Chapter 28 (Moll, Niewiadoma, Penny, Amelia, Drach, Zet, Zielon, Aniołak, Maruda, Gagata)

Molly była niepocieszona. Treningi z Penicylinką zdażały się coraz rzadziej, zdawało się też, że nie przynoszą skutków. Większość Ślizgonek się do tego po prostu nie nadawała. Ona sama zaczynała odczuwać na sobie skutki codziennego biegania i noszenia książek na głowie. Czuła się tak, jak gdyby skończyła ze sto lat.
– Co taki smutny pyszczek? – spytała ją Niewiadoma, bo ona była dobrą duszyczką, chociaż córką Voldemorta, i martwiła się o innych. – Usłyszałaś już nowiny?
– Jakie nowiny? – spytała Molly.
– No że Wilkes zaprosił Etkę na bal.
Moll spojrzała na nią, jakby żałowała, że nie ma na głowie kilku ciężkich książek, którymi mogłaby w kogoś rzucać. Później jednak włączył jej się mechanizm wyparcia i zapytała:
– Ale jak to?
Było to pytanie tak niewinne, tak szczere i tak cicho wypowiedziane, że Niewiadoma go nie usłyszała.
– Co?
– Ale jak to? – powtórzyła Moll głośniej, a w jej słowach pobrzmiewała nuta nadziei, że to wszystko okaże się żartem. W końcu do czego to podobne, żeby…!
– Normalnie. Sama widziałam.
– Uśmiechał się? – zapytała z nadzieją Moll.
– Mniej więcej – odpowiedziała Niewiadoma.
– Szyderczo? – Nadzieja Molla prawie się zmaterializowała obok niej.
– Jak dla mnie, uśmiechał się dość radośnie.
– Ani trochę złośliwie? – upewniła się.
Niewiadoma nie zdążyła odpowiedzieć, bo przerwal jej męski, wyjątkowo mroczny i seksowny głos.
– Molly, musimy porozmawiać.
Moll westchnęła. Nie spodziewała się, że będzie to jedna z tych miłych rozmów, w czasie których mogła do woli mówić o modnych w tym sezonie kolorach czy o kroju sukienki, którą chciałaby założyć na bal.
Niewiadoma postanowiła odsunąć się na stosowną odległość. Chciała móc obserwować Molly i Wilkesa, ale znaleźć się poza zasięgiem zaklęć odrywających uszy. Bardzo lubiła swoje uszy. Nie chciała ich stracić.
Molly nie zawiodła.
Zaczęła od płaczu. Niewiadoma nie lubiła, jak ludzie płakali, ale co poradzisz? Potem krzyki, wyzwiska, bicie pięściami…
Wilkes był nieugięty, nawet kiedy Molly przeszła do kopania i histerycznych szlochów, przerywanych tylko po to, by wziąć płytki oddech albo obrzucić go kolejnym wyzwiskiem. W końcu był mrocznym sukinsynem, nie mógł się tak po prostu ugiąć. Chociaż był blisko przerwania tej sceny, kiedy zdał sobie sprawę, że te kopniaki mogą w końcy trafić tam, gdzie bardzo by nie chciał, żeby trafiły. Jego wewnętrzny mrok nie pozwolił mu jednak przerwać; musiał zatem kontynuować.
– Wiem, że jesteś zdenerwowana – powiedział, bo w końcu był prawdziwym facetem, a prawdziwi faceci mówią takie rzeczy, kiedy już dostali w twarz.
– Zdenerowana? Jak mogłeś mnie tak upokorzyć? Zostawić mnie dla takiej… takiej…
– Molly, proszę cię, nie dramatyzuj.
– Ja nie dramatyzuję, ty… ty… pozbawiony uczuć potworze! Jak mogłeś mi to zrobić! Miałam już sukienkę!
W porządku, Moll jeszcze nie miała sukienki, ale miała bardzo szczegółową wizję, jaka to ma być sukienka, więc to prawie tak samo, jakby ją miała, prawda?
Do pokoju wspólnego tymczasem weszła Penny, której wcale ale to wcale nie podobał się poziom hałasu, jaki tam panował.
Spojrzała na Molla i uniosła brew.
– Molly, garbisz się, kiedy go tak kopiesz – stwierdziła, zanim zdążyła się powstrzymać i powiedzieć coś na temat krzyków. – Damy nie podnoszą nogi tak wysoko i utrzymują prostą postawę. Kopanie w piszczele też boli, a do tego wyglądasz wtedy dostojniej.
Wilkes wyszczerzył się wyjątkowo głupio.
– Do tego nie powinniście tak krzyczeć, zachowujecie się jak jacyś mugole – dodała, po czym przeniosła wzrok na Wilkesa, który nadal się szczerzył. – I nawet nie powiem nic na temat tej miny. Co wy wyprawiacie?
– Wilkes zabiera Etę na bal – wymamrotała Molly.
– Nie mamrotać! – powiedziała Penny. – No dobrze, ale w czym cały ten problem? Eta to miła, ładna dziewczyna, z pewnością będą się dobrze bawić, a taki gentleman jak Wilkes odprowadzi ją do jej dormitorium o przyzwoitej godzinie.
– Ale miał zabrać mnie – odpowiedziała Moll, starając się nie mamrotać i nie siąkać, a jednocześnie posłać wilkesowi możliwie najbardziej złowrogie spojrzenie. – Mam nawet sukienkę – dodała, patrząc na Penny, jakby liczyła, że te słowa sprawią, że Penny weźmie jej stronę i zmusi Wilkesa, żeby cofnął słowo dane Etce.
– Wilkes, czy zaprosiłeś Molly na bal?
– Nie.
– Obściskujemy się po kątach wystarczająco długo, żeby to było oczywiste! – wybuchła Moll.
– Niektórzy nie potrafią poradzić sobie z bycie dziewczyną zza bojlera – powiedziałaby Lyśka, gdyby a. to słyszała b. oglądała My So Called Life także w swojej ffowej wersji.
– Molly, co… – zaczęła Penny, po czym przyłożyła dłoń do czoła w niezwykle wystudiowanym geście. – Nie, nie chcę wiedzieć.
Przeniosła wzrok na Wilkesa i pokręciła głową, ale nic nie powiedziała.
– Penny, powiedz tej wariatce, ze nie mogę odwołać danego słowa.
Broda Moll zaczęła się trząść w sposób, który wskazywał na to, że zaraz wybuchnie płaczem tak rozpaczliwym, że jej łzy zaleją pokój wspólny i wszyscy będą brodzić w wodzie.
– Nie można odwoływać danego słowa – potwierdziła Penny.
– Ale…! – zaprotestowała słabo Moll.
To był najczarniejszy dzień jej życia.

***

– Ok – powiedziała Zielona.
Zet pokiwała głową, a Maruda zmrużyła oczy, jakby chciała zaprotestować, ale w końcu, szturchnięta w ramię przez Gagatę, też pokiwała głową.
– No – przytaknęła Drach, która rozglądała się po pokoju wspólnym. Należy dodać, że po zombie apokalipsie nie pozostał nawet ślad; skrzaty domowe naprawdę nieźle się spisały. – A właściwie o czym mówimy?
Zielona wzruszyła ramionami. Ostatnio po prostu lubiła się zgadzać.
Drach zmarszczyła brwi i spojrzała na pozostałe Gryfonki, które przed chwilą kiwały głowami.
– Żadna z was nie wie?
– Ja w… – wyrwała się Amelia. – A nie, nie wiem.
– I dyskutujemy o tym już od trzech godzin?!
Gryfonki pokiwały głowami, najwyraźniej nie mając nic do dodania. Niektóre z nich miały jednak na tyle przyzwoitości, żeby zerknąć gdzieś w bok i wyglądać smętnie.
– Skoro już przerwałyśmy… – zaczęła Amelia, ale Drach jej chyba nie słyszała.
– Musimy się ogarnąć – stwierdziła. – Nie może tak być, że przez trzy godziny i pół strony dyskutujemy o niczym. Inne domy mają coś do zaoferowania, nie powinnyśmy być gorsze, bo nam jeszcze bardziej ograniczą czas antenowy.
– No więc ja… – ale znów ją zagłuszono.
– Ostatnio była u nas zombie apokalipsa, prawda? – kontynuowała Drach. – I co, i nawet śladu nie ma w pokoju wspólnym, nikt nawet się nie zastanawia, co się stało z ludźmi, którzy w niej uczestniczyli. To znaczy poza Syriuszem, o niego pytają wszyscy, ale reszta nikogo nie obchodzi. Tak być nie może, jesteśmy Gryfonkami, Gryfoni zawsze są popularni!
– Drach, ja naprawdę…
– Powtarzam, tak dłużej być nie może. Pomyślcie o meczach. Pomyślcie o pomeczowych imprezach. Pomyślcie o wszystkich wątkach i zalążkach fabuły, których nam poskąpiono!
– SYRIUSZZAPROSIŁMNIENABALAJAMUODMÓWIŁAM.
– Dlatego właśnie powinnyśmy… – ciągnęła Drach, a potem dotarło do niej, co powiedziała Amelia. I zamilkła.
– C-co? – zapytała Zielon.
Pozostałe Gryfonki po prostu patrzył z niedowierzaniem.
– To – powiedziała już znacznie ciszej.
– Ale… jak to odmówiła? – zapytała Maruda.
– Lepiej: ale jak to zaprosił? – zapytała Zielon.
– Tego nie było w scenariuszu – wymamrotała Drach.
– Przestraszyłam się.
– Czego? – zdziwiła się Zet.
– Przecież te zombie to już dawno było – powiedziała Gagata.
– Ale zaraz, co z Lemotą? – zapytała Zielon.
Drach nic nie powiedziała, poprawiła tylko okulary i czekała na rozwój wydarzeń.
Dla Amelii było to zbyt wiele. Wtopiła się w poduszki. Dość dosłownie. Bo Gryfoni często się topią w poduszkach, gdy się robią czerwoni.
– Powinnaś coś powiedzieć – doradziła jej Drach. Nie wiadomo, czy chodziło jej o spójność scenariusza, czy po prostu chciała zabrać jedną z poduszek, które okupowała Amelia, czy też może zainteresowała ją całą ta historia i liczyła na jakieś krwiste szczegóły.
– Czydasiętojakośodkręcić?
– Ciesz się, że Lemota o tym nie wie – powiedziała Zielon, odczuwając niesamowity przypływ rodzinnej solidarności. Nie na tyle duży, żeby Amelię samodzielnie uszkodzić, ale wystarczający, by nie dawać jej dobrych rad.
– Na pewno się da – zaoferowała jednak Zet. – Powinnaś z nim pogadać.
– A właściwie co się z nim działo po zombie apokalipsie? – zapytała Maruda.
– Słyszałam, że od tego czasu zamienia się w wilkołaka – powiedziała Gagata, która usłyszała to kiedyś od Holly, ale, wiadomo, Holly nie można wierzyć.
– Przecież to się zdarzyło niedawno – zauważyła Drach. – Nie było jeszcze pełni nawet.
Gagata wzruszyła ramionami.
– Ej, co ze mną? – zawołała Amelia. – Jatumamproblempoważnypoważnypoważnybardzopoważny!
Ale o niej zdążyli już wszyscy zapomnieć.
– Podobno zombie uciekły do Zakazanego Lasu – dodała Zielon.
– A ja słyszałam, że jakaś walnięta Ślizgonka chciała je oswoić – powiedziała Zet.
– Eta? Po co jej więcej?
Zet wzruszyła ramionami.
– A bo ja wiem? W końcu to Ślizgonka – mruknęła, jakby bycie Ślizgonem tłumaczyło wszystkie dziwactwa.
– Spokojnie, dziołchy, spokojnie, wróćmy do tego, co… – zaczęła Drach.
– Do tego, co zrobiłam? – zapytała Amelia. Miała wyjątkowo bezradną minę i nawet te poduszki jej nie pomagały. W niczym. Bo ogólnie w czymś powinny, w końcu zachomikowała wszystkie w zasięgu rąk.
– No.
– Ale… ale co teraz? – Amelia pociągnęła nosem i nawet jeśli wygladała wyjątkowo smętnie, to pociągnięcie to było raczej teatralne.
Drach rozejrzała się po pokoju, aż w końcu zobaczyła zegar.
– Na pewno nie kolacja – oświadczyła.
Gagata parsknęła śmiechem. Niezły suchar rzadko się zdarzał.
Amelia westchnęła. Zet też westchnęła, chociaż najpierw się zaśmiała. Kolektywne westchnięcie wydarło się później ze wszystkich gardeł, ale niewiele to zmieniło w sytuacji każdej z Gryfonek.
– To może podwieczorek? – zaryzykowała Zielona.
– Nie, skrzaty nie wydają podwieczorków, od czasu tej sprawy z zombie mają nas chyba trochę dość. Ostatnio nawet wyrzuciły z kuchni Pe – odpowiedziała Zet.
Zielon wyraźnie się zasmucił. Podwieczorki są ważne. Może jakiś mały bunt…?
Bunty są jednak niezbyt Gryfońskie, to znaczy bunty w takiej sprawie. Gdyby dorobić do tego większą ideologię – jasne. Ale podwieczorek, nawet jeśli ważny, nijak się miał do zbawiania świata.
– To chociaż ciągutki…? – spytała smutniutka jak malutki szczeniaczek.
– A ma ktoś? – zainteresowała się Drach. – Albo chociaż czekoladowe żaby?
Amelia miała, ale ona już dawno się stopiła i ani jej na myśl nie przyszło, żeby się podzielić. Cierpiała cierpieniem najokrutniejszym i zapomniała o swoich żabach. Szkoda. Może rozwinęłaby sie jakaś akcja?
– Podobno Pe miała sprzedawać ciasteczka – powiedziała Zet, a chwilę potem ziewnęła. Trzy godziny rozmowy o niczym ją wykończyły.
– C-ciasteczka? – znikąd zmaterializowała się Aniołak.
Dziewczyny niemal krzyknęły z wrażenia, bo jak to – czyżby Aniołak stała się duchem, żeby im tu tak deusexmachinić bezkarnie? Na szczęście Aniołak równie szybko zniknęła i wszystko powróciło do normy.
– C-ciasteczka? – znikąd zmaterializowała się Aniołak.
Dziewczyny niemal krzyknęły z wrażenia, bo jak to – czyżby Aniołak stała się duchem, żeby im tu tak deusexmachinić bezkarnie? Na szczęście Aniołak równie szybko zniknęła i wszystko powróciło do normy.
– To było… dziwne – mruknęła Maruda.
– Ale ożywiło akcję – zauważyła Drach.
– Tyle tylko, że nie przybliżyło nas do faktycznych ciasteczek – dodała Zet.
Wszystkie kiwnęły głowami.
– Znaczy się… nie pomożecie mi? – zapytała Amelia. – Ja tu sobie życie zmarnowałam!
– Jak? – usłyszały męski, ciepły głos.
Amelia obejrzała się za siebie, wbiła wzrok w bardzo przystojne źródło głosu i wydała z siebie ni to pisk, ni to skowyt, po którym przyszło kilka niezrozumiałych słów, a następnie ni to westchnienie, ni to jęk. Dźwięki te nie układały się w żaden sensowny komunikat i, najwyraźniej świadoma tego Amelia, poderwała się z miejsca. Pisnęła coś jeszcze, potem walnęła się w czoło otwartą dłonią i uciekła do dormitorium najszybciej, jak tylko mogła.
Drach zaniemówiła.
A szkoda, bo mogłaby znaleźć przynajmniej jeden punkt łączący to, co się stało, ze scenariuszem – zakończenie.

Advertisements
Chapter 28 (Moll, Niewiadoma, Penny, Amelia, Drach, Zet, Zielon, Aniołak, Maruda, Gagata)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s