VII. O potędze rodziny

Czasem, ale tylko czasem, bał się, jak ona zareaguje.
Ćwiczył swoją rolę już miliony razy. Co wieczór powtarzał ją sobie przed snem. W jego wyobraźni zawsze, ale to zawsze, ona mówiła tak i wszystko było tak cudownie jasne i tak cudownie piękne, i tak jedyne, i tak niepowtarzalne.
Mimo to bał się, tak strasznie bał się odrzucenia. Nie żeby jej nie ufał. Po prostu siła tego uczucia była w jego oczach niczym w porównaniu z niestałością jej charakteru. Wiedział, że może być tylko jej kaprysem – bo choć z całych sił wierzył w prawdziwość jej miłości, zdawał sobie sprawę, że zniknie ona równie szybko, jak się pojawiła.
Dlatego postanowił ją spytać. Związać ze sobą na zawsze. Upewnić się, że co by się nie działo, ona będzie koło niego. Do śmierci. Albo dalej niż do śmierci. Marzyła mu się wieczność. Wieczność z nią i wieczność przy niej. Kiedyś, jeszcze nie tak dawno temu, to była tylko gra. To była tylko taka miłostka. To była tylko taka gra pozorów. Teraz chodziło o jego życie.
I o kobietę jego życia.
Wszyscy powtarzali mu, że powinien wziąć się w garść. Syriusz mówił, że Matt mówiła, że Grizel mówiła, że… Ale za dużo po drodze było tego mówienia, zbyt wiele źródeł informacji. Niepewność rosła. A on chciał wiedzieć. Dopiero gdy się dowie, będzie mógł się, cholera, wziąć w garść.
Swoją drogą plotka o tym, jakoby kobieta jego życia miała przyjąć jego oświadczyny dotarła do Jamesa w dość nietypowy sposób. Już sam fakt, że Grizel powiedziała coś Mattii był zaskakujący – a jeszcze to, że ta przekazała wszystko Łapie! Miłość jednoczyła ludzi. Nawet cudza miłość.
Nerwowo przechadzał się po własnym dormitorium, czekając aż wreszcie wybije ta przeklęta siódma i będzie mógł zejść na śniadanie. Od jakiegoś czasu nienawidził nocy. Z nerwów nie mógł spać (jeść też nie mógł, ale w Wielkiej Sali zwykle znajdował kobietę swojego życia), a nie miał serca budzić swoich przyjaciół. Oni mieli własne życie. Lepsze, gorsze, inne – ale własne. Po raz pierwszy w życiu musiał sam stanąć naprzeciw swoim problemom. Po raz pierwszy w życiu nikt nie mógł mu pomóc. Po raz pierwszy w życiu był naprawdę sam – a przecież walczył w imię swojej nowej, dwuosobowej… rodziny.
Ciężko było zostać odpowiedzialnym, dorosłym mężczyzną, prawda, panie Rogaczu?
***
– Lily, chciałbym z tobą o czymś porozmawiać – zaczął niepewnie tuż po tym, jak wyszli z kolacji. – Miałabyś może…
Rzuciła mu spojrzenie pełne potępienia. Nie rozumiał, o co jej chodziło. Od kiedy to nie mogli ze sobą rozmawiać? Przecież, cóż, byli parą. Pary rozmawiają ze sobą dosyć często. To wręcz ich obowiązek.
Zresztą, lubił z nią rozmawiać. Mógł spędzać całe dnie słuchając jej opowieści o Grizel, zadaniach domowych, problemach z Mattią. Od czasu do czasu pozwalała i jemu dojść do głosu – by mógł opisać jej swój ostatni trening czy poskarżyć się na dodatkowe ćwiczenia z eliksirów. Oczywiście, były rzeczy, które przed sobą ukrywali – nie wiedział wprawdzie, co takiego mogłaby ukrywać przed nim postać tak krystaliczna jak Lily, ale on wielokrotnie musiał zatajać przed nią różne psikusy, które wymyślali z chłopakami. Nie mógł też przy niej wspominać o Łapie. Wprawdzie próbował ich do siebie nawzajem przyzwyczaić, jednak Lily pozostawała oporna – uważała jego najlepszego przyjaciela za lekkoducha, który mógłby go tylko sprowadzić na złą drogę.
Tak czy inaczej, liczył, że bez problemu uda mu się ją namówić na krótki spacer po błoniach. Dlatego spytał:
– No co?
Grizel, która stała tuż obok nich, parsknęła śmiechem. Tak. Jego reakcja nie była najmądrzejsza.
– Za tydzień mamy pierwszy egzamin – Lily w końcu zdecydowała się przemówić. – Musimy rozmawiać akurat teraz? Przecież cały weekend powtarzałam ci, że od poniedziałku rozpoczynam powtórki!
Faktycznie. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że kiedy on przez ostatnie dwa dni zbierał się w sobie, by w końcu z nią porozmawiać, ona starała się mu wytłumaczyć, że ze względu na owutemy będą musieli zrezygnować ze spędzania ze sobą każdej wolnej chwili. Jakby dotąd poświęcali sobie wystarczająco dużo czasu! Przecież miał treningi. A Lily? Biblioteka, Klub Ślimaka… W tygodniu mieli dla siebie co najwyżej pół godziny dziennie. Tych pół godziny właśnie potrzebował.
– Nie zajmę ci wiele czasu – obiecał.
Starał się przy tym beztrosko uśmiechnąć, ale niespecjalnie mu to wychodziło. Był, jak by to powiedziała Mattia, strzępkiem nerwów. Ebony dorzuciłaby: wiesz, jakby miał się zaraz dowiedzieć, że już nigdy nie zobaczy meczu quidditcha czy coś.
– Przecież słyszysz, że musimy się uczyć, tak? – Grizel, uznawszy, że Lily się złamie, postanowiła bronić świętości czasu powtórek. – Nie możesz jej tego powiedzieć teraz? Byle szybko, mamy naprawdę mnóstwo roboty.
– To naprawdę ważne.
Westchnięcie Lily było aż nazbyt teatralne.
– Grizel ma rację. Powiesz to teraz albo zaczekamy z tą poważną rozmową do soboty. – Zrobiła pauzę. – Czy o tym, że idziemy razem do Hogsmeade, też zapomniałeś?
Czuł, jak ucieka mu grunt pod stopami. Co miał robić? Rzeczywistość nijak miała się do jego wyobrażeń. Miało być tak pięknie – wieczór, spacer, ciche pytanie. Tymczasem znajdowali się na głównym korytarzu Hogwartu, vis a vis drzwi do Wielkiej Sali. Jako że stali dokładnie po środku, zdążyli jeśli nie zatamować, to przynajmniej poważnie spowolnić przepływ innych uczniów. Dlatego też z każdą chwilą tłum naokoło nich rósł. Czy wszyscy naprawdę mieli to usłyszeć? Nie, nie mógł być taki głupi. Ta chwila miała być wyjątkowa! Nie może z nerwów palnąć takiego głupstwa i wypalić:
– Lily, wyjdziesz za mnie?
***
Wieża Gryffindoru wprost huczała od plotek. Co tam wieża Gryffindoru! Można było odnieść wrażenie, że cały zamek w każdej chwili może wybuchnąć od nadmiaru różnych wersji tej historii. Jedno było pewne – James Potter oświadczył się Lily Evans, a ona go przyjęła. Co do reszty zdania Hogwartczyków były podzielone.
– Słyszałaś? Potter i Evans…
– I ona, wiesz, rozumiesz, popłakała się! Tak na oczach wszystkich…
– Zapadła taka cisza. No i ona nic nie mówi, zero reakcji, blada…
– A ta jej koleżanka w śmiech! I wtedy Rogacz zaczął płakać! Huncwot…
– Przyszedł Syriusz i pyta: „Ej, co się dzieje, chłopie?”, a ona, rozumiesz, wciąż ryczy…
– Czy płakała? Oczywiście, że nie! Nie wiem, kto ci nagadał takich bzdur. Rzuciła mu się od razu na szyję i…
– Wiesz, to było na głównym korytarzu, ale już po kolacji, widziały to z cztery…
– Cały tłum, rozumiesz? Pół Hogwartu! Na błoniach! O tej porze dnia!
Od natłoku sprzecznych informacji Mattię koszmarnie rozbolała głowa. Oczywiście, Grizel powiedziała jej, że oświadczyny zostały przyjęte; ale co dalej? Gryfonka nigdy nie była specjalnie zainteresowana życiem innych ludzi, ale te wszystkie ploteczki doprowadziły ją do stanu, w którym musiała – za cenę życia lub śmierci – dowiedzieć się prawdy.
Nie wiedziała jednak, kto mógłby jej to wszystko ładnie wyjaśnić.
Rozmowa z Evans nie wchodziła w grę; i to nie tylko dlatego, że się nie lubiły. Po prostu od czasu tamtego zajścia – a minęły już spokojnie z cztery godziny – nikt jej i Rogatego nie widział. Nie martwiła się o to specjalnie. Podejrzewała, że gdyby ktoś jej się kiedyś oświadczył, zachowałaby się pewnie podobnie. Tyle że w ten sposób traciła bezpośrednie źródło informacji.
Tylko dwie osoby poza Lilką i Rogatym wiedziały, co się wtedy naprawdę wydarzyło. Pierwszą z nich była Gizel, która uznała, że okoliczności tych oświadczyn są zbyt intymne, by dzielić się nimi nawet z Mattią. Drugą z nich był Łapa. Łapa, który jako jedyny zdążył – tylko sobie znanymi, huncwockimi metodami – porozmawiać z Jamesem przed jego zniknięciem. Do niego zaś nie mogła pójść. Nie zamieniła z nim ani pół słowa od tamtej… tamtej rozmowy na błoniach.
– Matt! Słyszałaś? Rogaty się zaręczył! – Ebony wyglądała tak, jakby przebiegła cały dystans pomiędzy błoniami, na których jeszcze przed chwilą znajdowała się ze swoim chłopakiem a pokojem wspólnym. – Niewiarygodne!
– Dopiero teraz to do ciebie dotarło? – spytała zaskoczona; czyżby tylko ją maltretowano ciągłym powtarzaniem tej informacji?
Ale ona już jej nie słuchała. Nim Mattia zdążyła zareagować, Ebony upatrzyła sobie nowego rozmówcę – a był nim sam Syriusz Black.
– Łapo! Słyszałeś, że…
– Tak, słyszałem – przerwał jej. – Jeszcze pół osoby spyta mnie, czy o tym słyszałem, a źle się to dla nas wszystkich skończy.
Nie pytając nikogo o zdanie, zajął miejsce, które tylko pozornie wydawało się oddalone od fotela, na którym siedziała Mattia. Jednak z jej perspektywy wyglądało to niemal tak, jakby usiadł jej na kolanach. O dziwo, nie przeszkadzało jej to; była to w końcu niezła okazja, by się czegoś dowiedzieć.
Bo Ebony pytała. Pytała i pytała, nie zwracając uwagi na to, że Syriusz najwyraźniej nie był w nastroju na udzielanie odpowiedzi.
– To prawda, że się popłakała? Ruda?
– Nie wiem. Nie. Gdyby płakała, Rogacz pewnie by jej uciekł.
– Dlaczego?
– Był zdenerwowany. Potraktowałby to jako odmowę. To dość naturalna reakcja.
I tak dalej, i tak dalej. Nigdy wcześniej – i nigdy później – Mattia nie widziała, by jej przyjaciółka aż tak się czymś ekscytowała. Zupełnie tak, jak gdyby były to jej własne zaręczyny! W jej głosie nie było kpiny, unikała standardowych żarcików i drwin, oczy aż świeciły jej z podniecenia. Przypominała…
Mattia z obrzydzeniem porównywała zachowanie Ebony do tego, co od paru godzin prezentował front plotkar.
Po piętnastu minutach nie wytrzymała i podniosła się ze swojego fotela. Planowała bezzwłocznie udać się spać, naiwnie licząc, że rano uda jej się na spokojnie porozmawiać z Rogaczem. Ale ledwie wstała, Syriusz rzucił jej najbardziej błagalne spojrzenie świata. Przez sześć i pół roku się z nim przyjaźniła – nie zdążyła przez te kilka miesięcy pozbyć się nawyku pomagania mu w trudnych sytuacjach. Szybko zrozumiała, że nie była w stanie skazywać go na dłuższe uczestnictwo w tym przesłuchaniu.
Jednak to, co zrobiła, zadziwiło nawet ją.
Usiadła mu prawie na kolanach. Prawie – choć postronny obserwator pewnie uznałby, że to gruba przesada. Przeciągnęła się, potarła zmęczone oczka, a potem zupełnie naturalnie oparła się o niego. Dla wzmocnienia efektu postanowiła też ziewnąć. Ci, którym wydaje się, że musiało to wyglądać strasznie sztucznie, powinni wiedzieć, że Ebony od razu to kupiła. Przez te wszystkie lata bowiem nie nauczyła się rozpoznawać gierek Mattii. Nie było ich zbyt wiele.
– Jestem śpiąca – dodała, na wypadek gdyby sama gestykulacja nie pomogła. – Możecie dokończyć tę niezwykle fascynującą rozmowę rano?
– Ale…
Nie dokończyła; zdziwienie odebrało jej mowę. Syriusz pocałował Mattię w czubek głowy. Na jej oczach. Zupełnie tak, jak to bywało dawniej, przed tym, co – jak podejrzewała Ebony – było największą kłótnią w historii ich znajomości.
Kłótnią bez kłótni.
– Jasne – Łapa mruknął jej do ucha i ulotnił się stamtąd natychmiast.
Przez chwilę milczały, każda pogrążona w swoich własnych rozmyślaniach. Ebony złamała się pierwsza. Wypaliła:
– Czyli jest jeszcze dla was jakaś szansa, co?
Mattia nie odpowiedziała. Szansa? Dla nich? Wolała się nad tym nawet nie zastanawiać. Łapa kiedyś był jej przyjacielem – ale przekroczyli granicę, do której nie powinni się byli nawet zbliżać. Nigdy nie rozważała ewentualnych nadziei na powrót do tamtego stanu. Chyba nie chciała. Chyba uważała, że tak będzie lepiej.
Nie pojmowała jedynie tego, dlaczego – choć przecież było to tylko przedstawienie dla Ebony – to, co wydarzyło się przed chwilą wydawało się takie… naturalne.
***
Pierścionek Lily był przepiękny.
Zachwycił ją do tego stopnia, że aż na chwilę zapomniała o tym, jakie to dramatycznie płytkie i puchońskie – zachwycać się biżuterią. Wpatrywała się w niego, nie mogąc wydusić z siebie ani pół słowa. Ale potem przyszła zazdrość, to obrzydliwe uczucie, które zbyt często niszczy chwile największego szczęścia.
Potem.
Na razie patrzyła na Rogatego i Rudą, takich szczęśliwych i zakochanych, zastanawiając się nad tym, czy też kiedyś ją to spotka. Podejrzewała, że tak. Może nie była tak pełna uroku jak Lily, ale… To Mattii groziło staropanieństwo. To ona była taka zimna, taka nieczuła, taka… wręcz aseksualna.
Ebony Vitreous gorąco wierzyła w to, że w przeciągu dekady zostanie czyjąś narzeczoną.
Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s