27. O tym, że przysłowia często okazują się słuszne i dobre chęci naprawdę prowadzą do katastrofalnych rezultatów

Wiedziałam, że byłam nie w porządku względem Jamesa. Ba, od ponad miesiąca nie rozmawiałam z nim o niczym, co nie dotyczyłoby jedzenia lub prac domowych z różnych przedmiotów, a i te rozmowy trwały krótko. Dlatego wydawało się jasne, że kiedy zauważy, że na niego czekam, zorientuje się, że mam do niego jakąś sprawę. Co z kolei nie zastawi go do mnie przychylnie.
Oczywiście miałam też wyrzuty sumienia dlatego, że lubiłam Jamesa i nie wiedziałam, dlaczego właściwie nie miałam dla niego czasu.
Może to przez to, że ostatnio… ostatnio między mną i Syriuszem było jeszcze gorzej? To w końcu przyjaciele. Kiedy nieustannie kłóciłam się z Blackiem, James przynajmniej był przy tym obecnym. Gdy przeszliśmy do fazy obojętność i unikanie siebie na wzajem, mimowolnie musiałam unikać też Jamesa. Przykre, ale prawdziwe.
Zastanawiało mnie trochę, jak to możliwe, że najsympatyczniejszy i najsłodszy facet jakiego poznałam w Hogwarcie był mi teraz całkiem obcy, a buc, który rzucił moimi książkami… był moim chłopakiem? Tak to można nazwać w ogóle? Cóż za zrządzenie losu. W życiu bym nie przypuszczała, że dojdzie do czegoś takiego!
– Cześć, Annie – rzucił James, gdy zobaczył, że, cóż, siedzę na jego łóżku w jego pokoju. Wpuścił mnie tu Remus, który właśnie wychodził na kolację. Petera nie było. Syriusza na szczęście też, bo odkąd znów zszedł się z Brendą, większość czasu spędzali w jakichś opustoszałych klasach i innych kryjówkach.
– Cześć – uśmiechnęłam się. – Czekałam na ciebie.
W myślach od razu się zganiłam za gadanie takich głupot. Przecież to było oczywiste, na kogo innego bym tu czekała? Z drugiej jednak strony – nie wiedziałam, jak przejść do rzeczy, więc mówienie czegokolwiek bardzo mi odpowiadało.
– Poczekasz jeszcze chwilę? Cały się aż kleję.
Fakt. Dopiero gdy to powiedział, zauważyłam, że wrócił z treningu. Po czym wnioskowałam? Miał na sobie strój sportowy i był cały przepocony. A przynajmniej był cały przepocony, bo po chwili – zupełnie bezceremonialnie – góry tego stroju się pozbył, ukazując całemu światu (czyli mnie) swoje idealnie wyrobione mięśnie.
– Jasne, nie przeszkadzaj sobie – powiedziałam spokojnie, może trochę zbyt ostentacyjnie gapiąc się na niego.
Oczywiście gdy tylko zdałam sobie z tego sprawę, jak każda dobrze wychowana panienka wbiłam wzrok w podłogę. Przecież człowiek miał prawo do odrobiny prywatności we własnym dormitorium.
Nie wiem nawet, czy James zwrócił uwagę na to, że ten wzrok jednak spuściłam. Ostatnie, co zauważyłam, to błysk jego idealnych zębów, a potem pan Potter zniknął (wraz z ręczniczkiem w kolorze białym) w łazience i nie wracał stamtąd przed dłuższy okres czasu.
Miałam nadzieję, że nie postanowił się utopić, bo to zdecydowanie popsułoby nam obojgu wieczór. Przez chwilę zastanawiałam się, czy nie wykorzystać tej chwili i nie poszukać medalu w kufrze Syriusza, ale potem uznałam, że pewnie go tu nie trzymał, a do tego wyglądałabym głupio, gdyby James mnie na tym przyłapał. Zamiast tego próbowałam ułożyć sobie w głowie jakiś scenariusz rozmowy, ale szło mi to dość opornie.
Nie znałam bowiem odpowiedzi na jedno ważne pytanie – czego tak naprawdę chciałam od Jamesa?
To znaczy wiedziałam, że chcę, żeby mnie zaprowadził do kuchni, ale przecież nie dlatego zadałam sobie tyle trudu, żeby tu przyjść. Mogłam go o to zapytać mimochodem przy okazji jakiegoś śniadania czy obiadu – ba, wtedy nawet miałoby to więcej sensu, bo mogłabym powiedzieć, że chcę podziękować skrzatom za tak pyszny posiłek. Ale teraz?…
Może po prostu potrzebowałam przyjaciela, z którym mogłabym pogadać i nie obawiać się, że luźna rozmowa skończy się niemal wyrzuceniem z biblioteki za obrazę moralności bibliotekarki.
Poza tym… Może on wiedział coś o…
– Odwróć się na chwilę! – usłyszałam okrzyk zza drzwi.
Posłusznie się odwróciłam i utkwiłam wzrok w ścianie. Fakt, że potrzebowałam przyjaciela nie oznaczał, że musiałam się ciągle gapić na jego mięśnie… i nie tylko. Poza tym, tego wymagało dobre wychowanie. To znaczy odwrócenia się, nie gapienia.
No i musiałam naprawdę szybko wymyślić, co powiem, kiedy już zaczniemy rozmowę.
– Już? – upewnił się.
A potem usłyszałam szereg różnych dźwięków sugerujących, że James wyszedł z łazienki i nerwowo przetrząsał szafki.
Dalej gapiłam się w ścianę. Wszystko, co przychodziło mi do głowy, brzmiało głupio. Mogłabym pogadać o regale, ale James nie był przecież kącikiem porad miłosnych w piśmie dla nastolatek i, sądząc po tym, jak układały się jego stosunki z Lily, wiedział na ten temat równie mało co ja. Może bezpieczniej byłoby zacząć od rozmowy o quidditchu albo wypracowaniu z transmutacji?… Nie, to głupie.
Po chwili usłyszałam wspaniałomyślne:
– Możesz już patrzeć.
Kiedy zaś się odwróciłam, James wciąż nie miał na sobie żadnego okrycia górnych partii ciała, ale najwidoczniej to spodnie były tym, czego nerwowo szukał w szafce (bowiem spodnie już posiadał).
– Ciężko trenujecie – powiedziałam, starając się ograniczyć gapienie się do minimum.
Świetnie, naprawdę świetnie, pomyślałam. Jestem mistrzem oryginalnych wstępów do rozmów. A miałam nie wspominać o quidditchu, bo z daleka widać, że robię to tylko dlatego, że nie chcę przejść do meritum sprawy.
– Nie aż tak, jak zwykle. Można powiedzieć, że trochę sobie odpuściliśmy.
Stop. Czy on planował teraz najzwyczajniej w świecie usiąść na łóżku bez uprzedniego ubrania się do końca? Ale… Ale…
Ale usiadł. A ja się nie odsunęłam. W końcu byliśmy przyjaciółmi i wszystko to było absolutnie i całkowicie niewinne. Musiałam tylko pamiętać o tym, żeby patrzeć na jego twarz, nic trudnego. Zresztą, po co miałabym patrzeć niżej? Kiedy się z kimś rozmawia, to patrzy mu się w oczy. O.
– Jaaasne, odpuściliście – powiedziałam. – Na pewno wygracie bez większego trudu.
I tak, wiedziałam, to był dobry moment, żeby skupić się na tym, po co przyszłam. Niestety, nadal nie byłam pewna, co właściwie tu robiłam.
– Wygramy. Dlatego nie musimy aż tak harować. Krukoni… Krukoni nie są najlepsi w zabawach z piłką.
– Jasne, przecież oni najchętniej nie wychodziliby z biblioteki – zaśmiałam się.
Biblioteka. Tak. Mogłabym pogadać o… Nie, to nie jest dobry temat. To może o medalu? Nie, bez sensu. O kuchni? O pogodzie? O… wiem!
– A jak przygotowania do balu? Lily się zgodziła? – zapytałam, dumna, że wymyśliłam jakiś temat.
– Nie.
Wyglądał na naprawdę… rozczarowanego tym faktem.
– Odmówiła mi już dokładnie pięćdziesiąt siedem razy i wygląda na to, że będę musiał poprosić… Normalnie poprosiłbym Brendę, ale teraz chyba nie dam rady. Coś wymyślę.
Chciałam mu powiedzieć, że połowa dziewczyn w szkole dałaby się pokroić za pójście z nim na bal, ale się powstrzymałam. Nie chodziło mu o tę połowę, prawda?
Nie chodziło mu też pewnie o pocieszenie, choć musiałam przyznać, że w pierwszym odruchu chciałam go – całkiem po przyjacielsku – przytulić. Ale się powstrzymałam.
– Powinna się zgodzić. Nie mam pojęcia, dlaczego ci odmawia – stwierdziłam z przekonaniem i nie kłamałam. Naprawdę nie wiedziałam. Gdybym nie szła z Regałem, mogłabym iść właśnie z Jamesem. – A Brenda… Nie wyobrażam sobie, co zmusiłoby normalnego człowieka, żeby zabrał ją gdziekolwiek, a już zwłaszcza na bal – mruknęłam, z trudem powstrzymując się od przewrócenia oczami.
– Nie lubisz jej? Myślałem, że się przyjaźnicie. A przynajmniej przyjaźniłyście, dopóki… – westchnął. Tak, westchnął! – Powiedz mi, Annie, co cię podkusiło, by zakręcić się wokół młodego Blacka? To całkowicie nierozsądne.
Spojrzałam na niego, jakby właśnie mi oświadczył, że jest hipogryfem.
– Nierozsądne? – powtórzyłam. – A mogę się dowiedzieć, dlaczego tam sądzisz? Reg i ja naprawdę dobrze się dogadujemy.
– Czy on w ogóle wie, że jesteś… że pochodzisz z mugolskiej rodziny, Annie?
Dlaczego każdy, ale to KAŻDY musiał o tym wspominać? Zupełnie jakby ten nieważny szczegół miałby sprawić, że Regał nagle mnie znienawidzi.
– Nie, prawdę mówiąc nie pytał o to – stwierdziłam.
To musiało dowodzić, że dla Regała nie liczy się moje pochodzenie, prawda? Gdyby było inaczej – zapytałby.
James zrobił bardzo poważną minę, która nijak nie pasowała do jego półnagiego obrazu.
– Nie pytał, bo zakłada, że pochodzisz z przyzwoitej rodziny. Stereotyp Francji, rozumiesz.
Spojrzał mi bardzo, ale to bardzo głęboko w oczy.
– Gdybyś czasem posłuchała Syriusza, mógłby ci opowiedzieć o ich rodzinie. Uważaj na Blacków, Annie. Są… niebezpieczni. I za nic mają sobie takie jak ty. Nie mówię, że Reg cię nie… Że nie podobasz się Regulusowi – poprawił się szybko. – Ale jak tylko dowie się, kim jesteś, od razu się od ciebie odsunie. Tak został wychowany.
Spojrzałam na niego smutno. Daleka byłam od twierdzenia, że mój wpływ sprawił, że Regał zmienił swoje przekonania o sto osiemdziesiąt stopni i stał się nagle fanem proletariatu, ale nie mogłam sobie wyobrazić, że faktycznie mógłby tak postąpić.
– Wychowanie to nie wszystko – stwierdziłam z przekonaniem, pomijając to, co mówił na temat mojego pochodzenia. – Wierzę, że jest w stanie postrzegać świat obiektywnie, a nie przez pryzmat tego, czego nauczono go w domu. Poza tym Syriusz nic mi nie mówił na ten temat. Nie przejawiał najmniejszej nawet chęci. Nie mówię, że powinien mi z miejsca opowiedzieć o wszystkich rodzinnych sekretach, ale gdyby faktycznie byli tak niebezpieczni, jak mówisz… Właściwie to skąd ten pomysł?
– Nie znasz ich matki.
– Zionie ogniem? – zapytałam, chcąc rozładować atmosferę.
W porządku, nie znałam. Nie spodziewałam się też, że jest miłą damą w średnim wieku, która co niedzielę piecze ciasteczka, ale w końcu nie mogła być aż tak przerażająca!
– I nie wiesz, że Syriusz jest o krok od wydziedziczenia, bo przyjaźni się ze mną. Ze mną. A, wierz mi, moi rodzice są czystokrwiści.
Przez chwilę milczałam. Miałam wrażenie, jakbym oberwała w głowę czymś naprawdę ciężkim. Oczywiście, zdawałam sobie sprawę, że Syriusz jest skłócony z rodziną, ale nie wiedziałam dlaczego. I, prawdę mówiąc, kiedy porównywałam jego zachowanie z zachowaniem Regała, mogłam się domyślać, że chodzi o nieposłuszeństwo i jakiś bunt… ale żeby od razu wydziedziczać?
– Ja… nie wiedziałam – mruknęłam w końcu. Nie żeby to miało cokolwiek zmienić. Po prostu… Merlinie, to było takie średniowieczne.
– Regulus jest pupilkiem swojej matki, absolutnie niezdolnym do przeciwstawienia się jej decyzjom. Więc kiedy się dowie… Annie, martwię się o ciebie. Jesteśmy przyjaciółmi i niezależnie od tego, że Syriusz zabrania mi komukolwiek mówić o jego sytuacji rodzinnej, uważam, że akurat ty powinnaś dowiedzieć się wszystkiego.
Spojrzałam na niego, jakbym miała nadzieję, że się roześmieje, po czym zmierzwi sobie włosy i powie, że to był kiepski żart. Nic z tego.
– Nie znasz go… – zaczęłam słabo. Mogłam się domyślać, że nawet jeśli James nie zamienił z Regałem wielu słów, to Syriusz powiedział mu dostatecznie dużo. Pytanie tylko, na ile Syriusz był szczery, a na ile zaślepiała go niechęć do brata. – Rozumiem, że ich rodzina jest dość… konserwatywna, ale…
– Dość konserwatywna?! Annie, a gdzie twoja wrodzona niechęć do arystokracji? Na kilometr powinnaś wyczuwać, jaką rodziną są Blackowie! – uniósł się. James był ZDENERWOWANY! Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. – Wiesz, co mamusia dała Łapie na święta? Sygnet z napisem „Na zawsze czyści”, którego przez dobre trzy godziny nie mogliśmy zdjąć mu z palca, takiego cholernego zaklęcia użyła!
Skuliłam się, jakbym liczyła, że jeśli zajmę mniej miejsca, to zacznę trzeźwiej myśleć. Po krzyżu przebiegł mi zimny dreszcz i wiedziałam już, że gdyby kiedykolwiek Regałowi przyszło do głowy zapraszać mnie do domu, to odmówię. Bardzo stanowczo.
Do tego zabolało mnie to, co James powiedział o mojej niechęci. Czy… czy mógł mieć rację? Czy przez ciągłe przebywanie a to z jednym, a to z drugim Blackiem coś się we mnie zmieniło? Przecież wiedziałam, od samego początku wiedziałam, że obaj pochodzą z koszmarnej rodziny i są arystokratycznymi bubkami. Ale teraz… Tak, coś było nie tak – i to coś było nie tak ze mną, z moimi przekonaniami, z moimi myślami. Zagryzłam wargi, żeby powstrzymać łzy, które zaczęły mi się zbierać w oczach. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Nie wiedziałam, co w takich momentach powinno się mówić.
James chyba zauważył, że jestem na skraju łez, bo powiedział:
– No… Musiałem ci to powiedzieć, Annie, ale, do diabła, nie płacz, bo…
A potem mnie do siebie przytulił, jak zrobiłby na jego miejscu każdy przyjaciel tego świata.
Objęłam go lekko i próbowałam się nie rozpłakać, bo wiedziałam, że byłoby to głupie i absolutnie niepotrzebne.
– Wiem. Przepraszam, ja… – siąknęłam. – I wcale nie płaczę – dodałam, co miałoby może lepszy efekt, gdyby nie kolejne siąknięcie.
Nie odpowiedział, zajęty głaskaniem mnie po plecach.
Nagle usłyszałam jakiś hałas, który niewątpliwie musiał być skrzypieniem otwieranych drzwi, bo chwilę później głos Lily powiedział:
– Remus? McGonagall chciała…
A później usłyszałam gwałtowne wciągnięcie powietrza i trzaśnięcie drzwiami. Świetnie. Teraz James mnie znienawidzi za to, że Lily znalazła nas w cokolwiek dwuznacznej pozie. Rozpłakałam się na dobre.
– Lily! – James zerwał się i chciał za nią pobiec, ale utknął w połowie drogi między łóżkiem i drzwiami, bo nie wiedział, czy gonić miłość swojego życia, czy leczyć mój atak histerii.
A atak ten, dodajmy, trwał w najlepsze. Zaczęłam się jeszcze bujać w przód i w tył, jakbym miała chorobę sierocą. A, co najgorsze, nie miałam pojęcia, dlaczego tak jest. Przecież James nie powiedział nic, co mogłoby we mnie wywołać aż taką reakcję.
Ale Lily…
Mogłam się domyślić, co sobie pomyślała i ta świadomość wcale nie poprawiała mi nastroju.
W końcu James postanowił usiąść. W końcu – zajęło mu to bowiem jakieś całe dwie minuty. Usiadł i złapał mnie za rękę, mówiąc:
– Uspokój się, Annie.
Było w tym zdaniu jakieś kategoryczne żądanie.
– Próbuję – siąknęłam, ocierając łzy.
I pewnie spróbowałabym nawet bardziej, gdyby nie fakt, że drzwi znów się otworzyły. Czemu nagle wszyscy mieli jakąś sprawę do ludzi, którzy znajdowali się – lub powinni się znajdować – w tym dormitorium?
– Stary, Lily przed chwilą zbiegła na dół… O kurwa.
W pokoju pojawił się nikt inny, ja Syriusz Black we własnej, arystokratycznej osobie.
W tym momencie powinnam była rozpłakać się jeszcze bardziej, żeby nie musieć niczego wyjaśniać (w końcu kto liczyłby na to, że spazmatycznie szlochająca kobieta udzieli sensownych informacji?), ale, jak na złość, łzy nie chciały lecieć.
Spojrzałam na Syriusza, potem na Jamesa, a potem znów na Syriusza. Nie miałam pojęcia, kto z naszej trójki miał najgłupszą minę i gdyby sytuacja nie była tak poważna, może bym się roześmiała.
– Łapo, zaraz ci to wszystko…
– Lily siedzi tam na dole i powtarza wszystkim, jak leci, że Annie mnie zdradza – Syriusz wręcz wymamrotał. – Nie, że zdradza Regulusa. Chociaż, stop, wydaje mi się… Nie, nie Blacka. Lily siedzi na dole i mówi, że TY zdradzasz ją z Annie.
James wykonał klasyczny manewr rybny – utworzył i zamknął usta, nie wydając przy tym ani pół dźwięku.
Poczułam się w obowiązku odezwać. Ostatecznie chodziło o moją reputację – no i o reputację Jamesa.
– To jedno wielkie nieporozumienie – stwierdziłam trzęsącym się głosem. Odchrząknęłam w nadziei, że to pomoże mi się opanować. – Lily wpadła tu przed chwilą i zupełnie źle zinterpretowała to, co zobaczyła.
Nie wiem, na co liczyłam, ale spojrzałam na niego z nadzieją, jakbym chciała, żeby pokiwał głową i stwierdził, że tak, to logiczne wyjaśnienie i nie ma pojęcia, jak Lily mogło przyjść do głowy coś takiego. Niestety, obawiałam się, że niekompletny strój Jamesa i moja zapłakana twarz nijak nie świadczą o tym, że miała tu miejsce przyjacielska pogadanka.
Ale James myślał już o czymś zupełnie innym.
– Lily… że ja ją? Tak powiedziała? Ja ją?
Spojrzałam na niego z lekkim zdumieniem. Naprawdę była to jedyna rzecz, która go interesowała? Ćwierć Hogwartu usłyszało właśnie coś takiego (a do rana pewnie informacja ta obiegnie już cały zamek), a jego interesuje coś tak mało ważnego?
O Merlinie. Cały zamek? Czyli Regał też usłyszy?… Zamknęłam oczy i policzyłam w myślach do dziesięciu. Będę musiała mu jakoś wyjaśnić go gigantyczne nieporozumienie.
– Tak, stary. Że ty ją.
Wiecie, co było najdziwniejsze? James wyglądał tak, jakby był najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem.
Miałam ochotę go czymś walnąć, ale mogłoby to zostać źle zinterpretowane. Rano każdy w Hogwarcie będzie myślał… A on się cieszy! To chore!
– Musimy to jakoś wyjaśnić – powiedziałam już spokojniej i spojrzałam na nich w nadziei, że wymyślą sposób na odnalezienie wszystkich, którzy już usłyszeli tę plotkę i wyjaśnienie im, że to tylko plotka.
– Tak, pójdę, natychmiast pójdę! – James zerwał się z łóżka. – Kocham cię, Annie! Uczyniłaś cud!
Zanim zdążyłam się zorientować, pocałował mnie w policzek, a potem wybiegł z dormitorium (bez koszulki!) i tyle żeśmy go z Syriuszem wydzieli.
Westchnęłam ciężko i utkwiłam wzrok w podłodze, nagle niezdolna do patrzenia na Syriusza. Nie miałam pojęcia, co on o tym wszystkim myślał, ale wolałam nie ryzykować, że zobaczę w jego oczach coś, czego nie chciałabym widzieć.
– To wszystko nie tak – mruknęłam, chociaż mówiłam raczej do siebie niż do niego.
– Wiem – odpowiedział. Tylko tyle.
– Co teraz? – zapytałam, nie precyzując, o jakie “teraz” mi chodzi. Nie byłam nawet pewna, jakie miałam na myśli: ten moment, resztę dzisiejszego wieczoru, jutro, najbliższy miesiąc? Przecież to jasne, że wszyscy w zamku… Wolałam nawet nie myśleć.
– Nie powiem Regulusowi, jeśli to chciałaś wiedzieć. Rogaty nie przeżyje, jeśli to rozniesie się poza krąg jakichś dziesięciu osób, które aktualnie znajdują się w pokoju wspólnym.
– Dziesięciu? – powtórzyłam.
Nagle poczułam się odrobinę lepiej – ale tylko odrobinę. To nie tak dużo, kilku osobom da się wytłumaczyć… No i mogłam założyć się o wszystkie swoje oszczędności, że James się zajmie wyjaśnianiem tej sytuacji. Nie musiałam się obawiać mnóstwa dziwnych spojrzeń przy jutrzejszym śniadaniu ani potrzeby wyjaśniania tego Regałowi.
– I nie myślałam o tym, czy powiesz, czy nie – dodałam.
– Nie? Ale ja pomyślałem – odpowiedział szorstko. – Cokolwiek by się nie działo, to mój brat. Nie zapomniałem o tym.
Zanim zdążyłam jakoś ustosunkować się do tego wyznania, Syriusz wyszedł, zostawiając mnie samą na łóżku Jamesa.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s