Chapter 18 (Penny, Moll, Niewiadoma, Lori, Marta, Cam, Hasz, Soł, Kit)

Salon Ślizgonów już dawno nie był świadkiem czegoś dziwnego. Oczywista, działy się tu różne rzeczy – Ślizgoni to jednak były silne osobowości. Nawet jeśli ich siła objawiała się jedynie w byciu bubkiem i sekretarką, jak to było w przypadku Malfoya. Który, co oczywiste, w tej chwili dziwności siedział właśnie na kanapie i notował w swoim notesiku.
– Chcecie ode mnie… czego? – spytała Penny, obrzucając grupkę młodszych Ślizgonek bardzo dostojnym acz zdziwionym spojrzeniem.
– Chcemy, żebyś nas nauczyła, jak zostać tobą – odpowiedziała Molly, inicjatorka tego spotkania. – Bo ty, Penny, jesteś esencją lodowej kobiecości. Wzorem dla każdej młodej arystokratki.
Penny uniosła jedną brew (co, jak wiemy, robiła idealnie), zastanawiając się, czy wszystkie one naprawdę sądzą, że da się złapać na takie oczywiste pochlebstwo. Dobrze, że tego Regulus nie słyszał, jeszcze zacząłby się nie-elegancko tarzać po podłodze ze śmiechu.
– Zamień nasze kaczki w łabędzie – powiedziała Niewiadoma, która chyba naczytała się zbyt wielu romansideł dla widowni trzynaście minus.
Lori milczała. Wcale nie chciała tu być – ale Molly przekonała ją do tego z pomocą krótkiego szantażu o ujawnienie co to z kolei Lori czyta po nocach.
– Jak to sobie wyobrażacie? – zapytała Penny, która najwyraźniej liczyła na to, że dostrzegą luki w swoim własnym rozumowaniu i zostawią ją w spokoju.
Nie dostrzegły.
– Popatrz na nie tylko, potrzebują pomocy! – stwierdziła Molly, wskazując na wyjątkowo szpetną trzecioklasistkę. – Jeśli ty ich nie uratujesz, to nikt im nie pomoże. Przejdą przez życie nieszczęśliwe jak jakieś… jakieś…
– Puchonki? Gryfonki? – podsunęła Niewiadoma.
Moll wzruszyła ramionami, najwyraźniej uznając, że to wystarczająco obrazowe.
– Są Puchoni o lata świetlne ładniejsze od tego szkaradztwa, Molly – powiedziała Penny, która znała tylko jedną taką Puchonkę. – To krew, kochanie, szlachetna krew w ich żyłach. Z tej tutaj taka czystokrwista jak ze mnie rosyjska primabalerina.
Moll westchnęła ciężko, jakby szpetność trzecioklasistki była jej osobistą porażką.
– Nie możemy pozwolić, żeby one wszystkie tak wyglądały na balu. Zmiany wymagają czasu, więc im wcześniej zaczniemy, tym lepiej. Penny, musisz coś zrobić.
– No właśnie, nasz dom nie może się zaprezentować od złej strony – zgodziła się Niewiadoma.
– Jaki bal…? – zapytała Lori, która wcześniej o niczym takim nie słyszała.
– Bal Bożonarodzieniowy, do którego zostało jeszcze dużo czasu – Penny nużyła ta rozmowa. – Jeśli tak ci zależy by zajmować się tym… tym pospólstwem, to powodzenia, ja mam ważniejsze rzeczy na głowie.
Malfoy-sekretarka, który wszystko skrzętnie notował, wyszczerzył się złośliwie.
– Penny. Jeśli nie ty, to. Kto. Nam. Pomoże? – Moll uznała, że nadużywanie kropek wpływnie pomoże w trudnej sztuce perswazji.
– To trochę jak twój obowiązek, wiesz, jako esencji lodowej kobiecości – przytaknęła Niewiadoma.
– Kiedy to ogłosili? – zdziwiła się Lori, która naprawdę nie była poinformowana i nie rozumiała, jak do tego doszło.
– Nie ogłosili, Rosier wyciągnął to z Jędzy – Jędza to oczywiście nauczycielka transmutacji. Miała ona szczególną słabość do rudych. Penny irytowało nie tylko to, że prosi się ją o coś tak śmiesznego, ale i to, że musi rozmawiać na dwa fronty. – Co mam niby zrobić?
– Przemienić to – tu Moll wskazała na stojące za nią Ślizgonki z młodszych roczników – w to – i wskazała na Penny, a potem, po chwili namysłu, wskazała na siebie i dodała: – albo w to.
Niewiadoma i Lori milczały. Pierwsza z nich czekała na odpowiedź Penny, natomiast druga zastanawiała się, w co powinna się ubrać na bal. Niespecjalnie interesowało ją, jak wypadną inni, ale chciała zatroszczyć się o swoją garderobę, póki miała czas.
– Nie zrobię z was drugiej mnie, przecież na to potrzeba lat ćwiczeń i silnych zaklęć – zaznaczyła Penny. – Ale mogę z was zrobić Molly. To nie powinno być takie trudne. ALE – tu wykonała znaczącą pauzę – wymagam bezwzględnego posłuszeństwa. Zgoda?
Niezbyt atrakcyjne i bezimienne Ślizgonki nie zdążyły nawet zaprotestować, bo Moll posłała im spojrzenie, które miało oznaczać, że albo się zgodzą, albo spotka je coś strasznego. Te z nich, które nie bały się samej Moll, bały się Niewiadomej; teraz, kiedy cały dom wiedział o tym, że jest spokrewniona z Voldemortem, wzbudzała większy strach niż perspektywa egzaminów.
– Ale po co nam ten bal? – spytała Lori, która wciąż znajdowala się z tyłu tej konwersacji.
– Zasługujemy na bal – odpowiedziała jej Moll. – To jasne, że chcą nas pożegnać w dobrym stylu.
– I trzeba na niego założyć sukienkę?
– Oczywiście! Nie jesteś przecież jakąś Krukonką, która cały czas spędza w bibliotece i nie potrafi ubrać się adekwatnie do okazji. – Moll wydawała się przerażona samą tą perspektywą.
Lori nie odpowiedziała. Wszak mogła uważać, że Molly jest nienormalna, ale ta nienormalna Molly miała na nią materiały wystarczająco kompromitujące, by bezwzględnie się z nią zgadzać.
– Będziemy absolutnie posłuszne – powiedziała Niewiadoma, na co Penny przygotowała natychmiasto kontratak:
– Żadnych papierosów.
Tłum zgromadzony za plecami Molly wydał z siebie jęk zawodu, ale nikt nie zaprotestował. Może większość zgromadzonych znajdowała się w podobnej sytuacji jak Lori?
– Przyjdźcie do mnie jutro, dzisiaj dostałam już od was koszmarnego globusa.
– Ale co to… – zaczęła Moll, ale Lori, która coś o globusie wiedziała, kopnęła ją w łydkę.
– Czyli co, jutro po śniadaniu w pokoju wspólnym? – zapytała Niewiadoma, która nie wiedziała nic o globusie, ale też i wiedzieć nie chciała. Wolała po prostu sprecyzować informacje i iść na kolację, bo coś jej mówiło, że ta metamorfoza, którą Molly zaplanowała, będzie znacząco ograniczała spożywane przez nią posiłki.
Penny kiwnęła głową.
I się zaczęło. Penny okazała się być mistrzynią zlośliwych komentarzy. Zaczynając od Niewiadomej i jej “nosa po tatusiu” i przechodząc do tych o wiele bardziej wyrafinowanych. Czego miały się spodziewać? Penny była chodzącym ideałem. A nie ma nic bardziej bezwzględnego od ideału.
Dlatego też Cam i Marta, które spacerowały sobie po Hogwarcie niczego nieświadome, o mało co nie zaliczyły spotkania ze ścianą, gdy zagapiły się na Molly ze stosem książek na jej głowie maszerującą w przeciwnym kierunku.
– Co do diabła…? – spytała Marta.
– Odbiło im – orzekła Cam. – To było nieuniknione. Nie masz nawet pojęcia, co słyszałam dziś rano.
Marta, w rzeczy samej, nie miała pojęcia.
– Szłam akurat na śniadanie i usłyszałam jakieś krzyki. Okazało się, że te wariatki biegały po boisku do quidditcha. Od samego wschodu słońca. Nie wiem, dlaczego uznały, że to dobry pomysł, ale Kit była wściekła, mieli dziś trenować, a przez te biegi nie mogli wypuścić tłuczków.
– I dobrze, może przegrają najbliższy mecz – stwierdziła Marta, którą bardziej interesował quidditch niż dziwne zachowanie Ślizgonów, do którego zdążyła przywyknąć.
– Jasne, mecz jest ważny – zgodziła się Cam – ale o co im chodzi?…
– Może to jakiś zakład?
Cam pokręciła głową, jakby nie mogła zrozumieć tego, co się działo.
– Ale żeby tak wszystkie… Ich tam jest ponad dwadzieścia.
Marta wzruszyła ramionami. Nie miała innych pomysłów.
Jakby tego było mało po chwili zobaczyły i Lori z książkami. Po kim jak po kim, ale po Lori spodziewałyby się wszystkiego – tylko nie tego. W szczególności, że parę metrów za nią szła Penny w gigantycznych okularach przeciwsłonecznych (w zamku!) i z gwizdkiem na szyi, krzycząca:
– Nie spinasz pośladków!
Marta i Cam popatrzyły na siebie i nie musiały nic mówić – obie wiedziały, że tak, stało się to, czego wszyscy się spodziewali. Ślizgonki oszalały. Nieodwołalnie i totalnie.
Lori najwyraźniej jednak spięła pośladki, bo Penny przestała zwracać na nią uwagę i skupiła się na Niewiadomej, która próbowała podtrzymywać książki ręką.
– Moja droga, twoje oczy są i może hipnotajzing, ale z taką postawą możesz co najwyżej polerować srebra ze skrzatami!
Niewiadoma zrobiła minę, jakby chciała walnąć Penny elementem srebrnej zastawy albo może skrzatem, ale szybko zmieniła wyraz twarzy; nie chciała zostać ponownie upomniana.
– Czy ja naprawdę muszę tu być? – zapytała stojąca niedaleko Hasz. Została zmuszona do wzięcia udziału w tych ćwiczeniach od razu, kiedy stało się jasne, że z treningu nici.
– Czy ja naprawdę muszę to być? – spytała Penny, która na chwilę odzyskała własną osobowość. Nie na długo jednak. Szybko wróciła do trybu tap madl i rzuciła: – Ty to masz dobrze! Pomyśl, jakie to było dla czjebie ekspyriens!
– Penny, oszalałaś – powiedziała Kit w przypływie odwagi. – Oddaj mi moje zawodniczki.
Nadal była w stroju do quidditcha; najwyraźniej przez pewien czas zbierała się na odwagę, by sprzeciwić się Penny, ale ostatecznie uznała, że może wyrwać Lori i Hasz z macek samodoskonalenia. Wiedziała, że trening jest im potrzebny, bo bez niego szanse na wygraną spadały do zera. Nie obchodziło jej, czy jej zawodniczki potrafią utrzymać na głowie podręczniki do historii magii, obchodziło ją, czy potrafią utrzymać się na miotle.
– Widzisz, Marto, nie wszystkie oszalały – powiedziała Cam. – Kit się niestety trzyma.
– A dopóki Kit się trzyma, wciąż mogą skopać tyłek Krukonom – odpowiedziała jej Marta.
Dziewczyny chyba zrozumiały, że pełnią tu role greckiego chóru.
– Molly powierzyła mi zadanie doprowadzenia tej kupy kompleksów i czarnej dziury elegancji do porządku – odpowiedziała Penny, patrząc na Kit z wyższością, którą zasłaniały odrobinę jej przeciwsłoneczne okulary. – Tobie też by się przydała drobna… poprawka tu i tam. W szczególności z tym sińcem pod lewym okiem, Kitsune.
Kit prychnęła, jakby chciała powiedzieć, że rany odniesione na polu walki są ozdobą prawdziwego Ślizgona, ale wątpiła, by Penny się z nią zgodziła. Wolała więc ograniczyć się do prostych komunikatów i upierania się przy swoim:
– Świetnie, naprawdę świetnie, bawcie się z Molly w co chcecie, ale oddajcie mi Lori i Hasz. Potrzebuję ich, jeśli mamy pokonać Krukonów. Wiem, że wam też zależy na wygranej – dodała z przekonaniem. – Przyprowadzę wam zastępstwo?
– Kit, łap! – padło nagle z tyłu i zanim Kit zdążyła zareagować, na jej głowie wylądowała książka. O dziwo, nie spadła. Widocznie jej postawa była nienaganna.
– Kto to był? – spytała, zapomniawszy na moment, że była w połowie kłótni z Penny. Odezwała się w niej chęć zemsty, jak również sportowa ciekawość człowieka, który tak ładnie rzuca.
Odwróciła się (książka tkwiła na jej głowie tak, jak tkwiła – Penny była zachwycona Kit zgrabnością) i zobaczyła Soł, która w pozycji jaskółki balansowała na czubku głowy nie tylko książki, ale i swojego kota.
Kit popatrzyła ze zdumieniem, ale szybko sobie przypomniała, że nie może w żaden sposób wykorzystać gibkości Soła do wygrania kolejnego meczu, więc przeniosła wzrok na Penny i miała zamiar wygłosić kolejną mowę, kiedy zdała sobie sprawę, że Penny z fascynacją wpatruje się w Soła. Kit zdjęła książkę z głowy. Penny nie zareagowała. Kit podeszła do Lori i zdjęła jej książki z głowy. Nadal nic. Obie podeszły do Hasz i ją także pozbawiły książek. Penny dalej je ignorowała.
– W porządku, drużyno, idziemy na boisko – oświadczyła Kit. Powiedziała to nieco ciszej niż normalnie, żeby nie wytrącać Penny z tego stanu, w którym się znajdowała.
Soł w tym czasie zdążyła wykonać jeszcze jedną akrobatyczną sztuczkę z książkami i kotem, a obecnie robiła przysiady.
Lori wahała się. Czy powinna uciec z Kit i Haszem? Molly miała naprawdę ciężkie dowody jej winy. Czy warto było ryzykować?
– Lori. – Głos Kit był naprawdę stanowczy. Mogła straszyć nim małe dzieci.
– Ale przecież Penny… – zaczęła Lori, ale kiedy napotkała stanowcze spojrzenie Kit, uznała, że nie warto kończyć tego zdania.
– Nigdy w życiu nie sądziłam, że będę trzymała kciuki za Ślizgonkę – powiedziała Marta – ale chciałabym, żeby Penny udało się je wszystkie zatrzymać w tym szaleństwie.
– Myślisz, że uda im się wymknąć? – zapytała Cam.
– Oby nie.
Tymczasem Kit dalej próbowała odciągnąć Lori od tego siedliska szaleństwa.
– Świetnie wiesz, że musimy ćwiczyć, odpuść sobie to… to, co się tu dzieje – warknęła.
Lori westchnęła. Była rozdarta jak sosna.
– O co w ogóle z tym wszystkim chodzi? – spytała Hasz, która znalazła się tu trochę jakby przypadkiem.
– Molly i Penny przygotowują nas na bal, żebyśmy nie wyglądały jak jakieś… – Lori zamyśliła się na chwilę. – W sumie to nie wiem jak kto, bo padły nazwy wszystkich domów. Ale mamy wyglądać dobrze.
– Jaki bal? – spytała Hasz.
– Bal? Mamy bal? – spytała Marta, na szczęście dość cicho, bo by się wydało, że podsłuchiwały.
– Pewnie Ślizgoni u Ślimaka – odpowiedziała Cam. – No bo niby jaki inny?
– Bożonarodzeniowy – odpowiedziała Lori. – W Boże Narodzenie, no wiesz, w grudniu – dodała, kiedy zauważyła, że na twarzy Hasz maluje się niedowierzanie.
– Wiem, kiedy jest Gwiazdka. Ale dlaczego nikt nam nie powiedział?
Kit wzruszyła ramionami.
– Chodźmy wreszcie, póki Penny jest zbyt zajęta adorowaniem Soła. Raz-raz! – krzyknęła, nie zwracając uwagi na to, kto ją może usłyszeć.
– Bo o tym dowiedział się Rosier. To nieoficjalne.
Marta i Cam spojrzały po sobie. Taka okazja trafia się raz w życiu. Mogły zaklepać partnerów zanim ktokolwiek jeszcze się o tym dowie.
– Dobra, na boisko, już! – Kit naprawdę się niecierpliwiła.
Ostatecznie Lori i Hasz poszły za nią, choć ta pierwsza nie była przekonana do słuszności swojej decyzji. Okazało się jednak, że trening, który Kit tak bardzo chciała odbyć, był najlepszym pomysłem, na jaki mogła wpaść. Następnego dnia, kiedy drużyna Krukonów chciała odbyć swój trening, po boisku biegały nie tylko Ślizgonki, lecz także Gryfonki i pojedyńcze przedstawicielki dwóch pozostałych domów. Wokół nich krążyło kilka osób z gwizdkami, które pilnowały, by nikt nie został za bardzo skopany i nikt się nie obijał. Biegający tłum był zdeterminowany i uniemożliwiał Krukonom rozpoczęcie treningu przez cały dzień, bo wraz z upływem czasu, coraz więcej osób dowiadywało się o balu i decydowało na rozpoczęcie treningu.
Wyglądało na to, że Ślizgoni mieli wygraną w kieszeni, ale ich szanse na oczarowanie wszystkich na balu malały, bo konkurencja pracowała równie ciężko.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s