Chapter 29 (Lysia, Eta, Lemot, Sylv, Tabby)

Jesień, jak uparte, stare babsko, jakoś na złośc światu nie chciała się zrobić młodsza (mówiłam, że uparte?) i jakoś tak wycofać się na cmentarzysko historii, tak więc z każdym dniem miesiąca, o którym nikt już nie pamiętał, czy był październikiem, listopadem czy może środkiem lipca (w Szkocji wszystko wygląda zawsze tak samo) robiło się coraz chmurniej i od jakiegoś tygodnia trudno było wychwycić w tłumie uczniów Zielona, bo parasolki nosili wszyscy.
W jedną z takich paskudnych niedziel Lysia postanowiła, że najwyższy czas wyciągnąć Lemota z dna depresji powypadkowo-posyriuszowej i zaprowadzić ją na zakupy. Wszyscy doskonale wiedzą, jakim zakupoholikiem jest Lemot, dlatego plan zaskoczył bardzo szybko i w jakąś godzinę temu dwie eLki zmierzały w stronę jedynego sklepu z ubraniami w pobliskiej wiosce. Towarzyszyć im miała przy tym tylko Eta, bo Eta sama w sobie w zupełności całkowicie wypełniała ich serca (w szczególności teraz, gdy była taka szczęśliwa dzięki Wilkesowi), ale uparła się ona, by przyprowadzić ze sobą Sylv i Tabby, gdyż, cytuję:
– Co, jak nas ktoś napadnie? Potrzebna nam obstawa. Nie możemy ryzykować Lemoty po raz drugi.
Lysia chciała przy tym dodać coś o tym, że umie czarować z miliard razy lepiej niż Sylv i jej to zresztą kiedyś udowodniła, ale stwierdziła, że co jak co, ale freciasty spokój ducha należy pielęgnować.
Sylv, gdyby znała myśli Lysi, pewnie by się zgodziła, że nie jest konieczną obstawą, a kupowanie sukienek to zupełnie nie jej rodzaj rozrywki. Ba, zasugerowała, żeby zamiast (albo oprócz) niej wziąć Pe, ale plan ten nie wypalił. Najwyraźniej uznano, że Pe stanowi zbyt duże zagrożenie dla sklepów, z których nie chce się być wyrzuconym z hukiem, a do takiego należał sklep z sukienkami.
– To co, mała czarna? – spytała Tabby, która z natury nie interesowała się sukienkami i nie wiedziała, czy istnieją jakiekolwiek inne ich rodzaje.
– Czarna to świetny pomysł – odpowiedziała Sylv, która z natury też nie interesowała się sukienkami, ale jeszcze bardziej nie interesowała się kolorami. Wiedziała tylko, że czerwony, choć ładny, jest zbyt gryfoński. Zostawał zatem czarny.
Spojrzenia, które na sobie poczuła, świadczyły o tym, że najwyraźniej jej paleta barw była zbyt uboga.
– Pomarańczowy. Sylv byłoby bardzo do twarzy w pomarańczowym – rzuciła Lysia. I choć pozornie wydawać by się to mogło miłą uwagą, bójcie się, wszak Lysia nigdy nie jest miła. – Czy ten wąż nie był wtedy pomarańczowy? Tak ładnie wam razem było.
Sylv popatrzyła na nią złowrogo. Nawet nie z powodu węża – który nadal był niemal największą traumą jej życia, ale była jedna, większa trauma – co raczej z powodu zaproponowanego koloru.
– Nie ma mowy – odpowiedziała. – Czarny jest ponadczasowy.
– Ja lubię pomarańczowy – powiedziała Eta, co wszystkim przypomniało o pewnym wyznaniu o budyniu. Niemniej jednak, nieświadoma tego, dodała: – Z czarnym w paski byłby taki… Jak tygrysek! Przebierzemy się za tygryski?
Sylv zamknęła oczy. Gdyby zostawiła je otwarte, zauważyłaby, że Tabby zrobiła to samo, wcześniej mruknąwszy coś o piratach. Ale kto widział piratów na balu?
– Kocie, tygrysy to my musimy przyp… – zaczęła Lysia, ale szybko przypomniała sobie o Lemocie. Kurczaczek. Jak można być takim nieostrożnym?
– WILKESIDZIEZEMNĄNABAL.
Dokładnie tak.
Tabby, która już otworzyła oczy, posłała Lemotowi pocieszające spojrzenie.
– Zawsze Lysia może cię spiknąć z Averym. Oni tam w Slytherinie skaczą, jak im zagra. Boją się Rosiera.
Lemot oduśmiechnęła się.
– Um, a z kim idzie Ten, Którego Imienia Nie Można Chwilowo Wymawiać, Ale Nie Jest Tym, Którego Imienia Nie Będzie Można Wymawiać Za Parę Miesięcy? – zapytała Sylv, która czytała wcześniej scenariusz. W końcu miała iść na bal samotnie, zasługiwała na jakieś spoilery.
– Miał iść z Francuzką, ale dała mu kosza, nie? – Tabby, wbrew pozorom, znała się na dobrej plotce.
Odpowiedziało jej kiwanie głowami, ale jakoś nikt nie kwapił się do ujawnienia imienia tego nikczemnego Syriuszokrada.
– Dobra, nie musicie tak konspiracyjnie milczec, wezmę to na klatę – powiedziała Lemota.
Głowy kiwały nadal.
– Słyszałam coś o Zet, ale wiem na pewno, że ją zaprosił Caradoc Dearborn – powiedziała w końcu Sylv, która naprawdę nie wiedziała.
– Kto to w ogóle jest? – zmieniała temat Lysia.
– Zet? – zapytała wyjątkowo głupio Sylv, która nie była tego dnia najprzytomniejsza. – No wiesz, ta blondynka. Gryfonka. Quidditch. Głośna jest, gada o sporcie i wzdychała do Syriusza jeszcze niedawno.
– Nie, nie, ten Caradoc.
– Aaa… – Tu Sylv dokonała rzeczy niezgodnej z prawami fizyki, prawami Wielkiej Brytanii i prawami, jakimi rządzi się ten tekst, a mianowicie wyciągnęła z niepozornej kieszeni wieeeeelką ryzę zbindowanego papieru opatrzonego tytułem “Spoilery”, przewróciła kilka stron i, odciągnąwszy Lysię na stronę, pokazała coś palcem. A potem dodała: – Gryfon jakoś.
Lysia wzruszyła ramionami. Lysia leci tylko na Mrocznych Skurwieli.
Sylv schowała spis spoilerów.
– To co z tą czarną sukienką? – zapytała niewinnie. (Trenowała wcześniej, więc niewinne pytanie w jej wykonaniu nosiło już pewne znamiona niewinności).
– Z kim Syriusz idzie na bal? – zupełnie zignorowała ją Lemota. – Et, powiedz mi. Musze wiedzieć.
– Z… – Eta się zawahała. Spojrzała na Tabby, a potem na Lysię.
– Tabby ma rację. Powinnaś pójść z Averym. Wtedy możemy się tam wybrac wszystkie razem – powiedziała Lysia.
– Ale ja nie pytam, z kim ja mam iść. Pytam, z kim idzie Syriusz – powiedziała Lemota, a w jej głosie pobrzmiewały pierwsze nuty legendarnej wręcz stanowczości.
– LEMOTJAIDĘNABALZWILKESEM! – wyrzuciła z siebie Eta, która ostatnimi czasy musiała wypowiadać to przynajmniej raz na dwie minuty. – JAKTYPÓJDZIESZZAVERYMTOBĘDZIEMYMIAŁYPODWÓJNĄRANDKĘ.
Lemotowa stanowczość nieco stopniała i niechybnie zmieniłaby się w kałużę, gdyby nie pisk dobiegający z jakiegoś odległego kąta sklepu. Pisk był przeraźliwy, bo nieużywany kilka lat, więc mógł zardzewieć. Źródłem pisku była Sylv, która gdzieś po drodze straciła zainteresowanie Syriuszem i zaczęła szukać czarnej sukienki, zanim ktoś jej zasugeruje coś paskowanego i tygrysiego. Teraz ściskała coś, co niewątpliwie uszyto z czarnego atłasu i w ogólnym zarysie sukienkę przypominało, ale niespecjalnie pasowało na bal. Miało za szerokie rękawy, a do tego sięgało samej ziemi, a w fałdach spódnicy mogłoby się schować z pięćdziesiąt skrzatów domowych. W zasadzie tylko gorset wydawał się w miarę sensowny.
– KURCZACZEK! Czy ktoś mi w końcu może powiedzieć, co się dzieje? – wyrzuciła Lemota. – Czemu wszyscy obchodzą się ze mną jak z jajkiem?
Sylv przestała się szczerzyć, ale nadal kurczowo trzymała sukienkę, co po sylvowemu miało znaczyć “ta albo żadna”.
– Nadal mowa o Syriuszu? – zapytała.
– Czy to naprawdę aż takie ważne? – to z kolei Tabby.
– Tak – oświadczyła Lemot. – Na oba pytania.
– Kicia – powiedziała naprawdę cicho Lysia.
Sylv mimowolnie rozejrzała się wokół.
– Gdzie Kicia?
To naprawdę nie był jej najlepszy dzień.
– Jak… jak to się stało? – spytała Lemota, która zrozumiała aż za dobrze, co jej właśnie powiedziano.
Nastała kolejna chwila ciszy, tym razem próbująca zatuszować fakt, że Lemot otrzymała właśnie cios pazurkiem w plecy. Czy wszystkim wydawało się, że jak chwilę się nie będą odzywać, to Kicia nagle odwoła swoją randkę z Syriuszem? Chyba tak.
Chyba…
– Wiesz, on dowiedział się, że zakładają jakiś zespół, a przecież wiesz, jaki jest Black, zawsze musi być w centrum uwagi – powiedziała w końcu Lysia. – Zaprosił ją. Ale to nic osobistego! – dorzuciła nerwowo. – To tylko PR.
Lemot prychnęła wymownie. A potem zapadła jakaś taka dziwna cisza, jakby wszyscy zastanawiali się, o jaki zespół chodzi i czemu nikt o nim nie słyszał.
– Ten zespół, w którym ja jestem? – spytała Eta. – To dlatego Wilkes… WILKESIDZIEZEMNĄNABAL?
– Wilkes też chce być w centrum uwagi? – zdziwiła się Tabby.
– Nie, Wilkes naprawdę się z tobą umówił, Ettie – powiedziała Lysia. – Rozmawialiśmy i…
– Ty go do tego zmusiłaś? – tym razem zdziwiła się Sylv.
– Dlaczego Kicia mi to zrobiła? – Lemot nie odpuszczała.
– Dlaczego tylko ja mam sukienkę? – dodała Sylv, bo skoro padały już pytania egzystencjalne, to…
– IDĘNABALZWILKESEM!
– To nie było pytanie – zauważyła Sylv. – Może zajmiemy się resztą sukienek? No wiecie, szybciej wybierzemy, szybciej stąd wyjdziemy?
– Wiecie co? Odechciało mi się zakupów – powiedziała Lemota i wyszła stanowczo.
Tutaj scena podzieliła się na dwie, bo Lysia, oczywiście, podążyła za Lemotą, a reszta została w środku, oniemiała, że takie ładne zakupy tak źle się kończą.
– To co, szukamy jeszcze czegoś? – zapytała Sylv, która wiedziała, że miała być obstawą, ale nagle ta rola straciła sens, podobnie jak jej obecność w sklepie.
– Ubierzmy może Etę, co? Wilkes się ucieszy – powiedziała Tabby i, wierzcie mi lub nie, puściła do Eciaka oczko.
– WILKESSIĘUCIESZY,BOIDZIEZEMNĄNABAL! – oświadczyła Eta na jednym wydechu, zachowując przy tym reguły interpunkcji.
– I dlatego trzeba kupić sukienki – powiedziała Sylv. – Dział z czarnymi jest tam – pokazała kierunek, z którego wcześniej przyszła.
– Chcę tygryska.
Sylv się zmarwiła. Nie widziała tygryskowych sukienek.
– Może zacznijmy jednak od czarnych, a potem… no, zobaczymy? – zaproponowała.
Tabby pokiwała głową.
– Możesz zawsze mieć pomarańczowe akcesoria.
– Akcesoria nie są wystarczająco tygrysie – zmartwiła się Eta.
– Ogonek? – podsunęła Sylf.
Eta spojrzała w taki sposób, że stało się jasne, co myśli o tej sugestii.
– Zacznijmy od fioletowych – oświadczyła, gubiąc gdzieś tygryskowatość.
Tabby westchnęła. Zastanawiała się, kiedy nastąpi moment, w którym powinna wszystkim powiedzieć, że nie idzie na żaden głupi bal.

***

– Mam na nią rzucić klątwę? – zaproponowała Lysia, bo ostatnio była miła, a poza tym chciała poprawić Lemocie nastrój.
– Weź przestań, to Kicia. Naprawdę chcesz mordować Kicię? – Lemot nie do końca wiedziała, co ma myśleć. W końcu.. W końcu się przyjaźniły, nie? – Kurczaczek – dorzuciła, nerwowo przetrząsając kieszenie. – Zapomniałam, że bez Łapy nie mam już dostępu do mugolskich fajek.
– Ślizgoni też je mają – stwierdziła Lysia, bo to było prostsze niż odpowiedź na postawione wcześniej pytanie. – I nie musimy jej mordować. Wężoramiona mogłyby wystarczyć, jeśli chcesz.
– Lyś, weź się opanuj, nie możemy skrzywdzić KICI.
Lysia zrobiła smutną minę, ale potem się znowu uśmiechnęła – odrobinę psychopatycznie do tego.
– A Syriusza?
– Posiekać gnoja.
Uśmiech Lysi stał się jeszcze bardziej niepokojący.
– No to mi się podoba – powiedziała triumfalnie, co początkowo zaniepokoiło Lemotę, ale szybko zostało zagłuszone przez: – Chodź, pod Miotłami powinien być Wilkes, skombinuje ci coś na odstresowanie.
To już się Lemocie bardziej podobało i pozwoliła jej się poprowadzić w stronę wspomnianego przybytku.
Przez chwilę szły w milczeniu, bo żadna z nich nie miała nic więcej do dodania. Ok, Lysia nie miała. Lemota męczyła się sama ze swoimi myślami. Bo przecież… Przecież…
– Lyś, czemu ona mi to zrobiła? – nie wytrzymała.
Gdyby była z nimi Sylv, to pewnie by odpowiedziała “Bo to zła kobieta była” (w dzieciństwie karmiono ją filmami nieodpowiednimi dla tak młodego widza i najpewniej to właśnie zabiło w niej wrażliwość). Sylv jednak została w sklepie, więc odpowiedzi musiała udzielić Lysia.
– Nie wiem – powiedziała, co powinno wszystkich zdziwić, bo Lysia zwykle wiedziała, a jeśli już nie wiedziała, to się nie przyznawała.
– Może ktoś ją w to wmanewrował? – Lemota chwytała się wszystkich desperackich opcji.
– Kto? Antyfanki Syriusza? – zapytała Lysia, która w końcu była miła, więc może naprawdę wierzyła… Nie. To było ironiczne. – Po prostu ją zaprosił i się zgodziła. Albo odwrotnie.
– Ale Kicia nas ko…
– I my też kochamy Kicię. Na teraz i na zawsze. Nie będziemy się przejmować jakimś zafajdanym Blackiem, nie? Nie ten, to następny – Lysia przerwała na moment. – Mówię ci, jedno słowo i pół Slytherinu u twych stóp.
– Czemu całe pół naraz? – zmartwiła się Lemot. – Niech się w kolejkę ustawią czy coś.
– Do pani usług.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s