Epilog.

Panna Gamp wróciła do wynajętego mieszkania zmęczona, ale całkiem zadowolona. Wieczór zapadł już parę ładnych godzin temu, a mugole w mieszkaniach obok powoli kończyli się krzątać i kładli się spać. Sigrid nie słyszała wspomnianego krzątania – mury kamienicy były za grube – ale była pewna, że miało miejsce, w końcu przez parę lat udało jej się poznać zwyczaje sąsiadów.
Początkowo wydawało jej się, że nie będzie w stanie przywyknąć do niewielkiego mieszkania. Budziły ją hałasy dochodzące z ulicy, a nocne spacery po dzielnicy zupełnie nie wchodziły w grę; z czasem jednak przyzwyczaiła się do odgłosów miasta i przestała się bać podpitych mugoli. Zawsze jednak miała w kieszeni różdżkę. Może i przywykła do tej okolicy, ale nie oznacza to, że chciała być bezbronna. Czasami łapała się na tym, że z podejrzliwością przyglądała się każdemu, kto zbliżał się w jej kierunku – nie tylko mugolom na ulicy, lecz także współpracownikom w Mungu. Od wydarzeń w Hogwarcie upłynęło już ponad sześć lat, ale w Sigrid pozostała jakaś obawa, że po raz kolejny ktoś będzie chciał ją okłamać lub spróbować decydować za nią w sprawach, w których ostateczne słowo powinno należeć do niej. Obawy te nie wpływały jakoś szczególnie na jej życie towarzyskie, choć trudno by je było nazwać bujnym. Niemal codziennie była w Mungu, toteż większość czasu spędzała z innymi uzdrowicielami ze znajdującego się na parterze oddziału wypadków przedmiotowych. Praca zajmowała jej na tyle dużo czasu, że nie przeszkadzało jej niezwykle ograniczone grono znajomych, których widywała w czasie wolnym. Mogła do woli siedzieć z nosem w książkach lub doskonalić zaklęcia domowe, w których nie była najlepsza. Potrafiła doskonale sprzątać, ale te związane z gotowaniem po prostu jej nie wychodziły, nawet kiedy postępowała zgodnie z zaleceniami wypisanymi w książce. Kiedy wyrzucała do kosza kolejny zakalec, czasami przychodziło jej do głowy, że gdyby mogła zwrócić się o pomoc do matki, najpewniej szybciej nauczyłaby się tych typowo kobiecych zaklęć. Potem jednak zdawała sobie sprawę, że jej matka prawdopodobnie nigdy w życiu nie użyła ani jednego z tych zaklęć, ponieważ wszystko robiły za nią skrzaty.
Sigrid nie rozmawiała z matką od czasu pamiętnej awantury, która miała miejsce krótko po powrocie panny Gamp z Hogwartu. Przez pierwsze dwa dni rodzice nie poruszali tematu zaręczyn z Oswaldem, ale trzeciego dnia matka złamała niepisaną zasadę i zaczęła namawiać córkę, by przemyślała swoją decyzję, bo znalezienie drugiego narzeczonego będzie trudne, jeśli nie niemożliwe, biorąc pod uwagę, że jedno słowo Löwenheima na temat spotkania w Hogsmeade wystarczy, by zrujnować jej reputację. Sigrid wyjaśniła, że napisała już do niego list informujący o zerwaniu zaręczyn i nie interesują jej żadni narzeczeni, już zdecydowała, że chce zostać uzdrowicielką. Pani Gamp nie przyjęła tego najlepiej, więc rozmowa szybko przerodziła się w kłótnię, którą najpewniej słyszało pół hrabstwa. Sigrid do tej pory dziwiła się samej sobie, że była w stanie sprzeciwić się matce i nie zmienić zdania pod naporem jej krzyku. W każdym razie do akcji musiał wkroczyć pan Gamp, którego wrzaski wywabiły z gabinetu. Nie powiedział ani słowa do córki, wyprowadził tylko panią Gamp z pokoju i wezwał skrzata, który od razu przyniósł kieliszek czegoś na uspokojenie nerwów. Sigrid nie usłyszała już ani słowa od matki, ale po kolacji – którą skrzaty przyniosły jej do pokoju, co w oczywisty sposób miało sugerować, że nie jest mile widziana przy rodzinnym stole – w jej pokoju zjawił się ojciec. Usiadł na krześle przy biurku i przez dłuższą chwilę przyglądał jej się, jakby chciał się upewnić, że podjął właściwą decyzję. Sigrid miała wrażenie, że prześwietla ją na wylot, zagląda w głąb duszy i czyta w jej myślach. W końcu jednak pan Gamp przeniósł wzrok na ścianę, gdzieś ponad lewym ramieniem córki. Powiedział, że go zawiodła. Sigrid milczała; słyszała już to samo od matki. Pan Gamp, podobnie jak wcześniej jego małżonka, wspomniał też, ile wysiłku kosztowało ich zaaranżowanie małżeństwa, z którego Sigrid tak szybko zrezygnowała. Dodał też coś o niedojrzałych smarkulach, które nie mają pojęcia o prawdziwym świecie, a potem zamilkł i znów świdrował ją wzrokiem, być może czekając na jakiś wyraz skruchy i rzewne przeprosiny. Nie doczekawszy się ani jednego, ani drugiego, wstał z krzesła i wyjął z kieszeni niewielką sakiewkę, którą położył na biurku. Wyjaśnił córce, że nie mają zamiaru popierać jej frywolnego zachowania i planów całkiem niestosownych dla kobiety o jej pozycji społecznej, dlatego też chcą, żeby jak najszybciej opuściła ich dom. Jako że nie są bez serca, podarują jej pewną ilość złota, ale to wszystko, co kiedykolwiek od nich dostanie. Sigrid pokiwała głową, zdając sobie sprawę z powagi sytuacji – zyskała wolność, ale straciła rodzinę. Miała ochotę się rozpłakać, ale wiedziała, że niczego to nie zmieni. Podziękowała więc i zapewniła ojca, że w ciągu doby zniknie z jego domu. Oczywiście dotrzymała słowa, choć w pakowaniu musiał jej pomóc Johan. Obiecał, że będzie do niej pisał i życzył jej powodzenia. Sigrid doskonale zdawała sobie sprawę, że powodzenie jej się przyda – wylądowała w umiarkowanie schludnym pokoju w Dziurawym Kotle i nie miała pojęcia, co powinna zrobić dalej. Kiedy już uwolniła się od władzy rodziców, wolność i możliwość dokonywania wyborów trochę ją przerażały i paraliżowały. Spędziła dobre trzy dni w Dziurawym Kotle, zastanawiając się nad swoją przyszłością, ale nie robiąc nic konstruktywnego. W końcu trzeciego dnia usłyszała pukanie do drzwi, a kiedy je otworzyła, zobaczyła Torvalda, którego przecież miała już nigdy, przenigdy nie widzieć. Burke wyjaśnił, że Johan wysłał mu sowę. Uśmiechnął się krzywo – w ten irytujący, ujmujący sposób, który sprawiał, że wnętrzności Sigrid chciał się roztopić. Nie wyglądał, jakby szczególnie przejmował się tym, co wydarzyło się kilka tygodni wcześniej w Hogwarcie. Wyjaśnił, że całkiem nieźle radził sobie na Nokturnie i, kiedy już upewnił się, że panna Gamp nie rzuci w niego jakąś złośliwą klątwą, zaproponował jej swoją pomoc. Przez chwilę chciała odmówić, ale kiedy rozejrzała się po pokoju i przypomniała sobie, jak zagubiona się czuła, gdy tylko z niego wychodziła – zgodziła się.
Sigrid westchnęła, zdjęła buty i wstawiła wodę na herbatę. Jesień zaczęła już intensywnie zmieniać się w zimę i panna Gamp martwiła się, że znowu będzie musiała uszczelniać okna zaklęciami, bo stare gazety nie zdawały w tej kwestii egzaminu, jak przekonała się pierwszej zimy. Właściwie mogłaby się przeprowadzić, bo pieniądze, które zarabiała w Mungu, wystarczyłyby na coś lepszego, ale nie chciała. Przywiązała się do tych dwóch pokojów z kuchnią; poza tym miała pewność, że jak długo mieszkała w mugolskiej dzielnicy, tak długo rodzice nie zainteresują się jej losem. Johan, który ukończył już Hogwart (wcześniej pomagając Slytherinowi zdobyć Puchar Quidditcha trzy razy z rzędu) i planował wziąć ślub z dziewczyną, którą sam wybrał, ale która zyskała przychylność państwa Gamp, wiele razy powtarzał jej, że rodzice najpewniej przyjęliby ją do domu, gdyby tylko ich odwiedziła, ale Sigrid nigdy się na to nie zdecydowała. Nie chciała nawet sobie wyobrażać, jak taka wizyta mogłaby przebiegać i o ile spraw mogliby się posprzeczać. Wolała trzymać się swojego życia, które może nie było idealne, ale przynajmniej było jej własne.
Czajnik zaczął poświstywać, więc panna Gamp wsypała do szklanki trochę herbaty, a potem zalała ją wodą. Nie zdążyła jeszcze wyjść z kuchni, kiedy usłyszała zgrzyt klucza w zamku. Uśmiechnęła się lekko i zawróciła, żeby przygotować drugą herbatę.
– Cholerni mugole, jeśli to się nie skończy jakąś krwawą jatką…! – dobiegło z przedpokoju. Sigrid westchnęła. Wiedziała, że z kontynentu docierały nie najlepsze wieści, ale nie sądziła, żeby faktycznie mogło to doprowadzić do jakichś walk, nawet jeśli w całą tę sprawę zaangażują się czarodzieje. Europa przeżyła już jedną wojnę i nie potrzebowała następnej, niezależnie od tego, jakie plotki krążyły po kraju.
– Herbaty? – zapytała i, nie czekając na odpowiedź, postawiła obie szklanki na stole w salonie. Zauważyła mokre ślady na parkiecie i dywanie. Zmarszczyła brwi. Naprawdę wolałaby, gdyby pamiętał o zdejmowaniu butów i nie zmuszał jej do używania zaklęcia, nad którym nie do końca panowała.
Torvald nie odpowiedział, tylko cmoknął ją w czoło i opadł na niską sofę. Mruknął jeszcze coś o mugolach, potem dodał coś o zwiększonym zapotrzebowaniu na substancje, które rzadko są wykorzystywane do pokojowych celów, ale w końcu zamilkł i utkwił wzrok w szklance. Zawsze dziwiło go, że Sigrid była w stanie przygotować herbatę tak szybko, a do tego zawsze miała pod ręką ciasteczka. Nic dziwnego, że tak często ją odwiedzał.
Panna Gamp powiedziała, że w Mungu nie dzieje się nic nowego, nie wzrosła nawet liczba pacjentów z zatruciami, czego się spodziewała, choć nie mówiła tego Torvaldowi, który, jako jeden z tych Ludzi Od Wszystkiego z Nokturnu pośrednio byłby temu winny.
– Sprzedają to za granicę – rzucił w kierunku swojej szklanki, cały czas unikając jej wzroku. Rzadko się tak działo, zwykle patrzył prosto na nią i uśmiechał w ten charakterystyczny sposób, póki nie zgodziła się na kolejne szaleństwo.
– Czemu przyszedłeś? – zapytała w końcu, odstawiając swoją szklankę. Straciła jakoś ochotę na herbatę. Atmosfera w salonie nagle stała się bardziej napięta.
Burke milczał przez chwilę, kołysząc zawartością szklanki. Sigrid musiała się powstrzymać, by mu jej nie zabrać, póki jeszcze nie rozlał niczego na dywan. Cały weekend myślała o tym, że powinna go wyczyścić, i kiedy w końcu jej się udało, Torvald próbuje go znów ubrudzić.
– Uwierzysz, jeśli powiem, że się stęskniłem?
– Nie, raczej nie – odparowała, od razu zdając sobie sprawę, że jej ton był odrobinę zbyt chłodny. Nie dodała jednak nic, co mogłoby ocieplić wypowiedziane słowa.
Nie podobało jej się, że Burke nigdy nie zaproponował, by zamieszkali razem, ale jednocześnie nie przeszkadzało mu przychodzić do niej, kiedy tylko miał na to ochotę. Nie pisnął nawet słowa o zaręczynach czy ślubie, co nie przeszkadzało mu raczej częściej niż rzadziej lądować w jej sypialni, o co Sigrid czasami miała do siebie pretensje, szczególnie kiedy w nocy nachodziły ją przerażające myśli o nieplanowanej ciąży. Nie podobało jej się też, jakiego rodzaju interesy prowadził i z jakimi ludźmi się kontaktował. Irytowało ją, kiedy rano budziła się w pustym łóżku, po czym odkrywała, że wyszedł z jej zapasem tych czy tamtych eliksirów, a także całym zapasem ciasteczek, które miała w kuchni. Złościła się, kiedy znikał bez słowa na dwa tygodnie czy miesiąc. Starała się nie zastanawiać, czyimi perfumami będzie pachniał, kiedy wróci, albo jak wiele Ognistej wypije, zanim do niej trafi.
A jednak nic nie mówiła. Nie przeprowadziła się, nie zabrała mu klucza, nie wyrzuciła go za drzwi. Cierpliwie kupowała nowe ciasteczka, sprzątała zabłocony dywan, prała jego koszule i warzyła nowe eliksiry, żeby uzupełnić zapasy. Wszystko to sprawiało, że kiedy Torvald się u niej zjawiał, w całym mieszkaniu panowała dziwnie domowa atmosfera, która skłaniała go do tego, by czasami zostać nawet na kilka dni. Bywało, że panna Gamp zastanawiała się, co myślą o niej sąsiedzi, ale potem przypominała sobie, w jakiej dzielnicy mieszkała. Pewnie zastanawiali się, dlaczego odwiedza ją tylko jeden mężczyzna.
– Ranisz mnie, Sigrid – powiedział, ale jego słowom zaprzeczył szeroki uśmiech.
– Wiedziałam, że w końcu przyjdzie moja kolej – odpowiedziała, uśmiechając się równie szeroko. Wiedziała już, jak ten wieczór się skończy.
Rano, zanim wyszedł, Torvald powiedział jej, że wieczorem powinni gdzieś razem wyjść. Sigrid uniosła w zdziwieniu brwi, ale Burke odmówił ujawnienia szczegółów swojego planu, co zirytowało pannę Gamp. Torvald zaśmiał się i wyjaśnił, że musi o nią dbać, bo jeśli kiedyś postanowi się ustatkować, to tylko z nią. A później wyszedł, Merlin jeden wie dokąd. Sigrid westchnęła. Nie tak wyobrażała sobie przyszłość, kiedy opuszczała Hogwart, ale podejrzewała, że gdyby ktoś powiedział jej, że może cofnąć się w czasie i zacząć od nowa, nie zdecydowałaby się. Jej życie nie było idealne, ale czyje było? Radziła sobie finansowo, robiła to, co chciała, a do tego mogła sama o sobie decydować. Być może nie osiągnęła więcej, ponieważ nie była pięknym głuptaskiem, ale to, co miała, w zupełności wystarczało.

Advertisements
Epilog.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s