21. Problemy z bezsennością

Aisling w środku nocy obudziło czyjeś chrapanie. Posiadanie trójki współlokatorek przyzwyczaiło ją do różnych utrudnień w czasie snu, a najlepszym sposobem na niesłuchanie tych uciążliwych dźwięków było zakrycie głowy poduszką. Ais zawsze to praktykowała i nigdy nie było z tym problemu. Kiedy jednak sięgnęła po drugą poduszkę, która powinna leżeć obok pierwszej, na której spała, natknęła się na przeszkodę. Poderwała się zaskoczona.
– Ethanie Jeevas, możesz z łaski swojej wyjść z mojego łóżka? – zapytała głośno, licząc, że obudzi to nieproszonego gościa.
– Teraz to wyjdź – odpowiedział, ale pościel stłumiła trochę dźwięki. – A kiedyś wręcz wpakowywałaś się do mojego.
Aisling już otworzyła usta, żeby coś na to odpowiedzieć, ale ostatecznie je zamknęła i tylko sapnęła z oburzenia. A potem dość brutalnie i bez żadnych skrupułów zepchnęła chłopaka z łóżka.
– Zapamiętam to sobie! – odpowiedział jej z podłogi.
– Możecie się zamknąć?
Oboje spojrzeli na drzwi, w których stała Audrey i wyglądała, jakby była ucharakteryzowana do mugolskiego filmu o żywych trupach, który ostatnio wspólnie oglądali w telewizji.
– Niektórzy próbują spać – dodała i wyszła, trzaskając za sobą drzwiami, co z kolei obudziło śpiącą w salonie Anne.
*
Jacob usilnie starał się rozbawić Grace, ale ta najwyraźniej była zainteresowana wszystkim, tylko nie własnym, dawno niewidzianym bratem. Czego jednak spodziewać się po dziewczynce, która była właśnie po rozpakowaniu paczek świątecznych. W tej sytuacji nie dziwiło też, że Jacob próbował ją rozbawić machając jej przed nosem grzechotką. W tym miejscu warto wspomnieć, że Grace nie była ani niemowlęciem, ani nawet w wieku uznawanym przez mugoli jako przedszkolny. Lada chwila miała dostać list z Hogwartu, a jej brat traktował ją, jakby urodziła się przed paroma miesiącami. To jednak nic nowego, że Jacob miał problem z określaniem wieku ludzi młodszych od siebie. Aisling musiała mu wiele razy przypominać, że chodzi już do szkoły, więc nie powinien się dziwić, dlaczego nie wraca na noc do domu.
– Zaraz wydłubiesz jej tym oko – stwierdziła Aisling, podnosząc wzrok znad książki. Jacob przerwał na chwilę próby zwrócenia na siebie uwagi.
– Te zabawki są tak skonstruowane, żeby nie zrobiły dziecku krzywdy – powiedział, wyraźnie oburzony insynuacjami kuzynki. – Grace jest wyraźnie zachwycona.
Grace jednak w tym czasie oddaliła się od swojego brata i wspięła się na krzesło, by ściągnąć ze stołu garść cukierków i jedno ciastko, które wcześniej dzielnie malowała cukrowymi pisakami. Na dźwięk swojego imienia odwróciła głowę, ale nie miała okazji nic powiedzieć, bo zdążyła już zapchać usta łakociami. Odezwała się dopiero, kiedy jakimś cudem udało jej się to wszystko przełknąć:
– A pójdziemy do zoo? Mama mówiła, że w Londynie otworzyli zoo, gdzie są jednorożce – powiedziała, a Jacob uśmiechnął się szeroko. Wyglądał jak najszczęśliwszy człowiek na świecie, brakowało tylko, żeby oczy zaczęły mu się świecić od tego entuzjazmu.
– Oczywiście!
Aisling zmarszczyła brwi.
– A czy zimą zwierzęta nie są gdzieś pochowane, żeby im zimno nie było? – zapytała i od razu została obdarzona przez Grace pobłażliwym spojrzeniem.
– To magiczne zoo.
Tak jakby to wszystko wyjaśniało, przeszło Ais przez myśl, ale uśmiechnęła się i kiwnęła głową ze zrozumieniem.
W tym momencie z kuchni wróciła pani Candrot z półmiskiem pełnym ciast.
– O, to moje ulubione! – odezwała się nagle Aisling, odkładając książkę na bok i podkradła kawałek sernika orzechowego, zanim jeszcze półmisek dotknął stołu.
*
Aisling udało się uniknąć wycieczki do zoo, więc wymknęła się z domu, by rozejrzeć się po okolicy, której nie widziała od wakacji, a w wersji zaśnieżonej – przynajmniej od dwóch lat. Przedzierała się przez nieodśnieżone chodniki, aż dotarła do opustoszałego placu zabaw. Rano najwyraźniej kilkoro dzieci się na nim bawiło, bo udeptało trasę między zjeżdżalnią a huśtawką, a na samym siedzisku nie było ani krzty śniegu. Ais uśmiechnęła się pod nosem i, nie chcąc dalej brodzić po pas w zaspach, przysiadła na huśtawce. Niedługo cieszyła się samotnością, bo w oddali zauważyła zbliżającą się postać. Zmierzchało, więc ciężko było ocenić, czy był to ktoś znajomy, ale i tak zmrużyła powieki, by lepiej widzieć. A kiedy już zauważyła, serce zabiło jej mocniej, bynajmniej nie ze strachu.
– Ais, co robisz tu tak późno?
Przez chwilę nie odpowiadała, tylko czekała, aż zbliży się na tyle, by wyraźnie zobaczyć jego wesołą twarz.
– Mortimer.
Uśmiechnął się tak, że aż zabrakło jej na chwilę tchu.
*
Anne, mimo nocnych atrakcji zapewnionych jej przez współlokatorki i gościa, po dłuższym czasie dała radę zasnąć. Nie dość, że świadomość, że jej niegdysiejsza miłość wybrała spanie z jej – zaręczoną w końcu – kuzynką, to jeszcze wszyscy narobili takiego rabanu, że równie dobrze mogłaby już wstać i nie próbować nawet zasnąć. Udało jej się jednak przestać myśleć o nieprzyjemnościach i wrócić do krainy snów. Nie na długo, bo obok siebie poczuła jakiś ruch. Obróciła się i spojrzała wprost na śpiącego w najlepsze Ethana. Tak ją to zaskoczyło, że automatycznie odsunęła się od niego, czego skutkiem był bolesny kontakt z podłogą połączony z okrzykiem przerażenia, który obudziłby nawet umarłego. Żaden umarły nie zapukał jednak do drzwi, ale Ethan podniósł się niezadowolony, bo oto właśnie został obudzony tej nocy po raz drugi. Zamiast jednak znowu marudzić i wypominać, zainteresował się stanem Anne, która przeturlała się po podłodze półtora metra i dopiero wtedy podniosła się do pozycji siedzącej.
– Co ty wyprawiasz? – zapytała trochę zbyt piskliwie, ale nie zdążył jej odpowiedzieć, bo Audrey znowu postanowiła przerwać raban.
– Zdajesz sobie sprawę, że niektórzy idą rano do pracy? – upewniła się, ale ten tylko uniósł bezradnie ręce. Podniosła z rezygnacją wzrok ku górze, po czym wskazała ręką na sąsiedni pokój – Łóżko Lysandry się zwolniło na jakiś czas, ale nie przyzwyczajaj się do niego.
Ethan zrobił zaskoczoną minę, ale zanim zdążył zapytać o szczegóły dotyczące wolnego łóżka, Audrey wróciła do swojego. Anne poderwała się na równe nogi.
– Zostań już tutaj, ja tam pójdę. – I takim sposobem zostawiła Ethana samego.
*
Aaron rozglądał się po Wielkiej Sali bardzo uważnie i wyraźnie czegoś albo kogoś szukał – z kiepskim skutkiem. Wykrzywił niechętnie wargi, po czym z wyrazem rezygnacji na twarzy przysiadł się do Chrisa zajmującego miejsce przy stole Ślizgonów.
– Co ty taki niemrawy? – zapytał Aarona między jednym a drugim kęsem tosta. – Święta nieudane?
Chłopak spojrzał na Chrisa ze zdziwieniem.
– Żartujesz sobie? W Szwecji? Zasypało nas na całe święta, a Ethan zastał zaspę śniegu na swoim łóżku – powiedział wesoło. – I to wcale nie jest wina tego, że otworzyłem okno rano, tuż przed śnieżycą.
Wyszczerzył radośnie ząbki, na co Chris pokręcił z rozbawieniem głową.
– Poza tym dostałem kartkę od Ais – dodał. – I to ładniejszą od tej, co Ethan dostał.
– To zaczyna zakrawać o obsesję.
– O, idzie! – Podniósł się gwałtownie i gdyby nie to, że Chris siedział jeszcze na tej samej ławce, to najpewniej poleciałaby do tyłu. – Mówiłeś coś?
Chris tylko machnął ręką i zerknął ukradkiem w stronę Jaden, która siedziała przy stole Krukonów, jak zwykle w towarzystwie Ethana. Aaron w międzyczasie przeskoczył przez ławkę i skierował się w stronę Aisling, która właśnie weszła do Wielkiej Sali w towarzystwie kuzynki. Zaszedł ją po cichu od tyłu i chwycił w pasie, na co ona cała zesztywniała i odchyliła ostrożnie głowę do tyłu, by spojrzeć na niego. Na jej twarzy malowało się zdziwienie, ale szybko zmieniło się w irytację. Ze strony Anne natomiast słychać było zduszone parsknięcie śmiechem.
– Ais, jesteś bardzo spięta – ocenił Aaron, kiedy ta wymknęła się z jego objęć. – Powinnaś się rozluźnić.
Rozłożył ręce bezradnie, a Ais spojrzała na niego z podejrzliwością.
– Nie jestem spięta, po prostu mnie osaczasz. Prawda?
Zerknęła na Anne, która zrobiła minę, jakby wcale nie chciała się mieszać w żadną kłótnię niedoszłych kochanków. Uniosła ręce w geście obronnym, najwyraźniej licząc, że dzięki temu Ais i Aaron przestaną na nią patrzeć, ale nic z tego.
– Trochę – odpowiedziała w końcu, po czym szybko dodała: – Ale mnie w to nie mieszajcie, Noah na mnie czeka.
Anne oddaliła się czym prędzej, a Aaron przechylił lekko głowę, odprowadzając ją wzrokiem.
– Kim jest Noah?
Ais westchnęła.
– Nowym chłopakiem Anne. Mieszka z twoim bratem w dormitorium.
– A to nie Gabriel z nim mieszka? – zapytał wyraźnie zdziwiony, a ona pokręciła głową.
– Poza Ethanem mieszkają tam jeszcze trzy osoby, wiesz? Jedną z nich, prawda, jest Gabriel, a drugą Noah.
Odpowiedziała jej chwila milczenia.
– Racja. Skąd ty tyle wiesz na temat dormitorium Ethana? – Spojrzał na nią uważnie, a ona uniosła wysoko brwi, jednak na jej policzki wdarł się lekki rumieniec. Tak, jakby czuła się zażenowana, ale ostatecznie przysłoniła twarz dłonią w geście kapitulacji.
– No chyba wiem, z kim uczęszczam na zajęcia.
– Aha, czyli to nie ma nic wspólnego z samym Ethanem?
Lekki rumieniec pogłębił się nieznacznie. Aisling potrząsnęła głową, odwróciła się na pięcie i poszła dołączyć do reszty Krukonów, zanim jedzenie zniknie ze stołów.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s