20. Ulubiony kubek

W mieszkaniu dało się słyszeć pukanie. Trzy dziewczyny znajdujące się w salonie automatycznie spojrzały na drzwi, a Anne nawet wstała z zamiarem otworzenia ich, ale zorientowały się, że pukanie nie dochodziło zza drzwi wejściowych. Audrey zerknęła na drzwi balkonowe, ale za nimi też nikogo nie było.
Pukanie nie ustawało.
Aisling również wstała, odstawiła szklankę herbaty na stół i ostrożnie otworzyła drzwi od swojego pokoju. Najwyraźniej odkryła źródło pukania, bo prędko weszła do środka i pozostałe współlokatorki usłyszały dźwięk otwieranego okna.
– Co tak długo? – usłyszały męski głos, ale nie zdążyły dopasować go do nikogo znajomego ani też obejrzeć właściciela owego głosu, bo przeciąg zatrzasnął drzwi do pokoju i zagłuszył dalszą część rozmowy.
– Kto to? – zapytała Audrey.
– Nie wiem – odpowiedziała Anne.
Audrey czym prędzej zajęła miejsce przy dziurce od klucza.
*
Święta zbliżały się nieubłaganie, a wraz z nimi również i przerwa od szkoły. Wiele osób z wielkim entuzjazmem opowiadało o swoich planach na ten zimowy czas. Radość była nawet zdwojona, bo białe święta w Wielkiej Brytanii zdarzały się naprawdę rzadko, ale w tym roku najwyraźniej spełniały się marzenia. Co prawda śnieg przymierzał się już do topnienia za sprawą rosnącej temperatury, sprzyjającej nieustającym deszczom, a nie powiększającym się zaspom i zasypanym ulicom, ale radosne nastroje się utrzymywały.
Aisling to nawet odpowiadało. Co prawda nie lubiła ani śniegu, ani deszczu i wolała, żeby na święta świeciło słoneczko i pogoda przypominała tę typową dla letnich wakacji, ale tego życzenia spadająca gwiazdka raczej nie mogła spełnić. Dlatego właśnie pomyślała po prostu o miłych świętach spędzonych w radosnej, rodzinnej atmosferze. Nie pomyślała, że powinna uważać z wypowiadaniem życzeń, bo jeszcze będą skłonne się spełnić. Nie tak, jakby tego chciała.
Już w momencie, kiedy wysiadała z pociągu w Londynie, wiedziała, że te święta będą bardziej nietypowe niż zwykle, bo właśnie stanął przed nią jej najstarszy kuzyn.
Jacob Candrot nie był typem przykładnego człowieka – właściwie był tego człowieka przeciwieństwem. W młodości prawie utopił swoją kuzynkę w zatoce, a to i tak na przestrzeni lat zawodzenia rodziny wydawało całkiem znośnym czynem (w końcu dziewczyna żyje i ma się dobrze). Gorzej sprawa się miała z ucieczką z domu, przepiciem większości pieniędzy, a w końcu przepadnięciem na dobry rok gdzieś na terenie Niemiec. Kiedy wrócił do Anglii, nie był już co prawda tym samym hulającym nastolatkiem, ale wciąż nie wymarzonym synem państwa Candrot.
Aisling nigdy nie rozumiała rodzinnej nagonki na kuzyna – każdemu przecież zdarza się błądzić – w szczególności, że zawsze pamiętał o jej urodzinach i wysyłał jej różne upominki. Wiązało się to pewnie też z jego wyrzutami sumienia, które nie pozwalały mu zapomnieć o tym, że jest głównym powodem jej panicznego lęku przed wodą, ale Aisling nie musiała o tym wiedzieć.
– Aisling! Dobrze cię widzieć. Ciotka wysłała mnie, bym cię odebrał, więc jestem – powiedział radośnie, zabierając jej walizkę z rąk.
– Czy to oznacza, że będziesz spędzać święta z nami? – zapytała, zerkając na niego podejrzliwie, a kiedy ten przytaknął od niechcenia, dodała: – Myślałam, że skoro wróciłeś na Wyspy, to będziesz spędzać je z wujkiem i ciocią. Albo chociażby Grace.
Jacob zmarkotniał trochę, bo mimo że bardzo kochał swoją dziesięcioletnią siostrę, to rozmawianie na jej temat – z powodu konfliktu z resztą najbliższej rodziny – nie było dla niego zbyt przyjemne. Szybko się jednak na powrót ożywił.
– No widzisz, będzie taki myk, że ją ukradnę pierwszego dnia świąt. Rodzice może i nie chcą mnie widzieć i ze wzajemnością zresztą, ale z Grace spotykać mi się nie zabronią.
Aisling wzruszyła tylko ramionami, bo konflikty rodzinne były dla niej jedną wielką abstrakcją i nie rozumiała, czemu w domu nie może panować atmosfera miłości i zrozumienia. Jacob wrócił, miał się dobrze, wyglądał dobrze, więc czemu się nie cieszyć?
– Żeby cię tylko nie posądzili o porwanie. Szkoda byłoby, gdybyś miał spędzić resztę świąt w Azkabanie – powiedziała wyraźnie zmartwiona możliwością utraty kuzyna.
Jacob uśmiechnął się, objął ją ramieniem i przycisnął do siebie.
– O mnie się nie martw.
*
Aisling stała pod ścianą ze splecionymi na piersiach ramionami i obserwowała wydarzenia, które właśnie miały miejsce w salonie. Na pewno nie było to coś, czego się spodziewała, kiedy rano wstawała z łóżka. Audrey wyglądała na rozbawioną, tymczasem Anne wydawała się trochę zestresowana. Ręce jej się trzęsły, kiedy podawała gościowi herbatę.
– Dzięki, Anne. – Uśmiechnął się do niej szeroko, a ona usiadła na kanapie z miną sugerującą, że nie wiedziała czy się cieszyć, czy płakać, że w ogóle na nią spojrzał. Schowała się za swoim ulubionym kubkiem i postanowiła być bierna.
– W porządku, Ethan – odezwała się Audrey. – Co ty w ogóle tu robisz?
Ethan Jeevas przechylił lekko głowę, zastanawiając się nad odpowiedzią.
– Wpadłem. W odwiedziny. To karalne?
– Wchodzenie przez okno do cudzego mieszkania? Muszę mówić dalej? Czemu w ogóle nie wszedłeś przed drzwi?
– Nie wiedziałem, które drzwi – odpowiedział, jakby to była oczywista oczywistość. Wyglądał, jakby chciał jeszcze coś dodać, ale Aisling wpadła mu w słowo:
– Ethan nie ma gdzie mieszkać i zaproponował, że zamieszka z nami. I że będzie sprzątać.
– Tego ostatniego nie powiedziałem! I tak w ogóle, zajmuję łóżko Aisling.
Aisling uśmiechnęła się, wyrażając tym wielką cierpliwość do tego osobnika siedzącego w ich salonie.
– Może cię zaskoczę, ale ja tam śpię – powiedziała.
– No to przynajmniej będzie zabawnie.
Mrugnął do niej, a Anne wypuściła z rąk swój ulubiony kubek.
*
Lysandra naprawdę planowała wrócić do domu na święta, nawet spakowała się i wsiadła do pociągu. Jednak w ciągu całej drogi do Londynu zdążyła parę razy zmienić zdanie, a kiedy wysiadła na peron – była już gotowa przyjąć zaproszenie Audrey. Może nie na całe święta, ale przynajmniej na okres przygotowań do nich. Skończyło się jednak tym, że już pierwszego wieczoru zaszyły się w pokoju z grzanym winem doprawionym skórkami pomarańczy i goździkami, czyli tak, jak obie lubiły najbardziej w mroźne, zimowe wieczory.
Czwarty kubek w końcu rozwiązał język obu dziewczętom i od razu rozmawiało się im znacznie swobodniej na tematy, na które nie rozmawia się na trzeźwo.
– Więc jak to jest z tym Rosenheimerem? – zapytała Lysandra, popijając grzecznie swoją porcję wina.
Audrey przez chwilę patrzyła, jak przyprawy pływają w kubku.
– Gabrielem?
– Evanem.
– Jeden pies. Czemu pytasz?
– Bez powodu. Rosenheimer – powtórzyła. – Skąd oni w ogóle wytrzasnęli to nazwisko?
Lysandra postukała paznokciami w kubek, przez co Audrey w końcu zainteresowała się rozmówczynią jak należy i spojrzała na nią.
– Od rodziców pewnie. – Audrey najwyraźniej wciąż opierała się działaniu grzanego wina, ale coś czuła, że ten stan niedługo minie.
– Nie chcesz mówić, to nie. Ale ja uważam, że to ich nazwisko jest podejrzane. Nie sądzisz? Na pewno jacyś Niemcy ich nasłali. Przypomnisz sobie moje słowa.
W głowie Audrey zaczęło coś świtać. Coś, co najprawdopodobniej było niepokojem wywołanym przez słowa przyjaciółki. W końcu nigdy nie przepadała za Niemcami.
– To może być spisek – powiedziała całkiem zaskoczona tym, że dopiero teraz na to wpadła. – Spisek Aryjczyków! Ten, ten… Rosenheimer jest na pewno jednym z nich.
Chris, który jak co roku spędzał święta z rodziną Audrey, zajrzał do pokoju kuzynki akurat w momencie, kiedy nawiązała się rozmowa o Rosehmeimerach, i aż brakowało mu słów, by ją skomentować. Stał więc tak przez chwilę niezauważony i słuchał, i z chwili na chwilę coraz bardziej utrwalał się w przekonaniu, że najlepiej będzie, jeżeli po prostu wyjdzie. Zamiast więc przyłączyć się do babskich pogaduszek przy winie, wycofał się powoli i zamknął za sobą cichutko drzwi.
– Wszyscy Aryjczycy są tacy sami – usłyszał jeszcze głos Audrey, zanim oddalił się poza zasięg ich głosów.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s