05. O trudnej sztuce komunikacji z klasami wyższymi

Następnego dnia udało mi się trafić do Wielkiej Sali. Nie, nie zawdzięczam tego swojej niezwykłej orientacji w przestrzeni. Zostałam tam zaprowadzona, a następnie posadzona przy odpowiednim stole (zdziwiło mnie, że nie nałożono mi owsianki i nie nalano soku). Z pewną ulgą – choć nigdy bym się do tego nie przyznała – zauważyłam, że do Wielkiej Sali wszedł James z kolegami. Z nieznanych mi bliżej przyczyn ich towarzystwo (pomijając Nadąsanego Arystokratę) wydawało mi się ciekawsze niż towarzystwo moich współlokatorek.
James usiadł zaraz koło mnie, co wywołało falę szeptów na linii Brenda-Lily. Czułam, że moja znajomość z Potterem nie wpływa pozytywnie na stosunki panujące w moim pokoju. Ale cóż mogłam poradzić? On był taki słoooodki.
– Cześć, Annie – powiedział z uśmiechem tak rozbrajającym, że niemalże zaczęłam się tam ślinić (metaforycznie, oczywiście).
Syriusz prychnął, wyraźnie nadąsany, a Remus z Peterem po prostu się do mnie uśmiechnęli.
– Ze mną się nie przywitasz, Potter? – spytała Lily.
Zazdrośnica jedna! Jeżeli naprawdę kochała się w Jamesie, dlaczego nie wykorzystała okazji przez tyle lat? Teraz Potter był mój. No, może jeszcze do końca nie, ale… To, co powiedziałam Brendzie, ta deklaracja o braku romansów, było nierozważne.
– Z tobą zawsze, słoneczko – powiedział i od mojego gniewu za słoneczko uratowało go tylko to, że rzucił ten słodki tekścik niemal od niechcenia. Tak! Zignorował wychudzoną, rudą ślicznotkę dla mnie! Triumfowałam. I to triumfowałam do tego stopnia, że byłam nawet skłonna podać mu tosta, kiedy okazało się, że talerz z nimi stoi za daleko.
Atmosfera nie była najlepsza, a po chwili zepsuła się jeszcze bardziej, bo zauważyłam, że przy stole burżuazyjnych Ślizgonów stałam się tematem wielu rozmów. Nie żebym miała szósty zmysł czy cudownie wyostrzony słuch – po prostu ciężko nie zauważyć, kiedy kilkanaście osób co chwilę pokazuje sobie ciebie palcem i szepce coś z zainteresowaniem. Zauważyłam wśród tych osób Regała i jego kumpla. Westchnęłam ciężko, przekonana, że spotkanie w księgarni nie było naszą ostatnią konfrontacją.
– Znowu on – warknęłam i w akcie bezsilnej złości rozciapałam nożem dżem truskawkowy, który uprzednio nałożyłam sobie na kanapkę. Resztki truskawek w nim się znajdujących wyglądały wręcz obrzydliwie.
– Kto? – James spytał dość rozsądnie.
– On – wskazałam głową na Regała, który właśnie z uśmiechem wykładał coś swojemu koledze blondynkowi.
– Znasz mojego brata? – Usłyszałam Syriusza. Aha, z moją intuicją nie było tak źle. – Czy ty mnie śledzisz, psychopatko?!
Tego było za wiele! Odłożyłam kanapkę na talerz – może z odrobinę zbyt dużą siłą, ale zdenerwował mnie. I to bardzo!
– Śledzę? – krzyknęłam. – Czy ty uważasz, że nie mam nic lepszego niż śledzenie twojego arystokratycznego tyłka? Wczoraj zobaczyłam cię pierwszy raz na oczy i po tym, jak się zachowywałeś, miałam nadzieję, że i ostatni! A tamtego – brodą wskazałam na Regała – spotkałam w księgarni, gdzie zachował się prostacko i po chamsku, więc nie mam pojęcia, co według ciebie miałoby mnie popychać do śledzenia ciebie lub kogokolwiek z twojej rodziny! Masz tak przerośnięte ego, że dziwię się, że mieści się w drzwiach.
Syriusz poderwał się z krzesła. Kurczę, wstawanie mu wyjątkowo wychodziło. Może dlatego wstawał tak często? Taki zdenerwowany i wyprostowany wyglądał naprawdę kusząco. Ale jak miałam śledzić detale jego muskulatury pod opiętą koszulką, kiedy tak mnie irytował?
– Nie porównuj mnie do tej zakały rodu ludzkiego! – wrzasnął. – Nie masz prawa! Przyjechałaś tu z tej twojej zapyziałej Francji i udajesz, że pozjadałaś wszystkie rozumy. Przyjmij do wiadomości, że możesz się MYLIĆ. Jesteś blondynką, do diabła, pomyłka to dla ciebie stan zupełnie normalny i absolutnie permanentny!
Teraz i ja wstałam, w końcu nie pozwolę, żeby patrzył na mnie z góry – choć, prawdę mówiąc, gdybym chciała temu zaradzić, musiałabym na czymś stanąć, bo nie ulegało żadnym wątpliwościom, że Black był ode mnie wyższy. Ale co tam!
– Ach tak?! – krzyknęłam, mając świadomość, że patrzy na nas coraz więcej osób. – Oczywiście, że mam prawo! Spójrz na siebie, spójrz na to, jak się zachowujesz, sam wystawiasz sobie ocenę! To nie moja wina, że nikt przede mną nie miał odwagi powiedzieć ci tego prosto w twarz! I to ty mnie masz prawa twierdzić, że jestem głupią blondynką, nic o mnie nie wiesz, a na podstawie tego, co zaobserwowałeś, nie możesz wysnuwać takiego wniosku!
Dla podkreślenia swoich słów tupnęłam nogą, choć wiedziałam, jak głupie i dziecinne takie zachowanie może się wydawać. Ale miałam go dosyć, chciałam go zdzielić w łeb najcięższą księgą, jaką miałam pod ręką, a potem natychmiast kazać mu się iść przebrać, bo ta koszulka mnie dekoncentrowała.
– Błagam, sugerujesz mi, że jesteś wulkanem inteligencji? – Niemal roześmiał mi się w twarz. – Jaki wulkan inteligencji próbuje przełożyć idee socjalizmu na stosunki panujące w Hogwarcie? OPANUJ SIĘ. Mamy demokrację i kapitalizm, do diabła! Nie pozwolę się obrażać! Egalitaryzm nie polega na dyskryminacji klas wyższych, a na współżyciu z nimi!
Zapadła chwila niezręcznego milczenia. Współżyciu? Co ten zboczeniec sobie wyobraża? Mimowolnie się zarumieniłam. A nawet zarumieniłam silnia.
Gdyby wzrok mógł zabijać, to Black padłby martwy – tu i teraz, na środku Wielkiej Sali, tego pięknego wrześniowego dnia. Jak on śmie…! Jak on śmie?!
– Nie mam zamiaru współżyć z żadnymi klasami wyższymi! – krzyknęłam. – Poza tym nie masz racji, żeby była mowa o jakiejkolwiek… koegzystencji – powiedziałam, uznawszy, że to słowo będzie bardziej niewinne – najpierw trzeba doprowadzić do zrównania klas. Co jest niemożliwe, dopóki takie burżuazyjne bubki jak ty chodzą z nosami zadartymi pod sam sufit i całym swoim jestestwem demonstrują, jak bardzo pogardzają ludem pracującym! Tak, mamy kapitalizm! No i co? To kolejny krok na drodze do jedynego słusznego systemu!
Tym razem nie tupnęłam, ale byłam bliska wskoczenia na stół tylko po to, żeby znów szturchnąć go palcem wskazującym. Tylko dla podkreślenia wagi swoich słów, to jasne.
– Bredzisz! Bredzisz, ty fanatyczko polityczna! – krzyknął i, przysięgam, chciał się rzucić na mnie z pięściami!
Tego było już za wiele. Nie dość, że mną gardził, nie dość, że śmiał być przedstawicielem niewłaściwej klasy społecznej, to jeszcze próbował zastosować przemoc wobec kobiety. Nie pozostało mi nic innego, jak wyciągnąć różdżkę i…
Expelliarmus! – wykrzyknęliśmy jednocześnie.
A potem, skoro okazało się, że nas refleks jest dokładnie taki sam i obydwoje straciliśmy różdżki w jednym momencie (nie było czasu ich łapać, więc obie spadły gdzieś na podłogę), jednak wskoczyłam na ten stół, z zamiarem wydłubania mu oczu. Nie będzie mnie bubek poniżał!
Tyle, że on wcale nie zamierzał mi oddawać. Chyba się jednak przestraszył. Złapał mnie za nadgarstki i przyciągnął do siebie.
O. Mój. Merlinie. Nagle – całkiem wbrew swojej woli! – naruszyłam przestrzeń osobistą Blacka na tyle mogłam dokładnie przyjrzeć się tym oczom, które miałam zamiar wydrapać, wbić na patyczek do szaszłyków i pokazywać wszystkim, których to tylko może zainteresować. Z bliska wydawały się jeszcze bardziej szare i, gdyby nie fakt, że płonął w nich najszczerszy gniew, z pewnością miałabym ochotę wpatrywać się w nie dłużej. I gdyby nie należały do wstrętnego arystokraty, ma się rozumieć. Ale te rzęsy i… Nie, opanuj się, Annie, to WRÓG! I to jest podstęp! Wróg specjalnie pachnie tak… tak… tak ładnie, że prawie zapomniałaś, dlaczego miałam mu wydrapać te szare oczy. Przez chwilę miałam ochotę się do niego przytulić i wciągnąć w płuca jak najwięcej tego zapachu – takiego przesyconego czymś ni to ziemnym, ni to leśnym i zdecydowanie… syriuszowym. Ale NIE MOGŁAM i świetnie wiedziałam dlaczego!
Żeby ocalić wizerunek, zaczęłam się szarpać i mamrotać, że to molestowanie seksualne i wyzysk klasy pracującej. Jeśli ma jakikolwiek wstyd tudzież godność, powinien mnie natychmiast przeprosić i puścić. Jakaś cząstka mnie (którą natychmiast uciszyłam, bo nie miała prawa się odzywać) miała nadzieję, że nie ma.
Nies… NA SZCZĘŚCIE przerwała nam Brenda. Nigdy nie sądziłam, że będę zawdzięczać jej życie – bo czymże by było, gdybym zdradziła swoją najświętszą ideę? Cały romantyzm prysł, gdy nagle wykrzyknęła:
– O nie!
Syriusz puścił mnie momentalnie. Chyba odezwała się w nim rycerskość, o której uprzednio zapomniał. Pieprzony arystokrata. Nawet bić się przyzwoicie nie potrafi.
– Co się stało? – spytał, siadając na swoim krześle i zupełnie ignorując fakt, że, cóż, stałam prawie w jego talerzu. Jak można zignorować coś takiego? No jak?
Zeszłam. Z powrotem na moje miejsce koło Jamesa.
– Mamy pierwsze eliksiry!
Eliksiry nie wydawały mi się takie najgorsze – jasne, nie przepadałam za tymi oparami, które unosiły się nad kociołkiem, ale zwykle radziłam sobie nieźle i nie spodziewałam się, żeby to się miało zmienić tylko z powodu zmiany szkoły. Niestety, nie ze wszystkimi przedmiotami radziłam sobie tak dobrze (do czego NIE przyznałabym się przed Nadętym Arystokratą, o nie, nigdy w życiu, a już na pewno nie po tym, jak miał czelność obrażać mój intelekt!), więc uznałam za stosowne wiedzieć zawczasu:
– Co jeszcze dziś mamy? – rzuciłam niby to od niechcenia.
– Czy to ważne? Mamy eliksiry? Ze Ślimakiem! – Brenda nie nadawała się do zmiany tematu. Ciekawe, czym podpadł jej ten… Zaraz, zaraz, ślimak?! To żart? Uczy nas zwierzę? James nie wspominał! – Głupio tracić tyle punktów już pierwszego dnia.
– Bre, nie martw się, damy radę – rzuciła Lily, wciąż lekko podirytowana faktem, że James siedzi koło mnie.
– Tobie łatwo mówić. Ciebie Ślimak wprost uwielbia! A ja? Znowu coś zepsuję.
Było mi żal koleżanki. Chciałam zaproponować jej pomoc. Może i nie była najmądrzejszą z moich współlokatorek, może i moje idee były jej obce, ale czułam się obrońcą takich właśnie nieporadnych duszyczek!
– Możemy usiąść razem – powiedziałam jej.
Byłam z siebie strasznie dumna. Przynajmniej do momentu, w którym Black nie rzucił:
– Nie korzystałbym z tej wspaniałomyślnej propozycji. We Francji jada się Ślimaki. Co zrobisz, jeśli ona postanowi rzucić się na profesora z widelcem i nożem?
O nie. Tego było za dużo! W szczególności, że…
– Annie! – Brenda naprawdę mu uwierzyła. – To obrzydliwe! Z nożem! Na Ślimaka! Zjeść go! Fuuuuuuj.
– Nie mam zamiaru się na nikogo rzucać! – zaoponowałam szybko, patrząc ze złością na Syriusza.
Co on sobie wyobrażał! O Merlinie, a jeśli on uznał, że chcę się rzucić na niego? To znaczy wtedy… O Merlinie, czy ja się CHCIAŁAM rzucić na niego? Nie, oczywiście, że nie. Uspokój się, Annie, to tylko głupi żart.
– I nie spożywam też kadry pedagogicznej – warknęłam. – Sugerowałabym, żebyś następnym razem zastanowił się, zanim coś komuś zarzucisz, zwłaszcza w kwestiach kulinarnych, bo narodowe dania brytyjskie też mogą brzmieć odpychająco – stwierdziłam z całą godnością, na jaką mogłam się zdobyć. Skoro on chciał mnie skompromitować i ośmieszyć, to musiałam zrobić wszystko, żeby do tego nie dopuścić.
– Łapo, przeginasz – zauważył James, który od jakiegoś czasu milczał.
– Też tak sądzę – poparł do Remus.
Brenda wciąż analizowała rozmowę o ślimakach, nie mogła więc dołączyć do grona moich obrońców. Za to Lily…
– A ja uważam, że ma rację – prychnęła i rzuciła mi naprawdę zdenerwowane spojrzenie. – Czy to francuskie coś mogłoby się w końcu przymknąć? Mam migrenę.
Przełknęłam głośno ślinę. A więc doskonale, Blackowi udaje się realizować swój niecny plan zamienienia moje życie w piekło. Jedna współlokatorka uważa, że spożywam płazy i nauczycieli, a druga dostaje migreny na sam mój widok, a nie spędziłam tu nawet dwudziestu czterech godzin. Czy może być lepiej?
– Kiedy zaczynają się zajęcia – zapytałam najniewinniejszym tonem. Prawdę mówiąc o niczym tak nie marzyłam jak o tym, żeby wyjść z Wielkiej Sali. Może nad rozgrzanym kociołkiem będę mogła spokojnie pomyśleć. O ile znajdę miejsce z dala od nich wszystkich…
Co oczywiście nie było mi dane. James okazał się prawdziwym Księciem z Bajki. Powiedział bowiem:
– Lepiej będzie, jak już tam pójdziemy.
i wyprowadził mnie z tego koszmarnego, pełnego zawiści i cholernej burżuazji miejsca. Odprowadził nas krzyk Bre:
– Ej, stop, to jesz te ślimaki czy nie?

Advertisements
05. O trudnej sztuce komunikacji z klasami wyższymi

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s