09. O tym, że czasami warto trzymać swój nos z dala od pewnych spraw (zbyt łatwo można go stracić)

Następnego dnia bardzo niechętnie powlokłam się w kierunku kantorka Filcha. Wiedziałam, że nie uniknę tego szlabanu – i to wiedziałam tak samo dobrze, jak dobrze wiedziałam, że będzie to koszmarne doświadczenie. Obojętne, co wymyśli Filch, będę skazana na towarzystwo Syriusza i tej pacyfistki z biblioteki. Na samą myśl przechodziły mnie ciarki. Wolałabym już pisać dziesięć wypracowań z zielarstwa w jeden wieczór.
Dotarłam tam jako pierwsza. Było to swojakie szczęście w nieszczęściu – miałam czas, by (siedząc na naprawdę niewygodnym i ledwo trzymającym się w jednym kawałku krzesełku) przygotować się psychicznie na nadchodzące wydarzenia.
A absolutnie i całkowicie nie byłam na nie gotowa. Szorowanie pucharów? Porządkowanie akt? Sprzątanie wyjątkowo obrzydliwego paskudztwa? Wycieczka do Zakazanego Lasu? Nie miałam pojęcia, czego się spodziewać, a takie informacje usłyszałam, gdy zapytałam Jamesa o to, co się robi na szlabanach. Żadna z tych prac mi się nie podobała, ale rozumiałam, że ktoś musi je wykonywać. (Tak, skrzaty. Biedne, wykorzystywane skrzaty, o których prawa też będę walczyć!).
Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam intensywnie wpatrywać się w przeciwległą ścianę.
Z zamyślenia wyrwał mnie kobiecy głos:
– Wielkie dzięki za ten szlaban. Serio. Mogliście załatwiać swoje porachunki z dala ode mnie.
Spojrzałam w kierunku, z którego dochodził. Na krzesełku (równie niestabilnym co moje) obok siedziała dziewczyna, której ten padalec wytrącił książki z ręki.
– Do usług – uśmiechnęłam się kwaśno.
A więc tak mi odpłaca za to, że stanęłam w jej obronie? Tak?! Przecież nie może ustępować każdemu arystokracie, który będzie chciał jej utrudnić życie, tak nie można. Dotarło do mnie, że ten szlaban będzie idealną okazją, żeby jej to wytłumaczyć. Najlepiej od razu, póki nie ma w pobliżu żadnego burżuja, który mógłby zakwestionować moje słowa.
– Nie powinnaś pozwalać – dodałam – żeby ktoś, a już zwłaszcza jakiś arystokrata, tobą pomiatał, wiesz… Wybacz, nie znam twojego imienia.
– Chevonne – rzuciła gorzko.
W końcu mogłam jej się spokojnie przyjrzeć. Miała niedługie, mysie kosmyki, które ledwie sięgały ramion, ale za to przydługa grzywka skutecznie zasłaniała większą część oczu – zielonych, jak zauważyłam, kiedy machnęła głową. Zdecydowanie nie zwracała na siebie uwagi – do tego stopnia, że, wstyd się przyznać, nie mogłam sobie przypomnieć, czy widziałam ją na jakichś zajęciach. Ba, nie byłam pewna, czy widziałam ją w Wielkiej Sali. Zauważyłam natomiast, że była Puchonką, co stanowiło dla mnie pewną nowość: nie znałam wielu Puchonów. Prawdę mówiąc, z żadnym nie rozmawiałam dłużej niż pięć minut, więc wyglądało na to, że Chevonne (co to za imię?, przemknęło mi przez myśl) wysunie się na prowadzenie na tej liście.
– Annie – powiedziałam możliwie przyjacielsko. – Miło mi… nawet jeśli poznajemy się w takich okolicznościach.
Dalszy proces poznawania się został jednak zakłócony przez pojawienie się Syriusza – spóźnionego o bagatela dziesięć minut – i długi wykład Filcha na temat naszego zadania, którym było sprzątnięcie całej Sali Pamięci.
Gdy wlekliśmy się tam zrezygnowani, odważyłam się zauważyć:
– To w sumie dobrze, że robimy to my a nie biedne skrzaty.
– Dobrze się czujesz? – Syriusz spytał kontrolnie, czym zasłużył na moje mordercze spojrzenie.
Ale, ku mojemu zdziwieniu, zyskałam zwolenniczkę.
– Ja również nie popieram wyzysku skrzatów. To takie same stworzenia jak każde inne – zauważyła Chevonne.
Poczułam niewyobrażalny przypływ sympatii do Puchonki. Ktoś mnie rozumiał!
– Skrzaty zasługują na lepsze warunki życia niż niewolnicza praca, niewolnicze oddanie i egoistyczni, zadufani w sobie właściciele – dodałam. Przez chwilę miałam przemożną chęć zapytać Syriusza, ile skrzatów on sam posiada, ale uznałam, że to mogłoby się skończyć kolejnym szlabanem, dlaczego trzymałam język za zębami.
– Nie rozumiesz, że to ich rola społeczna? I nie zrozumiesz, prawda? – próbował drążyć temat, ale widocznie uznał, że to bezsensowne, bo nie odezwał się już do czasu, gdy dotarliśmy do osławionej Sali Pamięci.
Sala Pamięci była większa niż się spodziewałam – i zdecydowanie większa niż powinna. Oczywiście Filch zadbał o to, żebyśmy nie mogli używać magii przy sprzątaniu. Każdy medal, puchar i inną pierdółkę, której jedynym zadaniem było zbieranie kurzu, musieliśmy wyszorować ręcznie. Wydawało mi się, że to przerażająca perspektywa i podzieliłam się tą myślą z pozostałymi.
– Jeszcze raz dziękuję – odpowiedziała mi Chevonne, a Syriusz tylko uśmiechnął się tajemniczo.
Westchnęłam i bez dalszego ociągania się chwyciłam za ścierkę. Miałam zamiar wrócić do dormitorium na noc, a Filch wyraźnie dał nam do zrozumienia, że nie ruszymy się stąd, póki nie skończymy pracy. Po prostu trzeba było zacząć – to tylko praca fizyczna. Okropna, męcząca, idiotyczna, niepotrzebna praca fizyczna.
Westchnęłam jeszcze raz i sięgnęłam po pierwszy z brzegu puchar.
Sprzątanie trwało chyba wieki. Gdy trzy półki później oderwałam się na chwilę od swojego zajęcia, zauważyłam, że Chevonne pracuje równie ciężko, co ja, a Syriusz… Syriusz siedzi sobie na podłodze i pali papierosa! Powiedzieć, że się wściekłam, to za mało.
– Co ty sobie wyobrażasz? – powiedziałam i, złośliwie, rzuciłam w niego ścierką. Niestety nie trafiłam.
– Swoje już wykonałem – powiedział, choć byłam przekonana, że jego część Sali Pamięci wcale nie wyglądała czyściej.
– Jasne, a szczury latają – mruknęłam. – Powinieneś się zabrać do roboty, a nie próbować się wykręcić w tak żałosny sposób. Jeśli uważasz, że wyczyścimy też twoją część Sali, to się grubo mylisz. Powinieneś ruszyć ten…
– Spójrz sama – uciął i wskazał brodą na półki, którymi miał się zająć.
Zerknęłam w tym kierunku, pewna, że wszystko będzie tak samo zakurzone jak wtedy, kiedy tu weszliśmy. Ale… nie! Okazało się, że wszystko lśniło czystością!
– Jak tego dokonałeś? – spytałam, gotowa za ten sekret sprzedać duszę. Nawet arystokracie.
– Powiem, jeśli mnie przeprosisz.
P-przeprosić? Jego?! To jakiś absurd, to…
Przełknęłam głośno ślinę. Nie ma mowy, nie będę się przed nim płaszczyć. Nie będę karmić jego ego, które i tak jest przerośnięte. Nie, po prostu nie. Zaprzedanie duszy arystokracie to jedno, ale przepraszanie go to zupełnie co innego.
A potem zerknęłam na swoją część Sali. To zajmie wieki… WIEKI!
– Jaką mam pewność, że naprawdę powiesz, jeśli… się zgodzę? – zapytałam. Nie żebym grała na zwłokę czy coś.
– Chevonne będzie świadkiem.
Dziewczyna, do tej pory biernie przysłuchująca się naszej konwersacji, postanowiła się do niej przyłączyć.
– A co ja muszę zrobić? – spytała, podchodząc do Syriusza.
– Ty? – wyglądał na zaskoczonego. – Ty już niczego nie musisz robić.
Faktycznie. Gdy tylko Chevonne odsunęła się od swojego stanowiska – i tym samym przeniosła nasz wzrok w zupełnie inną stronę – wszystkie przydzielone jej półki same się wyczyściły.
– Ale zawsze możesz wybaczyć mi prostacką odzywkę z wczoraj i pójść ze mną w weekend do Hogsmeade.
Coś się we mnie zagotowało. Nie, nie dlatego, że ją zaprosił. I nie dlatego, że ona nie musiała nic robić. Po prostu to było typowe…
No dobrze – totalnie dlatego. Ale to i tak było typowe zachowanie burżujskiego bubka i Syriusz na pewno świetnie o tym wiedział!
Spojrzałam na Chevonne, żeby przekonać się, co mu odpowie. Powinna walnąć go mokrą ścierką i oświadczyć, że nigdzie nie pójdzie. Powinna krzyknąć, że jest draniem i powinien nad sobą popracować. Powinna pozbyć się tego maślanego wzroku, który jasno dowodził, że NIE zrobi żadnej z rzeczy, które powinna.
– Czemu nie – odpowiedziała, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Ale obie doskonale wiedziałyśmy, że randka z Blackiem to coś wyjątkowego. Znaczy, ja wiedziałam to od miesiąca, ona – pewnie przez całą bytność w tę szkołę. – To co teraz zrobimy? – spytała, by zmienić temat, zanim zacznie się dziko rumienić, cwaniara.
Nie, wcale nie byłam zazdrosna. Nie byłam! Tylko… Tylko… Do diabła, miałam to sprzątnąć, tak?
– Możesz ze mną zapalić – oznajmił i podał jej paczkę papierosów. – Musimy poczekać aż Annie skończy.
Błyskawicznie się od nich odwróciłam i z zapałem zaczęłam szorować puchar. Nie ma mowy, żebym po tej szopce przeprosiła go za cokolwiek. Kiedykolwiek. Nie ma mowy. Będę tu siedzieć choćby przez tydzień, ale wyszoruję każdy z tych cholernych pucharów. A potem dowiem się, jak ten bubek to zrobił i…
Od dawna nie miałam tak strasznej ochoty wyjść skądś – najlepiej trzaskając drzwiami – i już tam nie wracać. Właśnie teraz miałam taką ochotę i ani trochę nie wiedziałam dlaczego. Ale zagryzłam wargi i dalej zawzięcie szorowałam ten sam puchar.
Nie mogłam znieść świergotu Chevonne, która z zapałem opowiadała mu o sobie. Och, a gdzie jej ideały? Przecież tak świetnie się rozumiałyśmy…!
Odstawiłam puchar trochę za mocno, a potem złapałam następny, szorując go z dokładnie takim samym zapałem. Skończę to jak najszybciej i udowodnię mu, że nie potrzebuję głupich, cyrkowych sztuczek. To jest możliwe i tego dokonam! A Chevonne niech idzie do tego cholerne Hogsmeade i niech się zakrztusi piwem kremowym. Tak się kończą sojusze z arystokracją!
Szykował się naprawdę długi wieczór.

***

Paręset milionów lat później, kiedy wszyscy, których kiedykolwiek znałam, zdążyli już napisać parę domową i spędzić miło wieczór, a ja wyszorowałam kilkanaście pucharów (nie ukrywam, przestałam się aż tak przykładać, ale nadal były czyste; nie aż tak jak te, które wyczyścił Syriusz, ale przynajmniej nie używałam do tego żadnych sztuczek!), byłam na skraju załamania. Próbowałam realnie ocenić, ile jeszcze może mi zająć to sprzątanie, i nie byłam pewna, czy skończę do rana. Naprawdę nie była to pociągająca perspektywa, a świadomość, że w tym samym pomieszczeniu Syriusz i Chevonne wesoło (czy jakkolwiek inaczej – nie wiem, nie słuchałam) rozmawiają, tylko pogarszała sytuację.
Ale co – miałam go niby przeprosić? Nigdy. Zresztą, już niemal kończyłam. Tylko dwa wielkie medale dzieliły mnie od zwycięstwa w tej honorowej potyczce. Tylko dwa! A potem – witaj wolności słodsza niż Francja!
Ta myśl dodała mi energii – znów zaczęłam pracować energicznie, przekonana o tym, że im szybciej skończę, tym szybciej będę mogła wrócić do dormitorium i się wyspać. O niczym więcej nie marzyłam. Nagle coś przykuło moją uwagę. Jakiś szept… który nie przypominał głosu Syriusza ani Chevonne. Nie słyszałam go nigdy wcześniej, ale mogłam sobie wyobrazić jego właściciela jako starczego, poważnego mężczyznę z brodą – głos bowiem był głęboki i pasował do takiego wyobrażenia. Początkowo nie rozumiałam, co mówi, tylko go słyszałam. Odłożyłam ścierkę i próbowałam skupić się na nim.
Niestety. Język, w którym do mnie przemawiał, nie był mi znany. Ani to francuski, ani to angielski. Źródło dźwięku również wydawało się nie do zidentyfikowania. Chociaż… Chociaż… Nie, to było niemożliwe. Absurdalne. Zbyt nienormalne nawet jak na świat czarodziei.
A jednak musiałam sprawdzić… Przysunęłam medal, który trzymałam w rękach, do ucha. Głos stał się głośniejszy. Szybko wyciągnęłam ręce przed siebie; głos też się oddalił. Nie było wątpliwości, że wydobywał się z trzymanego przeze mnie kawałka metalu. Wolną ręką przetarłam oczy, a potem potarłam uszy. To na pewno zmęczenie, nic więcej.
– Skończyliście? – gdzieś z oddali dobiegł mnie skrzypiący glos woźnego. Miała ochotę rzucić się na niego z pazurami, bo wraz z jego nadejściem, tajemniczy szept zniknął.
– Annie jeszcze pracuje – Syriusz rzucił niewinnie.
– Już kończę, już – dodałam, niechętnie okładając medal na miejsce i chwytając za następny.
Wiedziałam, byłam pewna, że to, co słyszałam, nie było przypadkiem. Musiało, ale to musiało istnieć jakieś wyjaśnienie, ale teraz nie był czas ani miejsce, żeby się nad tym zastanawiać. Będę musiała wrócić do Sali Pamięci jutro i spróbować ponownie dotknąć medal. Spojrzałam na niego, żeby zapamiętać znajdujący się na nim napis.
„Ralph Dunstan. Trzydziesty siódmy dyrektor Hogwartu. Na zawsze z nami.”

Advertisements
09. O tym, że czasami warto trzymać swój nos z dala od pewnych spraw (zbyt łatwo można go stracić)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s