąć się w górę dowolnie wybranymi przez siebie środkami, mógł też stoczyć się do poziomu mugoli, a gdyby tak zrobił – nikt by nie powiedział ani słowa. Torvald nie był obserwowany przez nikogo, co oznaczało, że mógł pozwolić sobie na to, o czym Johan nigdy nawet nie pomarzy. Mógł zostać tym, kim tylko chciał, ale… Co jeśli Torvald chciał zostać arystokratą? I postanowił użyć do tego Sigrid? Ślizgon potrząsnął głową. Nie, niemożliwe. Przecież Burke musiał zdawać sobie sprawę, że państwo Gamp nie pozwolą Sigrid na mezalians, zwłaszcza jeśli wcześniej zapewnili jej odpowiedniego narzeczonego. Nawet jeśli Torvald chciał dołączyć do salonowego życia (choć Johan nie mógł zrozumieć, czemu miałby tego chcieć), to nie byłaby dobra droga.
Löwenheim i nieznajoma dziewczyna raz po raz śmiali się z czegoś, co powiedziało to drugie, a Johan miał wrażenie, że atmosfera w herbaciarni jest zbyt gęsta i zaraz się w niej udusi. Zastanawiał się, o ile bardziej podejrzanie wyglądałby, gdyby stał pod drzwiami i czekał, aż Oswald i jego ryś wyjdą. Prawdopodobnie nikt nie zwróciłby na niego większej uwagi. Już miał zamiar się podnieść, kiedy zauważył, że Löwenheim przywołuje kelnerkę. Gamp spojrzał w ich stronę, ciekawy, co się stanie. Może po prostu chce dolewkę herbaty?
Oswald jednak uregulował rachunek i ruszył w stronę wyjścia. Nieznajoma i ryś podążyli za nim, zgrabnie imitując królewski orszak. Johan poderwał się z miejsca, nie patrząc nawet w stronę kelnerki, zostawił na stole parę monet. Też wyszedł z herbaciarni, obawiając się, że straci Löwenheima i nieznajomą z oczu. Nie mógł pozwolić, żeby zaginęli w tłumie, żeby wpadli na Sigrid i Torvalda, żeby zrobili coś, o czym pani Gamp mogłaby się dowiedzieć. Chodzenie po ulicy było znacznie bardziej niebezpieczne, w końcu mogli spotkać kogoś, kto zna Sigrid i kto zdemaskuje tę dziewczynę.
Jego obawy okazały się jednak bezpodstawne; śledzenie Löwenheima było zadaniem łatwym (poruszali się dość wolno, ponieważ ryś chciał zbadać większość nowych zapachów) i bezpiecznym (Oswald nie zwracał bowiem uwagi na otoczenie, skupiając się raczej na sobie i swoim orszaku). Co więcej, nie miał on zamiaru krążyć z nieznajomą po całym miasteczku, ani nawet – jak Johan początkowo przypuszczał – zmieniać herbaciarnię na pub. Młody Gamp nie miał pojęcia, gdzie zmierzają, ale kiedy skręcili w jedną z bocznych uliczek, zobaczył spory szyld i zrozumiał. Ten pokój, który Löwenheim wynajął i o którym Torvald mówił… Cóż, szli do tego pokoju. Teraz. Czy powinien ich powstrzymać? W końcu nieznajoma udawała jego siostrę, a gdyby ktoś choćby podejrzewał Sigrid o to, że poszła z kimś – nawet z własnym narzeczonym – w takie miejsce, byłaby skończona w towarzystwie, nikt nie utrzymywałby z nią kontaktów, nikt nie chciałby się z nią ożenić, nikt…
Czy o to właśnie Burke’owi chodziło? Chciał skompromitować Sigrid? Johanowi wydawało się, że to nienajlepszy pomysł, ale z drugiej strony był przekonany, że Torvald uprzedziłby nieznajomą, że ma dbać o reputację Sigrid. Nie sądził, by dziewczyna wyszła z roli i działała samowolnie. A więc to wszystko naprawdę było ukartowane?
Nie znalazł swoich odpowiedzi i nie podjął żadnej decyzji. Patrzył, jak Oswald Löwenheim, jego ryś i nieznajoma udająca Sigrid znikają za ciężkimi drzwiami. Rozumiał, co zaraz się stanie, ale nie miał pojęcia, jakie to będzie miało konsekwencje. Wzruszył ramionami, choć nie było przy nim nikogo, kto by ten gest widział, i zawrócił. Wyglądało na to, że jego zadanie się skończyło, choć powinien o wszystkim zameldować Torvaldowi.

Advertisements
Rozdział piętnasty.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s