03. Jeszcze raz o pociągach i o wiele gorszych znajomościach

W drzwiach pojawiła się jakaś postać – i byłam pewna, że nie jest to Peter. Postanowiłam sprawiać miłe wrażenie (w końcu to kolega Jamesa!), więc się uśmiechnęłam i spojrzałam na chłopaka. Mój wzrok padł na czarną koszulkę, więc spojrzałam wyżej. I wyżej. I wyżej, i wyżej. (Słowo daję, nie mam pojęcia, czym karmią tych hogwartczyków, ale to coś musi zawierać hormon wzrostu! Wszyscy są jacyś przerośnięci). A potem… och! Moje spojrzenie padło na rozczochrane, czarne włosy (ale nie takie jak w przypadku Jamesa, to była typowa wystudiowana niedbałość), szare oczy w ciemnej oprawie, idealnie wkomponowane w owal twarzy… Zamrugałam. Nie dość, że chłopak wyglądał po prostu doskonale, to jeszcze – i w tym miejscu musiałam powstrzymać chęć skrzywienia się z niesmakiem – przypominał Rega, tego burżuja. I chociaż bardzo nie chciałam, musiałam przyznać, że ten chłopak miał niezwykle podobne, arystokratyczne rysy twarzy. Styl ubierania się – wręcz przeciwnie, jak zauważyłam z pewną ulgą. Poza czarną koszulką miał na sobie wytarte dżinsy i buty, których dni (lata?) świetności już dawno minęły. Musiał być z siebie niezwykle zadowolony, bo wyszczerzył się do mnie – a, muszę przyznać, miał zniewalający uśmiech.
– James, już jakąś upolowałeś? – spytał z bezczelnością godną podrzędnych amancików w starych, francuskich romansidłach z dziewiętnastego wieku.
Poczułam się taka… uprzedmiotowiona! Momentalnie przypomniałam sobie o tym, że przecież jestem nowoczesną kobietą, że emancypacja to moje drugie imię (chociaż tak naprawdę było to Amaryllis), że nie pozwolę żadnemu – nawet tak diabelnie przystojnemu – mężczyźnie traktować się jak mięso! I to mięso z podtekstami!
– Syriuszu, to Annie – James powiedział miękko, ale ja byłam już nakręcona.
– Tak, Annie – wpadłam mu w słowo, patrząc na Syriusza złowrogo. – I na mnie się nie poluje, nie jestem jakąś antylopą! Nie mam pojęcia, co sobie myślisz, ale muszę ci powiedzieć, że jestem damą i tak właśnie powinieneś mnie traktować, ot co!
Nawet nie zauważyłam, kiedy poderwałam się z miejsca i podeszłam do niego. Zauważyłam tylko, że mówiąc „ot co”, mój palec wskazujący wylądował na jego koszulce – oczywiście tylko dla podkreślenia moich słów. Cała sytuacja wydała mi się jednak tak idiotyczna, że natychmiast wróciłam na miejsce i utkwiłam wzrok w oknie. Miałam zamiar patrzeć przez nie do końca podróży.
Chwilę później zerknęłam na niego kątem oka.
Wyglądało na to, że zupełnie nie przejął się moim wybuchem. Usiadł zaraz obok Jamesa i szeptał do niego coś tonem wielce konspiracyjnym. W tak zwanym międzyczasie pojawił się też Peter – on jako jedyny zwracał jeszcze na mnie uwagę, a dokładniej, gapił się bardziej niż nieprzyzwoicie.
Postanowiłam wykorzystać sytuację i przeprowadzić dokładne obserwacje. Zaczęłam od Syriusza i jego niepokojącego podobieństwa do Regału. James nazwał go Blackiem – tak samo o Regale mówił jego kolega. Czyżby byli rodziną? Małżeństwem raczej nie. Chociaż ich styl ubierania się był kompletnie różny, zdążyłam już zorientować się, że charaktery obaj mieli koszmarne. A skoro pod tym względem byli do siebie podobni, kto wie, może nawet byli braćmi? Skrzywiłam się na samą myśl o tym, że oto siedzę w przedziale z bratem kogoś takiego.
I, o fuj!, ten brat naprawdę zaczynał mi się podobać!
– Naprawdę jesteś Francuzką? – spytał mnie Peter, który chyba słyszał, jak James przedstawiał mnie Syriuszowi. Nie wiem, jak to się stało, ale nagle siedział bardzo blisko mnie. Za bardzo jak na tak odrażającego gryzonia.
Zachowując resztki wizerunku damy (skoro już wykrzyczałam, że nią jestem, to powinnam się tego trzymać, prawda?), lekko odsunęłam się od Petera – na tyle, żeby odzyskać trochę przestrzeni osobistej, którą mi bezczelnie ograniczał. Miałam nadzieję, że się nie przysunie.
– Tak, cóż, mieszkałam we Francji – powiedziałam zdawkowo, mając nadzieję, że to zaspokoi jego ciekawość.
Znów wyjrzałam za okno, żeby dać mu do zrozumienia, że nie mam ochoty kontynuować tej rozmowy. Oczywiście kątem oka dalej patrzyłam na Syriusza i Jamesa. Którzy, notabene, zupełnie się mną nie przejmowali.
– Ale fajnie! To prawda, że macie nauczycielkę, która jest wilą? Remus czytał kiedyś książkę na temat Beauxbatons i wspominał…
Zdusiłam w sobie westchnienie i wyprostowałam się. Jeśli koniecznie chciał ze mną rozmawiać, to świetnie, mogę udowodnić, że potrafię rozmawiać z każdym. Przynajmniej powinnam to umieć. Spojrzałam na niego i spróbowałam szczerze się uśmiechnąć. Nie wyszło. Uśmiechnęłam się więc nieco sztucznie i odpowiedziałam:
– To wyolbrzymione pogłoski. Jest w połowie wilą, ale to i tak wystarczy, żeby wszyscy podziwiali jej urodę. Osobiście sądzę, że to za bardzo odwraca uwagę od przedmiotu, którego naucza. Nie mówię, że nauczyciele powinni być stuletnimi starcami, ale… – Zdałam sobie sprawę, że mówię raczej mało przyjemne rzeczy o kimś, kto nigdy mi nic złego nie zrobił. Szybko zmieniłam temat. – Ale słyszałam, że hogwarcka kadra też jest bardzo ciekawa…
Tak, słyszałam. Od Jamesa, kilkanaście minut temu. Ale teraz najwyraźniej mnie nie słuchał, bo wdał się w szeptaną rozmowę z Syriuszem. Jeśli już muszę zabawiać Petera, to przynajmniej może dowiem się czegoś, o czym James nie wspomniał.
Jednak Peter nie wykazał entuzjazmu.
– Nie jestem zbyt dobrym uczniem – przyznał. – Większość nauczycieli nie jest z tego faktu zbyt zadowolona. W dodatku ciągle ładujemy się w kłopoty.
Rzuciłam mu arcypytające spojrzenie.
– Rogaty ci nie powiedział? – zdziwił się. Z kolei James, słodki James!, wydawał się zaniepokojony. Nie wiedziałam jednak, czy to wina słów Petera czy Syriusza. Nadal nie spojrzał w naszą stronę. – Nazywają nas Huncwotami. Przyznaję, to dziwna nazwa, ale… Wiesz, jesteśmy znani z…
– Wystarczy – usłyszałam chłodny głos Syriusza. – Zanudzasz Annie. Z pewnością nie interesuje jej to, jak i gdzie nas nazywają.
Zdecydowanie zbyt szybko zareagował. W szczególności, że ponoć nas nie słuchał. Czyżby coś przede mną ukrywał?
Uśmiechnęłam się szeroko i spojrzałam na niego.
– Ależ skąd, niezwykle mnie to interesuje – powiedziałam, po czym zwróciłam się do Petera: – Kontynuuj, chciałabym się jak najwięcej o was dowiedzieć.
Już miałam dodać „skoro teraz zostaniemy jedną wielką paczką wspaniałych przyjaciół”, ale uznałam, że byłoby to kuszenie losu. Peter mógłby nie zrozumieć ironii, a Syriusz już wyglądał na poirytowanego. Poza tym nie chciałam, żeby James żałował, że pozwolił mi tu usiąść.
– Widzisz, Łapo? Przecież… – Peter zaczął.
– Och, zamknij się.
Tego było za wiele. Nikt nie będzie obrażał przy mnie niewinnego człowieka! W szczególności, że człowiek ten – mimo swego wyglądu – z pewnością był porządnym obywatelem. Nie to, co taki Syriusz, który po Regale poza wyglądem i charakterem musiał też odziedziczyć pogardę dla jednostek z niższych klas społecznych.
Spojrzałam na niego i zmarszczyłam brwi.
– Nie uważasz, że to niezbyt uprzejme? – zapytałam. Cały czas kurczowo trzymałam się wizerunku damy; było to o wiele lepsze rozwiązanie niż kolejny wybuch i szturchanie palcem obcych ludzi. – Peter chciał umilić mi podróż rozmową, chciał być uprzejmy, co tobie najwyraźniej nie przyszło do głowy. Nie musisz nim za to pomiatać, bo nie masz takiego prawa. Możesz być arystokratą, ale jesteś takim samym człowiekiem jak my wszyscy, masz dwie ręce, dwie nogi i… – Na chwilę zamilkłam; i to w samą porę, bo właśnie miałam powiedzieć, co jeszcze ma każdy człowiek i zdecydowanie nie było to słowo, którego użyłaby dama. Wzięłam wdech i kontynuowałam: – Może nikt ci nie mówił, ale nie możesz rozkazywać innym ludziom tylko dlatego, że pochodzą z innej klasy społecznej! Pomyśl, gdzie byłaby twoja rodzina, gdyby nie lud pracujący!
Miałam zamiar dodać jeszcze coś o bracie, mamusi i tym blondynie z Pokątnej, ale uznałam, że to byłoby już przesadą. Równie dobrze mogłabym go obwinić o koklusz i epidemie dżumy w średniowieczu.
– Skąd ona do diabła… – Syriusz zaczął, ale nie skończył. Zamiast tego niemal rzucił się na mnie! To znaczy: wstał, zrobił krok w moim kierunku i warknął: – Wynoś się.
James próbował protestować, ale nic to nie dało. Pan potencjalny brat Regału był nieubłagany i nie chciał się ode mnie odsunąć choćby na krok.
Skrzyżowałam ręce na piersi i spojrzałam na niego wyzywająco.
– Nigdzie się nie wybieram, to wolny kraj i mam prawo siedzieć, gdzie mi się podoba. To, że pomiatasz skrzatami domowymi i przedstawicielami ludu pracującego, to jeszcze nie znaczy, że mną też możesz. – I zamaszyści kiwnęłam głową, jakbym próbowała narysować nią w powietrzu wykrzyknik. Był to pomysł cokolwiek idiotyczny, bo w ten sposób moja fryzura jeszcze bardziej się zmierzwiła.
James wstał. Widocznie uznał, że słowna reakcja na skandaliczne zachowanie przyjaciela jest niewystarczająca. Dlatego też, bardzo stanowczo, złapał go za ramiona i rzucił nim o siedzenie.
– Annie siedzi tu, bo ja ją zaprosiłem, Łapo – powiedział bardzo ale to bardzo wyraźnie. – Zrozumiałeś?
Syriusz burknął coś i zwinął się w sobie z miną zbitego psiaka.
Może i był przystojniejszy, ale James był zdecydowanie rozsądniejszy. I nie przypominał Regału w żadnym stopniu.
Zajął miejsce koło nachmurzonego chłopaka i posłał mi przepraszający uśmiech. Jednocześnie pokazał coś Peterowi. Niespecjalnie znałam się na tajnych kodach języka migowego, ale wyglądało to jak „lepiej nic już nie mów”. Świetnie. Podróż w ciszy?
Przez chwilę patrzyłam na nich, jakbym się spodziewała, że to tylko jakaś forma zabawy i zaraz ktoś wybuchnie śmiechem, a rozmowa potoczy się żywo własnymi torami. Nic z tego, byli twardzi i milczeli. Wobec tego uznałam, że nie ma sensu natarczywie się im przyglądać i utkwiłam wzrok w krajobrazie za oknem – który nie był zbyt urozmaicony, bo akurat jechaliśmy przez jakieś wrzosowisko. Nigdy nie byłam jednak dobra w tak bezproduktywnym spędzaniu czasu, więc szybko zaczęłam się wiercić. Przez chwilę rozważałam nawet poproszenie któregoś z nich o pomoc w zdjęciu kufra (mogłam być bardziej przewidująca i zostawić sobie jakąś książkę na wierzchu!), ale uznałam, że to zły pomysł. Coś mi mówiło, że nie powinnam przerywać milczenia jako pierwsza – a nuż był to jakiś rytuał sprawdzający, czy nadaję się do ich grupy? Albo po prostu była to próba uleczenia ran na jednym męskim ego, które – moim skromnym zdaniem – zajmowało lwią część tego przedziału.
Po jakiejś godzinie poczułam na sobie czyjeś spojrzenie. Nie, żeby mi to nie schlebiało, jednakoż bałam się trochę, że to znów Peter. Z całego tego towarzystwa liczyłam na bliższą znajomość z Jamesem – który spełniał zarówno wymogi estetyczne, jak i był wystarczająco rycerski. Syriusz i Peter byli skreśleni. Chociaż, owszem, musiałam przyznać, że w Syriuszu było coś… zniewalająco męskiego.
Dlatego też mimowolnie zarumieniłam się, gdy odwróciłam głowę i spojrzałam mu prosto w oczy.
Nawet nie krępował się ze swoim spojrzeniem. Gapił się na mnie tak bezceremonialnie, jak to tylko możliwe. Co więcej – mój rumieniec tylko spotęgował intensywność jego spojrzenia. Wiem, że powinnam wtedy wstać i dać mu w twarz – ale jak by zareagował na to James? Nie zwracał uwagi na nasz spojrzeniowy pojedynek, czytał jakąś sportową gazetkę. Zresztą… Muszę przyznać, że oderwanie się od wzroku Syriusza wydawało mi się teraz niemożliwe. Te oczy! Dawno nie widziałam nic bardziej kuszącego.
Jednak takie bezczelne patrzenie było niebezpieczne, więc uznałam, że lepiej z tym skończyć zawczasu. Zdobyłam się na heroiczny czyn i zamrugałam. A potem drugi raz. Starając się nie wykonać zbyt gwałtownego gestu głową, próbowałam znów utkwić wzrok w oknie; wtedy jednak coś do mnie dotarło. On to robi specjalnie! Chce, żebym odwróciła wzrok, bo w ten sposób poczuje, że wygrał! Nie żebym wygraną w takim spojrzeniowym pojedynku uważała za coś istotnego, ale jeśli chciał mnie pokonać – obojętne w jaki sposób – to musiałam dołożyć wszelkich starań, żeby do tego nie dopuścić. Spojrzałam na niego z jeszcze większą intensywnością. A masz, burżuju i ciemiężycielu kobiet, dzieci i skrzatów!
Wyglądał na zaskoczonego. Zaskoczenie to jednak trwało tylko chwilę. Zaraz potem uśmiechnął się. Nie rozumiałam dlaczego. Przecież zachowałam się niezgodnie z jego planem! A może… A może chodziło mu o to, by grając na moich ambicjach, wciągnąć mnie w tę swoją szczeniacką przepychankę, uwieść i porzucić? O nie, panie bufonie! Niedoczekanie!
Przez chwilę patrzyłam na niego piorunującym wzrokiem, po czym postanowiłam, że kontynuowanie tego jednak nie ma sensu i już-już miałam zamiar z powrotem utkwić spojrzenie w brudnej szybie okiennej, kiedy znów się zaczęłam zastanawiać. A może właśnie o to mu chodzi? Chce, żebym tak pomyślała i odwróciła wzrok, żeby wygrał. Ale jeśli nie odwrócę, to pomyśli, że z nim flirtuję. Ale jeśli odwrócę, to uzna, że przegrałam. Nie mogę przegrać z przedstawicielem burżuazji. I nie mogę z nim flirtować – nie żebym miała zamiar, przynajmniej nie w tym momencie. Miałam ochotę zacząć rwać włosy z głowy albo walnąć go na tyle mocno, żeby to on pierwszy przestał się na mnie gapić.
Jakby tego było mało – nikt w przedziale nie zwracał uwagi na to, że toczyła się tu mała trzecia wojna światowa!
Wtedy to zrobiłam. Zupełnie niechcący. Ale to on mnie zdenerwował! Naprawdę! Nie do końca jeszcze to kontrolowałam. Odkryłam swoje zdolności ledwo dwa lata temu, a dwa lata to naprawdę mało na poskromienie takiego wiadra talentu i…
Grunt, że magazyn sportowy Jamesa nagle z rąk Jamesa przesunął się na twarz Syriusza. Z głośnym plask. I trochę cichszym:
– Łał – w wykonaniu człowieka, który dwie sekundy wcześniej otworzył drzwi od przedziału.
Black podskoczył jak oparzony i rzucił mi jeszcze gorsze spojrzenie. Zaczynałam się go bać. Z pewnością był psychopatą. Z pewnością…
Tyle, że nie zdążył niczego powiedzieć, bo znów odezwała się postać w drzwiach:
– Czy to było TK? Jak tego dokonałaś, dziewczyno?
Osobnik, który po raz kolejny wyzywał mnie od dziewczyn (nie rozumiem, czemu oni płeć traktują jako wyznacznik jakości człowieczeństwa, kobieta jest równie dobra, jak nie lepsza od mężczyzny!) przyciągnął na chwilę mój wzrok. Podejrzewałam, że był Remusem, ostatnim brakującym kolegą Jamesa – miał w końcu odznakę z P jak prefekt (bądź paprotka). Sprawiałby może i wrażenie sympatycznego człowieka (był taki długi!), gdyby nie fakt, że byłam nieźle wkurzona.
Spojrzałam na niego bez cienia uśmiechu (sceneria, o której wspominałam wcześniej, przypominała teraz skuty lodem krajobraz księżycowy) i powiedziałam:
– Annie. Nie dziewczyna, tylko Annie. A-nnie. Dwie sylaby. – Nie wiem, czemu zareagowałam tak ostro, ale miałam nadzieję, że wywołam nową kłótnię i nikt nie zauważy tego, co się stało. Nic z tego, wszyscy patrzyli na mnie z zainteresowaniem. – I nie zrobiłam nic takiego! Nie mam w ogóle pojęcia, o czym mówisz!
Może zabrzmiałoby to wiarygodnie, gdyby nie fakt, że rozglądałam się wokół jak złodziej przyłapany na gorącym uczynku. W porządku, a więc się wydało. Świetnie. Niech wiedzą, że nie dam się stąd wyrzucić, a przynajmniej nie bez wrzucenia im ich własnych kufrów na głowy!
– Przepraszam, Annie, nie chciałem cię urazić – powiedział. Mówiłam, że sprawiał wrażenie sympatycznego? W końcu ktoś rozsądny! W końcu jakiś kontrast do tego.. tego.. tego… pieprzonego arystokraty! – Przecież widziałem, wszyscy widzieliśmy, to było niesamowite! Sądziłem, że TK to tylko bajeczki dla małych, mugolskich dzieci, że nie ma już na świecie ludzi, którzy siłą woli potrafią ingerować w materię nieożywioną!
Czułam się doceniona. W końcu ktoś zauważył, że reprezentuję sobą przyzwoity poziom magiczny! Choć wolałam się nie przyznawać do tego, że to byłam ja. Nie chciałam zostać posądzona o bycie Carrie.
Chociaż, stop, ten czystokrwisty bubek z pewnością nie miał pojęcia o istnieniu Carrie.
– Zostałem śmiertelnie obrażony! – warknął Syriusz, o którym chyba już wszyscy na dobre zapomnieli. – Zostałem śmiertelnie obrażony, a wy sobie plotkujecie? Przecież…
– W zasadzie przyszedłem powiedzieć wam, że zaraz będziemy na miejscu i czas się przegrać, Łapo. Nie wiedziałem, że toczycie tu jakąś walkę na śmierć i życie. Przepraszam.
Z rangi sympatycznego chłopca prefekt spadł do poziomu przepraszającej wszystkich cioty.
Miałam ochotę westchnąć, ale zdałam sobie sprawę, że to by tylko niepotrzebnie zwróciło ich uwagę jeszcze bardziej. Świetnie, może Pan Wielki Arystokrata zajmie ich na tyle długo, żebym stąd wyszła – nie żeby to było łatwe, skoro prefekt dalej stał w drzwiach. Ale naprawdę nie chciałam dyskutować o swoich zdolnościach, a już na pewno nie robić specjalnego pokazu, o który niewątpliwie by mnie poprosili. Starałam się nie korzystać z nich bez powodu, co nie znaczy, że nie byłam z nich dumna! Oczywiście, że byłam, po prostu wolałam się nie afiszować.
Teraz jednak to było mniej istotne; skoro dojeżdżaliśmy, to musiałam się przebrać – sam Pan Prefekt tak powiedział. Wstałam z zamiarem zdjęcia z półki kufra.
Gdy (z pomocą Jamesa) już go ściągnęłam, nagle zdałam sobie sprawę z tego, że przedział mój wypełniony jest mężczyznami. Wprawdzie ci mężczyźni byli jeszcze mocno nieletni i niedojrzali, a także – zajęci szukaniem szat w swoich kufrach, jednakoż czułam się trochę nieswojo. Miałam się przy nich przebierać?
Cóż. Jak manifestacja to manifestacja.
Idealnie ukrywając swoje zażenowanie ściągnęłam bluzkę. Postanowiłam zachowywać się tak naturalnie, jak to tylko było możliwe. Czym paradowanie w staniku różni się od paradowania w stroju kąpielowym? Jesteśmy już po rewolucji seksualnej, litości!
Zresztą, zastanawiałam się, jak zareagują na to chłopcy.
Prefekt wraz z Peterem odwrócili się uprzejmie. James – mimo że nie potrafił się powstrzymać od kontrolnego spojrzenia na mój biust, w końcu zasłonił oczy. Za to Syriusz…
Cóż, Syriusz to była zupełnie inna bajka. Nie tylko bezczelnie się na mnie gapił, ale utkwił w moim biuście spojrzenie jeszcze bardziej intensywne niż to, które posyłał mi wcześniej w czasie naszej bitwy spojrzeniowej. Prychnęłam pod nosem i założyłam regulaminową bluzkę. Wiedziałam, wszyscy arystokraci to banda napaleńców. Wystarczy pokazać im fragment stanika, a już wariują. To przez te wszystkie obyczaje, wpajane ich od małego przez niańki, przez te wszystkie wykrochmalone reformy i gorsety (choć wizja Syriusza w reformach i gorsecie – zwłaszcza gorsecie! – wydała mi się bardzo niepoprawna, nie mogłam powstrzymać uśmiechu) i sztywne, niezłomne zasady moralne, które szybko szły w kąt, gdy tylko nikt nie patrzył. Hipokryzja, ot co! Oto, czym nasiąkła warstwa rządząca!
Oderwałam się jednak od tych myśli i kontynuowałam zakładanie mundurka. (Czy wspominałam, że te w Beauxbatons były o niebo ładniejsze?). Jednocześnie strasznie żałowałam, że nie mogę znowu rzucić w niego jakimś magazynem. Najlepiej takim trzykilogramowym.

Advertisements
03. Jeszcze raz o pociągach i o wiele gorszych znajomościach

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s