30. O plotkach, kłamstwach i innych nieprzyjemnościach

Nie spodziewałam się, że ktoś zainteresuje się moją wizytą w skrzydle szpitalnym – ba, wątpiłam, czy ktokolwiek ją zauważy, skoro następnego dnia przed śniadaniem już z niego wyszłam – ale się myliłam. Nie, nie czekały na mnie girlandy kwiatów, nikt nie rzucił mi się na szyję i szlochając nie wyznał, że strasznie się martwił. Nie dostałam też czekolady ani ciasteczek, które zapewniłyby mi optymalny poziom cukru we krwi (to ważne po traumie!) i pokazały, jak ważna dla kogoś jestem. Nie, nic z tych rzeczy. Ale to nie znaczy, że nikt nie zapytał mnie o to, jak się czuję.
– Jak się czujesz? – spytał Reg, co było dość naturalne, skoro miał się za mojego chłopaka.
– O mamo kochana, nic ci się wczoraj nie stało, Annie, tak strasznie się martwiłam! Syriuszek wszystko mi powiedział! Jak się czujesz?! – spytała Brenda, co było dość naturalne, w końcu uważała, że się przyjaźnimy.
– Słyszałam, że byłaś w skrzydle. Jak się czujesz? – spytała Chevonne, co było dość naturalne, bo przecież się pogodziłyśmy.
– Już z tobą lepiej? Jak się czujesz? – spytał Rogaty, popierany przez Remusa, co było dość naturalne, jako że sam mnie tam zaniósł.
– Słoneczko, jak się czujesz? Słyszałem, że Jeff zwalił cię z nóg – nie spytał Syriusz, co było zupełnie nienaturalne, bo przecież kochał mi dokuczać.
Tak więc kolejno zapewniałam, że nic mi nie jest, że to tylko osłabienie i już wszystko jest w jak najlepszym porządku. Wszyscy oczywiście wydawali się uspokojeni moimi słowami i zwykle się uśmiechali (Rogaty i Remus), przytulali mnie (Chevonne), cmokali w czoło (Regał) albo jak najszybciej się oddalali, żeby opowiedzieć o tym komuś innemu – i to zanim zdążyłam poruszyć delikatną kwestię przerwanej rozmowy (Brenda). Reakcje te przyjmowałam ze spokojem (no, może poza tą Brendową), jednocześnie zastanawiając się, dlaczego Syriusz nie odezwał się do mnie ani słowem. Widziałam, że chce coś powiedzieć i za każdym razem – co było do niego zupełnie niepodobne! – tłamsi w sobie tę ochotę. W każdym razie nie było mowy, żebym to ja pierwsza zaczęła rozmowę, zwłaszcza że ostatnio nie rozmawialiśmy ze sobą za wiele, a uprzejme i cywilizowane rozmowy, jakie przeprowadziliśmy, można było zliczyć na palcach jednej ręki.
Zresztą, nawet się już nie kłóciliśmy. Nic. Tak, jakbym dla Syriusza zupełnie nie istniała. Wiem, że wcześniej marzyłam o tym, by doprowadzić do sytuacji, w której ten pacan zniknie z mojego życia – ale gdy to uczynił, zrobiło się jakoś tak… pusto.
Nie zrozumcie mnie źle – nie brakowało mi tego wzajemnego machania sobie przed nosem różdżkami czy kłótni ideologicznych. Wcale nie tęskniłam za złośliwymi komentarzami wygłaszanymi pod moim adresem czy za przeszkadzaniem mi w czasie zajęć. Ani trochę nie żałowałam, że…
W porządku. Trochę za tym wszystkim tęskniłam – w jakiś dziwny, pokrętny sposób do tego przywykłam i miałam wrażenie, że teraz, kiedy tego nie ma, w Hogwarcie zabrakło czegoś ważnego. Nie oznaczało to, rzecz jasna, że pójdę do Syriusza i mu to powiem. Ba, nie oznaczało to nawet, że sama za pięć minut będę skłonna się do tych przemyśleć przyznać.
Ale czy on za mną tęsknił? Wątpiłam. Brenda go pochłaniała. Do tej pory uważałam, że Black nie jest zdolny zaangażować się emocjonalnie w jakikolwiek związek, ale ten był dla niego najwidoczniej ważny. Niby dlaczego ciągle do niej wracał? Który to już raz próbowali?
I, co ważniejsze, po co próbowali? Przecież skoro raz zerwali, to musieli mieć jakiś powód, po co drugi raz wchodzili do tej samej rzeki?
Do tego – co już najważniejsze – dlaczego mnie to w ogóle obchodziło? Przecież żadne z nich nie było mi potrzebne do szczęścia, ani trochę. Prawdę mówiąc samo patrzenie na nich sprawiało, że się denerwowałam, niby dlaczego w ogóle miałabym zaprzątać sobie nimi myśli, kiedy tyle innych, ważniejszych spraw działo się wokół mnie?
Jak na przykład sprawa plotki, którą Brenda rozpoczęła. Plotki na temat mnie i Regała. Plotki, która głosiła, że my…
Tak, dokładnie, że my… Czyli że ja i że Regał, w sensie my razem… Że my sypiamy. Nie tak w ogóle, to by nie było nic odkrywczego, ale Brenda uznała, że my sypiamy… ze sobą.
Ilekroć pomyślałam o tej plotce, robiłam się całkiem czerwona – i nie byłam pewna, czy ze złości, czy też ze wstydu. Oczywiście wszystko to było od początku do końca wyssane z palca, ale kiedy patrzyłam na Regała i wybiegałam myślami w przyszłość (co nie zdarzało się często, wolałam twardo stąpać po ziemi), to jakoś nie wykluczałam takiej możliwości. Ale żeby TERAZ? I tuta, w Hogwarcie?! Przecież to nie miało ani trochę sensu i każdy logicznie myślący człowiek powinien o tym wiedzieć.
Problem w tym, że Brenda uważnie dobierała swoich rozmówców, ograniczając liczbę logicznie myślących do absolutnego minimum. W ten właśnie sposób znaczna część Hogwartu już o tym słyszała.
Czy nikt z nich nie pomyślał o tym, ze Regał ma TRZYNAŚCIE lat?
To by było niemoralne! I niezgodne z prawem! Merlinie, to by było nieodpowiedzialne i całkowicie, całkowicie nie na miejscu!
Dlatego postanowiłam to przeczekać. I za żadne skarby tego świata nie dyskutować o tym z Regałem.
Prawdę mówią liczyłam na to, że się nie dowie – ostatecznie był Ślizgonem, który zadawał się z innymi mrocznymi Ślizgonami. Takimi, którzy całym swoim jestestwem demonstrowali, że nie obchodzi ich, co inni myślą i mówią, nie obchodzą ich żadne plotki czy nowinki towarzyskie, bo są ponad to wszystko. Niby z jakiej racji mieliby się nagle dowiedzieć o czymś, o czym mówi większość Hogwartu?
Żadnym pieprzonym cudem!
Zdenerwowany (a to rzadki widok!) Regał zaczepił mnie na korytarzu i zapytał, czy słyszałam. Od razu domyśliłam się, że nie ma na myśli najnowszej piosenki mojego ulubionego zespołu, więc tylko kiwnęłam głową.
– Ale to tylko głupie plotki – stwierdziłam po chwili ciszy. – No wiesz, pogadają i przestaną. Nikt w nie przecież nie wierzy.
Oczywiście skłamałam. Jakby na potwierdzenie tego faktu akurat minęły nas dwie Puchonki, które najpierw uważnie nam się przyjrzały, a potem zaczęły gorączkowo między sobą szeptać. Nie miałam wątpliwości, że to właśnie my byliśmy tematem tej rozmowy. W porządku, czyli ktoś wierzył. Może były w mniejszości?
– Jasne – odpowiedział i stropił się jeszcze bardziej.
Wyglądał tak… inaczej niż zwykle, że przez chwilę miałam ochotę go przytulić. I pewnie bym to zrobiła, gdyby nie świadomość, że ktoś mógłby to zobaczyć i zaraz dorobić odpowiednią historię. Nie minęłoby parę godzin, a już pół zamku mówiłoby, że na korytarzu odbywały się dzikie orgie. O nie, wolałam nie ryzykować.
– Okay, może one wierzą – powiedziałam, bo nic lepszego nie przyszło mi do głowy. – Ale przecież każdy rozsądny człowiek… no wiesz, nie uwierzy.
To chyba uraziło jego męską dumę, bo mruknął kolejne „jasne” i poszedł, nie wyjaśniając, dlaczego nagle postanowił zostawić mnie samą na środku korytarza.
Nie byłam pewna, dlaczego właściwie tak zareagował. Przecież nie powiedziałam nic… nieodpowiedniego, prawda? Stwierdziłam fakt. Na litość Merlina, byliśmy uczniami. Zwykle uczniowie myślą o nauce, a nie o… innych rzeczach. Chyba że… Nie, niemożliwe. Po prostu pewnie znów musiał omówić jakieś niezwykle ważne sprawy z Bartym czy innym Ślizgonem.
Zresztą ja też miałam coś do zrobienia. Musiałam ZAMORDOWAĆ Brendę.
Znalazłam ją w Wielkiej Sali. Rozmawiała akurat z jakąś młodszą od nas Gryfonką, która wpatrywała się w nią z wypiekami na twarzy. Coś mi mówiło, że mogłam z łatwością odgadnąć, jakimi nowinami Brenda tak ją zainteresowała.
W każdym razie, nie zwracając uwagi na taką publiczność, podeszłam do naczelnej plotkary Hogwartu i stwierdziłam sucho, że musimy porozmawiać. Miałam nadzieję, że logicznymi i rzeczowymi argumentami przekonam ją, żeby odkręciła całą tę sytuację. A potem rzucę na nią jakąś paskudną klątwę. Albo ze dwie.
– Oj, Annie, ale ja jestem umówiona z Syriuszkiem i… – zaczęła swoim niewinnym głosikiem.
– I najwyraźniej spóźnisz się na to spotkanie, bo teraz rozmawiasz ze mną – syknęłam. Nie miałam najmniejszego zamiaru pozwolić jej gdziekolwiek odejść, nawet jeśli będzie to wymagało przywiązania jej do stołu.
– Czemu jesteś taka niemiła, Annie? – spytała.
Chciałam warknąć „a jak myślisz?”, ale uznałam, że lepiej nie narażać wrażliwej psychiki Brendy na taki wysiłek, jaki wiązałby się z myśleniem. Zamiast tego spróbowałam się uśmiechnąć.
– Ja? Niemiła? Wydaje ci się. – Może byłoby to przekonujące, gdybym nie powiedziała tego głosem świadczącym o tym, że z przyjemnością ukręciłabym jej głowę. Albo przynajmniej bym spróbowała.
Tyle, że Brenda, jak to Brenda, nie łapała ironii.
– Może… – powiedziała.
Potarłam lewą skroń, jakby miało to w cudowny sposób sprawić, że będę mogła się z nią dogadać. Nic z tego.
– Okay, nieważne – westchnęłam. Nadal byłam wściekła, ale nie było sensu rzucać się na nią, póki nie wie, o co jestem wściekła. – Możesz mi wyjaśnić czemu, do jasnej cholery, rozpuszczasz tak idiotyczne plotki na mój temat?
I, o dziwo, powiedziałam to dość spokojnie. Nie wycelowałam też w nią różdżką ani w żaden sposób nie naruszyłam jej przestrzeni osobistej. To niewątpliwie był sukces.
– Ja?
Miałam ochotę ukręcić jej słodką główkę za te sarnie oczka!
– Tak, ty – odpowiedziałam, nadal zachowując absolutny spokój. Spróbowałam się nawet uśmiechnąć, ale miałam wrażenie, że twarz mi zaraz popęka. – Dokładnie tak. Więc?
– Nikomu o niczym nie powiedziałam!
– Bre, plotki nie rodzą się same, a w tym zamku praktycznie wszystkie z nich mają tę samą matką – warknęłam. – Oczywiście, że ty to wymyśliłaś i nawet nie próbuj się wykręcać.
Odruchowo zacisnęłam dłoń na ukrytej w szacie różdżce. Naprawdę nie chciałam atakować jej w Wielkiej Sali, ale…
Ale jeśli zacznie mi tu płakać, na pewno to uczynię!
– Niepraaaawda!
– Niby dlaczego miałabym ci uwierzyć? – zapytałam, po czym zerknęłam na młodszą Gryfonkę, która wpatrywała się w nas z zainteresowaniem. No tak, byłyśmy teatrzykiem. Świetnie. – Spadaj stąd – warknęłam do niej.
Merlinie, naprawdę powinnam pamiętać o swoich manierach. Mogłam dodać „proszę”.
Dziewczyna przestraszyła się i uciekła. Zostałyśmy same, jeśli nie liczyć tłumów spożywających właśnie śniadanie.
– Bo to nie byłam ja! Naprawdę! – krzyczała.
– Bre, litości, nie jestem idiotką, oczywiście, że to ty, więc przestań kłamać.
I nie, nie krzyczałam. Co było o tyle dziwne, że zwykle tak reagowałam na cudzy krzyk. Nie, starałam się zachować spokój – wydawało mi się, że tak łatwiej będzie coś z niej wyciągnąć. Nie żebym liczyła na jakieś oszałamiająco kwieciste przyznanie się do winy.
Nie liczyłam też na łzy.
Nie byłam pewna, na co liczyłam – głównie na to, że skoro to przez nią wszyscy patrzyli na mnie i na Regała, jakby nagle nam wyrosły na środku czoła rogi albo czułki, to będzie w stanie też sprawić, że wszystko wróci do poprzedniego stanu rzeczy. Nieważne jak.
Ale to był dopiero początek moich kłopotów. Ich kulminacja nadchodziła w towarzystwie dziewczyny, której kazałam spadać.
– Co się dzieje, Bre? – spytał Syriusz, naczelny samiec okolicy.
„Co się dzieje, Bre?”?! Czy on sobie kpił? Pewnie na kilometr było widać, że aż kipiałam ze złości, a on pytał tę idiotkę – to nic, że była jego dziewczyną – co się dzieje? Nie mogłam uwierzyć, że nie słyszał plotek, które sama Bre rozsiewała. Do tego nawet na mnie nie spojrzał. Nawet. Na. Mnie. Nie. Spojrzał. Zlekceważył mnie. Znowu! I, nie wiedzieć czemu, skoro tak dobrze szło mi zachowywanie spokoju, wtedy rozpętało się piekło. Nie wyjęłam co prawda różdżki, ale na chwilę przestałam piorunować wzrokiem Brendę i zwróciłam się do Syriusza:
– A jak ci się wydaje, o czym mogą rozmawiać naczelna plotkara Hogwartu i jej niewinna – podkreślam, niewinna! – ofiara, czyli ja? Wysil choć dwie szare komórki i pomyśl! No tak, mogłeś nie zauważyć, bo pewnie przywykłeś do tego, że wszyscy patrzą na ciebie i szepcą, ale ja zdecydowanie nie przywykłam i mam zamiar coś z tym zrobić! I to absolutnie nie jest twoja sprawa!
– O czym ona mówi? – spytał, tak, Brendy. Ale ta ryczała dalej (dla odmiany – w niego wtulona) i nie była w stanie mu odpowiedzieć.
Ani trochę mnie to nie uspokoiło, wręcz przeciwnie. Teraz cała moja wściekłość została ukierunkowana na Syriusza.
– Ona, która zresztą stoi tuż obok i ma imię, mówi o tym, że Brenda rozpuszcza wstrętne plotki o mnie i o Regulusie! Nie tak dawno temu podkreśliłeś, jak ważna jest dla ciebie miłość braterska – i w tym miejscu wykrzywiłam usta w czymś, co miało być uśmiechem – więc może coś zrobisz!
– Jakie plotki? – zapytał, w końcu na mnie spojrzawszy.
A ja… przecież nie mogłam mu tego powiedzieć, PRAWDA?!
Zacisnęłam usta w cienką linię i spojrzałam na Brendę. Skoro ona to wymyśliła, to teraz powinna mu to powiedzieć! Przecież nikt chyba się nie spodziewał, że sama powtórzę coś tak niedorzecznego! Tyle tylko, że Brenda dalej chlipała i uparcie ignorowała moje spojrzenie. Uznałam, że przedłużająca się cisza nie jest najlepszym wyjściem, zwłaszcza, że moja złość zaczęła mijać.
– Już mówiłam, wstrętne – warknęłam. – Jeśli nie znasz tego słowa, to mogę dodać, że są to kłamstwa i oszczerstwa.
– Proponuję, byś, nie mając dowodów, dała jej spokój i zajęła się czymś pożytecznym – odpowiedział obojętnie i zajął się uspakajaniem Brendy.
Mówiłam coś o mijającej złości? Nic z tych rzeczy, znów się we mnie zagotowało. Starym zwyczajem podeszłam do niego i zaczęłam szturchać palcem wskazującym w tors (co, jak zauważyła jakaś cząstka mojego umysłu, wydawało się strasznie znajome; nie było jednak mowy o tym, żebym przyznała, że za krzyczeniem na niego też tęskniłam).
– Nie mając dowodów?! I dać jej spokój?! Czy ty siebie w ogóle słyszysz?! – krzyknęłam. W porządku, byłam naprawdę, naprawdę zła. I nie miałam zamiaru tego ukrywać. – Do cholery, nie wypowiadaj się na tematy, o których nie masz zielonego pojęcia! W co powinnam wątpić, bo do tej pory KAŻDY w zamku już tę plotkę słyszał! Więc albo świetnie udajesz, albo jesteś jeszcze gorszy, niż myślałam!
Powinnam była jeszcze tupnąć nogą. Taki dramatyzm!
Ale on się nie postarał. Odsunął od siebie mogą rękę i nie odpowiedział. Ba! Nie rzucił mi ani pół groźnego spojrzenia. Syriusz, co się z tobą dzieje? Jak mogłeś ominąć taką okazję do kłótni? JAK?!
– Odpuść sobie – powiedział tylko.
Jak, no jak miałam sobie odpuścić?! Przecież… Merlinie, byłam pewna, że gdyby tylko byłoby to możliwe anatomicznie, to właśnie z uszu poszłaby mi para. Byłam tak wściekła…!
– Nie ma mowy! Chcesz wiedzieć, co twoja ukochana Brenda opowiada, a teraz wstydzi się powtórzyć?! – zapytałam, zanim zdążyłam to przemyśleć. Zły kierunek, zły kierunek, powinnam się zamknąć.
Uwaga, pomogło. Spojrzał na mnie.
– Nie. Chcę, żebyś się łaskawie przymknęła.
I wtedy trafił mnie szlag. Ba, nie taki zwykły – jeśli zwykłe zdenerwowanie można przyrównać do trafienia piorunem, to teraz trafił mnie piorun kulisty. Naprawdę spory. I owszem, wiedziałam, że najrozsądniejszą rzeczą, jaką mogłabym zrobić, byłoby wyjście z Wielkiej Sali i udanie się gdzieś, gdzie mogłabym się uspokoić (zwłaszcza, że zaczął otaczać nas wianuszek gapiów). Do cholery z rozsądkiem!
– Więc się łaskawie nie przymknę! – krzyknęłam, patrząc na niego, żeby mieć pewność, że mnie słucha. Nie żeby sam fakt patrzenia to determinował, ale mój ton głosu na pewno. – Twoja… dziewczyna rozpowiada na prawo i lewo, że twój brat i ja sypiamy ze sobą! Zadowolony? Na litość Merlina, przecież tylko ostatnia idiotka mogłaby coś takiego wymyślić! Ale nie, jasne, powinnam sobie odpuścić! Bo to przecież nic takiego, prawda?!
Tupnęłam nogą, po czym spojrzałam groźnie na tłum. Uczniowie dalej stali, przyglądając nam się uważnie. Część wyraźnie złakniona dalszych informacji, część zawstydzona, część… A zresztą, co mnie to obchodziło. Spojrzałam znów na Syriusza.
– Nie obchodzi mnie to, co wyrabiasz z Regulusem.
Czy ja się przesłyszałam? Wciąż ta obojętność? I te nieporadne próby uspokojenia Brendy? Miałam ochotę wykrzyknąć: kim jesteś i co zrobiłeś z Syriuszem Blackiem, którego znałam?!, ale to byłoby patetyczne. A ja starałam się za wszelką cenę uniknąć patosu.
Tak jak Black unikał mojego spojrzenia. I, najwidoczniej, unikał też innych form kontaktu ze mną. Dlaczego? Na to pytanie nie znałam odpowiedzi.
Zacisnęłam pięści i starałam się opanować ich drżenie – naprawdę, naprawdę miałam ochotę walnąć Syriusza. To nic, że pewnie by mi oddał (w końcu nie mogłam liczyć na to, że się powstrzyma tylko dlatego, że jestem kobietą, prawda?). Nie zrobiłam tego tylko dlatego, że ukazałoby to całą moją desperację, która nie wiadomo skąd się wzięła. Przecież mi nie zależało, prawda? Dlaczego chciałam, żeby zaczął krzyczeć? I dlaczego był tak irytująco spokojny?!
– Świetnie! – krzyknęłam. – Doskonale! Nie zapomnij donieść o tym w liście swojej mamusi!
Twarz Syriusza przybrała kolor dorodnego pomidora. Oho, chyba udało mi się go w końcu zdenerwować.
– Nie wtrącaj się w sprawy mojej rodziny – warknął, rzucając mi wściekłe spojrzenie. Gdyby nie Bre… Oj, gdyby nie Bre, pewnie rzuciłby się na mnie z różdżką. Ale blond balast mu przeszkadzał.
Byłam z siebie dumna – wywołałam w nim reakcję i to silną. Nie wiedziałam, czemu tego potrzebowałam, ale jego wściekłość była dokładnie tym, o co mi chodziło.
– Och, jasne, pół zamku wtrąca się w moje sprawy osobiste i jakoś żyję! Czemu nie opowiesz im wszystkim o sobie? Na pewno byliby zainteresowani! – Wskazałam w tym miejscu na wszystkich gapiów, którzy z uwagą przysłuchiwali się całej tej wymianie zdań.
– Idziemy stąd, Bre – zarządził.
– Cudnie! Zabierz stąd tę cholerną plotkarę! – krzyknęłam, świadoma, że to ostatnie zdania, jakie w tej kłótni wypowiadam, bo Syriusz zaraz odejdzie. I nie będę miała nikogo, na kim mogłabym rozładować swoją złość. Musiałam dorzucić coś, co go zaboli. – Cholerny maminsynek!
W porządku, nie był to szczyt moich możliwości, ale byłam pewna, że to nie przejdzie bez echa. Że jeszcze o tym pomyśli – i będzie wtedy naprawdę wściekły. Przynajmniej miałam taką nadzieję.
Znów na mnie spojrzał, a w jego oczach… w jego oczach nie było już ani złości, ani innych negatywnych uczuć. Patrzył na mnie wzrokiem tak pustym, że aż na moment pożałowałam, że powiedziałam mu coś takiego. Ale szybko przypomniałam sobie, że zasłużył! Zasłużył na każdą obelgę, którą wypowiedziałam pod jego adresem!
– Kazałem ci się przymknąć – powiedział, ale przyszło mu to jakby z trudem.
A potem zabrał Bre i nie widziałam ich przez resztę dnia, mimo że powinniśmy mieć razem lekcje.

Advertisements
30. O plotkach, kłamstwach i innych nieprzyjemnościach

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s