2. Kto czemu winny?

– To wszystko przez ciebie – powiedziała z wyrzutem, a Aisling pokręciła głową.
– Ja cię do niczego nie namawiałam.
Ais uniosła dłonie, by pokazać, że są czyste i nieskażone żadnym kłamstwem, czy winą. Audrey jak zwykle przesadzała.
– Nie pamiętasz? Wszystko zaczęło się od ciebie.
– I myślisz, że gdybym odciągnęła od ciebie drugiego, to do teraz byłabyś cnotką?
Audrey wbiła w Aisling mordercze spojrzenie. Dziewczynie najwyraźniej spieszyło się do grobu. Audrey obiecywała sobie w myślach, że przyniesie dzbanek wody na jej pogrzeb i wyleje na płytę nagrobkową. Jeżeli Ais się czegoś bała, to tylko wody. I to wody w prawie każdej formie. Deszcz, kałuża, morze, basen czy nawet głupia fontanna! A to było zabawne, gdyż Aisling przez całe życie mieszkała zaledwie dwieście metrów od morza.
– Jedyne, co by cię uchroniło, to zakon, ale niedługo później zostałabyś poddana ciężkim egzorcyzmom za bycie czarownicą.
– Ais, bądź przez chwilę poważna.
– Ależ kochana! Ja się o ciebie martwię. Zawsze się martwiłam! Jesteś moją małą Audie i zależy mi tylko na twoim szczęściu.
*
Rok szkolny jeszcze na dobre się nie zaczął, ale Audrey już miała ręce pełne roboty. Właściwie tylko i wyłącznie ze swojej winy, a „pełne ręce” były tu sformułowaniem bardzo dosłownym. Audrey szła z trzema grubymi tomami w dłoniach, a jej torba zdawała się ledwo wytrzymywać pod ciężarem zawartości. Taka właśnie była panna Mitchell.
Drugiej połowy września nie cechowała najlepsza pogoda, ale tego dnia było akurat wyjątkowo ładnie. Żadnej chmurki, a żeby cokolwiek widzieć, trzeba było mrużyć oczy. Z tego właśnie powodu Audrey postanowiła usiąść w cieniu starego drzewa, które stało niedaleko jeziora. Ależ się zawiodła, kiedy zauważyła, że ktoś już tam siedział, a gdy przyjrzała się dokładniej, dostrzegła dwie sylwetki. Nie zniechęciła się jednak, zwłaszcza że jedna z osób wydawała się dziwnie znajoma. Pod drzewem raczył się relaksować Ethan Jeevas w towarzystwie nieznanej Audrey dziewczyny. Nic nie stało na przeszkodzie, by się przywitać, dlatego też podeszła, bezceremonialnie położyła książki na ziemi i usiadła.
– Cześć – rzuciła.
Ethan się uśmiechnął.
– Cześć, Audrey – powiedział. – To miło, że już dwie przedstawicielki płci pięknej postanowiły dotrzymać mi towarzystwa.
– Tak, to prawda, bardzo miło z ich strony.
Nieznajoma dziewczyna z początku nie wyglądała na zadowoloną z przybycia Audrey, czego mogło dowodzić jej milczenie – nawet po jej wypowiedzi. Niespodziewanie jednak zmieniła zdanie. Wyciągnęła rękę w stronę Krukonki:
– Jaden.
Audrey uścisnęła jej dłoń i uśmiechnęła się.
Tymczasem w zupełnie innej części błoni ktoś inny korzystał z ładnej pogody i z prażącego słońca… i to w trochę odmienny sposób. Aisling rozłożyła na równej ziemi nieduży koc, a z torby wyciągnęła krem do opalania. Niedługo później na trawie obok kocyka wylądowała luźna koszulka, a dziewczyna położyła się wygodnie na plecach, ubrana w górną część stroju kąpielowego oraz krótkie spodenki. Nadeszła pora, by skorzystać z ostatnich promyków słońca.
Ktoś jednak nie miał zamiaru tego uszanować.
Aisling otworzyła oczy, jednak nie potrafiła rozpoznać przybysza, gdyż stał pod słońce. I nie dopuszczał promieni do bladej skóry dziewczyny.
– Możesz nie zasłaniać? Trochę przeszkadzasz – powiedziała nad wyraz uprzejmie.
– Ależ wybacz mi – odezwał się. – Jednak zauważyłem, że się rozebrałaś, i myślałem, że to dla mnie.
Aisling momentalnie zrobiła się cała czerwona na twarzy. Teraz, gdy już lepiej przyjrzała się jego twarzy, wiedziała, z kim miała do czynienia. W pośpiechu sięgnęła po koszulkę i założyła ją na siebie. Jakoś nie myślała nawet o tym, że założyła ją na odwrót.
– Jesteś bezczelny. Wiesz o tym?
Aaron jedynie się uśmiechnął i przykucnął obok dziewczyny.
– Czemu mi przeszkadzasz?
– Czemu tak oschle? – odpowiedział pytaniem. Zrobił minę, jakby był zawiedziony zachowaniem Ais, ale to w tej chwili było jej najmniejszym problemem.
– Aaron!
Chłopak, zaskoczony krzykiem dziewczyny, cofnął się w obawie o swoje życie. Nie minęła jednak chwila, nim jego uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej. Aisling odniosła wrażenie, że zaraz zacznie się śmiać. Nic takiego nie nastąpiło, ale i tak był rozbawiony.
– Moja sława mnie wyprzedza.
– Oj, żebyś się nie zdziwił – powiedziała.
Oparła się na łokciach, patrząc uważnie na Aarona. Jej twarz pomału wracała do naturalnych kolorów, a ona sama rozluźniła się trochę.
– A ja wciąż nie wiem, z kim mam do czynienia.
– Tak bardzo zależy ci na tej wiedzy?
– Czemu nie?
Aisling po raz pierwszy podczas tej krótkiej rozmowy uśmiechnęła się.
*
– Porozmawiajmy o facetach – zaproponowała.
Audrey spojrzała na nią dziwnie.
– Wiesz, że nie lubię tego tematu. Nie zaczynaj znów.
– Myślisz, że ci się oświadczy? To by do niego pasowało – mówiła dalej, jakby nie słyszała słów Audrey. – Będę mogła być twoim świadkiem, prawda? Zawsze chciałam być na twoim ślubie.
Audrey popatrzyła na Aisling, jakby widziała ją po raz pierwszy w życiu. Już nie miała siły, by się denerwować. Może podświadomie zależało jej na oświadczynach? Po chwili jednak skarciła się za głupie myśli i wzruszyła z rezygnacją ramionami.
– To wszystko przez ciebie – powtórzyła znów.
Aisling westchnęła.
– Mówisz, jakbyś była w ciąży – powiedziała, a następnie poprawiła dziewczynę: – To wszystko dzięki mnie.
Nastąpiła chwila ciszy, podczas której w głowie Audrey zrodziło się pełno pomysłów na makabryczną i zupełnie przypadkową śmieć Aisling.
– Nie jesteś w ciąży, prawda?
*
Zadowolony z siebie Christopher Luxon szedł poprzez błonia. Tu szczeknął na jakiegoś kota, tam pogonił natrętnego ucznia. I znowu szczeknął na kota. Szarobrązowego, pręgowanego kota z dziwną blizną na jednej łapie, który miał w sobie więcej szlachetności, niż wszystkie koty razem wzięte. Poza tym się nawet nie przestraszył.
Tak, Christopher Luxon był wilczurem, który zachowywał się jak kundel. A dokładniej – człowiekiem, który posiada umiejętność zmiany w zwierzę, animagiem. Jak to się stało, że nabył taką umiejętność? Głupia historia. Zostało rzucone wyzwanie i on, jako dumny Ślizgon, nie mógł go odrzucić. Czas wolny poświęcony na naukę, groźba wyrzucenia ze szkoły i trochę zachwiane życie towarzyskie po trzech latach zaowocowały przemianą. I nie pozostało nic innego, jak z tego korzystać.
Rasowy kot patrzył na niego dziwnie, jakby wyczekująco. Koty tak nie patrzą.
Chris warknął, ale kot ani myślał ruszyć się z miejsca. Trzeba było dowiedzieć się, kto jest właścicielem i porozmawiać z nim na temat wychowywania zwierząt. Koty powinny się bać wilczurów. W tej chwili jednak nie dawał za wygraną – szczeknął raz, drugi, warknął i znów szczeknął. Kot natomiast odwrócił się tyłem do Chrisa i odszedł, machając z gracją ogonem.
Trochę dalej Anne Candrot obserwowała tę scenę z mieszanymi uczuciami. Po pierwsze: skąd taki dziwny pies znalazł się na błoniach. Po drugie: co to za kot, który nie boi się wyraźnie agresywnego zwierzęcia? A może wcale nie było takie groźne i kot to wyczuł? Anne wolała jednak nie sprawdzać prawdziwości swoich podejrzeń. Jeszcze wilczur by nie zrozumiał, że miała dobre zamiary, i zwyczajnie by ją zaatakował. Lepiej nie ryzykować życia.
Pies zachowywał się dziwnie. Patrzył za odchodzącym kotem, jakby był bardzo niezadowolony z jego zachowania, a następnie szczeknął za nim dwa razy. A w paszczy psa brzmiało to jak potok przekleństw.
Anne wyciągała interesujące wnioski.
Chris powinien był bardziej uważać na to, jak się zachowuje, bo ktoś najzwyczajniej w świecie odkryłby jego futrzaną tajemnicę. Kot najwyraźniej musiał go porządnie zdenerwować i z tego naszczekał jeszcze na dwójkę pierwszorocznych, po czym pognał w stronę Zakazanego Lasu. Tam mógł spokojnie wrócić do formy człowieka, co też zrobił. Nie wiedział jednak, że kot nie dał mu spokoju. Siedział niedaleko, patrząc uważnie, jak Chris schował różdżkę do tylnej kieszeni dżinsowych spodni, a następnie zmierzwił swoje czarne włosy. Jasny ogon poruszał się sztywno w jakimś nieokreślonym rytmie. W tym kocie było naprawdę coś podejrzanego.
Chris odwrócił się i, dostrzegłszy kota, skrzywił się nieznacznie.
– Psik! – zawołał, a zwierzę czmychnęło między drzewa.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s