4. Herbatka najlepsza

– Ais, porozmawiajmy chociaż raz o tobie.
Aisling spojrzała pytająco na przyjaciółkę.
– Masz z pewnością bardziej ekscytujące życie ode mnie – kontynuowała Audrey.
– Zdziwiłabyś się. Wiesz, że mugolskie testy ciążowe dają zaledwie dziewięćdziesiąt dziewięć procent pewności?
– Przestań!
Aisling uśmiechnęła się złośliwie. Oj, tak. Była podła. A pomyśleć, że jeszcze niedawno można byłoby przysiąc, że jest wcieleniem wszelkiego dobra. Jakże ludzie się zmieniają! Ale jedno pozostawało takie samo – Ais kochała Audrey jak przyjaciółkę i siostrę, której nigdy nie miała, więc zrobiłaby dla niej absolutnie wszystko. Nawet kosztem własnego szczęścia. Głupia. Nigdy jednak nie uważała, że jej postępowanie było mądre. Gdyby miała możliwość cofnięcia czasu, z pewnością zrobiłaby wszystko ponownie. Audrey była szczęśliwa – to ważne!
– Co właściwie poszło nie tak? – zapytała nagle Audrey.
Ais popatrzyła na przyjaciółkę dziwnie i jakby posmutniała.
– Ja byłam nie tak.
– Myślę, że to nie wszystko.
– Tak, to prawda.
*
Anne nie należała do osób, które unikają zabaw, ale dziwnym trafem, kiedy jakaś zabawa była organizowana – ona nie miała czasu. Tym razem jednak, kiedy już usilnie próbowała znaleźć chwilę, zwyczajnie się rozchorowała i trafiła do skrzydła szpitalnego, a pielęgniarka za nic w świecie nie chciała jej wypuścić. Ironia losu.
Aisling chciała nawet odwiedzić kuzynkę i wymyślić przy okazji sposób na wyciągnięcie jej z więzienia, ale pielęgniarka była nieustępliwa.
– Póki panna Candrot nie poczuje się lepiej, nikt nie będzie mógł się z nią widzieć! – mówiła za każdym razem, aż zrobiło się to zwyczajnie nudne.
Po jakimś czasie Ais zmuszona była odpuścić, a przy okazji trochę pozłorzeczyła kobiecie. Przez chwilę. Potem przypomniała sobie, że przecież wierzy w dobro ludzkie i w to, że każdy ma prawo do błędu. Czasem bycie dobrym męczyło.
Nie miała zbyt wiele czasu, ale teraz jedyne, co jej pozostało, to jakiekolwiek przygotowanie się. Najpierw jednak trzeba dojść do wieży Ravenclawu i znaleźć Audrey. Żadna z tych czynności nie wymagała chociażby minimalnego wysiłku, więc Ais beztrosko szła sobie w stronę klatki schodowej, starając się nie myśleć o nieprzyjemnej rozmowie z pielęgniarką. Nie sądziła, że ktoś będzie śmiał zniweczyć któryś z jej planów, a tym bardziej – wszystkie.
Aaron był niezwykle irytujący i jeszcze bardziej męczący, ale było w nim coś, co intrygowało Ais (o czym sama do końca nie miała pojęcia) i nie pozwalało jej minąć go obojętnie (na czym jej bardzo zależało).
– Widzę, że dzisiaj masz na sobie więcej ubrań niż zwykle – stwierdził z żalem.
Aisling spojrzała na niego podejrzliwie, przeczesując włosy palcami.
– A szkoda, lubiłem cię taką rozebraną – dodał po chwili namysłu.
Dziewczyna otworzyła szerzej oczy, a jej twarz mimowolnie przybrała czerwony kolor. Chyba ze złości. Gdyby nie to, że pani prefekt nie przystoi rzucanie klątw, zapewne wyciągałaby właśnie różdżkę.
– Szkoda – powtórzył, jakby nie widział reakcji młodszej koleżanki.
– Aaron, o co ci…
– Chodź, impreza się zaraz zacznie – przerwał jej, chwytając ją za rękę. – Nie jesteś może najładniej ubrana, ale liczę, że niedługo to nie będzie ważne.
Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, czy chociażby zastanowić się nad sensem jego słów, pociągnął ją na schody, które od razu ruszyły. Dokładnie na siódme piętro, na korytarz, który prowadził do obrazu trolli i tajnego wejścia do pokoju życzeń.
*
Lysandra Travers odgarnęła ciemne włosy na plecy, po czym zastukała mocno do drzwi. Przez chwilę nie było żadnej reakcji, nie dochodziły do niej też żadne dźwięki krzątania się. Podniosła rękę, by znów zapukać, ale w tym momencie drzwi się uchyliły i wyjrzała zza nich głowa Audrey. Lysandra automatycznie się ożywiła i uścisnęła przyjaciółkę, zanim ta zorientowała się, co się w ogóle dzieje.
– Mam nadzieję, że nie będziecie miały mi za złe tej niezapowiedzianej wizyty? – zapytała, chociaż brzmiało to bardziej jak stwierdzenie faktu, po czym weszła do środka. Z torby wyciągnęła butelkę Ognistej Whisky. – Przyniosłam alkohol.
– Ja nie piję alkoholu! – usłyszała z głębi mieszkania, a po chwili jej oczom ukazała się jasnowłosa głowa. Aisling wyglądała na dziwnie zirytowaną.
Brwi Lysandry powędrowały ku górze. Bardzo wysoko.
– Nie ma żadnych osobników płci męskiej – powiedziała wolno. – Nie masz nawet możliwości zrobienia czegoś głupiego.
– Piętro niżej mieszka wysoki brunet o zielonych oczach – wtrąciła Audrey.
Lysandra uniosła lekko brodę.
– Dla Ais herbatka, świetnie.
*
– Ais, wszędzie cię szukałam! – zawołała, widząc przyjaciółkę stojącą w towarzystwie Aarona.
Aisling odwróciła głowę i spojrzała wprost na Audrey, po czym uśmiechnęła się szeroko. Audrey już chciała ją przytulić na przywitanie, ale zauważyła coś w ręku dziewczyny. Wskazała na to palcem.
– Ais, co Ognista Whisky robi w twojej ręce?
Aisling spojrzała na butelkę.
– To nie moja ręka – stwierdziła zupełnie poważnie.
Aaron również odwrócił się w stronę przybyłej dziewczyny i, obejmując ramieniem Ais, zabrał z jej dłoni butelkę, a następnie napił się z niej.
Audrey pokręciła z rezygnacją głową.
– Nawet chodzące dobro nie może być idealne – powiedziała, po czym uśmiechnęła się.
Chciała poklepać przyjaciółkę po jasnych włosach, ale coś pociągnęło ją do tyłu i chyba tylko cudem powstrzymała się od krzyku. Szybko spojrzała na napastnika, którym okazała się Lysandra Travers. Audrey prychnęła cicho, po czym odgarnęła włosy za ucho.
– Pora, by pokazać im, jak się bawią Krukoni, cześć Ais – Lysandra wszystko powiedziała tak szybko, że ani Audrey, ani Aisling nie zareagowały, bo nie do końca wiedziały jak. – Nie obraź się, Ais, ale porywam Audrey.
Dziewczyna uśmiechnęła się, ale zanim blondynka cokolwiek odpowiedziała, wtrącił się Aaron:
– Ja już się nią zajmę, nie martwcie się – zapewnił.
Tylko to był właśnie powód do zmartwienia. Ale ani Audrey, ani Lys nie zdawały sobie z tego sprawy. Jeszcze. Oddaliły się, wierząc Aaronowi na słowo.
*
Chris był zmęczony przyjmowaniem życzeń i prezentów. Ludzie zwyczajnie nie dawali mu się bawić na jego własnym przyjęciu. Kiedy właśnie uzupełniał swoją szklankę Ognistą Whisky, zjawił się Ethan w towarzystwie nieznanej Chrisowi dziewczyny. Prawdopodobnie była ona ową koleżanką, o której wspominał wcześniej. Nieznajoma była nieprzepisowo niska, ale poza tym urocza. Chrisowi kojarzyła się z taką młodszą siostrą, którą trzeba się zająć.
Jaden Moon bynajmniej nie potrzebowała opieki. Mimo swojego niepozornego wyglądu, potrafiła o siebie zadbać lepiej niż niejedna dorosła kobieta. Powagą natomiast dorównywała jedynie pięciolatkom. Nie każdy był idealny. Jaden jednak swojej porywczości nigdy nie nazwałaby wadą. To była tylko część jej.
– Dzięki za imprezę – rzucił Ethan.
– Idziesz już? – zapytał podejrzliwie Chris, spoglądając kątem oka na dziewczynę, która uparcie na niego patrzyła. I tak jakby nie mrugała.
– Nie, nie, po prostu tak mówię. Właściwie to Jaden chciała cię poznać.
Jaden uderzyła łokciem Ethana, po czym zrobiła krok w przód i wyciągnęła rękę w stronę Chrisa, a on ją niepewnie uścisnął, przedstawiając się przy tym.
– Skoro już mamy za sobą prezentację… – Ethan podał Jaden szklankę z Ognistą Whisky, sobie zostawił drugą. – Zdrowie, Chris!
Jaden nie spuszczała wzroku z solenizanta. Chris się zastanawiał, czy może jest brudny na twarzy, ale to chyba nie było to.
*
Lysandra odwróciła szklankę do góry nogami, a na ziemię skapnęła kropla alkoholu. Po chwili z butelką zrobiła to samo. Tym razem poleciały dwie krople. Rozejrzała się, a jej wzrok spoczął na Audrey, która właśnie dopijała zawartość swojej szklanki.
– Ognista się skończyła – powiedziała z niezadowoleniem Lysandra, odkładając butelkę na stół. – Chodź, znajdziemy więcej.
Pociągnęła Audrey, zanim ta zdążyła przełknąć, czego efektem był kaszel. Szybko jednak minął, kiedy Lysandra zaczęła przepychać się między ludźmi. Kogoś trąciła łokciem, innemu przez przypadek podstawiła nogę. Cel jednak osiągnęła.
– Zobacz, znalazłam – powiedziała, pokazując Audrey nieotwartą butelkę Ognistej Whisky. Ta jednak nie wyglądała za zainteresowaną znaleziskiem. Rozglądała się dość niespokojnie.
– Gdzie Ais?

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s