23. O bibliotece i różnych takich Regałach

Mógł go znać, ale na wieść o tym, że mówi do mnie medal, wybuchnął gromkim śmiechem.
– Nie mam omamów! – powtórzyłam po raz trzeci, patrząc na niego z absolutną powagą. – Naprawdę to słyszałam. Jak inaczej mogłabym zapisać coś w języku, którego nie znam?
– Od kiedy przedmioty MÓWIĄ? – spytał, wciąż dławiąc się ze śmiechu.
Zgromiłam go wzrokiem. Nadal nie traktował mnie poważnie!
– Zwykłe przedmioty nie mówią. Ale ten medal nie jest zwykłym przedmiotem – powiedziałam, podtykając mu pod nos swoje zapiski. – Po prostu spójrz na to i spróbuj mi pomóc, proszę.
– Musisz dać mi chwilę, Annie, nie widziałem tych maczków od wieków.
– Nie poganiam cię, naprawdę. Po prostu cieszę się, że chcesz mi pomóc. Próbowałam w ferie coś z tym zrobić, ale to była tylko strata czasu.
Na samą myśl o godzinach spędzonych nad starymi, zakurzonymi słownikami robiło mi się niedobrze.
– A co ci wyszło?
– Nic, co miałoby sens – odpowiedziałam szybko, starając się nawet nie wspominać wronio-naleśnikowej porażki translatorskiej. Wolałam, żeby myślał, że nie byłam w stanie nic przetłumaczyć. Nic i tak było sensowniejsze od tych naleśników.
– Pokażesz?
– Nie warto, naprawdę.
W porządku, miałam tę kartkę w kieszeni i już-już miałam ją wyjąć, ale uznałam, że po prostu mnie wyśmieje, a moje nieśmiałe i raczej żałosne próby i tak w niczym mu nie pomogą.
– Nie musisz się mnie wstydzić.
Przynajmniej się już nie śmiał. A gdy się nie śmiał, uśmiechał się tak uroczo i patrzył na mnie tak słodko, że aż nie szło długo mu odmawiać. Pieprzony, cudny chłopiec.
– No dobrze, dobrze – westchnęłam, wyciągając pokreślony pergamin z kieszeni. – Mówiłam, że bzdury – dodałam, zanim jeszcze zaczął czytać.
– Nie będę się śmiać – zapewnił, zanim jeszcze zaczął czytać.
A gdy już zaczął, bezczelnie się roześmiał.
– Mówiłam! – powiedziałam odrobinę za głośno. – Mówiłam, że to bzdury, ale nie masz pojęcia, ile mnie to kosztowało wysiłku. Pięć słowników. Nie wyobrażasz… No dobrze, może sobie wyobrażasz, ale i tak…!
Nie wiedziałam, po co bronię tego skrawka pergaminu. Sama mówiłam, że to bzdury. Miał prawo się śmiać. Tylko czemu musiał śmiać się tak bezczelnie? Nie mógł poczekać, aż nie będę patrzeć?
Ale w końcu przestał. I schował tę przeklętą kartkę do kieszeni. Co, będzie kolegom pokazywał?!
– Masz ochotę na naleśniki? – spytał z jakimś takim dzikim błyskiem w oku.
Spojrzałam na niego ponuro.
– Tylko jeśli będą z wroną – stwierdziłam, starając się nie roześmiać. W porządku, pośmiał się, ale mi pomoże. To było coś. Ba, to był olbrzymi postęp. – Ale pergamin masz oddać – dodałam.

***

Swoje tłumaczenie otrzymałam dopiero w parę dni później.
Nie było w nim ani słowa o naleśnikach czy wronach, co przyjęłam z pewną ulgą. Kilka słów zapisałam tak niepoprawnie, że Regał nie dał rady ich odszyfrować, ale reszta miała sens. Kiedy przeczytałam jego tłumaczenie, zrozumiałam, czemu tak dziwnie na mnie patrzył, gdy podawał mi pergamin.
To był apel. O pomoc. I to dość… desperacki. Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że nadawcą komunikatu był kawałek metalu. I to nie byle jaki kawałek metalu, tylko taki, do którego przywiązana była dusza (albo przynajmniej świadomość) jednego z dyrektorów Hogwartu. Nie mam pojęcia, jak to możliwe, że nikt do tej pory się nie zorientował i mu nie pomógł!
– Nie mieszaj się w to – tyle powiedział mi Regał, gdy oddawał to tłumaczenie. – Obiecaj mi, że cokolwiek tam przeczytasz, będziesz się trzymała z dala od tego… czegoś.
Kiedy to powiedział – pokiwałam głową na znak, że słyszę i rozumiem. On jednak najwyraźniej wziął to za obietnicę. Nie wyjaśniałam, że jest w błędzie. Bo był – jak mogłabym obiecać coś takiego? Ktoś był w potrzebie, był uciskany, a ja miałam mu nie podać pomocnej dłoni? Jakiego rodzaju człowiekiem bym była, gdybym zlekceważyła ten apel?
Powiem wam, jakiego – byłabym arystokratą!
A do tego nie mogłam dopuścić, to jasne.
Pytanie tylko, jak miałam pomóc temu biednemu, biednemu człowiekowi, jeśli nie miałam pojęcia, co Syriusz zrobił z medalem?
Postanowiłam – będę go śledzić! Ale gdy powiedziałam o tym Regałowi (tak to jest, dzielić się czymkolwiek z mężczyzną), ten wyglądał na niezadowolonego.
– Śledzenie Syriusza nie jest dobrym pomysłem.
– A to dlaczego? – zdziwiłam się.
Nie żebym odmawiała Syriuszowi prawa do prywatności (a przynajmniej odmawiałam go tylko do czasu odzyskania medalu), ale reakcja Regała zupełnie mnie zaskoczyła. Od kiedy tak dba o uszanowanie podstawowych praw brata, którego nie tak dawno sam uszkodził i posłał do skrzydła szpitalnego (nieważne, że sam też tam wylądował).
– Myślę, że nie chciałbym wiedzieć, co on wyrabia… kiedy nikt go nie widzi.
Wolałam sobie tego nawet nie wyobrażać.
– Też bym nie chciała, ale muszę odzyskać mienie szkoły, które sobie przywłaszczył – oświadczyłam, starając się brzmieć naprawdę przekonująco.
– Ze szkodą na własnej psychice?
– Nie pierwszy raz będę się poświęcała dla społecznego dobra.
Przez chwilę milczał, zapewnie kalkulując w swojej arystokratycznej główce wszystkie za i przeciw. A potem nagle wypalił:
– Mam lepszy plan.
– Jaki? – zapytałam szybko, mając nadzieję, że przedstawi mi go, zanim się rozmyśli i oświadczy, że dobro szkoły nic go nie obchodzi i nie będzie zawracał sobie swojego arystokratycznego tyłka czymś tak nieistotnym.
– Może najpierw lepiej by było… sprawdzić, kim był ten cały… jak mu było?
– Dunstan – odpowiedziałam, od razu przygotowując się do dłuższej dyskusji, mogłam się domyślić, że będzie miał jakieś wątpliwości. – I wiemy, kim był. Dyrektorem Hogwartu. Przecież na to stanowisko nie powołuje się byle kogo, musiał być dobrym czarodziejem i zasługuje na to, żeby mu pomóc.
– A nie sądzisz, że musiał być jakiś powód, dla którego go tam zaklęto?
Przez chwilę chciałam zasugerować, że mogło się to zdarzyć przez pomyłkę, ale uznałam, że to brzmi idiotycznie nawet w mojej własnej głowie.
– Musiał się komuś narazić – zasugerowałam. – Może wstawiał się za biednymi i krzywdzonymi, a komuś się to nie podobało…
– I dlatego tacy światli czarodzieje jak Dumbledore pozwalają, by ta niesprawiedliwość trwała przez wieki? Annie. – Spojrzał na mnie poważnym wzrokiem. – Myśl.
– Może o tym nie wiedzą?… – powiedziałam, zdając sobie sprawę, jak idiotycznie to brzmi. Dumbledore wiedział o wszystkim, byłam tego pewna. – Poza tym nie wiemy, czy zrobił coś złego, wiemy, że potrzebuje pomocy! To ważniejsze niż jakieś wydarzenia sprzed setek lat!
Westchnął z rezygnacją.
– Naprawdę upierasz się, by nie sprawdzić, kim był?
Zawahałam się. Zaglądałam do “Historii Hogwartu” i nie znalazłam o nim wielu informacji, ale w sumie liczyło się to jako sprawdzanie. Gdyby zrobił coś potwornego, to raczej by o tym napisali. Tak też powiedziałam Regałowi, po czym dodałam:
– Dla mnie to wystarczające informacje. Muszę mu pomóc.
– A gdybym poprosił cię, byś najpierw… zrobiła to dla mnie i sprawdziła w Dziale Ksiąg Zakazanych, czy twój uczciwy czarodziej przypadkiem nie był psychopatą gustującym w blondynkach w galarecie?
Posłałam mu sceptyczne spojrzenie.
– Może nie zauważyłeś, ale Dział Ksiąg Zakazanych jest zamknięty. I żaden nauczyciel nie jest na tyle nienormalny, żeby dać nam pozwolenia. Gdybyśmy zaczęli się o nie ubiegać, ktoś by mógł pomyśleć, że coś knujemy. Nie możemy po prostu tak zostawić tej sprawy? Albo po prostu go zapytam, kiedy już odzyskamy medal. I zapiszę odpowiedź. A ty ją przetłumaczysz.
Dlaczego Regał patrzył na mnie jak na idiotkę? No dlaczego?
– Naprawdę sądzisz, że potrzebne nam pozwolenie? Albo że to… coś powie ci prawdę?
Wzruszyłam ramionami.
– Oczywiście, że jest potrzebne. Bibliotekarka nie wpuści nas bez niego.
Na chwilę zamilkłam i zastanowiłam się nad odpowiedzią na drugie jego pytanie. Jasne, że nie byłam aż tak naiwna, żeby wierzyć słowom jakiegoś kawałka metalu (albo duszy czy świadomości przyczepionej do niego na setki lat). Wiedziałam jednak, że jeśli przyznam się do wątpliwości, Regał wykorzysta to przeciwko mnie i uzna, że nasz plan nie ma sensu.
– Nie wiem – stwierdziłam w końcu. – Ale nie dowiemy się, jeśli w ogóle nie zapytamy.
Znowu westchnął. To robiło się nudne. Może i gdy wzdychał był najsłodszym arystokratą na świecie, ale nie zmieniało to faktu, że marnował cały nasz tlen! Egoista.
– A gdybym, zabrał cię do Działu Ksiąg Zakazanych BEZ pozwolenia?
– A spodziewasz się, że znajdziemy tam… co właściwie? „Tajną księgę złych uczynków wszystkich dyrektorów Hogwartu”? – prychnęłam.
Przecież to jasne, że nie mógł mówić poważnie. I nie mógł nas tam wprowadzić tak, żebyśmy przy okazji nie zarobili szlabanu.
– Coś w ten deseń.
Spojrzałam na niego sceptycznie.
– Jasne. A trytony zaczną budować szkolny amfiteatr. – Po chwili dodałam jednak: – Właściwie jak masz zamiar nas tam zabrać?
W porządku, nawet jeśli nie wierzyłam, że znajdziemy coś na temat interesującego nas dyrektora, to tyle się nasłuchałam o Dziale Ksiąg Zakazanych, że ciężko mi było przepuścić taką okazję.
– Zaufaj mi.
I mrugnął, MRUGNĄŁ, porozumiewawczo.

***

– Nie mam pojęcia, jak dałam się w to wplątać – szepnęłam. – Nie mam absolutnie żadnego pojęcia. Zaraz nas ktoś złapie i to będzie twoja wina.
Właściwie powinnam dodać, że częściowo także i moja, bo odkąd tylko ruszyliśmy w kierunku biblioteki, nie przestawałam marudzić. Hogwart nocą nie należał do najbardziej przyjaznych miejsc świata, a świadomość, że za każdym pomnikiem może się czaić Filch, nie poprawiała mi nastroju.
– Cicho, Annie, proszę – powtarzał tylko w kółko, paskudny arystokrata, nieliczący się z uczuciami proletariatu!
– Ale złapią nas, wiesz o tym, prawda? Nie mam pojęcia, co ja sobie myślałam… – szepnęłam gorączkowo. Po czym spróbowałam zamilknąć. Udało mi się. Na chwilę.
Przyznaję – pomogło mi w tym to, że Regał jedną ręką przyciągnął mnie do siebie, a drugą zatkał mi usta.
Przełknęłam głośno ślinę i, starając się zachować godność, szłam z nim w kierunku biblioteki. Która wyglądała naprawdę upiornie – pusta, cicha i ciemna. Na samą myśl o włamaniu się do Działu Ksiąg Zakazanych czułam w żyłach świeże porcje adrenaliny. Czułam też strach, ale trudno się dziwić.
– Gotowa? – spytał, gdy stanęliśmy tuż przed drzwiami.
Pokiwałam głową, bo nadal nie był uprzejmy zabrać ręki, która była prowizorycznym kneblem. Prawdę mówiąc, ani trochę nie czułam się gotowa (jeśli pominąć adrenalinę), ale i tak nie miałam wyboru.
Drzwi otworzyły się z niemałym skrzypem. Skrzyyyyypu-skrzyyyypu-skrzyp!
Wstrzymałam oddech. Jeśli na noc wypuszczano tu jakieś stwory, żeby pilnowały książek (w co nie wierzyłam, ale teraz wszystko wydawało się inne, jeszcze bardziej magiczne i niesamowite), to był najlepszy moment na ich pojawienie się.
Ale przywitała nas pustka.
Nic nie rzuciło nam się do gardeł, nic nie wydało nawet warknięcia. Nie słyszałam złowieszczych oddechów i nie widziałam błyszczących w ciemności oczu.
– Mfoszef mfie juf pufcić – wymamrotałam do Regała.
– Jesteś pewna?
– Taf – mruknęłam.
Na litość Merlina, bał się, że zacznę krzyczeć? Przecież na uniknięciu szlabanu zależało mi tak samo jak jemu. Albo nawet i bardziej. Może przez ostatnie minuty nie byłam specjalnie entuzjastyczna, ale to nie znaczy, że byłam głupia albo niewdzięczna.
Ale kiedy mnie wypuścił, zrozumiałam, czemu pytał, czy jestem pewna. Ledwie odsunął się ode mnie na krok, a już całkowicie straciłam go z oczu. Całkowicie!
Powstrzymałam się przed wyciągnięciem przed siebie rąk z zamiarem ustalenia, gdzie się znajdował – to mogłoby dać mu pretekst do dalszego ograniczania mojej swobody wypowiedzi, a tego nie chciałam.
– Gdzie jesteś? – szepnęłam, mając nadzieję, że ustalę, skąd dokładnie dobiegał głos, a później, w jakiś sposób, pójdę za nim do właściwego działu.
– Tutaj.
Ale guzik mi to dało. Regał – najwidoczniej złośliwie – bawił się ze mną w ciuciubabkę!
– Zdefiniuj tutaj.
Naprawdę nie byłam w nastroju na zabawę. Miałam wrażenie, że wszystkie nerwy w moim ciele były gotowe na odbiór jakiegoś bodźca i miałam nadzieję, że nie szykują się na – nieuniknione, jak mi się zdawało – zderzenie z jakimś regałem. Takim z książkami. Choć zderzenia z Regałem-arystokratą też nie wykluczałam.
– I jak mamy zamiar w tych ciemnościach znaleźć jakąkolwiek książkę? – dodałam.
– Spokojnie, Annie. W zasadzie… W zasadzie ja już ją znalazłem.
I wtedy zobaczyłam małe, maleńkie światełko, które zapaliło się – tak orientacyjnie – na drugim końcu pomieszczenia. Szlag by go.
– Widzisz w ciemnościach jak jakiś kot? – zapytałam, starając się dotrzeć do niego i nie wpaść po drodze na nic, co mogłoby mi zrobić krzywdę.
A muszę przyznać, że sporo mebli dybało na moje życie. Jednemu krzesłu nawet prawie się udało.
Na szczęście Regał też postanowił wyruszyć w moją stronę i złapał mnie, zanim zaliczyłam bliskie spotkanie z podłogą. Złapał. Dosłownie złapał.
– Powiedzmy – odpowiedział.
Chciałam zapytać, czy przypadkiem nie jest superbohaterem jak ci z mugolskich komiksów, ale przypomniało mi się, że pewnie i tak ich nie zna. Podziękowałam trochę sztywno i zapytałam o książkę, którą znalazł.
Wyciągnął w moim kierunku grube tomisko. I nawet poświecił mi różdżką, bym mogła przeczytać tytuł: „Prawdziwa Historia Hogwartu”.
– Człowieka, który to napisał, spalono na stosie jakieś sto lat temu – wyjaśnił.
Po kręgosłupie przebiegł mi dreszcz, ale nie byłam w stanie stwierdzić, czy wywołała go ciekawość, czy przerażenie.
– Spalono? – powtórzyłam cicho. – To potworne. Poświęcił się dla prawdy. – Spojrzałam na książkę, jakby właśnie została moją dobrą przyjaciółką. – Ale… jesteś pewien, że coś tu o nim będzie? To znaczy o dyrektorze, nie o autorze.
– Nie zaszkodzi sprawdzić.
– W porządku, przyświeć tutaj – powiedziałam, szukając Dunstana w indeksie z tyłu książki.
A muszę przyznać, że indeks był imponujący. Żałowałam, że nie będę miała okazji przeczytać tego tomiszcza w całości. Z pewnością ukazano w nim prawdę o potwornościach, jakich przez wieki dopuszczała się arystokracja!
W końcu go znalazłam. Strona sto trzynaście! Ręce trzęsły mi się, gdy przerzucałam stronice.
Nie dane mi jednak było wczytać się w tekst, bo Regał nagle zgasił różdżkę i popchnął mnie w lewo.
– Co? – warknęłam, rozcierając łydkę, która właśnie zaliczyła spotkanie trzeciego stopnia (na szczęścia w miarę ciche) z jakimś stolikiem. – Nie zdążyłam przeczytać.
– Cicho – syknął, a potem…
O mamo kochana, potem wciągnął mnie do szafy.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s