40. O balu (1)

Poddawano mnie torturom –  i to chyba najwymyślniejszym, jakie znała ludzkość. Tym bardziej przerażających, że wiele kobiet poddawało się im dobrowolnie. Nie byłam w stanie ich zrozumieć –  podobnie jak nie rozumiałam, czemu Brenda aż tak troszczy się o to, jak będę wyglądać na balu. Może chciała mi w ten sposób pokazać, że mnie lubi. Jeśli tak, byłoby to cokolwiek osobliwe –  niewiele osób okazuje innym sympatię przez przykładanie mu do oczu jakichś metalowych sprzętów.
Gdy skończyła, z trudem poznałam samą siebie. Wyglądałam… Merlinie, wyglądałam jak Brenda. A przynajmniej dość podobnie. I wcale, ale to wcale mi się to nie podobało.
–  Ślicznie! –  Brenda aż klasnęła w dłonie. –  Jeff oszaleje!
Miałam co do tego pewne wątpliwości. Póki co to ja byłam bliższa szaleństwa –  i podejrzewam, że zaczęłabym krzyczeć, gdyby znęcała się nade mną dłużej. Przez cały czas, kiedy mnie czesała, myślałam o tym, co wydarzyło się w Wielkiej Sali. Nie dość, że nie doszłam do żadnych konkretnych wniosków, to jeszcze narażałam się na ciągłe pojękiwania Bre, że nie powinnam marszczyć brwi, jeśli chcę, żeby pomalowała mi twarz jakimiś dziwnymi specyfikami. Oczywiście nie chciałam, ale Bre zwracała na to uwagę?
–  Czyli mogę już iść? –  spytałam z nadzieją w głosie.
–  Sukienka, głuptasie.
No tak, sukienka. Czy wspominałam, że torturowano mnie, kiedy byłam w samej bieliźnie? Która zresztą najpierw musiała uzyskać aprobatę Brendy? Czułam się jak lalka i ani trochę mi się to nie podobało. Podobnie jak nie podobało mi się zakładanie sukienki, o której cały czas myślałam, jako o bolesnym (choć uszytym z ładnego materiału) wspomnieniu związanym z Regałem. Zakładanie jej dla kogoś innego wydawało się… niewłaściwe. Teraz jednak, po zabiegach Brendy, byłam gotowa założyć cokolwiek, byle tylko przestała mnie dręczyć.
–  A teraz mogę, tak? –  spytałam.
–  Teraz tak. I tak jesteśmy spóźnione… O nie! Jesteśmy spóźnione już ponad pół godziny! Annie! On mnie zabije, Annie, Annie, cofnij czas!
–  J– jak to spóźnione? –  wydukałam, szybko zakładając sukienkę. –  Ile czasu właściwie minęło?
Nie byłam pewna, czy w ogóle chcę wiedzieć. Domyślałam się, że Jeff nie zareaguje entuzjastycznie na moje spóźnienie –  ba, może nawet uznać, że go wystawiłam i wcale na mnie nie poczekać. Merlinie, ile to by ułatwiło! Mogłabym wrócić do dormitorium, zwinąć się w kulkę na łóżku i zniszczyć te godziny starań Brendy, która z całych sił chciała zrobić ze mnie bóstwo.
Ale Brenda już mnie nie słuchała. Zbyt zajęta była wybieganiem z dormitorium.
Spojrzałam na łóżko, które wyglądało, jakby wzywało mnie do siebie, ale postanowiłam, że skoro zabrnęłam już tak daleko, to pójdę. Poprawiłam sukienkę, uśmiechnęłam się nieco sztucznie i też wyszłam. W końcu to tylko bal, tak? Nic strasznego. I może Jeff jednak się zniechęcił…
Czekał.
Co więcej –  na mój widok wstał z fotela i nawet mnie skomplementował. Zupełnie jakby to miało sprawić, że poczuję się lepiej. Może jednak powinnam mu powiedzieć, że to podłe z mojej strony i że nie mogę z nim iść, bo to będzie świadczyło o tym, że nie mam ludzkich uczuć. Ale… on tak chciał iść, to było widać, na pewno chciał! Nie mogłam mu tego zrobić, prawda?
Nie mogłam.
–  Elo – przywitał się. – Warto było czekać –  stwierdził, podając mi ramię.
–  Dzięki –  odpowiedziałam, uśmiechając się tak szeroko, że byłam pewna, że jeszcze przed końcem wieczoru pękną mi policzki.
Ale, cóż, przynajmniej tam szłam (co świadczyło o tym, że nie jestem słabą kobietą uzależnioną od Regała) –  i to w naprawdę świetnej sukience.

***

Kiedy weszłam do Wielkiej Sali, miałam ochotę przetrzeć oczy ze zdumienia. O ile wcześniejszy, normalny wystrój uważałam za akceptowalny i na swój sposób uroczy, o tyle to, co teraz zobaczyłam, urocze absolutnie nie było. A już na pewno nie akceptowalne. Dumbledore musiał przesadzić z Ognistą, kiedy to projektował, byłam tego pewna. Już przy samych drzwiach zaatakowało nas wielki, różowe coś – nie byłam pewna co, ale możliwe, że w zamyśle miał to być amorek. Nigdy nie widziałam jeszcze różowych amorków z uszami przypominającymi skrzydła nietoperza, ale, tak na dobrą sprawę, nigdy nie widziałam żadnego amorka, więc mogłam nie wiedzieć wszystkiego. Ku mojemu przerażeniu – tych nieszczęsnych amorków było więcej. Uwijały się jak w ukropie i przypominały raczej smugi różowego światła niż prawdziwe postaci.
Przeniosłam wzrok na sufit w nadziei, że tam nie dostrzegę różu, ale nic z tego – w powietrzu unosiły się błyszczące, różowe serduszka, które rzucały światło. Co, na litość Merlina, było złego w tradycyjnych świeczkach? Jakby tego było mało – wszystko okna przyozdobiono dziwacznymi, kolorowymi szarfami, do których profilaktycznie wolałam się nie zbliżać. Już-już miałam się rozglądać po twarzach (i – a co tam, nazwijcie mnie próżną – sukienkach) obecnych, kiedy coś pisnęło na wysokości moich kolan. Niepewnie spojrzałam na stojącego tam amorka, który wyciągnął w moim kierunku tacę. Przełknęłam głośno ślinę. Zamach na mój zmysł estetyki to jedno, ale żeby zmuszać skrzaty do czegoś… takiego?! I przebierać je za upiorne amorki? Czy w tym zamku są sami arystokratyczni sadyści?! Poczułam falę mdłości i najchętniej wróciłabym do dormitorium, gdyby nie cała praca, jaką włożyłam w zmuszenie się do przyjścia.
– Bosko! – Jeff wykrzyknął radośnie i rzucił się do pałaszowania przysmaków od biednego skrzata.
– Stój – syknęłam. – Jak możesz to jeść? Nie widzisz, że to… owoce wyzysku?!
Spojrzałam na niego z bezgranicznym zawodem. Nie zrozumcie mnie źle, nigdy nie uważałam, że Jeff jest odpowiednio wrażliwy, jeśli chodzi o sprawy ucisku społecznego, ale teraz bił własny rekord. Jak można przyjmować jedzenie od biednej, uciskanej, zmuszonej do przebrania się w upokarzający kostium i biegania wśród bawiących się w najlepsze istoty?
On nie rozumiał. Spojrzał na mnie z miną niewinnego stworzonka (z resztką kremu czekoladowego na górnej wardze) i spytał:
– Ale co, chcesz tańczyć?
Westchnęłam dramatycznie. Naprawdę, dlaczego wylądowałam w tym przybytku tortur właśnie z nim?…
– W porządku, zatańczmy – zgodziłam się, oczywiście jedynie po to, żeby odciągnąć go od biednego skrzata.
Absolutnie nie chodziło mi o nic innego.
A już zwłaszcza nie o sprawdzenie, kto jeszcze jest obecny.
Ani tym bardziej o to, żeby naprawdę z nim… zatańczyć. Tak zatańczyć przez wielkie zet!
Zaczęła się właśnie jakaś w miarę szybka piosenka, więc spojrzałam na Jeffa wyczekująco. Powinniśmy zacząć tańczyć jak najszybciej – póki muzyka jest szybka. Nie było mowy o tym, żebym tańczyła z nim do jakiegoś wolnego przytulańca. Mogłam być desperatką, ale nie aż taką. I nie żebym miała jakieś uprzedzenia do Jeffa jako do tancerza, po prostu… no dobrze, mogłam mieć trochę uprzedzeń do Jeffa jako do człowieka, ale jego zdolności na parkiecie jeszcze nie widziałam, więc nie mogłam się uprzedzić.
Zatańczyliśmy więc.
Ku mojemu zaskoczeniu, Jeff nie dostarczył mi powodów, dla których mogłabym się do niego dalej uprzedzać. Tańczył zupełnie nieźle. Jasne, nie był to poziom mistrzowski, ale jak na kogoś, kogo oceniałam tak jak jego… cóż, było nieźle. Tak nieźle, że zatańczyliśmy jeszcze do jednej piosenki, zanim powiedziałam, że muszę iść przypudrować nosek. Oczywiście było to ordynarne kłamstwo, ale zaczęła się akurat jakaś piosenka, która była zbyt wolna jak na mój gust i wolałam na chwilę zniknąć. Żeby nie wzbudzać zbyt wielu podejrzeń, ruszyłam w kierunku łazienki.
I wtedy gwałtownie się z kimś zderzyłam.
– Merlinie, łokieć w żebra, jak łazisz, ty… – Spojrzałam w górę, jednocześnie masując żebra po prawej stronie. To było trochę zbyt dosłowne zderzenie. – James, co ty tu robisz?
– Gapię się.
Odruchowo rozejrzałam się w poszukiwaniu Lily – w końcu na kogo innego by się gapił? Nie zauważyłam jej w tłumie, więc spojrzałam na niego pytająco.
– Wyglądasz… Łał, ty naprawdę jesteś Francuzką!
Spojrzałam na niego, jakbym nie była pewna, czy na pewno chciał mnie skomplementować, ale w końcu uznałam, że tak. Nie miałam pojęcia, co w moim stroju mogło o tym świadczyć, ale i tak było to miłe.
– Dzięki – uśmiechnęłam się.
– I to dla Jeffa, tak? Jacie, dziewczyno, popełniasz gigantyczny błąd.
Stłumiłam prychnięcie. Dla Jeffa, Merlinie, litości!
– James, jestem niezależną kobietą. Ubieram się dla siebie – stwierdziłam stanowczo. Nie wiedziałam, jak interpretował fakt, że przyszłam tu z Jeffem, ale uznałam za stosowne przypomnieć mu, że to nie znaczy, że, cóż, jestem z Jeffem.
Rzucił mi powątpiewające spojrzenie.
– Co? – zapytałam, patrząc na swoją sukienkę. Nie, nigdzie nie miałam tabliczki „jestem z Jeffem”. – Możesz mi wyjaśnić, jaki błąd według ciebie popełniam, bo, ulituj się, Merlinie, zaczęłam się w tym wszystkim gubić.
– Jak mogłaś dać kosza Łapie? Po tym wszystkim, co dla ciebie zrobił?
– Nie dałam mu żadnego kosza – zaoponowałam szybko. – Nie przypominam sobie, żebyśmy byli parą, więc skąd pomysł, że mogło dojść do jakiegokolwiek zerwania?
W porządku, zrobiło mi się troszkę, troszkę cieplej na sercu, gdy pomyślałam o Syriuszu. Odrobinę. I szybko się tego ciepła pozbyłam – to niezdrowe, jeszcze bym się jakiegoś nadciśnienia nabawiła. Może i Syriusz wczuł się w moją sytuację i starał mi się pomóc, kiedy ja i Regał… starał mi się pomóc. Kropka. Wiedziałam jednak doskonale, że to jeszcze nie znaczyło, że mogłam się z nim bezkarnie zadawać – powinnam się trzymać z daleka, nawet jeśli James uważał to za błąd i… i w ogóle.
– Chodziło mi raczej o to, że nie zgodziłaś się pójść z nim na bal. Powtarzam: po tym wszystkim, co dla ciebie zrobił…
– Wiem, James, wiem – powiedziałam spokojnie. – Naprawdę, jestem mu wdzięczna za to, co zrobił, ale przyjście z nim tutaj… to byłby zły pomysł. Poza tym, wiesz, że sugerował, że nikt inny by mnie nie zaprosił?
Spróbowałam rozbudzić w sobie irytację, która z pewnością pomogłaby mi wymyślać lepsze argumenty, ale nic z tego. Irytacja nie przychodziła, a moje słowa brzmiały dość żałośnie nawet w moich własnych uszach.
– Jesteś pewna, że wiesz wszystko?
Oczywiście, że nie wiedziałam wszystkiego. Nie wiedziałam, czemu tak naprawdę Syriusz mi pomagał. Nie wiedziałam, co naprawdę stało się między nim a Regałem – zwłaszcza w przeszłości, coś, co wyjaśniałoby ich niechęć. Nie wiedziałam, co Syriusz zrobił ze znalezionym przeze mnie medalem. Merlinie, nie wiedziałam nawet, jak Syriusz ma na drugie imię, więc jak on mógł mnie pytać, czy wiem wszystko?!
– Nie wiem – przyznałam. – To dość… skomplikowane – dodałam, jakbym usiłowała się obronić, po czym przypomniało mi się coś, co obudziło w końcu moją irytację. – Ciężko pytać o to kogoś, komu w końcu tyle czasu nie chciało się powiedzieć, co się wydarzyło na pewnej imprezie po pewnym meczu quidditcha.
James zamyślił się. Dawno nie widziałam zamyślonego Rogacza. Miła odmiana!
– Dlaczego nie chcesz dać mu szansy?
Zacisnęłam zęby. Na końcu języka miałam jakąś nieprzyjemną ripostę, ale nie chciałam być niemiła dla Jamesa, naprawdę nie. Starał mi się pomóc i do tej pory to właśnie jemu najbardziej to wychodziło. Mogłam go śmiało nazwać swoim najlepszym przyjacielem, więc dlaczego miałabym umyślnie go ranić tylko po to, żeby odwlec rozmowę, którą – jak widziałam po jego oczach – i tak uparł się ze mną przeprowadzić.
– Bo wiem, jak to się skończy – wymamrotałam.
– Jak?
– Źle – odparłam i wzruszyłam ramionami.
Wiedziałam, że James jest przyjacielem Syriusza, ale nie oznaczało to chyba, że jest ślepy. Każdy widział, jak Syriusz bez większych oporów zerwał z Brendą i złamał jej serce. Ba, żeby tylko z Brendą. Myślę, że gdyby jego byłe dziewczyny założyły jakieś stowarzyszenie, to byłoby ono większe niż klub szachowy. Albo może i wszystkie drużyny quidditcha razem wzięte. Nie miałam pojęcia, ale wiedziałam jedno: nie miałam zamiaru być kolejną na liście. Poza tym… Merlinie, przecież to Black. Jeden z nich dopiero co mi zdeptał serce, więc jak mogłabym je zmieść na szufelkę i wcisnąć innemu? Do tego jeszcze arystokracie. Nie, żadnych arystokratów.
– Czyli? – upierał się przy swoim.
– Czyli nie ma sensu próbować czegoś, co i tak się zaraz rozsypie. James, naprawdę, rozumiem, że jesteście przyjaciółmi, ale nie musisz nas swatać. Nie wiem, czy robisz to za jego zgodą, czy nie, ale nie jestem zainteresowana.
I, żeby potwierdzić, jak bardzo niezainteresowana jestem, splotłam ręce na piersi. Nie ma mowy, nie będę swatana.
– Nie powiedział ci, prawda?
– O czym? – zapytałam, zanim zdążyłam się powstrzymać. Przecież w głowie na pewno miałam tyle wspaniałych ripost, którymi mogłabym uciąć tę rozmowę, czemu dałam się ponieść babskiej ciekawości?
– O wszystkim! – James krzyknął. Nie wiedziałam, że jest skłonny do aż takich wybuchów. Z pewnością nauczyła go tego Ruda. – O tym, jaki jest w tobie beznadziejnie zakochany i jakie głupstwa popełnia z tego powodu! O tym, jak zaczął się znów spotykać z Bre, chociaż nie może na nią patrzeć, by tylko wzbudzić twoją zazdrość po tym, jak puściłaś go kantem z jego własnym bratem! O tym, jak pokłócił się o ciebie i to wyłącznie o ciebie właśnie z Regulusem! O tym, jak bronił cię przed wszystkimi twoimi wrogami do tego stopnia, że nawet nie zauważałaś, że masz wrogów! O tym, jak prawie rozszarpał Snape’a za to, że nazwał cię szlamą! O tym…
Spojrzałam na niego, jakbym widziała go pierwszy raz w życiu. Przecież… to niemożliwe, prawda? Na pewno próbował mnie nabrać. Ale… dlaczego miałby? Przecież gdyby kłamał, to szybko by się wydało. Ale Syriusz nie… Przecież Syriusz…
– Merlinie – wyrwało mi się. Po raz pierwszy od dawna nie wiedziałam, co powiedzieć. Chciałam mu uwierzyć, ale jednocześnie wiedziałam, że nie powinnam. Że gdybym uwierzyła, znów skończyłabym w jakiejś zaspie. Że to nie może się dobrze skończyć.
– Jak mogłaś mu to zrobić, Annie? Pytam cię po raz ostatni. Jak mogłaś… – zrobił dramatyczną pauzę. – Jak mogłaś go tak zranić? Ty, taka oświecona i tolerancyjna! I to dlaczego? Bo urodził się w rodzinie, która z powodu jego poglądów już dawno go odtrąciła? Bo nosi nazwisko, którego się wstydzi? Bo w dniu, w którym cię poznał, skojarzył ci się z opryskliwym małoletnim z księgarni?
Poczułam, jak żołądek mi się przewraca i miałam ochotę zapaść się pod ziemię. W porządku, miał rację w paru punktach, a parę innych pominął, ale i tak obraz mojej osoby, który się wyłaniał z jego słów był okropny. Czy ja naprawdę…? Ale przecież nie mogłabym być aż tak zaślepiona i nietolerancyjna, prawda? I Syriusz nigdy… To znaczy prawie… Merlinie.
– N-nie – bąknęłam słabo. – James, bo ja…
Utkwiłam wzrok w ścianie gdzieś koło jego lewego ucha. Nie umiałam dokończyć zdania, a do tego musiałam walczyć z falą łez, która właśnie napływała mi do oczu.
– A teraz Jeff. Świetnie. Gratuluję, Annie.
– Świetnie wiesz, że nie umawiam się z Jeffem – warknęłam, bo nagle całą pustkę, którą czułam, udało mi się przekształcić w złość. Nie umiałam odpowiedzieć na jego zarzuty związane z moim podejściem do Syriusza, ale byłam w stanie uchwycić się tego tematu, byle tylko wyładować frustrację. W końcu gniew jest lepszy od płaczu, prawda?
– Łapa tego nie wie.
Znów wbiłam wzrok w ścianę. Chciałam być na niego zła i wykrzyczeć wszystkie swoje opinie o Jeffie, ale wiedziałam, że ani mnie by z tego powodu nie ulżyło, ani jemu by to nic nie dało. Dlatego właśnie milczałam i próbowałam coś wymyślić.
– Więc sądzisz, że… co powinnam zrobić? – zapytałam cicho. Domyślałam się, co powie. „Znajdź Syriusza i z nim porozmawiaj”. Jasne. Wyobrażam sobie, jak bardzo by się ucieszył na mój widok, jeśli faktycznie przez cały rok tyle dla mnie robił, a ja… a ja zachowywałam się tak okropnie, jak opisał to James.
– Rób, co chcesz. To nie moja sprawa, co zrobisz z tym, co ci powiedziałem.
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Naprawdę, naprawdę nie miał dla mnie żadnej rady? Żadnej wskazówki, gdzie mogę znaleźć Syriusza? Żadnych słów otuchy? Cóż, chyba na żadne nie zasłużyłam. Wszystko zepsułam i jeśli naprawdę chciałam z nim porozmawiać, to powinnam radzić sobie sama.
Słabo pokiwałam głową i wymamrotałam:
– Tak, jasne. Chyba… chyba muszę iść do łazienki. I pomyśleć.
– Rozmazałaś się – mruknął tylko i ustąpił mi z drogi.
Spróbowałam otrzeć płynącą po policzku łzę (skąd ona się tam wzięła?) wierzchem dłoni.
– Dzięki – mruknęłam. Po czym ruszyłam do łazienki. Najszybciej jak się dało. I jeżeli wcześniej spodziewałam się, że spędzę tam część balu, to sądziłam raczej, że będę się ukrywać przed Jeffem, a nie próbować się uspokoić.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s