03.

Pokój przesłuchań był dość ponury. Jasne, sprzątano w nim regularnie, ale wydawało się, że ściany wchłonęły całą lepiej lub gorzej tłumioną wściekłość osób, które miały wątpliwość przyjemność przebywania w nim – a na przestrzeni lat były to setki osób, w końcu gmach, w którym mieściła się siedziba magopolicji, pamiętał jeszcze czasy, kiedy czarodziejom groziło spalenie na stosie. Oczywiście mugolskie prawo nie miało wpływu na powstanie gmachu ani powstanie gmachu nie poskutkowało liberalizacją prawa, w końcu mugole nawet o tym budynku nie wiedzieli. Jedyne, co miało w tym momencie znaczenie, to fakt, że w pokoju tym przesłuchiwano już wiele osób i żadna z nich nie była z tego powodu szczęśliwa. Pokój najwyraźniej też nieszczególnie.
W tym momencie siedział w nim ciemnowłosy dwudziestokilkulatek, który patrzył tępo w ścianę, jakby miał nadzieję, że nagle otworzy się w niej przejście do innego świata, ale jednocześnie w to nie wierzył. Nic dziwnego, w końcu był mugolem. Samo sprawdzenie go tutaj kosztowało Faye trochę wysiłku. Najgorsze były pertraktacje z amnezjatorami, którzy patrzyli krzywo na każdego, kto próbował dokładać im roboty. Oczywiście wymazanie paru godzin z pamięci mugola nie powinno być dla nich szczególnie trudne, ale wiązało się z przykrą koniecznością spisania notatki do akt, które Faye – stojąca przed drzwiami do pokoju przesłuchań i zaglądająca przez szybę – trzymała teraz pod pachą.
Powiedziała wszystkim, że da sobie radę, więc nie było odwrotu. Musi przejść przez próg, usiąść naprzeciwko mugola – „Elliota”, przypomniała sobie, „on ma na imię Elliot” – i porozmawiać z nim o śmierci jego siostry. Trudno wyobrazić sobie przyjemniejszą pogawędkę. Do tego cały czas miała z tyłu głowy słowa Rottensona, który cierpkim tonem poinformował ją, że mieliby bardzo dobry ślad, ale jakiś idiota wylał na niego kawę. Usunięcie plamy z kawy oznaczałoby całkowite zniszczenie śladu, a on nie będzie brał za to odpowiedzialności. Nie ma zamiaru więcej pracować z takimi osłami i jeśli Faye nic ze wspomnianymi osłami nie zrobi, to niech sobie poszuka następcy Rottensona.
Faye nie miała pojęcia, co zrobić z osłami i dziękowała Merlinowi i Morganie, że pomysł Mitchella z ogłoszeniami w prasie wypalił. Gdyby ten mugol się nie zgłosił, nadal kręciliby się w kółko, a sprawa musiałaby trafić do archiwum.
Głęboki wdech wcale nie pomógł, ale skoro go już wzięła, czuła, że nie ma odwrotu.
Otworzyła drzwi.
Chłopak zerwał się, na poły z uprzejmości, na poły – ze zdenerwowania, co jeszcze bardziej wytrąciło ją z rytmu. Nie była przyzwyczajona do uprzejmych facetów. I do takich, którzy boją się kobiet.
– Ee… Cześć? – zaczęła, idiotka, miała ochotę samej sobie dać w twarz. Dobrze, że Rudolph tego nie widział. W życiu by jej nie odpuścił.
– Dzień dobry – odpowiedział niepewnie Elliot, siadając na krześle dopiero, kiedy ona usiadła na swoim. – Ja… chodzi o moją siostrę, prawda? – zapytał, choć doskonale wiedział, że tak, w końcu sam się zgłosił. Może cały czas liczył, że wszystko okaże się kosmiczną pomyłką.
– Będziesz musiał ją zidentyfikować, ale tak. Tak. Tak – sama nie wiedziała, czemu się powtarza, czemu mówi coraz głośniej. Nie mogła znieść jego spojrzenia. Rany, ręce pociły jej się jak jakieś cholerne myszy. I przeklinała w swojej głowie! Od kiedy to w ogóle przeklinała? Nawet prywatnie?! – Tak. Chodzi o twoją siostrę.
Elliot przełknął ślinę i znów zawiesił wzrok na ścianie. Nie otworzyło się żadne magiczne przejście, czas się nie zatrzymał, Faye nie odwołała swoich słów. Patrzyła tylko na niego z pewnym smutkiem, jakby nie wiedziała, czy wypada jej już zadawać pytania, czy też powinna w jakiś sposób zauważyć i uszanować jego cierpienie. W końcu odchrząknęła. Elliot zamrugał i spojrzał na nią. Też odchrząknął.
– No więc… nazywała się Mary i zaginęła tydzień temu. Nie wróciła na noc do domu i jej współlokatorka zadzwoniła do mnie – powiedział trochę sztywno, jakby wcześniej nauczył się tej kwestii na pamięć. – Skontaktowaliśmy się z jej znajomymi, obdzwoniliśmy szpitale, próbowaliśmy zajrzeć do jej ulubionych pubów i kawiarni, bo Mary była porządną dziewczyną, nigdy nie znikała tak bez uprzedzenia, nigdy…
– Rozumiem – powiedziała, w jej mniemaniu spokojnie. Nie rozumiała.
Elliot zrobił głęboki wdech, jakby chciał wyrzucić z siebie jak najwięcej słów za jednym zamachem w nadziei, że to będzie bolało mniej niż wyrzucanie ich zdanie po zdaniu.
– W końcu poszliśmy na policję, bo do rana nie wróciła, nie poszła do pracy, nie skontaktowała się z nami w żaden sposób, ale policja nic nie zrobiła, to znaczy nie znaleźli jej, a potem to ogłoszenie… Julie, znaczy współlokatorka Mary, je zobaczyła, bo ona czyta te wszystkie szmatławce… – urwał na chwilę, bo najwyraźniej skończyło mu się powietrze w płucach. Przez chwilę patrzył we własne zaciśnięte dłonie, jakby układał kolejne zdanie w głowie albo próbował zebrać się na odwagę, by je wypowiedzieć. – Nie rozumiem wszystkiego, co tu się dzieje. Nie rozumiem, gdzie właściwie teraz jestem i dlaczego nie mogę być… przesłuchiwany na posterunku, na którym zgłaszaliśmy zaginięcie Mary, czemu sprawa została przekazana wam… Ale zrobię wszystko, wszystko, żeby tego skurwiela złapali – zapewnił, choć głos mu się łamał.
Faye zastanawiała się, ile powinna mu zdradzić. Był mugolem, do diaska! Co miała mu powiedzieć? Przepraszam, twoją siostrę zabił czarodziej? Sama jestem czarodziejką?
To wydawało jej się najgorszym wyjściem.
– Zajmiemy się tym. Jesteśmy specjalną ma… policją?
Elliot pokiwał głową i spróbował się uśmiechnąć, ale na jego ustach pojawiło się coś, co przypominało raczej grymas bólu. Patrzył z ponurym oczekiwaniem, jakby spodziewał się katowskiego topora, a nie pytania.
– Musisz mi o niej więcej opowiedzieć, Elliot. Przepraszam.
– Nazywała się Mary Kelsey i miała dwadzieścia cztery lata. Mieszkała z Julie, przyjaciółką, bo jakiś czas temu zerwała z facetem, z którym była, i nie mogła jeszcze stanąć na własne nogi. To w ogóle nie był dla niej najlepszy rok, zwolnienie z pracy, a potem to wszystko… – Zamilkł na chwilę i wziął głęboki wdech, żeby uspokoić drżący głos. – W każdym razie znalazła pracę w jakiejś restauracji, nie pamiętam nazwy. Pracowała tam może z miesiąc? Ale nie narzekała, płacili jak trzeba, napiwki też nie były złe. Przychodziło tam sporo gości w garniturach, więc Mary miała nadzieję, że pozna kogoś…
Elliot przerwał i wyszarpnął z kieszeni chusteczkę, żeby wytrzeć oczy, w których zgromadziło się za wiele łez.
– Gdzie możemy znaleźć tę Julie?
Elliot odłożył chusteczkę na stolik i pomacał się po drugiej kieszeni. A potem po trzeciej, kiedy okazało się, że druga jest pusta.
– Zapisałem wcześniej adres – wyjaśnił, podając Faye niewielką, zieloną kartkę. – Uznałem, że się przyda, a ja nie mam pamięci do numerów domów.
Faye skinęła głową i spojrzała na niego wyczekująco.
– No więc… – zaczął ponownie – nie wiem, co jeszcze mam powiedzieć. Pewnie kiedy ostatni raz ją widziałem czy coś? Trzy dni przed tym, jak zaginęła, przyszła po parę filmów. Zjedliśmy kolację i obiecała, że zadzwoni za parę dni. Nie zadzwoniła – dodał bezradnie, choć było to oczywiste. – Później już jej nie widziałem.
Faye zaczynała żałować, że poprosiła o to przesłuchanie.
– Dobrze, może jeszcze… – próbowała szybko przypomnieć sobie, o co jeszcze poprosił ją Rottenson. Jakby cała jej wiedza śledczego uciekła od niej w parę sekund. – Co z tym byłym chłopakiem?
Elliot wzruszył ramionami.
– Nie spotkałem go. Nazywał się… nie, nie pamiętam. Takie dziwne imię, może Julie będzie wiedziała – powiedział obojętnym tonem. Najwyraźniej ten temat był dostatecznie odległy od sprawy śmierci Mary, by nie nadszarpywać widocznie jego nerwów. Szybko jednak drżenie wróciło. – Mówiła, że przestali się dogadywać i tyle – dodał.
– Myślisz może, że miał moty… – w ostatniej chwili ugryzła się w język.
– Nie sądzę… nie wiem. – Ukrył twarz w dłoniach i przez chwilę siedział w milczeniu, kołysząc się lekko. W końcu się odezwał, choć jego głos był nieco stłumiony przez dłonie. – Mary była świetną dziewczyną, naprawdę. Nie mam pojęcia, czemu ktokolwiek mógłby chcieć zrobić jej krzywdę. Ona kochała cały świat.
– Nie ma ludzi, których kochają wszyscy, chłopczyku – usłyszała za sobą głos Rottensona.
Elliot podniósł głowę i przez dłuższą chwilę wyglądał, jakby ktoś mu dał w twarz. Potem zagryzł wargi i ograniczył się do patrzenia na Rottensona z niechęcią.
– Czy Mary miała coś na sumieniu?
– Nie! – oburzył się Elliot, zapominając o własnym smutku i gotów bronić dobrego imienia siostry. – Mary nigdy nie zrobiła nic złego!
Rolę osoby ciskającej złowrogie spojrzenia przejęła Faye, która z jednej strony miała ochotę wyrzucić Rottensona za drzwi za to, że wciskał nos w jej przesłuchanie, ale z drugiej była wdzięczna za to, że ktoś wziął na siebie ciężar zadawania pytań Elliotowi i słuchania jego odpowiedzi. Póki co, niezdolna do podjęcia decyzji, siedziała na swoim miejscu i patrzyła na mugola z mieszaniną współczucia i niezdrowej ciekawości, jaka towarzyszy wszystkim ludziom, którzy napotykają coś tak egzotycznego jak – w tym przypadku – głęboka żałoba.
– Nigdy? – Rottenson wydawał się niezbyt zachwycony. – Ach. Nigdy. Wliczając w to, oczywiście, narkotyki, które znaleźliśmy w jej krwi?
Elliot zbladł, choć chwilę temu wydawało się, że nie może być ani trochę bledszy.
– N-narkotyki? – powtórzył głucho, choć w jego głosie nadal pobrzmiewała rozpaczliwa próba chronienia honory siostry. – Może to ten skurwiel jej coś podał, nie wzięłaby nic sama, nie Mary!
– Ten skurwiel?
Ton Rottensona był tak odarty z wszelkiej wrażliwości, że Faye aż musiała syknąć:
– Zabójca.
Elliot przeniósł wzrok na nią, ale nie była pewna, co miało znaczyć to spojrzenie. Po chwili jednak znów patrzył na Rottensona i z niezachwianą pewnością powiedział:
– Moja siostra nie brała narkotyków.
– Przecież sam powiedziałeś, że prawie w ogóle cię nie odwiedzała – Rottenson nie zwracał uwagi ani na Faye, ani na Elliota. – Nie wiesz nawet, gdzie pracowała, ani z kim się umawiała. Wiesz, co wiesz? – Spojrzał mu głęboko w oczy. – Gówno wiesz. Twoja siostra mogła umierać ci pod nosem, cierpieć z bólu i upokorzenia, zabijać to w sobie silnymi narkotykami, a ty byś gówna nie zobaczył! Co, jeśli tak było, panie mądry i dobry? Jesteś bezużyteczny. Za życia byłeś bezużyteczny dla niej, a po śmierci jesteś bezużyteczny dla nas.
Elliot zacisnął pięści, aż zbielały mu knykcie. Przez chwilę milczał, jakby słowa Rottensena całkiem wyssały powietrze z jego płuc. W końcu jednak z pewnym wysiłkiem wziął wdech i się odezwał:
– Znałem Mary. Ostatnio każde z nas miało swoje sprawy, ale znaliśmy się dobrze, wiedziałem to o niej, wiedziałem na pewno nie zrobiłaby czegoś tak głupiego. – Zamknął na chwilę oczy, jakby to, co miał zamiar powiedzieć, miało łatwiej paść z jego ust, kiedy nie widział słuchaczy. – Nasza matka była narkomanką, zostawiła nas i pewnie się gdzieś zaćpała. Mary zawsze chciała pomagać takim ludziom, ale nie miała pieniędzy na studia. Odkładała, co mogła, ale…
Urwał. Nadal nie otwierał oczu, dopiero łagodny głos Faye sprawił, że na nich spojrzał.
– Nikt nie próbuje odbierać ci twojej miłości do siostry – zapewniła go. – Tak samo jak ty chcemy znaleźć tego, kto jej to zrobił, dlatego musisz powiedzieć nam o wszystkim, co wiesz. Każdy szczegół, każdy drobiazg, który wydaje ci się nieistotny, może nam pomóc. Nawet coś, co próbujesz zataić, żeby chronić pamięć Mary.
Rottenson prychnął lekceważąco.
– Ale ja niczego nie ukrywam – zapewnił Elliot. – Ten jej były chłopak mógł być podejrzany, nie wiem, mógł trzymać ją na dystans od rodziny, ale nigdy nic nie mówiła, nawet jak się rozstali. No i nie miała do niego żalu ani nic, po prostu im nie wyszło.
Zapadła chwila niezręcznej ciszy. Faye nie wiedziała, co jeszcze miała powiedzieć, Elliot wciąż czuł się szalenie urażony, a Rottenson… Rottenson wyglądał po prostu jak kawał zimnego sukinkota, z którego twarzy można wyczytać jedynie pogodę. Pod warunkiem, że akurat jest kurewska zima.
– Marnujesz na niego czas – zawyrokował ostatecznie.
– Doskonale wiem, co robię – warknęła Faye, a potem jej głos zmiękł, kiedy dodała: – A Elliot nam pomógł. Jeszcze tylko jedna formalność i będzie po wszystkim.
Elliot nie zareagował, choć uraza i złość malujące się na jego twarzy na chwilę ustąpiły uldzie, by potem znów zmienić się w zwyczajny smutek.
– Co robiłeś w noc zabójstwa? – zapytała Faye. – To znaczy w czwartek, czternastego?
– Byłem w domu, póki nie zadzwoniła Julie – odpowiedział bezbarwnym tonem. – Wróciłem z pracy koło siódmej, może trochę później, bo po drodze robiłem zakupy, potem coś zjadłem, włączyłem jakiś film… Wieczór jak każdy.
– O której zadzwoniła Julie?
Elliot zmarszczył lekko czoło, ale odpowiedział dość szybko:
– Trochę po dziesiątej. Przed jedenastą skończyliśmy dzwonić i się dowiadywać, czy ktoś widział Mary.
Faye zerknęła na Rottensona, który nadal milczał i wbiłaj wzrok w Elliota. Odchrząknęła, ale nawet to nie wyrwało go z transu, w który – jak się zdawało – zapadł.
– Dziękuję, panie Kelsey – rzuciła bardziej oficjalnie, niżby chciała, ale obecność Rottensona i nerwowa atmosfera, którą wywołał, udzieliła się także jej. – Skontaktujemy się z panem, jeśli będziemy coś wiedzieć albo pojawią się nowe okoliczności wymagające wyjaśnienia. A teraz jeśli moglibyśmy oficjalnie przeprowadzić identyfikację ciała…
– Och, nie chcesz mi powiedzieć, że przesłuchałaś go, zanim w ogóle upewniłaś się, że to krewny ofiary, prawda?
Faye poczuła, jak jej plecy mimowolnie prostują się, jakby gotowała się do odparcia ataku.
– Upewniłam się. Wstępnie – odpowiedziała, choć zdawała sobie sprawę, jak słabo to brzmi. Wiedziała jednak, że gdyby przesłuchiwała go po tym, jak zobaczył ciało, byłby jeszcze bardziej bezużyteczny niż teraz.
– Przegrałem przez ciebie kolejnego piątaka, dziewczyno.
Faye nie odpowiedziała; czuła się źle, chciała jak najszybciej wyjść z tego pokoju, a najlepiej z tego budynku. Wiedziała, że musi zaprowadzić Elliota do kostnicy, a potem do amnezjatorów – ani jedno, ani drugie nie będzie przyjemną wycieczką. Docinki Rottensona były tym, co mogło ją złamać, więc musiała jak najszybciej się go pozbyć.
– Panie Kelsey, proszę za mną. Przeprowadzimy teraz pozostałe procedury

Advertisements
03.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s