Prolog. O potędze Gryffindoru

Górna linia dzioba wyszła jej odrobinę krzywo, ale było już za późno, żeby ją poprawiać. Musiała zadowolić się tym, że cała reszta była wręcz idealna – mimo, iż swoim rysunkom zawsze przyglądała się krytycznie, nie mogła znaleźć w nim żadnej skazy ponad tę jedną. Głowa stworzenia wywierała na dziewczynę chyba największy wpływ – patrząc na nią, odnosiła wrażenie, że gdyby dotknęła kartki, poczułaby miękkość piór pod palcami, a te wielkie, ufne oczy tylko ją do tego zachęcały. Królewska grzywa połyskiwała złotem i, nie wiedzieć czemu, purpurą, której wcale tam nie nakładała. A te łapy! Czuć było zapach krwi zwyrodnialców, którą pokryte były jego ostre szpony. Ta postawa, te plecy, na których… Chciała wyrwać mu skrzydła i odlecieć w siną dal, ale wiedziała, że to niemożliwe.
Krzyki z dołu były coraz wyraźniejsze.
Zgięła rysunek na cztery i spakowała go do torby. Czeka ją długa droga. Będzie miała jeszcze dużo czasu, żeby udoskonalić rysunek. Może Scytia jej pomoże? Dzioby zawsze wychodziły jej lepiej.
Zeszła po mahoniowych schodach. U ich stóp, tak jak się spodziewała, czekała na nią mała, jedenastoletnia dziewczynka. Na imię jej było Mattia, ale siostra wolała nazywać ją Tiamat – morską panią gryfów. Może daleko było jej do okrucieństwa sumeryjskiej bogini, ale sama wizja nazywania swojej krewniaczki imieniem pierwszego z jej ulubionych stworzeń sprawiała jej niezmierną radość. Miała tylko nadzieję, że nie odezwie się w niej pierwotny chaos i nie trafi do Slytherinu.
Zresztą, kto chciałby tam takiego aniołka? Wyglądała jak żywcem wyjęta z rzeźb barokowych. Pucołowata, maleńka dziewczynka o oczkach błękitnych jak niezachmurzone niebo i loczkach jaśniejszych niż pszenica. Wiecznie pokryta rumieńcem pasującym do jej malinowych usteczek i ulubionych, czerwonych korali od mamusi. Ubierała się w zwiewne, błękitne lub morelowe sukienki z falbankami, które niedługo będzie musiała zamienić na czarne szaty, takie ponure i oficjalnie, co raczej nie spodoba jej się za bardzo. Jej starsza siostra modliła się w duchu, żeby chociaż czerwony krawat pasował do jej policzków. Wtedy pozostanie urocza.
– Idziemy, Tiamat? – spytała, czochrając włosy dziewczynki. Ta fuknęła na nią i odsunęła głowę, ale nie wyglądała na specjalnie obrażoną. Grubiutkimi paluszkami poprawiała ułożenie kokardy, zawiązanej na samym czubku jej głowy. – Spóźnisz się na pociąg. Nie wypada tak pierwszy raz…
– A piąty już można? – Jej głosik był piskliwy, niewyraźny, ale na swój sposób uroczy. – To niesprawiedliwe.
Starsza uśmiechnęła się pobłażliwie. Gdyby za każdym razem miała angażować się w tego typu dyskusje, nie robiłaby nic innego. To niesprawiedliwe było ulubionym argumentem Mattii. Ukucnęła więc tylko koło siostrzyczki i zajęła się poprawianiem jej rozczochranych włosów. Przy swoim metrze osiemdziesiąt sześć mogła zapomnieć nawet o pochylaniu się.
– Pamiętasz, co ci powiedziałam? – spytała, patrząc w przenikliwe oczy jedenastolatki, tak niepodobne do jej zielonych, nieokreślonych, nijakich. – Masz grzecznie poprosić Tiarę, by przydzieliła cię do domu Gryfa.
– A który to był?
– Ten z lewkiem. Taki złoto…
– To z lewkiem czy z gryfem? – przerwała jej. – Jest różnica!
Na to nie miała odpowiedzi. Może i mała się tylko droczyła, ale trafiła w jej czuły punkt – przez wszystkie te lata w Hogwarcie, jej siostra zastanawiała się, czemu Gryf jest Lwem i nawet profesor McGonagall nie potrafiła jej tego wytłumaczyć.
Na szczęście przed mętnym tłumaczeniem – które Mattia by wyśmiała, oczywiście – uratował ją ojciec wołający, że za chwilę zawoła Błędnego Rycerza.
***
Pierwszego wieczoru pierwszej klasy uznała, że wszystkie dziewczyny w jej pokoju są fajne.
Lily Evans była ruda, czego miała jej zazdrościć już do samego końca. Wtedy jeszcze potrafiła jej wybaczyć, że ma ładniejsze oczy od jej siostry, więc wszystko było w porządku. Poznały się, gdy Mattia usiadła przy niej przy stole i od razu zaczęły ze sobą rozmawiać. Lily pochodziła z rodziny mugolskiej, ale była miła, sympatyczna, odrobinkę za głośna. Chociaż wylała sok dyniowy na nową szatę dziewczynki, nie doszło do żadnej awantury.
Obydwie były tego samego wzrostu, co czyniło je najniższymi na roku. Niestety, różniły się budową – Evans nie była pulchna, a drobna, delikatna, jakby stworzona z wyjątkowo kruchej porcelany. Kolor jej skóry przywodził na myśl brzoskwinkę, ale taką obsypaną mnóstwem piegów. Miała odrobinę zadarty nos, ale od razu spodobałaby się wszystkich chłopcom, gdyby nie fakt, że oni w tym wieku myśleli tylko o miotłach.
Debby Lynotch wiązała swoje mysie włosy w dwa śliczne kucyki, co strasznie podobało się Mattii, przyzwyczajonej do dawania lokom pełnej swobody. To z nią spędziła swoją podróż do szkoły. Debora powiedziała jej, że ma w szkole jeszcze dwójkę braci w Ravenclawie, ale chętnie pójdzie z nią do tego samego domu. Abram i Robin Lynotch byli paskudni i ciągnęli dziewczynki za warkocze, ale nie dotyczyło to osób bez tak uczesanych włosów, więc obie czuły się bezpiecznie. Debby miała ropuchę, Ślicznotkę i twierdziła, że to najprawdziwsza w świecie królewna, która czeka na pocałunek. Nikt do tej pory nie próbował go złożyć.
Ebony Vitreous chciała mieć włosy czarne jak heban, skórę białą jak śnieg i usta czerwone jak krew, ale niestety udało jej się tylko z tym pierwszym. Jej mama była mugolem i często opowiadała jej bajki o królewnie tak właśnie wyglądającej. Ebony cały rok była opalona na jasny brąz, niezależnie od tego czy świeciło słońce, czy nie. Swoje ciemne, proste włosy zaplatała w mnóstwo warkoczyków, którymi bawili się bracia Debby, ale jej to najwidoczniej nie przeszkadzało. Mattia często zastanawiała się, czemu oczy jej koleżanki wyglądają jak ze szkła – przy jej ciemnej karnacji są bladozielone, niemal zlewają się z białkami, a w dodatku wiecznie wyglądają tak, jakby płakała.
Eirene Scorch też miała loki, ale brązowe. Też była pulchna, ale trochę inaczej, bardziej. Też wiecznie się rumieniła, bo wiecznie było jej za coś wstyd. Też miała szkliste, niebieskie oczy, ale to dlatego, że ciągle płakała. Za mamą, tatą, domem i białym kotem. Była całkiem wysoka jak na swój wiek i wszystko w niej było duże – od oczu przez nos, usta, dłonie aż do stóp. Lubiła opowiadać o tym jak jest u niej w Szkocji, a dziewczynki słuchały jej chętnie – żadna nigdy wcześniej tam nie była.
Grizel Saedyce mówiła zdecydowanie najwięcej, w szczególności o swoich czekoladowych włosach, którymi bardzo lubiła się chwalić. Była z nich dumna równie mocno, co z jagodowej sukienki, którą dostała od ciotki na jedenaste urodziny. Przy okazji znała kilka naprawdę ciekawych historyjek dotyczących szkoły – cała jej rodzina była w Gryffindorze. Jej starsza siostra, Mona, była nawet w tym roku prefektem naczelnym. Wspomniała im też o małej Cadice, która za dwa lata też miała wstąpić w ich szeregi. Wszyscy członkowie ich rodziny byli piwnoocy, wysocy i kościści, ale całkiem ładni, pomijając oczywiście ciotkę Gertrudę z Cardiff, która przekraczała wszelkie normy, bo urodziła się grubaską.
Tyle Mattia pamiętała ze swojej pierwszej nocy w dormitorium. Przez następne lata te dane miały się zmieniać –na drugim roku już nie wszystkie dziewczyny były fajne, a co dopiero później! – ale na razie straszliwie jej się tam podobało. Nie znała jeszcze żadnych chłopców, ale to nie było wtedy dla niej ważne – siostra powiedziała jej, że ze wszystkim trzeba stopniowo i miała zamiar się tego trzymać.
Dlatego też tamtego dnia, gdy już wszystkie powiedziały to, co miały do powiedzenia, usnęła spokojnie w swoim nowym łóżku z baldachimem.
Cudowny to był widok – sześć tak różnych dziewcząt w jednym pomieszczeniu, w jednym zamku, z jednym celem, z jednym marzeniem, pogrążone w jednym śnie, związane jedną nicią sympatii. Tylko w Gryffindorze mogły się odnaleźć; żaden inny dom nie dałby im tego samego.
W tej miękkiej ciszy pobrzmiewała tylko jedna, cichutka pieśń: Może w Gryffindorze, gdzie kwitnie męstwa cnota, gdzie króluje odwaga i do czynów ochota.
Advertisements
Prolog. O potędze Gryffindoru

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s