Chapter 22 (Lemot, Aniołak, Lam, Kon, Till, Humb, Morel, Kit, Eta, Hasz, Lori, Pe)

Dzień, w którym miał się odbyć mecz Krukonów ze Ślizgonami w końcu nadszedł. Wszyscy byli niezwykle podekscytowani, między innymi dlatego, że w tym roku po raz pierwszy dyrekcja postanowiła złamać odwieczne zasady gry w quidditcha na terenie Hogwartu i zorganizować dwa razy więcej spotkań niż zawsze. To znaczy zapewnić przegranym możliwość rewanżu (lub wygranym szansę na potwierdzenie swojej wyższości). Dlatego właśnie uczniowie co i raz trafiali na jakiś mecz, nie dziwił ich nawet fakt, że był dopiero koniec października, a tu już drugi mecz.
Kit rzucała złowrogie spojrzenia całej swojej drużynie, przy okazji przeżuwając tosta. Nie podobało jej się, że Hasz nie je. Pałkarz musiał być najedzony, w innym wpadku całej drużynie groziła śmierć. Albo przegrana. Nieważne, dla Kit to były niemal synonimy.
– Jedzcie, szybko – pogoniła wszystkich, co i raz zerkając na stół Krukonów, przy którym Lemota wprowadzała równie nerwową atmosferę.
Z tym, że Lemota miała jeszcze jeden problem – połowa drużyny nienawidziła jej, bo ta umawiała się z Syriuszem Blackiem.
– Zapomnijmy na chwilę o urazach i skupmy się na skopaniu gadzich tyłków, co? – zaproponowała po raz kolejny.
Odpowiedziały jej dwa nieśmiałe kiwnięcia głową. Reszta bawiła się swoim jedzeniem, unikała kontaktu wzrokowego, a Aniołak nawet zajmowała się szydełkowaniem. Wszystko, żeby tylko nie patrzeć na Lemotę.
– Aniołak! Odłóż to albo wylatujesz! TERAZ.
Aniołak odłożyła robótkę, ale nadal nie nawiązała kontaktu wzrokowego. Nie chciała wylecieć z drużyny, zwłaszcza że była ścigającą, a Krukoni mieli kilku rezerwowych ścigających. Gdyby była obrońcą…! Nie, i tak by nie odeszła, lubiła quidditcha.
– Będzie jeszcze chwila wolnego czasu przed meczem? – zapytała Lama, która nie była obrażona na Lemota z powodu Syriusza, ale termin meczu jej nie odpowiadał, miała ćwiczyć grę na wiolonczeli.
– Oooo, to dobre pytaaaanieeee – zaśpiewała Kon. Nie wyszło jej to tak dobrze, jak chciała, ale się starała. Fakt, że zależało jej na wolnym czasie, sprawił, że przełamała swoją niechęć wobec pani kapitan.
– Nie. Nie mieliśmy wystarczająco dużo treningów. Musimy się porządnie rozciągnąć.
Odpowiedział jej pomruk niezadowolenia. Krukonki nie były ani trochę zmotywowane.
– Chcecie tak po prostu dać im wygrać? – Lemota zakrzyknęła, teraz już porządnie wściekła. – I to z powodu kawałka męskiego tyłka? Wstyd!
– Oczywiście, że nie! – odpowiedziała Aniołak. – Chodzi nam też o klatę. Lubimy klaty, prawda?
Reszta drużyny niemrawo pokiwała głowami; nie wiadomo, czy dlatego, że nie lubiła klat w ogóle, czy tylko klaty Syriusza Blacka.
Lemota wstała.
– Widzimy się na boisku. Wszyscy. Pół sekundy spóźnienia i wylatujecie. Też wszyscy.
Pomruk niezadowolenia był tym razem głośniejszy, ale nie podniosły się żadne głosy protestu. Drużyna dokończyła śniadanie i pomaszerowała w stronę boiska, odprowadzana zatroskanymi spojrzeniami innych Krukonów, którzy martwili się o wynik meczu i o zakłady, jakie poczynili.

***

Ślizgoni siedzieli w szatni z dość nijakimi wyrazami twarzy.
– Będzie padać – zauważył filozoficznie Malfoy, poprawiając fryzurę.
– Uważaj, M., bo ci żel spłynie – rzuciła Hasz, która zajęta była z kolei wiązaniem sznurowadeł. Zawsze zwracała na nie uwagę, bo raz nie zwróciła i okazało się, że Huncwoci je kompletnie poplątali.
Malfoy posłał jej gromiące spojrzenie, którego Hasz nie zauważyła.
– Lori, wyspałaś się? – upewniła się Kit. Naprawdę liczyła na skupienie i dobry wzrok Lori.
– Ja-aaa-sne – odparła Lori, ziewając przeciągle. – To z podekscytowania – dodała.
Kit westchnęła i przeniosła wzrok na Etę (która wygładzała fałdki na swoim stroju i co jakiś czas zerkała na Wilkesa), potem na chłopaczka od Ety (który zerkał na Etę), a w końcu na Wilkesa (który na nikogo nie zerkał, bo był zbyt skoncentrowany; Kit poczuła, że go naprawdę lubi).
– W porządku, wszyscy gotowi? – zapytała. Nie przewidywała odpowiedzi negatywnej.
Wszyscy kiwnęli głowami. Wszyscy poza Lori, która…
– Czy jest jeszcze czas na siku?
Kit była rozdarta wewnętrznie. Wiedziała, że nie ma czasu, ale nie chciała też, żeby jej szukająca była zdekoncentrowana z powodu zbyt pełnego pęcherza.
– Tylko szybko – warknęła. – I tylko Lori – dodała, kiedy zobaczyła, że jeszcze parę osób wstało, jakby chciało ustawić się w kolejce.
– To jest niesprawiedliwe, Kit, wszyscy mamy potrzeby – zauważyła Hasz.
– Mieliście czas, żeby je załatwić – odpowiedziała Kit, gotowa bronić wejścia do łazienki własnym ciałem. Musieli wyjść na boisko o czasie, i musieli wyglądać dumnie. I zwycięsko. To połowa sukcesu.
Drugą połową było to, żeby Malfoy nie zapomniał, która strona miotły to przód.
– Kit, ale… – zaczęła Hasz, ale w tej samej chwili Lori wyszła z łazienki, a z boiska rozległ się dźwięk oznaczający, że obie drużyny mają się przygotować do wyjścia.
– Nie ma czasu, szybko – popędzała ich Kit, sprawdzając, czy wszyscy mają zawiązane sznurówki i czyste spodnie. No i czy nie zapomnieli mioteł.
Wyszli na boisko. Słońce… Słońce nie raziło ich w oczy, bo lało jak diabli. Gdzieś z tyłu dało się słyszeć jęk Malfoya. Kit skrzywiła się. To nie była prawidłowa postawa.
A co miała powiedzieć Lemota? Jej nikt nie chciał słuchać.
Ślizgoni stali w rzędzie, większość z nich relatywnie skupiona, a przynajmniej świadoma, po co się tu znaleźli. Krukoni wychodzili z szatni powoli, rozglądali się po widowni. Morela nawet komuś pomachała, po czym potknęła się o miotłę Tilly. Lemota była na skraju załamania nerwowego.
– Jeśli będziecie grać tak, jak się tego spodziewam – zastrzegła – skończycie bardzo marnie.
– Spokojnie, damy sobie radę… jakoś – odpowiedziała Humb.
Lemota uśmiechnęła się słabo. W porządku, przynajmniej szukająca była po jej stronie. Jeśli szybko złapią znicza, mają szanse na wygraną.
Jeśli.
Entuzjastyczny uśmiech Kit odbierał jej resztę nadziei.
Obie drużyny musiały odczekać chwilę, w czasie której padła informacja o składzie, a także reklamy sponsorów (Miodowe Królestwo i sklep Zonka), po czym Lemota i Kit wymieniły uścisk dłoni i w końcu obie drużyny mogły wsiąść na miotły.
Malfoy, o dziwo, wsiadł na nią poprawnie. Gdyby Kit pomyślała o tym przez chwilę, pewnie przypomniałaby sobie, że Malfoy nigdy nie miał z tym problemów – to tylko Hasz rozpuszczała o nim plotki. Ale nie miała czasu myśleć. Musiała grać.
Znicz zniknął gdzieś od razu, a Humb i Lori zawisły wysoko nad boiskiem i rozglądały się za nim. Kafel chwilowo był w posiadaniu Ślizgonów, ale Krukoni próbowali do odbić. Wszystko przebiegało dość sprawnie, póki nie zabrzmiał głos:
– Nieee, ja to zrobię lepiej…! Czy ten mikrofon działa? Działa! Proszę państwa, teraz ja będę komentować, bo nie ma chętny… co? Nie, spokojnie, jasne, że ten knebel cię nie dusi, co to ja? A, no tak, nie ma chętnych, więc postanowiłam się tym zająć, bo wiecie, to jest strasznie ważny mecz, tam gra Aniołak, a ja strasznie Aniołaka lubię, to znaczy ja kocham wszystkich, więc pomachajmy nie tylko do Aniołaka, ale w ogóle do każdego, kto gra, bo to na pewno będzie świetny mecz, o, patrzcie, tam był znicz! Za późno, ale w sumie to nie musiał być znicz, to mogła być błyskawica, w sumie czy to zwykły deszcz, czy burza? Bo niby nie grzmi, ale wydaje mi się, że to już druga błyskawica, a to może być zagrożeniem dla życia graczy, jeszcze się przeziębią i złapią zapalenie płuc i… oooo, to było świetne odbicie, Kit, brawo, moja krew! No dobrze, może nie moja, ale ja też świetnie odbijam czasami, więc rozpoznałam dobre odbicie, kiedy je zobaczyłam, no, dalej, Aniołak ma kafla, brawa dla niej, nawet jeśli Eta obroni, Etę też lubimy, więc jej to jakoś wybaczymy!
Aniołak nie miała kafla na długo – zaraz odebrał jej go Wilkes, był, bądź co bądź, znacznie większy i silniejszy. Nie miał najmniejszych problemów z szybkim zawróceniem, bo Kit groziła pałką wszystkim, którzy chociaż próbowali się zbliżyć. Ze zdobyciem gola też nie miał, bo Tilly nie miała szans przy tak silnym uderzeniu.
– I tak oto drodzy państwo 10:0 dla gadów!
Ślizgońskie trybuny zaczęły klaskać; pojedyncze oklaski dochodziły też z innych sektorów – niektórzy z uczniów brali udział w zakładach i byli realistami, woleli obstawić wygraną Ślizgonów, gdy tylko zobaczyli, w jakiej rozsypce jest drużyna Krukonów.
– Krukoni kontratakują! – krzyknęła Pe. – Nie, nie, proszę zostawić ten mikrofon, ja jestem świetnym komentatorem, nieeee!
Widzowie przez chwilę przestali słuchać przepychanki, która miała miejsce przy mikrofonie i utkwili wzrok w Humb, która nagle zanurkowała. Lori była tuż za nią, ale zanim nawet się zrównały, złoty punkt zniknął. Wzrok widzów powędrował w kierunku kafla, który w tym momencie trzymał Malfoy.
– MALFOY, TY GLIZDO, ODDAWAJ TEGO KAFLA! – Pe odzyskała mikrofon. – DAJECIE, KRUKI, LEMOT, Z ŁOKCIA GO!
Malfoy jednak nie oddał kafla, ściskając go dzielnie ruszył w kierunku krukońskich pętli, ale tym razem Tilly udało się go wybić daleko, daleko w stronę środka boiska, gdzie złapała go Kon, ale była tym faktem na tyle zaskoczona, że Wilkesowi udało się go zabrać i przystąpić do próby zdobycia kolejnych punktów.
Próby, niestety, udanej.
– 20:0 dla węży. NA CO CZEKACIE, KRUKI?! – krzyknęła Pe.
Nie wiadomo, na co Krukoni czekali, co doprowadzało Lemotę do szału. Ze wszelkich sił starała się przechwycić kafla, ale Aniołak i Kon starały się grać nim między sobą, całkiem pomiając swoją panią kapitan. Oczywiście Ślizgoni doskonale wykorzystywali takie wewnętrzne osłabienie drużyny przeciwnej i w ciągu kilku minut wynik skoczył do 50:0. Znicza nadal nie było widać.
– A słyszeliście ten dowcip? – Pe już dawno przestała komentować grę. – Jest sobie pan hrabia na plaży i sobie pływa… Wiecie, morze a może ocean? Pewnie morze. Takie Śródziemne. Fajnie, nie? No i pan hrabia sobie pływa i patrzy przez swój monokl, bo to angielski hrabia, i widzi: rekin. To może jednak nie Śródziemne? Gdzie w Śródziemnym rekiny… To chyba w jakimś Egipcie czy gdzieś indziej… Ja nie jestem za dobra w geografii. Niemniej, pływa sobie w morzu albo oceanie, bo teraz to już nie wiem, pan hrabia w monoklu i widzi rekina! Krzyczy więc do swojego Jana, bo ten jego sługus to się Jan zawsze w tych dowcipach nazywa, bo mugole to nie mają skrzatów tylko innych mugoli… No i on krzyczy: Janie, nóż! A Jan na to, i uważajcie, bo to puenta i będzie śmiesznie… No to Jan na to: hrabio! Bo on zawsze do hrabii hrabio mówił, jak gdyby ktoś mógł nie zauważyć monokla, no i melonik się pod wodą nie mieścił… No i on, ten Jan, ten jego sługa, taki mugolski skrzat, mów: Hrabio! I jak ja go sobie teraz wyobrażę, o mamo, taki cienki głosik i kalesony… Kalesony to są takie majtasy do pięt, mugole to też noszą, bo im w kolana zimno… No więc on w tych kalesonach mówi i uwaga, bo to żart: Hrabio! Nóż do ryby?
Trybuny ryknęły śmiechem, co źle wpłynęło na koncentrację graczy. Ktoś oberwał tłuczkiem, kafel wypadł z rąk Malfoya, a znicza… Znicza nadal nie było!
W końcu! Lemota dostała kafla. Tak była tym zdziwiona, że zagubiła się na chwilę i zanim zdążyła ustalić, co się dzieje, otaczali ją pałkarze Ślizgonów. Niedobrze. Nie wiedziała, jak niby miała się pomiędzy nimi prześlizgnąć do bramki.
Próbowała zanurkować, rozglądając się za Kon i Aniołakiem. Któraś z nich była jej natychmiast potrzebna, była przekonana, że jeśli nie odda kafla, to w ciągu najbliższych pięciu sekund oberwie tłuczkiem.
Nikt jednak nie miał zamiaru przychodzić jej z pomocą.
Kątem oka widziała śmigającą obok niej Lori i zaczęła się zastanawiać, czy Ślizgoni zaraz złapią znicza. Potem poczuła, że kafel wyślizguje jej się z rąk, a ona sama zaczyna tracić wysokość.
Trybuny wydały z siebie jęk przerażenia, kiedy stało się jasne, że Lemota zaraz się rozbije. Potem wydały z siebie okrzyk ekscytacji, kiedy zauważyły, że Lori zbliża się do znicza. A potem kolejny jęk przerażenia.
– Wiecie, co robi samobójca w łazience? – spytała Pe, ale nie… Nie udało jej się dokończyć dowcipu. Bo oto i Pe zamarła.
Lemota upadła na ziemię w tym samym momencie, w którym Lori złapała znicza. Tłum nie wiedział, jak zareagować, więc przez dobrych parę sekund trwała cisza. Potem obie drużyny wylądowały na ziemi, a kadra nauczycielska zeszła z trybun i ruszyła w stronę poszkodowanej.
– Co się stało? – zapytała Lori, która nie widziała wypadku, za bardzo koncentrowała się na zniczu.
– Nie mam pojęcia – odparła Kit, która w jednej chwili miała zamachnąć się na Lemotę pałką, a w drugiej obserowała, jak Krukonka spada. – To było… Może zasłabła?
– Kogo to obchodzi, wygraliś… Ał, nie depcz mnie, Krukonico – warknął Malfoy.
– To musiała być klątwa! – orzekła Tilly.
– I może jeszcze powiesz, że to nasza wina? – zapytała wyzywająco Hasz.
– Fakt, że chcesz się bronić, zanim jeszcze padło oskarżenie, nie świadczy najlepiej o twoim sumieniu – powiedziała Lama.
– Mamy sumienia czyste jak prześcieradła po wiosennych porządkach – odpowiedziała Kit. – Nie próbujcie nawet nic sugerować. Żadne z nas nie podniosło na nią różdżki.
– To może wasi kibice, co? – zapytała Humb.
– A może po prostu któraś z tego tłumu zazdrosnych o nią dziewczyn? – zaryzykowała Eta.
– Może i cały fanklub Syriusza jest o nią zazdrosny, ale żadna z nas by tego nie zrobiła, mamy swój honor – odpowiedziała Aniołak.
– Ooo, i czyje sumienie się teraz odzywa? – wtrąciła Kit.
– To nie kwestia sumienia – zaczęła Kon – ale raczej…
– I tak wygraliśmy, prawda? Nawet jeśli spadła? – dopytywał się Wilkes.
– Jesteście bezdusznymi gadami! – krzyknęła Morela.
– Czy ktoś mnie w końcu do niej przepuści? – krzyknęła pielęgniarka, której jak zwykle nikt nie słuchał.
– Jeśli coś jej się stanie, będzie to spoczywało na waszych sumieniach – rzuciła któraś z Krukonek, a potem wszystkie odsunęły się na stosowną odległość, żeby dopuścić pielęgniarkę.
Ślizgoni też się odsunęli. Kit kazała im zostać i wyglądać na wzburzonych całym zajściem, a sama poszła szukać kogoś, kto odpowie na ich palące pytanie: wygrali ten mecz czy nie?
Biedna Lemota dalej leżała na ziemi i nikt nie wiedział, co tak naprawdę się stało. Mina pielęgniarki niczego nie zdradzała.

Advertisements
Chapter 22 (Lemot, Aniołak, Lam, Kon, Till, Humb, Morel, Kit, Eta, Hasz, Lori, Pe)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s