Chapter 16 (Eta, Lysia, Kicia, Molly, Tibby, Holly)

Tymczasem w zupełnie innej części Hogsmeade, pewna trójka nie mogłaby się mniej interesować tym, co zachodziło właśnie pomiędzy dwoma parami, które opuścimy teraz na przynajmniej jeden rozdział.
Jak to? spytacie i macie rację, wszak czy można się nie interesować ploteczkami? Normalnie pewnie można, ale są na świecie rzeczy ważne, ważniejsze i okrutnie ważne. Każda z wyżej wymienionej trójki miała na głowie swoją ważną sprawę.
Po kolei. Zacznijmy od Ety, która zajęta była drapaniem jednego ze swoich zombiaków za lewym uchem. To ważne zajęcie, prawda? Prawda. Równie ważne, co pilnowanie, by kolejny z zombiaków nie zjadł jej wszystkich słodyczy, które właśnie kupiła w Miodowym Królestwie. Mimo to wydawała się odrobinę rozkojarzona. Dlaczego? spytacie, a ja wam powiem, żebyście do jasnej anielki przestali pytać, bo taka ciekawość zabiła już niejednego kota. Dlatego, że w głowie jej był tylko Wilkes, jako sprawa okrutnie ważna, może nawet bardziej okrutna niż ważna.
Bo, drodzy moi państwo, Eta była klasycznym przykładem syndromu sztokholmskiego, o czym przekonają się państwo na własnej skórze już za chwilę. Jednak nie uprzedzajmy faktów. Na razie skoncentrujmy się na tym, że Eta wzdychała właśnie do swojego oprawcy na tyle intensywnie, że prawie wsadziła zombiakowi palec do oka. Zła Eta!
Kicia, druga z trójki, miała na głowie coś zupełnie innego. Transmutację. No za Chiny Ludowe nie chciały jej się te łyżeczki słuchać. A test zbliżał się i zbliżał. Dlatego też siedziała po ecinej lewicy i próbowała zamienić łyżeczkę w kurczaka. Oczywiście mogła poprosić o pomoc Lysię, ale jej duma na to nie pozwalała. Była Ślizgonką, a Ślizgonki nie proszą o pomoc. Nawet ludzi, którzy są dobrzy w wyczarowywaniu kurczaków.
Dlatego też Kicia z zacięciem przeżuwała truskawkową mordoklejkę i próbowała, i próbowała, i próbo… Bo nikt jej nie powiedział, że z tą mordoklejką w ustach to jej się na pewno nie uda.
Trójkę dopełniała wspomniana już Lysia. O Lysi nie ma czego powiedzieć, bo i niczego nie było w jej głowie. Siedziała i piła sok pół-żurawinowy i pół-pomaranczowy (czym doprowadziła barmana do rozpaczy), i bawiła się słomką. Lysia miała adhd. Przepraszam.
Sytuacja pewnie nie stałaby się bardziej dynamiczna – bo oni kurczaków miało nie przybyć ani słów wypowiedzianych – gdyby nagle za plecami Eciaka nie wyrósł jej oprawca i kochanek, Wilkes zwany jedynie przez Lysię Persusem.
– Dzień dobry, kruszynko, co to, jemy słodycze na śniadanie?
Lysia miała ochotę dać mu w pysk, bo chociaż lubiła Wilkesa, to zupełnie nie rozumiała, dlaczego postanowił traktować Etę tak koszmarnie. Nawet ona nie mogła go przekonać do tego, że Eta jest człowiekiem. Cóż. Może myślał, że była zombie…?
Gdyby Kicia to usłyszała, powiedziałaby, że to obrzydliwe, a Lyśka jest głupek.
Eta zaś promieniała. Kruszynka! Awansowała na kruszynkę! To takie… kruszynkowe.
Wilkes uśmiechnął się do niej mrocznie, w końcu był mroczny. A potem wyciągnął rękę w jej kierunku.
Eta zamarła. Lysia zdecydowała, że w razie czego da mu w pysk. Kicia, cóż, Kicia nie zwracała na nie uwagi, bo jednej z łyżeczek właśnie wyrósł dzióbek.
A Wilkes… Wilkes zrobił coś bardzo mrocznego.
Ułożył jej ze słodyczy uśmiechniętą buźkę.
Buźka nie była sama w sobie mroczna w najmniejszym nawet stopniu i Eta poczuła, że w sercu wzbiera jej fala czegoś, co nie było ani trochę ślizgońskie (i nie była to ochota na proszenie o pomoc przy transmutowaniu).
– Oczy są krzywo – zauważyła Lysia.
Kicia nic na zauważyła, w dalszym ciągu próbując przetransmutować łyżeczkę, ale możemy podejrzewać, że gdyby zauważyła, zjadłaby jedno oko, co rozwiązałoby problem krzywości, ale zaburzyłoby ogólny układ mordki i sprawiło, że stałaby się okropnie niesymetryczna.
– To prześliczne – powiedziała Eta, której pluszowe serduszko miało ochotę wybuchnąć z radości. W końcu nie co dzień zdarzało jej się jeść buźkę od Wilkesa.
Wilkes pokiwał głową, najwyraźniej całkiem z siebie zadowolony, ale nie uśmiechnął się zbyt szeroko. Możliwe, że drgnęły mu tylko kąciki ust. Ale to wystarczyło, by dało się poznać jego samozadowolenie.
– Ooo, jakie to śliczne – zauważyła Kicia. Nie zjadła jednak żadnego z krzywo ułożonych oczu, ale chwyciła inny, niezaangażowany w tworzenie buźki cukierek i szybko go zjadła. Możliwe, że próbowała się w ten sposób leczyć z depresji, w jaką wpędzała ją wizja zbliżającego się testu z transmutacji. Możliwe też, że była po prostu miła.
– Proszę, możesz ją zatrzymać – powiedział Wilkes, a potem… potem…
Ecie zrobiło się bardzo przykro, gdy jej wilkesowa buźka znalazła się w posiadaniu Kici. Zwykle Eta bardzo kochała Kicię, ale teraz zżerała ją zazdrość. A Wilkes? Wilkes wciąż się mrocznie uśmiechał.
– Wybaczcie, moje drogie panie, że tak wam przeszkodziłem, ja tylko na chwilę, moja dama na mnie czeka – powiedział po chwili, przyglądając się Ecinowemu smutkowi z dziwną satysfakcją. – Bywaj, kruszynko.
Eta w odpowiedzi posłała mu niezwykle smętne spojrzenie. Chciała też pomachać, ale zanim się na to zdobyła, Wilkes przestał patrzeć na ich stolik i bezczelnie sobie odszedł. Kicia tymczasem zajęła się krzywymi oczami buźki i zjadła to znajdujące się po lewej stronie. Zdecydowanie przedtestowa depresja.
– Co za ch…
– Lyś, czy ty nie uważasz, że ty za dużo przeklinasz? Może byś w końcu przestała? Bo niedługo zaprzecinkujesz nas na śmierć!
Lysia przestała, choć z jej miny można była wywnioskować, że wcale tak nie sądziła, a jedynie wyświadczała innym przysługę i dlatego nie dokończyła zdania. Potem przybrała minę urażonej niewinności.
– Chciałam powiedzieć “cham” – oświadczyła.
Zanim Eta zdążyła ruszyć na pomoc honorowi swojego oprawcy, Kicia zadała najważniejsze pytanie całej sceny. Pytanie, które nurtowało wszystkich praktycznie od… od paru notek.
– Dlaczego nie zrobisz tego, co Lemota?
Przez chwilę panowała cisza; w końcu nikt poza Lemotem nie zrobił tego co Lemot. Nikt nie poszedł za jej przykładem i nie zaprosił nigdzie nikogo, kogo od pewnego czasu adorował z daleka. A przynajmniej o nikim takim nie mówiły krążące po Hogwarcie plotki.
Eta tymczasem spojrzała na Kicię z pewnym zdziwieniem, jakby odpowiedź na jej pytanie była tak oczywista, że nawet nie wymagała werbalizacji. Możliwe też, że odpowiedź taka tkwiła w etowej podświadomości i nie była odgrzebywana od dłuższego czasu, więc nie przeszła powtórnej weryfikacji, w czasie której mogło się okazać, że jest to błędna odpowiedź. Tego jednak nie wiedział nikt, może z wyjątkiem Ety.
– Bo Persus już ma dziewczynę? – Lysia uratowała Etę od niewygodnego pytania. W końcu po coś się ma przyjaciół, nie? Trzeba było się upewnić, że nikt przez przypadek nie powie tego, co wszystkie chciały powiedzieć.
Wilkes powiedziałby nie.
Wilkes powiedziałby nie, a potem upewniłby się, że wszyscy o tym wiedzą. Na czele z eciastym chłoptasiem, oczywiście, a ładnie to tak łamac poetom serca?
Kicia spojrzała wyjątkowo poważnie, co było dość trudne, jako że przeżuwała akurat kolejny element buźki. Może to i była śliczna buźka, ale w kwestii bardziej adekwatnych określeń ‘słodka’ byłoby lepsze. W końcu jednak uznała, że moż zaryzykować wypowiedzenie się bez utraty przeżuwanego pokarmu:
– Ale nie możesz się tym tak gryźć, to niezdrowo. Jeszcze z tego zmartwienia dostaniesz zmarszczek albo złamiesz nogę. Powinnaś z nim pogadać i zaprosić na absolutnie przyjacielską herbatę bez zobowiązań.
Byłaby to niezła rada, gdyby ton, jakim zostało wypowiedziane ostatnie zdanie, nie sugerował, że chodzi o herbatę ze śniadaniem, jakkolwiek to brzmi.
Lysia próbowała jej zasugerować, że to zły pomysł. Jednak Lysia nie była Ślizgonką, nie potrafiła więc odtworzyć żadnej ze słynnych min wężowatych. A szkoda. Bo to, żeby Eta nie brała sobie do serca tej rady było… było bardzo ważne.
– Molly to nasza koleżanka.
Eta parsknęła coś, co brzmiało jak: taa, jasne, ale nie wyraziła tej opinii publicznie. Lubiła kiedyś Molla. Kiedyś. Zanim ta postanowiła wieszać się dla pieniędzy na miłości jej życia.
Nie ma litości dla takich… Dla takich…
– Pójdę – powiedziała głośno, bo uwaga o Molly sprawiła, że chciała jej dokopać.
Postanowiła skorzystać z tej sekundy adrenaliny i wstała od stołu.
Lysia była w szoku. Chyba zamieniła się w słup soli z powodu cudzego rozpustnego życia.
Tymczasem Eta kroczyła do stolika, gdzie siedzieli Wilkes, Rosier i, oczywiście, Molly, uwieszona na wilkesowym ramieniu. Nie wiedziała, na ile wystarczy jej tej odwagi. Sądziła, że na długo. Poprawka – sądziła, że na długo zanim spojrzała w Wilkesowe oczy.
Molly rzuciła jej najbardziej obłudnie przyjacielskie:
– Dzień dobry, kruszynko!
Uznała bowiem, że jeśli sama będzie nazywać Etę kruszynką, to jakoś zmniejszy wagę używania tego określenia przez Wilkesa. Nie zmniejszyło.
– Jak tam? – spytał Rosier, który ogólnie byłby fajnym facetem, gdyby nie był mordercą.
Eta uśmiechnęła się do niego ostatkiem sił. Odwzajemnił uśmiech. To podładowało odrobinę jej wolę działania.
Czarne oczy Wilkesa.
Studnia mroku.
Energii nie wystarczyło.
– No bo ja ee ja się tak.. Bo my mamy te kurczaki i… I ja niespecjalnie, no wiesz, kurczaki to nigdy nie były moje buty i… Możemógłbyśmipomóc? – spytała, co nijak nie przypominało tego, co zrobiła Lemota.
Molly zamarła. Rosier wyszczerzył się do swojego piwa.
Cisza, która zapadła była męcząca, ale krótka. Widocznie Wilkes zauważył, że Eta jest na skraju omdlenia.
– Dlaczego miałbym dla ciebie marnować swój czas, kruszynko? Myślisz, że nie mam ciekawszych zajęć?
Serce Eciaka zaczynało pęknąć. Gdyby tylko wiedziała…
– Metoda trzech ka. Kino, kolacja, potem kopulacja – Holly szczerzyła się do niespecjalnie uważającej na nią Lyśki (która bała się o Eciaka strasznie strasznie), do bardzo uważającej na nią Kici (w końcu głosiła ważne prawdy życiowe) i bardzo zmarnowanej Tibby.
Jakim cudem Gryfonki znalazły się z nimi przy stoliku? spytacie znowu, te wasze pytania są takie męczące! Odpowiedź jest prosta. Też nie umiały wyczarowywać kurczaków.
– Gdybyś pomyślała o tym wcześniej, Tibs, nie musiałabyś się przed Rogatym chować.
Tibby poczerwieniała. Wolała, by nikt publicznie nie opowiadał o jej życiu seksualnym. Tym bardziej nie przy jakiejś Ślizgonce, którą ledwo znała i tej blond psychopatce.
– Biedna Eta… – mruknęła Lysia.
– A co, kopuluje już po obiedzie?
Kicia parsknęła śmiechem, co nie było najlepszym pomysłem, bo akurat była w trakcie kolejnej próby transmutowania łyżeczek. Skutki przemilczmy. Lysi nie było tak do śmiechu, nadal wyglądała na zmartwioną. Tibby się lekko skrzywiła, ale nie aż tak, jak mogłaby się skrzywić, gdyby ktoś próbował dyskutować o kopulacjach odbytych przez nią.
– Z kim Eta to wiemy – Kicia wydukała przez śmiech. – A ty? – zwróciła się do Gryfonki, której imienia nie znamy. – Z kim?
Gryfonka spojrzała na nią z najwyższym zdumieniem. W końcu była tylko statystką, nie miała nawet imienia, nie mówiąc nawet o kontrakcie na żadne kwestie dialogowe.
– Skąd wam się ciągle biorą te kopulacyjne tematy? – zapytała Tibby, chociaż jej pytanie w żadnym stopniu nie przybliżało ich do zmiany tematu.
– Z tego, że nie rozmawiałaś z Jimem już ponad tydzień, a ja wiem, co się dzieje, jak Jima ktoś unika tak długo.
– Jima? Jakiego Jima? – spytała Kicia, która kochała plotki.
Holly wyszczerzyła wszystkie swoje zęby.
– A ile znasz TYCH Jimów?
Kicia zamyśliła się. Nie znała po prawdzie żadnego. Jim to takie paskudne imię, pomyślała, chociaż… Chociaż może powinna była tak nazwać buźkę od Wilkesa? Cóż. Na to było już za późno. Buźki nie było.
Usmiechnęła się przepraszająco.
– Chodzi jej o Pottera – mruknęła Lysia, którą naprawde denerwowało to, że straciła Etę z oczu. Cud, że nie rzuciła sie, by ją znaleźć.
– A. – Kicia pokiwała głową. – Naprawdę? – zapytała Tibby, która wyglądała, jakby chciała odejść od stolika.
Czemu nie odeszła – nie wiadomo. Być może szukała miejsca, w którym będzie możliwie mało Gryfonów, a stolik ze Ślizgonkami (w tym momencie: Ślizgonką, ale nie czepiajmy się drobiazgów) wydawał się dobrym pomysłem. Czemu zabrała ze sobą Holly, skoro zależało jej na dystansie od Gryfonów – znów nie wiadomo.
– Nie unikam go – odpowiedziała Tibby, przewracając oczami. – Wydaje ci się i dorabiasz do tego ideologię.
– Wiesz, że my mamy na to fotki, nie?
– Jakie fotki? – Tibby skrzywiła się jeszcze bardziej. Oby jej tak nie zostało.
– No te, które zrobił wam Glizdogon.
Tibby wymamrotała coś o ludziach, którzy powinni pilnować swoich spraw, po czym zajęła się rwaniem na kawałki papierków po słodyczach.
– Dlaczego tylko Gryfoni mają kompromitujące zdjęcia, to niesprawiedliwe – powiedziała Kicia.
Lysia, do tej pory cicha, nie wytrzymała:
– Kogo miałby niby obchodzić nagi Black? – wyrzuciła z siebie, wstała gwałtownie i roztopiła się w tłumie. Widzicie, Ślizgoni przemieszczają się w mroku. Puchoni za to posiadają umiejętność podróżowania tłumem.
– A tej co? – spytała Holly, która nagle zrozumiała, że niczego nie rozumie.
– To skomplikowane – powiedziała Kicia. – Ale plotka za plotkę, to uczciwe. Lysia kocha się w samej sobie, w Lysi kocha się Rosier, ale Rosier ma najlepszego kumpla, Wilkesa, który też się w Lysi kocha, a Lysia udaje, że ma ich obu gdzieś, no i ten kumpel umawia się z Mollem, naszą kumpelą, ale Moll nie kocha się w Wilkesie tylko w jego władzy, w Mollu też się nikt nie kocha, no ale Eta kocha się w Wilkesie, tyle że Wilkes jest sadystą i znęca się nad Etą, co z kolei bardzo smuci Lysię, no i Tabby zwykle też smuci, bo Tabby to się chyba… To się chyba w Ecie kocha. Chociaż może i nie, bo mnie i Lemotę też to smuci, a ja się w Ecie na pewno nie kocham. No więc Lysia się aktualnie smuci, bo Ecie się zachciało trzech ka, chociaż Eta ma swojego chłoptasia, ale nie wiem, może on nie jest dobry czy co? Ale Lysia wie, że z trzech ka nici, może się nawet boi, bo może jednak się kocha? Niemniej jednak Eta musiała właśnie dostać kosza, w końcu nie jest z niej taki dobry Lemot.
Kicia przerwała.
Zbladła.
A potem wydukała:
– Matko przenajświętsza, ja się chyba zamieniłam w Pe.

Advertisements
Chapter 16 (Eta, Lysia, Kicia, Molly, Tibby, Holly)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s