6. Wady dnia po

Aisling jęknęła.
– Kac?
Aisling burknęła i nakryła się kołdrą.
– Chcesz kawy?
– Audie, mów ciszej – wychrypiała w odpowiedzi Aisling.
– Kawy? – zapytała znacznie ciszej.
Aisling podniosła się do pozycji siedzącej i spojrzała na Audrey, która miała na sobie puszysty, fioletowy szlafrok i w ręku trzymała dwa kubki. Z jednego właśnie piła. Ais wyciągnęła rękę, by wziąć drugie naczynie. Kawa nie była najlepsza na kaca, ale przynajmniej zabijała zmęczenie. Napiła się. Jeden łyk. Drugi. Przy trzecim zdała sobie sprawę, że kawa jest zbyt gorąca i poparzyła sobie język.
– Uważaj – powiedziała Audrey.
– Dzięki, że mówisz zawczasu – mruknęła. – Nigdy więcej alkoholu.
– Ile razy ja już to słyszałam?
– O jeden raz za mało.
Przetarła oczy i spojrzała nieprzytomnie na Audrey.
– Coś się wczoraj stało po tym, jak film mi się urwał?
Audrey pokręciła głową.
– Poza tym, że dowiedziałyśmy się, co zjadłaś wcześniej, to nic.
– Aha, dzięki.
*
Gabriel nigdy nie był zbyt sumienny w pełnieniu swoich obowiązków prefekta. Nie wykorzystywał też władzy i nie odejmował punktów komu popadnie. Dla niego słowo prefekt oznaczało jedynie plakietkę. Czasem zareagowanie na przewinienia pierwszorocznych Krukonów, kiedy Aisling patrzyła.
Teraz, widząc jak dwójka młodszych Krukonów niezaradnie montowała Uszy Dalekiego Zasięgu przy gabinecie nauczycielki transmutacji, podszedł do nich. Oboje z lękiem spojrzeli najpierw na twarz Gabriela, a potem na jego plakietkę. Chyba chcieli uciec.
Uszy Dalekiego Zasięgu widniały bowiem na liście zakazanych w szkole przedmiotów.
– Robicie to źle – powiedział.
I pokazał im, jak zrobić to dobrze.
A Krukoni stali i wpatrywali się w niego ze zdziwieniem. Ale chłonęli każde jego słowo z wielkim zainteresowaniem. I chłonęliby dalej, gdyby w zasięgu wzroku nie pojawił się drugi prefekt.
Gdyby Gabriel ją zauważył, to pewnie przestałby mówić, a Aisling minęłaby ich bez zwrócenia na nich uwagi. Ale nie skończył mówić, więc się zatrzymała.
– Gabriel – odezwała się i spojrzała na jego ręce. Dopiero wtedy zauważył, że mają towarzystwo. – Ty chyba nie uczysz pierwszorocznych zakładania tego… no, tego.
Uniosła brew. Gabriel podrapał się po karku.
– Nie, ja właściwie… pokazuję im, że nie wolno tego robić – powiedział szybko, a potem zwrócił się do pierwszorocznych: – Widzieliście? Już, zmykać!
Młodsi Krukoni przestraszyli się i uciekli. Nie chcieli nawet odzyskać Uszu Dalekiego Zasięgu. I tak by nie odzyskali, bo chwilę później cały sprzęt znalazł się w rękach Aisling, a potem w jej torbie, by na koniec wylądować w śmietniku.
– No wiesz? – odparł z wyrzutem. – Taki dobry sprzęt. Nieużywany jeszcze!
– Nie.
– A jak zmienię kolor włosów na różowy?
– Ani mi się waż! – Pogroziła mu palcem, a następnie splotła ręce na piersi. – Jestem nieustępliwa. I nie przekupisz mnie – dodała, widząc, że otwiera usta.
Gabriel uśmiechnął się, kręcąc głową.
– Trudno – powiedział. Odwrócił się od Aisling i zaczął iść wzdłuż korytarza. – Kupię więcej i nauczę pierwszorocznych, jak ich poprawnie używać.
Ais westchnęła głośno i dogoniła go.
– Jesteś prefektem, Gabriel! Prefektem.
– Wiem – odpowiedział. – Ale tak jest zabawniej. Ty też przecież lubisz się bawić.
Spojrzała na niego pytająco.
– Słyszałem, że ostatnio mocno zabalowałaś. – Zaśmiał się krótko. – Audrey cię szukała, nikt nie wiedział, gdzie jesteś. Potem się okazało, że Aaron też zniknął. Wiesz coś o tym?
Poczuła, że policzki ją pieką.
– Nieważne.
– Więc jesteśmy kwita.
– Jeżeli tak to nazywasz – odpowiedziała jedynie i, nie spojrzawszy na niego, skręciła w inny korytarz. Bez słowa pożegnania. I tak się później zobaczą w pokoju wspólnym.
*
– Herbata, mleko, kawa i woda – wymieniła Ais. – Nic nie pomaga. Te tabletki też są beznadziejne. Zawsze pomagały.
– Nie możesz polegać na mugolskich specyfikach – powiedziała Audrey, patrząc na pudełko po lekach, a także kilka różnych szklanek i kubków na stole.
– Za każdym razem jest coraz gorzej! To straszne.
Aisling pokręciła głową, ale przez to świat zawirował jeszcze bardziej. Jęknęła i oparła czoło o blat stołu. Audrey przez chwilę wpatrywała się w przyjaciółkę. Prawdopodobnie byłaby w podobnym stanie, gdyby wypiła trochę więcej. Ona jednak wpadła w dziwny humor w samym środku imprezy i odmówiła picia. Potem wychyliła pół szklanki, bo tylko tyle alkoholu zostało.
Lysandra prawdopodobnie będzie w podobnym stanie jak Ais. Póki co, jeszcze się nie obudziła.
– Żadnych błyskotliwych rad? – zdziwiła się Ais, podnosząc głowę.
– Kilka – odpowiedziała. – Ale poczekam, aż przestanie cię boleć głowa.
– Nie ma różnicy, powiedz teraz.
– Nie pij tyle, odstaw kawę, bo oczy zaczną ci świecić, i odezwij się do niego.
Aisling zastanowiła się.
– Odezwę.
*
Iris przemierzała korytarze. Chciała pobyć sama. Było to dziwne, jeśli wziąć pod uwagę, że Iris nigdy nie bywała sama. Było jednak miejsce, do którego chodziła, kiedy już naprawdę potrzebowała samotności. Niewiele osób znało tę drogą. Ona odkryła ją przez przypadek i niezwykle przypadła jej do gustu. Cicho, spokojnie i bezludnie.
Miała na sobie gruby, zielony golf i zwykłe dżinsy. Wyglądała tak zwyczajnie, a zarazem niepozornie. Ale owy zielony golf był nieodłączną częścią jej codziennego stroju. Jak tylko kończyły się zajęcia, ona zakładała zielony golf.
Poza tym była śliczna. Ładniejsza od większej części dziewcząt w całej szkole. I z jakiegoś powodu starała się to ukrywać pod znoszonymi ubraniami.
Nie pomagało to wyobraźni męskiej części Hogwartu.
Iris doszła do swojego miejsca, do małej wieżyczki przylegającej do wieży zachodniej. Przeliczyła się jednak, sądząc, że będzie pusta.
– Evan – odezwała się. Evan Rosenheimer nie odwrócił nawet głowy, by na nią spojrzeć. Opierał się o barierkę. – Nie spodziewałam się ciebie tutaj.
– Wzajemnie – odpowiedział, po czym wyciągnął w jej stronę pudełko ze sproszkowanym pazurem hipogryfa. Poznała po kolorze opakowania. – Chcesz?
Podeszła do niego i również się oparła.
– Wiesz, że używki lubię tylko próbować.
– Wiem. Częstowałem cię już?
Kiwnęła głową, co zauważył kątem oka, i schował pudełko do kieszeni.
– Chciałam pobyć sama.
– Ja też.
Uśmiechnęła się i odwróciła tyłem do barierki. Oparła o nią łokcie i spojrzała przed siebie. Oboje milczeli przez jakiś czas.
– Nie napisałam jeszcze zaległej pracy na transmutację – odezwała się nagle, patrząc na niego. – Myślisz, że twój brat będzie w stanie mi pomóc?
– Gabriel? – zdziwił się. – Nie, myślę, że znam kogoś, kto poradziłby sobie z tym znacznie lepiej.
– Oczywiście! – Uśmiechnęła się. – Ale myślę, że nie ma sensu cię prosić, bo i tak byś mi nie napisał tej pracy.
– Pytając nic nie stracisz.
Nie zapytała. Uśmiechała się cały czas. Evan natomiast wpatrywał się w nią bez słowa. Zbliżył się nieznacznie. Iris zauważyła to, ale nawet nie drgnęła. Patrzyła jedynie na poczynania chłopaka, ale nawet nie zauważyła, kiedy ten uniósł rękę, by ją dotknąć. Samotność bywa czasem frustrująca.
Wycofał się jednak. Zacisnął wargi i wrócił do opierania się o barierkę.
Iris dopiero wtedy się poruszyła. Uśmiech zszedł z jej twarzy, chociaż nie wyglądała na zdziwioną czy zdenerwowaną. Obróciła się przodem do barierki i spojrzała w dół, na błonia.
Nic więcej nie powiedzieli. Potrzebowali samotności, to ją dostali.
*
– Nienawidzę tej suki – oznajmiła ze złością Lysandra.
Przewracała ze złością kolejne strony podręcznika od transmutacji. Audrey zerknęła jej przez ramię. Lizzy zatrzymała się akurat na rozdziale dotyczącym zamieniania psa w stolik do kawy.
– Lizzy, to tylko pies – powiedziała niepewnie.
– Co?
Spojrzała na książkę, po czym potrząsnęła głową.
– Nie, nie pies. Iris!
– Ach, Iris. – Audrey przytaknęła ostrożnie.
Temat Iris był bardzo niebezpieczny. Audrey nie lubiła o niej mówić, a Lysandra wspominała o niej coraz częściej. W szczególności po tym, jak widziała ją w towarzystwie Rileya.
Iris była znana ze swoich interesujących romansów z kilkoma rówieśnikami. Nie zawsze tymi wolnymi. Lysandra podejrzewała, że zwyczajnie bawi ją rozbijanie związków, ale nikt nigdy nie odkrył, co tak naprawdę siedzi w głowie Iris.
Nienawiść to ponoć bardzo mocne słowo. Ale idealnie opisywało to, co Lysandra czuła do Iris.

Advertisements
6. Wady dnia po

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s