23. Głupie baby

Lysandra wpadła do mieszkania w środku nocy i narobiła niemałego rabanu. Nie chcąc obudzić Anne, która zwykła spać w salonie, nie zapaliła światła, przez co potknęła się o leżące na środku pokoju buty. Zachowanie równowagi przypłaciła uderzeniem w goleń, bo buty stały przy stoliku kawowym, i upuszczeniem torebki. Nic więc dziwnego, że Anne zerwała się z łóżka na równe nogi. Zanim jednak zdążyła zadać jakiekolwiek pytanie, Lysandra pokuśtykała do swojego pokoju. Nie było to najmądrzejszym, co kiedykolwiek zrobiła, bo kiedy tylko zbliżyła się do swojego łóżka i zauważyła, że śpi na nim jakiś facet, krzyknęła. Obudziło to każdego, kto jeszcze spał nie tylko w tym, lecz także w sąsiednich mieszkaniach, ale Lysandra nie myślała zbyt wiele o tym, co robiła. Jedyne, co jej teraz siedziało w głowie i uparcie nie chciało z niej wyjść to widok Ethana w jej łóżku oraz zrzucona na ziemię kołdra.
– Jeevas, na litość Merlina, załóż coś na siebie!
*
Hogwart w walentynki był tak cukierkowo przyozdobiony, że nawet najbardziej wytrwały żołądek ciężko to znosił. Latające pod sufitem Wielkiej Sali elfy rozrzucały po całym pomieszczeniu czerwone konfetti, które Audrey uporem maniaka wyciągała z jedzenia, mimo że słyszała już kilka razy zapewnienia, że konfetti było całkowicie jadalne i nie miało szans na utknięcie w gardle. Audrey na myśl o włożeniu tego do ust robiło się słabo i wcale nie pomagało jej to, że siedzący naprzeciwko Aaron wrzucał to konfetti do mleka, jakby było płatkami.
– Pochorujesz się od tego – powiedziała z przekonaniem, kiedy sięgnął po łyżkę.
– No co ty, smakują jak toffi.
Audrey uniosła brwi i wygięła niechętnie usta. Jakby mało słodyczy było w tym całym dniu. Na całe szczęście Evan Rosenheimer nie wyrażał swojego przywiązania do niej poprzez wysyłanie potajemnie czekoladek, jak to robili między sobą Anne i Noah. Prawdopodobnie by go za to zabiła.
– Audrey, rozluźnij się. Wczoraj byłaś taka wesoła.
– Wczoraj miałam urodziny, dzisiaj jest kac – odpowiedziała i zmarszczyła czoło. Nie piła nic, ale dzisiejszy dzień był jak kubeł zimnej wody po takim przyjemnym dniu wczorajszym.
– Racja. – Wyszczerzył radośnie zęby. – Wszystkiego najlepszego.
Spojrzała na niego lekko urażona, ale przyjęła życzenia skinięciem głowy. Nie miała nawet siły wyrzucać mu jego zapominalstwa. W szczególności, że na horyzoncie pojawiła się Aisling, a Aaron zdążył przez to zapomnieć o całym otaczającym go świecie. Nie mogła się jednak powstrzymać przed zniszczeniem mu marzeń o idealnej randce w walentynki.
– Wiesz, że Ais idzie na randkę z Ethanem, prawda?
Nie wiedział. Spojrzał na nią, nie kryjąc się z tym, a potem przeniósł wzrok na brata, który siedział parę miejsc dalej z Gabrielem oraz jego ślizgońską dziewczyną; nie lubił jej, ale i tak wszystkie były lepsze od Iris, z którą się wcześniej umawiał. Posłał wrogie spojrzenie bratu, jednak ten nawet na niego nie patrzył, więc nie poczuł się urażony. Zamiast tego Ethan zauważył Aisling, która chwilę później wcisnęła się między niego i Gabriela.
– To jest zdrajca, nie brat – skomentował Aaron, a Audrey wzruszyła ramionami.
– Trzeba było nie traktować jej jak zabawki w krytycznym momencie. Może miałbyś jeszcze jakąś szansę.
– No toż przeprosiłem ją z tysiąc razy!
– O tysiąc za mało. I tak Ais jest za miła, na jej miejscu bym cię zabiła.
Uśmiechnęła się i pstryknęła w niego konfetti, które wpadło jej do soku dyniowego.
– Nienawidzę cię, Mitchell – rzucił pod wpływem emocji, bo jego duma została urażona, a męska duma to świętość.
*
– Ais nie pozwoliła mi spać w swoim łóżku – powiedział Ethan na swoje usprawiedliwienie, kiedy założył w końcu bokserki.
– I dlatego śpisz całkiem nagi w moim?
– Inaczej jest niewygodnie.
Lysandra spojrzała na niego z mieszaniną niechęci i przerażenia. Nie chciała znać szczegółów, ani też nie chciała wiedzieć, jak dawno przywłaszczył sobie jej łóżko. Że też nie było Aisling, by mogła ją ochrzanić za takie nierozważne rozporządzanie cudzymi łóżkami.
– Gdzie ona w ogóle jest?
Ethan usiadł po turecku na łóżku i wygiął usta w taki sposób, że wyglądał jak mały chłopiec pozbawiony ulubionej zabawki. Jakby nie patrzeć, było to dość bliskie prawdy.
– Siedzi u narzeczonego już trzecią noc z rzędu. Głupie są te baby, że się tak łatwo dają usidlić. Audrey zmądrzała, Anne zmądrzała, tylko jeszcze Ais nie dojrzała do tej decyzji.
Lysandra uniosła brwi. Nie wiedziała, czy mu współczuć filozofii życiowej, czy przyznać rację.
– Co ty właściwie tu robisz?
– Dziewczyny mnie przygarnęły, póki nie znajdę jakiegoś mieszkania.
– I robisz coś w tym kierunku?
Ethan uśmiechnął się szeroko.
– Po co?
*
Aisling sama nie wierzyła, że dała się wyciągnąć Ethanowi do Hogsmeade. Miasteczko było chyba jeszcze bardziej przystrojone niż zamek, choć wydawało się to niemożliwe. Szybko zaczęła żałować swojej decyzji. Czemu to nie mógł być piętnasty? Może był to wyraz paranoi, ale czuła na sobie potępiające spojrzenia innych ludzi. Nic dziwnego, skoro jeszcze nie tak dawno coś było między nią a Aaronem, a do tego Aaron wychodził z założenia, że wciąż jest. Podczas, gdy ona nagle spotyka się w walentynki z jego bratem. Sama siebie potępiała za ten pomysł, choć wiedziała, że to nie była randka. Przynajmniej nie miała nią być.
– Co ty taka milcząca jesteś? – zapytał Ethan po dłuższej chwili wpatrywania się w nią.
– Tak hipotetycznie: czy są jakieś zasady mówiące, że nie powinno się umawiać z byłą dziewczyną swojego brata?
Ethan spojrzał na nią ze zdziwieniem.
– Hipotetycznie tak, ale z tego, co wiem, nigdy nie byłaś z Aaronem – odpowiedział i pochylił się w jej stronę. Był stanowczo zbyt blisko; czuła jego ciepły oddech na swojej twarzy.
– Zapomnij, że coś mówiłam.
Przyłożyła rękę do jego twarzy i odsunęła go od siebie. Zaśmiał się i objął ją ramieniem. Bez słowa sprzeciwu dała się poprowadzić przez zaśnieżoną główną ulicę miasteczka.
– Ja w ogóle udało ci się namówić profesor Gane, by nas puściła do Hogsmeade? O ile wiem, była dość stanowcza, jeżeli chodzi o nasze opuszczanie terenu Hogwartu.
– Powiedziałem jej, że kocham cię tak bardzo, że nie przeżyję, jeżeli nie spędzimy walentynek u pani Puddifoot.
Aisling spojrzała na niego z niedowierzaniem, które zmieniło się w przerażenie, bo czy to nie miało oznaczać, że trafią właśnie do tej znienawidzonej przez nią herbaciarni? Sama lokalizacja była przyjemna, ale właścicielka za bardzo lubiła się wtrącać za każdym razem, kiedy przychodziła tam jakaś para.
– Błagam, byle nie tam. Posypią się głowy, jeżeli znajdę w swoich włosach jeszcze więcej konfetti.
Uśmiechnął się i zaprowadził ją do Trzech Mioteł.
*
Riley czaił się w Pubie pod Trzema Miotłami i tylko czekał na jakąś samotną niewiastę, którą trzeba byłoby pocieszyć w ten jakże smutny dla samotnych kobiet dzień. Nie przewidział jednego: samotne kobiety raczej omijały szerokim łukiem miejsce, gdzie aż roiło się od zakochanych par, których nie brakowało nawet w pubie. Pomału tracił już nadzieję na znalezienie sobie towarzyszki na ten dzień, kiedy nagle obok niego przysiadła jedna z tych samotnych, które nie stronią od towarzystwa, w szczególności męskiego.
– Odejdź, siło nieczysta, jeszcze mnie czymś zarazisz! – zawołał i przesunął się z krzesłem na drugi koniec stolika. Iris natomiast się zaśmiała.
– Nie martw się, nie mam tego w planach – uspokoiła go. – Nie chcę złapać niczego, co roznosi Lysandra.
– Świetnie, to idź już sobie, przez ciebie stracę wszelkie szanse na podryw.
– Straciłeś je w momencie, kiedy okazało się, że jesteś rudy.
Riley aż się zapowietrzył.
– Macie z Evanem Jamesem jeden mózg. Albo połowę, bo cały to za dużo.
Iris uśmiechnęła się i pokiwała głową.
– No ja właśnie w tej sprawie przyszłam. Trzymaj swoje zabawki przy sobie. Myślę, że żadnemu z nas nie odpowiada, że Lysandra kręci się wokół Evana.
Riley prychnął, ale musiał przyznać jej rację. Nie na głos, ale musiał.
– To co, chcesz piwa? Ja stawiam.
– Niech będzie.

Advertisements
23. Głupie baby

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s