Chapter 11 (Lori, Penny, Lysia, Atri, Eta, Mol, Niewiadoma, Szinga)

Lori krążyła po lochach w tę i z powrotem, niepewna, czy powinna kontynuować swój romans z czarną magią, czy też nie. Za kwadrans miało rozpocząć się zebranie Klubu Tak Tajnego, Że Aż Nie Miał Nazwy, znanego także jako młodzieżówka Voldiego (przez złośliwych nazywana nawet Voldijugend), a ona nie była pewna, czy na pewno chce do nich dołączyć. Dotychczasowe zebrania nie do końca jej się podobały, ale przecież zawsze chciała być jedną z nich. Mimo wszystko.
Westchnęła. Dlatego jej życie było tak skomplikowane? Wolałaby mieć takie problemy jak ten tłum dziewczyn zazdrosnych o randkę jakiejś Krukonki z Blackiem. Co one wiedziały o życiu?
Na jej nieszczęście nie mogła na długo zostać sama. Przypałętał się do niej młody Crouch, najbardziej irytująca bestia we Wszechświecie.
– Co to, taki smutny pyszczek mamy?
Lori spojrzała na niego chłodno i przez myśl przeszło jej, że jeśli pójdzie na to zebranie, to będzie skazana na towarzystwo takich ludzi jak on. Z drugiej strony – gdyby nie poszła, to ludzie tacy jak on mogliby pewnego dnia zjawić się i ją zaciągnąć na takie zebranie siłą. Być może, że “pewnego dnia” oznaczało przyszłą sobotę, co nie dawało jej zbyt dużo czasu na zaplanowanie wielkiej i spektakularnej ucieczki. Poza tym musiała skończyć szkołę. Podjęła decyzję, że musi iść.
– Smutny? Wcale nie – odpowiedziała w końcu.
– Ktoś ci ukradł cukierka?
– Nie – odpowiedziała, zanim przypomniała sobie, że powinna ignorować tego rodzaju zaczepki. – Też idziesz na zebranie?
– Wszyscy idziemy.
Ślizgoni naprawdę nieźle przemieszczali się w mroku. Taka Penny i Regulus na przykład. Nie było ich jeszcze mgnienie oka temu, a tu proszę, już ich mrok zmaterializował.
Lori zamrugała, nie była do tego przyzwyczajona. Sama nie umiała się jeszcze tak dobrze chować z mroku, o przemieszczaniu nawet nie wspominając. Może uczą tego po przystąpieniu do Klubu?
– Jak tam, Lori? – spytała Penny, która była bardzo bardzo bardzo (…) bardzo dobrze wychowana.
– Dobrze – odpowiedziała Lori, która też była dobrze wychowana, ale tak denerwowała się przed zebraniem, że zapomniała zrewanżować się tym samym.
– Te ich tajne spotkania to strata czasu i wysiłku – kontynuowała Penny. – Mężczyźni i ich wojny.
Lori tęsknie pomyślała tęsknie o leżących w jej kufrze “Księgach narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego”. Nie miała pojęcia, co to za naród, ale była pewna, że był świetny w pielgrzymowaniu, skoro jej ulubiony autor o tym napisał. Szybko jednak otrząsnęła się z takich myśli i odpowiedziała:
– Bez przesady, zebrania przybliżają nas do celu.
– A co jest naszym celem?
– Zawładnięcie nad światem – odparowała Lori i kiedy zdała sobie sprawę, co powiedziała, zacisnęła metaforyczne kciuki (prawdziwych się bała), żeby nikt z jej rozmówców nie oglądał mugolskiej telewizji i nie zorientował się, co zacytowała.
Barty niemal udławił się ze śmiechu. Klepnął Lori po plecach i wyrzucił z siebie:
– Nasza dziewczyna!
Za to Reg i Penny nie wyglądali na zadowolonych. Spojrzeli po sobie nawzajem z pewnym… bólem? smutkiem? lecz milczeli.
Mimo wszystko Lori poczuła się akceptowana i kiedy dotarli w końcu na zebranie, czuła się o wiele pewniejsza siebie niż gdy krążyła po lochach i zastanawiała się nad sensem własnej obecności w Klubie.
A tam już się działo!

***

Atri wierciła się trochę niecierpliwie. Nie przepadała za tymi zebraniami, ale stanowczo zasugerowano jej, żeby tu była. Zmuszono, jeśli wolicie. Atri nie lubiła być do niczego zmuszaną, stąd też brało się jej zniecierpliwienie – wolałaby, żeby to wszystko skończyło się jak najszybciej, a ona sama mogła wrócić do bardziej interesujacych zajęć. Nic tego, dzisiejsze zebranie miało składać się z czegoś więcej niż maniakalne śmianie się czy rzucanie złowrogich haseł. Nie, na tym zebraniu mieli pojawić się kandydaci na nowych członków Klubu.
I kto przyszedł pierwszy? Lori! Atri sądziła, że Lori zbyt wierzy w mugoli, by dać się wplątywać w ich organizację. A tu proszę. W dodatku prowadzi ją pod ramię sam Barty Crouch Junior. Nieźle sobie dziewczyna skoczyła w hierarchii, całkiem nieźle.
Za nimi przyszli Penny i Regulus, co było do przewidzenia. Nadal jednak było ich za mało, żeby zacząć. W kącie siedział Lucjusz, który z uwagą poprawiał fryzurę. Wiedział, że będzie obserwowany – w końcu pełnił szalenie odpowiedzialną funkcję. Nieco dalej od niego Wilkes i Rosier byli pogrożeni w rozmowie, a zwykle służące im za ozdobę ramion czy kolan dziewczyny stały przy… Tak, to był stolik z ciasteczkami! Atri przestała się rozglądać i wstała. Kogo obchodzi skład zebrania, kiedy niedaleko leżały ciasteczka?
– Cześć, Molly – powiedziała, żeby udawać, jak to niby przyszła z nimi porozmawiać, a nie po prostu ukraść im ciasteczka. Molly uśmiechnęła się, a Lyśka tylko kiwnęła głową. Lyśka nigdy się nie uśmiechała. Lyśka była STRASZNA.
– Wiecie, na kogo jeszcze czekamy?
– Na Etę i jej chłoptasia? – Molly skrzywiła się. Wcale nie chciała, żeby Eta tu była. O nie. Wilkes miał być jej, jej i tylko jej.
Atri pokiwała głową. Eta i jej chłoptaś byli jej raczej obojętni, ale dla podtrzymania rozmowy zapytała:
– Ilu nowych się spodziewamy?
A potem bezczelnie sięgnęła po ciasteczko.
– Tylko Lori.
– Naprawdę? Nikt więcej? – zdziwiła się. – Przecież jesteśmy świetnie zorganizowani i umiemy rozpływać się w mroku, a do tego planujemy masę morderstw i pozyskiwania cudzego złota, to powinno przyciągać ludzi. Albo przynajmniej emo i degeneratów. Lori jest zbyt normalna.
– Persus nie chce, żeby zrobiło się z tego jakieś widowisko i cyrk dziwadeł – Lysia w końcu się odezwała.
Molly rzuciła jej naprawdę krwiożercze spojrzenie. Mówienie o Wilkesie PO IMIENIU i w dodatku o jego prywatnych opiniach – o których Molly nie wiedziała – było absolutnie niedopuszczalne! W dodatku nie powinno się tego robić w trakcie wcinania cytrynowych babeczek.
Atri wzruszyła ramionami, bo właśnie przeżuwała odrobinę za duży kęs. W końcu jednak poradziła sobie z nim i powiedziała:
– Nie mamy większych szans na powodzenie, jeśli nie będziemy liczniejsi. Do tego niedługo skończymy Hogwart, wypadałoby zostać kogoś, kto będzie prowadził dalszą rekrutację. Nie mówię, że mamy przyjmować dziwadła… – zawahała się, jakby chciała powiedzieć “a przynajmniej nie większe niż do tej pory”, ale szybko przestała patrzeć na Malfoya; nadal pamiętała, jak chciał pożyczyć od niej prostownicę. Między innymi dlatego przerzuciła się na lokówkę. Lucjusz by jej nie chciał. – Zdecydowanie nie dziwadła, ale powinniśmy poszukać większej ilości chętnych.
– Wilkes wie, co robi – powiedziała Molly, która nie uzyskała wciąż prawa mówienia do Wilkesa po imieniu. On twierdził, że to kwestia utrzymania wizerunku. Ponoć po nazwisku brzmiało mroczniej.
– Oby…
Tymczasem Lucjusz skończył poprawiać fryzurę, uporządkował notatki i rozejrzał się po sali z wyższością, jakby pergaminy, które trzymał w ręku, miały zadecydować o ich życiu i śmierci.
– Zaczynamy?
– Wciąż nie ma Ety – rzuciła Lyśka, która chyba się nam tu dziś za bardzo rozgaduje.
Lucjusz wzruszył ramionami i zaczął uważnie studiować swoje pergaminy. Nie wiadomo, co na nich było, skoro miał oficjalny zakaz tworzenia listy członków Klubu, co sprawiało, że jego posada sekretarza stawała się odrobinę zbędą. Malfoy jednak upierał się, że jest niezbędny.
Lori z ciekawością oglądała swoje paznokcie. Ze zdenerwowania nie miała nawet ochoty na ciasteczka.
– No rozchmurz pysia – Crouch kontynuował swoje marudzenie.
Lori uśmiechnęła się z przymusem. O co mu chodziło, przecież nie mogła się szczerzyć jak byle zadowolona z życia Gryfonka. Wszyscy tutaj powinni być Mroczni i Głębocy, prawda? A to było zupełnym zaprzeczeniem uśmiechu. Chyba że to miałby być uśmiech maniaka. W tym przodował Crouch i Lori się wystraszyła, że może wymaga od niej podobnie psychopatycznego spojrzenia.
– Przestań się nad nią znęcać, Barty – powiedziała Penny, która, jak już powiedziano, była… Dobra, darujmy sobie. Powiedziała Penny.
Lori spojrzała na nią z wdzięcznością.
W końcu do pomieszczenia weszła Eta. Powitano ją ciepło, podano ciasteczka i atmosfera była zupełnie daleka od mrocznej i głębokiej; przynajmniej do czasu, nim drzwi otworzyły się po raz kolejny. Wszystkie spojrzenia obróciły się w ich kierunku, ale tym razem nikt nie zaproponował ciastek.
To była Niewiadoma.
Tylko Wilkes, Rosier i Lysia wstali, bo tylko oni wiedzieli, że jej przybycie nie jest przypadkowe. Od czasu, gdy Niewiadoma “wygadała się” ze swoim nietypowym talentem, Lysia wyczarowywała jej różne węże, by mogła sobie na nich ćwiczyć. Szybko uznano, że będzie wartościowym członkiem organizacji. Wszak ich Pan… Ich Lord też mówił do gadów.
– Dałaś nam na siebie czekać – powiedział Wilkes.
Niewiadoma wzruszyła ramionami.
– Na fajce byłam.
Takie zachowanie tym bardziej nie zachęcało ich do częstowania jej ciasteczkami. Była wartościowa, ale bez przesady, na ciasteczka nie zasłużyła jeszcze.
– W takim razie możemy zaczynać? – zapytała Atri, która naprawdę zaczęła się niecierpliwić.
– Zaczynamy – oświadczył Malfoy, którego nikt nie słuchał.
Wszyscy zajęli miejsca i rozglądali się po sobie w nadziei, że ktoś powie coś mądrego.
Wszyscy jednak milczeli.
Milczenie to trwałoby zapewnie dłużej – bo przecież kreowało ono niezbędne wszystkim mrocznym charakterom napięcie – gdyby nie to, że Eta (która i tak dość głośno przepychała się do cytrynowych babeczek) powiedziała:
– Lemot jest zdeterminowana i za chiny jej nie odciągniemy od tej randki z Blackiem. Nie chciała nawet jednego z moich zombie. Nie ugnie się.
Mówiła nie tak znowu głośno, ale w tej ciszy…
– Zakneblujemy i wrzucimy do szafy – odpowiedziała jej Lyśka, która za nic miała to, jak Wilkes poderwał się z miejsca ponownie i już już miał co powiedzieć. Na nią będzie krzyczeć? Niech próbuje. Może do twarzy mu będzie z pytonami.
Albo raczej, czy ja wiem, do szyi?
– Nie da się. Próbowałam. Od tego w zasadzie zaczęłam.
– Od wrzucenia jej do szafy? – zapytała ze zdziwieniem Atri. Nie to, że była szczególnie przeciwna, ale uznała, że to dość drastyczna metoda. Lepiej zostawiać drastyczne metody na później.
– Z nią się nie da po dobroci.
– I opierała się po wrzuceniu do szafy?…
Eta wzruszyła ramionami. Pewnie powiedziałaby coś więcej, gdyby Lucjusz nie wrzasnął histerycznym, damskim głosem:
– Czy możemy nie mówić o bzdurach?
Wydawało się, że jest zazdrosny o całą uwagę, jaką poświęca się starszemu Blackowi. Lori wyglądała, jakby chciała się z nim zgodzić, ale z całkiem innych powodów – nie wiedziała, co takiego fascynującego jest w Syriuszu i czułaby się lepiej, gdyby oficjalnie stała się członkinią Klubu.
– Och, przymknij się, Malfoy – Lysia westchnęła teatralnie, w końcu była królową melodramy.
Malfoy już już zrywał się, by jej przyłożyć – w końcu nie miał za grosz honoru i nie przeszkadzało mu bicie dziewczyn – jednak widok Rosiera sięgającego po różdżkę wybił mu to z głowy. Do bitwy nie doszło.
Za to Lysia i Eta doszły do kompromisu.
– My sobie pójdziemy, żeby bucowi już nie przeszkadzać – Lysia kontynuowała bezczelnie, bo wiedziała, że jest bezkarna. – Miło cię tu widzieć, Niewiadomku.
Niewiadoma uśmiechnęła się. Lori nie. Poczuła się ignorowana i zupełnie nieistotna. A to miał być jej dzień!
Atri nie wiedziała, co tu w ogóle robi. Zaczęła się zastanawiać, po co tu przychodziła, ba, po co w ogóle z łóżka wstawała.
– Zaczynamy – powiedział Wilkes, gdy drzwi już zamknęły się za dziewczynami.
Lori przestała się garbić i spróbowała wyglądać mrocznie. Wszyscy na nią patrzyli, a w powietrzu dało się wyczuć charakterystyczną aurę jakiejś mrocznej podniosłości. Nawet pozostałe ciasteczka wyglądały jakoś tak mroczniej.
– Nowi, przedstawcie się.
– Jestem Lori – powiedziała Lori, która wstała z krzesła i starała się robić dobre wrażenie.
Pomruk powitań świadczył o tym, że nawet jej się udawało.
– Niewiadoma, czołem, ziomy – powiedziała Niewiadoma.
Pomruk był cichszy i mniej entuzjastyczny, ale wystarczający, żeby Lucjusz mógł go odnotować jako entuzjastyczne przyjęcie, gdyby ktoś pozwolił mu notować. Zamiast tego tworzył na pergaminie bezsensowne szlaczki i rysunki. Na jednym z nich dwugłowy smok zjadał Syriusza Blacka.
– Co możecie nam zaprezentować? – Wilkes wczuwał się w patetyzm. Molly wczuwała się w omdlewanie z wrażenia.
Lori nie wiedziała, że to miał być konkurs talentów. Prawdę mówiąc, była do niego całkowicie nieprzygotowana. Nie wiedziała też, czego od niej oczekują – ma zaprezentować jakieś zaklęcie? Zaimprowizować poetam o słuszności ich dążeń? Wyczarować nowe ciasteczka? Zerknęła w kierunku Niewiadomej, ale zdała sobie sprawę, że to bez sensu; Niewiadoma rozmawiała z wężami, a Lori nie. Poczuła się jeszcze gorzej. Jak perkusista znaleziony w kolejce do łazienki na konkursie talentów – jeden z tych, którzy nic nie potrafili, ale byli potrzebni jako tło. Lori nie chciała być tłem, chciała być zauważona i doceniona.
Niewiadoma uznała, że nie ma sensu czekać i zaczęła wyjaśniać, na czym polega jej nowo odkryty talent, ale jej wypowiedź przerwało pojawienie się Szingi, której miało na tym zebraniu nie być. Nie wyjaśniała dlaczego, ale poinformowała o swojej nieobecności na tyle wcześnie, że nikt nie narzekał.
– Cokolwiek robicie, natychmiast przerwijcie! – krzyknęła.
Wszyscy przerwali. Niektórzy w połowie słowa (Niewwiadoma), szlaczka (Lucjusz) lub ostateniego ciasteczka (Atri).
– Co się stało? – zapytała Lori, mając nadzieję, że stało się coś bardzo ważnego, przez co zyska na czasie i przygotuje lepszy show.
– To się stało – powiedziała Szinga i pokazała im sporych rozmiarów plakat.
Był to zwyczajny pergamin, na którym napisano “Masz dość nudy? Chcesz dołączyć do tajnego klubu i zawładnąć światem? Dobrze trafiłeś! Przyjdź do nas!”, a niżej data, godzina i miejsce. I kilka kwiatków, które wyglądały trochę jak te, które rysował Lucjusz. Uznaliby go pewnie za winnego, gdyby nie fakt, że miejsce i data się nie zgadzały. Nie chodziło o ich klub. Chyba.
Wszyscy rozejrzeli się po sobie niepewnie.

Advertisements
Chapter 11 (Lori, Penny, Lysia, Atri, Eta, Mol, Niewiadoma, Szinga)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s