38. O relacjach hiponimicznych słowa bal

Pisanie wypracowań nigdy nie wydawało mi się najciekawszą formą spędzania wolnego czasu, ale w obliczu ostatnich wydarzeń – musiałam przyznać, że było całkiem relaksujące. Zagłębianie się w tajniki kolejnej wojny goblinów czy wypisywanie zastosowań substancji, o której nikt normalny nigdy nie słyszał… Zdecydowanie można to uznać za sposób na spędzenie spokojnego dnia. A przynajmniej taką miałam nadzieję, bo po ostatnich wydarzeniach naprawdę potrzebowałam spokoju.
Najgorsze było to, że do tego durnego balu pozostały już tylko trzy dni. W związku z tym wszyscy, ale to absolutnie wszyscy, o tym mówili. Problem polegał na tym, że ja… Nawet nie chodziło o to, że chciałam pójść. Po prostu strasznie przypominało mi to Regała. Regała, dla którego kupiłam tę durną sukienkę, którą zaproponowała mi Chevonne. I Regała, który nie dał mi nawet okazji, by ją założyć.
Nie żebym nie mogła założyć jej ot tak! W końcu byłam niezależną i nowoczesną kobietą, która może nosić dowolnie wybrane sukienki w dowolnie wybranej chwili. Gdybym miała ochotę, to mogłabym w niej codziennie chodzić na śniadania. Albo kolacje.
Tyle, że nie miałam ochoty. Wolałabym zwrócić ją do sklepu albo wymienić na inną, ale zdawałam sobie sprawę, że było już za późno. Utknęłam z tym kawałkiem materiału, który okropnie przypominał mi o Regale.
I którego nie mogłam założyć, bo i tak nie miałam z kim iść.
Oczywiście jako niezależna i nowoczesna kobieta mogłabym iść sama, cóż to za problem, nie potrzebowałam faceta, żeby odsuwał mi krzesła (czy tam w ogóle będą krzesła?), przepuszczał w drzwiach czy nakładał na talerz koreczki serowe (zwłaszcza nie koreczki! Po ostatniej katastrofie z nimi związane przeszła mi całkowicie ochota na tego typu przekąski). Po prostu nie miałam ochoty – nie, żebym kiedykolwiek wcześniej była zwolenniczką tego balu. Teraz po prostu wydawał mi się jeszcze bardziej bezsensowny.
– Nie chodziło ci o bal goblinów, prawda? – Ktoś za moimi plecami umierał ze śmiechu.
Spojrzałam na leżący przede mną pergamin i skreśliłam ostatnie zdanie. Nie, zdecydowanie nie o bal goblinów mi chodziło… I zdecydowanie nie miałam ochoty rozmawiać. To była jedna z tych chwil, w których miałam ochotę zniknąć i nie pojawiać się znowu, póki nie zjem całej czekolady tego świata. Jako że nie było to możliwe, postanowiłam (szalenie dojrzale, rzecz jasna) udawać, że jednak zniknęłam. Milczałam.
Jednakowoż istota, która uprzednio się ze mnie śmiała, najwidoczniej za nic miała sobie moje myślenie. Zajęła miejsce tuż obok mnie i kontynuowała:
– Wiesz, Annie, nie sądziłem, że gobliny to tak taneczne istoty.
Zamknęłam oczy. Jeśli nie będę patrzeć i mówić, może naprawdę zniknę. Miałabym święty spokój. I chciałam się zaśmiać, naprawdę chciałam (ostatecznie sam pomysł balu goblinów…!), ale to by tylko sprowokowało dalszą chęć nawiązania kontaktu, a tego wolałam uniknąć.
– Sama pomyśl – jak można tańczyć, mając tak krótkie nóżki?
Pomyślałam. I musiałam naprawdę mocno zacisnąć wargi, żeby się nie roześmiać. I jak ja miałam w takich warunkach udawać, że mnie tu wcale nie ma? No jak? Do tego jeszcze tak jawne dyskryminowanie goblinów i krytykowanie ich tańca tylko dlatego, że proces ewolucji obszedł się z nimi dość brutalnie i odebrał im większe szanse na światową karierę taneczną. Ale to jeszcze nie był powód, by się z nich wyśmiewać!
– Zresztą, one chyba nie są aż tak rozrywkowe. Widziałaś kiedyś tańczącego goblina?
Zastanowiłam się nad nieszczęściem setek… nie, tysięcy goblinów, którym odmawia się prawa do tańca, wyśmiewa się je i poniża tylko dlatego, że nie są w tym kierunku tak uzdolnione jak inni. To absolutna podłość i tylko mocne postanowienie zniknięcia powstrzymywało mnie przed wygłoszeniem kolejnego z kazań światopoglądowych.
– Myślę, że to by było dla nich upokarzające. Wiesz, jeśli… jeśli założymy, ze cokolwiek czują, oczywiście.
Tego było ZA WIELE! Jak można powątpiewać w to, że nasi bracia (fakt, krótkonodzy, ale nadal bracia!) coś czują?!
– Oczywiście, że czują, gobliny są takimi samymi żywymi istotami jak czarodzieje i obrażanie ich w taki sposób jest po prostu podłe! Nie miały wpływu na to, jak wyglądają, czy jakie mają uzdolnienia, więc nic nie daje nam prawa do odbierania im radości, jaką może nieść taniec! I absolutnie nic nie upoważnia nas odbierania im prawa od odczuwania! – krzyknęłam. I to by było na tyle, jeśli chodzi o znikanie. Dawno nie czułam się tak boleśnie materialna.
– Spokojnie, Annie, chciałem cię tylko sprowokować!
– To ci się świetnie udało! – fuknęłam, zwijając pergamin. Wypracowanie zdecydowanie wymagało solidnych poprawek, nie tylko przez ten bal, ale i kilka kleksów, które w którymś momencie się na nim pojawiły. – Naprawdę świetnie. Chcesz ode mnie czegoś konkretnego?
– Chciałem przede wszystkim, byś zaczęła mówić.
– Zaczęłam. Coś jeszcze? – mruknęłam.
Skoro nie udało mi się zniknąć, to może chociaż będę oziębła? Wątpiłam, czy sam sobie pójdzie, ale nie zaszkodziło spróbować – naprawdę nie chciałam z nim rozmawiać. O niczym. Ani o goblinach, ani o pogodzie, ani o mnie, ani o nim, ani o śniadaniu, ani o quidditchu, ani… Po prostu nie i już.
– Żebyś na mnie spojrzała?
Przewróciłam oczami. Naprawdę, to robiło się żenujące. Niby dlaczego miałabym na niego patrzeć? Przysiadł się do mnie jakby… jakbym mu pozwoliła, a teraz jeszcze nie dość, że przeszkadza mi w nauce, to jeszcze stawia mi jakieś idiotyczne żądania. I to niby dlaczego? Aż tak zależy mu na tym, żeby mnie zdenerwować?
W końcu jednak spojrzałam. A co tam. Przecież nic mi się nie stanie. Oczywiście dołożyłam wszelkich starań, żeby było to chłodne i odpychające spojrzenie, całkowicie wymuszone i niechętne. Może nawet mi się udało.
Co nie zmienia faktu, że Syriusz uśmiechał się do mnie jak… idiota. Nic dziwnego. W końcu był Blackiem, a wszyscy Blackowie są idiotami. Bo są, prawda? Prawda?!
– Tak lepiej – oznajmił.
Prychnęłam. Jeśli uznawał coś takiego za poprawę, to naprawdę powinien zrewidować swoje poglądy.
– Coś jeszcze? – powtórzyłam. – Piszę wypracowanie – dodałam, na wypadek, gdyby i to (podobnie jak mój chłód) mu umknęło.
– Zastanawiam się, czy w związku z tą twoją obsesją na punkcie balu…
– Ja nie mam żadnej obsesji! – syknęłam.
W porządku, parę razy o tym myślałam, ale to w żaden sposób nie świadczyło o obsesji. W porównaniu z innymi dziewczynami z dormitorium nie przejawiałam nim absolutnie żadnego zainteresowania.
– Poza tym ten bal jest szczytem idiotyzmu – dodałam. – Nie mam pojęcia, dlaczego Dumbledore zaproponował coś takiego, przecież nikt normalny nie mógłby być tym podekscytowany. Kolejny sposób podkreślenia różnic między uczniami i tyle! – stwierdziłam głośno, częściowo przekonując jego, a częściowo siebie samą.
– Dasz mi dokończyć?
Wzruszyłam ramionami i zamilkłam. Nie wiedziałam, co chce powiedzieć, ale domyślałam się, że mi się to nie spodoba.
– Więc… – zaczął na nowo. – W związku z tą twoją nie-obsesją na punkcie balu i tym, że prawdopodobnie nie idziesz tam już z moim bratem… Co pewnie oznacza, że z nikim tam nie idziesz…
– Czy ty mi właśnie sugerujesz, że nie jestem w stanie znaleźć sobie partnera na bal? – syknęłam ponownie. – Dla twojej informacji, nie chcę tam iść; i to nie dlatego, że nie mam z kim… A zapewniam cię, że miałabym, gdybym tylko chciała! Nie planuję się tam wybierać, bo nie podoba mi się ten pomysł, a nie dlatego, że jestem uzależniona od jakichś fanaberii twojego brata czy innego faceta. Jestem nowoczesną kobietą!
Byłam z siebie dumna. Tak, dokładnie to chciałam powiedzieć. A masz, ty wstrętny szowinisto!
– Miałaś dać mi dokończyć! – krzyknął trochę zbyt głośno, by pasowało to do jego głupkowatego uśmiechu.
– Nie moja wina, że za każdym razem mówisz coś takiego, że… – zaczęłam, po czym machnęłam ręką. – Kontynuuj, jeśli musisz.
– Chciałem po prostu spytać, czy nie poszłabyś tam ze mną.
Na chwilę zamilkłam. Pytanie było tak bezpośrednie, że nie mogłam go zganić za dyskryminowanie mnie czy za wmawianie mi, że mam jakąś obsesję. Nie, teraz zostałam postawiona przed murem i musiałam udzielić odpowiedzi. Wstrętny arystokrata, mogłam się domyślić, że chodzi o coś, co zmiesza mój spokój.
– Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł – stwierdziłam dyplomatycznie. W końcu brzmiało to lepiej niż otwarcie powiedziane „nie”. I dużo, dużo lepiej niż entuzjastyczne „tak”. Którego, to jasne, na pewno by ode mnie nie usłyszał.
– Dlaczego?
Czy naprawdę musiał to komplikować? Nie mógł po prostu poczuć się odtrącony i poszukać jakiejś dziewczyny, którą takie zaproszenie uraduje do tego stopnia, że zacznie skakać po całej Wielkiej Sali? Dlaczego musiał mnie dręczyć?
– Po prostu – mruknęłam. – To zły pomysł i tyle.
Ale Syriusz najwidoczniej był w szoku. Zamilkł. Przestał się poruszać. Czy to możliwe, że nigdy wcześniej… że żadna przede mną…
Poczułam absolutnie irracjonalną radość, ale szybko ją stłumiłam. Nawet jeśli byłam pierwszą dziewczyną, która odrzuciła jego zaproszenie, nie powinnam się z tego cieszyć. To był jedyny sensowny wybór, jedyna możliwa odpowiedź na jego pytanie.
Bo była!
Tylko Syriusz zdawał się nie podzielać mojego zdania. Nagle zrobiło mi się jakoś duszno i niewygodnie. To na pewno przez to jego spojrzenie. Powinnam wrócić do pisania wypracowania, odzyskać chociaż trochę spokoju.
– Mogę? – spytałam, wskazując na pergamin, po którym pisałam.
Ale to go jakby otrzeźwiło. Spytał:
– Dlaczego uważasz to za zły pomysł?
Jak, no jak miałam mu to wytłumaczyć – i to jeszcze w taki sposób, żeby zrozumiał i dał mi spokój? Przecież nie mogłam otworzyć przed nim całej swojej duszy. Nie mogłam też uciec – i tak by mnie znalazł, żeby dokończyć tę rozmowę. Jasne, mogłam się upierać, że nie pójdę na ten bal, mogłam zacząć opowiadać o swoim cierpieniu spowodowanym zerwaniem z jego bratem, ale to by go tylko jeszcze bardziej zdenerwowało albo – co gorsza – obudziło chęć rywalizacji. Dlatego właśnie wybrałam najzręczniejszą wymówkę, jaka przyszła mi do głowy.
– Już z kimś idę.
– Jakim cudem?!
Przewróciłam oczami. Dlaczego nie mógł po prostu przyznać się do przegranej, wstać i odejść? Czy to by było zbyt logiczne?
– No wiesz, to prosty mechanizm. Chłopak zaprasza dziewczynę, dziewczyna się zgadza, więc idą razem na bal – odpowiedziałam spokojnie.
– Ale.. kto?
I tu właśnie pojawiał się problem. Nie mogłam przecież zmyślić jakiegoś przypadkowego chłopaka, który nagle zapragnął spędzić ze mną radosny wieczór, na który większość mieszkańców zamku czekała już od dawna. I, co jasne, od dawna też wiedzieli, z kim pójdą.
– Niby po co ci ta wiedza? – zapytałam, mając nadzieję, że to go zniechęci.
– Ciekawość.
– W takim razie dowiesz się na balu. – Wzruszyłam ramionami i zaczęłam zbierać swoje rzeczy. I nie, tym razem nie chciałam uciec. Po prostu uznałam tę rozmowę za skończoną.
W końcu nie mogłam tracić czasu na pogaduszki, skoro czekało mnie poszukiwanie partnera (z którym wcale nie chciałam iść) na bal (który uważałam za idiotyzm). Czasami powinnam trzymać język za zębami.
Ale nim zdążyłam wyjść, usłyszałam:
– Kłamiesz, prawda?
– Czemu bym miała?
Chciałam powiedzieć prawdę, naprawdę. Ale… czemu właściwie miałabym kłamać? Czemu skłamałam? Przecież wiedziałam, że to niczego nie załatwi, nie na dłuższą metę. A jednak…
– Bo chciałabyś ze mną pójść.
Prychnęłam. W porządku, nie wiedziałam, czemu skłamałam, ale jego wyjaśnienie nie miało sensu. Najmniejszego.
– Jasne, mów tak sobie – mruknęłam. – Naprawdę, pogratulować samooceny.
– To co znaczyło, no wiesz, tamto?
Czemu, na brzozową różdżkę Merlina, musiał mnie tak dręczyć? Czemu nie mógł dać mi spokoju i po prostu wrócić do Brendy albo jakiejś innej dziewczyny, która przyjęłaby go z otwartymi ramionami? czemu musiał dręczyć mnie, która nadal nie rozumiała tego, co się stało, a już na pewno nie chciała mówić o tym, co mogło znaczyć coś, czego nie rozumiała, o czym nie chciała myśleć, co wypychała ze świadomości przez dobrych kilka godzin? Zero logiki, gdyby ktoś mnie pytał o opinię.
– Nic – stwierdziłam w końcu.
Nie mogłam odpowiedzieć „nie wiem”, co byłoby zgodne z prawdą, ale prowokowałoby do dalszej dyskusji. Nie chciałam rozmawiać, naprawdę nie. I nawet jeśli wiedziałam, jak takie słowa mogą zaboleć, jak okropne jest złamane serce, to jednak zdecydowałam się powiedzieć coś takiego. Może liczyłam na to, że Syriusz nie ma serca? Że moje słowa i tak nic dla niego nie znaczą, bo zaraz znajdzie sobie następną dziewczynę? Że…? Że tak będzie po prostu łatwiej.
Ale chyba nie było, chociaż swoje osiągnęłam – w końcu sobie poszedł.

***

Poszukiwania partnera na bal kilka dni przed balem nie były najlepszym pomysłem.
Poszukiwania partnera, którego nie chciało się znaleźć – wręcz fatalnym.
Zaczęłam już oswajać się z myślą, że wcale nie pójdę na bal, a potem zmyślę jakąś historyjkę, która zapobiegnie plotkom i krzywym spojrzeniom, ale wydawało mi się to pewnego rodzaju przyznaniem się do porażki. Albo gorzej: przyznaniem (w jakiś pokrętny sposób), że Syriusz miał rację. A do tego nie mogłam dopuścić.
Bo ja NIE CHCIAŁAM z nim iść. Tak samo, jak nie chciałam, żeby mnie całował. To nie mogło być tak. Przecież to Black. Błagam. Może mieć takich jak ja setki. A ja NIE CHCIAŁAM być jedną z wielu. Nie i już. Po prostu…
Po prostu musiałam zachować zdrowy rozsądek i nie pozwalać sobie na żadne cieplejsze uczucia w stosunku do niego. Nie dość, że był arystokratą (a już sam ten fakt powinien go przekreślać!), to jeszcze jego rodzony brat rozdeptał moje serce raptem parę dni temu. Zapraszanie mnie na bal w takich warunkach świadczyło o tym, że ma wrażliwość nogi od stołu.
Chyba że się nade mną litował. Co było jeszcze gorsze i… Nie. Ale, przyznaję, bywały chwile, w których z trudem dusiłam w sobie chęć dorwania go i wykrzyknięcia mu w twarz: tak, Black, dopiąłeś swego, pójdę z tobą!
Uznawałam je jednak za chwile słabości, które szybko mijały, gdy tylko włączało mi się logiczne myślenie. Nieważne, jak uroczy się starał być i ile razy mi pomógł – to nadal był Black. Nie mogłam, po prostu nie mogłam! I co on sobie myślał, tak mnie zapraszać…! Może sądził, że mam wobec niego dług wdzięczności i w ten sposób będę chciała go spłacić? Może to była forma jakichś gierek między braćmi, a ja znów byłabym po prostu narzędziem? Nie, nie, nie mogłam na to pozwolić.
– Ej, Annie!
Westchnęłam. Osoba szukająca partnera nie powinna wzdychać – powinna być ciągle radosna i uśmiechnięta, ale chyba moje chęć znalezienia jakiegoś nie była na tyle duża, by mnie powstrzymać przed wzdychaniem. W każdym razie zaczęłam rozglądać się za wołającym.
Wiecie, jak to jest – rozglądać się za kimś, kto was wołał na naprawdę zatłoczonym korytarzu? Nagle zdaje ci się, że jednocześnie wszystkich znasz i nie znasz – no bo nigdy nie widziałeś ani połowy z tych uroczych twarzyczek, a jednak wszyscy są w jakiś sposób podejrzani. Na szczęście wołający machał. I był nikim innym, jak Jeffem, dziwnym kolegą Jamesa i Sy… Jamesa.
Uśmiechnęłam się niemrawo i starałam się wyglądać pogodnie. Może on też szukał kogoś, z kim pójdzie na bal? Chociaż nie byłam pewna, czy w imię udowadniania, że Syriusz się mylił, chciałam skazywać się na wieczór w towarzystwie Jeffa, to jednak nie zaszkodziło spróbować.
– O, cześć – przywitałam się możliwie przyjaźnie. Rozmawiałam z nim raptem parę razy i nie miałam pojęcia, czego może ode mnie chcieć.
– Słyszałem, wiesz, że młody cię zostawił – zaczął prosto z mostu. Szlag by go. Czy ludzi interesowały tylko plotki? – Brenda – dodał na swoje usprawiedliwienie. – Nie, żeby interesowało mnie cudze życie czy coś.
Pokiwałam głową, jednocześnie dając mu do zrozumienia, że tak, „młody” mnie zostawił, i tak, jestem przekonana, że nie interesuje go cudze życie. Miałam nadzieję, że chodzi mu o coś więcej niż o weryfikację plotki.
– To… Nie, żebym się cieszył czy coś, ale ostatnio mnie przez niego wystawiłaś, więc, jakby, chciałem ci powiedzieć, że moja propozycja jest aktualna.
Spojrzałam na niego i zamrugałam. Propozycja?… Czyżby los właśnie zesłał mi wybawienie? Nawet jeśli to wybawienie miało problemy z komunikacją międzyludzką i nie wyglądało jak stereotypowy mózgowiec.
– To… miłe – odpowiedziałam, ponownie się uśmiechając. W końcu nie mogłam przyjąć tej propozycji od razu, wyglądałabym na desperatkę.
– Czyli, co? Moglibyśmy gdzieś razem wyjść? Tak, wiesz, razem?
Tak, Merlinie, dzięki. Moje poszukiwania najwyraźniej się zakończyły!
– Jasne, czemu nie. Masz coś konkretnego na myśli?
– Wiesz, pojutrze jest ten bal i jakby… Pomyślałem, że skoro zerwał z tobą młody to może, wow, poszczęściło się właśnie mnie?
W porządku, Merlinie, masz naprawdę osobliwe poczucie humoru. I gust. Ale dzięki i tak.
– W sumie czemu nie, nie chciałabym przegapić takiej zabawy tylko dlatego… no wiesz – powiedziałam, starając się wyglądać jak smętna dziewoja, której plany życiowe wisiały na włosku.
– I obiecujesz, że żaden z Blacków nie skopie mi za to tyłka? – Chciałam, żeby był to żart, ale on najwyraźniej pytał poważnie.
Wzruszyłam ramionami. Starałam się to powstrzymać, ale nie mogłam. Litości, czy on się ich bał?
– Żaden nie przejawiał takich chęci, o ile mi wiadomo. – Uśmiechnęłam się. Właśnie tak, luźna atmosfera, żart, tak, tak, żadnego zagrożenia. Choć, musiałam przyznać, naprawdę byłam ciekawa miny Syriusza.
– No nie wiem. Łapa wydaje się dość cięty na twoim punkcie.
Uśmiechnął się.
– Nie, żebym się bał. Czy coś. Po prostu, wiesz, próbuję określić swoją konkurencję.
Pokiwałam głową. Jasne, miało to jakiś sens – ba, nawet całkiem spory – ale przecież nie musiał o tym wiedzieć… teraz. Mogłam powiedzieć mu na balu – przecież nie chciałam go tak okropnie okłamywać.
– Nie ma się czym przejmować – zapewniłam. – Syriusz mnie nie interesuje.
– To super!
Naprawdę, nie sądziłam, że jestem w stanie tak ucieszyć tego biednego chłopca.
– Znaczy.. Nie, żebym się cieszył – dodał po chwili.
Uśmiechnęłam się najszerzej jak umiałam, mając nadzieję, że nie wygląda to sztucznie.
– Czyli widzimy się w pokoju wspólnym przed balem? – zapytałam, żeby uniknąć konieczności powtórnej rozmowy przed balem. Najlepiej wszystko zaplanować od razu.
– Jasne.
– Świetnie. – Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej i byłam pewna, że policzki mi zaraz popękają. – Świetnie. Nie mogę się doczekać. To… do zobaczenia?
Kiwnął głową i wrócił do swoich kolegów, czy gdzie tam chodzą tacy jak Jeff.
Ja zaś ruszyłam na historię magii, mając nadzieję, że spokojnie pomyślę nad całą tą sytuacją. Oczywiście, cieszyłam się, że znalazłam kogoś, z kim mogłam iść na bal, ale nie cieszyłam się specjalnie, że był to Jeff. Nadal nie byłam pewna, czy chcę tam iść, ale po tym, co powiedziałam Syriuszowi, nie bardzo miałam wybór. A skoro już musiałam tam iść, to o ileż lepiej było pokazać się z Jeffem, niż iść samotnie i narażać się na komentarze Syriusza. Nie, Jeff może i nie był spełnieniem moich marzeń o balowym partnerze, ale BYŁ – i to powinno Syriuszowi wystarczyć, żeby dać mi spokój.
Zresztą, był nawet przystojny. Wprawdzie jego poziom inteligencji… Ale ludzie są sobie równi! Nie mogłam go dyskryminować z tego powodu, prawda?
Właśnie – był moim bratem i jako brata miałam zamiar go traktować. Z wyrozumiałością (ale nie protekcjonalnie) i przyjacielsko (ale nie za bardzo, żeby tego opacznie nie zinterpretował). A potem planowałam wyjaśnić mu całą tę sytuację (przynajmniej mniej więcej) i podziękować za pomoc. Tak, plan idealny.
Tylko czy to nie znaczyło, że ja też nie mam serca? Czy ten plan nie zakładał, no nie wiem, wykorzystania biednego Jeffa?
Chociaż z drugiej strony… Jeff po prostu chciał iść ze mną na bal. Nie precyzował dlaczego. I pójdę z nim na bal, więc właściwie stanie się wszystko to, na co się umawialiśmy. A że przy okazji załatwię inną sprawę… Nie będzie się przecież czuł wykorzystany, prawda?
Pokręciłam głową. Co się ze mną działo? Nie powinnam była się na to godzić. Ba, nie powinnam się dawać prowokować Syriuszowi – to wszystko przez jego demoralizujący wpływ! Na dobrą sprawę powinnam znaleźć Jeffa i wyjaśnić mu wszystko, a najlepiej – odwołać całą sprawę. Powinnam go przeprosić i zaprosić na herbatę w Hogsmeade, żeby odkupić swoje winy względem niego. Powinnam potem powiedzieć Syriuszowi prawdę (albo jej znaczną część). I w żadnym wypadku nie iść na bal.
Ale było już za późno.

Advertisements
38. O relacjach hiponimicznych słowa bal

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s