24. O tym, jak sprawy przybierają zupełnie niespodziewany obrót

– To napastowanie – mruknęłam gdzieś w okolicy jego ucha.
Dziękowałam wszystkim siłom wyższym, że nie miałam klaustrofobii, bo stanie w niewielkiej szafie z pewnością nie wpłynęłoby na mnie dobrze, gdybym na nią cierpiała. Nadal nie rozumiałam, po co się w niej znaleźliśmy, i ani trochę mi się to nie podobało.
– Milcz przez chwilę – poprosił.
– Ale co… – zaczęłam, po czym uznałam, że mogę poczekać.
Nie żebym nagle zaczęła dostrzegać jakieś pozytywy tego położenia – o nie, nie było żadnych. Po prostu usłyszałam jakieś kroki. Ktoś był w bibliotece i musiał właśnie zbliżać się do naszej szafy. Oczyma wyobraźni już widziałam ten szlaban, te stosy pucharów i medali do wyszorowania, te stracone punkty… Tak, to był dobry powód, żeby milczeć.
Zdecydowanie lepszy niż ręka Regała – zapewne przypadkiem! – zupełnie tam, gdzie nie powinno jej być.
Nie zaprotestowałam – choć powinnam i chciałam! Obiecałam sobie jednak, że jak już stąd wyjdziemy, to usłyszy ode mnie parę dosadnych słów. W porządku, znalazł książkę, która mogła nam się przydać, ale przy tej okazji wpakował nas w niezłe tarapaty.
W szczególności, że coś z biblioteki wcale nie chciało sobie pójść!
Krążyło i krążyło, a ja miałam wrażenie, że zaraz, za chwilę, otworzy drzwi szafy i nas pożre. Co do kosteczki. Albo wlepi taki szlaban, że myśl o pożarciu wyda mi się wręcz ekscytująca.
Mijały sekundy. Minuty. Godziny? W szafie kończyło nam się powietrze. W dodatku było tak koszmarnie… przerażająco… gorąco, że ledwo szło to wytrzymać.
Zresztą – książka! Bagatelka! Regał wpatrywał się we mnie tym swoim kocim wzrokiem tak intensywnie, że byłam gotowa przysiąc, że w przeciągu dwóch minut wywierci we mnie dziurę, spopieli mnie lub roztopi na wosk.
Starałam się to ignorować. Ignorować wszystko i skupić się na jak najcichszym oddychaniu i wsłuchiwaniu w kroki. Które nadal były słyszalne, ale jakby z większej odległości. Miałam nadzieję, że ich właściciel za chwilę wyjdzie z biblioteki, a ja będę mogła urządzić awanturę z powodu bezprawnego przetrzymywania mnie w szafie.
Albo bezprawnego przysuwania się bliżej (zapewne, jak podejrzewałam, pod pretekstem bólu kręgosłupa).
Albo bezprawnego… Chwila, co to było? Miałam szczerą nadzieję, że to Regał uznał, że musi odgarnąć moje włosy na bok (może nie mógł oddychać), bo w innym wypadku znaczyłoby to, że w szafie jest coś jeszcze. Na przykład coś wielkiego, ośmionożnego, jadowitego i lubiącego tkać pajęczyny. Wzdrygnęłam się.
Rzucił mi pytające spojrzenie. A przynajmniej po ciemku spojrzenie, które mi rzucił, wydawało się pytające.
I znów coś poruszyło moimi włosami. Tyle, że tym razem poczułam też ciepłą rękę gdzieś w okolicach szyi. Nie wiedziałam dlaczego, ale to spowodowało, że wykonałam jakąś ekwilibrystyczną sztuczkę i – całkiem zamierzenie – moja twarz wylądowała tuż przy jego twarzy. Na tyle blisko, że byłam w stanie zlokalizować jego usta. Na tyle blisko, że…
Merlinie, czy ja się na niego rzuciłam? Czy ja molestowałam nieletniego w szafie w bibliotece? W środku nocy do tego? I dlaczego ten nieletni nie tylko nie protestował, ale zareagował całkiem entuzjastycznie, wplatając rękę w moje włosy i przyciągając mnie bliżej (czyli w praktyce poruszałam się o góra dwa cale, ale dzięki temu mogłam przemieścić tę głupią książkę gdzieś, gdzie mi nie przeszkadzała). Nagle było mi obojętne, czy ktoś nas tu znajdzie (i wlepi jeszcze większy szlaban) – ważne, że w tej chwili świat ograniczył się do tej szafy i nie miałabym nic przeciwko, gdyby przez jakiś czas tak pozostało.
Powiem wam przynajmniej dlaczego nie protestował – bo ten nieletni był zepsutym dzieckiem arystokracji!
W końcu jednak mój zdrowy rozsądek się włączył i – dość niechętnie – oderwałam się od niego. Teraz była moja kolej na posłanie pytającego spojrzenia. Nie miałam pojęcia, jak na to zareaguje.
Zareagował tak, że z niemałym hukiem wylecieliśmy z tej szafy.
W pierwszej chwili spanikowałam – jakby to twarde lądowanie miało nagle sprawić, że stanie się coś bardzo, bardzo złego. Potem jednak uznałam, że najgorsze, co może nas spotkać, to konfrontacja z tym, kto wcześniej spacerował koło szafy. Gdyby wciąż był w pobliżu, z pewnością by zareagował; co znaczyło, że najwyraźniej nie było go w okolicy, bo biblioteka znów była idealnie cicha i ciemna.
– Może lepiej stąd pójdźmy, co? – zaproponowałam po chwili. – Ktoś mógłby się tu pojawić.
Regał spojrzał na mnie, po czym rozejrzał się wokół i znów utkwił we mnie wzrok.
– Annie… – zaczął, po czym najwyraźniej zmienił zamysł. Zamiast tego, co chciał powiedzieć, mruknął: – Co z książką?
Nadal trzymałam ją w ręku. Właściwie nie zaszkodziłoby sprawdzić, czy zawiera jakieś ważne informacje, ale nie byłam pewna, czy mój mózg jest zainteresowany jakimiś nowymi danymi – wystarczy, że musiałam przemyśleć to, co się przed chwilą stało. Wyciągnęłam książkę w jego kierunku.
– Chcesz ją stąd zabrać? – źle mnie zrozumiał.
– Nie, nie – odpowiedziałam szybko. – Po prostu… nieważne, w końcu może w niej nawet nie być żadnych informacji o Dunstanie.
Ale Regał się uparł i powiedział, że nie wyjdzie stąd dopóki przynajmniej jej nie obejrzę.
– A jak ktoś tu wejdzie? – zapytałam po raz kolejny.
Pamiętałam, żeby używać słowa „wejdzie”, a nie „wróci”. „Wróci” byłoby odwołaniem do tego, co stało się w szafie, a nie byłam pewna, czy chcę o tym rozmawiać – a przynajmniej teraz, w środku nocy w bibliotece.
– Stanę na czatach.
I tyle go widziałam. Tchórz! Zostawił kobietą samą – z różdżką, ale samą! – w środku nocy w tym przerażającym miejscu. Bo co? Bo też nie chciał o tym rozmawiać? Skąd u niego to nagłe poczucie obowiązku i potrzeba chronienia mnie?!
Westchnęłam i, ukrywszy się w kącie, zapaliłam różdżkę, po czym zaczęłam przewracać powoli strony. W końcu znalazłam odpowiedni fragment.
I krzyknęłam.
O rany, o rany. Taki biedny, biedny człowiek! We fragmencie nie napisano wiele – tylko tyle, że Dunstan był potężnym czarodziejem, który chciał wprowadzić znaczące zmiany (głównie społeczne) w świecie czarodziejów, ale nie znalazł poparcia; wręcz przeciwnie, był torturowany i w końcu zginął w strasznych, strasznych warunkach.
To, co tam opisano… Już wiem, czemu autora spalono. Ta książka była przerażająco, obezwładniająco ohydna. Tak ohydna i tak brutalna, że aż trudno było mi powstrzymywać się od łez. Zakatowano człowieka! A to, jak tego dokonano (opis na piętnaście stronic!) było tak nieludzkie, że aż chciało się spalić jego oprawców. Wszystkich. Co do jednego. Bo przecież…
– Annie, czemu płaczesz? – usłyszałam szept Regała, a potem byłam w stanie już tylko z rykiem rzucić mu się na szyję, nie zważając na to, że książka z hukiem upadła na ziemię.
– Musimy mu pomóc – wychlipałam. – Musimy.
W moim umyśle Dunstan był męczennikiem, który zapłacił najwyższą cenę za to, że myślał przyszłościowo. Bo, nie wątpiłam ani przez chwilę, zaproponowane przez niego zmiany niewątpliwie miały poprawić sytuację ubogich i uciskanych. A arystokraci – taki, jak Regał, który właśnie starał się mnie pocieszyć – zabili go!
Zabili go, zabili, zabili!
– Ciii – powiedział (niezwykle elokwentnie), podczas gdy ja płakałam jeszcze bardziej i bardziej. – Pomyślimy o tym jutro.
– Ale… ale… – zaczęłam, po czym zaszlochałam jeszcze głośniej.
Nie mogłam się opanować. Cała ta historia była nieprawdopodobna od samego początku, ale teraz, kiedy dowiedziałam się o wszystkich cierpieniach tego człowieka, stała się nagle rzeczywista i niemal namacalna. Jak mogłabym nie płakać? Tyle przeszedł, a teraz jeszcze medal, w którym został uwięziony, gdzieś zniknął. Nawet po śmierci nie dane mu było zaznać spokoju.
– Ciii – powtórzył.
– Idźmy stąd – mruknęłam, ocierając łzy z oczu. – Idźmy, a jutro coś wymyślimy. Musimy coś wymyślić!
Jak mogłabym sobie spojrzeć w twarz w lustrze, gdybym zostawiła tę sprawę w taki sposób? Będę musiała coś zrobić, nawet jeśli będzie się to wiązało z odzyskaniem medalu od Syriusza.
– Jasne – powiedział.
Ale nie ruszył się nawet o krok. Czyżby było to związane z tym, że… mamo kochana, wisiałam mu na szyi! Chociaż zapłakana, odskoczyłam jak oparzona. I, wiecie co on wtedy zrobił? Przysunął mnie do siebie jeszcze raz.
Byłam na tyle rozbita psychicznie – i przez to, co się stało w szafie, i przez to, co przeczytałam – że potrzebowałam bliskości innego człowieka. Kogoś, kto po prostu będzie obok i nie pozwoli mi się rozpaść na kawałki pod wpływem tego wszystkiego. Nie przeszkadzało mi, że był to nieletni arystokrata. Naprawdę. Cieszyłam się, że tu był i nie protestowałam, kiedy objął mnie ramieniem.
– Odprowadzę cię, co?
Pokiwałam głową, a kiedy zorientowałam się, że z powodu ciemności może tego nie zauważyć, powiedziałam:
– Dzięki.
Regał pocałował mnie w czółko, co tak mnie rozczuliło, ze byłam gotowa rozpłakać się ponownie. Ale byłam dzielna. Naprawdę byłam.
Dlatego rozpłakałam się ponownie dopiero, gdy poszedł odnieść książkę na jej miejsce.

***

Następnego dnia, kiedy już czułam się lepiej, postanowiłam bezzwłocznie (i bez uprzedniej konsultacji z Regałem) przystąpić do ataku. To było oczywiste: żeby cokolwiek zrobić, musiałam odzyskać medal. Dlatego właśnie przyczaiłam się na korytarzu w pobliżu sali mugoloznawstwa i zaszłam Syriuszowi drogę.
– Zabrałeś mienie szkoły – powiedziałam, patrząc na niego surowo. W porządku, nie miałam pewności. I w porządku, sama raptem wczoraj włamałam się do biblioteki, ale to, co on zrobił, było dużo gorsze.
– A ty całowałaś się z nieletnim – odpowiedział, patrząc jeszcze surowiej (w końcu był kawałem surowego, bezdusznego mięcha).
– C-co? – warknęłam.
W pierwszej chwili nie wiedziałam, o czym mówi (nie, nie chodziło o to, że zapomniałam, po prostu było to chyba ostatnie zdanie, jakiego się po nim spodziewałam; mniej bym się zdziwiła, gdyby oświadczył, że ucieka na Haiti). Później jednak zaczęłam się zastanawiać, skąd wie. Powinnam go o to od razu zapytać, ale to byłoby przyznaniem się do winy.
– Wieści szybko się rozchodzą.
– Jakie znowu wieści? – zapytałam poirytowanym tonem.
Zawsze istniała możliwość, że o niczym nie wiedział (bo i skąd miał wiedzieć? Wątpliwym wydawało mi się, żeby Regał mu powiedział), a tylko zgadywał. Albo usłyszał jakieś idiotyczne plotki.
Albo…
Zbladłam. Były tylko dwie możliwości, jedna gorsza od drugiej. Albo zobaczył nas w bibliotece, albo pod portretem. Tak, mógł zobaczyć nas pod portretem, gdy Regał mnie odprowadzał. Musiał pod portretem. Publicznie nie publicznie, nie powinno go wtedy być w bibliotece.
– Nie kryj się, Brenda was widziała.
Cóż, to zdecydowanie wykluczało bibliotekę. Wątpiłam, by Brenda w ogóle wiedziała, gdzie biblioteka się znajduje.
– To nie ma nic wspólnego z faktem, że przywłaszczyłeś sobie coś, co do ciebie nie należy. I jeśli myślisz, że odwrócisz moją uwagę w taki sposób…! – zaczęłam. Po czym zamilkłam i tylko patrzyłam na niego chłodno.
– Reg nadal nie wie, prawda?
– Co zrobiłeś z medalem?
Nie miałam najmniejszego nawet zamiaru rozmawiać z nim o swoim życiu uczuciowym. Albo o czymkolwiek innym. Tylko o medalu. Nie było mowy o tym, żebym dobrowolnie zmieniła temat, o nie.
– Nie wie! – krzyknął.. triumfalnie?!
– O tym, gdzie jest medal? Nie, nie wie. I ja też nie. Dlatego pytam!
Brawo, Annie, pełen profesjonalizm, pogratulowałam sobie w myślach. W porządku, to było dalekie od profesjonalizmu, ale trzymałam się tematu. Dość kurczowo i desperacko.
– I nie zamierzasz mu powiedzieć?
– Zamierzam. Kiedy tylko znajdę medal, na pewno mu o tym powiem.
– Powodzenia.
Odwrócił się na pięcie i ruszył w kierunku drzwi.
– Czekaj! – Ruszyłam za nim. – Co z nim zrobiłeś? To naprawdę ważne.
Ale on szedł dalej. Bezczelny. I co miałam zrobić? No co? Nie mogłam go tak puścić! Przecież… Przecież…
Siłą woli szarpnęłam go za koszulę. Nie chciałam jej zerwać. Chciałam zwrócić na siebie jego uwagę.
Ale trochę się rozerwało.
A Syriusz, gdy się odwrócił, wyglądał na wściekłego.
– P-przepraszam – bąknęłam. – Ale to naprawdę… naprawdę ważne.
Spojrzałam na niego, mając nadzieję, że zrozumie powagę sytuacji. W porządku, może być na mnie wściekły, ale nie może być obojętny na cierpienie innych!
Warknął.
Instynktownie zrobiłam krok w tył. Jeśli myślałam, że wcześniej był w kiepskim nastroju, to teraz było jeszcze gorzej. Dużo gorzej. Przez chwilę poczułam się tak, jak niewątpliwie muszą czuć się zające, kiedy wiedzą, że zaraz do gardła rzuci im się zgraja psów myśliwskich. Tyle, że Syriusz póki co zostawił moje gardło w spokoju. Wybąkałam jeszcze jedne przeprosiny i wbiłam wzrok w podłogę.
Kiedy podniosłam głowę, jego już nie było.

***

Miałam zamiar porozmawiać z Regałem od razu po śniadaniu. Musieliśmy się naradzić, co zrobić z nieszczęsnym medalem, którego nie udało mi się odzyskać. Pospiesznie zjadłam wszystko, co wcześniej nałożyłam na talerz i już-już miałam wstać od stołu, gdy zobaczyłam, że Dumbledore wstał i jednym spojrzeniem uciszył całą Wielką Salę. A potem zrobił coś dziwacznego. Ogłosił, że odbędzie się… bal walentynkowy. Nie podał przyczyn swojej decyzji, ale wyraził nadzieję, że wszyscy uczniowie i nauczyciele się zjawią. Przypomniał też o nadchodzącej wizycie w Hogsmeade. Po czym najzwyczajniej w świecie życzył wszystkim smacznego i usiadł. Jeszcze przez chwilę patrzyłam na niego głupawo i mrugałam, jakbym chciała samą siebie przekonać, że miałam omamy wzrokowo-słuchowe.
– Bal! – Brenda piszczała. Naprawdę piszczała. Jakby to było pożądane wydarzenie!
Zauważyłam, że kilka osób posłało jej rozbawione spojrzenie. Jeśli chodzi o mnie – uznałam, że nawet się tam nie zjawię. Nie miałam sukienki. Ani ochoty. Ani partnera. Nie było sensu, żebym się nastawiała. Poza tym nie lubiłam takich imprez, kolejna okazja dla arystokracji, żeby pokazać, jak bardzo są lepsi od reszty ludzi.
– To świetna okazja, żeby się wreszcie zabawić – Lily podzieliła się ze światem swoim spostrzeżeniem. – I nie, Potter, nie pójdę tam z tobą – dodała, widząc, jak James otwiera usta, by tam ją zaprosić.
– Już widzę tę zabawę – mruknęłam. – Nie wierzę, że to będzie udana impreza.
Nie dodawałam, że nie mam zamiaru się tam zjawić. Wierzyłam, że to się rozumie samo przez się.
– Och, przestań, Annie, przecież wszyscy WIEMY, że mam z kim tam iść – Bredna udawała, że nie chce niczego powiedzieć, ale aż roznosiło ją, by wykrzyczeć na całą szkołę: ANNIE I REGULUS SĄ PARĄ!
Uniosłam brew (słowo daję, to idiotyczny, arystokratyczny nawyk, którym się zaraziłam od któregoś z Blacków).
– Nie mam pojęcia, o czym mówisz. I nie będę brała udziału w niczym, co służy tylko podkreśleniu różnic społecznych między uczniami – stwierdziłam chłodno.
Brenda nie zrozumiała.
Nie żeby mnie to specjalnie zdziwiło – czasem zastanawiałam się, czy naprawdę można być aż tak głupim, ale Brenda za każdym razem udowadniała mi, że owszem, można.
Westchnęłam i wstałam od stołu. Nie mogłam iść do stołu Ślizgonów – nie po tym, co powiedziała. Dlatego też ruszyłam do drzwi i postanowiłam poczekać na Regała w holu.
Szkoda tylko, że tajniki konspiracji były mu obce, bo Regał wyskoczył za mną z Wielkiej Sali jak głupi – przy akompaniamencie śmiechu Barty’ego, warknięć Syriusza i „zaniemówiłam” Bre.
Westchnęłam po raz kolejny, ale uśmiechnęłam się do niego. A co, w końcu się chłopak starał.
– Nie mam tego medalu – powiedziałam od razu. Naprawdę mnie to gryzło i miałam nieodparte wrażenie, że odzyskanie go będzie trudniejsze nawet od samego uwolnienia Dunstana.
– Myślałem, że zaczniemy raczej od: cześć, Reg, stęskniłam się za tobą – powiedział z promiennym (naprawdę promiennym) uśmiechem.
– Cześć, Reg, nie mam tego medalu – powiedziałam. Była to jakaś forma kompromisu między powitaniem (tak, tak, powinnam pamiętać zwłaszcza po… Po prostu powinnam pamiętać) a omawianiem ważnych spraw. I się uśmiechnęłam. Merlinie, chyba za dużo się do niego uśmiechałam. I w ogóle.
I zdecydowanie za dużo się z nim całuję. Jak na fakt, że chłopak ma z jakieś trzynaście lat. No, może czternaście.
– A nie jesteś przypadkiem ciekawa, dlaczego za tobą wybiegłem?
Właściwie to miał rację, byłam. W pierwszej chwili uznałam to za dość oczywiste, ale fakt, powinnam była zapytać. I powinnam zacząć myśleć, bo miałam wrażenie, że im dłużej przebywam w tym zamku, tym rzadziej używam mózgu. Czyżbym była na najlepszej drodze do zostania klonem Brendy?
– Jestem. Więc dlaczego? – zapytałam.
– Nie domyślasz się?
– Dowiedziałeś się czegoś o medalu? – zapytałam z błyskiem w oku.
Tak, przyznaję, większość moich myśli obecnie krążyła wokół niego, ale to było bezpieczniejsze. Gdybym zaczęła myśleć o czymś… kimś innym… Tak, medal był bezpieczniejszy.
– Pudło.
Przełknęłam ślinę. Nie chodziło o medal?… Ale przecież nie mogło też chodzić o Poważną Rozmowę Na Temat Wczorajszej Nocy. Więc co?
– Czegoś więcej o życiu Dunstana? – zaryzykowałam, podejrzewając, że to równie niecelny strzał.
Zaprzeczył ruchem głowy.
Zrobiłam głębszy wdech. W porządku, któreś z nas musiało to powiedzieć, jeśli nie chcieliśmy stać tam do śmierci. I w porządku, możecie uznać, że jestem próżna, skoro tak szybko przyszło mi do głowy coś takiego. Ale patrzył w taki sposób, że…!
– Chodzi o ten bal? – zaczęłam. Zawsze mogłam się jeszcze wycofać. Powiedzieć, że myślałam, że bal jest świetną przykrywką, żeby zająć się medalem. Powiedzieć cokolwiek, gdyby się okazało, że jednak źle zgadłam.
– Mhm.
Czy on sobie żartuje? Mam się na niego sama zaprosić?
To znaczy nie żebym chciała tam iść!
A przynajmniej nie za bardzo.
– Więc… co z nim? – zapytałam niewinnym tonem.
– Zastanawiałem się, czy nie chciałabyś ze mną na niego pójść, Annie.
Wiedziałam! Wiedziałam, wiedziałam, wie… Stop, przecież ja nie chciałam tam w ogóle iść. Nie popierałam takich imprez, nie miałam sukienki, nie widziałam w tym ani trochę sensu, nie znałam większości hogwartczyków i…
– Jasne – powiedziałam z przekonaniem. – Chętnie.
Znowu się do mnie uśmiechnął. A potem znowu mnie pocałował. A potem znowu kategorycznie odmówił rozmowy o medalu.
– Wrócimy do tego po zajęciach – zadeklarował.
A potem… poszedł sobie!
Z niedowierzaniem patrzyłam, jak się oddalał, i wiedziałam jedno: w moim otoczeniu nie było ani jednego normalnego chłopaka. Ani jednego. Zamieszanie, jakie przez cały dzień wywoływali w pokoju wspólnym James i Lily tylko to potwierdzało. Wszyscy jak jeden mąż oszaleli, a ja naprawdę miałam na głowie ważniejsze rzeczy…
Skoro już o tym mowa, to zdałam sobie sprawę, że od śniadania nie widziałam Syriusza.

Advertisements
24. O tym, jak sprawy przybierają zupełnie niespodziewany obrót

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s