34. O ciężkim syndromie bohaterki romansu

Po zajęciach starałam się trzymać dość blisko Syriusza i Jamesa – tak dla bezpieczeństwa. W końcu nie chciałam, żeby faktycznie skrzywdzili Severusa. Poza tym wmawianie sobie, że ma się powód, żeby przebywać między ludźmi (nawet jeśli udaje się, że się ich śledzi, a oni prawdopodobnie udają, że tego nie widzą), było lepsze od bezsensownego siedzenia w bibliotece i czytania po raz kolejny tej samej książki. (Jasne, mogłabym czytać jakąś, której jeszcze nie czytałam, ale wtedy musiałabym się skupiać na treści; a tak mogłam swobodnie przewracać strony i analizować to, co się stało, co się dzieje i tworzyć scenariusze tego, co może się stać). Przez większość czasu zachowywali się nienagannie (przynajmniej jak na nich), ale wiedziałam, że coś knują. I pewnie w końcu bym się dowiedziała co takiego, gdyby nagle nie zjawił się Regał. Słowo daję, on zawsze wyrasta jak spod ziemi!
Akurat wtedy szłam sobie z Jamesem na błonia. Tak, wciąż było zimno. Ale jeśli miałam ich pilnować, musiałam to robić nawet mimo koszmarnych warunków atmosferycznych. Zresztą, oglądanie treningu zawsze było zajęciem ciekawszym niż wysłuchiwanie ryków Brendy, która przeżywała rozstanie z miłością jej życia.
James spojrzał na Regała z niekłamaną niechęcią – ale dlaczego? Do tej pory jedynie lekce go sobie ważył. Nie rozumiałam zmiany w jego nastawieniu, ale…
– Potter, mógłbyś nas na chwilę zostawić? – Regał spytał lodowato.
Oho, lodowato. To znaczyło, że wiedział. Że…
– A co jeśli nie? – James spytał wojowniczo.
Co tu się działo?! Dlaczego wszyscy nagle powariowali?! Co Regał zrobił Jamesowi, że ten wykazywał tak otwartą wrogość?! Przecież niemożliwe, by nagle uwierzył w ideały zrównania klas. Może i się przyjaźniliśmy, ale James chyba nigdy nie zostanie ideowcem. Musiałby zerwać swój bromance z arystokratycznym dupkiem.
Stop, ten arystokratyczny dupek jest bratem twojego chłopaka, Annie. Twój chłopak też jest arystokratycznym dupkiem. To oznacza, że ty też nie jesteś ideo…
Świat powariował.
– Annie i ja musimy porozmawiać – Regał nie dawał się sprowokować. – Prawda, Annie?
Ale ja byłam zbyt zajęta rozważaniem tego, że a. mówiłam sama do siebie b. sama siebie obrażałam c. możliwe, że miałam rację!, by zareagować.
– Widzisz? Annie woli pójść ze mną na boisko – James wykorzystał okazję. – Prawda, Annie?
Nie, niemożliwym było, bym miała rację. Ja byłam ideowcem. Walczyłam o lepszą przyszłość dla pokoleń, które nadejdą. Walczyłabym też o prawa wielorybów, ale na to nie starczało mi czasu.
– Zapewniam cię, że… – Regał zaczął.
– O nie, to ja zapewniam cię, że… – James też zaczął.
A potem wykrzyknęli jednocześnie:
– Annie!
Spojrzałam na nich bezradnie, jakbym liczyła, że nagle coś – obojętne co – sprawi, że nie będę musiała rozmawiać z żadnym z nich. Bo o ile jeszcze rano nie miałam pojęcia, co mogę zrobić, żeby ożywić swoje mocno nadwątlone życie towarzyskie, o tyle teraz naprawdę chciałam obrócić się na pięcie i uciec do biblioteki. Albo poszperać w czterdziestu dwóch tomach dzieł zebranych Lenina, żeby się upewnić, że tak, cały czas jestem wierna ideologii i tych kilku arystokratów w moim otoczeniu nie ma na mnie złego wpływu.
Tymczasem jeden ze wspomnianych arystokratów wpatrywał się we mnie okropnie intensywnie. James zresztą też, choć podejrzewałam, że z innych powodów. Ostatecznie Regał pewnie chciał ze mną zerwać (zerwać!), a James… cóż, James go po prostu nie lubił. Dlatego właśnie warczeli na siebie, a teraz wpatrywali się we mnie, jakbym miała zmienić tę idiotyczną sytuację. Ja! Przecież ja nie miałam z tym nic wspólnego, ja tu tylko byłam, to oni zaczęli…
– Ja… – zaczęłam, ale nie wiedziałam, jak to zdanie dokończyć. Fakt, wolałabym iść z Jamesem na boisko, ale faktem też było, że musiałam porozmawiać z Regałem. Przez chwilę żałowałam, że nie znam żadnego użytecznego zaklęcia, które pozwoliłoby mi się rozdwoić. Potem jednak uznałam, że takie zaklęcie miałoby więcej złych stron niż dobrych i nie powinnam nawet o tym myśleć.
A potem znów spojrzałam na nich dość bezradnie. Nie przypominałam sobie, kiedy ostatni raz sprawiałam wrażenie tak bezradnej – ja, samodzielna, wyemancypowana kobieta walcząca o prawa innych! Prawdę mówiąc, teraz sama nie obraziłabym się, gdyby ktoś powalczył o moje prawa. Tak dla odmiany.
– Ty? – spytali. Znów obaj.
Zdecydowanie mi to nie pomagało. Wzięłam głęboki oddech i postanowiłam, że czas zacząć się zachowywać jak dorosła.
– W porządku. Reg, porozmawiamy. James, przyjdę do was później. I pamiętaj, nadal was obserwuję!
Och, jasne, obserwuję, pomyślałam. Jakoś nie byłam przekonana, czy po rozmowie z Regałem będę miała ochotę iść gdziekolwiek, ale jeśli nie miałam racji i chciał porozmawiać na przykład o kolorze swojej szaty wyjściowej… W porządku, na pewno nie o tym chciał rozmawiać. Po prostu czułam się lepiej, kiedy zadeklarowałam, że jakieś „później” będzie istniało. W końcu to nie tak, że rozpadnę się na kawałki i już nigdy nigdzie nie pójdę, prawda? Tak się działo tylko z bohaterkami głupich romansów.
Nie byłam bohaterką romansu. A przynajmniej – nie byłam bohaterką głupiego romansu! Mogłabym się zgodzić jedynie na udział w czymś, co było potencjalnym laureatem nagrody Nobla. Chociaż Regał, jako rasowy czystokrwist, nie mógł wiedzieć, co to Nobel.
– Dobra – odpowiedział, wciąż nie spuszczając z tonu. To wcale nie brzmiało jak: Dobra. Raczej jak: Jeszcze się policzymy, Black. – Ciebie też obserwuję! – Niespodziewanie rzucił do Regała.
Ten jedynie wzruszył ramionami i nie odezwał się tak długo, aż James nie odszedł.
W zasadzie – nawet wtedy się nie odezwał.
Zaproponowałam, żebyśmy się przeszli, bo zaczęłam trochę marznąć – częściowo z powodu lutowego wiatru, częściowo mroziła mnie sama myśl o rozmowie, która nas czekała. Jasne, jeszcze mogłam uciec, ale co by mi to dało? Wiedziałam, byłam pewna, że wszystko, ale to wszystko było nie tak. I to bardzo nie tak – do tego stopnia, że nie wiedziałam nawet, od czego mogłabym zacząć listę „Co jest nie tak w życiu Annie?”. Faktem jest jednak, że taka lista najwyraźniej musiała istnieć, bo wszyscy po kolei dopisywali własne pomysły.
Ale on odmówił. Powiedział, że nie ma czasu na bzdury. Tak, na bzdury. Właśnie tak określił moją propozycję spaceru.
A zaraz potem złamał mi serce, pytając beznamiętnie:
– Czy to prawda?
Mogłam powiedzieć „tak”. Mogłam też powiedzieć „nie” i udawać, że nie mam bladego pojęcia, o co mu chodzi. Mogłam się na niego rzucić w akcie desperacji i pocałować go w nadziei, że zapomni, co chciał powiedzieć (Skończ z tymi książkami, Annie, upomniałam się w duchu). Mogłam też zacząć mówić o pogodzie. Albo uciec. Właściwie to jego pytanie dawało mi tak szerokie spektrum możliwości, że aż nie wiedziałam, co wybrać.
– Co masz na myśli? – zapytałam, starając się powstrzymać chęć splecenia własnych dłoni i wykręcania sobie palców w oczekiwaniu na odpowiedź.
Uspokój się, powtarzałam sobie, nie dzieje się nic, czego byś nie przewidziała. Tyle, że niespecjalnie mnie to pocieszało.
– Dobrze wiesz, co mam na myśli! – krzyknął.
Chciałam zaprzeczyć, naprawdę chciałam, ale to pewnie doprowadziłoby do dalszych kłótni i krzyków. Pół Hogwartu by się dowiedziało i znów krążyłyby o nas plotki… Nie żebym się spodziewała, że teraz nie będą krążyć, ale nie chciałam dolewać oliwy do ognia. Utkwiłam wzrok gdzieś między jego prawym łokciem a zaspą śniegu kawałek dalej.
– No i? – zapytałam. Było to coś najbardziej zbliżonego do potwierdzenia, co mogłam z siebie wydusić.
– Jak mogłaś mi nie powiedzieć?!
Miałam ochotę prychnąć. Że niby miałam mu się spowiadać z całej swojej metryki urodzenia? Nie zapytał! Miał pełne prawo, przecież bym nie kłamała! Nawet teraz przyznaję się otwarcie… czy coś w tym rodzaju.
– Myślałam, że liczy się to, kim jestem, a nie kim są moi rodzice – powiedziałam cicho. Od razu wiedziałam, że nie było to najmądrzejsze posunięcie. Gdybym tego nie powiedziała, może nie sprowokowałabym go do powiedzenia czegoś, co na pewno obniży moją samoocenę.
– Ale to ty, a nie twoi rodzice, jesteś… – nie dokończył.
Poczułam, że mój żołądek wykonuje jednego fikołka za drugim. Zagryzłam wargi, żeby powstrzymać falę płaczu. Albo mdłości, nie byłam pewna. Owszem, domyślałam się, że odpowiedź zaboli, ale miałam nadzieję, że…
– I to naprawdę sprawia, że jestem inną osobą niż ta, z którą się widywałeś do tej pory? – zapytałam.
W myślach powtarzałam sobie nową mantrę: „nie będziesz płakać, nie będziesz płakać, nie…”. Powinnam chyba dodać „publicznie”, bo czułam, że jeśli ta rozmowa dalej będzie się toczyć w tym duchu, to bez łez się nie obędzie.
– Czy sprawia?! Annie, naprawdę nie wiem, jak… Jak mogłaś mi nie powiedzieć! Ukrywać to przede mną! Najpierw wstydzisz się tego na tyle, by nic mi nie powiedzieć, a potem masz pretensje, że dla mnie to cokolwiek zmienia?
Zatkało mnie. Naprawdę, naprawdę, naprawdę. I to nie tak, jak można się zapchać nadmierną ilością chleba, który wystarczy przeżuć i połknąć. Nie, teraz trafiłam na coś, czego przeżuć się nie dało.
– W-wstydzę? Ja?! – krzyknęłam. – Nie mam pojęcia, skąd przyszedł co do głowy ten pomysł! O niczym ci nie mówiłam, bo uznałam, że gdyby to było dla ciebie ważne, to sam byś zapytał. Uznałam też, że ważniejsze jest to, kim jestem i co sobą reprezentuję, a nie to… co mam w żyłach. Naprawdę, ja…
Urwałam, żeby zapobiec katastrofie, jaka niewątpliwie by się wydarzyła, gdybym kontynuowała. Rozpłakałabym się jak nic – albo i gorzej, mogłabym się do niego przytulić. Taka zaawansowana forma masochizmu, szukanie pomocy u kogoś, kto chwilę wcześniej wbił mi nóż w serce.
– Jesteś szlamą.
Poprawka: wbił nóż w serce, wyjął, wbił jeszcze raz i przekręcił ostrze.
Pokiwałam głową, niepewna, czy potrafiłabym coś powiedzieć i nie rozpłakać się przy tym. Chciałam zapytać go, czy naprawdę to takie ważne, czy nie możemy udawać, że… Nie, udawanie oznaczałoby, że się czegoś wstydzę, a ja się nie wstydziłam, ja tylko… Nie byłam pewna. Niczego.
– Myślę, że… Że to na tyle – powiedział po chwili i zniknął.
A więc znikanie wychodziło mu równie dobrze, co pojawianie się.

Advertisements
34. O ciężkim syndromie bohaterki romansu

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s