7. Rozstania i powroty

– Poinformowałaś go, że jesteś w ciąży?
– Nie jestem w ciąży, Ais!
Aisling zachichotała. To był przerażający chichot. Ku uldze Audrey szybko jednak minął i Ais nie kontynuowała tematu.
– Jak czuje się Lizzy? – zapytała nagle.
Audrey spojrzała w stronę łazienki, z której od pół godziny dochodził odgłos lejącej się wody.
– Nie wiem.
– Myślisz, że tak długo bierze prysznic, czy nie chce z nami rozmawiać?
– Nie wiem.
Jak na zawołanie, woda przestała lecieć, a chwilę później z łazienki wyszła Lysandra, owinięta szczelnie puchatym ręcznikiem. Mokre włosy przylepiły się jej do twarzy, a ona sama wyglądała trochę bardziej żywo niż przed wejściem do łazienki. Spojrzała ze zdziwieniem na siedzące w kuchni dziewczyny, po czym minęła je i podeszła do kuchenki.
– Zużyłam całą ciepłą wodę – oznajmiła.
Żadna nie odpowiedziała. Czekały. Ale Lysandra po prostu robiła sobie herbatę.
– Powiesz nam w końcu, gdzie wczoraj poszłaś?
Lizzy milczała. I przesłodziła.
*
Aisling stała na błoniach i patrzyła w stronę jeziora. Nad brzegiem dostrzegła Audrey, której szukała od godziny. Teraz jednak nie była pewna, czy powinna podejść. Zacisnęła wargi. Nie rozumiała, co właśnie się tam działo.
Nie zdążyła jednak podjąć decyzji, kiedy poczuła, że ktoś ją obejmuje od tyłu i kładzie brodę na jej ramieniu. Nie zareagowała, chociaż doskonale zdawała sobie sprawę, kto za nią stał. I kto miał tyle odwagi, by w ogóle ją dotknąć.
– Przepraszam – usłyszała koło ucha.
Zamknęła oczy, gdy poczuła, że uścisk, choć wciąż ostrożny, nasila się.
– Za późno – powiedziała, chwytając go za nadgarstki i odciągając je od siebie.
Aaron poczuł, że chciała się uwolnić, więc ją puścił. Odwróciła się w jego stronę i spojrzała mu w oczy.
– Trzeba było o tym pomyśleć wcześniej.
Wyglądała na zdenerwowaną, chociaż właściwie była bliska płaczu. Nie chciała płakać. Nie teraz i nie przy nim.
Aaron milczał.
– Naprawdę żałujesz?
Wciąż milczał i dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że popełnił błąd. Ale Aisling już przed nim nie stała. Po prostu ruszyła w stronę zamku. Ale nie gonił jej.
Ona tymczasem zdążyła jedynie dojść na dziedziniec, nim na kogoś wpadła. Kiedy idzie się patrząc na buty, a nie przed siebie, nietrudno o wypadek. W szczególności, kiedy druga osoba też nie należy do uważnych.
Aisling podniosła głowę i spojrzała na Rileya, który przyglądał się jej z zaskoczeniem.
– Nie płacz! Nic ci nie zrobiłem – powiedział, kiedy napotkał jej wzrok.
Łzy Ais były bardzo rzadkim zjawiskiem, natomiast łzy złości po prostu jej się nie zdarzały. Nigdy. Riley właśnie zdał sobie sprawę, że niemożliwe stało się zupełnie, namacalnie możliwe.
Zacisnęła dłoń w pięść, a on aż się cofnął.
– Tylko mnie nie bij!
Nie zrobiła tego, co zupełnie skołowało Rileya. Gdyby uderzyła, uciekłby, a w takim wypadku musiał zostać. Żeby nie wyjść na nieczułego chama, rzecz jasna (choć i tak zawsze na takiego wychodził).
Spanikował. Chwycił ją za ramiona i potrząsnął nią lekko. Nigdy nie umiał postępować z płaczącymi dziewczynami.
– No już, uspokój się – powiedział. – Będzie dobrze. Tylko przestań płakać.
Ais spojrzała na niego przez łzy.
– Przestań.
Riley puścił ją, a ona otarła policzki.
– Wiem, co może ci poprawić humor – oznajmił nagle bardzo radośnie.
Spojrzała na niego krytycznie.
– Nie prześpię się z tobą, Riley.
– Nie o to chodziło, ale masz rację, to też by ci poprawiło humor. Jestem tego pewny.
Uśmiechnęła się i szturchnęła go w ramię. Zaskoczyła go. Spodziewał się raczej fioletowego siniaka.
– Dzięki – powiedziała.
– Zawsze do usług. – Ukłonił się lekko.
*
– Byłam w Cafe Chat Noir, wypiłam kawę i wróciłam.
Ani Aisling, ani Audrey nie skomentowały słów Lysandry. Wyszła z domu o siódmej, a wróciła o czwartej nad ranem.
– No dobra, wypiłam trochę więcej niż tylko kawę.
– Byłaś u niego? – zapytała Ais, patrząc znacząco na przyjaciółkę.
– U kogo? – Lizzy napotkała jej wzrok i wykrzywiła usta. – Tak, spotkaliśmy się, a potem zaprosił mnie do siebie.
– A ty się zgodziłaś – wtrąciła Audrey.
– To mój chłopak!
– Były – poprawiła Ais.
– Wróciliśmy do siebie.
Lysandra dopiła przesłodzoną herbatę, postawiła kubek w zlewie, po czym wróciła do łazienki.
– Czyli nie chciała z nami rozmawiać – powiedziała zamyślona Audrey.
Ais przytaknęła, po czym westchnęła głośno i wstała z krzesła. Umyła kubek, a następnie postawiła go na suszarce. Oparła ręce o brzeg blatu i zaczęła się wpatrywać w jeden punkt na ścianie.
– Napisałaś do niego? – zapytała Audrey.
Ais nie spojrzała na nią. Nie drgnęła nawet.
– Zrobiłam coś lepszego.
– Co takiego?
Ale Audrey nie otrzymała odpowiedzi.
*
Anne siedziała w fotelu w pokoju wspólnym i próbowała czytać książkę. Próbowała, ponieważ cały czas zerkała w stronę Ethana, który siedział nieopodal i rozmawiał z Jaden. Mimowolnie zacisnęła mocniej palce na okładce książki, kiedy siedząca wcześniej na oparciu Jaden została zepchnięta przez Aarona prosto na kolana Ethana. A Ethan zaśmiał się i uwięził dziewczynę w swoich objęciach.
Anne prawie podskoczyła w fotelu, kiedy poczuła, że ktoś chwyta ją za ramię. Spojrzała z oburzeniem na szeroko uśmiechniętą napastniczkę.
– Nie chciałam cię przestraszyć – powiedziała Ais, kiedy tylko zauważyła wyraz twarzy kuzynki. – Książka tak cię wciągnęła?
Ais wyjęła z ręki Anne książkę, którą tamta wcześniej próbowała czytać, i spojrzała na okładkę.
– Oszalałaś? Podręcznik od transmutacji? – Zerknęła na nią krytycznie. – No cóż. Profesor Gane byłaby z ciebie dumna.
Anne szybkim ruchem ręki odzyskała podręcznik i schowała go do torby, która leżała na oparciu. Nie miała zamiaru się teraz tłumaczyć Ais, choć wiedziała, że ta jej nie będzie za nic potępiać i z pewnością ją wysłucha. Miała jednak wrażenie, że jak powie wszystko głośno, to będzie się czuła jeszcze gorzej.
– Ostatnio nie szło mi najlepiej – powiedziała. – Postanowiłam trochę popracować nad wynikami.
Aisling kiwnęła głową, chociaż nie wyglądała na przekonaną. Spojrzała w tę samą stronę, w którą wcześniej patrzyła Anne, i wykrzywiła z niezadowoleniem usta, kiedy zauważyła, że Aaron również na nią spojrzał.
– Przebywanie w pokoju wspólnym zrobiło się ostatnimi czasy niebezpieczne – powiedziała Ais, zwracając wzrok z powrotem na kuzynkę. Westchnęła. – Jakbyś chciała pogadać, to wiesz, gdzie mnie znaleźć.
Anne wiedziała, że jest kilka miejsc, w których można znaleźć Ais, i były one w różnych częściach Hogwartu, ale kiwnęła głową, a Aisling uśmiechnęła się i ruszyła w kierunku schodów prowadzących do dormitoriów.
Westchnęła cicho i znów spojrzała na Ethana i Jaden, która ani myślała schodzić z kolan przyjaciela, a ten cmoknął ją w kącik ust.
Anne nie chciała tego dłużej oglądać, więc wstała, wzięła torbę i dogoniła Ais.
*
Christopher chciał się za wszelką cenę umówić z Jaden, która zrobiła na nim naprawdę duże wrażenie. Tylko pozostawało teraz wymyślić, w jaki sposób to zrobić. Gdyby Chris był stereotypowym Ślizgonem – sprytnym, przebiegłym i ambitnym – nie miałby z tym żadnego problemu. Nie brakowało mu co prawda pomysłów, ale z pewnością nie był zbyt sprytny, ani zbyt ambitny. Najlepszym wyjściem było po prostu poradzenie się Audrey, ponieważ ona potrafiła sobie radzić w każdej sytuacji.
Nie zdawał sobie jednak sprawy, z tego, że Jaden była nim mniej zainteresowania, niż myślał, ani że Audrey nienawidziła pomagać w sprawach miłosnych, na których w ogóle się nie znała. Umknął mu też fakt, że mógł zwyczajnie podejść do Jaden i nawiązać z nią rozmowę. Podobał mu się natomiast pomysł, by urządzić kolejną imprezę.
Pozostawała jednak jedna kwestia: kto byłby odpowiedzialny za organizację? On sam nie miał zamiaru się tym zajmować.

Advertisements
7. Rozstania i powroty

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s