32. O tym, że oliwa może i sprawiedliwa, ale czasami mogłaby trzymać język za klejącymi się zębiskami

Po tej rozmowie nie tylko straciłam cały apetyt, ale i wszelką chęć do nauki. Albo jakiejkolwiek innej aktywności. Najchętniej wróciłabym do dormitorium i zwinęła się w kłębek, żeby przespać cały dzień, ale wiedziałam, że nie mogę tego zrobić. Nie tylko dlatego, że nie chciałam za długo przebywać z Brendą w jednym pomieszczeniu. Nawet i nie dlatego, że sama myśl o tym, jak niespokojny i męczący był mój sen tej nocy sprawiała, że miałam ochotę nie spać przez najbliższy tydzień. Nie, po prostu wiedziałam, że powinnam… poszukać Syriusza. Tak, poszukać. Nie nastawiałam się na wielką scenę przeprosin, chociaż obiecałam Jamesowi. Ale nic nie wskazywało na to, bym kiedykolwiek zebrała się w sobie, by chociaż spróbować.
– Co jest? Reg cię bije? – spytał młody Crouch, bezceremonialnie ładując się na mój skrawek parapetu na trzecim piętrze. – Co za dupek. Wiedziałem, że skończy kiedyś jako damski bokser. Z taką matką!
Spojrzałam w jego stronę. Wyglądał na… rozbawionego. A czy ten bezczelny blondasek kiedykolwiek nie był rozbawiony? Czy uśmiech schodził mu z twarzy? Mogłam się założyć, że nawet płacze z tym wyszczerzem. Ktoś mu go tam przykleił.
– Nie mam pojęcia, o czym mówisz – warknęłam.
Naprawdę, ale to naprawdę nie miałam teraz ochoty na rozmowę z nim. Prawdę mówiąc nie przypominałam sobie, żebym kiedykolwiek miała taką ochotę. Prawdopodobnie czym prędzej bym sobie poszła, gdyby nie wspomniał o tym, co ciekawiło mnie już od dawna.
– I co takiego wiesz o jego matce? – dodałam, starając się, żeby zabrzmiało to możliwie neutralnie. Oczywiście starania te nic nie dały, Barty na pewno zorientował się, jak bardzo jestem zainteresowana tym tematem.
– Nic takiego – powiedział, a jego uśmiech rozszerzył się jeszcze bardziej. Miałam ochotę uderzyć go w tę jego twarz klasowego pyszałka.
– Och, litości. Po prostu tak o niej wspomniałeś, bo ma oczy podobnego koloru co ja.
Tak, sarkazm też mi nie wychodził. Zdecydowanie powinnam zebrać resztki własnej godności z tego parapetu i odmaszerować.
Po chwili żałowałam, że kiedykolwiek to powiedziałam.
Barty przysunął się do mnie, tym swoim ciekawskim nosem uderzając o mój. Chciał się przyjrzeć, jasne, ale i tak było to bezczelne.
– A wiesz, że ma? – spytał, odsuwając się.
– Zgadywałam – odpowiedziałam i też się odsunęłam. Zwiększanie odległości nigdy nikomu nie zaszkodziło. – Czemu właściwie zacząłeś tę rozmowę? – zapytałam, patrząc na niego podejrzliwie.
Nie przypominałam sobie żadnej rozmowy z Bartym, której świadkiem nie byłby Regał. Ba, nawet i w takich wypadkach Barty szybko nas zostawiał, żeby – jak sądziłam – nie musieć dłużej oddychać tym samym powietrzem co ja. A teraz nagle przyszedł tu, przysiadł się i zaczął mówić. To było tak nienormalne, że aż dziwiłam się samej sobie, że nie zapytałam go o to, kiedy tylko się odezwał.
Wzruszył ramionami.
– Czasem fajnie tak zagadać do Gryfona. Poszerzanie perspektyw i tak dalej.
Wyglądał tak, jakby nałykał się jakiegoś świństwa. Musiał się go nałykać, jeśli gadał takie bzdury.
– Jasne. I dlatego spacerowałeś sobie po zamku i akurat trafiłeś na mnie – prychnęłam. – Jestem pewna, że idąc tu musiałeś minąć dziesiątki Gryfonów.
Spojrzałam na niego surowo, choć wiedziałam, że nie przyniesie to żadnych rezultatów. Nie miałam pojęcia, jak z nim rozmawiać i doprowadziło mnie to do szału. Jakbym i bez tego nie była zdenerwowana.
– Jesteś jedyna!
Zrobił naprawdę, naprawdę, naprawdę poważną minę. A potem ryknął takim śmiechem, że niemal zleciał z parapetu.
Zacisnęłam zęby, bo naprawdę nie byłam w nastroju do żartów. Przez chwilę bałam się, że z bliżej nieznanych mi przyczyn mogłabym się rozpłakać, ale obawa ta znikła tak samo szybko, jak się pojawiła.
– Bardzo zabawne, Barty, powinieneś zostać komikiem – mruknęłam tylko, patrząc gdzieś w podłogę. Naprawdę miałam ochotę stamtąd jak najszybciej odejść, ale wcale bym się nie zdziwiła, gdyby ruszył za mną. Dlatego nawet nie próbowałam.
– Wiem, dziękuję, naturalny talent.
Mogłam się założyć o to, że mimo że na niego nie patrzyłam, właśnie do mnie mrugnął. Młody Crouch był półgłówkiem. Wszyscy ludzie jego pokroju nałogowo mrugają.
– Przykro mi, Annie, że nie spełniłem twoich oczekiwań. Jestem tylko biednym, małym Bartemiuszem. Chociaż i tak założę się, że jestem lepszy niż Reg, jeśli chodzi o…
– O? – zapytałam, zanim zdałam sobie sprawę, że prawdopodobnie zaraz usłyszę coś, czego na pewno nie chciałabym słyszeć. Mogłam iść o zakład, że usłyszał tę plotkę i irytowanie Regała już mu się znudziło, więc postanowił poznęcać się nade mną. Tak, to brzmiało niezwykle prawdopodobnie.
– No, wiesz.
Jasne, że wiedziałam. Ostatecznie tego właśnie dotyczyła większość rozmów, jakie odbywałam w ciągu ostatniego czasu.
W końcu podniosłam wzrok i spojrzałam na niego ponuro.
– Jeśli chcesz mnie wkurzać z powodu jakichś idiotyzmów, które od kogoś usłyszałeś, to daruj sobie – warknęłam.
– Tylko MÓWIĘ, Annie. Na wypadek, gdybyś go kiedyś zostawiła… – Przerwał i przyjrzał mi się krytycznie. – Nie. Odwołuję. Żadnych Gryfonek. – Przechylił głowę, jak jakiś cholerny zwierzaczek przypatrujący się czemuś uważnie. – Za chuda w biodrach.
Odskoczyłam od niego jak oparzona. Mogłam się spodziewać, że powie coś całkowicie niestosownego i spróbuje wyprowadzić mnie z równowagi, ale to nie znaczy, że byłam na to przygotowana. I chociaż miałam przed sobą wizję raczej ponurego dnia, a mój nastrój pozostawiał wiele do życzenia, i tak zapłonął we mnie gniew.
– Co ty sobie wyobrażasz, ty arystokratyczny bubku! – krzyknęłam, celując w niego palcem wskazującym. – Jeśli ci się wydaje, że to zabawne, to się mylisz! Poza tym prędzej zjadłabym wiadro ślimaków, niż pozwoliła ci się zbliżyć do mnie na odległość różdżki! Natychmiast stąd idź, jeśli masz jakikolwiek instynkt samozachowawczy!
I, żeby podkreślić, jak bardzo poważna jestem, wyjęłam różdżkę. Wiedziałam, że Regał nie byłby zadowolony, gdybym uszkodziła jego przyjaciela, ale tego było za wiele!
– Spokojnie, spokojnie – powiedział, unosząc ręce do góry na znak poddania się. – Jak Reg z tobą wytrzymuje? Powiedzieć nic nie można!
– To było bezczelne i obraźliwe – stwierdziłam już spokojniej. – I to nie twoja sprawa, jak sprawy się mają między mną a Regiem. Powinieneś się trzymać od tego z daleka.
Nie żebym na to liczyła – nie było nawet takiej możliwości. Poza tym nadal byłam na niego zdenerwowana. Co prawda już nie krzyczałam, ale nadal nie schowałam różdżki. Jedno złe słowo i Barty będzie miał rybią płetwę na środku czoła.
Za to on opuścił ręce. I niespodziewanie wzruszył ramionami.
– Nie to nie. Jak masz mnie tak traktować, lepiej sobie pójdę. – Zeskoczył z parapetu. – Chociaż… Nie, nie będę ci tego teraz mówił. Lepiej powiem Regowi. Chłopak się ucieszy!
Nienawidziłam, kiedy ktoś próbował złowić mnie na taki haczyk – dokładnie taki sam chwyt zastosowała Brenda i nie skończyło się to najlepiej. Ale wiedziałam (tak samo dobrze jak i on wiedział), że dam się złapać ponownie. I prawdopodobnie później będę tego żałować.
– Czekaj, o co chodzi? – zapytałam, starając się zachować spokój. – O czym chcesz powiedzieć Regowi?
– O tym, o czym dowiedziałem się od Severusa. A mu przekazała to sama Lily Evans.
Jego uśmiech z rozbawionego zmienił się w złośliwy. Niespodziewanie Barty Crouch spoważniał. Coś złego czaiło się w tych jego wyblakłych oczach. Coś bardzo… Bardzo złego.
– Reg się zdenerwuje, że mu nie powiedziałaś.
Zamrugałam. Byłam naprawdę zdziwiona i nie byłam sobie w stanie wyobrazić niczego, co Lily mogłaby powie… O nie. O nie, nie, nie, nie mogła chyba powiedzieć o tej idiotycznej sytuacji, która miała miejsce w dormitorium? Przecież James jej to wytłumaczył! Nie, na pewno chodziło o coś innego.
– Nie powiedziałam o czym? Nie mam pojęcia, co takiego Lily mogłaby o mnie wiedzieć.
Prawie nie kłamałam. Jedyne, czym Lily mogłaby mi zaszkodzić, to właśnie ujawnienie tej scenki. Albo zjedzenie zapasu czekoladowych żab, które trzymam pod łóżkiem, ale wątpiłam, bo chodziło o to.
Zapadła taka… złowróżbna cisza.
– Jesteś szlamą – wyrzucił z siebie, nie kryjąc obrzydzenia.
Przez jakieś dwie sekundy czułam ulgę – czyli jednak nie chodziło o to nieporozumienie. Potem jednak żołądek mi się zacisnął i miałam wrażenie, jakbym połknęła olbrzymie ilości kostek lodu. Nie miałam pojęcia, skąd taka reakcja, przecież nie wstydziłam się swojego pochodzenia. I wcale go nie ukrywałam – wiedziałam, że Regał kiedyś o to zapyta lub ktoś mu powie. Miałam tylko nadzieję, że tym kimś nie będzie Barty.
– No i? – zapytałam, starając się zachować pozory. Jakiekolwiek. Nie rozumiałam, dlaczego tak mnie zabolał fakt, że Barty się dowiedział i powie o tym Regałowi, ale zabolał.
– Mój kumpel i szlama. Świetnie. To takie… – skrzywił się. – Za chuda w biodrach, o tak. Kiedy Severus mi powiedział, w końcu zrozumiałem, dlaczego ciebie po prostu NIE DA się lubić.
Starałam się nie dać po sobie poznać, że cała ta sytuacja była bardzo niewygodna. Przecież kiedyś bym powiedziała, to nie tak, że chciałam to ukryć… Tylko dlaczego akurat teraz, kiedy i tak mam już dużo na głowie? Wiedziałam tylko jedno: nie zniżyłabym się to proszenia Barty’ego, żeby zachował to w tajemnicy. I tak by mnie nie posłuchał, a tylko dostarczyłabym mu argumentów przeciwko sobie. Nie żeby jakichś potrzebował.
– Jakoś inni nie mają problemów z lubieniem mnie – odpowiedziałam, choć zabrzmiało to prawie jak obrona. Przed czym się miałam bronić? Merlinie, byłam szlamą i nigdy się tego nie wstydziłam!
– Szlama. SZLAMA. Nigdy nie sądziłem, że Reg i…
Pokręcił głową. Widocznie znudziło mu się szlamowanie.
– Powiedz mi coś, Annie. Nie wstyd ci?
I tu leżał pies pogrzebany. Czy było mi wstyd? Wiedziałam, że nie było żadnego powodu, przecież to nic nie znaczyło, wszyscy ludzie byli przecież równi. Moi rodzice byli wspaniałymi ludźmi i nie miałam zamiaru się ich wstydzić z takiego powodu. Ale… dlaczego to zabolało? I skąd ten lód w żołądku? Czy to możliwe, żebym przez te wszystkie kontakty z arystokratami zaraziła się ich sposobem myślenia? Nie, to nie miało sensu.
– Nie – powiedziałam, ale mój ton głosu nie był w stanie przekonać nawet mnie samej. Nie wiedziałam. Miałam wrażenie, że jakiś czas temu coś się zmieniło, a ja tego wcześniej nie zauważyłam. A teraz sama się pogubiłam w swoich opiniach.
– A powinno. Na twoim miejscu wyskoczyłbym przez to okienko. Nadużywasz mocy, która nie jest ci…
– Co tu się dzieje, Barty?
Oho, zjawił się i Severus.
Miałam ochotę odwrócić się na pięcie i uciec. Miałam też ochotę się rozpłakać albo uderzyć Barty’ego, zrobić mu jakąś krzywdę. Miałam przeokropną ochotę zjeść tyle czekoladowych żab, żeby mnie zemdliło. Ale nie zrobiłam żadnej z tych rzeczy. Wiedziałam, że Severus nie jest rycerzem na białym koniu, który uratuje mnie przed złym smokiem – Bartym. Pewnie sam się z tego śmiał. Może śmiał się cały Slytherin.
Po postu stałam tam dalej i milczałam, patrząc to na jednego, to na drugiego. Jasne, mogłam odpowiedzieć na jego pytanie, ale nie wiedziałam jak. „Barty właśnie znęca się nade mną psychicznie” nie brzmiało najlepiej i jakoś wątpiłam, czy Severusa taka odpowiedź by zainteresowała.
– Rozmawiamy z Annie o jej rodzinie.
Już dawno porzuciłam wizję Snape’a – proletariusza. Te krucze acz przetłuszczone włosy nie pozwalały mi jej podtrzymać. Ale całkowita obojętność na fakt, że moi rodzice są mugolami, którą ujrzałam w jego małych oczkach była pocieszająca.
– I do jakich wniosków doszliście? Postanowiła ich zabić?
Barty odwrócił się w jego stronę.
– Severusie, sam przecież wiesz…
– Wiem, wiem. Reg. Matka. Na pohybel szlamom. Łapię.
Spojrzał na mnie. Czy wspominałam już kiedykolwiek o tym, jaki bił od niego chłód? Naprawdę, nadawał się albo na lodówkę, albo przynajmniej na grabarza.
– Posłuchaj, młoda, jakkolwiek się nazywasz – zaczął powoli. – Radzę ci teraz stąd odejść. Natychmiast!
– Ale… – zaczął Crouch, ale jego kolega uciszył go gestem dłoni.
Wzruszyłam ramionami. Było mi wszystko jedno. Wiedziałam, że powinnam coś powiedzieć, bronić się, dać do zrozumienia, że się nie wstydzę, że w ogóle się tym nie przejęłam i wszystko jest w porządku. Tyle, że nic z tej wiedzy nie wypływało. Byłam już zmęczona – i tą rozmową, i tą poprzednią, a także – tak na zapas – wszystkimi rozmowami, które, jak się domyślałam, dopiero będą miały miejsce. Nie chciałam dłużej tu stać i czekać, aż usłyszę coś jeszcze gorszego – musiałam odejść (nie, uciec – to przecież była ucieczka) i to wszystko przemyśleć. Nad dużą liczbą czekoladowych żab. Naprawdę dużą. To była kryzysowa sytuacja.
Dlatego też zrobiłam to, co powinnam była zrobić, gdy tylko Barty się do mnie odezwał. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w kierunku wieży Gryffindoru.
Jakby z innego świata dobiegały do mnie głosy Severusa i Barty’ego. I gdybym była w lepszym nastroju – gdyby to nie dotyczyło mnie – pewnie umarłabym ze śmiechu słysząc znudzone, smarkowe:
– Czy ja zawsze muszę załatwiać wasze problemy? Dzieci.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s