22. O tym, że nie wszystko, co do ciebie mówi, chce zostać twoim przyjacielem

Następnego dnia wróciłam do starego zwyczaju unikania Syriusza za wszelką cenę. Co wiązało się z koniecznością rezygnacji z przesiadywania w pokoju wspólnym. Nie chciałam jednak, żeby uznał, że przed nim uciekam (bo NIE uciekałam!), dlatego też z lubością zaszyłam się w najodleglejszym kącie biblioteki i ukryłam za opasłymi tomiszczami książek, których nie miałam zamiaru przeczytać. Tym razem nie poszłam tam, żeby się uczyć. Musiałam pomyśleć. I dokończyć wypracowanie z zielarstwa, ale myślenie było ważniejsze.
Dlaczego, do diabła, on musiał tak się nade mną znęcać?
W Hogwarcie było tyle innych osób, nad którymi mógł się znęcać i naprzykrzać, czemu akurat ja? Co było we mnie takiego niezwykłego?! To, że miałam odwagę wygłaszać swoje poglądy? Czy może…
Czy może to, że znów słyszałam jakiś głos? Od razu przypomniał mi się tamten medal, o którym usilnie próbowałam zapomnieć. Syriusz mówił, że…
O nie, czemu wszystko, ale to wszystko musi się kręcić wokół niego?
Przynajmniej głos nie mówił o Syriuszu. Mówił… Łacina! Znowu ta przeklęta łacina!
Jeśli chciałam się czegoś dowiedzieć, mogłam spisać to, co słyszę, a potem spędzić godziny nad słownikiem – w końcu w bibliotece musiał jakiś być, prawda? – żeby odnaleźć poszczególne słowa, które i tak nie utworzą spójnej całości. mogłam też schować dumę do kieszeni i poprosić o pomoc S…
Stop! Natychmiast przestań, Annie!, zganiłam się w myślach. Nie ma mowy, od tej chwili Syriusz Black nie ma wstępu do moich myśli. Skupię się na głosie, spiszę, zacznę sprawdzać i na pewno się czegoś dowiem! A jeśli nie, to po świętach znajdę kogoś innego, kto mi w tym pomoże. W zamku muszą być dziesiątki osób, które znają łacinę.
Dziesiątki. I mają jedną podstawową zaletę, wiesz, Annie? Nie są arystokratami!
Z zapałem wstałam z miejsca i, gdy tylko odłożyłam książki na miejsce, ruszyłam do Sali Pamięci. Jeśli miałam zamiar coś zapisać, to najlepiej znaleźć się jak najbliżej źródła dźwięku.
Ale im bliżej byłam, tym dźwięk stawał się mniej wyraźniejszy. Dlaczego blakł? Czy ktoś przełożył medal? Niemożliwe! Zaczęłam biec. I biec. I biec. I biec. I biec. Musiałam dotrzeć tam jak najszybciej.
Do Sali Pamięci dotarłam w rekordowym wręcz tempie. Czułam, że jestem zarumieniona ze zdenerwowania i z powodu biegu, do tego włosy miałam w nieładzie, ale teraz nie było czasu, żeby się tym martwić. Medal! Medal był ważniejszy.
I znajdował się dokładnie na swoim miejscu!
Dlaczego zatem traciłam to specyficzne połączenie? Co było nie tak? Czy możliwe, że medal chciał mnie po prostu przywołać i wiedział, że jeśli zrobi coś takiego, to zjawię się szybciej?… Czy kawałek metalu jest w stanie tak zadziałać?
Bałam się przyznać do tego, jak strasznie się bałam.
Złapałam się nawet na tym, że żałowałam, że nie ma tu nikogo, kto powiedział mi, co powinnam zrobić. Wiedziałam jednak, że nie ma nikogo, kto mógłby mi pomóc. Bo i kogo miałabym o pomoc poprosić? Regała? Chevonne? Przecież to niedorzeczne. Poza tym medal mówił do mnie – a przynajmniej tylko ja go słyszałam – dlaczego więc miałabym się dzielić z innymi tym, co mi powiedział?… Nagle poczułam, że ta tajemnica jest tylko moja i powinnam jej strzec niezwykle zazdrośnie.
Dlatego też postanowiłam działać.
Podeszłam do gablotki, najbliżej jak się dało, i wlepiłam wzrok w medal. Bałam się go dotknąć, ale nie przeszkadzało mi się to zbliżyć do niego na odległość zaledwie kilku cali. Tyle, że nic nie słyszałam. Głos zamilkł czy czekał, aż wezmę medal do ręki?
Więc wzięłam. Proszę bardzo.
Na początku nic się nie wydarzyło, ale potem… Potem usłyszałam głos bardzo, bardzo wyraźnie. Zupełnie jakby ktoś stał tuż przy mnie i mówił mi prosto do ucha. Szybko złapałam pergamin i starałam się zapisać to, co słyszałam. A głos był cierpliwy, mówił powoli, jakby wiedział, że notuję.
I wtedy go zobaczyłam. Podniosłam na chwilę głowę i ujrzałam najdziwniejszego mężczyznę na świecie.
Nie był wysoki, ale ni nazwałabym go też niskim: po prostu był taki, jaki być powinien. Przez niezwykle obszerną, wielowarstwową szatę nie byłam w stanie ustalić jego tuszy, ale zauważyłam, że czarno-fioletowy materiał zbryzgany jest czymś, co niewątpliwie miało konsystencję i barwę krwi. Jak mówiła babcia: jeśli coś wygląda jak kaczka i mówi jak kaczka…
Przełknęłam głośno ślinę. Świetnie. Już nie tylko słyszałam głos, teraz widziałam też jego posiadacza, który najwyraźniej lubował się w krwawych łaźniach.
I był najprawdziwszą, ludzką kaczką. Znaczy, krwawą kaczką. Znaczy… Nie mogłam się skupić. Nie mogłam wyartykułować nawet pół słowa. Niczego nie mogłam!
Przestałam nawet pisać. Po prostu stałam i na niego patrzyłam, chociaż byłam pewna, że gdyby ktoś przypadkiem wszedł do Sali Pamięci i mnie zobaczył, uznałby, że gapię się w przestrzeń. Tak mówiła racjonalna część mojego umysłu. Ta mniej racjonalna kazała mi wierzyć, że naprawdę go widzę.
I że on wciąż do mnie mówi!
Mechanicznie sięgnęłam po pióro i znów zaczęłam pisać, chociaż tym razem litery były większe i bardziej okrągłe, nie przypominały za bardzo mojego pisma. Bo i jak tu mówić o moim piśmie, kiedy miałam wrażenie, że coś steruje moją ręką?
– Annie? – usłyszałam nagle czyjś głos. Bardzo zdenerwowany głos.
Głos zaczął mówić ciszej, a ja ze wszystkich sił starałam się jak najwięcej zapisać. Kiedy jednak stało się to już niemożliwe, a postać, którą widziałam, zniknęła, ze złością obejrzałam się za siebie.
– Co? – warknęłam.
– Oddaj mi to.
– N-nie! – Złapałam medal i przycisnęłam go do piersi, gotowa stawić czoła każdemu, kto chciałby mi go zabrać. Nie byłam pewna, z kim rozmawiałam, ale wiedziałam, że znam tego kogoś. Po prostu teraz nie mogłam skojarzyć głosu z twarzą.
– Oddaj natychmiast!
– Nie mogę! – krzyknęłam.
I naprawdę, nie mogłam. Miałam wrażenie, że jeśli oddam ten kawałek metalu, to rozpadnę się na kawałki; że był jedyną rzeczą, która sprawiała, że mogłam oddychać i myśleć.
Czyjeś ręce próbowały mi go wyrwać. Szarpałam się. Krzyczałam. Gryzłam! A ostatecznie…
Telekineza jest przydatna, mówiłam już?
Ręce na chwilę dały mi spokój, ale później usłyszałam, jak ktoś wypowiada zaklęcie i zesztywniałam. A potem ręce zabrały mi medal. Nie mogłam krzyczeć, ale gdybym mogła…! Przecież to znaczyło, że się rozpadnę, że zginę!
Tyle, że nie zginęłam. Nic się nie stało. Nic poza tym, że po raz kolejny moim wybawcą okazał się Syriusz. Powinnam mu chyba zrobić specjalną wizytówkę. „Oficjalny wybawca Annie Wesdjiasmiermio”. Ciekawe, czy by się ucieszył?
Ja bym się nie ucieszyła. Dlatego, gdy tylko zdjął ze mnie tę Drętwotę, postanowiłam powiedzieć mu, co o tym myślę.
– Co to było? – zapytałam, wstając z zimnej posadzki. Miałam, rzecz jasna, na myśli ten podstępny atak.
– To dla twojego dobra.
– Dobra? Dobra?! Czy według ciebie upadek na kamienną posadzkę jest DOBRY? – krzyknęłam, zrywając się na równe nogi. – Zdecydowanie powinieneś zrewidować swoje poglądy! Mogłeś mnie zabić!
– SAMA mogłaś siebie zabić! Czemu tu w ogóle wróciłaś? To niebezpieczne! – Aha, on też krzyczał.
– Jak to czemu?! To chyba oczywiste!
No dobrze, gdybym się nad tym zastanowiła racjonalnie, to nie byłoby tak oczywiste. Ale nie miałam zamiaru przyzwać się do takiej lekkomyślności.
– Tak?
– TAK!
Nie, nie przyznam się, nie przyznam… Przecież to miało sens, prawda? W innym wypadku bym tu nie przyszła! O Merlinie, czyżbym zachowała się jak rasowa idiotka?
– Więc słucham, co jest takiego oczywistego w tej próbie samobójczej!
– Ten medal… – zaczęłam, po czym urwałam. Co miałam powiedzieć? Że do mnie mówił?… – Ten medal nie miał z tym nic wspólnego – dokończyłam kulawo.
Wiedziałam, że Syriusz wie, że miał. No i?
Spojrzał na mnie naprawdę groźnie.
– Więcej go nie dotkniesz.
– A to dlaczego?! – zapytałam naprawdę zirytowana. Co on sobie myślał?!
– Bo możesz zginąć, wariatko!
To mnie zbiło z pantałyku. Jak mam się z nim kłócić, kiedy podaje taki argument?
– Ale medal… – mruknęłam, zdając sobie sprawę, że przegrałam. Miał rację. W porządku, rozumiem.
– Medal jest ważniejszy niż twoje życie?!
W porządku, jego argumenty były coraz trudniejsze do zbicia.
– Ale on mówi…! – zaczęłam.
– …
– Ja NIE jestem wariatką – wycedziłam. – Naprawdę niczego nie słyszysz?
Spojrzałam na niego nieomal błagalnie. Powinien potwierdzić! Przecież to niemożliwe, żebym była jedyną osobą, która coś słyszy!
– Nie słyszę – przyznał.
Zerknęłam w kierunku pergaminu, na którym widać było moje notatki. Zdrowy rozsądek podpowiadał mi, żebym je wyrzuciła i zapomniała o całej sprawie, ale… To by nie miało sensu. Zupełnie jakbym właśnie ryzykowała życie na próżno.
– Dlatego właśnie musimy się dowiedzieć, dlaczego ja go słyszę – powiedziałam, zupełnie nie zwracając uwagi na to, że użyłam liczby mnogiej, jakby z góry zakładając, że mi nie odmówi. – Zapisałam to, co słyszałam. Może gdyby to odczytać… No wiesz, dowiemy się, o co mu chodzi.
– Tak, dowiemy się.
Byłam zdziwiona jego uległością.
– Weźmiemy te papiery i pójdziemy z nimi do dyrektora. NATYCHMIAST.
– O nie, nie ma mowy! Ten medal mówił do mnie i to ja się dowiem, czego chciał! – krzyknęłam, błyskawicznie wyciągając różdżkę.
Głowa nadal bolała mnie po upadku, ale byłam w stanie myśleć na tyle trzeźwo, żeby wiedzieć, że nie mogę na to pozwolić.
– Annie, bądźże rozsądna!
– Jeśli nie chcesz mi pomóc, to nie! Sama sobie poradzę!
Złapałam pergamin i schowałam go do kieszeni, patrząc na niego wyzywająco. Niech tylko spróbuje mi go zabrać, to sam się przekona, jak miło jest wylądować na posadzce.
Spróbował.
I wylądował.
Uznałam, że w pełni sobie na to zasłużył, więc bez namysłu wyszłam z Sali Pamięci. Miałam teraz misję – musiałam rozszyfrować to, co znajdowało się na pergaminie.

***

– Proszę, proszę, proszę mi pożyczyć ten słownik – prosiłam. Byłam gotowa paść na kolana. Prawie płakałam. A bibliotekarka nie i nie.
– Kochanie, mówiłam ci, że ktoś zabrał go ze sobą na święta. Skąd wezmę dla ciebie drugi?
– Może jest jakiś inny? Starsza wersja? Albo niekompletny? Przeżyję brak kilku kartek…
Patrzyłam na nią błagalnie. Jeszcze nigdy, ale to nigdy nie patrzyłam na nikogo aż tak błagalnie. Ta kobieta musiała mieć serce z kamienia! Albo faktycznie nie mieć drugiego egzemplarza, w co jednak nie chciało mi się wierzyć.
– Kto jeszcze używa dziś słowników łacińsko-angielskich?
– Jestem pewna, że wiele osób byłoby nimi zainteresowanych, gdyby było ich więcej – zapewniłam, jakbym liczyła, że ta deklaracja sprawi, że bibliotekarka otworzy starą, zakurzoną szafę i wyjmie z niej setki słowników. Albo przynajmniej jeden.
Ale nie. Wyglądała na naprawdę zakłopotaną. Aż zrobiło mi się żal tej biednej kobiety. W zasadzie dlaczego to na nią przelewałam moje frustracje? Brak słowników nie był winą tej ciężko pracującej (i pewnie słabo opłacanej!) kobiety. To ci cholerni burżuje nie chcieli dać na nie swoich boskich pieniędzy!
Już miałam się z nią pożegnać i poczekać z rozwiązaniem tej zagadki do świąt, gdy usłyszałam:
– Chociaż…
Przysięgam, że w oczach zapłonęły mi ogniki nadziei.
– Tak? – zapytałam najbardziej przymilnym głosem, na jaki mogłam się zdobyć.
Na pewno coś jej się przypomniało! Znajdzie dla mnie słownik i dowiem się, co takiego medal chciał mi przekazać! Tak! Uda się!
– Chwileczkę.
Na moment zniknęła mi z oczu – poszła na poszukiwania wzdłuż półek. Ale szybko wróciła. Z pięcioma opasłymi tomiskami. Był tu słownik łacińsko – staro-cerwieno-słowiański. Staro-cerkiewno-słowiańsko – rosyjski. Rosyjsko – grecki. Grecko – francuski. I francusko – angielski.
Nie wiedziałam, czy ją uściskać, czy uciec z krzykiem. W końcu poprzestałam na niemrawym uśmiechu.
– To naprawdę… ja… dziękuję! – powiedziałam, z przerażeniem patrząc na naręcze słowników.
Byłam pewna, że nie istnieje nawet cień szansy na przetłumaczenie słów medalu bez zgubienia ich sensu. No dobrze, cień może istniał. Ale nic więcej.
Z drugiej jednak strony – byłabym na siebie zła, gdybym nie spróbowała. W końcu i tak nie mam nic lepszego do roboty.
Tak też spędziłam to popołudnie. I kilka następnych.
Praca była iście syzyfowa, a efekty niezadowalające, bowiem mimo wytężonej pracy, komunikat w żaden sposób nie układał się w logiczne zdanie. Nie zniechęcałam się jednak i próbowałam dalej. Na przemian z zapałem szukałam poszczególnych słów i leżałam na stoliku, próbując zasnąć albo znów usłyszeć ten głos.
Niestety. Głos milczał. A ja nawet nie wiedziałam, co Syriusz zrobił z medalem! Czyżby rzeczywiście zaniósł go do dyrektora? Albo.. zniszczył? O nie! Co, jeśli go zniszczył?! Syriuszu Black, nienawidzę cię!
Naprawdę chciałam wierzyć, że zachował tyle przyzwoitości, żeby nie niszczyć mienia szkoły – zwłaszcza mienia, które tak bardzo chciało się ze mną skontaktować. To by było po prostu podłe! Co więcej – sama myśl o tym sprawiała, że z nową falą entuzjazmu nurkowałam w słownikach.
Mimo że, jak wszyscy wiemy, nurkowanie w słownikach psuje oczy.
Odcyfrowanie wiadomości było jednak ważniejsze niż mój wzrok. Tak mi się przynajmniej wydawało – w końcu wiadomości, których się nie rozumie, zawsze wydają się ważne.
Oto, co mniej więcej udało mi się odczytać:
Czas często nie płynąć naleśnikiem, a wrona tajemnice podróżować. Książka złoto lotem było, gdy naleśnik…
I tu się moja ciężka praca urywała. Owszem, miałam kilka innych słów, ale nie wszystkich. I nie miały sensu – jeszcze bardziej niż te. Chociaż, przyznaję, im dłużej nad tym siedziałam, tym większą miałam ochotę na naleśniki. Najlepiej z wroną w sosie malinowym.
Nie przybliżało mnie to jednak ani o krok do poznania tajemnicy medalu. Co więcej – nie miałam nawet pojęcia, gdzie ten medal się znajduje, bo ilekroć zaglądałam do Sali Pamięci – nie mogłam go znaleźć.
Najwyraźniej nadszedł moment, żeby na chwilę zapomnieć o godności i w imię ważniejszych celów porozmawiać z pewnym wstrętnym arystokratą. Chociaż… Czy cokolwiek było tego warte? Nawet tak wielka tajemnica? Ten bubek i tak by mi nie pomógł. Przecież chciał mi już te notatki zabrać!
Uznałam, że cała moja nadzieja w drugim ze znanych mi arystokratów, który powinien niebawem wrócić do zamku. W końcu też powinien znać ten upiorny język, prawda?
Prawda!

Advertisements
22. O tym, że nie wszystko, co do ciebie mówi, chce zostać twoim przyjacielem

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s