III. O potędze miłości

W Hogwarcie wszyscy wiedzieli, że na czwartym roku w Gryffindorze dzieją się dziwne rzeczy.
Każdy słyszał o wybrykach słynnych Huncwotów. Podpalanie składzika z miotłami Ślizgonów obserwowali nawet nauczyciele, a co poniektórzy prosili McGonagall, żeby skróciła chłopakom szlaban z miesiąca na pół. O parze Potter – Evans, której nie ma, ale jest, dyskutowały nie tylko największe plotkary tej szkoły, ale też i osoby, które wstydziły się obgadywania kogokolwiek.
Jednym słowem – było wesoło.
Jedyną osobą, której zaistniała sytuacja nie bawiła była ruda Lily Evans. O ile na początku, w pierwszej klasie, nawet jej się to podobało – ot, takie dziecięce żarciki – z roku na rok cały ten domniemany romans przybierał coraz ciemniejszych barw. Na każde nie z jej strony James zaczynał reagować kpiną i udawaną histerią. A jednak się nie poddawał. To właśnie było najgorsze, bo..
Tak naprawdę to ona go lubiła. Nawet bardzo. Był wesoły, inteligentny, dobrze wychowany. Wprawdzie od czasu do czasu zachowywał się jak niewyżyty gówniarz, ale cóż, zdarza się. Przyjaźnił się z dwoma jej koleżankami – Mattią i Ebony – za którymi ostatnimi czasy niezbyt przepadała, ale jednak dawało to o nim jakieś świadectwo. Cała ta lojalność wobec Huncwotów też robiła na niej wrażenie.
Tylko, że ona go po prostu lubiła. Nic więcej.
Na początku próbowała mu tłumaczyć, zachowywać się spokojnie, ale to nie przynosiło żadnych efektów. Nie ma więc nic dziwnego w tym, że w końcu zaczęło ją to irytować. Krzyczała na niego coraz częściej, bo po prostu przy setnym Evans, umówisz się ze mną? puszczały jej nerwy. Zresztą jej koleżanki nie miały jej tego za złe – rozumiały, że to normalne. Wprawdzie Ebony początkowo protestowała przeciw umieszczaniu Jimmy’ego w kategorii natrętnej muchy, ale w końcu stwierdziła, że to nie jej sprawa i dała sobie z tym spokój.
***
Lily bardzo lubiła Walentynki. To był jeden z tych magicznych dni, kiedy wszyscy byli dla siebie mili, a świat wydawał się o wiele piękniejszy niż w rzeczywistości. Wcale nie podzielała poglądów Eirene, jakoby wszechobecne serduszka były nie na miejscu – jej się podobały. Tę parę kartek, które dostała, przyniosło jej wręcz dziką radość – na ich widok pisnęła z zachwytu. Zaraz po Grizel, była zdecydowanie najbardziej popularną Gryfonką w szkole w przedziale wiekowym od jedenastu do piętnastu lat. Wszystkie przejrzała bardzo dokładnie i tylko jedna sprawiła jej ewidentnie przykrość – tak jak zwykle dostała też walentynkę od Jamesa i przykro jej było, że znów będzie musiała mu odmówić. Tego jednak dnia nie miała siły się na niego denerwować.
Walentynki!
Cały dzień w Hogsmeade!
Była umówiona ze swoim przyjacielem o dwunastej pod Trzema Miotłami, ale wiedziała, że pewnie tam nie zostaną – Severus nie lubił tłumów. Trochę żal jej było, że nie może zabrać ze sobą Grizel i Eirene, ale on ich zbytnio nie lubił, a skoro już mu obiecała…
Wychodziła właśnie ze szkoły. Zamiast patrzeć pod nogi, całą uwagę skupiła na zapinaniu guzików przy swoim brązowym płaszczyku, nie miało to jednak żadnych przykrych konsekwencji. No, poślizgnęła się raz na schodach, ale to tylko taki mały wyjątek. Na błonia udało jej się dotrzeć w jednym, a w dodatku dokładnie pozapinanym kawałku.
Tam właśnie po raz pierwszy tego dnia spotkała autora niefortunnej kartki walentynkowej.
– Cześć, Evans – powiedział Potter.
Nie opuszczał go jego zwykły entuzjazm – wprost promieniował szczęściem, a na jej widok zdawał się ucieszyć jeszcze bardziej. Uśmiechał się, kretyńsko machał rękami. Parę kroków od niego stała Mattia – również wesoła, ale już nie aż tak. Widocznie było coś, co zmąciło jej dobry humor. Cóż, gdyby Lily miała spędzić Walentynki w takim towarzystwie, też nie byłaby zachwycona.
– Cześć – odpowiedziała, uśmiechając się bardziej do koleżanki niż do Jimmy’ego.
I już miała ich ominąć, wywijając się z tej stresującej konwersacji (bo co będzie, jeśli zapyta o kartkę…?), gdy pulchne i idealnie wypielęgnowane paluszki Mattii przytrzymały ją za kołnierz płaszcza. Uroki bycia niskim.
– Umówiłaś się z kimś? – spytała z wystudiowaną uprzejmością.
Często czuła się niezręcznie w jej obecności. Dziewczyna miała w sobie coś takiego, co onieśmielało pannę Evans zupełnie. Nie miała w sobie zbyt wiele z Gryfonki – o ile jej siostra była wręcz wzorem postępowania, ostatnią z tych prawdziwych przedstawicielek Domu Gryfa, o tyle ona sama pasowałaby wszędzie, tylko nie tu. Tą swoją obojętnością, zimnem pasowała do Slytherinu, inteligencją – do Ravenclawu, a z niesamowitą pracowitością byłaby ulubienicą Helgi. Tiara albo kierowała się jej anielskim, uroczym wyglądem, albo ta po prostu musiała tu trafić, żeby poznać Syriusza i Ebony – jedyne osoby, które cokolwiek o niej wiedziały.
Po malutkiej dziewczynce, którą jeszcze niedawno była, nie pozostał nawet najmniejszy ślad.
– Ze mną? – zaproponował nieśmiało Potter.
– Umówiłaś się z Rogatym i nikt mi o tym nie powiedział? – parsknęła śmiechem. – Już drugi mnie dziś wystawił. Świnie. Nie odzywam się do was.
Cofnęła ręce, ostentacyjnie splatając je na piersi. Starała się wyglądać na obrażoną i, prawdę mówiąc, wychodziło jej to nadzwyczaj dobrze.
– Nie bój się, nie zostaniesz dziś sama. – Lily ledwo ukryła to, jak bardzo jej ulżyło; nie lubiła być dotykana przez Mattię, choć przecież kiedyś były takimi dobrymi przyjaciółkami.
– Możemy cię przecież zabrać ze sobą, prawda, Evans?
Blondynka prychnęła, co Rogacz zapewne podsumowałby jakimś krótkim Ach, te kobiety!, gdyby nie nagła interwencja jego ukochanej:
– Obiecałam Severusowi, że spędzimy ten dzień razem.
James otworzył usta ze zdziwienia, chociaż powinien był być na to przygotowanym.
***
Siedzieli razem w Trzech Miotłach. To zdecydowanie nie był dobry pomysł, wychodzić gdziekolwiek dzisiaj. Tyle zakochanych par, których widok wcale nie pomagał Jimmy’emu się uspokoić.
– Przynajmniej pocałowała cię w policzek. Powinieneś się cieszyć. To już jakiś awans – przekonywała go Mattia, ale nie przynosiło to większych efektów.
Uparł się, żeby zepsuć sobie ten dzień i nic nie miało go od tego odwieźć. Nawet kufel kremowego piwa, który był jedyną używką na jaką może sobie pozwolić prawie piętnastolatek. Jedyną i dość tanią.
Siedzieli już w pubie dobre pół godziny – on użalający się nad sobą i pokonany, ona w charakterze nieudolnej pocieszycielki – gdy w końcu pojawił się Syriusz.
Powinno się tu napisać, że serce zabiło jej mocniej, zrobiło jej się słabo i ogólne – och ach. Tak się jednak nie stało i nie można nikogo wprowadzać w błąd. Nagle tylko i ona posmutniała nieznacznie, przypominając sobie, że jest na niego obrażona. Ni mniej ni więcej.
Black zajął miejsce między przyjacielem a przyjaciółką, jakby w roli przyzwoitki.
– Co tam, Rogaty? Znowu Smarkerus?
Jimmy tylko kiwnął głową.
– Nie wiem, co ona w nim widzi. Przecież to kompletny…
– Kretyn? – przerwała mu Mattia. – Nie wychodzi za niego za mąż, nie przesadzajmy. A przyjaźnić można się nawet ze skończonym kretynem.
– Jakieś wycieczki osobiste?
– Stwierdzam fakt.
Zapewne rzuciliby się sobie do gardeł – obojętność obojętnością, ale jeżeli chodziło o Syriusza bądź Ebony, Matt była wyraźnie przewrażliwiona – gdyby nie nagła interwencja Rogacza w postaci chrząknięcia.
Spojrzeli na niego, ciągle zirytowani; wiadomo, gdyby wzrok mógł zabijać… Na szczęście jednak nie mógł i pan Potter pozostał tymczasowo żywy.
– Przypominam, że to ja tu cierpię, tak?
– Ja też – przyznała dziewczyna. – Razem z tobą. Na mrozie czekaliśmy na tego tu obecnego Łapę przeszło godzinę i gdyby przyszedł na czas, nie wpadłaby na nas Evans i…
– Jestem winny temu, że umawia się ze Smarkiem? – zaprotestował Syriusz.
– Jesteś winny temu, że obiecałeś pójść z nami do Hogsmeade, a zabrałeś się tam z jakąś panienką.
– Możecie…
Nie mogli.
***
Ale przecież bywały i te piękne dni.
Najcudowniejsza była właśnie ta wytrwałość Rogatego. Syriusz i Mattia nieustannie urządzali względem siebie jakieś podchody, które tylko rozśmieszały całe otoczenie, ale nigdy nie mieli zamiaru dotrzeć do celu. Tymczasem Jimmy, mimo ciągłych upokorzeń i odtrąceń, potrafił wstać na nogi i spróbować jeszcze raz.
Tak do końca świata.
Dlatego też już w tydzień później biegał on po całej szkole i opowiadał, że całował się z Lily Evans – tylko tyle udało mu się zapamiętać z walentynkowego wyjścia.
– Rogaczu, to prawda, że Lilka poszła do Hogsmeade ze Smakiem? – spytała Ebony.
Znała już całą historię, ale to pytanie powtarzała jak najczęściej się dało. Powód był prozaiczny – James lubił na nie publicznie odpowiadać. Czy to w Pokoju Wspólnym, czy to na nudnej lekcji, czy nawet w Wielkiej Sali, tak jak teraz. Uśmiechał się wtedy triumfująco i oświadczał:
– Może i poszła, ale to ze mną się całowała!
Atmosfera od razu stawała się przyjaźniejsza.
– Oj, Jimmy, to był tylko taki malutki buziak w policzek… – tym razem Matt postanowiła odświeżyć mu pamięć.
Już odzywała się do Łapy, ale starali się zachować dystans, jakąś stosowną odległość. Teraz jednak Syriusz pochylił się w jej stronę w celu zaprezentowania jej słów. Ktoś przy sąsiednim stole Ravenclawu westchnął nawet:
– Też bym tak chciała.,
co nie zdołało jednak zagłuszyć jego pytania:
– O taki?
– Mniej więcej – odpowiedziała mu, starając się jakoś mu zasugerować, żeby lepiej się odsunął. – Może trochę większy, ale…
– Większy! – przerwał jej James. – Słyszycie? Większy! Naprawdę się ze mną całowała!
Nie szło nie przyznać mu racji. W tego typu przepychankach słownych, Rogacz wygrywał zawsze, niezależnie od tego czy miał rację, czy (jak w większości przypadków) jej nie miał. Nie pozostało im nic innego jak uśmiechnąć się pobłażliwie i nie prezentować nic więcej.
Jak jednak reagowała na to Lily? Większości tych popisów po prostu nie słyszała – Ebony i Mattia nie miały w zwyczaju zwierzać się z czegokolwiek swoim współlokatorkom, a żaden z Huncwotów nie wpadły na głupi pomysł narażenia się wściekłej Evansównie. Kiedy jednak dochodziły do niej jakiekolwiek plotki o tym, że ona niby z Potterem, ignorowała je. Czasem, ale to bardzo rzadko, robiła mu jakąś awanturę o to, że opowiada wszystkim banialuki, jednak gdyby miała za każdym razem…
Potter wygrywał.
Bo chodzi o to, żeby gonić króliczka, a nie go złapać, prawda?
Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s