19. O negatywnym wpływie koreczków serowych na relacje rodzinne

Wieczorek u Ślimaka nadszedł szybciej, niż się spodziewałam. Cieszyłam się, że zabrałam sukienkę, która nadawała się na tę okazję. Była co prawda czerwona (wątpiłam, czy Regał doceni ten kolor), ale wyglądałam w niej naprawdę dobrze i tak też się czułam. Wiedziałam, że mam jeszcze trochę czasu do spotkania, więc niespiesznie się uczesałam, po czym spojrzałam w lustro. Tak, byłam zadowolona z efektu. Regał nie będzie się wstydził, że mnie zabrał do Ślimaka.
Wyszłam z dormitorium, żeby niespiesznie udać się na miejsce spotkania. Niestety, w pokoju wspólnym wpadłam na Jamesa i Syriusza – i o ile ten pierwszy wyglądał, jakby doceniał mój strój, o tyle ten drugi miał minę, jakby właśnie połknął żabę. Chciałam, naprawdę chciałam go zignorować, ale zanim zdążyłam się opanować, uniosłam pytająco brew.
– Wychodzić gdzieś… z Regiem? – spytał. Brzmiał też, jakby właśnie połknął żabę.
– Tak, idziemy do Ślimaka – przyznałam, wykonując zgrabny obrót. – Ta sukienka jest chyba odpowiednia, prawda?
Oczywiście, że była odpowiednia. Przyznaję się do pewnej próżności. Chciałam tylko zobaczyć ich miny. Hej, każda dziewczyna ma prawo chcieć podnieść sobie samoocenę, prawda?
– Śli… – zaczął James, ale Syriusz mu przerwał:
– Nie powinnaś tak się z nim szwędać.
– A to czemu? – zapytałam, unosząc przy tym brwi.
Jeśli myślał, że może mi dyktować, z kim mam się zadawać, to się grubo pomylił!
– Bo ja tak mówię.
Prychnęłam. Wiedziałam, wstrętny arystokrata.
– Nie obchodzi mnie twoje zdanie, mogę spotykać się, z kim chcę – odpowiedziałam, ruszając w stronę wyjścia z pokoju wspólnego.
– Będziesz tego żałować, Annie!
Zatrzymałam się. W porządku, rozmowa z nim nie miała żadnego sensu, ale to nie znaczyło, że nie mogę jej kontynuować. Odwróciłam się w jego stronę.
– Och tak? Póki co żałuję tylko, że poszłam na imprezę z tobą – powiedziałam dość głośno. – Teraz przynajmniej już wiem, czego nie powinnam robić, jeśli chcę miło spędzić wieczór.
Ha, a masz, ty wstrętny bubku!, pomyślałam. Skoro nie chciał mi powiedzieć, co się działo, to nie miałam zamiaru udawać, że się dobrze bawiłam. Nawet jeśli… Nie, stop, nie będę o tym myśleć.
– To jednak cokolwiek z tego pamiętasz?
Nie, to nie była złośliwość, o dziwo; to było… zdziwienie! Czyżby oczekiwał, że gdy w końcu odkryję prawdę, zmienię swoje nastawienie?
Spojrzałam na niego z takim samym zdziwieniem.
– Oczywiście, że nie – odpowiedziałam kwaśno. – I żaden z was nie chce mi powiedzieć. Ale zwykłam uważać, że wieczory, których się nie pamięta, nie mogą być zaliczane do udanych.
– Łapo, daj spokój – wtrącił się James.
Uznałam, że to najwyraźniej koniec tej pouczającej rozmowy, więc ponownie odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w kierunku wyjścia. Nie miałam pojęcia, czemu Syriusz zaczął się przejmować moją osobą i tym, z kim się zadaję, ale nie podobało mi się to. Zupełnie jakby myślał, że ma prawo mi coś nakazywać, że coś nas łączy! Miałam ochotę ponownie prychnąć. Głupi arystokrata. To, że raz mnie pocałował… Nie, nie, nie myśl o tym. Po prostu głupi arystokrata.
Wszyscy arystokraci tacy są! Wszyscy, co do sztuki!
W wygłaszaniu tego poglądu jakoś nie przeszkadzał mi fakt, że właśnie szłam na spotkanie z jednym takim arystokratą. Nie znaczy to, że byłam hipokrytką. Po prostu liczyłam, że Regał będzie w stanie wzbić się ponad podziały klasowe i zachowywać się przede wszystkim jak człowiek, a nie jak burżuj.
Chociaż… Fakt, że zaprosił mnie na taki snobistyczny wieczorek nie wróżył najlepiej. Usprawiedliwiałam go jednak – w końcu intencje Regała musiały być czyste. Skąd mógł przypuszczać, że będę się tam czułą nieswojo? Nie powiedziałam mu, ze jestem mugolskiego pochodzenia. Nadal.
Nie żeby zapytał.
I nie żeby to miało jakieś znaczenie.
Westchnęłam. Kiedyś w końcu się dowie i z dwojga złego lepiej, żebym mu sama powiedziała… Ale może nie dziś.
W końcu skręciłam w odpowiedni korytarz i zobaczyłam Regała. Nie wiedziałam, czy wizyta u Ślimaka jest dla niego tak samo mało pociągającą perspektywą jak dla mnie, ale faktem było, że się do mnie uśmiechnął. Szczerze. Szybko się przywitałam i odpowiedziałam podobnym uśmiechem.
Musiałam przyznać, że mimo iż roztaczał wokół siebie czysto arystokratyczną aurę, wyglądał bardzo ładnie. Nawet jak na trzynastolatka. Było w nim coś dziwnie… dorosłego. To chyba przez te poważne, smutne oczy, zupełnie niepodobne do oczu jego brata. Albo przez tę chorobliwą bladość. Albo przez to, że mimo młodego wieku zdążył już trochę wyrosnąć i wyglądał w tym garniturze aż za męsko.
Nie wiedziałam czemu, ale coś mi mówiło, że ten wieczór będzie dużo, dużo lepszy od tego przyjęcia po meczu. Chyba że… coś mi wpadło do głowy.
– Jak właściwie wyglądają te wieczorki u Ślimaka? – zapytałam.
Oczywiście każdy w Hogwarcie wiedział, kto na nie uczęszcza, ale nikt nie miał pojęcia, co się na nich właściwie robi.
– Są przekąski, jest Ślimak, który lata z miejsca na miejsce i prawi komplementy wszystkim gościom i jest naprawdę nudno – powiedział. – Wszyscy stoją parami, trójkami i prowadzą salonowe rozmówki. Nie znoszę tego.
Zrobił naprawdę skruszoną minę.
– Przepraszam, że cię ze sobą zabrałem, ale wydawało mi się, że tak będzie dla mnie ciekawiej.
Egoista!
Wymusiłam jednak uśmiech. No dobrze, był egoistą. W tym wieku się to zdarza. Może wyrośnie?
– W porządku, w końcu to twój gwiazdkowy prezent – zaśmiałam się. – Po prostu unikajmy Ślimaka i… – zawahałam się. Chciałam dodać „i wszystkich tych arystokratów”. ale przypomniałam sobie, że właśnie rozmawiam z arystokratą. Nieporadnie dokończyłam: – i innych nudziarzy.
Coś mi mówiło, że jednak to nie będzie wieczór moich marzeń. Może przynajmniej jedzenie będzie dobre?…

***

W pokoju było większe stężenie arystokratów, niż mogłabym się spodziewać. Można by na ich przykładzie badać ruchy Browna – tyle, że w dość gęstej cieczy. Wszyscy się przemieszczali, rozmawiali ze sobą przez chwilę i ruszali dalej. Oczywiście znałam tak mało osób, że jakiekolwiek przemieszczanie się bez Regała nie miałam sensu, jeśli nie chciałam narazić się na karcące spojrzenia lub zadawane teatralnym szeptem pytania „kim ona jest i co tu robi?”. Odważyłam się tylko na samotną wyprawę do stołu z przekąskami, ale szybko jej pożałowałam, kiedy ktoś zadał takie pytanie wyjątkowo jadowitym tonem. Nie miałam pojęcia kto to był, ale prawie udławiłam się koreczkiem serowym.
– Dobrze się bawisz? – Regał pytał nieustannie. I pytał. I pytał. A ja nie miałam już siły na wymuszone uśmiechy.
Naprawdę nie chciałam, żeby mu było przykro – w końcu moja obecność miała być jego prezentem, a kto lubi ponure i marudzące prezenty? – ale nie mogłam też udawać, że świetnie się bawię, kiedy było widać, że tak nie jest.
– Spodziewałam się czegoś trochę innego – mruknęłam w końcu, mając nadzieję, że zrozumie, co chcę powiedzieć. I że stąd wyjdziemy.
– Naprawdę?
I już-już widziałam, ze rozważa ucieczkę, gdy…
– Drugi pan Black! Jak miło pana widzieć! Myślałem, że nie zaszczyci nas pan swoją obecnością!
Ślimak, który jeszcze pół sekundy temu stał grupkę od nas, rzucił się wręcz na przywitanie Syriusza.
Zmusiłam się, żeby uśmiechnąć się szerzej. Dużo, dużo szerzej. Jeśli ten nadęty bubek przyszedł tu tylko po to, żeby sprawdzić, jak się bawię, to nie miałam zamiaru pokazywać mu, że coś jest nie tak. Nie ma mowy!
– Tak, ale to nie znaczy, że coś jest nie tak – zapewniłam pospiesznie. – Muzyka jest całkiem przyjemna. I te koreczki serowe! Powinieneś spróbować, nigdy nie jadłam takich dobrych. Zastanawiam się, czy to zamówiony catering, czy też… zwykłe, hogwarckie jedzenie – dokończyłam kulawo.
Nie miałam ochoty wspominać o skrzatach, które musiały wykonywać tak parszywą robotę i to jeszcze za darmo. Wolałam paplać jak ostatnia idiotka, żeby tylko nie dać po sobie poznać, że to nie jest najlepszy wieczór w moim życiu. A przynajmniej, że nie jest lepszy od tamtego po meczu. Co nie było trudne– z tego przynajmniej wszystko pamiętałam i nic nie zapowiadało, żeby się to miało zmienić.
Regulus jednakże nie zwracał na mnie uwagi. Wpatrywał się, a jakże, w swojego brata, który tym uroczym spóźnieniem ściągnął na siebie wzrok wszystkich zebranych. Poza mną. Ja zgrywałam obojętną i z pasją przyglądałam się wspomnianym wyżej koreczkom serowym.
Przyznaję, zgrywanie obojętnej nie trwało długo. Z Regałem było coraz gorzej. Zrobił się jeszcze bledszy i sprawiał wrażenie, jakby z tłumionej złości miał zaraz zejść z tego świata.
– Powinieneś coś zjeść – stwierdziłam poważnie, prowadząc go do stolika z przekąskami.
W końcu kiedy się je, to nie można skupiać wzroku na obiekcie nienawiści, prawda? Do tego stanie do niego plecami też wiele by ułatwiało.
Te spory rodzinne zaczynały mnie trochę męczyć – w porządku, wszyscy już wiedzą, że Blackowie się nienawidzą. Ale po co aż tak się z tym afiszować? Spojrzenia ociekające nienawiścią i tak dalej… Nie twierdzę, że powinni paść sobie w ramiona i wybaczyć sobie wszystkie winy – o których nawet nie wiedziałam – ale przynajmniej mogliby sprawiać pozory!
Chwyciłam wykałaczkę sterczącą z jednego koreczka i podałam Regałowi. Spojrzałam przy tym tak stanowczo, że nie powinien mieć wątpliwości, że ma to zjeść i nie marudzić.
Ale on marudził. A dokładniej – nie odrywał wzroku od brata. Chyba nawet nie zrozumiał, co do niego mówię. Chyba nawet nie chciał zrozumieć.
Stanowczym gestem zamachałam mu wykałaczką przed nosem (ale tak, żeby nie kwestionować jego godności jako istoty ludzkiej, to jasne), a kiedy znów nie zareagował, wzruszyłam ramionami i sama zjadłam rzeczony koreczek. Był tak samo pyszny jak poprzedni, co sprawiło, że nie poczułam wyrzutów sumienia. Za to coraz bardziej niepokoiła mnie atmosfera w pomieszczeniu – jeszcze trochę i można ją będzie ciąć nożem.
Dlaczego Syriusz to robił? Chciał mnie sprowokować? Jeśli tak… Jeśli tak, to oczywiste, że mu się nie uda!
Chwyciłam jeszcze jedną wykałaczkę (tak na zapas) i znów szarpnęłam Regała za ramię. W końcu nie można mordować wzrokiem kogoś, na kogo się nie patrzy. Wystarczy, żeby Blackowie nie rzucali sobie tych spojrzeń i po problemie.
Niestety. Wszystko wskazywało na to, że mimo usilnych starań moich i Ślimaka (który to za wszelką cenę chciał przedstawić Syriusza jakiejś ponętnej trzynastce), dojdzie do rękoczynów.
– Reg – warknęłam, szturchając go w żebra. – Patrzysz, jakbyś zobaczył ponuraka. Daj spokój.
Nie spodziewałam się, że odniesie to jakikolwiek skutek, ale nie ulegało wątpliwościom, że coś należało zrobić.
– Bo zo…
Ale w tym momencie Syriusz do nas podszedł. Tego było za wiele. Musiałam zareagować!
Problem tylko w tym, że jedyną reakcją, do jakiej byłam zdolna, było pożarcie koreczka i szybkie pozbycie się pustej już wykałaczki (choć przez chwilę miałam ochotę wbić ją Syriuszowi w oko). Miałam nadzieję, że Regał będzie miał na tyle zdrowego rozsądku, że, mają w pamięci ostatnią kłótnię z bratem, zabierze nas stąd jak najszybciej. Niestety, Regał po prostu patrzył na niego wilkiem.
A Syriusz podszedł i uśmiechnął się głupkowato. I milczał. MILCZAŁ. Miał czelność MILCZEĆ. Czy to nie było prowokacyjne?
Regał też milczał. Mogliśmy więc milczeć tak sobie we trójkę i udawać, że to osobliwy rodzaj gry towarzyskiej, albo mogłam się odezwać i spróbować pełnić rolę mediatora, żeby tym razem obyło się bez wizyt w skrzydle szpitalnym.
– Powinieneś spróbować koreczków serowych, Syriuszu – powiedziałam z przekonaniem, od razu w myślach karcąc się za własną głupotę. – Są pyszne.
Świetnie. Koreczki na pewno rozładują atmosferę. Brawo, Annie! Jesteś po prostu beznadziejnym mediatorem.
– Z prawdziwą przyjemnością – odpowiedział i sięgnął po koreczek.
Regulus spojrzał na niego z jeszcze większym obrzydzeniem niż poprzednio. A potem sięgnął po koreczek jeszcze szybciej niż zrobił to Syriusz. Ba. Sięgnął po całą tackę!
– Pozwolisz, że najpierw ja się poczęstuję? – spytał z uprzejmością tak udawaną, że nie wiem, jakim cudem świat się od niej nie rozpadł.
– A czy mnie, jako starszemu bratu, nie przysługuje pierwszeństwo?
– Nie wyglądasz na fana koreczków – stwierdził chłodno Regał, trzymając kurczowo tacę.
– Wcześniej jakoś nie przejawiałeś zainteresowania przekąskami.
Z najwyższym zdumieniem patrzyłam, jak Blackowie prawie biją się o tackę z koreczkami. Merlinie, co ja najlepszego narobiłam. Pozabijają się tymi wykałaczkami! Nie miałam pojęcia, że tym idiotycznym pytaniem wywołam coś takiego.
– Gusta się zmieniają.
– Może moje też się zmieniły?
– Daj spokój, twoje gusta nie istnieją. Matka zawsze mówiła…
– Nie wyskakuj mi z matką!
Oho, stało się. Ta urocza, rodzinna rozmowa musiała się tak skończyć. Bo oto i zdenerwowany Syriusz Be wytrącił z rąk nie mniej zdenerwowanego Regała Be tacę z koreczkami.
Wydałam z siebie zduszony krzyk – nie tylko dlatego, że najlepsze jedzenie dostępne w tym pomieszczeniu dość głośno wylądowało na kamiennej podłodze, lecz także dlatego, że byłam przekonana, że zaraz się na siebie rzucą. Ale nie – dalej rzucali sobie wrogie spojrzenia, tyle tylko, że teraz powoli krążyli wokół leżącej między nimi tacy. Gdyby nie powaga sytuacji, mogłabym się roześmiać – wyglądali jak mugolscy kowboje, którzy zaraz wyjmą colty i zaczną do siebie strzelać.
– Proszę o spokój! Proszę o spokój!
Przez tłum gapiów przebijał się Ślimak. Wyglądał na lekko zmieszanego. Cóż. Pewnie nie co roku jego przyjęcie kończyło się w ten sposób.
– Panowie! Co tu się dzieje? – spytał i spojrzał na nich wyczekująco. Minęło pół minuty i zero reakcji. Tak zwani panowie mierzyli się wzrokiem. – Czy jest tu ktokolwiek kompetentny? Ty! – Wskazał mnie grubym paluchem. – Co tu się wyrabia?! Możesz mi to wyjaśnić?!
Spojrzałam na niego najbardziej niewinnym spojrzeniem, na jakie mogłam się zdobyć.
– Upadły nam koreczki – powiedziałam spokojnie. – Przepraszamy. Prawda, Reg? – zapytałam, szarpiąc go za rękę.
Liczyłam na to, że ocknie się z tego dziwnego stanu i potwierdzi moją wersję wydarzeń, która w sumie nie była kłamstwem, ale nazwanie jej prawdą też byłoby mocnym nadużyciem.
Ale się nie ocknął. Faceci!
– Bardzo przepraszamy – dodałam, szarpiąc go za rękę jeszcze mocniej. – To był wypadek, panie profesorze.
Miałam wrażenie, że zaraz – dosłownie za chwilę, za ułamek sekundy – zapadnę się pod ziemię. Oczywiście wszyscy na nas patrzyli, a z całej naszej trójki tylko ja zdawałam się to zauważać. Zdecydowanie nie była to najbardziej komfortowa sytuacja.
No bo co – miałam się stać pośmiewiskiem całego Hogwartu? Nie ma mowy. Nikt nie może podważać mojego autorytetu. I nie chodzi tylko o to, jak ja bym się z tym czuła. O nie! Jeśli ja upadnę, upadnie i moja idea – bo jakże mam jej bronić skompromitowana? Moje cele były czyste. Mam nadzieję, że uświęciły środki.
Środki…
No tak. Jeśli Regał nie chciał machać swoją głową, musiałam zrobić to za niego. Poruszanie ludźmi było trudne, ale nie niemożliwe. Przynajmniej… nie, kiedy człowiek bardzo czegoś chciał.
Pociemniało mi przed oczami, ale nie dałam tego po sobie poznać.
Za to Regał – Regał poczuł. I rozejrzał się po pokoju zupełnie zdezorientowany.
Posłałam mu przepraszający uśmiech – niemal ten sam, który posyłałam wcześniej Ślimakowi, choć nie aż tak sztuczny – po czym szarpnęłam go za rękaw po raz ostatni, tym razem bez konkretnego powodu. Po prostu zasłużył na to, żeby ktoś go szarpnął. A najlepiej i porządnie szturchnął.
– Przepraszamy – powtórzyłam i rzuciłam mu spojrzenie świadczące o tym, że też ma przeprosić, a potem grzecznie nas stąd wyprowadzić, zanim Syriusz zrobi coś jeszcze, żeby zamienić ten wieczór w koszmar.
– Tak, przepraszamy – powiedział i też się uśmiechnął. Był w tym zdecydowanie lepszy. Ach, te lata burżuazyjnej praktyki robią swoje.
– Nie, nie przepraszamy – zawtórował mu Syriusz.
Idiota. Zdecydowanie był idiotą i nie miałam co do tego już żadnych, ale to żadnych wątpliwości. Póki co jednak chciałam się wycofać i zachować przy tym jak najwięcej godności.
– Może nie będziemy robić zbędnego zamieszania i po prostu się stąd oddalimy? – zaproponowałam w miarę luźno, jednocześnie posyłając Regałowi spojrzenie, które świadczyło o tym, że nie jest to żadna prośba, a raczej kategoryczny nakaz.
– Tak – to był Regał.
– Nie – a to Syriusz.
– W takim razie cieszę się, że nie przyszłam tu z tobą, Syriuszu – powiedziałam, po czym stanowczo złapałam Regała za rękaw i ruszyłam gdzieś przed siebie, byle dalej od koreczkowej katastrofy.

Advertisements
19. O negatywnym wpływie koreczków serowych na relacje rodzinne

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s