17. Kłamstwa i kłamstewka

Aisling weszła cicho do domu, jak zwykle mając nadzieję, że jej współlokatorki zdążyły zasnąć i, jak zwykle wiedząc, że się przeliczyła. Zamknęła drzwi i tylko czekała na to, by zostać obsypaną tysiącem pytań. Po dwóch minutach jednak żadne nie padło, więc Ais, bardzo zdziwiona, weszła w głąb ciemnego mieszkania i zapaliła w salonie światło. Tym właśnie, nie wiedzieć czemu, obudziła śpiącą na kanapie Audrey.
– Och, Ais. – Ziewnęła. Potrzebowała chwili, by ogarnąć sytuację. – Znowu byłaś na Śmiertelnym Nokturnie?
– Ja? Nie… skąd wiesz, że tam chodzę?
Aisling spojrzała na Audrey podejrzliwie, a ta tylko się uśmiechnęła.
– No dobra, ale co z tego? – powiedziała Ais. – Rezygnuję z eksperymentów na eliksirach na rzecz magicznych roślin!
– Chcesz zostać zielarką? – zapytała z nutką powątpiewania w głosie.
– Eliksiry mi nie wychodzą, więc może rośliny będą lepiej współpracować. One raczej nie mają w naturze wybuchania.
– Obiecaj, że nie będziesz kupować ich na Nokturnie.
– Ale tam jest najtaniej!
Audrey wyobraziła sobie Aisling na mrocznym i pełnym podejrzanych typów Nokturnie i wydało jej się to bardzo abstrakcyjne.
*
– Audrey… – Aisling spojrzała na przyjaciółkę, a potem na Lysandrę, która siedziała przy stole Puchonów i najwyraźniej dobrze się bawiła. O dziwo, nie w towarzystwie Rileya.
Audrey oderwała się od rozmowy z Gabrielem i spojrzała na Aisling.
– Tak?
– Co robi Lysandra?
Pokazała ukradkiem na obiekt zainteresowania. Audrey spojrzała w tamtą stronę i zastanowiła się chwilę.
– Nie wiem – odpowiedziała. – Ale jeżeli próbuje wzbudzić zazdrość u Rileya, to jej nie wychodzi.
Otóż, Lysandra siedziała przy stole Puchonów w towarzystwie Evana Jamesa, naczelnego łamacza niewieścich serc i męskiego odpowiednika Iris Daugherty. Była tak pochłonięta rozmową, że najwyraźniej nawet nie poczuła, że Evan trzymał rękę na jej udzie, prawie przekroczywszy granicę dobrego smaku. Tymczasem przy stole Ślizgonów siedział Riley i wyglądał, jakby nawet nie zauważał Lysandry, tylko próbował coś wyjaśnić Evanowi Rosenheimerowi. Na najbardziej zazdrosną z całego towarzystwa wyglądała Iris siedząca razem ze swoją przyjaciółką i jej narzeczonym i słuchająca ze sceptycznym wyrazem twarzy monologu tego ostatniego. Co jakiś czas zerkała z irytacją w stronę Lysandry i jej towarzysza. Tak się złożyło, że Iris i Evan pozostawali przyjaciółmi z przywilejami odkąd się tylko odnaleźli – ciągnie swój do swego.
Anne usiadła pomiędzy Aisling i Audrey i od razu zorientowała się, komu się przyglądają.
– Lysandra i Evan James? To nowość – skomentowała. – Iris musi być wściekła.
– Myślisz, że taki jest cel Lysandry? – zapytała Audrey, a Ais pokręciła głową.
– Lysandra taka nie jest. On na pewno jej się bardzo podoba!
Jednak żadnej z dziewcząt nie umknęło, jak po chwili Lysandra posłała Iris wyzywające spojrzenie.
– Coś mówiłaś, Ais? – Anne zaśmiała się, na co jej kuzynka westchnęła tylko.
*
Gabriela i Evana rzadko można było spotkać w jednym miejscu. Nie byli ze sobą zbyt związani, mimo że wciąż pozostawali braćmi bliźniakami (nawet jeżeli nikt by nie potwierdził ich podobieństwa przez specjalnie umiejętności Gabriela do zmiany wyglądu).
Tym razem jednak coś było inaczej.
Evan był niesamowicie zdenerwowany, tak jakby coś podczas lekcji go zdenerwowało, a wszystko byłoby pewnie zrozumiałe, gdyby nie to, że Evan opuścił zajęcia tego dnia. Gabriel przypadkiem natrafił na Evana na korytarzu, więc, jako ten dobry i martwiący się brat bliźniak, nie mógł przepuścić okazji, by nawiązać jakiś kontakt.
– Cóż cię tak zdenerwowało? – zapytał.
Evan zerknął na brata kątem oka.
– Moja autonomiczność została poddana kwestionowaniu.
– Kobiety przynoszą ze sobą więcej problemów niźli przyjemności – stwierdził po chwili Gabriel, doskonale odgadując, co Evanowi chodziło po głowie.
Evan, gdyby rozmawiał z kimkolwiek innym, prawdopodobnie w tym momencie urwałby rozmowę i poszedł w stroją stronę, ale nie zrobił tego. Może jednak również dla niego więzy rodzinne coś znaczyły? Co z tego, że ręka świerzbiła go, by w coś albo kogoś uderzyć.
– Wiesz, że lubię utrudniać sobie życie – powiedział. I dopiero wtedy poszedł.
Tak, to była nietypowa chwila, podczas której relacje braci ruszyły o krok do przodu – nieduży, ale zawsze.
*
– I co? Znowu byłaś na Nokturnie? – zapytała Lysandra przy śniadaniu, a Aisling spojrzała na nią oburzona.
– Czy już wszyscy wiedzą, że tam chodzę?
– Ais, nigdy nie byłaś dobra w kłamaniu.
– Nieprawda – burknęła.
– No i widzisz, znowu ci nie wyszło.
Lysandra uśmiechnęła się triumfalnie, po czym zaczęła smarować swoją bułkę dżemem. Aisling natomiast spojrzała na pozostałe dziewczyny, szukając u nich poparcia.
– Naprawdę tak źle kłamię? – zapytała.
Anne nagle zainteresowała się tym, co ma na talerzu, a Audrey przypomniała sobie, że zapomniała wstawić wody na herbatę. Aisling zmarszczyła brwi i przeniosła wzrok na Lysandrę, która wzruszyła ramionami i kiwnęła głową.
– Nie lubię was!
– No i znowu – powiedziała z rozbawieniem Lysandra.
*
Aisling postanowiła wyjaśnić swoje wątpliwości. A co najlepiej może wszystko naprostować, jak nie rozmowa z przyjacielem? A żeby to zrobić, Aisling opuściła cieplutki pokój wspólny i zeszła po tych wszystkich schodach na najniższe piętro. Już chciała zacząć czatować na jakiegoś Puchona, ale okazało się, że miała więcej szczęścia, bo przy zejściu do piwnic Hogwartu akurat pojawił się Evan James.
– Czy to nie moja przyjaciółka Ais Candrot? – odezwał się na przywitanie, a Ais spojrzała na niego pobłażliwie.
– Oto jestem – powiedziała, rozłożywszy ręce, a on porwał ją w objęcia i ścisnął trochę za mocno. – Dobra, wystarczy, boli.
Evan puścił ją i uśmiechnął się szeroko.
– Szukałam cię.
– O, to może być ciekawe – stwierdził zadowolony, po czym splótł ręce na klatce piersiowej. – Słucham uważnie.
– Albo… z resztą, do zobaczenia na kolacji!
Trochę spłoszona jego postawą, odwróciła się na pięcie i już chciała odejść, kiedy Evan chwycił ją za ramię. Zatrzymana dziewczyna postanowiła zebrać się w sobie i wyjaśnić nurtującą ją sprawę.
– Chodzi o Lysandrę.
Evan uśmiechnął się z rozbawieniem.
– Jesteś zazdrosna? – zapytał zaczepnie, a ona spojrzała na niego przez zmrużone powieki.
– Oczywiście, że nie i ty o tym doskonale wiesz! – odpowiedziała. – Po prostu się martwię. Lysandra to moja przyjaciółka, nie pozwolę ci byś ją… Merlinie, jak ja nie znoszę tego słowa, zaliczył jak jakąś… – urwała, by nie użyć słowa, którego potem by żałowała. W końcu wychowanie Ais (na trzeźwo) było nienaganne!
– Nie przejmuj się, nic nie planowałem – powiedział, aczkolwiek dziewczyna odniosła dziwne wrażenie, że jego słowa bardzo mijały się z prawdą.
– Ale… martwię się. O jej serduszko. O twoje nawet, tak trochę…
– To miłe, Ais – przerwał jej – ale ostatnia rzecz, o którą powinnaś się martwić, to moje serce.
Evan uśmiechnął się, co dało Ais trochę pewności siebie.
Aisling zawsze pozostawała w dobrej komitywie z całym światem, ale jeżeli jakiegokolwiek osobnika płci męskiej mogła nazwać przyjacielem, to właśnie Evana Jamesa. Jak to właściwie się stało, że dwójka tak drastycznie różnych ludzi się zaprzyjaźniła pozostawało dla wszystkich wielką zagadką. Żadne z nich o początkach przyjaźni nie mówiło zbyt wiele, więc dla ich wspólnych znajomych pozostały tylko domysły. Niekiedy niezbyt sprzyjające opinii Ais, ale ona uparcie nie prostowała żadnych plotek.
– W porządku, ale jeżeli serce Lysandry będzie miało przez ciebie jedną, małą ryskę… – Spojrzała na Evana groźnie, a przynajmniej się starała, i pokazała palcami o jak małą ryskę jej chodziło. – … to się policzymy.
Evan zaśmiał się.
– Nigdy nie byłaś dobra w kłamaniu – powiedział, po czym poszedł w swoją stronę.
*
Anne przebiegła korytarzem obok biblioteki i na zakręcie prawie spowodowała kolizję z innym uczniem. Zatrzymała się i spojrzała na chłopaka zaskoczona – nie spodziewała się, że spotka go w tym miejscu. Wzięła głębszy wdech.
– Przepraszam, spóźniłam się – powiedziała.
W jej głosie wyczuwalna była panika, bo w końcu Krukonce nie przystało, aby się spóźniała na umówione spotkania. I to ponad godzinę! Ale niestety – siły wyższe – w końcu Anne musiała ułożyć włosy przed wyjściem z dormitorium! To nic złego, kiedy dziewczyna chce raz na jakiś czas wyglądać ładniej niż zwykle.
On jednak nie wyglądał na zdenerwowanego spóźnieniem Anne. Wręcz przeciwnie – uśmiechnął się ciepło i przyciągnął ją do siebie w celu złożenia na jej ustach pocałunku. Anne nie miała wyboru, jak tylko poddać się takiej przyjemnej karze za spóźnienie.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s