18. Mięsożerna roślina

Lysandra przyglądała się roślinkom stojącym na parapecie, a potem przeniosła wzrok na roślinki żyjące w doniczkach na balkonie, a na koniec obdarzyła spojrzeniem Aisling, która radośnie przygotowywała wodę do podlania tego wszystkiego.
– Ais… – Lysandra przechyliła lekko głowę. – Wszystko przytargałaś z Nokturnu?
Aisling odstawiła konewkę i przyjrzała się Lysandrze.
– Większość, ale proszę, oszczędź mi wykładów na temat tego, że nie powinnam tam chodzić, bo to niebezpieczne. Anne już to zrobiła. Dwa razy.
– Chciałam tylko powiedzieć, że część z tych roślin rośnie na polu za wioską. Poza tym, jakbyś zgłosiła się do nauczyciela od zielarstwa, to dałby ci kilka kwiatów za darmo.
Aisling otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, po czym potrząsnęła głową.
– Nie wierzę. Dopiero teraz mi to mówisz? – zapytała i chwyciła ponownie konewkę, by w końcu podlać swoje drogocenne roślinki.
– Widzisz, Ais, nie powinnaś chodzić na Nokturn – wtrąciła Anne, która popijała sobie herbatę, siedząc w fotelu, z którego słyszała całą rozmowę.
– Ale to nie ma wpływu na moje bezpieczeństwo.
– Bezpieczeństwo twojego portfela – odpowiedziała Anne, wysiliwszy się na pouczający ton.
*
Aisling siedziała w pokoju wspólnym i czytała książkę o magicznych roślinach, którą pożyczyła od profesora Longbottoma. Przy okazji gniotła w ręce jakiś kawałek pergaminu, jakby nawet nie zdawała sobie sprawy, co właściwie robi. Dopiero kiedy w dłoni ściskała już mocno zbitą kulkę, Anne nie wytrzymała.
– Ais, co to jest? – zapytała, a dziewczyna podniosła głowę znad książki, po czym zerknęła na zgnieciony pergamin. Wzruszyła ramionami i rzuciła go kuzynce.
– List od rodziców.
Anne wolała nie pytać, czemu Aisling potraktowała tak korespondencję rodzinną, więc po prostu rozwinęła pergamin (przyszło jej to z trudem) i zaczęła czytać:
– „Droga Aisling…” – zaczęła. Brzmiało normalnie, więc kontynuowała: – „…mamy nadzieję, że…”
– Trzeci akapit – przerwała jej.
– Ach, wybacz. „Cieszymy się, że tak dobrze ci się powodzi w szkole. Z takimi wynikami nie musisz się martwić o posadę w Ministerstwie Magii. Jesteśmy z ciebie dumni!”
Anne przerwała czytanie i spojrzała na naburmuszoną Ais, która tym razem gniotła jedną ze stron książki.
– Ais, spokojnie!
Aisling zauważyła, co robi, i szybko wyprostowała kartkę.
– Przecież to dobrze, że są z ciebie dumni – podjęła ostrożnie Anne.
– Nie mają być dumni – powiedziała trochę jękliwie. – Mają mnie wspierać w tym, co chcę robić. A na pewno nie chcę pracować w Ministerstwie Magii! Nie chcę tak jak oni być zamknięta w czterech ścianach i odwalać jakąś papierkową robotę. Chcę zrobić coś dla świata, ot, być uzdrowicielką! A oni są ze mnie dumni, bo myślą, że pójdę w ich ślady.
Pokręciła głową.
– Myślę, że ciocia i wujek nie będą mieli nic przeciwko, jeżeli zostaniesz uzdrowicielką – odpowiedziała Anne, nie do końca rozumiejąc zachowanie swojej kuzynki.
– Oczywiście, że nie będą mieli! Nikt normalny nie byłby niezadowolony, że jego dziecko jest uzdrowicielem. Tylko… czeka mnie jeszcze długa droga i jak usłyszę podczas jakiegoś szkolenia od z rodziców: „Mogłaś poszukać pracy w Ministerstwie, już dawno byś pracowała i zarabiała krocie!”, to daję słowo, uduszę tymi rękoma.
Podniosła dłonie, by Anne nie miała żadnych wątpliwości.
– Chyba będziesz musiała z nimi o tym porozmawiać – rzuciła, zerknąwszy na zegarek.
Aisling uspokoiła się w końcu na tyle, że przestała gnieść kolejną stronę książki.
– Ale… rozumiesz, o co mi chodzi, prawda?
– Jasne, że rozumiem. Musisz mi jednak wybaczyć, jestem… umówiona.
– Z kim? – Aisling przechyliła głowę zaciekawiona. – Cały czas z kimś wychodzisz, a nawet nie powiesz, kim jest ten szczęściarz.
– Nie chcę zapesz… co? Nie… umawiam się z nikim. Widzimy się wieczorem!
Anne wyraźnie spanikowała i najzwyczajniej w świecie ulotniła się w pokoju wspólnego, zanim Ais zrobiła się zbyt dociekliwa.
*
Aisling po raz trzeci usłyszała wykład Anne o tym, dlaczego nie powinna kupować magicznych roślin od podejrzanych sprzedawców na Nokturnie. Tym razem doszedł też powód materialny, ale i tak nie była na tyle przekonująca, by usłyszeć: „Dobrze, Anne. Masz całkowitą rację, nigdy więcej nie pójdę na ulicę Śmiertelnego Nokturnu”. Zamiast tego Aisling przytakiwała leniwie i zachowywała się, jakby w ogóle nie docierały do niej słowa kuzynki.
– Dobra, przestańcie – powiedziała w końcu Ais i przeszła do kuchni, jakby chciała urwać rozmowę, ale zamiast tego dodała: – Lubię Nokturn.
Trzy pary oczu momentalnie zwróciły się w jej stronę: Lysandry, która wcześniej jedynie przysłuchiwała się leniwie monologowi Anne, Audrey czytającej wcześniej książkę (najprawdopodobniej nie zarejestrowała nawet, o czym była rozmowa, póki nie padły ostatnie słowa) oraz, najbardziej zszokowane, Anne.
– Mają tam duży wybór magicznych roślin, których nie dostanę nigdzie indziej. Składniki eliksirów też stamtąd brałam! – wyjaśniła i uśmiechnęła się, po chwili jednak zastanowiła się nad tym. – Może dlatego tak wybuchały? No, ale rośliny nie wybuchają. Potrzebują za to ciepła i miłości, które im daję. Profesor na zielarstwie powtarzał, że trzeba mówić do roślin. I że lubią poezję.
Aisling dopiero po wypowiedzeniu tych słów zdała sobie sprawę, że brzmią dość głupio.
– Nawet ta, która zjada moje pająki? – zapytała Lysandra, która przez to, że nigdy nie sprzątała w swoim pokoju (i nazywała to „uporządkowanym chaosem”), siłą rzeczy hodowała w kątach piękne okazy pająków, które stawały się później pożywieniem dla jednej z roślin przywleczonych z Nokturnu.
– Ta w szczególności. Nie znoszę pająków.
– Ja też – poparła ją Anne, a Audrey kiwnęła głową.
– Myślicie, że Ais dziwaczeje przez te całe zaręczyny? – zapytała półszeptem Lysandra, a pozostałe dziewczęta przyjrzały się Aisling.
– Słyszałam to.
*
Chris zbierał się w sobie z samego rana, by odezwać się do Jaden. Zwykłe odzywanie się do dziewczyn nie sprawiało mu specjalnych trudności, ale to, co miał w planach, na pewno nie było zwykłe. W głowie układał sobie różne scenariusze przebiegającej rozmowy i każda kończyła się sukcesem z jego strony. Podczas obiadu miał już tak podbudowaną samoocenę, że nie przejmował się faktem, że Jaden była otoczona przez braci Jeevas. Niezrażony obecnością kumpli, podszedł do stołu Ravenclawu i wtrącił się w rozmowę.
– Jaden, masz chwilę? – zapytał, co zabrzmiało żałośniej, niż sobie to zaplanował.
Dziewczyna przełknęła ziemniaki i spojrzała na Chrisa zaciekawiona.
– Jem, ale możesz mówić – powiedziała.
Aaron wykazywał większe zainteresowanie sprawą Chrisa niż Jaden, co pozbawiło chłopaka jego pewności siebie. Na szczęście dla niego, Ethan był zbyt zajęty jedzeniem, by zwracać uwagę na tę całą sytuację.
– Nie chciałabyś się ze mną… spotkać? We dwoje? – zapytał, co zabrzmiało tak strasznie, że Chris najchętniej by stamtąd uciekł.
Jego przekonanie o porażce potwierdziła mina Aarona, który ledwo powstrzymywał się od śmiechu, niedowierzające spojrzenie odciągniętego od jedzenia Ethana i w końcu zakrztuszającą się kolejną porcją ziemniaków Jaden.
– Przepraszam – odezwała się w końcu, kiedy udało jej się opanować krztuszenie się. – Mam dzisiaj spotkanie z opiekunem w sprawie mojej przyszłości. – Zamachała jakąś ulotką, która wcześniej leżała na stole. – Bzdura jakaś, ale nie mogę się zerwać. Innym razem, co?
Spojrzała na Chrisa przepraszająco, a jemu pękło serce, ale dzielnie to zniósł. Kiwnął głową i uśmiechnął się nawet, aczkolwiek trochę niemrawo.
– Jasne.
Życzył smacznego i odszedł. Nie minęła jednak chwila, kiedy Aaron poszedł za przyjacielem i poklepał go pokrzepiająco po plecach.
– Ej, stary, co to było? – zapytał, uśmiechając się tak, jakby nabijał się z nieszczęścia Chrisa. – Jak ty trafiłeś do tego Slytherinu, to ja nie wiem.
Chłopak poczuł, że jego ego, które już i tak zostało brutalnie potraktowane przez dziewczynę, która mu się podobała, było właśnie równane z podłożem.
– O co ci chodzi?
– Powinieneś postawić ją przed faktem dokonanym. Wtedy nie miałaby jak odmówić! – powiedział. – Bo teraz… bez obrazy, ale wyszedłeś na idiotę. Poza tym… Jaden, naprawdę?
Aaron zerknął w stronę Jaden, która wdała się w rozmowę z Ethanem na temat tej nieszczęsnej ulotki. Chris znowu uśmiechnął się niemrawo.
– Pamiętasz, jak my wybieraliśmy sobie przedmioty, które miały nam się przydać w przyszłości? – rzucił nagle Aaron, a Chris obdarzył go niezrozumiałym spojrzeniem. – Bzdura. A teraz przez nasze głupie wybory dwa lata temu musimy pisać owutemy z przedmiotów, które się nam tak naprawdę nie przydadzą.
– Ty to potrafisz dobić człowieka – skomentował Chris i uśmiechnął się, tym razem już całkiem szczerze.
– Jasne. To co? Piwo, dzisiaj, na błoniach?
– Zawsze.
Podali sobie ręce i rozeszli się do swoich stołów. Żaden z nich nie przejmował się, że na zewnątrz panował mróz, a błonia były zasypane śniegiem. Liczyło się piwo z najlepszym kumplem!

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s